dorula114
29.09.08, 22:15
Witam wszystkich. Jestem w fatalnej sytuacji.Przed slubem moje
relacje z córką męża z pierwszego małżeństwa były poprawne. Miała
wtedy 12 lat. Nie ja rozbiłam małżeństwo, męża poznałam, jak juz był
po rozwodzie. Zamieszkalismy razem, bo mój przyszły mąż bardzo na to
nalegał.Trwało to kilka lat, w końcu powiedziałam-ślub, albo sie
wyprowadzam. Ustalilismy date, zaproszenia wysłane,tydzień do slubu,
a tu nagle córka wpada do ojca z totalną awanturą, nastawiona
oczywiscie przez matkę.Płacz, szantaż, grozby, prosby zrobiły swoje-
mąż chciał odwołać ślub! Wpadłam w depresję, myślałam, że się ze
wstydu pod ziemię zapadnę, nie jadłam, nie spałam. Doprowadziłam
jakos do tego slubu-wiedziałam, że będziemy razem, ale to był
poczatek piekła. W dzień slubu trzeba było zorganizować obstawę,
zeby córka nie narobiła skandalu na całe miasto. Mąż od tej pory
jakby się odwrócił ode mnie, wszystko dla niej , na kazde kiwnięcie
palcem, jakby chciał jej wszystkie krzywdy wynagrodzić. w podróż
poslubną pojechałam z kolezankami do Sopotu, a mąż z córką do
Tunezji. Czułość i ciepłe słowa tylko dla niej, a kiedy krzyczała w
naszym w końcu domu, że ma mnie wyrzucić przez okno, nie
wytrzymałam. Nie mogłam uwierzyć, że nie zareagował, nie mogłam
uwierzyć, że można być tak pobłażliwym. Po roku małżeństwa
zachorowałam ra raka, radość córki pewnie nie miała granic, ale sie
nie poddałam i jest ok.Nie mamy ze sobą żadnego kontaktu od paru
lat, aż do wczoraj, kiedy wróciłam wczesniej z pracy i zobaczyłam ją
siedzacą z ojcem w salonie. Jestem z tych, co nie zapominają, więc
spokojnie powiedziałam do męża-wyrzuć ją przez okno, no i rozpętała
się burza z piorunami. Mąż stanął oczywiścia po jej stronie, co mnie
bardzo zabolało, a do czego juz powinnam sie własciwie
przyzwyczaić...Przed ślubem było inaczej-potrafił przyznać mi rację,
mówił, że córka ma trudny charakter,że czuje śię skwywdzona, ale to
nie ja ja przecież zostawiłam, tylko ojciec. W domu jej i jej matki
jestem k. i d. itp.Tłumaczyłam mężowi,że jeżeli nie potrafi pogodzić
miłości do mnie z miłoscia do córki, to się rozstańmy. Jego poczucie
winy pszesladuje mnie na kazdym kroku. Może tacy ludzie powinni byc
sami? Koniecznie chce rozgrzeszenia od córki i zrobi dla niej
wszystko, ja juz sie liczyc nie będę. I się chyba nie liczę. Pomimo
choroby pracuję, ledwo żyję ze zmęczenia, ale muszę mieć własne
pieniądze, bo dostępu do konta męża nie mam. Nie żałuje mi na nic,
ale nigdy nie wiem, czy, jak będę w potrzebie, mogę na niego liczyć,
bo przecież pierwszeństwo ma ona. Są sytuacje, kiedy straszy mnie
córką-że zapisze jej dom, a ona mnie z niego wyrzuci. Czy to jest
normalne? Czy tacy ojcowie powinni zakładać nowe rodziny? Nie mamy
dzieci przez moją chorobę, może to i lepiej, bo bałabym sie, że
córka męża coś mu zrobi. Skrzywdziła juz moją siostrzenicę, dązy do
rozbicia związku ojca... Nie sadziłam, że tak to się potoczy...
Apeluję do wszystkich dziewczyn-uważajcie na rozwodników z dziećmi,
bo to pułapka bez dna. Mąż twierdzi, że to wszystko przeze mnie, ale
on zawsze tak twierdzi, choćby chodziło o wojnę w Iraku. Ja jego
córce nic nie zrobiłam, byłam dla niej miła, znosiłam jej chumory i
pyskowanie, może tu był mój błąd.Nie jestem zazdrosna o nia, tylko o
sytuację, kiedy ona zawsze jest tym aniołkiem, a ja ta złą macochą.
Mam dom, ogród, pracę, pieniądze, ale cały czas żyję w strachu i
niepokoju. Nienawidzę jego córki za to i cierpnę na myśl, kiedy są
razem i knują coś przeciwko mnie. Co robić??? Dodam, że przed slubem
było inaczej, jego córka do nas przychodziła, razem wyjeżdzalismy na
wakacje, razem śmiałyśmy się z roztargnienia jej ojca itp. Gdybym
wiedziała...Gdybym była zdrowa... ale gdybanie tu nie pomoże. Nie
wiem, czy pomoże cokolwiek. Rozmowa z córką odpada-pozabijamy się.
To chyba tyle...