Dodaj do ulubionych

coraz bardziej samotna...

19.06.09, 12:59
hmm w zasadzie to sama nie wiem od czego zacząć, mam problem z mężem...od
momentu jak dowiedział się że jestem w ciąży notabene ciąży na której mu
bardzo zależało zmienił się o 180 stopni niestety na gorsze, stracił
zainteresowanie mną jako kobietą mimo iż wcześniej przed ślubem bardzo
zabiegał o moje względy w zasadzie poświęcił 3 lata na przekonanie mnie do
siebie i w momencie kiedy mu się to udało kiedy życie zaczęło się niejako samo
układać bo najpierw ciąża potem ślub którego sam pragnął On zaczął uciekać mam
wrażenie że bronic się przed odpowiedzialnością jaka na niego spadła.Stał się
szorstki opryskliliwy zaintetersowany wszystkim tylko nie mną zaczęły się
coraz późniejsze powroty z pracy, wychodzenie z kumplami do miasta na drinka,
ja oczywiście siedziałam w domu bo trudno w zaawansowanej ciąży przesiadywać w
zadymionych knajpach.Mam wrażenie że jestem jego współlokatorką a nie żona a
jedyne co nasz łączy to klucze do tego samego mieszkania...w którym każde z
nas żyje swoim życiem... Ciążą nie interesuje się wcale jedyne o co pyta to
płeć dziecka i czy po będę miała taką figurę jak wcześniej... czuje się
okropnie bo mam wrażenie że wygląd liczy się dla niego najbardziej...i że
przez zmieniające się rozmiary ciała nie ma już nawet ochoty na sex...każda
próba rozmowy z Nim kończy się na niczym ponieważ uważa że problemu nie ma i
po ciąży wszystko wróci do normy więc nie ma czym sobie głowy zawracać a póki
co ja jestem sama ciąże tez w zasadzie przechodzę sama i do urodzenia dziecka
też przygotowuje sie sama ponieważ On zrobienie wyprawki dla dziecka również
spadło na mnie. Nie wiem czy dobrze postąpiłam ale wyprowadziłam się do mamy
do rozwiązania pozostały 2 tygodnie a ja boję się że jak się zacznie poród
będę...On ten czas kiedy został sam wykorzystuje na spotkania towarzyskie i
zabawę sama już nie wiem czy jest sens coś ratować i czy w ogóle jeszcze jest
co...może ktoś z was miał podobną sytuację albo umie mi jakoś pomóc swoja radą
...Dodam na koniec że mamy po 30lat
Obserwuj wątek
    • corrax Re: coraz bardziej samotna... 19.06.09, 14:31
      Bardzo Ci współczuję, to musi być dla ciebie trudna sytuacja.. chyba nie ma
      lepszego lekarstwa jak szczera rozmowa.. spróbuj mu o wszystkim powiedzieć co
      Cię gnębi..tylko wtedy poznasz odpowiedź, co on myśli, czuje, dlaczego się
      zmienił, być może to strach przed odpowiedzialnością.
    • agusia-g Re: coraz bardziej samotna... 19.06.09, 16:02
      wiesz to co piszesz jest bardzo przykre tym bardziej, ze dotyczy również Waszego
      dzieciątka, które na świat się samo nie prosiło.Oboje jesteście dorosłymi
      ludźmi, ale jak widać mąż prawdopodobnie się nie wyszalał jeszcze!! Co dla mnie
      brzmi przerażająco!!! I dziwi mnie fakt, że wcześniej nie reagowałaś na to
      wszystko. Ma czas na imprezy a na zakupy dla swojego dziecka nie!! W tej trudnej
      sytuacji ja bym na pewno, jeśli bym kochała swojego partnera próbowała bym z nim
      szczerej rozmowy podczas, której naświetliła bym co jest nie tak pomijam fakt
      wychodzenia w towarzystwie w którym nie ma miejsca dla Ciebie-to w ogóle nie
      wchodzi w grę. Normalka, że w tym czasie nie jest wskazane chodzenie po
      knajpach, imprezach itd w tej chwili twój mąż powinien siedzieć razem z tobą i
      czekać na ten cudowny dzień, który może nastąpić w każdej chwili!! Jeśli rozmowa
      nie pomaga uważam, że taki facet, który pyta tylko o figurę i płeć dziecka jest
      niedojrzałym do bycia ojcem i mężem!! Jego ograniczone myślenie tylko do tych
      dwóch kwestii brzmi jak bełkot maleńkiego chłopca, który tupie nogami bo właśnie
      zapragnął tej zabawki. A teraz zabawka się znudziła i trzeba ją rzucić w kąt,
      może kiedyś po nią jeszcze sięgnie??
      • mamakrzysia4 Re: coraz bardziej samotna... 19.06.09, 17:48
        współczuje i przytulam mocno.
        Ja na Twoim miejscu porozmawiałabym szczerze z facetem. On teraz nie
        jest tylko dla siebie ale przede wszystkim ma być oparciem dla
        Ciebie i tatą dla dziecka. Myśl teraz przede wszystkim o dziecku.
        Nie czyń żadnych gwałtownych ruchów, na to przyjdzie czas.

        Trzymaj się
        • ewkakonefka_pl Re: coraz bardziej samotna... 19.06.09, 18:01
          Próbowałam z Nim rozmawiać miliony razy ... bez rezultatu...teraz myślę tylko o
          dziecku ... dlatego przeniosłam się do mamy, pomyślałam że jak zostanie sam to
          może mu czegoś zabraknie że zatęskni ale chyba się myliłam.Kocham go i zależy mi
          na nim ale dobro dziecka i jesgo spokój są dla mnie ważniejsze więc chyba po
          porodzie zamieszkam z rodzicami od nich przynajmniej otrzymam jakąś pomoc.
          pozdrawiam i bardzo dziękuję za odpowiedzi
    • paula_oski Re: coraz bardziej samotna... 19.06.09, 18:02
      Ja też Ci bardzo współczuje,nie chce Cie dołować,ale większośc
      par,ma zwykle 'trudne chwile' ,'małe kryzysy' po porodzie,jak
      dziecko spac nie daje,trzeba ciągle wstawac,zajmowac sie,mama jest
      zmęczona...tata wtedy chodzi zły że mama sie nim nie zajmuje.
      Trzymam kciuki,szczęśliwego rozwiązania;)
    • kati1973 Re: coraz bardziej samotna... 19.06.09, 18:42
      Twoj partner jest nie tylko niedojrzaly, ale chyba nie obrazajac na
      niskim poziomie emocjonalnym i inteligenji. Nie zmusisz kogos do
      bycia i zainteresowania. Nie przypuszczam, ze jak urodzi sie
      dzieciatki, nagle mu sie zmieni i zacznie sie nim zajmowac. Poza tym
      figura moze nie wrocic, co wtedy? A jak bedziesz stara, jak
      dostaniesz zmarszczek? Jesli nie pomagaja rozmowy, jesli nie chcesz
      takiego zycia, sprobuj odejsc na dobre. Zobacz czy mu zalezy, jesli
      otrzezi go to, to moim zdaniem jest co ratowac, jesli nie, to ile
      masz czekac, az dojrzeje?
      • ewkakonefka_pl Re: coraz bardziej samotna... 19.06.09, 18:50
        zadzwoniłam do Niego z nadzieją, że będzie chciał się spotkać i porozmawiać żeby
        ustalić co dalej ale nie miał czasu bo jest właśnie ze znajomymi na piwku...mam
        wrażenie że wszystko jest ważniejsze niż ja a to że od tygodnia nie ma mnie w
        domu to nie ma żadnego znaczenia...Ja juz sama nie wiem czy jest na niego sposób
        a może pozostaje sie tylko rozwieść...
        • kati1973 Re: coraz bardziej samotna... 19.06.09, 19:15
          Jak widzisz nie ma sensu dzwnonic, on ma to gdzies. Wiem, ze teraz
          myslisz, ze chcesz miec pelna rodzine, ale niestety do tanga trzeba
          dwojga. NIe kontaktuj sie, nie narzucaj, bo stracisz szacunek dla
          siebie, a wiesz mi, ze to cenniejsze od bylejakiego zwiazku. Zagroz
          rozowdem, bo nic sie nie zmieni, jesli nie zmieni sie pomysl, o tym
          zeby ulozyc zycie samej. NIc sie nie zmieni, bez jego udzialu, a
          tego on musi chciec. Na razie nie chce i ma to gdzies
          • ewkakonefka_pl Re: coraz bardziej samotna... 19.06.09, 19:24
            Oczywiście masz racje nie ma sensu go do niczego zmuszać bo to przynosi odwrotne
            efekty,skoro właśnie tego chce to będzie to miał ... żal mi tylko dziecka, bo
            Ono jest tu niczemu nie winne i właśnie dla Niego muszę być teraz silna.
            • kacpercio1 Re: coraz bardziej samotna... 19.06.09, 20:04
              Ewa , Bardzo mi ciebie szkoda :(
              zamiast cieszyć się ciążą i nadchodzącym rozwiązaniem, martwisz się
              o przyszłość.
              Twój mąż zachowuje się jak za przeproszeniem najgorszy cham i
              prostak,całkiem niedojrzały i nie warty zachodu szczeniak.
              Kiedy jak kiedy, ale w takim momencie powinien ci byc ostoją, pomocą
              i wsparciem.
              Na pewno bym na twoim miejscu nie zabiegała o niego, nie dzwoniła,
              nie prosiła się - skoro jak mówisz rozmowy nic nie dają.
              Pójście na piwo z kumplem jest dla niego ważniejsze niż żona która
              niebawem spodziewa się dziecka.. to naprawdę żałosne zachowanie z
              jego strony.
              Ewa
              Trzymam kciuki za szybkie rozwiązanie i słodkiego bobaska, który
              będzie cię bardzo potrzebował..
              całuję i sciskam
    • cas_sie Re: coraz bardziej samotna... 20.06.09, 12:00
      myślę ,że dobrze ,że wyprowadziłas się do mamy, bedziesz miała
      przynajmniej wsparcie. A jeśli chodzi o męza to przetrzymaj go.
      Niech cię odwiedza po porodzie , niech pozna swoje dziecko , może
      oprzytomnije ale nie spiesz sie zbytnio z wracaniem (jesli masz taką
      możliwość)facet jest komletnie niedojzały do roli męża i ojca . i
      trzymaj sie :)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: coraz bardziej samotna... 22.06.09, 13:05
      W istocie to co Pani napisała nie brzmi zachęcająco. Jeśli w istocie nastąpiła
      taka radykalna zmiana w funkcjonowaniu Pani partnera ( w co zwykle trudno mi
      uwierzyć ) to myślę, że powodem tego może być trudniejsza niż przewidywaliści
      oboje jego adaptacja do zmienionych warunków: stały związek , ciąża itp. Nawet
      jak ocenione to będzie jako niedojrzałe zachowanie, to jednak ono występuje i
      jest częste u meżczyzn.
      ponieważ to jest początek wspólnego życia, to nie wydaje mi się słuszne
      uciekanie do domu rodzinnego, wdrażanie rodziny w Wasze sprawy ( nawet jak tylko
      poprzez domysły ) poszukiwanie brakującego wsparcia poza związkiem. To jest inny
      rodzaj, ale też niedojrzałości. Kryzysy, szczególnie te wczesne, warto uczyć
      się rozwiązywać wspólnie. Inaczej się tego nie nauczycie Państwo. Tworzycie już
      nowy związek i jesteście czymś już odrębnym wobec swoich rodzin. Musicie
      wytwarzać własną drogę do pokonywania trudności.
      Proponuje wrócić do domu i zacząć się dogadywać. Na rozwód czy rozstania
      przyjdzie czas, gdy inne możliwości zawiodą. Agnieszka Iwaszkiwicz
      • mala-beti do P. psycholog..... 22.06.09, 13:47
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:


        > Proponuje wrócić do domu i zacząć się dogadywać. Na rozwód czy
        rozstania
        > przyjdzie czas, gdy inne możliwości zawiodą. Agnieszka Iwaszkiwicz

        Ale CO ZROBIĆ jeśli partner nie widzi potrzeby dogadywania się?
        Kiedy autorka próbuje wciąż z nim rozmawiać a on niewidzi problemu ?
        Co wtedy Pani psycholog?
        • ewkakonefka_pl Re: do P. psycholog..... 22.06.09, 14:15
          Problem w tym,że próbowałam rozmawiać prosić ale nic z tego nie wychodziło
          zaciął się i uznał że taki jest i już, a to co było przed ślubem...to jak to
          ujął każdy pokazuje tylko to co chcę i że widocznie nie znam się na facetach...
          jeśli chodzi o wyprowadzkę z domu nie chciałam nikomu robić na złość...po prostu
          nie chciałam być sama w momencie gdyby się zaczął poród, myślałam
          jednocześnie,że jeśli zniknę na jakiś czas to zatęskni i przemyśli swoje
          zachowanie ale chyba się myliłam...bo póki co jakoś nieszczególnie Mu zależy
          żebym wróciła.
          • gallama Re: do P. psycholog..... 23.06.09, 16:02
            Ewka, a może nie trzeba z nim "rozmawiać" a po prostu dawac polecenia do
            wykonania. "Kup łóżeczko takie i takie, zawieź mnie do lekarza, zrób zakupy,
            wykup receptę, bądź w domu wieczorem bo się źle czuje i obawiam się że może się
            zacząc - itd." Czy tak próbowałaś, czy on cos robi w domu, czy Cię zbywa. Bo
            w tym momencie, gdy się wyniosłaś z domu, to znowu go uczysz
            nieodpowiedzialności - poszłas do lepszej opieki z Waszym problemem pt "dziecko
            w drodze" a on ma wolne. Nie można robić scen z wyprowadzkami, bo zawsze może
            się okazać, że nie ma po co wracać. Weź sobie do serca przysłowie "pańskie oko
            konia tuczy" - "mężu to nasze wspólne dziecko i oczekuję od Ciebie praktycznej
            pomocy jako od silniejszego męzczyzny". Nie "proś" a zrób z niego wspólnika.
            • ewkakonefka_pl Re: do P. psycholog..... 24.06.09, 10:48
              Gallama wiesz Ty masz rację w koncu to nasze wspólne i chciane dziecko więc może
              faktycznie pora przestać prosić tylko stawiać zadania do wykonania:) Tak czy
              inaczej warto spróbować bo w zasadzie nie ma nic do stracenia:) dziękuje:)
              • gallama Re: do P. psycholog..... 24.06.09, 11:19
                I te zadania niech będą "zadawane" życzliwie z Twojej strony, z uśmiechem, z
                planem na wspólną przyszłośc, mimo ze teraz masz żal do męża bo inaczej to
                sobie wyobrazałaś. Niektórzy panowie w ciązę żony niewiele się wczuwają bo
                zupełnie nie umieją się znaleźć w jej przeżyciach, tym bardziej jesli mieli w
                domu wzór że są sprawy babckie i męskie wyraźnie oddzielone. Ale nie odsuwaj
                go od siebie pretensjami, żalami i uciekaniem do rodziców, tylko próbuj wiązać
                wspólnym celem i WSPÓLNYM życiem codziennym, powoli wprowadzając go w obowiązki.
                Bądź mądrzejsza -a "wychowasz" go sobie ;).
                Mój rodzony brat gdy żona zaczęła rodzić w trudnej ciąży, wykrzesał z siebie
                tyle inicjatywy, że zadzwonił do teściowej mieszkającej niedaleko i wolnym
                głosem oznajmił "chyyyba się zaczęło" :):) A teraz jest świetnym ojcem
                zakochanym w synku.
              • gallama Re: do P. psycholog..... 24.06.09, 11:29
                I sobie tak myślę jeszcze, że możesz zadzwonić do niego przed powrotem z radosną
                wieścią "kochanie, jutro wracam do domu, więc posprzataj tam trochę żebym się
                denerwowała :)))), bo wiesz , w te ostatnie przed porodem to musimy uważać" ...
                czy coś w tym stylu

                (bo po co wracać znienacka i zastać syf po impreze..) ;)
                • gallama Re: do P. psycholog..... 24.06.09, 11:36
                  " żebym się Nie denerwowała" rzecz jasna :)




                  • ewkakonefka_pl Re: do P. psycholog..... 24.06.09, 11:42
                    hehe rzecz jasna:)
    • rena.k Re: coraz bardziej samotna... 22.06.09, 13:20
      Z całym szacunkiem dla Pani psycholog, ale postapiłąbym w tej
      sytuacji tak jak Ewka... Zgadzam się z tym co Pani pisze, nie nalezy
      uciekać od problemów, nie należy biegac skarżyć się do mamausi,
      generalnie problemy powinno się rozwiązywac w swoich scianach. Nie
      toleruję żadnego narzekania na partnera itp.
      Ale w tej sytuacji jest wyjątek. Dziewczyna za 2 tygodnie rodzi.
      Potrzebuje wsparcia, pomocy, dziecko też bedzie potrzebowało
      spokoju. Tu chyba nie chodzi o chodzenie ze skargą na męża do mamusi
      i uciekanie do rodziców, zeby mu pokazać, tylko o to, że jej mąż
      jest w tym momencie całkowicie nieudolnym partnerem, a dziewczyna
      potrzebuje oparcia. Jesli wróci do niego teraz to prawdopodobnie i
      tak będzie musiała dzwonić po rodziców, czy kogos innego, zeby ją
      zawieźli do porodu, bo męzusia nie będzie. A rozmowy...? 2 tygodnie
      przed porodem lepiej żeby miała spokój, zresztą sama pisze, że
      rozmowy z nim nic nie dają. Teraz czas na Jego ruch.
    • ivy15 Re: coraz bardziej samotna... 23.06.09, 14:29
      A ja Cię pocieszę. Byłam w podobnej sytuacji. Udany związek i seks a po zajściu w ciążę koniec. W pierwszej ciąży sama nie chciałam się kochać, więc nie zauważyłam, że było to meżowi na rękę. W drugiej ciąży mieliśmy super seks tak gdzieś do połowy - aż nie zaczął się pojawiać konkretny brzuch. Bolało mnie to bardzo, przeszukałam fora męśkie w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie dlaczego tak jest. I wyluzowałam. Wielu facetów powiedziało mi na forach, że nie pociąga ich ciężarna żona, albo paraliżuje strach o dziecko. Nie warto się tym zadręczać. W końcu ciąża nie trwa wiecznie. Mój M też średnio wykazywał zainteresowanie przebiegiem ciąży - był ze mną na usg 2 razy ale pewnie dlatego, że ja chciałam. Nasz pierwszy synek ma 3 lata. Mój M jest wspaniałam ojcem. Spędza dużo czasu z małym, ale tak na prawdę zaczął się nim jakoś tak jawnie interesować, gdy mały zaczął stawać się już komunikatywny. Niemowlęciem specjalnie sięnie zajmował. TYlko tyle ile na nim niejako wymusiłam. Teraz z drugim synkiem jest podobnie. Mąż nie ma specjalnie potrzeby przytulania czy doglądania małego, ale jestem pewna że więź nawiąże się później i czsami nie warto robić nic na siłę. Każdy jest inny i nie przymusem nie osiągniesz nic.
      • sebalda Re: coraz bardziej samotna... 23.06.09, 15:27
        Niby to bardzo pocieszające, co pisze Ivy15, ale mnie to jednak oburza. Pan mąż
        łaskawie zainteresował się dziećmi, gdy już się nadają do zabawy, gdy zabaweczki
        stają się komunikatywne, gdy, jednym słowem, można z tego coś mieć. Wcześniej go
        nie interesowały."Mąż nie ma specjalnie potrzeby przytulania czy doglądania
        małego" - dlaczego? Bo może go pobrudzić? Nie rozumiem tego.Albo dziecko się
        kocha, albo się je traktuje jak przedmiot użytkowy i przejawia się nim
        zainteresowanie dopiero, jak można samemu się przy tym zabawić.
        A może się mylę i osądzam zbyt surowo. Może u mężczyzn instynkt tacierzyński
        rodzi się później? Może oni boją się noworodków?
        Tak czy inaczej, brak wsparcia i zainteresowania mężczyzny kobietą noszącą pod
        sercem jego dziecko jest naganny. Jeśli facet nie zmieni podejścia po urodzeniu
        się dziecka, lepiej nie dawać temu dziecku takiego taty, wychowywanie dziecka w
        atmosferze braku miłości zarówno do mamy, jak i do niego samego jest dużo gorsze
        niż samodzielne wychowywanie dziecka przez matkę. A może znajdzie się jeszcze
        ktoś, kto pokocha Ciebie i Twoje dziecko? Tak się zdarza.
        Mimo wszystko życzę, aby Twój mąż wreszcie się ocknął, opamiętał i zainteresował
        Tobą, żeby zrozumiał swój błąd, przeprosił i żeby się zmienił. Bardzo Ci
        tymczasem współczuję i mam nadzieję, że dziecko da Ci tyle radości, że zapomnisz
        o złych chwilach. Tak się dzieje prawie zawsze:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka