Dodaj do ulubionych

zagubiona..

08.04.09, 07:44
witam moze ktos doradzi cos w moim problemie,niby sami powinnismy
uporac sie z wlasnymi klopotami ale...czasempotrzebne wsparcie i
rada.. otóz mam 30 lat i jestem w trakcie rozwodu, moj wkrotce mam
nadzieje byly maz nie zgadza sie na niego mimo iz ma kochanke,gdyz
nie chce placic alimentow juz zmniejszyl sobie na umowie dochod na
najnizsza krajowa..ale moze zaczne od poczatku,mezatka jestem od 11
lat mam dwoch chlopcow(11 i 9 lat),od poczatku malzenstwa maz znecal
sie nade mna psychicznie choc byla to metoda "kija i
marchewki",czyli okresy sielanki i horroru,nigdy nie bylo wiadomo
jak bedzie danego dnia..3 lata temu podjelam prace i uswiadomilam
sobie ze nie chce i nie musze dluzej znosic takiego traktowaniam,a
wypadek samochodowy ktory mialam upewnil mnie w tych zamiarach,poza
tym poznalam kogos kto ceni mnie za to jaka jestem a nie za to co
zrobie(scisle w/g wytycznych i z bezustanna krytyka)..od roku
probuje sie wyrwac z tego niszczacego zwiazku,ale..no wlasnie ale sa
moje dzieci ktorym boje sie rujnowac zycie,zabierac to co znane,tym
bardziehj ze obaj maja zaburzenia emocjonalne..ehh. na pierwszej
sprawie maz powiedzial ze nie zgadza sie na rozwod ponieważ:"zona
nie wyprowadzila sie z domu i on nie moze sobie ulozyc zycia"
uwierzcie nawet sedzina sie smiala..poza tym nie rozmawiamy juz od
kilku mies,on zreszta z dziecmi tez nie rozmawia,karze ich za to ze
chca byc ze mna..funduje im huśtawke emocjonalna raz zero
zainteresowania to znow kupowanie drogich prezentow..moj problem
glownie polega na tym ze nie wiem czy nie zrobie dzieciom ogromnej
krzywdy zabierajac z miejsca ktore znaja,czy dam sobie rade sama(on
zawsze mi mowilze do niczego sie nie nadaje,nic nie jestem
warta),boje sie ze teraz w dobie kryzysu zafunduje im koszmar
zawiazany z ubostwem i niepewnoscia jutra,oraz tego jak to na nich
wplynie, moj potencjalny przyszly zwiazek n ie jest priorytetem,choc
chcialabym byc w koncu szczesliwa..piszcie co myslicie
prosze..pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • annb Re: zagubiona.. 08.04.09, 08:44
      tkwiąc w chorym związku robisz im większą.
      Pozostając z przemocowcem robisz im wiekszą.
      Nie zasłaniaj się dziecmi.Musisz wyrwac sie z tego chorego związku.
      jesli nie masz siły, poszukaj terapeuty z którym przepracujesz
      problem swojego zwiazku nie po to aby go naprawiac
      bo na zachowanie przemocowca wplywu nie masz, ale po to aby uratowac
      reszte zycia jakie ci zostalo.
      No i musisz wzmocnic swoją samoocenę.Własciwie to nie dziwi mnie
      wcale ze nie wierzysz w siebie.Zycie z przemocowcem do tego
      prowadzi.pan Ci do glowy wbija ze sobie nie poradzisz bez niego, aby
      Cie od siebie uzaleznic.
      Prosty schemat.
      • premeda Re: zagubiona.. 08.04.09, 09:03
        Naprawdę może być tylko lepiej, po rozstaniu. Piszesz, że dzieci
        mają zaburzenia emocjonalne, to pozostanie z ojcem, który im funduje
        huśtawkę emocjonalną, jest wyrządzaniem im ogromnej krzywdy.
    • kati1973 Re: zagubiona.. 09.04.09, 11:22
      Czyj jest dom? Jesli jest z waszego malzenstwa, jest wlasnoscia
      wspolna i maz powinien Cie splacic. Poza tym skseruj wszystkie
      dokumenty, te swiadczace o dochodach wszystko, jesli jestes jeszcze
      w domu. poza tym zapraszam Cie na forum przemoc w rodzinie, tam sa
      kobiety z podobnymi problemami
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24028
      Zycie z przemocowcem to horror dla dzieci, wyprowadzka, pozwoli im
      na spokojne zycie. Ty jestes matka i masz nawet obowiazek zapewnic
      dzieciom bezpieczenstwo. Lepiej w biedzie i w spokoju psychicznym

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka