Wreszcie jakiś medialny pozytyw.
Audycje pełne są Rademenesa - kota cudem ocalonego od śmierci, który dziś w lecznicy weterynaryjnej pełni "dyżur" przy dochodzących do zdrowia, operowanych zwierzakach.
Rademenes tuli się do nich, ogrzewa własnym ciałem, podobno nawet masuje obolałe miejsca.
Właścicielka placówki zastanawia się, czy to wyraz zadziwiającej kociej empatii, czy też raczej zachęta do zabawy tak właśnie manifestowana. Słitfocie odpowiadają chyba jednoznacznie na to pytanie.
Przy tej okazji przypomniała mi się historia innego kota (wspomniana na Misogino kilka lat wstecz) o kocie, który "adorował" umierających - w jednym ze szpitali towarzyszył umierającym w ostatnich chwilach ich życia - skąd wiedział, kto niedługo umrze - nie udało się tego ustalić. Czy Rademenes jest jego kolejną reinkarnacją?