07.05.22, 10:21
https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t39.30808-6/279233525_2537175543086735_5563394847977940707_n.jpg?stp=dst-jpg_p960x960&_nc_cat=107&ccb=1-6&_nc_sid=730e14&_nc_ohc=SYlAMckDxbwAX92ijTG&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=00_AT-NNr8Iiwy7JT-d21uoHFB8MELRBPZ-9roDuNmVTNnyHw&oe=627A687A
Obserwuj wątek
                      • wscieklyuklad Re: HA45 07.05.22, 11:49
                        Wybory jeszcze przed wakacjami? Prezes Kaczyński bliski "wywrócenia stolika"
                        Niewykluczone, że jeszcze przed wakacjami mogą odbyć się przedterminowe wybory parlamentarne – twierdzą źródła Onetu. Najbliższy tydzień może być kluczowy. Zdecyduje o przyszłości Zjednoczonej Prawicy, a być może także całej polskiej sceny politycznej.
                        Plotki o możliwych wcześniejszych wyborach parlamentarnych są kolportowane na partyjnym zapleczu od kilku tygodni i dotychczas nie robiły one na nikim większego wrażenia. Gdy zaczęły się tylko pojawiać, mało kto dawał im wiarę, a w partii władzy traktowano takie informacje wyłącznie jako "kaczkę dziennikarską" i scenariusz zupełnie nierealny.
                        Ta ocena w ostatnich dniach jednak zdecydowanie się zmieniła, a o możliwych przyspieszonych wyborach zaczęli w kuluarach mówić nawet ci posłowie PiS, którzy są zazwyczaj dość dobrze poinformowani o planach politycznych Nowogrodzkiej.
                        I nie chodzić ma tutaj bynajmniej tylko o straszenie wcześniejszymi wyborami, do czego zdążył już przyzwyczaić opinię publiczną i swoich partyjnych kolegów wicemarszałek Sejmu i szef klubu PiS Ryszard Terlecki. To właśnie Terlecki, uchodzący w partii władzy za złego policjanta, pod koniec kwietnia pytany o zmiany w sądownictwie i ewentualny brak porozumienia w tej sprawie z Solidarną Polską powiedział, że nie wyobraża sobie, żeby mogło do tego nie dojść.
                        "Ale gdyby tak się stało, to znaczy, że trzeba podjąć daleko idące decyzje, czyli że sojusz Zjednoczonej Prawicy zbliża się do jakiegoś przełomu" – mówił na antenie Radia Plus. Na pytanie, czy oznaczałoby to wybory parlamentarne jesienią, odparł: "taki wariant oczywiście też jest możliwy".
                        Terlecki od dłuższego czasu swoimi publicznymi wypowiedziami wyraża to, co w zasadzie wiele osób w PiS, a w szczególności w ścisłym kierownictwie partii na czele z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, de facto myśli. A przekonanie w partii władzy o tym, że tak dalej nie da się dłużej rządzić oraz o tym, że formuła Zjednoczonej Prawicy się wyczerpała, jest wręcz powszechne we wszystkich pisowskich frakcjach.
                        Czara goryczy miała zostać przelana na ostatnim kwietniowym posiedzeniu Sejmu, na którym mimo wcześniejszych twardych deklaracji nie udało się partii rządzącej zbudować większości potrzebnej do przegłosowania przez Sejm prezydenckiego projektu likwidującego Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego oraz do wybrania Adama Glapińskiego na drugą kadencję prezesa NBP.
                        Po raz kolejny PiS musiało przełknąć fakt, że nie może liczyć w tych sprawach na lojalność koalicjantów z Solidarnej Polski, którzy od trzech miesięcy prowadzą spór wokół prezydenckiego projektu, zgłoszonego przez Andrzeja Dudę na początku lutego. Miało to być wyjście naprzeciw żądaniom Komisji Europejskiej, która od likwidacji Izby Dyscyplinarnej uzależnia odmrożenie miliardów euro dla Polski w ramach Krajowego Funduszu Odbudowy.
                        Zamiast politycznego porozumienia ostatnie posiedzenie sejmowej komisji sprawiedliwości stało się wyłącznie grą pozorów i celowym blokowaniem kolejnych poprawek zgłaszanych czy to przez PiS, czy Solidarną Polskę. Pokazując tym samym, jak bardzo interesy partii koalicyjnych są ze sobą dziś rozbieżne, a znalezienie punktów wspólnych wyzwaniem wręcz niemożliwym.
                        I choć w minioną środę Zbigniew Ziobro zapewniał, że jest gotowy na kompromis, to jasno także dał do zrozumienia, że bez dobrej woli ze strony prezydenta i rezygnacji z procedury "testu bezstronności sędziego", która doprowadzić miałaby – w jego ocenie – do gigantycznego chaosu w sądownictwie, Solidarna Polska nie będzie w stanie poprzeć tego projektu, licząc się z konsekwencją wyjścia z rządu i upadku koalicji.
                        PiS w porozumieniu z Pałacem Prezydenckim przygotowuje na najbliższe posiedzenie sejmowej komisji pakiet poprawek do prezydenckiego projektu, który ma przeformułować sporny paragraf i otworzyć drogę do poparcia całości przez Solidarną Polskę. Lecz na legislacyjne sztuczki "ziobryści" nie zamierzają się dać nabrać i twardo deklarują, że takiego rozwiązania nie poprą nigdy.
                        Cały ten serial związany z brakiem sejmowej większości dla prezydenckiego projektu nie jest przypadkiem odosobnionym. Analizując bowiem kilka ostatnich posiedzeń Sejmu ze świecą szukać ważnych głosowań, w których PiS mógł liczyć na pełne poparcie koalicjantów. To powoduje, że partia władzy dzisiaj nie jest w stanie realnie rządzić i przyjmować kolejnych ważnych ustaw, czy obsadzać swoimi ludźmi ważnych państwowych stanowisk.
                        Przykładem tego jest odkładane po raz kolejny w czasie głosowania nad wyborem prezesa NBP Adama Glapińskiego na kolejną kadencję. I choć punkt ten pojawił się już w harmonogramie najbliższego posiedzenia Sejmu, nikt w PiS nie ma pewności, czy znowu nie będzie trzeba go wycofać.
                        Stąd na najbliższą środę w trakcie posiedzenia Sejmu PiS ogłosił wyjazdowe posiedzenie swojego klubu. Cel: zdyscyplinowanie wszystkich posłów, a zwłaszcza koalicjantów. Obecność na tym spotkaniu ma być obowiązkowa. Spodziewane jest mocne wystąpienie prezesa Kaczyńskiego, wzywającego do jedności i mobilizacji podczas najbliższych głosowań dotyczących likwidacji Izby Dyscyplinarnej i wyboru prezesa NBP.
                        – To będzie najważniejszy test dla całej Zjednoczonej Prawicy i dla Zbyszka oraz jego posłów. Albo są z nami, albo czas się rozstać i zakończyć tę formułę – mówi wpływowy polityk z Nowogrodzkiej.
                        Do polityków Solidarnej Polski od kilku dni z centrali PiS mają docierać sygnały, że jeśli w przyszłym tygodniu nie uda się Sejmowi uchwalić projektu likwidującego Izbę Dyscyplinarną SN i wybrać Glapińskiego na drugą kadencję, wówczas dojść może do poważnego przesilenia, a nawet do wyrzucenia ich z rządu. Podobnie jak stało się z innym wieloletnim koalicjantem Jarosławem Gowinem.
                        – Słyszymy te groźby ze strony PiS-u, ale nie robią one na nas większego wrażenia. Chcemy, żeby projekt Zjednoczonej Prawicy trwał dalej, ale nie możemy zgodzić się na anarchię w sądownictwie i branie za nią odpowiedzialności – mówi bliski współpracownik ministra sprawiedliwości.
                        Jak słyszymy na Nowogrodzkiej, rozważanych jest obecnie kilka scenariuszy, w tym ten o skróceniu kadencji Sejmu i rozpisaniu w ścisłym uzgodnieniu z prezydentem Andrzejem Dudą przyspieszonych wyborów parlamentarnych, być może jeszcze nawet przed tegorocznymi wakacjami lub tuż po nich. Nasi rozmówcy przekonują, że Kaczyński jest gotowy szarpnąć cuglami i "wywrócić stolik", jednocześnie pozbywając się Ziobry. A to oznaczałoby definitywny koniec projektu politycznego Zjednoczonej Prawicy, budowanie nowego obozu i obranie ryzykownego kursu na skrócenie kadencji Sejmu.
                        Wszyscy w Prawie i Sprawiedliwości pamiętają, że w 2007 r. prezes podjął już raz taką decyzję, kończąc wspólne rządy z LPR i Samoobroną, co przypłacił utratą władzy i ośmioletnim pobytem w ławach opozycyjnych. Lecz obecna sytuacja ma być diametralnie odmienna, a poważnych przesłanek do takiej decyzji znacznie więcej.
                        Analizy zamawiane przez PiS pokazywać mają jasno, że mimo dość wysokiego obecnie poparcia związanego z wojną w Ukrainie, która poprawiła notowania partii władzy, z każdym kolejnym miesiącem będzie Kaczyńskiemu trudniej wygrać wybory.
                        Dziś poparcie dla PiS sięga blisko 40 proc., lecz w kolejnych miesiącach będzie ono z pewnością coraz niższe za sprawą coraz trudniejszej sytuacji gospodarczej. Prognozy pokazują, że już na jesieni tego roku poparcie dla PiS może spaść do ok. 30 proc. Zatem to ostatni moment, żeby powalczyć o wygraną w wyborach.
                        Z kolei trwanie do jesieni oznaczać będzie obranie świadomego kursu na wyborczą porażkę i oddanie władzy. A co za tym idzie – największą polityczną porażkę Jarosława Kaczyńskiego.
                        Istotnym argumentem przemawiającym za decyzją o skróceniu kadencji Sejmu ma być także sytuacja gospodarcza. Nasi rozmówcy z kręgów władzy przyznają, że nikt tak naprawdę nie spodziewał się tak wysokiej inflacji, która sięgnęła w kwietniu rekordowego pułapu 12,3 proc. A prognozy gospodarcze są bardzo pesymistyczne i wskazują, że najcięższy kryzys dopiero nadciąga, a kolejne miesiące będą jes

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka