Dodaj do ulubionych

4 lata sama!

09.08.09, 21:10
myślę - że to długo,boję się,że za długo,chciałabym to zmienić ale myślę,że
zdziczałam,brak mi okazji, mam trochę wrażenie że faceci się mnie boją. Mam
33lata chciałbym kogoś poznać dla siebie, ale bardziej dla dzieci- szczególnie
6-letniego synka- który zaczepia wręcz facetów na ulicy- bardzo potrzebuje
taty, wujka, po prostu kogoś kto nie nosi spódnicy.
ale to takie trudne- marzy mi się,żeby to się stało za mnie i żeby znalazł się
wdowiec z dwójką dzieci, pokocha moje dzieci, ja jego dzieci i kupimy ogromny
dom...
Obserwuj wątek
    • justynakm1 Re: 4 lata sama! 09.08.09, 21:45
      kochana... 4 lata to strasznie dlugo...dzis gdy bylam na cmentarzu u
      Kubusia i tak rozmawiajac z Nim zpytalam: jak bedzie za 5 lat? co
      bedzie ze mna? jak bardzo bede za Toba tesknic?.. strasznie trudne,
      smutne pytania...Ryba, mysl pozytywnie. Uda sie, poznasz kogos-tego
      wdowca. Wierze ,ze to tylko kwestia czasu!
      usciski
      • alex2377 Re: 4 lata sama! 09.08.09, 22:07
        Moje drogie!
        Jestem od 2,5 roku sama i często myślę o tym ,że mogłabym własciwie
        już z kimś być, ale tak chyba nie jest. Pisałam z 2 facetami i
        dopóki to tylko korespondencja było ok, aż do czasu, gdy jeden z
        nich zaproponował spotkanie. Wtedy się wystraszyłam i już do niego
        się nie odzywam. Z drugim miło nawet sie konwersuje, ale on jest
        rozwodnikiem, co mi nie bardzo pasuje. Chyba chciałbym spotkać
        jakiegoś wdowca, wiecie, kogoś kto wie jak to jest.
        Czasem mam jednak doła lub "moralniaka" i myślę, ze nie jestem fair
        w stosunku do mojego męża, choć jestem pewna , że On chciałby, żebym
        była szczęśliwa, ale własciwie, czy nowy związek ma szansę?
        Czytam prawie wszystkie posty i zawsze cieszy mnie fakt, że komuś z
        nas się udało i znów poczuł się szczęśliwy. Pewnie część z nas ułoży
        jeszcze sobie z kimś życie, a niektórzy pozostaną samotni.
        (A jeszcze 3 lata temu myślałam, że moje życie jest już takie
        poukładane...)
        Pozdrawiam
        • jucha32 Re: 4 lata sama! 11.08.09, 10:54
          Rybko, masz piękne marzenie i mam nadzieję, że kiedyś się spełni.
          Ja nie mam takiego marzenia(ja już nie marzę), ale też gdzieś
          w głębi serca mam nadzieję, że kogoś spotkam.
          Kogoś kto wreszcie mnie przytuli i powie, że wszystko się ułoży. Tak
          bardzo mi brakuję obecności tej drugiej osoby, kogoś z kim można
          porozmawiac o codziennych sprawach. Rodzice to nie to samo.
          Nie wiem co będzie gdy kogoś spotkam. Nie wiem, czy będę w stanie
          zbudowac nowy związek. Narazie się nad tym nie zastanawiam. Po co
          martwic sie na zapas?
          Co ma byc to bedzie. Na nic nie mam wpływu.
          • justynakm1 Re: 4 lata sama! 11.08.09, 21:13
            Jucha, wiesz, ja tez nie mam marzen... a kiedys mialam ich pelen
            wachlarz, pelno planow, zawsze cos mi do glowy
            przychodzilo...teraz?? nie mam, jedynie mam prosbe do losu (bo nawet
            nie do Boga), zeby rodzice i siostra byli zdrowi. i nic wiecej.
            Patrze na ludzi, jakie z nich szczurki korporacyjne, pusty smiech
            mnie ogarnia. nawet nie wiedza kiedy los im splata strasznego figla!
            Zazdroszcze ludziom beztroski, ktora mialam, a nie mam juz - trauma
            po umieraniu Kubusia jest zbyt wielka. Mam skrzywiona psychike,
            zraniona dusze, rozdarte serce...jestem wielka rana..
            dzis w pracy bylam do prawie 20 - wcale do domu wracac nie chcialam,
            bo do kogo? Pogoda marna, do pustym nikt nie czeka.
            Ja o zwiazku nie mysle nawet, za wczesnie, poza tym wiecie jak jest -
            nowa osoba u boku??? Przecie bedzie ciagle porownywana, obserowana,
            oceniana... Kuba byl calym moim swiatem...a teraz jestem sama,
            samotna, niczyja.
            • jucha32 Re: 4 lata sama! 12.08.09, 11:36
              Tak, ja też chciałabym, aby moje dzieci były zdrowe. Rodzice, brat i
              jego rodzina też, bo w nich mam oparcie.
              Reszta mi zwisa.
              Też miałam mnóstwo marzeń,planów. A teraz myślę najwyżej o tym co
              będzie w przyszłym tygodniu.O niczym nie marzę i niczego nie
              planuje, bo znowu mogę się gorzko rozczarowac.
              Ze skrzywioną psychiką, zranioną duszą i rozdartym sercem masz
              Justynko absolutną rację.
              Moje serce też się rozpadło na miliony kawałków, które zostały na
              ulicach Zawiercia, uleciały wraz z życiem mojego meża.
              Wczoraj siostra mojego męża próbowała mi wmówic, że śmierc dziecka
              to coś wiecej niz śmierc meża, ojca dzieci.
              Mam nadzieję, że los nigdy nie pozwoli jej doświadczyc tego co
              ja.Albo właśnie pozwoli, żeby się głupio nie wymądrzała. Na wszystko
              przyjdzie pora. Los nie rychliwy, ale bardzo, aż do bólu
              sprawiedliwy.

              A ja myślę o tym, że chciałabym kogoś spotkac. Tak trudno byc samej.
              Adama kochałam, kocham i nic nigdy tego nie zmieni. Będę zawsze o
              nim pamietac patrząc na synów, ale nie chcę byc do końca życia sama.
              Mnie też się należy odrobina szczęścia. Los mnie chyba już
              wystarczajaco doświadczył.Ból będzie mi towarzyszył już zawsze.
              I chocby nie wiadomo co dobrego się nie wydarzyło to już na zawsze
              pozostanie on we mnie i będzie "przypiekał żywym ogniem".
              A poza tym wydaje mi się, że byłabym wstanie stworzyc dobry zwiazek.
              Już teraz wiem jakich błędów nie należy popełniac.
              Szkoda, tylko, że dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Ale cóż
              człowiek zawsze jest mądry po szkodzie i zaczyna cos doceniac, gdy
              to straci.
              Ciężko jest życ z wyrzutami sumienia. Ale to kara za to co mogłam, a
              czego nie zrobiłam.
              Cóż Ci Justynko mogę powiedziec. Nic. W żaden sposób Cię nie
              pocieszę. Mnie po roku i trzech miesiącach jest nieco łatwiej.
              Trzymaj się.
              • dakota28 Re: 4 lata sama! 12.08.09, 23:07
                Jucha, a ja myślę że siostra Twojego męża ma rację, może
                niepotrzebnie próbowała to wytłumaczyc, ale ja ja popieram- smierć
                dziecka to cos wiecej.

                To co nas spotkało to wielka tragedia i zostanie w nas do konca
                zycia, zmieniło to nas napewno bardzo, juz nigdy nie bedziemy tacy
                sami. Ale nie wyobrażam sobie pochowac moje dziecko, to jest
                najwieksza tragedia dla kobiety- zobaczyc swoje dziecko w trumnie.
                Tu mne nic nie przekona że jest inaczej.
                Nadal bardzo kocham swojego męża po prawie 19 miesiącach samotnosci
                i myslę że to sie nigdy nie zmieni, ale zdanie mam podobne to
                siostry Twojego męża. Nie wiem jak to powiedziała, jak ubrała to w
                słowa, ale ma racje- pochowac dziecko to koniec życia dla matki.
            • tilia7 Re: 4 lata sama! 12.08.09, 11:38
              Marzenia...kiedyś były, małe i większe,rózne.Teraz nawet nadziei nie
              mam na lepsze jutro a co dopiero marzeń.Jedyna rzecz, jakiej
              naprawdę chcę to,żeby to wszystko nie było prawdą, żeby był przy
              mnie.I tak jak Justynka proszę tylko,żeby moi bliscy byli
              zdrowi.Gdybym miała odwagę to najchętniej wyprowadziałabym się na
              jakieś całkowite pustkowie i żyła jak pustelnica.Po tym,co przeszłam
              nie mam cierpliwości do zwykłych codziennych spraw, nie mam serca do
              niczego, nie chce mi się z nikim gadac.Wolałabym życ na pustkowiu i
              za towarzyszy miec tylko drzewa,zwierzęta i ciszę.
              Nowy związek w tej chwili jest dla mnie czymś niewyobrażalnym i nie
              do przyjęcia.Nie umiem znieśc myśli, że miałby byc ktoś inny.Zresztą
              czuję się tak wypalona i pusta, że nawet nie miałabym czego
              zaoferowac tej osobie oprócz rozpaczy i strachu.Samotnośc jest
              straszna,ale skoro to nie może byc On to będę sama, trudno.
              • jucha32 Re: 4 lata sama! 13.08.09, 12:28
                Tak, Dakota masz rację. Ale nie można pomniejszac niczyjego bólu
                i tłumaczyc braku serca moich teściów w ten sposób. Moja teściowa ma
                jeszcze pięcioro dzieci,ma męża. Nie jest samotna.Dwoje z tych
                dzieci ma własne, pełne rodziny. Pozostała trójka jest na tyle
                smarkata, że nie zastanawia się nad znaczeniem śmierci brata.
                To ja i moje dzieci będziemy do końca życia cierpiec z powodu jego
                odejścia.Chłopcom nikt nie zastąpi ojca, chocbym nie wiadomo jak
                dobrego człowieka kiedyś spotkała.
                Mój teśc nie odwiedza swoich wnuków, tłumacząc to tym, że nie może
                wejśc do domu, który Adam zaczął budowac i tak bardzo się z niego
                cieszył. Według mnie to umucie rąk od wszystkiego. Mnie też mój dom
                przypomina Adama. Dzieci zresztą też. Więc co? Mam sprzedac dom, a
                dzieci wyrzucic... gdzie? Na śmietnik, bo są podobne do swojego ojca.

                Poza tym po śmierci Adam nauczyłam się nie wypowiadac na tematy,
                o których nie mam pojęcia. Więc uważam, że szwagierka nie ma prawa
                się odzywac i mnie atakowac.
                Żaden wiek i żadna pora nie jest dobra na umieranie.

                Uważam, że każdy z nas cierpi. Może inaczej, ale wcale nie mniej.
                I to czy dla nich było to dziecko, a dla mnie tylko mąż i ojciec
                moich synów nie ma aż takiego znaczenia. Kochałam go tak samo mocno,
                jak i oni i poniosłam taka samą stratę.
                • tilia7 Re: 4 lata sama! 13.08.09, 18:52
                  jucha32 masz zupełną rację.Ból po stracie dziecka na pewno jest straszny ale czy
                  większy, to indywidualna sprawa.Każdy tak naprawdę najbardziej przeżywa tą
                  tragedię, która go dotknęła a nie jakieś teoretyczne możliwości.Mój ukochany nie
                  był nawet formalnie moim mężem ale cierpię po Jego śmierci okropnie, naprawdę
                  okropnie i nikt mi nie powie, że cierpię mniej niż Jego rodzina.Mam wręcz
                  wrażenie, że bardziej a oni chyba są tym bardzo zdziwieni, że po 4 miesiącach
                  nie czuję się lepiej.
                  To też jest kwestia tego, na ile było się związanym z tym drugim człowiekiem,
                  ale tak naprawdę związanym.Dla mnie to był ktoś niezwykły, moja druga
                  połówka.Mówię to z pełną świadomością dojrzałej kobiety, która była już
                  wcześniej w dwóch kilkuletnich związkach.Z tym człowiekiem byłam związana
                  inaczej,o wiele głębiej, na zupełnie innym poziomie.Był częścią mnie a część
                  mnie umarła razem z Nim.Więc niech mi nikt nie mówi, że jak ktoś stracił dziecko
                  to cierpi bardziej.Może inaczej, ale czy bardziej to indywidualna sprawa.Jak już
                  kiedyś wspomniałam moja niedoszła teściowa, kiedy pytam co u niej słychać,
                  odpisuje:"wszystko ok".A przecież straciła syna...
    • wiolawarszawa Re: 4 lata sama! 13.08.09, 20:17
      Żadna z Was nie wie jak to jest bo tego nie przeżyłyście często same
      mówicie (ja też), że nie zrozumie ten kto tego nie przeżyje, kto nie
      straci męża/ żony – więc nie macie pojęcia co czuje matka tracąc
      swoje dziecko! Moja Teściowa jest najwspanialszą kobietą na świecie
      daje mi więcej miłości, ciepła, zrozumienia i zainteresowania od
      własnej matki (przykre ale prawdziwe) . I wiem jedno dla niej mój
      Mąż a jej Syn – był jedynym dzieckiem i proszę nie mówić, że cierpi
      mniej co to za porównania – zupełnie ich nie rozumiem i bardzo mnie
      dziwią.
      Jest oszalała z bólu, żalu i rozpaczy to było jej jedyne dziecko,
      które musiała zobaczyć w trumnie – chowała całe życie, dbała,
      kształciła i co ……. i nigdy więcej nie usłyszy słowa mamo… to
      niewyobrażalna strata.
      Powiem więcej większość z tu obecnych pań mówi, że są samotne i z tą
      samotnością czują się źle, rozmawiamy o nowych związkach o chęci
      poznania kogoś i ułożenia sobie życia (dla siebie czy dla dzieci) bo
      samotność i brak męskiego ramienia jest straszna. Wiele kobiet
      wyjdzie drugi raz za mąż, stworzy nowe rodziny bo po prostu będą
      chciały być jeszcze szczęśliwe i nie samotne.
      A czy pomyślałyście, że taka osierocona mama NIC NIE MOŻE JUŻ
      ZROBIĆ……. nic, zupełnie Nic.


      A swoją tragedię każdy przeżywa po swojemu i nie pozwoliłabym sobie
      na ocenę drugiego człowieka bo niby jaką miarą miałabym oceniać?

      Oczywiście są różne matki ale ja nie piszę o patologii!
      Tylko o prawdziwych, kochających mamach


      A to czy się interesują wnukami i żonami (kobietami)ich Syna to
      zupełnie inna bajka.... często niestety z niewłaściwym zakończeniem..

      Pozdrawiam.
      • tilia7 Re: 4 lata sama! 13.08.09, 22:13
        Wiola, masz rację, chodziło tylko o to, żeby nam, które utraciłyśmy ukochanych
        partnerów czy mężów też nikt nie mówił, że inni cierpią bardziej.Tak, jak
        napisałam, każdy najbardziej przeżywa swoją tragedię,tą która go dotknęła.Można
        oczywiście stworzyć nowy związek, można wyjść znowu za mąż, ale TEGO jedynego,
        ukochanego człowieka też już nie można przywrócić do życia...
      • wdowa120309 Re: 4 lata sama! 13.08.09, 22:15
        ryba12345 ...cztery lata to szmat czasu...jak tak czytam to wydaje mi sie to
        czas bardzo odległy, ale pewnie ani sie obruce jak mi tez tyle minie..((((
        Ja nie wiem czy kiedy kolwiek będę zdolna sie z kimś związać, jak narazie to nie
        widze tego...((( u mnie wczoraj mineło dopiero 5 miesięcy. U mnie jest jeszcze
        ból , rozpacz, strach i cierpienie.
        wiolawarszawa...zgadzam sie z tobą całkowicie......))

        Ja chociaż jestem jeszcze w miarę młoda to przezyłam juz trochęw swoim zyciu
        tych koszmarnych smierci, nie wiem jak inni ale ja karzą śmierc przezywam
        inaczej...((( i myslę że to też zależy od wieku w jam się traci dana osobę.
        Ja będąc nastolatka straciłam mamę i bardzo to przezyłam, później babcię i
        dziadka...tez bardzo bolało ale jakos już inaczej. Jak byłam już dorosłą kobietą
        straciłam nie narodzone dziecko ( własciwie to ciąża ...- 13 tydzień ) może to
        tylko początek ale dla mnie to był straszny cios ....dziecko którego pragnełam i
        wyczekiwałam kilka lat. Potem zostałam uszczęśliwiona moja Madzią.... na
        szczęscie ona mi teraz została. Po Magdzi byłam jeszcze raz w ciązy i znów
        straciłąm maluszka w tym samamy terminie...13 tyg....to było bolesniejsze niz
        pierwsze poronienie....ale musiałam przezyć....bardzo bolała Może to nie były
        jeszcze urodzone dzieci ale ból po stracie okropny. Najgorszym z bóli jet teraz
        śmierc mojego męża....I wiem że każda smierc jest straszna i bardzo bolesna...i
        każdą sie przezywa....w zalezności od wnętrza i charakteru jaki mamy.
        • i_kozuch Re: 4 lata sama! 16.08.09, 20:53
          Cześć dziewczyny ja jużteż jestem troche wdową ale nadal boli i nie wiem kiedy
          będze lepiej pozdrawiam wszystkie ciepło Iwona moje gg 13468 99
    • wiolawarszawa Re: 4 lata sama! 13.08.09, 22:39
      Tilia – ja zauważyłam, że ludzie czasem się licytują kto cierpi
      bardziej ale czy warto się tym przejmować ? Ty znasz swoje
      cierpienie i jest ono Twoje i nikomu nic do tego. Nauczyłam się nie
      zwracać uwagi i omijać z daleka..

      Wdowa… bardzo mi przykro nie mam pojęcia dlaczego los tak okrutnie
      Cię doświadczył…. czytając co napisałaś spłakałam się bardzo. Jesteś
      strasznie dzielną kobietą. Z całego serca życzę Ci wszystkiego co
      najlepsze i choć Cię nie znam chciałabym … kiedyś zobaczyć iskierkę
      w Twoich oczach i uśmiech na twarzy … i wierzę mocno wierzę, że tak
      się kiedyś stanie :)
      Ściskam Cię bardzo cieplutko.
      Ja też w swoim życiu przeszłam wiele los także mnie nie oszczędzał
      ale mój Syn daje mi nadzieję i siłę do dalszego życia. Bo kiedy by
      mnie zabrakło ... zostałby sam...
      • wdowa120309 Re: 4 lata sama! 13.08.09, 22:45
        wiolawarszawa....dziekuję ...sama nie wiem jak ja to wszytko potrafię
        znieść...ale chyba jestem naprawdę silna kobietą...;)
        A mój uśmiech możesz zobaczyc na NK....jak chcesz to poszukaj w temacie nasza
        klasa....zapraszam..))
        • wiolawarszawa Re: 4 lata sama! 13.08.09, 22:54
          wdowa .. chętnie to zrobię :) Jesteś silną kobietą i nigdy niech
          nikt nie odważy się mówić inaczej... A żyć i być dalej silną musisz
          dla Waszj córki.Jestem pewna, że Twój Mąż zawsze będzie z Tobą i
          będzie robił co w Jego mocy abyś mogła się jeszcze uśmiechać :)
    • tede5 Re: 4 lata sama! 18.08.09, 23:56
      Witam, czytam ten wątek i chcę się podzielić swoimi odczuciami w
      dwóch sprawach: nie ma czegoś takiego (być nie powinno) jak
      licytowanie się cierpieniami, jak ocanianie kogoś pod kątem "jak on-
      ona przeżywa swoją tragedię", każdy z nas robi to na swój sposób i
      na pewno nie do końca świadomy, każdy człowiek jest inny i to chyba
      w nas jest najbardziej zagadkowe i najlepsze. ktos pisał,że dziwi
      się, raczej w sensie pejoratywnym, iż po 4 m-cach przyjacieljest w
      stanie szukać dla siebie kobiety. jeśli jest w stanie już pokochać
      to dlaczego nie??!! ryba piszesz, iż 4 lata samemu to długo. to
      prawda, ja jestem już 6 rok sam z Kubą (hmm,to sam mi jednak nie
      pasuje, bo przecież jest Kuba, ale wiemy o co chodzi). nie wiem czy
      to długo czy nie, ale coraz częściej przyjmuję do świadomości że tak
      zostanie i wiem że dopóki Kubol jest ze mną to będzie ok (tzn nie
      będzie takiego typowego "zdziczenia" typu "Dzień świra") czasem
      myślę (zwłaszcza teraz w wakacje, gdy Kuba spi w tygodniu u dziadkow)
      co ja bede robil gdy syn dorośnie i pójdzie na tzw "swoje", gdy
      wyjedzie na studia itp. ta mysl mnie przeraża, wtedy zostane
      naprawde sam... drugi wątek, bardzo bliski z tym, to nowy związek w
      życiu wdowców. pamiętam, ze przez pierwsze lata odżegnywałem się ze
      nigdy nie będę w stanie z kimś się związać, pokochać jak WTEDY.teraz
      bliżej mi do "nigdy nie mów nigdy".jeste tykko jeden warunek, pewnie
      bardzo egoistyczny, ale cóż (ponoćkażdy z nas to egoista).obiecałem
      sobie,ze to najpierw ja musze pokochać kogoś- jako osobę, kobietę
      (bez znaczenia czy to będzie samotna matka, rozwódka, stara czy też
      młoda panna). a póżniej, jeśli okaże się,że będzie w stanie pokochac
      moje dziecko to niemożliwe stanie się możliwym. pozdrawiam
      • wiolawarszawa Re: 4 lata sama! 19.08.09, 14:27
        Zgadzam się z powyższym - każdy radzi sobie po swojemu!

        Każda/y z nas stworzyła/ł sobie swoj świat, w którym stara się
        funkcjonować a to, że zakładamy po wyściu z domu maskę i udajemy, że
        wszystko jest ok to nasza sprawa. Gorzej jak wracamy do domu i
        zdejmujemy tę cholerną uwierającą maskę z twarzy .....
        Boże coś Ty uczynił ...tak cholernie tęsknie
        To wszystko jest do dupy!!!!
        • kam-ta Re: 4 lata sama! 20.08.09, 07:32
          Wiola, zgadzam sie z Tobą całkowicie.
          To wszystko jest do dupy!!!!!!!!!!!!!
          • wiolawarszawa Re: 4 lata sama! 20.08.09, 12:27
            Nie dość, że do dupy to jeszcze jakaś cholerna czarna dziura. Jestem
            jak w ciasnej i głębokiej studni wypełnionej jakąś kleistą mazią -
            kiedy już wydaje mi się, że udaje mi się z niej wydostać, że widzę
            delikatne promienie słońca…. Moje ręce, nogi i umysł nie mogą
            dźwignąć mojego własnego ciężaru aby przeć dalej do góry…potykam się
            i znowu spadam w dół w tą samotną otchłań i sama nie wiem czy nie
            mam siły próbować znowu z niej wyjść czy już chcę tam pozostać….

            I już nie mogę słuchać tych wszystkich dobrych rad od osób, które
            uważają, że już nie ma co rozpaczać, czas się pogodzić i że powinnam
            ułożyć sobie życie na nowo !!!!!!!!!!!!!!! – niech zamilkną i nic do
            mnie nie mówią – czy o tak wiele proszę?????
            • tilia7 Re: 4 lata sama! 20.08.09, 12:42
              wiolawarszawa oni nie rozumieją, nie są w stanie zrozumiec.Ja krócej
              niż Ty jestem sama, ale też mam wrażenie, że nie tyle nie mogę, co
              nie całkiem chcę wyjśc z tej "studni".Bo na litośc boską, co mi
              wtedy zostanie?Po co mam z niej wyjśc, kiedy NIC NIE MA na zewnątrz?
              • wiolawarszawa Re: 4 lata sama! 20.08.09, 12:57
                Tak tilia7 NIC nie ma na zewnątrz......
            • sylwiala Re: 4 lata sama! 21.08.09, 20:47
              ja też mam dosyć słuchania o tym, że życie przede mną, że wszystko
              się ułoży, że może czas na zmiany...

              zmiana zaszła w moim życiu ponad 10 miesięcy temu - nie czuję
              potrzeby nowego związku, mężczyzny u boku...Wojtka kocham, szczerze
              mówiąc trudno mi sobie wyobrazić, ze ktoś mógłby zająć Jego
              miejsce...

              wiolawarszawa - nie prosimy o wiele...mam tylko czasem wrażenie, że
              bliscy/ znajomi/ rodzina etc.. chcieliby nam zamknąć pewien rodział
              z naszego życia... nie da się!
              • tilia7 Re: 4 lata sama! 21.08.09, 22:23
                U mnie też tak jest.Niby wiedzą, że to jeszcze świeże itd. ale mają nadzieję, że
                "już z tego wyjdę".Już się mniej o tym mówi, a jak ja próbuję, to widzę miny
                zakłopotane, no bo to już prawie 5 miesięcy.A to przecież jest nic, Boże
                kochany, człowiek może wygląda normalnie, chodzi do pracy, je, śpi,coś tam
                czyta, ale w środku PIEKŁO, po prostu piekło, ruiny i zgliszcza.I żadnego
                sposobu, żeby zrozumieli.A przecież chcą dobrze i kochają.Tylko nie mogą
                zrozumieć tego bólu, tej dziury w człowieku,przepaści w sercu,pustki w umyśle,
                chaosu myśli, zamętu,strachu, rozpaczy i tęsknoty, która nie maleje, tylko się
                nasila:(
                • wdowa120309 Re: 4 lata sama! 21.08.09, 22:31
                  tilia7....masz rację to wszystko co piszesz jest takie smutne. Ja czuję się jak
                  kobieta o dwóch twarzach....ta raczej uśmiechnięta jak patrzą ludzie i ta
                  bardzo smutna gdy nikt nie patrzy. Mnie tez trafia jak słyszę że wszytko się
                  ułoży....hmmmm pewnie się ułoży ale nie tak jak sobie to wymarzyłam...(((( U
                  mnie w domu raczej nie mówią nic takiego bo wiedzą że jestem załamana chociaż
                  tego nie pokazuję, doskonale sytuację rozumie mój tato bo sam w młodości stracił
                  żonę i wiec co to znaczy ból po stracie ukochanej. A ludzie któży nie przeszli
                  tego piekła nie wiedzą co mówią i ja im wybaczam.
                  • tilia7 Re: 4 lata sama! 21.08.09, 22:40
                    U mnie też się starają jak mogą i ja też im wybaczam.Mają rację, pewnie się
                    JAKOŚ ułoży.Ale ja nie chcę JAKOŚ, nie chcę inaczej, nie chcę z kim innym.Chcę
                    być z Nim, chcę, żeby żył i był przy mnie.Tego mieć nie mogę.Więc ułoży się może
                    JAKOŚ, ale nie tak jak ja chcę.I na dodatek kiedy to będzie można stwierdzić, że
                    się ułożyło?Że się dało radę?Według jakiego kryterium to się da ocenić?Ja w tej
                    chwili nawet nie chcę, żeby się układało.Po co?Żeby znowu coś stracić?Żeby mi
                    się znowu wszystko zawaliło na łeb?To ja dziękuję.Już sobie cierpię i niech tak
                    zostanie, przynajmniej bez głupiej nadziei i rozczarowań.
              • justynakm1 Re: 4 lata sama! 22.08.09, 23:30
                Zgadzam sie-nie da sie zaknac tego co bylo. Mmnie tez pocieszaja,ze
                u innych tez tragedie, ze ciezko, ze powinnam sama sobie pomagac bo
                moj smutek i zal niewiele zmieni, ze musze zyc i dbca o siebie, ze
                mloda jestem i czy -gydbym to ja odeszla- On mialby byc sam na
                zawsze czy ulozyc sobie zycie. Ja to wszytko wiem. Wiem, ze musze
                sobie radzic. Wiem, ze musze trwac-chocby dla rodzicow (i tylko dla
                nich). Ze Jego niestety nic i nikt mi nie wroci. Ale ja CHCE byc
                sama, NIKT MU nie dorasta do piet, caluje JEgo zdjecie na pomniku,
                Jego zdjecia sa w samochodzie, w domu, w torebce-cigle o NIm mowie,
                chco o tym co sie stalo, tzn JEgo sierci, nie umiem sama ze soba
                pogadac. Nie czuje sie na silach jezdzic we wspolne miejsca-podobno
                nie mozna tego unikac, ale ja nie jestem gotowa. za wczesnie-co to
                jest pol roku? Facte obok mnie na stale? w moim domu, zyciu, wsrod
                znajomych? NIE. Niektorzy otzasaja sie szybko, inni wolno, inni
                wcale. Na razie skupiam sie na sobie i porsze GO codziennie, aby
                opiekowal sie mna i dawal mi sile. I zawsze MU mowie, ze Go bardzo
                kocham.
                • tilia7 Re: 4 lata sama! 23.08.09, 11:56
                  Ja robię to samo.Codziennie jak wstanę proszę Go o opiekę, staram się myśleć, że
                  w jakiś sposób przy mnie jest.I choć zupełnie nie umiem odnaleźć sensu w tak
                  bezsensownej śmierci to jednego jestem pewna, wbrew temu, co wszystkim się
                  wydaje - jeżeli już mnie spotkało takie makabryczne doświadczenie, to nie po to,
                  żebym przeszła obojętnie dalej.Może i trzeba dalej żyć(choć ja uważam, że NIE
                  TRZEBA i ŻE NIC NIE MUSZĘ - co najwyżej MOGĘ), ale żeby dalej żyć to najpierw
                  trzeba tą żałobę przeżyć i zajmie mi to tyle czasu, ile sama uznam za
                  stosowne.Jak poczuję, że przyszedł moment, kiedy mogę wstać i iść dalej, to
                  wtedy pójdę.Na razie wciąż "stoję nad Jego trumną" i próbuję oswoić to, co widzę
                  i czuję.
                  Ja też myślę o tym, czego chciałabym dla Niego, gdybym to ja odeszła.I owszem,
                  chciałabym, żeby ułożył sobie życie.Ale też chciałabym, żeby najpierw MNIE
                  OPŁAKAŁ, żebym widziała "stamtąd", że byłam dla Niego ważna,najważniejsza...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka