mrozonka82
15.01.09, 09:41
Witajcie,
Piszę do Was z być może błahą sprawą, nie jest to historia smutna,
ani dramatu życiowego, ot codzienność młodej mężatki ;)
Mój mąż to mistrz w żarcikach, docinkach i złośliwościach. Uwielbia
mnie szczypać, łaskotac do granic wytrzymałości, przedrzeźniać etc.
Kiedyś było to zabawne i nie przeszkadzało mi- wręcz przeciwnie,
odbierałam to jako jego końskie zaloty i sposób okazywania
zainteresowania, ma problem z okazywaniem uczuć, więc to jest taka
jego metoda jak myślę. Zresztą mnie samej zdaża się być złośliwą i
cyniczną, podejmuję jego grę- i to chyba błąd.
Niestety po 4 latach bycia razem, przy stresującym tybie życia jaki
prowadzimy- mam szczerze dość. To co jest śmieszne gdy człowiek jest
na luzie, niekoniecznie jest miłe gdy się wraca po 10 h pracy.
Szczerze mówiąc czuję się udręczona i zmęczona. Doprowadził swoimi
durnymi zaczepkami do tego, że działa mi na nerwy. Nie mam ochoty na
jego dotyk i obecność bo zaraz się spinam w środku, bo wiem że za
moment się zacznie.
Próbowałam rozmów na spokojnie, mówiłam mu jak źle się z tym czuje,
jak to mnie męczy. Oczywiście przyznaje mi racje, przeprasza i
ogranicza zaczepki na 2-3 dni po czym znów wraca do starych nawyków.
Chciałabym Was zapytać czy macie pomysł jak zmienić tą sytuację? Jak
ja powinnam się zachowywać w takich chwilach? Przyznam, że coraz
częściej doprowadza mnie do ostateczności: albo łez albo totalnego
wybuchu gniewu. Coraz trudniej jest mi zachować spokój i dystans.
Pozdrawiam
Mro ;)