ONR świętował rocznicę powstania. Protestowaliśmy przeciwko maszerującej brunatnej fali zalewającą nasz kraj. Teraz jesteśmy oskarżeni o blokowanie LEGALNEGO MARSZU. Marszu na który krzyczane są hasła faszystowskiej nienawiści. Hasła na transparentach głoszą rasizm, ksenofobie, nacjonalizm. I to było legalne, chronione przez policję. Przechodząc obok nas wrzeszczeli w naszym kierunku - znajdzie się kij na lewacki ryj - ale to legalne, a nasze "faszyzm stop" i "tu są granice przyzwoitości" jest nielegalne.
Dzisiaj był kolejny dzień rozprawy za protest przeciwko faszyzacji kraju. Sąd wysłuchał oświadczeń oskarżonych. Część z nas odpowiadała na pytania oskarżyciela, część tylko na pytania Sądu i obrońców, ale byli i tacy, którzy w ogóle odmówili odpowiedzi na pytania. Na kolejnej rozprawie, 30.01.2018r, Sąd zajmie się dowodami, tzn. oglądaniem filmów i zdjęć z manifestacji 29 kwietnia.
Nie miałam pytań od oskarżyciela, nie zgodziłam się na nie. Odpowiadałam na pytania Sądu i broniącej mnie pani mecenas. Pytania oskarżyciela były do wszystkich takie same – czy policja nawoływała do rozejścia się, po co tam oskarżony/ona tam przyszedł/szła, jak daleko był marsz i jak się zachowywał oskarżony i inni uczestnicy protestu. W swoich oświadczeniach każdy z nas mówił dlaczego tam przyszedł i protestował, jakie słyszał hasła ze strony „legalnego marszu”, zatem nie widziałam konieczności odpowiadania na te pytania, zawłaszcz, że uznałam, iż mają one na celu ochronę policji i jej poczynań, które zobaczy Sąd na filmach. Moje oświadczenie brzmiało mniej więcej tak:
Wysoki Sądzie, byłam na Nowym Świecie w kwietniu, byłam i na innych marszach jak i manifestacjach ONRu. Widziałam, co działo się na Marszu Niepodległości w ubiegłym roku. Jestem jedną z kobiet, które przed Mostem Poniatowskiego sprzeciwiały się maszerującemu faszyzmowi. I póty sił i zdrowia mi starczy będę stawała na drodze ONRu i Młodzieży Wszechpolskiej. Będę sprzeciwiała się faszyzacji mojego kraju póty, dopóki władze państwa nie rozwiążą tych organizacji. Organizacji, które są zagrożeniem dla demokracji, dla wolności nie tylko mojej i moich dzieci, ale też całego polskiego społeczeństwa. Będę sprzeciwiała się rasizmowi, nacjonalizmowi i ksenofobii. Winna to jestem mojej rodzinie i mojemu krajowi za walkę z faszystami, banderowcami i komunizmem. Pomna opowieści babci, o tym, jak żyjące w zgodzie mieszane rodziny na Wołyniu zaczęły się rozpadać, bo drobny konflikt doprowadzał do wydawania faszystom mężów, żon, rodziców i sąsiadów innej, zwłaszcza żydowskiej narodowości. Pomna opowiadań ojca z jego dzieciństwa, które nasycone są obrazami bestialsko zamordowanych ludzi, ludzi których znał, którzy bywali w domu dziadków, nie mogę pozwolić by polskie dzieci miały podobne wspomnienia. A tak będzie, jeśli pozwolimy na rozprzestrzenianie się faszyzmu, którego dzisiejszą kolebką jest ONR. Dzisiaj w Polsce, tak, jak przed laty na Wołyniu, jest wiele małżeństw mieszanych, w których współmałżonkowie szanują inność swoich tradycji, kultur wynikających z pochodzenia i nie mogę nie reagować wiedząc, co ich może spotkać, kiedy rasizm zacznie dominować w Polsce. Znając historię wołyńskich rodzin nie z podręczników, a z opowiadań świadków, którymi są najbliższe mi osoby, jak babcia, tata, stryjowie i mama, która jako dziecko widziała mord w Jedwabnym, którą dzisiaj budzą krzyki palących się ludzi i smak dymu palących się ciał, nie mam prawa godzić się, być bierną, kiedy ulicami mojej stolicy spacerują młodzi ludzie z morderczymi hałasami na ustach, których okrzyki przepełnione są nienawiścią, których transparenty i symbole są wypełnione faszyzmem. Bo czymże jest falanga albo krzyż celtycki jak nie symbolami faszystowskimi. Co znaczą hasła Polska biała albo żadna, albo polska nie liberalna a katolicka, nacjonalistyczna? Jestem wierząca i kiedy słyszę mową nienawiści, w którą wplata się Boga, czuje wielki ból. Nie nienawiści uczył Jezus, a miłości, tolerancji i zrozumienia inności. Dzisiaj ksiądz błogosławi marsz nienawiści, ale ksiądz to tylko człowiek, ksiądz to nie kościół, bo kościół to my, ludzie wierzący stający na drodze nienawiści. Stający godnie, z hasłami sprzeciwiającymi się nienawiści, rasizmowi i mieszania wiary, każdej wiary do osiągnięcia własnych celów, zwłaszcza tych, które jak pokazuje historia niosą zagładę. W moim odczuciu marsze polskich narodowców niosą zagładę, zagładę demokracji, wolności, różnorodności i bezpieczeństwa mojego ukochanego kraju, mojej rodzinie, dla moich przyjaciół i znajomych i na to nie mogą pozwolić, nie mogę stać z boku i przyglądać się jak sieją zniszczenie tego, o co walczyły pokolenia, tego, za co życie oddało wielu.
Wysoki Sądzie, nie czuję się winna zarzucanego mi czynu, nie blokowałam legalnego marszu, a manifestowałam swoją niezgodę na jego legalność. Manifestowałam mimo brutalnego, naruszającego moją nietykalność cielesną i wolność do demonstracji, zachowania się policji ograniczającą moją wolność na kilka godzin bez podania powodów i zasłonięcia naszej niewielkiej grupy kilkakrotnym kordonem na tak małej przestrzeni, że brakowało nam powietrza, był moment, że zaczynaliśmy się dusić, a reakcją na nasze prośby, by policjanci przesunęli się dając nam więcej miejsca, było cofnięcie się o jeden krok otaczającego nas pierścienia.
Odpowiadając na pytania pani mecenas, opowiedziałam o brutalności policji, a zwłaszcza jednego policjanta.
Na rozprawę przyszła pani Agnieszka Holland, której podziękowałyśmy za wsparcie