Dodaj do ulubionych

porzebuję pomocy wsparcia

14.08.08, 13:04
Nie wiem jak zacząć...mam męża po rozwodzie ma 2 dzieci...połączyło
nas wielkie uczucie a teraz po 2 latach jest ból, żal...zaczęło się
psuć gdy ja zaszłam w ciąże już wtedy widziałam, że coś jest nie
tak, e ciąża go nie cieszy, że będziemy mieli własne dziecko, skoro
on już ma swoje ukochane. Będąc w ciąży wiele razy wyprowadzałam się
od niego, robił mi awantury, że chcę odwiedzić koleżankę, bo dlacego
skoro jego córka właśnie u nas jest, bo chciałam wstawić kanapę do
jej pokoju...urodziła się moja córeczka i koszmaru ciąg dalszy,
awantura z powodu dlaczego jego córka już się ni liczy, bo rzekomo
mam swoje dziecko to już jego córka się nie liczy. Dodam, że moja
córeczka bardzo płakała, kolki, nieprzespane noce, ciągle musiałam
ją nosić...sama ciągle byłam sama i wysłuchiwalam pretensji, że
teraz to liczy się tylko mała:( usłyszałam, że nigdy nie będzie
chciał abysmy maieli wspolny dom, mieszkanie (mieszkam w jego domu)
bo wtedy będę się zbyt dobrze czuła, panią domu, usłyszałam, że
jestem egoistką bo chce by był przy mnie, uslyszałam że nigdy nie
wygram z jego córką chociaż nigdy nie chcialam z nikim walczyć. Boże
długo mogłabym wymieniać rzeczy które robił mi serce...to jest jakis
koszmar. dodam ze jego corka (nastolatka)jak jest przy tacie potrafi
pobawić się z moją malą jak go nie ma ignoruje ją, jest wtedy
arogancka. Wczoraj usłyszałam że wszystko zaczęło się od momentu gdy
chciałam wstawić kanapę o jej pokoju (moja córcia nie ma własnego
pokoju chociaż są wolne) Powiezcie co robić? jestem kłębkiem nerw i
potrzebuję pomocy
Obserwuj wątek
    • ritanina Re: porzebuję pomocy wsparcia 14.08.08, 13:25
      uciekaj jak najdalej z tego domu!!! chcesz żeby twoje dziecko
      cierpaiło? nie masz pomocy od niego jego córka jest zakłamana przy
      tatusiu inaczej a gdy jest sama z tobą to zmiana o 360 stopni.
      narazie z tego co piszesz to ty i twoje dziecko jest zaniedbywane
      przez ojca. tak chcesz żyć i wychowywać dziecko w przeświadczeniu że
      ojcieć go nie chciał i jest dla niego niczym. pozdrawiam
    • marzeka1 Re: porzebuję pomocy wsparcia 14.08.08, 14:04
      "mam męża po rozwodzie ma 2 dzieci...połączyło
      nas wielkie uczucie a teraz po 2 latach jest ból, żal..."- cóż, bywa, wzięłaś pana "po przejściach", z dziećmi, któe mimo waszego "wielkiego uczucia" przecież nie znikną. Dla nastolatki jesteś po prostu tą, któa "rozbiła jej rodzinię i jest tą okropną drugą"nieważne jak było naprawdę- tego raczej przy obecnym podejściu nie zmienisz, nastolatki potrafią "umilić" życie. Poza tym, chyba nie do końca zdawałaś sobie sprawę, jak wygląda życie codzienne z kimś, kto ma też inne zobowiązania.A teraz ponosisz tego konsekwencje.
      • malgohan Re: porzebuję pomocy wsparcia 14.08.08, 14:23
        Wiem wiem, że ponoszę konsekwencje, ale nigdy przenigdy nie
        uderzylam w jego córkę (pisałam że ma 2 dzieci a ważna jest dla
        niego tylko ta jedna, starsza nie liczy się dla niego nic), czy to
        nie jest zastanawiające...zawsze gdy gdzieś jechaliśmy mówilam że by
        zadzwonił po córkę i jechala z nami, zawse ją bronilam gdy
        wagarowała, gdy miala problemy ze zdanie do następnej klasy. Dodam,
        że dla matki jest okropna a mój mąż nie reaguje na to. Ja nie żalę
        się że on ma dzieci, zalę się, że niszczy mnie i moje dziecko i to
        bez wyraźnych powodów. rozumcie proszę ja nie wiem co mam zrobić, bo
        cokolwiek zrobię jest złe zawsze.
        • verdana Re: porzebuję pomocy wsparcia 14.08.08, 15:54
          Zaraz, bo nie rozumiem.
          Corka tego pana ma swój pokój, podobno są inne wolne pokoje - a Ty
          chcialas bez jej zgody wstawić do jej pokoju kanapę? Po co? Żeby
          zademonstrowac, ze jej p[okoj tak naprawde nie jest jej pokojem i ze
          Ty masz prawo nim dysponowac? Akurat w tym wypadku rozumiem
          dezaprobate męża.
          • mama-cudownego-misia Re: porzebuję pomocy wsparcia 14.08.08, 22:05
            Please, Verdana, po pierwsze nadinterpretujesz, bo powyższe wypowiedzi nie dają
            podstaw do przekonania, że ktoś chciał coś pokazać i że kanapa była ze strony
            matki orężem w walce o to, czyj jest dom, a nie na przykład dobrą intencją,
            która została źle odebrana. Po drugie... Rodzice, nawet ci doklejani, mają
            jednak prawo do decyzji i decydujący głos w kwestii np. meblowania domu. Owszem,
            dobrze jest, gdy liczą sie ze zdaniem dziecka i załatwiają takie sprawy na
            drodze negocjacji i kompromisów, ale nie przesadzajmy.

            Wracając do tematu, nasuwa się pytanie, jaki był świeżo upieczony tatuś przed
            ciążą. Jeśli czuły i kochający, a nagle się zmienił, to przeżywa kryzys, być
            może poczuł się odtrącony, zagrożony w swej pozycji najważniejszej dla Ciebie
            osoby. W takim wypadku pewnie z czasem się wszystko ułoży, trzeba go tylko
            upewnić, że dalej jest ważny.
            Jeśli zaś i przed ciążą dawał Ci odczuć, że nie jesteś u siebie i nie masz wiele
            do gadania, to... no cóż. Brak pozytywnej relacji z matką wpływa często na brak
            pozytywnych uczuć do dziecka. Musisz się liczyć z tym, ze sytuacja nie ulegnie
            poprawie i trzeba będzie się zdecydować, czy to ciągnąć, czy odejść, wyszarpując
            jak najwięcej na dziecko (bez zbędnych skrupułów, każdy grosz Ci się przyda,
            żeby je wychować).
            • verdana Re: porzebuję pomocy wsparcia 14.08.08, 22:10
              O nie - rodzice "doklejani" powinni tym bardziej zachowac czujność.
              Chyba nie nadinterpretuję, jesli opisuje sytuacje opisana przez
              autorke - wstawila do pokoju dziewczynki kanape, mimo, ze jak pisze
              sa "wplne pokoje". Rozumiem tez, ze na kanapie miał w pokoju dziecka
              ktos spać - czyli faktycznie bylo to odebranie pierwszej corce męża
              jej pokoju w domu ojca. O ile kanapa miala byc dla tej dziewczynki -
              to przepraszam, wycofuję się z wszekich uwag - ale chyba jednak nie
              o to chodziło.
              Z jednej strony gromy sypia sie na ojca, ktory nie chce widzieć
              dziecka zpierwszego małżenstwa, bo przeszkadza jego dzieciom, z
              drugiej - gromy sypia się na ojca, ktory chce bronić terytorium
              swojego dziecka w swoim mieszkaniu.
              • mama-cudownego-misia Re: porzebuję pomocy wsparcia 14.08.08, 22:39
                Pomijasz drobny element tej układanki - terytorium tego broni kosztem innego
                swojego dziecka, przy okazji postponując i stresując matkę tegoż. Jeśli weźmiesz
                to pod uwagę, nie ma już sprzeczności logicznej w sypaniu gromów na obu
                wymienionych przez Ciebie tatusiów - obaj są w jakiś sposób dysfunkcyjni.
                Sprawa nie jest prosta, i właściwie chciałoby się poradzić matce dziecka, żeby
                porozmawiała o sposobach rozwiązania jej z psychologiem, ale wiemy, ile wolnego
                czasu ma mama niemowlaka...

                Jeśli zaś chodzi o kanapę - nawet jeśli miała ona być np. dla gości (bo z postu
                nie wynika, żeby chodziło o lokowanie tam kogoś jeszcze na stałe), to i tak
                jestem zdania, że rodzic, nawet doklejony (i do dziecka i do mieszkania), ma
                prawo podjąć taką decyzję w konsultacji z drugim rodzicem. Przypuszczam, ze była
                to jakaś niezręczność dyplomatyczna autorki postu, jednak niewspółmierna reakcja
                wszystkich zainteresowanych na tą kanapę świadczy, że jest to jedynie
                wierzchołek góry lodowej, pretekst do wybuchu konfliktu o władzę/własność/wpływy
                na linii żona-starsza córka-ojciec. W takich sytuacjach nie jest dobra ani
                ofensywność ze strony nowej żony tatusia, ani też chodzenie na paluszkach wokół
                nastolatki i ustępowanie jej we wszystkim w imię tego, że "nie jest się u siebie"

                Sposób wybrnięcia z sytuacji uzależniałabym chyba jednak od stosunków z ojcem
                dziecka przed ciążą i związanych z tym możliwości naprawy związku.
                • verdana Re: porzebuję pomocy wsparcia 15.08.08, 00:17
                  Nie - terytorium dziecka jest w tej sytuacji nienaruszalne - dla
                  mnie to oczywiste. Tak, jakby tego pokoju w mieszkaniu nie bylo.
                  Starsze dziecko nie może zostac wyrugowane przez "nowe" - w tej
                  sytuacji dla mnie to oczywiste.
                  Ewentualnie po ustaleniu z ojcem i dzieckiem, a nie na zasadzie -
                  zajmuje część pokoju starszego dla "mojego".
                  • mama-cudownego-misia Re: porzebuję pomocy wsparcia 15.08.08, 09:03
                    Wiesz co, nie sądzę, żeby ktokolwiek przy zdrowych zmysłach zajmował część
                    pokoju starszego dziecka na rzecz niemowlaka wstawiając tam... kanapę.
                  • kicia031 Verdana chyba mieszkasz w domu z gumy 15.08.08, 09:37
                    Kiedy pojawia sie nowy czlonek rodziny, jest rzecza oczywista, ze wszyscy
                    domownicy - lacznie ze starszymi dziecmi - musza zrobic miejsce dla nowego
                    przybysza. Po poczatkowym okresie, kiedy lozeczko stoi w sypialni rodzicow,
                    dzieci zaczynaja dzielic ze soba pokoj - jesli nie ma innego wolnego - i to jest
                    naturalna kolej rzeczy.
                    Dotyczy to zarowno dzieci w rodzinach biologicznych jak i zrekonstruowanych.

                    I jeszcze w kwestii tych ostatnich rodzin - sadze, na podstawie lat
                    doswiadczenia, ze najlepiej robi i dzieciom i rodzicom w takich rodzinach, jesli
                    sa traktowane bez specjalnych przywilejow, nie jak doscie, tylko wlasnie jak
                    czlonkowie rodziny. A to oznacza owniez koniecznosc pewnych ustepst, gdy interes
                    rodziny tego wymaga.
                    • mama-cudownego-misia Re: Verdana chyba mieszkasz w domu z gumy 15.08.08, 11:28
                      Nie no, Kicia, kobieta pisze, że mają wolne pomieszczenia, a nieprzydzielenie
                      pokoju jej dziecku wynika ze złej woli ojca (chociaż nie wiem, po co by mu był
                      pokój teraz, ale rozumiem, ze chodzi o zasadę).

                      Zgadzam się natomiast, że gdy pojawia się nowe dziecko w rodzinie, to wszyscy
                      muszą się do tego dostosować, a już szczególnie szczęśliwy tatuś, który tego nie
                      robi.
                      Dzieci powinny byc traktowane po równo.
                      • verdana Re: Verdana chyba mieszkasz w domu z gumy 15.08.08, 12:02
                        Nie - u nas w domu nikt nie kazał starszym dzieciom przymusowo i
                        bez ich zgody rezygnowac z pokoju, bo nam zachcialo się kolejnego.
                        To my zrezygnowalismy z naszego miejsca, nie tykaląc pokoju
                        starszych.
                        Poza tym, o ile zrozumiałam, tatus dziecka został postawiony przed
                        faktem dokonanym - jego dziecku ktos wpakował sie do pokoju.
                        I nie zgodze się z tym, ze w tym wypadku starsze dziecko powinno z
                        czegoś rezygnować - to bardzo specyficzny wypadek i prawa starszego
                        powinny być bardzo starannie chronione. Bo mlodsze i tak ma lepiakj -
                        mieszka na stałe z rodzicami, nie przezylo rozwodu.
                        • mama-cudownego-misia Re: Verdana chyba mieszkasz w domu z gumy 15.08.08, 13:15
                          Nie wpakował się, tylko wpakował kanapę, to jednak jest różnica...

                          A tak na marginesie przypomnę, że problemem autorki postu początkowego jest
                          właściwie nie to, że starsze dziecko nie chce z czegoś zrezygnować, tylko że
                          tatuś nie angażuje się w opiekę i pomiata żoną w imię dobra starszej córki... Na
                          pewno o prawa dziecka z pierwszego małżeństwa trzeba dbać, ale nie kosztem żony
                          i drugiego dziecka.
                        • mama-cudownego-misia Re: Verdana chyba mieszkasz w domu z gumy 15.08.08, 13:26
                          Trochę się pospieszyłam z wysłaniem odpowiedzi. Twoje podejście jest pełne
                          szacunku do dzieci i idealistyczne, ale jest też utopijne. Gdy w rodzinie
                          pojawia się nowe dziecko, siłą rzeczy zasoby (czasu i sił rodziców, pieniędzy,
                          przestrzeni życiowej, dostępu do komputera, etc.) ulegają podziałowi na więcej
                          "gąb". Nie ma nic złego w tym, żeby dziecko się tego nauczyło. Inaczej z
                          nadmiaru sprawiedliwości wyjdzie nam w końcu system sztywny i niesprawiedliwy
                          wobec młodszych dzieci w rodzinie, trochę taki, jaki funkcjonował w
                          średniowiecznej Europie - liczył się dziedzic, a reszta sio do klasztoru albo na
                          wojnę.
                          • malgohan Re: Verdana chyba mieszkasz w domu z gumy 28.12.08, 18:13
                            Hmm widzę że skupiłyście sie na kanapie, a to tylko drobiazg. W
                            kwesti wyjaśnienie. Córka mojego męża ma pokój i nie mam i nie
                            miałam zamiaru wstawiać tej kanapy dla siebie ani dla mojego dziecka
                            ani też dla gości. Ta kanapa miała być dla niej, pobnieważ łóżko w
                            którym śpi jest już dla niej za małe. Oto co chcialam zrobić. Moim
                            problemem jest mój mąż który traktuje mnie i nasze dziecko inną
                            kategorią. Wierzcie mi że boli, gdybyście usłyszaly jak córka męża
                            wymusza na nim obietnicę, że już więcej dzieci ze mną nie będzie
                            miał.
                        • eastern-strix verdana ma racje 01.01.09, 16:24
                          to rodzicom sie zachcialo dziecka, nie corce meza i nie rozumiem, dlaczego nagle
                          ona ma ponosic jakiekolwiek tego konsekwencje?
                          I tak jej pewnie ciezko i nie ma sensu dokladac jej do pieca.

                          Piszesz,ze nie bawi sie z niemowlakiem,gdy ojca nie ma. A powinna? Bo ja nie
                          rozumiem, dlaczego. To nie jest jej dziecko i jesli chce, moze je ignorowac tak
                          dlugo, jak zechce. A rozwiazywanie takich problemow nalezy do doroslych.
                          Obwiniajac o to corke meza pokazujesz,jak bardzo jestes niedojrzala.
    • basia2012 Re: porzebuję pomocy wsparcia 14.08.08, 16:53
      dziewczyno na co jeszcze czekasz czy nie widzisz że on dzieci
      klasyfikuje na lepsze i lepszejsze, ty jesteś na dalszym planie a
      twoje jest jego dzieckiem i co to dziecko jest be....bo płacze
      bo ...co bóg wie co jeszcze,jeżeli chcesz wrócic do równowagi
      psychicznej to on ci tylko zaszkodzi,dasz radę a taki facet to nic
      dobrego zniszczy cię i tyle........POZRD. BASIA
    • kicia031 Z punktu widzenia macochy 14.08.08, 23:30
      nasza sytuacja jest podobna - jestem rowniez macocha - od prawie 8 lat, mamy tez
      wspolne dziecko oprocz corki mojego partnera z pierwszego malzenstwa, i mojego
      syna rowniez z pierwszego malzenstwa. Moj partner jest bardzo dobrym kochajacym
      ojcem - to zreszta mnie do neigo przyciagnelo. Stara sie spedzac z corka jak
      najwiecej czasu, czesto jest tak, ze musi do niej jechac - 500km prawie - a
      powodu jakiegos rodzinnego kryzysu, chandry. szanuje to i w miare moznosci
      wspieram, chocby przez to, ze zajmuje sie naszym dzieckiem, gdy on jedzie do
      corki. Lubie mala, mamy dobre relacje, jest zawsze mile widziana w naszym domu.
      Ale - ja nie jestem jej matka i oczekiwanie, ze takaz matke mam udawac, jest po
      prostu nierealne. Ona ma wlasnych rodzicow, a moja rola - tak jak ja ja widze,
      to zyczliwe wsparcie, sympatia. jednak moje zycie nie bedzie sie krecilo wokol
      corki mojego partnera, i nie zamierzam jej traktowac w zaden szczegolny sposob,
      a juz na pewno nie przyznawac jej przywilejow jakich nie maja moje wlasne dzieci.

      Wydaje mi sie, ze w waszym zwiazku zachwiala sie troche rownopwaga miedzy
      potrzebami i uprawnieniami wszystkich czlonkow rodziny. Oczywiscie, to sa sprawy
      delikatne, dotycza najwazniejszego chyba w zyciu uczucia, jakim jest milosc do
      wlasnych dzieci, i strasznie latwo jest rozne rzeczy spieprzyc, nawet bardz sie
      starajac. Ciekawa jestem, jak twoj maz widzi te sytuacje - probowaliscie
      rozmawiac, baz oskarzen, o wzajemnych oczekiwaniach?

      I jeszcze jedna refleksja na koniec - na ogol nie jest przypadkiem, ze mezczyzna
      jest rozwiedziony - na pewno sa wyjatki, ale raczej sprawy wygladaja tak, ze
      facet nie nadaje sie do wspolnego zycia, ma jakies problemy ze soba, z
      komunikacja, z ustawieniem w zyciu priorytetow, z dojrzaloscia... jesli macie
      zostac razem, to bardzo duzo pracy przed wami...
      • serendepity Re: Z punktu widzenia macochy 15.08.08, 12:17
        kicia031 napisała:


        > I jeszcze jedna refleksja na koniec - na ogol nie jest przypadkiem, ze mezczyzn
        > a
        > jest rozwiedziony - na pewno sa wyjatki, ale raczej sprawy wygladaja tak, ze
        > facet nie nadaje sie do wspolnego zycia, ma jakies problemy ze soba, z
        > komunikacja, z ustawieniem w zyciu priorytetow, z dojrzaloscia... jesli macie
        > zostac razem, to bardzo duzo pracy przed wami...

        A jak kobieta jest rozwiedziona to co? Nie ma tych samych wad i problemow? Nigdy
        nie jest winna rozpadowi?
        • kicia031 Re: Z punktu widzenia macochy 28.12.08, 19:22
          A jak kobieta jest rozwiedziona to co? Nie ma tych samych wad i problemow? Nigd
          > y
          > nie jest winna rozpadowi?

          Oczywiscie, ze bardzo wiele kobiet niszczy swoje zwiazki. sadze jednak, ze en
          masse kobiety decyduja sie na rozwod z innych powodow niz mezczyzni. ryzykujac
          generalizacje, powiem tak: jesli mezczyna decyduje sie odejsc, to na ogol
          dlatego, ze znalazl inna kobiete, ktora bardziej mu lezy. jesli kobieta
          odchodzi, to dlatego, ze po wielu probach uznala, ze jednak sie nie da z tym
          facetem wytrzymac. oczywisciew mozna przedstawic mnostwo kontrprzykladow, ale
          ciekawe jest jak im sie glebiej przyjrzysz. ot chociazby moj partner. Kiedy go
          poznalam, byl biedna ofiara zony, ktora go zdradzala a nastepnie porzucila.
          Kiedy go poznalam blizej, kiedy nasz zwiazek znalazl sie w kryzysie zobaczylam
          jego 2 twarz i wiesz co - nie popieram zdrady, ale nie dziwie sie tez Exi, ze go
          zdradzila. jestesmyu razem, kochamy sie, pokonalismy kryzys, ale ja patrze
          naniego juz inaczej, bo wiem, jak potrafi sie zachowywac i jakie to moze wywolac
          reakcje u niedojrzalej dziewczyny, haka byla jeszcze Exia podczas ich malzenstwa.
          • abasia471 Re: Z punktu widzenia macochy 28.12.08, 23:24
            Myślę, że autorka wątku robi ze starszej córki męża chłopca do
            bicia. Jeżeli ma pretensje do męża, że traktuje ją nie tak jak
            powinien, to niech adresuje te pretensje do niego a nie do
            nastolatki. Wypadałoby wykazać się większą dojrzałością i
            zrozumieć, że nastoletnia dziewczyna może walczyć o uczucie ojca
            róznymi sposobami, niekoniecznie poprawnymi, i nie mieć o to
            pretensji. Postawa męża też z czegoś wynika. Być może on uważa, że
            jego starsza córka potrzebuje jakiegoś rodzaju obrony przed macochą
            a może zwyczajnie daje sobą manipulować. Jak by nie było, to sprawę
            trzeba załatwiac z nim a nie szukać winnego w osobie córki.
            Prowadzenie wojny z nastoletnią córką, mnożenie pretensji do
            niczego dobrego nie prowadzą. Lepiej spokojnie wytłumaczyć mężowi
            co boli i poprosić o wspólne ustalenie zasad według których będzie
            funkcjonowała rodzina.
            • nemeth Re: Z punktu widzenia macochy 29.12.08, 09:05


              Ja tu nie widzę żadnych pretensji do nastolatki tylko do ojca. To ojciec
              powołując się na posiadanie starszej córki neguje istnienie młodszego dziecka i
              próbuje podporządkować życie nie tylko swoje ale i żony nastolatce ( robił mi
              awantury, że chcę odwiedzić koleżankę, bo dlacego
              skoro jego córka właśnie u nas jest)
              Jak dla mnie jest to chora sytuacja.
              Jeżeli rozmowy nic nie pomagają spróbuj namówić męża na jakąś terapię. Jeżeli to
              nie pomoże to ja bym się wycofała z takiego związku chociażby ze względu na
              dobro swojej córki
              ( .urodziła się moja córeczka i koszmaru ciąg dalszy,
              awantura z powodu dlaczego jego córka już się ni liczy, bo rzekomo
              mam swoje dziecko to już jego córka się nie liczy. Dodam, że moja
              córeczka bardzo płakała, kolki, nieprzespane noce, ciągle musiałam
              ją nosić...sama ciągle byłam sama i wysłuchiwalam pretensji, że
              teraz to liczy się tylko mała)
              Czy tak zachowuje się normalny dojrzały facet który dorósł do roli ojca?
              (usłyszałam, że nigdy nie będzie
              chciał abysmy maieli wspolny dom, mieszkanie (mieszkam w jego domu)
              bo wtedy będę się zbyt dobrze czuła, panią domu, usłyszałam, że
              jestem egoistką bo chce by był przy mnie)
              Powiedz jaki jest powód oprócz dziecka ze z nim jesteś????
              Facet nie chce mieć z Tobą wspólnego domu, stawia starsze dzicko przed Tobą i
              malutką, nie masz żadnej w nim pomocy ani wsparcia, zastanawiam sie po co Ci on?
    • supermaryla Re: porzebuję pomocy wsparcia 03.01.09, 23:16
      Moze troszke pozrzedze tutaj wam. Nie naleze do was bo jestem
      stara, czyli wieku waszej matki albo babcia waszych dzieci. Po
      pierwsze zrobilas karynalny blad ze zwiazalas sie z rozwodnikiem,
      czyli z mezem innej kobiety. A po drugie radze ci zrobic wszystko
      zeby odejsc od faceta. Zalatw sobie tylko alimenty i pilnie pilnuj
      abys dostawala na czas. On ma dom wiec musi placic.
      Zyczliwa 'matka'
      • ajmj Re: porzebuję pomocy wsparcia 04.01.09, 09:59
        Supermaryla. To nie katolickie forum, więc po rozwodzie on był
        wolny. A więc autorka związała się z wolnym człowiekiem.

        Dla mnie ta sytuacja nie jest normalna. Facet ewidentnie Ciebie nie
        szanuje i ma gdzieś. Nie wytrzymałabym w takim związku jak to
        opisujesz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka