sevenicho
13.07.09, 12:26
Witam,
czytam Wasze posty z ciekawością - napisze ija, chociaż to wszystko
jest chyba bardziej na zasadzie wygadania się niż uzyskania dobrej porady. A
może ...
Mam dwoje małych dzieci - 5,5 i 1,5 roku. Jestem mężatką od 10 lat. W czym
problem? Moje małżeńskie życie staje się koszmarem. Mąż to Dr. Jackel (nie
wiem czy to poprawna pisownia) i Mr. Hyde. Raz mówi do nas Słoneczka, Moje
Dziewczynki i zachowuje się super, a nagle z błahego powodu wpada w furię.
Wyzywa mnie od najgorszych: suko, k..., krowo itp.Warczy, że do niczego sie
nadaję, że nie jestem kobietą. Słowa wypier..., spie... itp. to "normalka".
Oczywiście przy dzieciach. Gdy próbuję przemówić mu do rozumu, prosze by nie
przeklinał przy dzieciach mówi, że to moja wina, bo mogłam go nie prowokować.
A czym np. "prowokuję"? Np. kolejną prośbą, by nie zostawiał noża lub gorącej
kawy na brzegu stołu - chodzi o młodszą córkę.
Do półtorarocznego dziecka warczy, gdy płacze np.: zamknij ryj cholero. Gdy
mu tłumaczę jak robi bezmyślnie i strasznie, to odpyskuje, że mogła nie beczeć
z byle g....
Po "atakach" jest trochę dobrze i tak w kółko.
Nie jestem ideałem, ale nigdy bym tak nie potraktowala własne dzieci. Dziwne
jest w tym wszystkim, że wiem, że on nas kocha.
Co robić? Błagam go, by poszedł do specjalisty, bo sam sobie nie daje z tym
rady. Nie chce. Twierdzi, że wystarczy bym "chodziła jak w zegarku' i bedzie
ok. Tzn. mam nadal pracować zawodowo, miec na głowie wszystkie opłaty itp.
sprzątać, gotować, zajmować się dziećmi i być zawsze gotowa na sex.
To co piszę, to wielki skrót i brak opisu całej sytuacji.
Co robić? Odeszłabym od niego, ale dziewczynki bardzo go kochają. Poza tym w
dobrych momentach jest super. Starsza córka bardzo to wszystko przeżywa,
ciągle podkreśla, że ona chce bysmy zawsze byli "wszystkie cztery". Chcę
ratować moją rodzinę, ale juz nie moim kosztem. Przelała się czara upokorzeń,
wyzwisk i niespełnionych obietnic.
Więc jeszcze raz: co robić?
Pozdrawiam i życzę rozwiązania Waszych problemów.