simone-balbina
06.01.09, 23:39
Witam,
w ostatnią wigilię postanowiłam być łaskawa dla mojej znielubianej
świekry i wyraziłam zgodę na spendzenie w/w wigilli u teściów.
Przyszliśmy z mężem punktualnie na 16.00, jak było umówine. Na
miejscu okazało się, że czekamy jeszcze na ich starszego 35 letniego
cycka, który ma przyjechać ze swoją dziewczyną. Dodam, iż starszy
cyc wciąż mieszka z rodzicami i mimo, iż pracuje, to wciąż teście
pokrywają wszytkie koszty jego bytowania.
No więc czekamy, dobre pół godziny. O, wreszcie są. Okazało się, że
wraz ze sobą przytargali pieska rasy bernardyn, już chyba 8 letniego
(nabyty został jeszcze za czasów poprzedniej laski starszego cyca i
podobno jakieś dwa lata temu siłą jej odebrany, no i umieszczony w
mieszkaniu nowej dziewczyny - oj długa historia).
Cała uroczystość odbywała sie w niewielkim pokoiku, zameblowanym, a
na dodatek zawalonym wielkim świątecznym stołem - miejsca było tyle
co miedzy ławkami w kościele. 6 dorosłych osób i wielka śliniąca się
świnia, która nie omieszkała strącić czegoś tam ogonem i z
rozdziawioną ziejącą gębą, umieściła się wygodnie w fotelu teścia.
Tyle czekaliśmy na tych ekstra gości, a oni zaledwie poczęstowali
się barszczem, laska cyca mówiła, że nie głodna, bo już jadła?,
paźniej, że nie może, bo miała zęba rwanego, na koniec, że ją boli
głowa (czy dupa), posiedzieli nic się nie odzywając, jak zwykle
(para nastolatków - cyc 35 lat, laska 30 lat)- i po 1,5 godziny
wyszli. Najwięcej to rozgadani byli o tym jakie to ich świnia
potrafi sztuczki, jaka jest zestresowana wśród tylu obcych ludzi,
jaka biedna, jak jej gorąco.
Szkoda, że nikt nie pomyślał jak my się czuliśmy postawieni w takiej
sytuacji. Teściów mi nie szkoda, bo nie zachowali się adekwatnie,
świekra miała przylepiony uśmiech i wtórowała jaki to świnia ma
świecący włos i tralalala. Teściu był wyraźnie przestraszony, o czym
poinformował starego cyca, ale nie wyprosił swini z pokoju. Nie
omieszkał wspominać o ślubie (ulubiony temat laski cyca, w
przeciwieństwie do cyca i świekry - przeca jednego syna już jej
jakaś obca odebrała).
Na następny dzień zaprosiliśmy teściów do siebie, no i mąż pyta ich
o ten cyrk z psem. Myślałam, że padnę. Teściu stwierdził, że jak
zaprasza gości, to nie może ich w żaden sposób blokować; że skoro
cyc miał życzenie przyjść z psem, to trudno. Tylko, że cyc to żaden
gość, bo przecież on tam z nimi mieszka, a poza tym co z tymi
goścmi, którzy zostali wrobieni w przymusowe towarzystwo psa (chyba
konia), czyli z nami. Ja nie mogłam tak tego przemilcześ i
oświadczyłam, że szkoda, że nie wiedzieliśmy o tym, bo byśmy nie
przyszli; na co teść, że on nikogo nie zmusza, a ja, że właśnie my
zostaliśmy zmuszeni do towarzystwa konia. Świekra z głupim
uśmiechem, że cyc lubi psy i chciał się pochwalić, ja na to, że mógł
się pochwalić w inny dzień. Ludzie! ten koń ma już 8 lat i cyc
musiał koniecznie chwalić się nim w wigilię. Ja rozumiem pochwalić
się awansem, podwyżką, jakimś życiowym osiągnięciem, ale starym,
śmierdzącym pchlarzem? Na koniec teść stwierdził, że jest zadowolony
z młodszego syna i synowej, a starszy, no trudno nie chce sie
ożenić; na co świekra: 'trzeba brać jak jest', i teściu powtórzył te
słowa: 'trzeba brać jak jest'.
No i jak tu rozmawiać z takimi ludzmi? Starego cyca utrzymują,
tolerują wszystkie zagrywki. Jego pies ostatnio naszczał na dywan w
domku teściów poza miastem; zrobił dwie ogromne plamy, a teściowa
tłumaczyła nam, że pewnie go kąpał - bernardyna kąpał w
kilkunastometrowej izbie i pewnie w misce :D Cyc zać tak sprytnie
robi grilla, że opalił dość znacznie liście jakiejś tam roślinki,
ale teściu nie stwierdził, że cyc ma lewe rączki, tylko, że nie
wolno w tym miejscu grilla robić, bo się liście opalają - jak do tej
pory tyle razy tam robiliśmy i nic. Ale cóż.
Za to jak coś trzeba zrobić, to mój mąż, raz jak byliśmy u nich, to:
zegarek, terma, pralka. No, ale się rozgadałam.
Pozdrawiam :)