ena29
25.03.11, 21:07
piszę z nadzieją, że może coś poradzicie, podpowiecie, gdzie się udać, jakie badania zrobić, aby pomóc Stasiowi.
04 marca pani z przedszkola zadzwoniła, że Staś zwymiotował i kiepsko się czuje. Ponieważ w przedszkolu panowała tzw. jelitówka byliśmy przekonani, że i Staśka nie ominęła. Mąż go odebrał z przedszkola, zabrał do naszej rodzinnej lekarki, która kazała go poić, ew. podac smectę w razie biegunki. ale biegunki nie było, w łikend męczyły go wymioty, ale nie bardzo częste, gorączki tez nie miał, choć był oczywiście słaby. Ponieważ nie chciał jeść ani pić i wyglądał coraz gorzej (zawsze był niejadkiem) w niedzielę zadzwoniłam do lekarki zapytać co mamy robić, bo Staś ciągle wymiotuje i boję się odwodnienia. Kazała podawać Diphergan i Gastrolit. Próbowaliśmy to robic, jednak z marnym skutkiem, bo wcześniej lub później wszystko zwracał. W poniedziałek "połamało" nas. U mnie - telepawka, wymioty i gorączka, u córki wymioty, u męża tylko gorączka i łamanie w kościach. To nas utwierdziło w przekonaniu, że to wirus żołądkowy.
Nam jednak we wtorek było dużo lepiej, u Stasia ciągle nie było poprawy. Nadal wymiotował (choć nie często mniej więcej 2-4 razy na dobę, inna sprawa, że nie miał czym, bo nic nie jadł), odmawiał jedzenia i picia, był coraz słabszy. Pojechaliśmy do lekarki, która stwierdziła, że ma objawy odwodnienia i kazała jechac na oddział dziecięcy w Z. Górze. nie będę pisac, jak nas tam potraktowano, a raczej napiszę, ale w innym wątku, teraz nie mam na to siły.
W każdym razie na oddział dziecięcy nas nie przyjęto, wylądowaliśmy na oddz. zakaźnym. Tam byliśmy od wtorku do piątku. Staś był nawadniany (glukoza i elektrolity), poza tym nie podawano mu żadnych leków, zrobiono badania, w z których jedyna nieprawidłowością było podwyższone próby wątrobowe (aspat i alat ok. 50-60, norma do 40). Powiedziano, że tak może być przy infekcji wirusowej, ale kazano powtórzyć badania za miesiąc. W czasie pobytu w szpitalu Staś zwymiotował tylko raz - w czwartek, ogólnie czuł sie coraz lepiej, troszke jadł, miał sporo energii. w związku z poprawą w piątek wypisano nas do domu.
Szcześliwi wróciliśmy zahaczając jeszcze o sklep z zabawkami, w którym Staś wybrał sobie nagrodę za dzielnośc - wielką ciężarówkę. Byłam niesamowicie szcześliwa, że dobrze się czuje.
Wróciliśmy do domu i... w godzinach popołudniowych znowu się zaczęło - ból brzucha, potem wymioty.
W sobote rano uderzyliśmy prywatnie do pediatry, która nie raz przy starszej córce ratowała nas "z opresji" trafiając z diagnozą. Powiedziała, że to może byc lamblia lub inny pasożyt, zleciła badania (w szpitalu ich nie miał robionych, bo nie robił w ogóle kupki), ale zapisała też leki takie, które podaje się przy pasożytach.
Niestety... nie byliśmy w stanie w sobote podac mu żadnego z tych leków - ciągle zwracał. Późnym wieczorem pojechaliśmy na SOR - wyprosiliśmy zrobienie usg brzucha- nic nie wykazało. Potem konsultacja chirurga dziecięcego- stwierdził, że dziecko ma zaparcie, bo od 6 dni nie robiło kupki (a czym miał robić ja sie pytam, skoro nic nie je???), zlecił zrobienie lewatywy.
w niedzielę rano kolejna wizyta u pediatry, kolejne skierowanie do szpitala (innego już) na oddział dziecięcy. Tam byliśmy 8 dni. Stas miał ponownie usg brzucha, rtg jamy brzusznej i klatki piersiowej, wszystkie chyba mozliwe badania krwi, posiew moczu i krwi, badanie na pasożyty i bakteriologiczne kału, wskaźniki stanu zapalnego (OB, CRP) - wszystko w normie. Zadnej diagnozy. Badanie na celiaklie, mononukleozę, Zółtaczkę A i C, cytomegalię - ciągle NIC. diagnozy nie ma. Stas mocno odwodniony, wycieńczony - jak stwierdzili lekarze, z ubytkiem masy ciała 3 kg w ciągu 2 tygodni.
Podano mu dozylnie Biseptol i Omeprazol, ponieważ stwierdzono po konsultacjach z kliniką gastroenterologiczną dziecięcą w Poznaniu, że wygląda to na powiłanie po grypie żołądkowej i podejrzenie zapalenia sluzówki żołądka. w trzeciej dobie stan Stasia zaczął się poprawiać - z dnia na dzień było coraz lepiej.
W badaniach wyszła jedna jedyna nieprawidłowość- znowu podwyższone próby watrobowe - w dniu przyjęcia nieznacznie, w dniu wypisu bardzo- bo do 230, choc stan ogólny Stasia był już naprawde dobry.
Znowu konsultacje z Poznaniem i przypuszczenie, że takie podwyższenie pojawić się może po zakażeniu rotawirusem, a także po lekach, które dostawał - zalecono nam kontrolne badania prób we wtorek.
W niedzielę wyszliśmy ze szpitala i było dobrze do dziś, czyli 4 dni.... dziś znowu obudził się z bólem brzuszka... co prawda nie wymiotuje i je, ale ciągle sie skarży, że brzuszek boli...
Dziewczyny, co to może być??? Ja już nie mam siły, odchodzę od zmysłów, w pracy wyję po kątach... już myśleliśmy, że to cholerstwo za nami... a tu znowu...
To już 3 tygodnie bólu brzuszka...
Moja mama zmarła na raka żołądka w wieku 45 lat... mam straszną traumę z tym związaną...
w szpitalu pytałam, czy można zrobić gastroskopię, ale mi powiedzieli, że u tak małych dzieci nie robią... potem dzowniłam po klinikach, ale tez usłyszałam, że u 4-latka nie robią tego badania...
poradźcie coś... błagam
(