katrin4
26.03.09, 09:57
Witajcie.Mam naprawde spory problem, na razie jest on tylko w mojej glowie, ale przyjdzie taki moment ,ze bede musiala stanac z nim twarza w twarz.Sprawa wyglada nastepujaco.Moj maz ma powaznie chora siostre, ktora wymaga calodobowej opieki.Obecnie zajmuja sie nia tesciowie, poswiecili jej cale swoje zycie, sa wspanialymi ,oddanymi corce rodzicami i podziwiam ich za taka postawe.Sa to jednak rodzice.ja mam raczej obojetny stosunek do siostry meza i nie wyobrazam sobie abym w przyszlosci miala sie nia zajmowac.Ostatnio, bedac u tesciow uslyszalam ,ze kiedys tam....chora Anna bedzie musial zaopiekowac sie moj maz.Lekko sie zdziwilam i spytalam tesciowa, co on na to.Odpowiedziala, ze jeszcze nie wie ,bo domyslam sie nie bylo jeszcze takiej rozmowy. Na to ja,ze moj maz a jej syn z pewnoscia obarczylby tym obowiazkiem mnie i zrobil ze mnie opiekunke, pielegniarke i nianke swojej chorej siostry.Ja nie moge sie na to zgodzic i nie wezme takiego ciezaru na swoje barki.Tego jednak juz nie powiedzialam,ale tak mysle.Siostra meza jest osoba, ktora nie potrafi samodzielnie funkcjonowac,stale ktos musi przy niej byc.Wymaga pielegnacji, nie potrafi sama sie umyc, ubrac ,jest osoba chodzaca,jednak samodzielnie nigdy nie opuszcza mieszkania,tesciowie,starsi i schorowani juz ludzie wychodza z nia na spacery, myja ja ,karmia podaja leki.Do tego wszystkiego trudno jest sie z nia komunikowac, gdyz nie potrafi mowic, wydaje z siebie tylko jakies okrzyki ,wlasnie w ten sposob probuje komunikowac sie ze swiatem zewnetrznym.Potrafi wyrazac swoje emocje,nastroje np.dotykiem ,usmiechem, placzem, pokrzykiwaniem czy nawet agresja.Nie ma z nia jednak kontaktu slownego.Nie robi w domu nic,trudno tego od niej wymagac.Spedza czas chodzac po mieszkaniu z kata w kat,pokrzykujac lub tez spiac.Ostatnim zajeciem,ktore przypadlo jej do gusty jest darcie starych gazet i papierow.Tesciowie pozwalaja jej na to ,bo jesli nie, to wowczas krzyczy i staje sie nieco agresywna, okazuje w kazdym razie swoje niezadowolenie.Ja nie wyobrazam sobie ,abym w przyszlosci miala sie nia zajmowac.Probowalam kiedys rozmawiac o tym z mezem ,ale on zamyka sie na ten problem i woli pomijac go milczeniem .Mam mu to za zle.Rowniez to, ze za namowa swego ojca a mojego tescia spowodowal ,ze pobudowalismy dom,ktory nie byl moim marzeniem .Od poczatku tej nieszczesnej budowy mialam przeczucie ,ze jest ona po to, aby kiedys mogla zamieszkac razem z nami siostra meza, a my mielibysmy sie nia wowczas zajmowac. Nikt oczywiscie nie powiedzial mi tego wprost, ale tak to czulam i czuje do dzis, a mieszkamy w tym nowym domu juz prawie cztery lata.Nie wiem do dzis ,dlaczego nie przeciwstawilam sie w sposob zdecydowany i stanowczy temu pomyslowi z budowa domu, zaluje tego,uwazam ze to chyba najwiekszy moj dotychczasowy blad.Majac takie podejscie do calej sprawy, nie czuje sie w tym domu ani w moim malzenstwie szczesliwa.To glownie tesciowie w poczatkowym okresie budowy finansowali cale przedsiewziecie, a ja mialam wrazenie ,odczucie, ze staje sie od nich zalezna i bede musiala im kiedys za to sie odwdzieczyc.Koncze juz na dzisiaj,chociaz moznaby pisac o calej sprawie jeszcze bardzo dlugo i wplatac w nia kolejne watki.Moze na koniec dodam tylko tyle, ze mam b. zle relacje z mezem, czuje ze mnie ignoruje, lekcewazy po prostu olewa.Nie rozmawia ze mna calymi dniami ,a i ja odplacam mu tym samym.Brakuje pomiedzy nami szczerosci ,co ja gadam, brakuje wlasciwie wszystkiego.