Dodaj do ulubionych

Samotność to taka straszna trwoga...

24.07.09, 11:36
I nikt nie jest w stanie tego zrozumieć, jeśli nie przeżył:(((
Obserwuj wątek
    • mariola008 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 24.07.09, 12:13
      Trwoga to dobre określenie stanu w jakim znajdują się osierocone połówki.
      Pytania co z tymi, których zabrała śmierć, czy nie cierpią,
      co się tak naprawdę z nimi dzieje? Samo życie bez nich jest już utrapieniem a w
      dodatku zabrakło oparcia, bratniej duszy, osoby z którą dzieliło się radości i
      smutki, dole i niedole naszego losu.
      Nie wiem dlaczego ale mam prawie niezachwianą pewność, że jeszcze się kiedyś
      zobaczymy.
      • madzik2-4 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 24.07.09, 14:47
        Samotność to trwoga,tak...niby otaczają mnie ludzie,bliscy,rodzina,i oczywiście
        co najważniejsze mam dzieci dla których teraz całkowicie się poświęcam nawet
        napisze ze dla nich i tylko dla nich żyję.Ale to nie zapełnia mi pustki,brakuje
        rozmów,przecież nie na wszystkie tematy mogę z dziećmi rozmawiać,brakuje
        wspólnego oglądania telewizji,wspólnych spacerów...mogłabym wymieniać i
        wymieniać...."wielki dól"-pozostanie pusty do końca dni.......
        Czy się kiedyś zobaczymy,tam po drugiej stronie ja wierzę że tak....
        "Miłość jest darem uśmiechania się nawet w cierpieniu"
        • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 24.07.09, 15:48
          Ja też wierzę, że się "tam" zobaczymy, gdziekolwiek jest owo "tam".Ale teraz,
          tutaj, naprawdę nie wiem, co ze sobą zrobić.Nie czuję jakby odszedł Ktoś, czuję
          jakby mi zabrano część mnie samej...bez mojej zgody, bez mojej woli.Czasem aż
          wyć się chce z tej tęsknoty, tej samotności, wyć tak, żeby usłyszał,
          gdziekolwiek jest...
          • jucha32 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 24.07.09, 19:29
            Mój brat z żoną i dziećmi pojechał nad morze, moja koleżanka z mężem
            i dziećmi też, kuzynka z rodziną leci do Włoch, a ja...sama z dziećmi.
            Sama, samotna. Nie mam się do kogo przytulić, z kim pożartować, pokłócić się,
            porozmawiać o sprawach dnia codziennego, o tym o czym rozmawiają zwyczajni
            małżonkowie.
            Dlaczego my?. To pytanie będzie mnie prześladować do końca życia.
            Jak to się mogło stać?. Kolejne pytanie, na które nigdy nie znajdę odpowiedzi.
            Dziś mija rok, 2 miesiące i 6 dni.I chyba ja tylko pamiętam, że Adam kiedyś żył.
            Zarówno rodzice, jak i rodzeństwo Adama ma własne sprawy i życie.Było, minęło.
            Siostra Adam powtarza, że wciąż jesteśmy rodziną. Ale to nieprawda.
            Od kilku tygodni rodzice Adama nie byli na cmentarzu, a rodzeństwo już samo
            chyba nie pamięta ostatniego razu.Ja jestem co tydzień i widzę, że nic się nie
            zmienia na grobie.
            Kiedyś koleżanka powiedziała, że ta śmierć najbardziej dotknęła mnie.I miała
            rację.Nawet moje małe dzieci nie są w stanie odczuć tej straty.Ojca już nie
            pamiętają i w tej chwili im go nie brakuje. Myślę, że moment pójścia do szkoły
            dopiero im uświadomi, że nie mają ojca.
            Jest ciężko. Kiedyś lubiłam samotność. Teraz jej nienawidzę.
          • madzik2-4 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 24.07.09, 22:56
            Znam to uczucie aż na wylot,wieczorami ciężko znaleźć sobie miejsce.Wiem ze mój
            mąż jest przy mnie ,czuję to......
            Ja nadal czekam na jego powrót,wydaje mi się że w każdej chwili stanie w
            drzwiach i powie-"jestem wróciłem z pracy",często wyjeżdżał....
            "Miłość jest darem uśmiechania się nawet w cierpieniu"
            • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 24.07.09, 23:07
              jucha ja nie byłam żoną i nie mam dzieci, więc nie oczekuję jakichś specjalnych
              kontaktów ze strony rodziny.Ale też jest mi przykro, bo oni są razem a ja
              zostałam sama i nawet nie mam z kim Go opłakać, powspominać:(A byłam dla Niego
              najważniejsza, wiem, bo mi to wciąż powtarzał.Na grób sama nie wiem, też mam
              wrażenie czasem, że tylko ja chodzę co tydzień.Ja przynoszę kwiaty, ja przynoszę
              lampki, ja sprzątam uschłe kwiatki.Czasem jest jakiś inny znicz, rzadko kiedy
              bukiet.Ale może nie mam racji, może jestem przewrażliwiona.
              I też tak mam,że wszyscy dookoła mają swoje sprawy, swoje życie...Trudno nawet
              ich winić, trudno nawet mieć pretensje, bo tego bólu naprawdę nie da się
              zrozumieć, jeśli się go samemu nie przeżywa.Ale ta samotność, to wyobcowanie
              jest straszne.
        • justynakm1 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 27.07.09, 14:42
          Tak, samotnosc jest przerazajaca..24 lipca byly mje urodziny, 1 bez
          Kubusia..i kto mi nie skaldal zyczen, to ja w placz..moja mama, Kuby
          mama, znajomi, przyjaciele- kazdy chcial mnie jakos podniesc na
          duchu ale srednio im to wyszlo.. na cmentarzu tez sie zebczalam, rok
          temu wzielam wolne, chodzilismy po miescie, w kinie i na kolacji
          bylismy. Zal, placz, smutek.. i tyle...
          Nadal jestem poza PL, wyejchalam pozwiedzac piekne miasto, jestm z
          tata, a i tak 1 dnia tutaj malo co sie nie zaplakalam na smirc..
          wszedzie ludzie, pary, buziaki, przytulanki, a ja-sama sama
          sama..mimo taty, on mi Kuby nie zastapi..wiedzialam jak Kubus by sie
          cieszyla na taki wyjazd, jakby chlonal wszytko, opowiadal,
          ekscytowal sie, zebieral bilety z muzeow na pamiatke itp.. o malo co
          mi serce nie peklo, ze my juz nigdy razem nigdzie nie pojedziemy..
          doswiadczam tego po raz kolejny, ze kazdy wyjazd bez Kuby jest
          okupiony duzym smutkiem...i poczuciem samotnosci
          • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 27.07.09, 18:46
            Ja wczoraj byłam z rodziną nad jeziorem, nigdy nie byłam tam z Nim, ale wiem, że
            jeździł tam kiedyś, zanim się jeszcze poznaliśmy.I też cały czas ściśnięte
            gardło, okulary słoneczne i myśli...czy szedł kiedyś tą samą ścieżką, którą
            teraz ja idę?czy został po Nim jakiś ślad?
    • luccio1 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 25.07.09, 16:50
      Po śmierci Mamy zacząłem się bać m.in. zachodzącego słońca.
      Nie wiem, co by było dalej - gdybym akurat nie znalazł Osoby, która była wtedy
      gotowa zostać moją Żoną.
      • czarna715 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 25.07.09, 21:32
        To prawda..samotność to straszna trwoga....Jestem sama od ponad roku a dokładnie 15 miesięcy i 2 dni:(Wiele osób mi powtarzało,że czas goi rany i ta tęsknota minie.....Niestety...nadal jest i chyba większa niż przed rokiem.To prawda że mam dzieci i nie powinnam być samotna, ale tak nie jest!!!!!!!!!brakuje mi męża jego głosu ,dotyku,wspólnych rozmów,spacerów....mogłabym wymieniać i wymieniać,ale każda z nas to przechodzi.......Ja również mam wrażenie,że jeszcze spotkam się z moim mężem........TYLKO KIEDY??????????????????????NIEWIEM...............
        • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 25.07.09, 22:52
          czarna715 właśnie o to mi chodzi, o tą wewnętrzną samotność, na którą nie mogą
          poradzić nic nawet najbliższe osoby, które są przy nas, bo tęsknimy za tą jedną
          jedyną osobą i nic nas nie jest w stanie pocieszyć, nikt nie może nam jej
          zastąpić.A pustka, która w nas po tej osobie zostaje jest naprawdę jak czarna
          dziura, która zabiera nadzieję i światło
          • sylwiala Re: Samotność to taka straszna trwoga... 28.07.09, 21:14
            jak ja Was doskonale rozumiem:( okres wakacji, uśmiechnięte rodziny
            planują wspólne wypady...mi ściska serce..Wojtka rodzice wyjechali
            razem, Jego siostra ze swoim chłopakiem, a my zostałyśmy z córką i
            psem w domu..i co z tego, że nam mówią, że chętnie z nami gdzieś
            pojadą..ja nie chce z kimś, chcę z Nim...
            boli cholernie.........
            • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 28.07.09, 22:15
              No właśnie.Ja też nie chcę z nikim innym, tylko z Nim i choćby nie wiem, co to
              nikt nie jest w stanie ani Go zastąpić ani zrozumieć tego bólu samotności i
              poczucia braku:(
    • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 30.07.09, 19:38
      Dziś 4 miesiące, jak jestem sama, aż nie do uwierzenia, wciąż myślę, że jest
      "dzień po":(((
    • wdowa120309 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 03.08.09, 23:02
      Kiedyś spokój ....a dzis...???? Stres, strach, obawy i lęki ....to prawie
      codzienność. Nigdy nie byłam tak strachliwa jak teraz, stale cos mnie męczy
      jakieś mysli krążą mi po głowie. Codzienność i samotność w zamaganiu sie z
      problemami jest straszna...co z tego że jest rodzina, blizcy i znajomi.....nikt
      nie przeżyje tego wszystkiego za mnie..((( nikt z nich nie wyobraża sobie bólu
      jaki mam w sobie bo nikt nie przezył tego co ja.
      Jestem jednym wielkim kłębem nerwów, stalę sie boję co będzie dalej....czy dam
      radę wychowac dziecko czy podołam finansowo, a co będzie jak strace pracę..???
      Boje sie żeby mi sie nic nie przytrafiło bo co z Magdulka sie stanie. Ostatnio
      nawet stale stresuje sie jadąc samochodem rozglądam sie żeby nie zrobic ani
      sobie ani nikomu krzywdy. Ciągły stres.....to jest wykańczające.
      Ja chyba mam jakieś fobie bo boję sie żeby Mdzia nie wpadła pod samochód, żeby
      nikt mi jej nie porwał bo czasami za daleko ode mnie sie oddala, niby ją widze
      ale jak dla mnie to za daleko.
      Kiedyś tak bardzo się nie bałam bo mialam wsparcie ...mojego męża a
      teraz....chyba przeraża mnie to że musze sama walczyć i smam o wielu rzeczach
      decydować....(((( to wszystko jest jak koszmar.
      Ja chyba zaczynam fipsować.
      Trochę sie rozpisałam....(((((((((
      • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 04.08.09, 19:40
        Ja właśnie najbardziej tego się boję, że w końcu zwariuję z tych emocji, z tego
        stresu, strachu, nerwów i z wycieńczenia.Też mam ciągłe lęki dotyczące właściwie
        wszystkiego, całe przyszłe życie jawi mi się jako nieustanna męka i pokonywanie
        w samotności jakichś niewyobrażalnych trudności.Boję się myśleć o dniu
        jutrzejszym, a co dopiero dalej.Boję się planować.Boję się wyjechać, iść do
        kina, czy samej na spacer,bo wciąż mam wrażenie, że emocje mnie dopadną i
        zaduszą, dosłownie-choć przecież wcale ich nie tłumię.Oswoiłam tylko dom i
        sklep, daję rade pójść do babci, do biblioteki, zrobić zakupy(ale w
        supermarkecie po 15 minutach mam ochotę siąść na środku i ryczeć).Ostatnio
        siostra chciała, żebyśmy przyjechały do niej na noc z mamą, ale ja nie miałam
        odwagi nawet na to, bo byłam pewna, że jak się obudzę w obcym łóżku a ze znajomą
        świadomością, że jestem sama, że On nie żyje, to w najlepszym razie będę znowu
        wyła cały dzień...Do dupy takie życie.I wciąż myślę, wciąż czuję, że przecież
        MUSI BYĆ JAKIŚ SPOSÓB,żeby to odwrócić, żeby to nie była prawda, żeby się dało
        cofnąć czas i wszystkiemu zapobiec.Czuję, że taki sposób być MUSI i rozpieprza
        mnie w drobny mak to, że tego SPOSOBU NIE MA:(((
      • inkara Re: Samotność to taka straszna trwoga... 20.08.09, 14:55
        Wszystko kiedyś było takie piękne i wolne od obaw. Takie prawdziwe.
        Dziś jest strach, niepokój! Nawet kiedyś dziwne pukanie w aucie było
        nie wyczuwalne moim uchem... teraz najmniejszy szelest powoduje u
        mnie obawy i strach co się może zaraz stać. Uczę się życia!! Ciężko
        mi to idzie, szczerze mówiąc czuję się jak odłamek społeczeństwa..
        Tak, można podciągnąć to pod fobię!! Ja na nią cierpię! ((( Mój
        najdroższy potrafił wszystko, dosłownie wszystko! Wszyscy nasi
        znajomi liczyli zawsze na pomoc Jacka!! .. Moje kochanie byłyś
        wszystkim dla mnie!!
        wdowa120309- wiem co czujesz! Pozdrawiam Cię goraco na naszego
        miasta Poznania! Pomyśl, że ktos jeździ też ulicami tego miasta z
        takimi samymi obawami z taką samą raną na sercu!
        • wdowa120309 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 21.08.09, 22:17
          Nigdy nie byłam dusza towarzystwa...ale nie cierpię samotności. Dzis po raz
          pierwszy od kilku tygodni moja córeczka zasnęła o 21 i mam chwilkę dla
          siebie....( nadrabiam zaległości). Madzia jest na razie mała i potrzebuje mojej
          opieki ale zastanawiam się czasami co będzie jak wyrośnie znajdzie swoje
          towarzystwo no i z czasem opuści mój dom....co będzie ze mną...((((. Boje się
          też jesiennych i zimowych wieczorów ....tej szarugi na dworze i pustki w
          domu.....((
          Mam dużo rzeczy do zrobienia.....ale jakoś trudno zebrac die do kupki i
          cokolwiek robić..... robię to co konieczne a wszytko inne zostawiam na
          później....ale kiedy to będzie trudno powiedzieć. Samotność jest straszna i
          przytłaczająca. Zła jestem na to wszystko na to co mnie spotkało.....czasami mam
          wrażenie że nawet jestem nie najlepszą mamą..... bardzo bym chciała zapewnić
          mojemu dziecku wiele atrakcji.....kiedyś wspominała że chciała by jechać nad
          morze a ja nie mam odwagi jechać autem tak daleko sama...może to jeszcze za
          wcześnie i w przyszłym roku zdobędę się na odwagę...(.
          Tak bardzo chciała bym żeby był mój Jarciu ...tak bardzo chciała bym z nim
          porozmawiać.... Ostatnio często znów mam wrażenie że gdzieś wyjechał że wróci,
          zadzwoni ....wyśle czułego sms-ka, że to nie prawda że nie żyje......Ale
          dlaczego to nieprawda..????
          • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 21.08.09, 22:35
            wdowa120309 mnie też ta samotność przeraża.Te wieczory w towarzystwie bólu,
            poranki z myślą, że On nie żyje(wciąż rano muszę to sobie świadomie powiedzieć,
            inaczej nie dociera).Też jestem typem domatorki i samotnicy,ale z Nim chciałam
            być i brakuje mi go strasznie, nie umiem, za nic w świecie nie umiem pogodzić
            się z tym, co się stało.
            Piszesz o złości...Ja dziś miałam taki dzień.Wracałam od babci i najpierw na
            widok parki trzymającej się w parku za ręce dostałam takiego ataku zawiści,
            takiej strasznej wściekłości, że aż mi było wstyd, że niewinnym ludziom tak źle
            życzę.Ale nic mnie to nie obchodziło, bo ja też niczym nie zasłużyłam na to, co
            mnie spotkało.A potem - ja, która uwielbiam zwierzęta i darzę je ogromnym
            szacunkiem, musiałam się powstrzymać na siłę, żeby nie rzucić kamieniem w stado
            kaczek.Przeraziło mnie to, naprawdę przeraziło samo to, że w ogóle coś takiego
            przyszło mi do głowy.Jestem w stanie zabić, jak widzę, że ktoś krzywdzi
            zwierzę.Uwielbiam te kaczki, chodzę zimą specjalnie, żeby je dokarmiać, liczę
            ile ich jest i cieszę się zawsze, jak uda im się odchować młode.Ale dziś ta
            wściekłość mnie po prostu zaślepiła.Dobrze, że się chociaż powstrzymałam, bo
            miałabym jeszcze jeden powód do poczucia winy,nie darowałabym sobie gdybym
            zrobiła krzywdę jakiemuś stworzeniu.Człowiek się stara zrozumieć, jakoś to
            wszystko poukładać, ale choćby zjadł wszystkie rozumy to emocje i tak robią swoje.
    • wdowa120309 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 23.08.09, 22:10
      Dziś przeżyłam ja po raz kolejny...jak samotnie z Madzia spacerowałyśmy po
      okolicy a wkoło same parki i szczęśliwe rodzinki..(((
      • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 23.08.09, 22:16
        wdowa120309 nawet nie mów, ja próbuję przestać ryczeć, bo chusteczki mi się w
        domu kończą.Czułabym się lepiej w pustelni.Nie kuło by mnie w oczy tak bardzo
        szczęście innych ludzi...
    • gosiula74 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 25.08.09, 11:08
      Jutro nasza córeńka kończy trzy lata .I to już będą drugie urodziny bez taty.
      Żadni goście ,żadne prezenty nie zmienią tego ,że sprawią ,ze nie będę myśleć o
      tym jak bardzo tęsknię .Jak źle i jak smutno jest bez niego.
      Pamiętam jak trzy lata temu zadzwoniłam i powiedziałam,żeby przyjechał bo to
      chyba już .
      Jak był dzielny razem ze mną przy porodzie ,jak prze te niespełna dwa lata
      opiekował się Ninką .
      • wdowa120309 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 25.08.09, 23:37
        gosiula74....bardzo mi przykro..((( Nasza córeczka też za nie cały miesiąc
        będzie kończyc trzy latka.....to bedą jej pierwsze urodzinki bez tatusia.....(((

        Nie na widzę tego cholernego świata..!!!!!!!!!!!
        • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 06.09.09, 19:23
          Jest tragicznie.Tęsknię cały czas, tęsknie,kiedy wstaję rano i nikt mnie nie
          przytula i nie budzi kawą, tęsknię jak jem samotne śniadanie i inne samotne
          posiłki, tęsknię za każdym razem, kiedy chciałabym powiedzieć Mu o czymś dla
          mnie ważnym albo o jakimś drobiazgu i nie ma już komu tego powiedzieć.Tęsknie
          jak nie dzwoni telefon, nie przychodzą sms-y i tęsknię jak dzwoni telefon, bo to
          przecież i tak nie On a sygnał rozbudził moją nadzieję,przywołał
          wspomnienia.Tęsknie za rozmową, przytuleniem,najpiękniejszym na świecie
          uśmiechem, najcieplejszymi oczami, za wspólnie spędzanym czasem.Za tym, żeby
          zadzwonił i powiedział:ubierz się ciepło, bo wiatr straszny.Tęsknie cały czas,
          do bólu, do łez do histerii.Tęsknie tak, że chce mi się wyć a żyć mi się nie
          chce.I wydaje się, że to już jest tak skrajna tęsknota, że nie może być nic
          więcej.A potem wstaję takiego dnia, jak dziś i okazuje się, że ta tęsknota z
          wczoraj, to tak naprawdę było jeszcze nic, taka wprawka, uwertura.I dzisiaj
          naprawdę czuję, że "samotność to taka straszna trwoga":(((
          • beattrix120309 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 06.09.09, 20:27
            To samo uczucie i mi towarzyszy..((( jestem zmęczona psychicznie, brakuje mi
            sił. Czuje się jak małe zaszczute zwierzątko.....stale mam w sobie obawy i lęk o
            jutro..((( Wspomnienia że kiedyś było pięknie a myśli że już nigdy tak nie
            będzie przygniatają mnie do ziemi i nie pozwalają wstać. Dziś nie dałam rady i
            ryczałam przy Madzi ...w końcu musiałam się opanować bo i ona zaczęła płakać.
            Sama nie wiem do kogo mieć żal czy do losu czy do samego Pana Boga.
            • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 28.09.09, 22:21
              Szłam z kimś za rękę w piękny słoneczny dzień.Nagle zniknęło wszystko.Ten
              Ktoś.Ręka.Świat.Światło.Zostałam sama w ciemności, nie umiem nawet wstać,o
              szukaniu drogi nie mówiąc.I wciąż tylko wyciągam przed siebie omdlałe ręce,
              mając nadzieje, że wróci,że wróci On,że zaświeci światło,że wszystko wróci na
              swoje miejsce...

              "Samotność to taka straszna trwoga,
              Ogarnia mnie, przenika mnie.
              Wiesz Mamo, wyobraziłem sobie, że
              Że nie ma Boga, nie ma nie! "

              List do M.
            • bezprzerwy Re: Samotność to taka straszna trwoga... 29.09.09, 10:56
              beattrix120309 napisała:

              > Sama nie wiem do kogo mieć żal czy do losu czy do samego Pana Boga.

              Wiesz moja droga ja chyba najwiekszy zal mam do siebie; po jaka
              cholere zachcialo mi sie kogos kochac?
              Po cholere chcialam byc kochana?

              Jestem wdzieczna za ta Milosc, bede ja pielegnowac do konca mojego
              wstretnego zywota, ale dlaczego nikt mi nie powiedzial, ze to az tak
              bardzo bedzie bolalo???

              • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 29.09.09, 11:25
                A ja, mimo nieludzkiego bólu, jestem wdzięczna za każdy dzień tej
                miłości, i nie oddałabym tego czasu za nic.
                • bezprzerwy Re: Samotność to taka straszna trwoga... 29.09.09, 14:39
                  Tak wiem, myslisz, ze ja bym oddala? NIGDY!
                  Wiem nawet to, ze jestem wybrancem losu, ze spotkalam na swej drodze
                  Taka Wspaniala Milosc ( to zdanie pozbawione jest sarkazmu)
                  Tylko niekiedy, jak mi zebra rozrywa z bolu to jestem zla, ze milosc
                  tak strasznie, strasznie boli.
                  • edzia764 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 29.09.09, 17:05
                    "ŚMIERĆ JEST BEZSILNĄ WOBEC KOCHANIA,
                    KTÓRE IDZIE ZA GRÓB ...
                    MOŻE DROGĄ DUSZĘ ZABRAĆ ...
                    ALE NIE MOŻE ZABRONIĆ NAM JEJ KOCHAĆ... "
                    życzę Wam wytrwałości w tej walce ze swoimi uczuciami .... Irena
                    • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 29.09.09, 19:44
                      Dziękuję Ireno i podziwiam za wytrwałość w szukaniu mądrych i ładnych cytatów.
                      Ty też się trzymaj dzielnie
                  • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 29.09.09, 19:43
                    Tak, ja też się dziwię i złoszczę, myślałam,że za miłość nie trafia się do
                    piekła:(((
                    • edzia764 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 29.09.09, 22:02
                      Tilia - ostatnio mam taką huśtawkę nastrojów, ze chwilami nie umiem
                      sobie poradzić. Siedzę w domu przy komputerze i czytam wszystko, co
                      może przynieść ulgę. Dzisiaj szczególnie wszystko mnie przytłacza,
                      chciałam w najblizszych dniach przejechać te nieszczęsne 100 km i
                      stanąć przed tym "symbolicznym" grobem, we wnętrzu którego są prochy
                      mojego męża ... ale pogoda chyba nie pozwoli na to ....
                      • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 17.10.09, 22:55

                        Perfect
                        Niepokonani


                        Gdy emocje już opadną
                        Jak po wielkiej bitwie kurz
                        Gdy nie można mocą żadną
                        Wykrzyczanych cofnąć słów
                        Czy w milczeniu białych haniebnych flag
                        Zejść z barykady
                        Czy podobnym być do skały
                        Posypując solą ból
                        Jak posąg pychy samotnie stać


                        Gdy ktoś kto mi jest światełkiem
                        Gaśnie nagle w biały dzień
                        Gdy na drodze za zakrętem
                        Przeznaczenie spotka mnie
                        Czy w bezsilnej złości łykając żal
                        Dać się powalić
                        Czy się każdą chwilą bawić
                        Aż do końca wierząc że
                        Los inny mi pisany jest

                        Płyniemy przez wielki Babilon
                        Dopóki miłość nie złowi nas
                        W korowodzie zmysłów możemy trwać
                        niepokonani
                        Nim się ogień w nas wypali
                        Nim ocean naszych snów
                        Łyżeczką się odmierzyć da

                        Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
                        Niepokonanym
                        Wśród tandety lśniąc jak diament
                        Być zagadką, której nikt
                        Nie zdąży zgadnąć nim minie czas
    • justynakm1 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 01.01.10, 18:51
      Jest 1 stycznia, Nowy Rok... siedze sama w domu, pozno wstalam,
      pojechałam na cmentarz... tak tam pieknie, groby zasniezone, taki
      spokoj, taka cisza...tak mi tam bylo dobrze, tak bezpiecznie
      jakos..ale ja nie o tym..
      Jest 18:50 , a do mnie nikt dzis nie napisal, nie zadzownil (za
      wyjatkiem rodzicow i siostry). nie oznacza to, ze nie mam
      przyjaciol...tylko oni maja swoje zycie, sa po imprezach, po
      szalenstwach, sa ze soba, maja jakies plany na ten rok.. a ja? oby
      jakos go przezyc..tam mi smutno, samotnosc to taka straszna trwoga.
      • elka323 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 01.01.10, 20:31
        No cóż , do mnie dziś też nikt się nie odezwał.Ale jestem sama od prawie 7 lat i
        już się do tego trochę przyzwyczaiłam , nie oczekuję cudu , że nagle szczęśliwi
        ludzie przypomną sobie o mnie bez powodu.Za to wczoraj było całkiem fajnie -
        rozmowa z trelką i jej towarzystwem wprawiła mnie w dobry nastrój , potem moi
        synowie i ich koledzy rozbawili mnie - i ten sylwester minął całkiem miło.A
        znajomi , no cóż , oni - to pary , ja sama , więc nie pasuję do takiego
        towarzystwa , bo po co im samotna osoba na imprezie.Tak jest i tak będzie ,
        trzeba się z tym pogodzić.A mimo to potrafię znależć odrobinę radości i tego i
        wam wszystkim życzę w Nowym Roku! Justyna
        • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 01.01.10, 22:09
          Ja też tak mam Justyno.Sms od siostry ze szwagrem,rodzice i babcia to
          wiadomo,ciotka-siostra mamy też zadzwoniła.Z przyjaciół nie ma nikogo.Nie
          szkodzi.Ja i tak teraz nie mam do nikogo serca.Ale samotność to straszna
          trwoga.Taka samotność jak nasza...
          • biala999 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 01.01.10, 22:55
            Cóż, niestety podzielem Wasz los - ani jednego smsa od znajomych.
            Nawet przyjaciele zapomnieli. Jedynie moja najbliższa rodzina
            złożyła mi życzenia. Rodzice i siostra Męża wogóle się nie
            odzywają...

            Mnie tak bardzo brakuje towarzystwa... Brakuje mi mojego Skarba, ale
            towarzystwa ludzi wogóle również. Przed śmiercią M. niemal co
            tydzień była u nas impreza; latem grill, potem wódeczka przy
            kominku... Teraz zostałam sama... I ta samotność cholernie boli.
            Nawet najbliżsi przyjaciele mają coraz mniej czasu; wrócili do
            własnych zajęć - do własnego (szczęśliwego) życia. A ja tu usycham z
            tęsknoty za moim M. i za dawnym beztroskim życiem. Wszystko to
            spadło na mnie jak grom; w chwilę musiałam wydorośleć i sama zacząć
            dbać o siebie... Teraz rozmyślam ciągle, co by było gdyby...
            Jakbyśmy spędzali kolejne dni, wieczory, poranki, weekendy,
            święta... Żyję przeszłością i wspomnieniami. Tak bardzo chciałabym,
            żeby mój Anioł zabrał mnie do siebie. Cały czas wmawiałam sobie, że
            byle do Nowego Roku. Teraz już wiem - nic się nie zmieni, ani teraz,
            ani za kolejny rok. Samotność jest przerażająca...
            • kam-ta Re: Samotność to taka straszna trwoga... 01.01.10, 23:14
              Mnie tak samo została tylko moja najbliższa rodzina. Rodzina męża nie odezwała
              się wcale. Od znajomych żadnego sygnału.
              Gdy żył mąż to sylwestry były huczne,imprezy co chwilę.
              Dlaczego tak jest, gdzie oni wszyscy się podziali.
    • ppieprz Re: Samotność to taka straszna trwoga... 02.01.10, 06:55
      dzisiaj, w właściwie wczoraj, po raz pierwszy zostałyśmy same w nowym mieszkaniu...
      jest beznadziejnie. nie umiem żyć samotnie... brakuje mi go na każdym kroku...
      nie śpię od 4... krążę po mieszkaniu i nie umiem sobie znaleźć miejsca...
      wszędzie źle...:(((((
      • beattrix120309 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 02.01.10, 20:15
        Dziś bardziej niż ostatnio czuje się samotna i zagubiona ....tak bardzo brakuje
        mi mojego męża, właściwie to krzątam się po domu i nie mam co ze sobą
        zrobić....a tak bardzo chciała bym przytulic się do niego i usłyszeć ...Kochana
        nie płacz wszystko będzie dobrze...((((
        Boje się co będzie dalej....boję się tej samotności ..((.
        I co z tego że ktoś zadzwoni i pogada spyta co słychać...( a co ma być słychać
        ?)....jak za chwile odłoży słuchawkę żyje już swoim radosnym i szczęśliwym
        życiem.....przecież oni nawet nie wiedzą co może nami targać i co może tak
        bardzo boleć..(((
        • atkkaa Re: Samotność to taka straszna trwoga... 02.01.10, 20:37
          Nikt, kto tego nie przezyl nie jest w stanie zrozumiec..
          Ta tesknota, cierpienie jest nie do opisania, nie da sie ich wyrazic slowami.
          Ciagle zastanawiam sie dlaczego On odszedl. Mysle o nim 24h, chociaz chcialabym
          choc na chwile uciec od wspomnien. Dlaczego los zabral mi jedynego czlowieka,
          ktorego w zyciu kochalam i to w chwili, gdy wszytsko zaczelo sie wreszcie ukladac?
          Nie cierpie pytan znajomych - co slychac? Bo, wlasnie, co moze byc slychac??? Co
          mam odpowiedziec - tesknie za Mezem, swiat jest do d..y i jakby nie dziecko, to
          bym sie zabila?? No to odpowadam: wszystko w porzadku, jakos zyje..
          • beattrix120309 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 02.01.10, 20:52
            atkkaa....dziś o tobie myślałam jak przetrwałaś te święta.....bo chyba dawno nic
            nie pisałaś..???
            Ciężko...co dzień ciężko...ale dla naszych pociech musimy trwać....ja chyba bym
            się nie zabiła ( mimo że bardzo kochałam swojego męża) ...bo było by mi brak
            odwagi na taki krok. Dlatego dobrze że mam moją Madzię tą cząstkę mojego
            Jarka....coś co po nim mi zostało. A jej ciepłe i rozbrajające słowa dodają mi
            sił. Dziś rano jak się obudziła to pocałowała mnie i mówi tak " mamusiu chcesz
            kawusi.."....to mnie rozbroiło i popłakałam się ze śmiechu bo ona ma dopiero 3
            latka....)))
            • atkkaa Re: Samotność to taka straszna trwoga... 03.01.10, 20:10
              Dziekuje za pamiec. Coz.. swieta byly, przeszly i na szczescie na rok spokoj.
              Okropne byly i ciesze sie, ze sa za mna, tak samo jak sylwester. Mam nadzieje,
              ze nastepne spedze z moja coreczka. Czym blizej porodu, tym bardziej zaczyna mi
              jednak cos odbijac - ostatnio panicznie sie boje, jak to wlasciwie bedzie..
              Boze, jakie to zycie jest pokrecone... Pozdrowienia!
              • beattrix120309 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 03.01.10, 21:07
                atkkaa...ja tez ciesze sie że swięta i nowy ro juz za nami....no ale
                co dalej..??? to przecież nic a nic nie zmieniło...będą kolejne
                święta i kolejne lata. Pocieszające jest to że juz mamy pierwsze
                doświadczenia w samotności świątecznej za sobą..(((
                Następne święta juz będziesz z córeczką ....ze swoim jedynym i
                wielkim skarbem.... poród napewno nie będzię łatwy bo bardzo będzie
                bolało jak do innych mam będą przychodzili mężowie i sie cieszyli
                ale ty wtedy spojrzysz w oczka swojej córeczki i zobaczysz tam męża,
                on napewno bedzie czuwał nad tobą z góry. Wszystko będzie trudne ale
                zobaczysz że jak mała będzie przy tobie to troszeczke zapomnisz o
                tym wszystkim. Na kiedy masz termin..???
                Moim głównym motorem do życia jest Madzia...to ona daje mi siłe i to
                ona czasami mnie pociesza , to ona jest moim skarbem przy którym
                zapominam trochę o bólu i rozpaczy.
                atkkaa...dasz rade tak jak my tu wszyscy....no bo inaczej byc nie
                może....musimy pokazac jacy jesteśmy silni i wytrwali.
                Pozdrawiam..)
                • justynakm1 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 07.01.10, 10:12
                  Ja wprost jestem szczęsliwa, ze juz po tej całej szopce swiąteczno-
                  noworocznej, tych piosenkach w radio i w centrach handlowych..było ,
                  mineło.. uff.. wiecie, samotny sylwester nie jest zły, przynajmniej
                  człowiek się nie musi napinać i udawać, że się super bawi, albo dbac
                  o to,żebyw oczach ni było wsciekłosci/rozpaczy/smutklu gdy pary
                  składają sobie życzenia a Ty sama gapisz się w sufit. Było mi
                  cholernie smutno o północy, bo do północy sprzątaam, zmywałam,
                  prałam i pisałam maile z Kasta4 (pozdr!). Ale północc była straszna,
                  rok temu gdy wbycuhały fajerwerki, K. był juz bardzo chory... obije
                  patrzylismy na rozswietlone niebo i oboje chyba myslellismy o
                  najgorszym, co przeniesie 2009.. i ten rok odebrał mi K.. i ja
                  patrzylam teraz, wyjac, w okna, na te fajerwerki i myslalam co mi
                  nowy rok przyniesie... wiem jedno - to nie z nowym rokkiem cos sie
                  zmienia, tylko zmienia sie w nas...a u mnie jeszcze tych zmian nie
                  widac..Z moich postanowień: chciałabym byc silna..dac rade, tak jak
                  daje teraz. Uwirzyc, ze oprócz przeszłosci istnieje przyszlosc, zeby
                  moze o niej wiecej myslec. Zeby wierzyc, ze z K. sie gdzies jeszcze
                  spotkamy, ze wyjdzie kiedys po mnie w tym lepszym swiecie i mnie
                  przytuli.. koncze, bo w=ja w pracy a beczeec bede..
                  • justynakm1 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 07.01.10, 10:20
                    Na kazdym kroku uświadamiam sobie, że jestem sama, a raczej- że nie
                    ma przy mnie K. Nie chodzi mi juz o szcesliswe rodziny i obejmujace
                    się pary na każdym kroku..juz przywykłam.. ale.. Ostatnio poszłam do
                    okulisty zbadać wzrok. Okazało się, ze nic z tego, bo musze mieć
                    wpuszczone krople,a wtedy samochodem nie moge jechac do domu. U
                    mnie w rachube wchodzi tylko samochód, bo mieszkam w wawie i
                    odległosci są duze. Kiedy pani dr spytała mnie czy ma mnie ktos
                    przywiezc na takie badania - moja odp: nie, czy ma mnie kto odebrac -
                    ja: nie, i jeszcze o cos zapytala, tez odp była "nie". Uswiadomilam
                    sobie po raz kolejny i az serce mnie zapielko z bolu i zalu, ze NIE
                    MAM tu nikogo, kto moglby mi pomoc. Ok moze przesadzam, jakas
                    kolezanka dałaby sie namowic, ale ja wiem jak ciezko jest przez te
                    korki i umeczenie ludzi w pracach, kazdy jest zalatany, nie ma co
                    prosic bo sie okaze, ze nikt nie ma czasu... Te moje odp na "nie"
                    sprawily mi taka przykrosc, strasznie wzmogly moja samotnosc.. i
                    znow kubel zimnje wody: juz Go nie ma...zostalas sama i musisz sobie
                    z tym radzic. Radze. Pojade taksówką.
                    • tilia7 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 07.01.10, 11:01
                      Tak,ta samotnośc jest straszna.Nie ma się do kogo przytulic,nie mogę
                      do Niego zadzwonic,napisac,usłyszec Jego głosu,opowiedziec,jak minął
                      dzień.To boli okropnie i dla mnie wciąż jest takie dziwne,takie
                      nienormalne,że Go przy mnie nie ma.Dziś myślałam o tym,jak się od
                      Jego siostry dowiedziałam o tej tragedii.Zapytałam,wciąż z
                      nadzieją,że może źle słyszę:"Jak to nie żyje?!!!!".I mimo,że minęło
                      ponad 9 miesięcy to pytanie ciągle wisi w powietrzu i pozostaje bez
                      odpowiedzi.JAK TO NIE ŻYJE?Przecież żył...
    • samotny_3 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 02.01.10, 22:59
      Co za okropny do przeżycia jest dzisiejszy dzień,czytając Wasze wypowiedzi widzę
      że i Was dopadła potworna samotność,tęsknota i ból.
      Ja od samego rana jestem kompletnie załamany,co chwila wyje mi się ijak bumerang
      wracają wspomnienia.Byłem na cmentarzu,myślałem że jak porozmawiam z żoną to
      trochę mnie minie,ale po powrocie ciągle to samo.
      Nic nie jestem w stanie zrobić,nic się nie chce....nawet żyć.
      Czy to się kiedyś zmieni ?Czy będzie można chociaż troszkę normalnie żyć?Czy
      psychicznie się wykończę i wyląduję w wariatkowie ?
      Nie wiem co robić i jak żyć.Jakie to jest okropne cierpienie.
      "Gdyby nie cierpienie,nikt nie wiedziałby jak bardzo ktoś kogoś kocha" napisał
      ksiądz Twardowski.
      Kiedy była żona,czy moja miłość była mniejsza? czy żona musiała odejść abym
      uświadomił sobie że ją kocham?
      Nic nie mogę zrozumieć ani pojąć dlaczego to musiało się stać.
      Pozostaje jedynie cierpieć w samotności.
      • edzia764 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 03.01.10, 11:58
        Samotny ... masz rację "pozostaje jedynie cierpieć w samotności". Ja
        również miałam okropny okres, pierwsze święta bez męża, pierwsze
        powitanie Nowego Roku bez męża ... w samotności. Kompletne
        załamanie, "wycie" .... ale i kłębioce się pytania jak dalej żyć ...
        do tego wszystkiego nie miałam możliwości pójść na cmentarz, stanąć
        przy grobie męża i wypłakać się ... Jego grób jest ponad 100 km od
        mojego zamieszkania ... nie wiem jak długo to wszystko wytrzymam.
        Czytając wpisy na tym forum ... niektóre z nich niosa nadzieje, ze
        bedzie lżej, ale na to potrzeba wiecej czasu ... pozdrawiam Irena
    • beattrix120309 Re: Samotność to taka straszna trwoga... 07.01.10, 23:23
      Samotność..!!! Coraz bardziej....im dalej tym jej więcej...((( a naj więcej
      smutnymi pustymi wieczorami kiedy Madzia śpi a ja nie wiem co ze sobą zrobić..((
      Właściwie na brak zajęć narzekać nie mogę bo zawsze było by coś do
      zrobienia..pranie , sprzątanie, prasowanie czy chociaż przyjemności czytanie
      książek i oglądanie filmów które planowałam kiedyś obejrzeć..ale mi się po
      prostu i zwyczajnie nie chce. Wszystko co mam robić traci sens....robię bo muszę.
      Miałam nawet takie postanowienia Noworoczne....pozytywne spojrzenie do
      przodu...ale jakoś tego nie widzę...może jeszcze nie czas..((((

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka