Dodaj do ulubionych

TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE

27.11.11, 15:46
To jest na pytanie Czaro (o wrażenia po spektaklu "Boska!) moja odpowiedź. Ale proszę, kto zobaczy lub przeczyta coś ciekawego, dobrego lub złego, niech się wpisuje smile Z własnej i nieprzymuszonej woli, rzecz jasna. Tak jak to zrobiła gdzieś w innym wątku Natka o spektaklu w Teatrze Żydowskim smile

"Boska!". Jest po prostu boska. Jest znakomitym spektaklem, zajmującym tym bardziej, że opisuje prawdziwe zdarzenia.
Rolę p.Jandy (Florence Jenkins) oceniam jako wybitną (tak ogólnie mówiąc bardzo Ją cenię jako aktorkę i nie tylko, na kilka "wpadek" mozna przymknąć oko. Rola - wyzwanie aktorskie niezmiernie trudne, bo przecież dobrze śpiewająca aktorka musiała sie nauczyć fałszować, skrzeczeć, przeskakiwać nuty w szarpiących trelach, piskach, zawodzeniach (gratuluję siły strun głosowych wink )i choc nie osiągnęła szczytów "maestrii" oryginału w tym koszmarnym śpiewie (prawdziwa Florence
Jenkins na youtube!), to doprawdy więcej nie udałoby sie zrobić (chyba) żadnej innej prawdziwej polskiej aktorce.
Większe "osiągnięcia" śpiewacze mozna nazbyt często zaobserwować tylko w rozmaitych popularnych programach (podobno jakoby rozrywkowych - a gdzie misja?! ; ) dla tzw. szerokich mas. Nie uogólniam, prawdziwe diamenty też sie tam trafiają.
cdn.
Obserwuj wątek
    • 1agfa Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 27.11.11, 16:02
      Ale tu wracam do sensu śpiewania Florence Jenkins - Jej motto:

      "...Ludzie mogą mówić, że nie umiem śpiewać, ale nikt nie powie, że nie śpiewałam..."

      Desperacko odważne powiedzenie - i tak naprawdę wciąż nie wiem, czy w pełni zdawała sobie sprawę ze swej śpiewaczej głosowej ułomności, czy też nie.

      "Symbol tych, którzy marzą i nie mają odwagi..."

      (Ja chciałbym umieć pisac wiersze! hahahh big_grin big_grin )

      Pianista (Stuhr jr) i Przyjaciel (Wiuktor Zborowski) również świetni - ciepli, tolerancyjni, przyjaźni, wyrozumiali i wybaczający dziwaczność divy.
      Świetne trio z olśniewającą, wcale nie okrutną wobec Florence - Jandą na czelesmile
      • 1agfa Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 27.11.11, 16:14
        Widziałem spektakl kiedy indziej, niż wtedy w tivi, byłem zachwycony..
        Ponadto zapamietałem ze sztuki kilka wspaniałych bon motów, aczkolwiek nie na główny temat:

        "...Gdyby Pan Bóg chciał, abysmy byli zawsze trzeźwi, nie stworzyłby Johny Walkera..." big_grin

        "- Urodziłem się w czasie prohibicji...
        -O! To musi byc pan szalenie spragniony!..." big_grin

        I jeszcze jedno powiedzenie, fragment dialogu, prześwietne wink

        "- Czasem trzeba żyć w realnym świecie!...
        - A po co? Realny świat jest przereklamowany, Cosme! ..." big_grin

        (Na marginesie: czy jednarozowe siedzenie na fotelu opatrzonym nazwiskiem prof.Bralczyka - tak tak! tam są fotele opatrzone nazwiskami znanych osób!! - pomaga w prawidłowym pisaniu? Oby! Tak bym chciał ... wink wink
        cdn
      • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 03.12.11, 08:22
        Pani Krystyna Janda zaskoczyła mnie, oniemiałam smile
        Nie wiem dlaczego, nagle zobaczyłam Ją śpiewającą Gumę do żucia wink)) na owe czasy SZOK.
        "Boska" - krótko, bo u mnie sztormowo /poniżej wymyślone/
        Do pani Krysi pani Basia przychodzi.
        - Jesteś wspaniała Krysieńko - mówi
        o tę rolę w Boskiej mnie się rozchodzi...
        ja też śpiewam...
        - Jestem boska! -odpowiada Krystyna
        - ty fałszujesz...to fakt,
        ale ja jestem radosna smile
        mój pianista, ze wzruszenia,
        wciąż zmienia rytm i takt.

        Wielkie brawa dla Krystyny Jandy, Macieja Stuhra i CAŁEGO ZESPOŁU!

        Pozdrawiam Agfo, wiatr trzęsie drzwiami i oknami, i myślami, i nie można usnąć...
        Marzę o plaży S.V. , w Grecji...
        • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 15.12.11, 19:41
          Guma do żucia - w wykonaniu Krystyny Jandy Opole'77
          /autor: Marek Grechuta/

          Tekst linka

          Niestety tylko fragment, ale tu cała piosenka smile

          Tekst linka

          Pozdrawiam, Czaro.smile
      • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 15.12.11, 19:49
        Florence Jenkins "masakruje" Mozarta wink

        Tekst linka

        Czaro.smile
        • 1agfa Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 15.12.11, 20:05
          Hej,dobrego wieczoru, Czaro smile Wydaje mi się, że znakomita Janda łaskawsza była dla Pani Florence, niźli wspomniana...dla słuchaczy. Znakomita koloratura, znakomita! big_grin Zwłaszcza w połączeniu warstwą obrazkową nagrania jw. Dziękuję.

          A ludzie chodzili, masowo.
          To całkiem jak z z przedstawieniami Króla i Księcia w "Przygodach Hucka".
          Dopiero wtedy miasteczko wygoniło artystów, kiedy już wszyscy obejrzeli big_grin

          Jednak Florence Jenkins miała pasję, miała odwagę do realizacji tej pasji, i - na koniec - dała jednak ludziom sporo radości, widowisko!
          I nie mówię tego w pejoratywnym znaczeniu słowa - widowisko było warte chodzenia.
          Pozdrawiam smile
          • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 15.12.11, 21:54
            Dobry wieczór, Agfo smile Florence Jenkins jest wspaniała smile) witam świątecznym akcentem i dobranocnie pozdrawiam, Czaro. smile)

            https://www.artstore.pl/wp-content/gfx/bombka6.jpg
        • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 17.12.11, 18:31
          Boska Florence Foster Jenkins ! - to trzeba usłyszeć i zobaczyć, aby uwierzyć.
          Wierzcie lub nie, Florence udało się. Miała wielu wielbicieli (m.in. Enrico Caruso). Po nagraniu tego utworu, powiedziała, inżynierowi dźwięku, że druga próba nie jest potrzebna, ponieważ jest doskonały. Posłuchajcie smile))

          Tekst linka
          • czaro.01 Boska Florence Foster Jenkins!- to trzeba usłyszeć 17.12.11, 18:41
            Florence Foster Jenkins śpiewa "Like a Bird" smile

            Tekst linka
            • ulisses-achaj Re: Boska Florence Foster Jenkins!- to trzeba usł 17.12.11, 19:18
              Cześć Czaro.. smile Ja jednak wolę Cohena.. smile
    • 1agfa Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 27.11.11, 16:32
      Postać Florence Jenkins poznałem również skądinąd, mianowicie czytałem o Niej w książce "Kobiety, które igrały z bogami", którą to książkę drapnąłem Komuś z innych powodów.
      Ciekawy opis tej Pani, okoliczności Jej życia, wszystkiego na czym pisarz zbudował sztukę "Boska!".
      Szukałem tam czegoś z historii, szukałem biografii kobiety bohaterki polsko - hiszpańskiej, najprawdziwszej bohaterki o których tak mało się wie w Polsce, a gdzie tak głośni są pseudo - bohaterowie.
      Szukałem biografii Wandy Morbitzer - Tozer, kobiety która w najczarniejszych czasach, w Barcelonie, zajmowała sie opieką nad dziećmi - ofiarami akcji "Lebensborn".

      Wiele jest w w wymienionej książce interesujących biografii, zaskakująco niezwykłych kobiet. Niektóre z nich rzeczeczywiście"igrały z bogami"...
      Ale przecież nie mogę reklamować książki!

      Ostatnio...ostatnio byłem na Shirley Valentine!
      Wyprawa do teatru, prawie niespodziewanie, prawie niechętnie...wink

      Zdumiewający monodram.
      Ale to juz innego dnia opiszę...smile
      • kkkkosmita Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 27.11.11, 22:08
        Poczytałem
        i mam nadzieję, że nie trafię kulą w płot. (co mi się zazwyczaj zdarza, gdy wypowiadam się na takie tematy smile )
        Zabieram dla siebie zdanie!

        Ludzie mogą mówić, że nie umiem śpiewać, ale nikt nie powie, że nie śpiewałam/em

        To zdanie jest pełne nadziei i chęci do życia, podoba mi się.

        (Z tym, że mówiąc konkretnie ja trochę...śpiewam i bardzo lubię śpiewać, ale słuch mam średni , więc z wyrozumiałością patrzę gdy ktoś fałszuje i nawet nie awanturuję się jeśli mnie uszy bolą big_grin)
      • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 03.12.11, 09:58
        Monodram? Shirley Valentine! czekam na Twoje opowieści i wrażenia ze spektaklu.
        Ja oglądałam film i byłam TAM gdzie "kręcono", Grecja.
        Jedna ze scen filmu, które zrobiły na mnie wrażenie: Shirley karmiąca psa sąsiadów, obiadowymi "wtorkowymi befsztykami".
        W ten wtorek, jej mąż, na talerzu otrzymał "obiad środowy" czyli jajko sadzone i frytki.
        Skandal ! i akt odwagi Shirley, gastronomiczny, ale od czegoś trzeba zacząć wink
        Czaro.


      • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 17.12.11, 16:06
        Dzień dobry, Agfo smile Wspominając Shirley Valentine, czy byłeś w Teatrze Rampa czy w Teatrze Powszechnym?
        Miłego wieczoru, Czaro. smile
        • 1agfa Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 18.12.11, 00:19
          Dzień dobry, Czaro! Na Shirley Valentine nie byłem ani w Rampie, ani w Powszechnym, tylko w Jej własnym (Jandy) teatrze, w Polonii. Mieliśmy tak świetne miejsca vis a vis sceny (a tłumy, tłumy były - podobno tak zawsze!), że można się było tylko cieszyć. Ot, parę kroków od sceny.
          Cała scenografia, tak przecież prosta, uboga i siermiężna, a przez to podobna do niedawnych polskich realiów - w zasięgu wzroku. A nade wszystko - sama Janda, w swoim scenicznym fartuszku kuchennym, z charakterystym obrazkiem (te stopy drobne z palcami do góry, po bokach i stopy większe z palcami w dół w środku - jakże wymowna ilustracja do fragmentów tekstu! ), tak blisko smile
          Trudno inaczej powiedzieć: to prawdziwa kreacja.
          Czysta naturalność, czyste wcielenie. Język żywy, kolokwialny, naturalny.
          I słowo daję - Janda naprawdę obierała i gotowała kartofle i naprawdę smażyła jajka! shock
          Dało się to - tak blisko - wyczuć.
          Miałem wielką uciechę i to nie tylko ze spektaklu: entuzjazm pań na sali był ogromny, zaraźliwy, udzielający się; śmiały się popatrując na siebie w dziwnym (jakby?) porozumieniu; szczerze mówiąc monolog Shirley dał i mnie sporo do myślenia! big_grin

          Kazał się na więcej i na dłużej zatrzymywać blisko...

          Nie doczekawszy się mego wpisu (przepraszam, to brak czasu), umieściłas tu, Czaro, spore fragmenty teksty. Dziękuję Ci za to, bo przypomniałaś mi ten prześwietny fragment o Brajanie, który mnie też skłonił do serdecznego śmiechu, wówczas big_grin, ale i teraz, kiedy TO przeczytałem.
          Zresztą nie tylko ten fragment!
          Owacja była na stojąco, oklaski rozgłośne - ale to podobno tak zawsze smile

          Kreacja. I na tę chwilę (koniec 2011r.) to już nie jest lat trzynaście i pięćset przedstawień, to jest dużo, dużo więcej.
          Zawsze jest pełna sala, tak trudno jest się dostać - takie słyszałem rozmowy. I rzeczywiście. Cieszę się, że byłem, choć początkowo się wahałem.
          Warto było, naprawdę warto!
          • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 18.12.11, 02:05
            Dziękuję, Agfo, ja też prawie poczułam zapach smażonych jajek smile) Dobranoc. Czaro.
    • rata.sofisticada Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 27.11.11, 17:16
      Kiedy nastaja zawieruchy ekonomiczne, pojawiaja sie wszelkiej masci szalency ideologiczni. Z tej okazji warto sobie przypominec genialne Biesy. Arcydzielosmile
    • cieplanata Ale KINO 27.11.11, 18:28
      Dziś byłam w kinie na świetnym filmie "SZPIEG" gdzieś przeczytałam, ze to "dwugodzinny orgazm" film roku jak dla mnie, niby nic sie nie dzieje, a dzieje się wiecej niż w filmach z serii "zabili go i uciekł" dla wielbicieli filmów szpiegowskich, thriller'ów będzie to naprawdę uczta.
      Nie będe omawiała filmu, zeby nie odebrać przyjemności ogladania
    • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 03.12.11, 08:33
      Tęsknię za teatrem "na żywo" - czyli ja na krzesełku, czekająca na ...KURTYNA W GÓRĘ!
      Filmy...już nie w kinie, ale o tym może kiedyś porozmawiamy. Pozdrawiam deszczowo i sztormowo, żukowo , florkowo smile
      czy nie zabrzmiało to zbyt teatralnie wink)
      • cieplanata Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 03.12.11, 12:02
        Niekiedy myslę sobie, że jestem w czepku urodzona (mama mówiła, że na 100%) mąż i syn w pracy dostaja bilety z funduszu socjalnego do kina, mozemy dzieki temu przynajmniej raz w miesiącu być w kinie, teatrów mam w pobliżu mojego miejsca zamieszkania mnóstwo, a i w Gruponie zaczęły pojawiać się bilety za 50% ceny. Moge dzieki temu, nie nadwyrężając budżetu domowego" bywać" w teatrze. Swoja drogą, to naprawdę ciężko w dzisiejszych czasach pogodzić zamiłowanie do sztuk z zamiłowaniem do schabowego z kapustą. Trzeba coś wybrać................... ehhhhhhhhhhhhhhh
    • sza.aliczek Miss Potter : ) 03.12.11, 19:03
      Jeden z najmilszych filmów pod tym ziemskim słońcem! : )))))) I zero przesłodzenia.
      Polecam każdemu na niepogodę w duszy i za oknem : )

      Zobaczcie zwiastun:
      www.youtube.com/watch?v=oMDMD7q101I
    • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 06.12.11, 16:43
      "Wiadomości dobre lub złe"
      To jest smutna wiadomość. Zmarła Violetta Villas...
      • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 07.12.11, 14:25
        Tekst linka
    • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 13.12.11, 12:45
      Love story smile
      La tête en friche (Moje popołudnia z Margueritte).
      Reżyseria: Jean Becker
      Scenariusz: Jean Becker i Jean-Loup Dabadie na podst. książki Marie-Sabine Roger
      Obsada: Gérard Depardieu, Gisèle Casadesus, Maurane, Patrick Bouchitey

      Francuski tytuł filmu Jeana Beckera, La tête en friche, z grubsza oznacza ugór głowy, dojrzałe do sadzenia. "Głowa" w kwestii należy do Germain (Gérard Depardieu). Germain mieszka z mamą, wykonuje różne proste prace, jest wyśmiewany przez swoich znajomych za brak wykształcenia, choć - typowo francuskim - nie jest takim nieudacznikiem, ma uroczą narzeczoną, młodą dziewczynę, Annette /kierowca autobusu/(Sophie Guillemin).
      "Film jest w istocie opowieścią o miłości, ale nie tak dużo na temat tego konkretnego związku, a więcej o miłości, która płynie między nim a Margueritte, bystrą i niezwykle oczytaną dziewięćdziesięciolatką, którą spotyka i poznaje w parku.
      Rolę Margueritte gra Gisèle Casadesus, żwawa i wciąż piękna 96-letnia "weteranka", która zadebiutowała w 1934 roku w Marcel L'Herbier's L'aventurier. Podobnie jak wszystkie powiązania pomiędzy bohaterami filmu, pozornie niedopasowane, ich związek jest dwukierunkowy - ona zachęca go do pracy nad umiejętnością czytania przez zainteresowanie go Dżumą -Alberta Camus i lekturą Romain Gary, podczas gdy Germain ... - warto zobaczyć!

      Historia miłości, i nie chodzi tylko o przyjaźń między Germain i Margueritte, ale o miłość do czytania i literatury w ogóle, bo nie często trafiamy na filmy wychwalające radość z czytania i pisania smile)
    • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 14.12.11, 14:37
      Mao's Last Danser - Ostatni tancerz Mao - historia prawdziwa.
      Nie jest to najnowszy film, ale ja, niedawno go oglądałam. Wzruszył mnie smile
      Czaro.

      Recenzje.
      Od skrajnej biedy do sławy na Zachodzie: niezwykła, lecz prawdziwa opowieść opowieść o tym, jak przypadek zmienił losy chińskiego chłopca Li Cunxina.

      Nikt nie mógł się spodziewać, że pewnego dnia zatańczy on w najlepszych grupach baletowych na świecie, zaprzyjaźni się z prezydentem Stanów Zjednoczonych oraz pierwszą damą, a także gwiazdami filmu i najbardziej wpływowymi ludźmi w Ameryce. Ubogie chińskie dziecko z chłopskiej rodziny samo zostanie gwiazdą: ostatnim tancerzem Mao i ulubieńcem świata zachodniego. Oto opowieść o odwadze, matczynym uczuciu do syna i pragnieniu wolności; piękna i szczegółowa relacja o niezwykłym życiu nieprzeciętnego człowieka, przedstawiona uczciwie, rzetelnie i dumnie.


      źródło: AFP 2008r. - zapowiedzi
      Kyle McLachlan, Bruce Greenwood i Joan Chen zagrają główne role w obrazie "Mao's Last Dancer".

      Film będzie adaptacją autobiograficznej powieści Li Cunxina pod tym samym tytułem.

      Cunxin, urodzony w Chinach tancerz mieszkający od lat w Australii, na kartach książki wspomina wydarzenia, które doprowadziły go do ucieczki z rodzinnego kraju pod koniec Rewolucji Kulturalnej.

      Do obsady dołączą również Jack Thompson, Aden Young, Amanda Schull i Shungbao Wang. W filmie wystąpią także zawodowi australijscy tancerze Madeleine Eastoe, Camilla Vergotis i Steven Heathcote. Reżyserią według scenariusza Jana Sardiego zajmie się Bruce Beresford. Za produkcję odpowiedzialni będą Jane Scott i Geng Ling. Zdjęcia rozpoczną się w marcu w Chinach.
    • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 16.12.11, 16:28
      Dzień dobry,
      nie tylko filmy Walta Disney'a przeszły do klasyki filmów animowanych. Nadal z przyjemnością wracam do "Nu pagadi" . Wesołego oglądania, Czaro smile)

      Tekst linka
      • ulisses-achaj Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 16.12.11, 16:30
        Kaczor Donald jest cool ... smile
        • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 16.12.11, 16:51
          Zgadzam się, Uli, ale nie chciałam "upolityczniać" tego wątku big_grin big_grin . Słyszałam, że
          po ostatnich uroczystościach rocznicowych, dzielny disnejowski Kaczor Donald tzn
          jego imię, niektórzy traktują jako prowokację ..Czaro. wink)
        • czaro.01 Kaczor Donald :-) 17.12.11, 12:01
          https://1.fwcdn.pl/po/92/06/159206/6991594.2.jpg?l=1238579509000

          Der Fuehrer's Face
          premiera: 1 stycznia 1943 (Świat) 1943-01-01
          reżyseria: Jack Kinney
          scenariusz: Joe Grant, Dick Huemer

          Propagandowy film z wytwórni Disneya z okresu II wojny światowej. Spokojne życie Donalda zostaje przerwane przez wtargnięcie Hitlera, Mussoliniego, Göringa oraz Tojo. Donald ląduje w fabryce amunicji, a jego perypetie mają uzmysłowić mieszkańcom Ameryki, jak wygląda życie w totalitarnym i militarystycznym państwie.
          Film nagrodzony Oskarem w 1943 roku

          Tekst linka
          • czaro.01 Re: Kaczor Donald :-) 17.12.11, 12:13
            https://gfx1.fdb.pl/jn4rz9/80x80.jpg


            P.S. Obsada: Clarence Nash - Kaczor Donald (głos)

            Der Fuehrer's Face (1942)

            Opis filmu
            Kaczor Donald ma koszmarny sen, że mieszka w Niemczech poddanych nazistowskiemu reżimowi. Od świtu ulice miasteczka udekorowanego drzewami w kształcie swastyk przemierza orkiestra wojskowa grająca głośno i z przytupem wojskowe marsze. Donald pragnie spać, ale nie dość, że przeszkadza mu donośne rzępolenie zbliżającego się zespołu, to jeszcze specjalny automat musztrujący wyrzuca go z łóżka. Otwiera oczy i co widzi? Na stoliku obok widzi portret Fuhrera oraz statuetkę salutującą w geście „sieg-hail”, następnie zegar z kukułką, która zamiast wyśpiewywać kuranty wyskakuje salutując na baczność, a na podwórku pręży się kogut w pozie oddającego honory wodzowi. Donald próbuje wrócić do łóżka, ale czujna maszyna nakierowuje go do garderoby, gdzie kaczor niechętnie zakłada czarny mundur z czerwoną opaską na przedramieniu, gdzie widnieje na białym tle znak III Rzeszy. Rzucając jednym okiem za okno, jak daleko znajduje się wojskowa czujka, Donald otwiera skrytkę za portretem wodza i wyjmuje amerykańską kawę oraz aromat jaj na bekonie w spray’u, którym spryskuje sobie podniebienie dla kurażu. Szybko umieszcza cenne przedmioty w schowku i mozolnie odpiłowuje kromkę z przydziałowego chleba, który próbuje jeść popijając kawą. Za chwilę automat przypomina o porannym czytaniu biblii, i „Mein Kampf” wjeżdża na stół przerywając kaczorowi konsumpcję. Następnie Donald jest odprowadzony pod eskortą do fabryki amunicji, gdzie obsługuje taśmę z nabojami, na której co jakiś czas pojawiają się portrety fuhrera, któremu musi salutować. W przerwie na ścianie za plecami kaczora pojawia się dekoracja z uroczym górskim widoczkiem. Teraz jest czas na gimnastykę polegającej na ćwiczeniu salutowania. Kaczor wraca do pracy, ale nie nadąża za taśmą, na której pojawiają się naboje coraz większego kalibru, i przeżywa załamanie nerwowe, w którym ma wizje pląsających i śpiewających pocisków. Donald budzi się we własnym łóżku, w piżamce w gwiazdki i paski z amerykańskiej flagi. Portret na stoliku obok przedstawia prezydenta USA, a statuetka prezentuje się w dumnym geście, symbolu amerykańskiej wolności i niepodległości.
            • hardy1 Re: Kaczor Donald :-) 17.12.11, 13:29
              ...i już się czuję jakbym oglądnął film smile Od czego wyobraźnia ma? Na niej mi nie zbywa...przeciez tak książki czytałem w dzieciństweie...wyobraźnią wizji uzupełniając czytane słowa smile
    • funkiepunkie Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 17.12.11, 13:36
      Widziałam ostatnio Boską i przyłączam sie do chóru zachwyconych. Bardzo ważne, że zachowali umiar w fabule - fałszywych treli jest tyle, ile trzeba. Ktos kiedys napisał, że trzeba mieć słuch muzyczny, żeby tak fałszować - zgadzam się
    • czaro.01 Re: TEATR - Shirley Valentine - Teatr Rampa 17.12.11, 16:13
      "Wycinki"

      Shirley Valentine - Teatr Rampa

      Bohaterką zabawnego monodramu Willy'ego Russella jest sfrustrowana żona i matka, która podczas codziennych zajęć w kuchni snuje opowieści o swoim życiu.

      Z humorem i dystansem opowiada o swoich osobistych osiągnięcia i porażkach. Najczęściej rozmawia ze... ścianą, ponieważ tylko w ten sposób, może znaleźć wiernego słuchacza dla swoich zwierzeń. Dotyczą one zarówno jej samej jak i męża oraz dorosłych już dzieci. Bohaterka, zastanawiając się nad sensem pełnionej przez nią bezbarwnej roli „kury domowej" przypomina sobie czasy, w których była inną kobietą. Dociera do niej, że wieloletnia postawa rezygnacji ze swoich planów i marzeń oraz skupienie na byciu żoną i matką, zatarło jej indywidualność oraz znaczenie dla najbliższych. To smutne odkrycie rodzi bunt i popycha ją do nieoczekiwanego działania, które zmieni jej życie...

      Reżyseria: Elżbieta Jodłowska
      Tłumaczenie: Małgorzata Semil
      Scenografia: Witold Kubik
      Kostiumy: Elżbieta Zawadzka

      Obsada: Małgorzata Gadecka
      • czaro.01 Re: TEATR - Shirley Valentine - Teatr Polonia 17.12.11, 16:19
        Warszawa, Teatr Polonia, 29-10-2011

        "Ściana! Chciałabyś mieć orgazm?" – pyta Shirley Valentine, bohaterka popularnej sztuki Willy'ego Russella, przeżywająca kryzys wieku średniego żona i matka, od lat wiodąca żywot kury domowej. Te i inne kobiece, i nie tylko kobiece, problemy w śmiały i przezabawny sposób porusza ona, zwracając się z braku jakiegokolwiek towarzystwa do... kuchennej ściany. W sobotni wieczór 29 października 2011 roku w warszawskim Teatrze Polonia Krystyna Janda wcieliła się w rolę sfrustrowanej Shirley już po raz siedemsetny! Hit sceniczny został jednak odegrany w nietypowy sposób, gdyż pierwszy akt znakomita aktorka oddała do dyspozycji widzom. A wszystko z okazji szóstej rocznicy otwarcia Teatru Polonia.

        Wśród widzów, którzy odważyli się wystąpić u boku gwiazdy i zastąpić ją w roli Shirley, znalazła się kolbudzka grupa teatralna do niedawna znana lokalnej społeczności jako Grupa Nieformalna KK, a obecnie występująca pod nazwą Stowarzyszenie Wspierania Aktywności Lokalnej „KomuKulturka". Kilkanaście kobiet z Kolbud zaczynało swoją przygodę teatralną trzy lata temu, rozbijając monodram Russella na wielogłos i wspólnymi siłami mierząc się z oddaniem specyficznego charakteru postaci Shirley Valentine na scenie. Do spektaklu wykorzystano dobór określonych fragmentów monodramu, tak więc sztukę wystawiono pod zmienionym tytułem – „Za kuchennymi drzwiami". Lokalna publiczność przyjęła przedstawienie ciepło i z dużym zaciekawieniem, co zachęciło grupę do przygotowania dwóch kolejnych spektakli: poetyckiego „Jestem" oraz nieco lżejszego i kabaretowego „Ot, w parach absurdu".

        Na propozycję odegrania scenki na deskach Teatru Polonia grupa z Kolbud zareagowała podjęciem wyzwania. Chętnych zgłosiło się wielu (dodajmy, że postać Shirley postanowiło zagrać także sześciu panów), ostatecznego wyboru dokonano zatem przez losowanie. KomuKulturce szczęście dopisało i tym sposobem grupa znalazła się na scenie w obecności samej Krystyny Jandy, która nie kryła zainteresowania zbiorową interpretacją fragmentów monodramu. Przekształcenie owych fragmentów w miniscenki, a tekstu w rodzaj nietypowych dialogów (niekoniecznie z dosłownie pojętą ścianą) było dla widzów jubileuszowego przedstawienia niewątpliwym zaskoczeniem. Warto dodać, że występ odbył się bez próby generalnej i przed pełną po brzegi widownią, niemniej w teatrze panowała atmosfera niezwykłej życzliwości, co bardzo pomogło w walce z tremą. Do Kolbud KomuKulturka powróciła z poczuciem dużego zadowolenia z dobrze wykonanego zadania, pełna pozytywnych wrażeń i wspomnień.
        KomuKulturka, Ewa Baniecka

        • czaro.01 Re: TEATR - Shirley Valentine - Teatr Powszechny 17.12.11, 16:36
          SHIRLEY VALENTINE

          Autor: Willy Russell
          Reżyseria: Maciej Wojtyszko
          Tłumaczenie: Małgorzata Semil
          Scenografia: Ewa Bystrzejewska
          Prapremiera: 3 listopada 1990 na Małej Scenie Teatru Powszechnego w Warszawie
          Spektakl wyprodukowano przy współpracy z Centrum Sztuki IMPART.

          www.youtube.com/watch?v=EtGF2m102Wg
          Krystyna Janda jako kura domowa?!!! To całkiem możliwe... ale nie do końca. Znudzona i zahukana żona przy mężu otwarcie wyznaje: Wiesz, co ja sobie całe życie mówiłam? Dzieci dorosną to ja se stąd pójdę. Dzieci dorosły, a ja, co? Nie ma gdzie iść! A poza tym to wiesz, co ludzie mówią? „Po czterdziestce to tak jakby już wszystko było i nic człowieka nie rajcuje.” Tylko, że u mnie to szybciej poszło! Ja to się tak czułam jak miałam dwadzieścia pięć! Pewnego dnia decyduje się na szaleństwo. Mając powyżej uszu małżeńskich powinności, wszystko postanawia zacząć od nowa. Pragnie się jeszcze cieszyć życiem i, mimo że lat jej nie ubędzie, zamiast mówić: "Boże, mam czterdzieści dwa lata" woli wykrzyknąć: "Shirley, masz dopiero czterdzieści dwa lata, jak to cudownie!"
          • czaro.01 Re: TEATR - Shirley Valentine - Teatr Powszechny 17.12.11, 16:44
            Fragmenty z dzienników - Krystyna Janda

            Na wszystkich zdjęciach z Shirley wyglądam tak jakbym sobie bimbała, odpoczywała, miała miło, ba, rozkosznie! Bawiła się z wielką przyjemnością i w całkowitym rozluźnieniu. I co więcej, to prawda. A dziś po tylu godzinach na scenie z Nią, przygodach, zdarzeniach, podróżach (trzy razy w Ameryce, Australii, Kanadzie), po tylu salach teatralnych w Polsce, mogę ją grać zawsze, wszędzie i właściwie w każdej kondycji, w przeciągu i na drągu. Byłam kiedyś na Manhattanie bliska zagrania tego bez dekoracji i rekwizytów, bo siedziała cała sala a ciężarówki ze wszystkim nie dojechały. Zagrać jako - ćwiczenie z nieistniejącym przedmiotem. Nie miało to dla mnie już większego znaczenia. Na szczęście, kiedy weszłam na scenę, żeby objaśnić publiczności z jak dziwnym niespodziewanie spektaklem będą za chwilę mieli do czynienia, spostrzegłam, że jeden z maszynistów, w desperacji, nie szukając już tylnego wejścia, przedziera się przez salę z kuchenką gazową na plecach. Właściwie żałuję, byłoby to ekscytujące przeżycie taki spektakl, taka próba.

            Porcja wzruszeń, humoru i nadziei w monodramie o czterdziestolatce zaczynającej nowe życie obecna jest na afiszu Teatru Powszechnego nieprzerwanie od ponad TRZYNASTU lat (niemal pięćset przedstawień)!

            To tekst Shirley zapisany przeze mnie z głowy, po 12 latach grania. To taki żart, poważnie różni się on od oryginału .

            Cześć ściana.

            Twoje zdrowie!

            Dobre wino. Czasem to mi się trafi taki kwasieluch, że gębę wykrzywia. A to jest dobre. Twoje zdrowie!

            Kiedyś to w ogóle nie piłam wina. Pamiętasz to?

            Milandra mnie namówiła. Mówi któregoś dnia: - Mamo, dziś już nikt nie pije Cuba Libre! Nalej se wina!

            No i z tym winem to poszło od razu jak cholera jasna. Te dzieci! Nie? Ledwie toto się od ziemi oderwie, a już się mądrzy!

            Milandra to była wtedy na etapie odstawiania intelektualistki. Pamiętasz to? Ona i ta jej koleżanka Szaron Luis. Obie nic, tylko Bruce Springsteen i białe wino. Intelektualistki! Przestały latać do tych klubów w mieście, zaczęły chodzić do tego bistro, co tam się schodzą ci wszyscy artyści. Raz nawet był tam ten... Widziałaś to? Żeby go cholera jasna wzięła! I za każdym razem jest to samo, dochodzi do nazwiska i jest za każdym razem koniec!... Żeby go cholera nagła wzięła!... Ściana! Ale czy to już są lata? Czy co to jest? ... Henry Adams! Żeby to cholera! Henry Adams! I Szaron podobno poprosiła go o autograf. Na śniadanie pewnie też się załapały. Ale im przeszło. Bogu dzięki! Bo jak to miały to tu siedziały, w tej kuchni, tak cały dzień, tu, przy tym stole, i tak jedna mówiła do drugiej: - Ty, wczoraj to w tym bistro, to było, no nie? ... A ta druga się budziła i mówiła: - Głupia jesteś! Szałowo było! I zapadały w trans. A po pół godzinie znowu tamta się budziła: - No nie?

            A ja tak cały dzień chodziłam po tej kuchni i zastanawiałam się - A co może być takie szałowe w takim bistro! Może te śniadania! Ale im przeszło. Bogu dzięki.

            Wiesz co? Bez tych dzieci to człowiek jest taki sam. Milandra i Sharon wynajęły mieszkanie gdzieś do spółki. Brajan mieszka gdzieś na dziko. Ten też dobry. Bo ja mu mówię: - Synku, jak już chcesz mieszkać na dziko, to se coś wyszukaj w dobrej dzielnicy. A on na to: - Matka, a jaki poeta mieszka w dobrej dzielnicy?! Poeta. Temu to już całkowicie odbiło. Poeta. On mi mówi, że on będzie pierwszym na świecie ulicznym poetą.

            - Dziecko! A jest na to jakieś zapotrzebowanie? Można na tym zarobić?

            - Matka, ty tego nie rozumiesz, bo to nowe pokolenie idzie! To są takie protest-wiersze!

            No oczywiście, że idzie i jasne, że ja tego nie rozumiem. Ale co on tam wypisuje? Jakich on tam słów używa? Jak on to tu siedzi i czyta?

            - Nie cierpię zasranych żonkili! Protest! - Wśród których słowik nocą kwili. Poeta! Już mu tak całkiem równo odbiło, że nie wiem! Ale z drugiej strony dobrze, że przestał z tym łucznictwem! Cośmy się Ściana cały tamten rok takim tematem zajmowały. Łucznictwo! To był temat! Pasjonujący!

            A ja cały czas o tych dzieciach! Samą mnie to nudzi.

            Siedzę i gadam głupoty, a tu zaraz przyjdzie Pan i Władca, i ten mi dopiero da! Popalić! Wiesz, jaki on jest? No, tobie to chyba już nie muszę mówić, jaki on jest? Aleś się Ściana w życiu napatrzyła! Naprawdę! Trafiło ci się, wyjątkowo! Gratulacje. A, jest, jaki jest. Staje w drzwiach, a micha ma się tu dymić! Niech bym mu raz spróbowała nie podać kolacji dokładnie w tym samym momencie, co on stawia tę swoją cholerną nogę na tej swojej cholernej wycieraczce! Dałby mi dopiero.

            Ale ty pamiętasz, że ja mu na początku to tłumaczyłam? Boże! Jaki człowiek głupi był! Pamiętasz to?

            - Joseph! Jeśli jakiś facet nie zjada kolacji codziennie o tej samej porze... Pamiętasz to?... To jeszcze nie znaczy, że jest koniec świata! Albo na przykład, że funt leci na łeb! To znaczy tylko tyle, że jeden z miliardów..., miliardów... - tłumaczę mu - mieszkańców tej ziemi zje kolację trochę później!

            Ale co to pomogło. Jakbym mówiła do ciebie. O, to dokładnie to samo.

            Wiesz, co ja sobie całe życie mówiłam? Dzieci dorosną to ja se stąd pójdę. Dzieci dorosły, a ja, co? Nie ma gdzie iść! A poza tym to wiesz, co ludzie mówią?

            - Po czterdziestce to tak jakby już wszystko było i nic człowieka nie rajcuje.

            Tylko, że u mnie to szybciej poszło! Ja to się tak czułam jak miałam 25.

            Yyy..., co tam narzekać! Zły jest? Są gorsi. Ale jak się tak ściana naprawdę zastanowić to jest beznadziejny. Beznadziejny! A który jest z drugiej strony dobry?! Każdy jest dobry na początku, jak się zaleca, a dorwie się toto do miodu. Poooszłoooo!

            Teraz to taką reklamę w telewizji wymyślili. Słuchaj, leci toto na okrągło. Co to za debil wymyślił? Życia nie zna! Nie możesz tego widzieć, bo to w tamtym pokoju. Facet w tej reklamie rzuca się ze skały do morza. Pruje to morze, ze dwie mile. Po co? W życiu byś Ściana nie wpadła, po co! Żeby jednej pani mianowicie doręczyć bombonierkę!!! Tę panią to tam widać na chwilę na ekranie. Ona to nogi tak ściska razem, o tak! Inaczej on by w ogóle nigdzie nie skoczył i nic nie pruł. Pojechałby autobusem i z pustymi rękami. A jak by mu powiedziała: - O, a kiedyś to przyjeżdżałeś z czekoladą! No! To by dopiero usłyszała! Koniec z czekoladą! Tyjesz! Jakby się facetki mniej szanowały to by wszystkie fabryki czekolady zbankrutowały!

            Ale mi hasło wyszło! Do rymu. Piszę do telewizji.

            Co ja tak dzisiaj narzekam? Co mie tak dzisiaj ściana przeciwko chłopom wygina? Co to ja jestem jakaś feministka czy co? Ściana! Przeciwko chłopom nic nie mamy, nie?! Niech se żyją!

            Ta moja koleżanka, co ja się z nią niedawno zapoznałam, ta Dżejn. Ta, co ci o niej mówiłam. Ta to jest feministka! Ale ona tych chłopów nienawidzi! Tak na nich nadaje. Lubię się z nią spotkać. Tak se człowiek posłucha to lepiej się człowiekowi robi. Ona to ich tak nienawidzi. Mówi, że każdy chłop to świnia! Każdy! Nawet papież. I każdy jeden może cię zgwałcić. Może. Mnie nie próbowali. Ona to, słuchaj, tak ich nienawidzi, że się z mężem rozwiodła. Ja to tego męża tam nie znałam, bo myśmy się zapoznały, jak już było po tym rozwodzie. Ale to prawdopodobnież była taka historia! To znaczy ona mi tego nie opowiadała. Jedna jej koleżanka mi to opowiadała. Ta Dżejn to nawet nie wie, że ja to wiem. To było prawdopodobnież tak, że ta Dżejn wraca któregoś dnia z roboty, po trzeciej zmianie. A ten jej mąż!... On leży z mleczarzem w łóżku! Co miała robić? Została feministką.

            Najlepszy to był numer jak raz siedzimy razem w kawiarni. Ona tak nadaje na tych chłopów. Strasznie zajęta. Przynosi nam kelner kawę, herbatę. Ja chce jej usłużyć. No, bo ona strasznie zajęta tym nadawaniem. I tak jej tę kawę przyrządzam. A ta przerywa:

            - Coś ty mi mleka... do kawy nalała?! Ja w ogóle mleka nie używam!

            Myślałam, że umrę ze śmiechu. Przecież ja wiem skąd ta awersja do mleka.

            • czaro.01 Re: TEATR - Shirley Valentine - Teatr Powszechny 17.12.11, 16:47
              ciąg dalszy z Dzienników Krystyny Jandy

              Wiesz co, ściana? Jakby nie ona, no i nie ty, to bym już dawno zwariowała. Bo tylko z wami, dziewczynki, tak mogę sobie trochę porozmawiać. No nic. Wiesz, że ona wyjeżdża niedługo do Grecji? Nie na długo, na dwa tygodnie, za miesiąc. Ja mówię do niej:

              - Jane, tak się do ciebie przyzwyczaiłam, co ja będę bez ciebie robiła?

              A wiesz, co ona mówi do mnie?: - Jedź ze mną! Dobre? Jedź ze mną! On by mi dał! Grecję! Ja idę na trzy minuty do ubikacji, a on myśli, że mnie terroryści porwali.

              Ale... co tam narzekać. Ważne, że jest dobre wino. On to w ogóle nie pije wina! - Takie tankowanie z picowaniem - mówi. A mnie pasuje! Niech się odwali. Tylko, że wiesz. Ja to bym chciała pić wino w takim kraju, gdzie rosną winogrona. Na przykład w takiej Grecji. Ale w życiu! On w życiu nie pojedzie za granicę! W życiu! My jeździmy dziesięć lat na wakacje w to samo miejsce, a on za każdym razem ma Reisefieber. Za każdym razem! Co roku? Przyjeżdżamy, a on się tylko stoi i się rozgląda. Co się rozgląda? Zna to miejsce. Czego się rozgląda?! A następnego dnia rano wstaje i taka mu tu żyła stoi. Co roku tak jest. Kurcze! - Wracamy! - mówi.

              Słuchaj, on w sąsiedniej dzielnicy czuje się toto jak na obcej planecie. Ale co poradzisz? No, co poradzisz?

              A wiesz, co mi Dżejn mówi? - Jedź ze mną!

              Kurcze. Jedź ze mną!

              To jest logiczne i trzyma się kupy, że se możesz pojechać! To głupia dopiero. To jej powiedziałam, że w małżeństwie to nie ma, co szukać logiki. W małżeństwie to jest jak na Bliskim Wschodzie, nie ma rozwiązania. Trochę się postawisz, trochę ustąpisz, dopiero jak pieprznie to lecisz z gaśnicą. A tak? Przemykasz się pod ścianami i modlisz się, żeby nikt nie naruszył chwilowego rozejmu. I wiesz, co ona zrobiła? Dała mi do ręki odbezpieczony granat! No mówię ci, nic niby wielkiego nie zrobiła, poszła i kupiła mi bilet do Grecji. Powiedziałam jej:

              - Jane, czy ja ci nie mówiłam, że nie mogę jechać z tobą? Czy ja ci tego nie tłumaczyłam?

              A ona wiesz, co na to?:

              - Mam trochę forsy, bo sprzedałam dom, a mam ochotę jechać z tobą.

              Akurat! Ja ci teraz ściana powiem, jakie są feministki. Jak coś taka może przeciwko jakiemukolwiek chłopu zrobić, to kurde, niech kosztuje a pójdzie i zrobi!

              Dzisiaj mi dała bilet na samolot. Kurcze, Ściana, wzięłam, bo nigdy nie miałam biletu na samolot! Zobacz! Widziałaś to?! No nic, troche se potrzymam i jej oddam. Kurcze, czytam ten bilet i czytam. Uważaj!: Bredszoł! Czyli ja. Shirley. I teraz uważaj, Mysys! Mysys Bredszoł! A co? Mysys! Kurcze. Ciekawe, dlaczego to Mysys jest na końcu? A, wiem, że jaka płeć do samolotu wsiada. Ale co tam. Mysys! Mysys Bredszoł!

              Teraz uważaj, 19 czerwca, 19.00! Wyobrażasz sobie? Z Man do Kor! Debile! To, to nie wiem, co to jest! Jakimś szyfrem piszą kurcze, w tych biletach. No nic. Z czegoś do czegoś. Mysys Bredszoł!

              Ty sobie wyobrażasz, jak ja mu mówię, że jadę do Grecji, Ściana?! Przyszedłby tutaj, nie? Jak co wieczór. Na posiłek. A ja mu mówię:

              - Kochany! Jadę! Do Grecji, kurcze! Zapisz se to w kalendarzyku! 19.00 z Man do Kor!

              Ściana! Co tu mówić o jechaniu, jak ja w ogóle nie potrafię sobie wyobrazić, że ja mu mówię, że jadę!

              Powiedziałabym mu tak:

              - Kochany. Mam nadzieję, że dasz sobie radę sam z praniem i z gotowaniem?! Zresztą to jest dziecinnie proste, bo to białe tam to lodówka, a to brązowe, w głębi, to kuchenka. Tylko, Matko! Nie pomyl! Bo byś se narobił! Naleśników ze skarpetkami!

              Ściana, jak ja bym mu powiedziała, że ja jadę do Grecji, to on by od razu pomyślał, że to jest dla seksu!

              A oczywiście, że by tak pomyślał! Bo, po co? Dwie samotne baby jadą do Grecji, to po co? Dla seksu!

              Aaa, niech se myśli, co chce! Ja za seksem to nie przepadam. Przereklamowana sprawa! Żebyś ty Ściana wiedziała, ile to jest stękaniny! Kotłowaniny! I co się z tego ma? Chyba że ja bym się urodziła w jakimś innym pokoleniu. Jak moja Milandra. Ale oni odkryli klitorisa! Za moich czasów to nikt o żadnym klitorisie nie słyszał! Wszyscy myśleli, że wystarczy wsadzić, parę mocnych ruchów w przód i w tył, a ziemia zadrży, a niebo się otworzy! Akurat! Drżała. Szafka nocna. No, ale nikt o żadnym klitorisie nie słyszał. A przecież był. Zawsze był. Co, nagle się skądś wziął? Był, tylko o tym nikt nie słyszał. Teraz to jest takie bardziej klitorisowe pokolenie. A, co tam, niech mają, co im żałować. Ale za moich czasów, to w życiu o tym nikt nie słyszał.

              Wiesz, przez kogo to wszystko Ściana? Zygmunta Frojda. I taką ciemnotę jak on wcisnął to rzadko! Ty wiesz, co ten facet wymyślił? Że kobieta to może osiągnąć orgazm na dwa różne sposoby. Jeden taki ważny przez poruszanie mięśni w środku, a drugi taki oooo, to przez tego klitorisa! Masz pojęcie! Dwa rodzaje orgazmu! Ja to w gazecie przeczytałam. Miałam ze 28 lat, dziesięć lat w małżeństwie! Dwa rodzaje orgazmu! Taką ciemnotę wcisnąć?! I wszyscy mu uwierzyli!

              A z drugiej strony, kto się będzie z takim Zygmuntem Frojdem kłócił? Też byś mu uwierzyła. - Ściana! Chciałabyś mieć orgazm!? Nie wstydź się! Każdy by chciał. Ty, to ja ci teraz powiem prawdę. Wyobraź sobie Ściana, że stoisz na przystanku autobusowym. Koło ciebie stoi ten Zygmunt Frojd. I jedzie autobus. Ty podchodzisz do tego Frojda i mówisz:

              - Przepraszam pana bardzo, czy ten autobus to dojeżdża do wie pan? Wesołego miasteczka?

              A ten Frojd ci mówi: - Tak. Dojeżdża. I mówi ci, że inne też tam jadą. I co? Nie wsiadłabyś? Każdy by wsiadł! A ja ci teraz powiem prawdę Ściana! Żebyś ty wiedziała, ile ty byś musiała mieć szczęścia, żeby w ogóle tam trafić, do tego miasteczka! No, ale ci Froid mówi!?

              Kurcze, taką ciemnotę zasunąć! Dwa rodzaje orgazmu!!! To tak jakby mówili, że są dwa Mont Eweresty. Jedni przypadkowo trafiają na ten prawdziwy, a reszta baranów się rozpędza, po chwili stoi na jakimś pagórku. I se myśli. O Boże! To to jest taki widok?! Nieszczególny!

              Kurcze! Dwa rodzaje orgazmu! Bo to jest to samo, co oni tak mówili, że szpinak to jest takie zdrowie! Ściana, dziesięć lat żrę szpinak z Dżo! I nic! Dwa rodzaje orgazmu!

              A po drugie, czytasz se gazetę, posprzątane, pozmywanie, mąż zadowolony siedzi, czyta, co on tam czyta? "Motor", czy co tam. A tu obce słowo ci piszą "clitoris". Od razu Ściana jesteś gorsza. Ani nie wiesz, jak się to czyta, jak się to wymawia, piszą ci, że to masz nie wiesz gdzie! No takie dno! A ty wiesz, co ci jeszcze piszą na końcu?! Że od tego zależy twoje szczęście! Ściana! Słuchaj! Od razu jesteś gorsza.

              A wiesz, żartów nie ma, bo jak ja byłam mała to na naszym podwórku mieszkał taki chłopczyk, co miał Guj na imię! No normalnie Guj go matka na imię nazwała! Była w ciąży. Nie wiedziała, jak temu dziecku dać na imię. Przeglądała se gazetę, i patrzy Guj, imię takie pod zdjęciem podpisane. I tak mu dała na imię. Wyobrażasz sobie, jak ona go wołała!? Myśmy w ogóle nie wiedzieli, gdzie uciekać na tym podwórku! Biedny chłopczyk, życie przechlapane przez takom matke. Se wyobraź Ściana: - Guj, kolacjaaaa! Dobre? A Guj podwieczorek!? Jeszcze lepsze.

              Ale wiesz co? Klistoris to by było ładne imię? No nie? Wiem, dla dziewczynki. Ej, jakie ładne imię! Takie romantyczne. Dzień dobry Klitoris. Dobranoc Kiltoris. O matko! Jak mi się podoba takie imię?! Tobie się nie podoba? Ściana, ty to jesteś taka głupia! Tobie to by się podobało takie imię Makryna! No nieważne.

              Jak ja ten artykuł w tej gazecie przeczytałam, to mie taki trafił szlak, idę tam do niego, do saloniku, gdzie on czyta, i mówię: - Joe! Czy ty słyszałeś coś o jakimś clitorisie? No, bo jeszcze nie wiedziałam jak się to czyta. A on na to: - Uhum! Ale Ford Taunus ma lepsze przyśpieszenie! Wyobrażasz sobie? Ford Taunus! I żebyś se za dużo nie wyobrażała! Ford Taunus!

              Powiedz mi, co on zrobi jak zobaczy, ze dziś sadzone? Będzie się wściekał, latał tutaj po całej kuchni! Jaki dzisiaj dzień tygodnia, Ściana? Czwartek! A co powiedział Mojżesz? Jedenaste przykazanie? Czwartego dnia tygodnia karmić chłopa mielonym! Bo jak nie, to będzie wś
              • czaro.01 Re: TEATR - Shirley Valentine - Teatr Powszechny 17.12.11, 16:51
                cd

                Wiesz co, ściana? Jakby nie ona, no i nie ty, to bym już dawno zwariowała. Bo tylko z wami, dziewczynki, tak mogę sobie trochę porozmawiać. No nic. Wiesz, że ona wyjeżdża niedługo do Grecji? Nie na długo, na dwa tygodnie, za miesiąc. Ja mówię do niej:

                - Jane, tak się do ciebie przyzwyczaiłam, co ja będę bez ciebie robiła?

                A wiesz, co ona mówi do mnie?: - Jedź ze mną! Dobre? Jedź ze mną! On by mi dał! Grecję! Ja idę na trzy minuty do ubikacji, a on myśli, że mnie terroryści porwali.

                Ale... co tam narzekać. Ważne, że jest dobre wino. On to w ogóle nie pije wina! - Takie tankowanie z picowaniem - mówi. A mnie pasuje! Niech się odwali. Tylko, że wiesz. Ja to bym chciała pić wino w takim kraju, gdzie rosną winogrona. Na przykład w takiej Grecji. Ale w życiu! On w życiu nie pojedzie za granicę! W życiu! My jeździmy dziesięć lat na wakacje w to samo miejsce, a on za każdym razem ma Reisefieber. Za każdym razem! Co roku? Przyjeżdżamy, a on się tylko stoi i się rozgląda. Co się rozgląda? Zna to miejsce. Czego się rozgląda?! A następnego dnia rano wstaje i taka mu tu żyła stoi. Co roku tak jest. Kurcze! - Wracamy! - mówi.

                Słuchaj, on w sąsiedniej dzielnicy czuje się toto jak na obcej planecie. Ale co poradzisz? No, co poradzisz?

                A wiesz, co mi Dżejn mówi? - Jedź ze mną!

                Kurcze. Jedź ze mną!

                To jest logiczne i trzyma się kupy, że se możesz pojechać! To głupia dopiero. To jej powiedziałam, że w małżeństwie to nie ma, co szukać logiki. W małżeństwie to jest jak na Bliskim Wschodzie, nie ma rozwiązania. Trochę się postawisz, trochę ustąpisz, dopiero jak pieprznie to lecisz z gaśnicą. A tak? Przemykasz się pod ścianami i modlisz się, żeby nikt nie naruszył chwilowego rozejmu. I wiesz, co ona zrobiła? Dała mi do ręki odbezpieczony granat! No mówię ci, nic niby wielkiego nie zrobiła, poszła i kupiła mi bilet do Grecji. Powiedziałam jej:

                - Jane, czy ja ci nie mówiłam, że nie mogę jechać z tobą? Czy ja ci tego nie tłumaczyłam?

                A ona wiesz, co na to?:

                - Mam trochę forsy, bo sprzedałam dom, a mam ochotę jechać z tobą.

                Akurat! Ja ci teraz ściana powiem, jakie są feministki. Jak coś taka może przeciwko jakiemukolwiek chłopu zrobić, to kurde, niech kosztuje a pójdzie i zrobi!

                Dzisiaj mi dała bilet na samolot. Kurcze, Ściana, wzięłam, bo nigdy nie miałam biletu na samolot! Zobacz! Widziałaś to?! No nic, troche se potrzymam i jej oddam. Kurcze, czytam ten bilet i czytam. Uważaj!: Bredszoł! Czyli ja. Shirley. I teraz uważaj, Mysys! Mysys Bredszoł! A co? Mysys! Kurcze. Ciekawe, dlaczego to Mysys jest na końcu? A, wiem, że jaka płeć do samolotu wsiada. Ale co tam. Mysys! Mysys Bredszoł!

                Teraz uważaj, 19 czerwca, 19.00! Wyobrażasz sobie? Z Man do Kor! Debile! To, to nie wiem, co to jest! Jakimś szyfrem piszą kurcze, w tych biletach. No nic. Z czegoś do czegoś. Mysys Bredszoł!

                Ty sobie wyobrażasz, jak ja mu mówię, że jadę do Grecji, Ściana?! Przyszedłby tutaj, nie? Jak co wieczór. Na posiłek. A ja mu mówię:

                - Kochany! Jadę! Do Grecji, kurcze! Zapisz se to w kalendarzyku! 19.00 z Man do Kor!

                Ściana! Co tu mówić o jechaniu, jak ja w ogóle nie potrafię sobie wyobrazić, że ja mu mówię, że jadę!

                Powiedziałabym mu tak:

                - Kochany. Mam nadzieję, że dasz sobie radę sam z praniem i z gotowaniem?! Zresztą to jest dziecinnie proste, bo to białe tam to lodówka, a to brązowe, w głębi, to kuchenka. Tylko, Matko! Nie pomyl! Bo byś se narobił! Naleśników ze skarpetkami!

                Ściana, jak ja bym mu powiedziała, że ja jadę do Grecji, to on by od razu pomyślał, że to jest dla seksu!

                A oczywiście, że by tak pomyślał! Bo, po co? Dwie samotne baby jadą do Grecji, to po co? Dla seksu!

                Aaa, niech se myśli, co chce! Ja za seksem to nie przepadam. Przereklamowana sprawa! Żebyś ty Ściana wiedziała, ile to jest stękaniny! Kotłowaniny! I co się z tego ma? Chyba że ja bym się urodziła w jakimś innym pokoleniu. Jak moja Milandra. Ale oni odkryli klitorisa! Za moich czasów to nikt o żadnym klitorisie nie słyszał! Wszyscy myśleli, że wystarczy wsadzić, parę mocnych ruchów w przód i w tył, a ziemia zadrży, a niebo się otworzy! Akurat! Drżała. Szafka nocna. No, ale nikt o żadnym klitorisie nie słyszał. A przecież był. Zawsze był. Co, nagle się skądś wziął? Był, tylko o tym nikt nie słyszał. Teraz to jest takie bardziej klitorisowe pokolenie. A, co tam, niech mają, co im żałować. Ale za moich czasów, to w życiu o tym nikt nie słyszał.

                Wiesz, przez kogo to wszystko Ściana? Zygmunta Frojda. I taką ciemnotę jak on wcisnął to rzadko! Ty wiesz, co ten facet wymyślił? Że kobieta to może osiągnąć orgazm na dwa różne sposoby. Jeden taki ważny przez poruszanie mięśni w środku, a drugi taki oooo, to przez tego klitorisa! Masz pojęcie! Dwa rodzaje orgazmu! Ja to w gazecie przeczytałam. Miałam ze 28 lat, dziesięć lat w małżeństwie! Dwa rodzaje orgazmu! Taką ciemnotę wcisnąć?! I wszyscy mu uwierzyli!

                A z drugiej strony, kto się będzie z takim Zygmuntem Frojdem kłócił? Też byś mu uwierzyła. - Ściana! Chciałabyś mieć orgazm!? Nie wstydź się! Każdy by chciał. Ty, to ja ci teraz powiem prawdę. Wyobraź sobie Ściana, że stoisz na przystanku autobusowym. Koło ciebie stoi ten Zygmunt Frojd. I jedzie autobus. Ty podchodzisz do tego Frojda i mówisz:

                - Przepraszam pana bardzo, czy ten autobus to dojeżdża do wie pan? Wesołego miasteczka?

                A ten Frojd ci mówi: - Tak. Dojeżdża. I mówi ci, że inne też tam jadą. I co? Nie wsiadłabyś? Każdy by wsiadł! A ja ci teraz powiem prawdę Ściana! Żebyś ty wiedziała, ile ty byś musiała mieć szczęścia, żeby w ogóle tam trafić, do tego miasteczka! No, ale ci Froid mówi!?

                Kurcze, taką ciemnotę zasunąć! Dwa rodzaje orgazmu!!! To tak jakby mówili, że są dwa Mont Eweresty. Jedni przypadkowo trafiają na ten prawdziwy, a reszta baranów się rozpędza, po chwili stoi na jakimś pagórku. I se myśli. O Boże! To to jest taki widok?! Nieszczególny!

                Kurcze! Dwa rodzaje orgazmu! Bo to jest to samo, co oni tak mówili, że szpinak to jest takie zdrowie! Ściana, dziesięć lat żrę szpinak z Dżo! I nic! Dwa rodzaje orgazmu!

                A po drugie, czytasz se gazetę, posprzątane, pozmywanie, mąż zadowolony siedzi, czyta, co on tam czyta? "Motor", czy co tam. A tu obce słowo ci piszą "clitoris". Od razu Ściana jesteś gorsza. Ani nie wiesz, jak się to czyta, jak się to wymawia, piszą ci, że to masz nie wiesz gdzie! No takie dno! A ty wiesz, co ci jeszcze piszą na końcu?! Że od tego zależy twoje szczęście! Ściana! Słuchaj! Od razu jesteś gorsza.

                A wiesz, żartów nie ma, bo jak ja byłam mała to na naszym podwórku mieszkał taki chłopczyk, co miał Guj na imię! No normalnie Guj go matka na imię nazwała! Była w ciąży. Nie wiedziała, jak temu dziecku dać na imię. Przeglądała se gazetę, i patrzy Guj, imię takie pod zdjęciem podpisane. I tak mu dała na imię. Wyobrażasz sobie, jak ona go wołała!? Myśmy w ogóle nie wiedzieli, gdzie uciekać na tym podwórku! Biedny chłopczyk, życie przechlapane przez takom matke. Se wyobraź Ściana: - Guj, kolacjaaaa! Dobre? A Guj podwieczorek!? Jeszcze lepsze.

                Ale wiesz co? Klistoris to by było ładne imię? No nie? Wiem, dla dziewczynki. Ej, jakie ładne imię! Takie romantyczne. Dzień dobry Klitoris. Dobranoc Kiltoris. O matko! Jak mi się podoba takie imię?! Tobie się nie podoba? Ściana, ty to jesteś taka głupia! Tobie to by się podobało takie imię Makryna! No nieważne.

                Jak ja ten artykuł w tej gazecie przeczytałam, to mie taki trafił szlak, idę tam do niego, do saloniku, gdzie on czyta, i mówię: - Joe! Czy ty słyszałeś coś o jakimś clitorisie? No, bo jeszcze nie wiedziałam jak się to czyta. A on na to: - Uhum! Ale Ford Taunus ma lepsze przyśpieszenie! Wyobrażasz sobie? Ford Taunus! I żebyś se za dużo nie wyobrażała! Ford Taunus!

                Powiedz mi, co on zrobi jak zobaczy, ze dziś sadzone? Będzie się wściekał, latał tutaj po całej kuchni! Jaki dzisiaj dzień tygodnia, Ściana? Czwartek! A co powiedział Mojżesz? Jedenaste przykazanie? Czwartego dnia tygodnia karmić chłopa mielonym! Bo jak nie, to będzie wściekły jak cholera!

                Mięso nawet ku
                • czaro.01 Re: TEATR - Shirley Valentine - Teatr Powszechny 17.12.11, 17:08
                  Mięso nawet kupiłam, ale dałam psu!

                  Nie, nie żartuję. Wiesz, ci ludzie, u których ja pracuję, oni mają psa. Posokowiec hanowerski się toto nazywa. Ja w życiu czegoś takiego nie widziałam. Wielkie bydlę. Oczy toto ma takie! Ci ludzie to są jarosze. Kurcze, jarosze! Świrosze! Te kiełki to im na mózgu zakwitły! Oni zrobili z psa jarosza?! Czy widział ktoś kiedyś psa jarosza? Jakby Pan Bóg chciał stworzyć psa jarosza, to by go nie nazwał Posokowiec hanowerski! Nazwałby go jakiś Sokowiec marchewkowy, albo co ale ...

                  Słuchaj! Ja dziś wchodzę do przedpokoju, ten pies tam stoi, gapi się na mnie, a oczy toto ma taakie! Ja mam mielone w siatce! No, sytuacja!!! Przecież toto ma węch! No nie?

                  Aaale, warto mu było dać. Tyle ci powiem. Boże! Jak on się zdziwił!!! Powiem ci, że jak on jadł to mięso to mnie aż... Wiesz tak, se siadłam w kuchni i patrzyłam, jak on to jadł, to normalnie mi taka gula w gardle tu urosła... Ściana, jak on to jadł! A ja se myślę: Ludzie to takie świnie są!? Tak takiemu psu zrobić? Że on tyle lat żyje na świecie i on w ogóle nie wie, że coś takiego jest! Ściana! No normalnie, że ...

                  Teraz będę mu musiała ciągle kupować! A co tam. Raz się żyje. Co to nie stać mnie ostatecznie na mięso dla psa?

                  Dżo to będzie miał inne zdanie! Powie: Ty świrze! Ty debilu jeden! Co ty spasłaś psa moim mięsem?! On tak o mnie mówi! Naprawdę! On przy ludziach nawet tak mnie nazywa. O, Zosia, Henia, Józek, a to o... Mój Debil!

                  A ja, co mam robić? Udaję, że fajny żart! Fajny! No, ale co ja mam robić przy ludziach?

                  A tak, Dżozefie! Jestem Debil! Wiesz? Jestem Debil!!! Odbiło mi!!! Całkowicie! Bo patrz na ten bilet. Dżejn mi podarowała dwa tygodnie wolności! A ja, co? Ale konsumuj sobie spokojnie swoje sadzone! A ja idę dopilnować pakowania swojego kufra Dżozefie!

                  Akurat! Chciałaby dusza do raju!

                  Spotkałam też mojego Brajana dzisiaj na mieście. Pokazuję mu ten bilet, żeby sprawdził czy tam się to wszystko zgadza, w tym bilecie. A on mówi:

                  - Matka, to jest prawdziwy bilet!

                  - No wiem, że jest prawdziwy! Już takim debilem to ja nie jestem! Tylko zobacz, czy tam się to wszystko zgadza.

                  A on na to: - I co ty masz zamiar zrobić?

                  - No właśnie, dziecko, co ja mam robić?

                  - Matka! Ty wsiadaj i leć! Na nic się nie oglądaj! Jeśli tylko ty masz na to ochotę to leć. A na ojca to już w ogóle nie patrz! Na niego to na końcu!

                  No, dobre rady! To trzeba umieć tak się niczym nie przejmować i robić to, na co ma się ochotę. Brajan?! Całe życie. Robił tylko to, na co miał ochotę! Ale może tak trzeba? Może tak trzeba żyć? Niczym się nie przejmować i robić to, na co ma się ochotę. Może się tego trzeba nauczyć?

                  Co to miał Debil zrobić? A, pozmywać. Pamiętasz ten numer w szkole, pamiętasz to? Ile mógł mieć Brajan lat? Siedem, osiem? Co to był za numer!

                  Oni tam w tej szkole w pewnym momencie machnęli na niego ręką. Ja się tam nie przejmowałam. Niech mają i niech się cieszą. Tylko strasznie mnie denerwowali tymi telefonami tutaj. I nagle przyszedł jakiś nowy dyrektor. Młode toto przyszło, psychologie chyba toto skończyło. Jak ten tu zaczął do mnie wydzwaniać! I któregoś dnia tak tu do mnie dzwoni i mówi:

                  - Wie pani, ja tak to pani dziecko obserwuję.

                  Se myslę: No ciekawe co zaobserwował. Nie? A on:

                  - Wie pani? Że w tym dziecku to nie ma ani odrobiny zła? Wie pani?

                  To mnie dopiero szlak trafił! No jak nie ma, to czego do mnie dzwonisz, głowę mi zawracasz? A on mówi:

                  - Wie pani, tylko że zdaje się, że do niego nie dotarło, że z każdego działania wynika jakiś skutek? Wie pani? Postanowiłem dać mu odpowiedzialne zadanie i dać mu główną rolę w naszym przedstawieniu wigilijnym, rolę świętego Józefa.

                  No, jak się ten dowiedział, że on ma grać główną rolę! To się zrobił dumny jak paw. Myślał, że oni go wybrali, bo on jest taki fantastyczny aktor. A ja mu nic nie mogłam powiedzieć, bo ty wiesz, że ta cholerna psychologia nawet działała? Nagle zaczęło toto działać! Zaczęły się próby i nagle wszyscy z niego zadowoleni. Nauczyciele zadowoleni. Dyrektor. Ja z niego zadowolona. Ale ja to nieważne, ja to zawsze byłam z niego zadowolona. Bo to było takie zawsze dobre dziecko. Nie, Ściana? Od samego początku. To było takie dobre dziecko. A on sam to już taki z siebie zadowolony. Siedział tam u siebie na górze i powtarzał role: - Jesteśmy utrudzonymi wędrowcami. Zmierzamy do Betlejem. Moja żona spodziewa się dziecka, szukamy noclegu. Takie tam było coś w podobie.

                  W dzień przedstawienia ubrałam się ładnie, no bo nie chciałam mu robić wstydu. Przychodzę, sala udekorowana! Nabite tych rodziców, oficjele w pierwszych rzędach, dyrektor. Fajnie się zaczęło, bo weszły aniołki i pomachały mamusiom. Fajny początek. No i kolej na Brajana! Wchodzi. Ciągnie osła na sznurku. Takiego konia na biegunach, ale mu takie kółeczka dorobili. Na ośle Najświętsza Panienka, ale mama tej dziewczynki to ze dwa tygodnie nie spała. Loki toto ma ukręcone, rzęsy sztuczne przywalone, suknia!.... Taaka, falbanki. Hiszpanka jedzie! Siedzi toto na ośle i macha do matki. A Brajan, widzę, że jest wkurzony! I ma rację. Bo, jak się jest na scenie, to nie ma co machać do matki, tylko trzeba zagrywać. A ten! Jakby kandydował do Oskara! Klepie tego osła po pysku! Karmi go sianem co chwile. Dochodzi do drzwi oberży. Takie wielkie drzwi zrobili, i Brajan puka: PUK! PUK PUUK!!! Kurcze. Wychodzi taki mały oberżysta. Fajnego takiego chłopczyka dobrali. I Brajan zaczyna to swoje: - JESTEŚMY UTRUDZONYMI WĘDROWCAMI! ZMIERZAMY DO BETLEJEM! MOJA ŻONA SPODZIEWA SIĘ DZIECKA, SZUKAMY NOCLEGU! (Nie wiem, kto to wyreżyserował). Na to ten oberżysta zaczyna to swoje: - Niestety, niestety, nie mamy tu wolnych miejsc. Na co Brajan miał powiedzieć: - Musimy znaleźć jakiś nocleg. Choćby nędzną stajenkę. I miał wziąć osła, Najświętszą i pójść. W ogóle tego nie zrobił. Nie wiem, czy tak go wkurzyła ta Najświętsza? Czy nagle się zorientował, że rola świętego Józefa to nie jest jakieś wielkie mi co? Odwraca się do tego oberżysty i mówi: - JAKIE ZAJĘTE? CO MI TU ZAJĘTE? CO TO MOŻE JA TU REZERWACJI NIE ROBIŁEM?

                  Ściana! Co się na tej sali zaczęło dziać!? Ten oberżysta to tak zgłupiał! Broda mu zaczęła latać jak na sprężynie. Ta Najświętsza się zalała łzami! Loki się jej od razu rozkręciły, rzęsy odkleiły! Ryczy toto na tym, ośle! A Brajan? W ogóle nie przestaje! Udaje tatusia, którego coś ugryzło: - JAKIE ZAJĘTE? CO MI TU ZAJĘTE? REZERWACJE TU MIAŁEM! ŻONA BĘDZIE MI TU ZA CHWILE RODZIĆ, ZASPY, ŚNIEŻYCA DOOKOŁA. GDZIE JA TERA BEDE CZEGO NOWEGO SZUKAŁ W OKOLICY!?

                  Dyrektor do mnie macha. No, co? Gupi? Co mam lecieć na scenę i go zlać? Zwariował czy co? Najlepszy był ten oberżysta, bo on się kapnął, że z moim Brajanem dalej z wyuczoną rolą nie ujedzie. No nie ujedzie. Robi krok do mojego Brajana i mówi: - Aaa, koleś! Ostatecznie! Jak już macie się taką ochotę przespać, to co to za sprawa? Wzięli osła, najświętszą, poszli, zamknęli drzwi. Koniec! No, nie było dalej co grać!

                  Teraz to, jak to z Brajanem wspominamy, to się śmiejemy. Ale wtedy? Ja myślałam, że ja się na tej sali pod ziemie zapadnę! Wszystkie gazety o tym następnego dnia napisały! Takie były tytuły! JÓZEF I MARIA NIE DOTARLI DO BETLEJEM!

                  No, ale może tak trzeba. Może tak trzeba żyć! Robić to, na co ma się ochotę i się w ogóle nie przejmować! Ściana! Ja miałam w życiu jedno marzenie! Chciałam podróżować! Patrz na ten bilet! No, ale może to kara za moje dzieci. Że Józef i Maria...!
    • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 18.12.11, 22:41
      O GWIAZDECZKO ...- CHOPIN PRAGNIENIE MIŁOŚCI reż. Jerzy Antczak


      Tekst linka

      Czaro.
    • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 24.12.11, 12:56
      Joseph Calleja performing E Lucevan Le Stelle (Tosca, Puccini) during the Christmas edition of Ti Lascio Una Canzone on RAI television, 23 December 2011

      Tekst linka


      Czaro.
    • czaro.01 FILM - Gwiezdny pył 25.12.11, 18:20
      Tekst linka


      Czaro.wink
    • czaro.01 Re: TEATR,FILM,KSIĄŻKA-WIADOMOŚCI DOBRE LUB ZŁE 05.02.12, 23:12
      Dzisiaj byłam w teatrze, na premierze! "Odwiedziny" - Kermit i Kitty, podróż balonem na Biegun,
      odwiedziny u Pingwina smile WSZYSTKIE BILETY WYSPRZEDANE! big_grin smile

      https://www.bankfotek.pl/thumb/1177985.jpeg

      Czaro.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka