vea23
19.06.09, 15:30
Nie bardzo wiem od czego zacząć.
Mam wrażenie, że mój związek się sypie..
Z M znamy się 6 lat. Od roku jesteśmy małżeństwem..
Mamy cudowną, 8-miesięczną córkę.
Wszystko się jako - tako układało, dopóki nie zamieszkaliśmy razem i nie
zaszłam w ciąże.. Ta przebiegła szczęśliwie i w radosnym oczekiwaniu.. Po
porodzie było mi strasznie ciężko.. M starał się i pomagał jak tylko
mógł..,ale dla mnie to wciąż było za mało..
Pojawił się pierwszy kryzys, być może depresja.. Czułam się winna, że nie
mogę wykarmić małej piersią.. Czułam rozżalenie,że ona wciąż płacze, a ja nie
umiem zaspokoić jej potrzeb.. Zaczęły się kolki.. M stał się strasznie nerwowy
i impulsywny.. Tłumaczyłam to jego przepracowaniem i zmęczeniem, choć sama
zrozumienia takiego nie uświadczyłam.. Ponieważ M pracuje w nocy, pojęcia nie
miał co to nocne wstawanie, płacz i opieka nad takim maluchem.. Gdy wieczorem
kładł się spać, a mała zapłakała, klnąc w niebogłosy, zrywał się z łóżka i
trzaskając drzwiami, udawał się spać do salonu.. Tak było prawie, co wieczór..
Co wprawiało mnie w totalną bezradność,a nawet poczucie winy.. Do około 1,5
miesiąca po porodzie miałam okropny problem z organizacją czasu. Bywały takie
dni, że nie było kiedy, by pójść do toalety, zjeść śniadanie, a nawet wziąć
prysznic.. Z biegiem czasu mała zaczęła lepiej sypiać i mogłam już coś zrobić
w mieszkaniu.., bo dla siebie w dalszym ciągu czasu brakowało..
M wracał z pracy nad ranem. Kładł się spać i wstawał o 11-tej -12-tej. Piliśmy
kawę, szliśmy na spacer i zakupy. Po czym gotowałam lub razem gotowaliśmy
obiad, a po nim M siadał przed laptopem, oglądał filmy, bądź grał na x-boxie.
I tak z reguły do kolacji.
Małej poświęcał ok. 15- 20 min. dziennie. O tyle, o ile jeszcze nie płakała..,
bo inaczej doprowadzała go tym do szału.. Cały czas dzwoni mi w uszach "
KUR....A (TU PADA IMIĘ NASZEJ CÓRKI) ZAMKNIJ SIĘ!!!", albo " RYCZ KUR...A"
rycz, po czym kładł ją do łóżeczka i wkurzał się,że ją z niego wyjmuję.. Stał
się nerwowy, agresywny i ciągle robił mi o wszystko awantury.. Krytykował
mnie, że nie powinnam reagować na każde pisknięcie dziecka, że nie powinnam
nosić go tyle na rękach, bujać.., choć sam nie umiał jej w żaden sposób zająć..
Teraz Młoda ma 8 miesięcy.. Powoli zaczyna się poruszać, umie siedzieć i bawić
się zabawkami. Mam więcej czasu, na dom i na siebie. Niestety mój związek
zmienia się z każdym dniem na gorsze, a mąż staję się to coraz bardziej
nerwowy i agresywny..
Kiedyś czekałam na każdy jego telefon z utęsknieniem i biegłam by go odebrać..
Teraz gdy dzwoni, denerwuje się.. Gdy czegoś nie usłyszę, nie zrozumiem,
proszę by powtórzył, natychmiast zaczyna się szereg przekleństw w moim
kierunku... Gdy zrobię coś później niż on tego chce, dzieję się to samo.. Ja
rozumiem,że on pracuje dniami i nocami, by zapewnić nam jak najlepszy byt, ale
czy to usprawiedliwia go,że ma prawo mnie obrażać i upokarzać..? Tyle razy
już z nim o tym rozmawiałam.., ale to do niego nie trafia.. Chciałabym, by
traktował mnie lepiej..- odzywał się do mnie - jak niegdyś - z szacunkiem.
By swój wolny czas, zamiast przed laptopem czy x-boxem, choć w 1/3 poświęcił
dziecku..
W dużej mierze to moja wina.., przytakiwałam i zgadzałam się na to..Teraz mam!
Wielokrotnie, gdy mąż wybucha i urządza kolejną awanturę - mam ochotę spakować
walizki i wrócić do kraju..
Nie wiem co mam robić, mam wrażenie, że on już kompletnie mnie nie szanuje..
Brak mi już, sił, nerwów i łez..
Walczyłam o ten związek jak tylko mogłam, czuję się zawiedzona...-przez to jak
się to wszystko potoczyło..
Przepraszam, że tak chaotycznie..