Dodaj do ulubionych

Dyktatura szczęścia

26.11.10, 17:47
Świetny wywiad. Dziękuję. Szkoda tylko, że takiego zdrowego rozsądku brakuje większej grupie psychologów.
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • andy-3 Re: Dyktatura szczęścia - mistyfikacja. 26.11.10, 23:06
      Podobna jest sytuacja w seksuologii, pacjenci zamiast do lekarza seksuologa chodzą do psychoterapeutów z gazety. Co można powiedzieć o seksie, jak sie nie zobaczyło, czy ma gościu prawidłowe jądra lub jaki ma poziom prolaktyny. To jest faktycznie śmiechu warte i smutne zarazem.
      • kronopio77 Psycholodzy najczęściej sami mają problemy ze sobą 03.12.10, 09:39
        Przytoczę tu wypowiedź, którą znalazłem niżej, bo tez o tym słyszałem: "zdecydowana większość terapeutów działających na rynku to osoby dotknięte rozmaitymi zaburzeniami osobowości, nerwicami, depresjami itp. Każdy wydział psychologii prowadzi ustalenia odnośnie motywów wyboru tego zawodu. Z badań tych wyłania się przerażający wniosek: blisko 90% ludzi wybierających studia psychologiczne motywowana jest poszukiwaniem metody wyleczenia SIEBIE. Osoby, które idą na psychologię z innych powodów, stanowią zdecydowaną mniejszość"
        • normalniejszy2 Dowiedziałeś się tego z amerykańskiego dramatu? 04.12.10, 15:47
          "leczy innych, ale sam ma problemy..." - jakbym czytał streszczenie głupiego dramatu w gazecie telewizyjnej. Czy reumatolog musi mieć zdrowy kręgosłup?

          Psychologia nie polega na magicznym przekazywaniu swojego zdrowia psychicznego pacjentowi. Psycholog jak najbardziej może mieć problemy.
          • zielone-ja-bluszko Re: Dowiedziałeś się tego z amerykańskiego dramat 05.05.12, 11:25
            oczywiście, że tak tam samo jak ma emocje i czuje! psycholog jest normalnym człowiekiem z tym,że na początku zadaje sobie pytanie dlaczego tak się czuję, jego praca nie polega na 'nieodczuwaniu'.
            • bene_gesserit Re: Dowiedziałeś się tego z amerykańskiego dramat 05.05.12, 14:35
              Już się ucieszyłam, że ktos odkopał i wpisał coś ciekawego do jednego z najbardziej interesujących wątków na tym niegdyś ciekawym forum, a tu okazuje sie, ze kolejny spam. Echh
      • kornny Re: Dyktatura szczęścia - mistyfikacja. 07.12.10, 15:08
        wiadomosci.onet.pl/kiosk/korepetycje-z-seksu,1,4017419,kiosk-wiadomosc.html
        za to oni się na tym znają ;)
    • no_kto_to Smutne... 27.11.10, 10:16
      Wg mnie ten wywiad może zrobić więcej złego niż dobrego. Przede wszystkim dla wielu ludzi którym terapia naprawdę by sie przydała a z różnych powodów nie chcą sie na nią zdecydować będzie on kolejnych dowodem że nie warto - bo nie działa, bo może wyrządzić więcej złego niż dobrego, etc.
      Witkowski jest chyba bardziej naukowcem niż terapeutą. I jak na naukowca przystało wierzy tylko w skuteczność metod potwierdzonych przez dogmatyczne i konserwatywne środowisko naukowe. A przecież umysłu i całą sferę ducha (nie powiązana z żadną konkretną religią) nie da się ująć w tabelki i liczby.
      Witkowski gromi w wywiadzie różne metody (NLP, ustawienia hellingerowskie) podając przykłady na to jak są szkodliwe. Pytam więc czy pojedyncze, najbardziej drastyczne przykłady porażek mogą być argumentem za zakazaniem ich? Jeśli tak, to która metoda terapeutyczna ma 100% skuteczność i nikomu nie zaszkodziła? Pewno nie ma takiej. A wszystkie skrytykowane metody mogą pochwalić się tysiącami klientów którym rzeczywiście pomogły.
      Zgadzam się że w tym zawodzie są hochsztaplerzy. Ale zakładam też że człowiek który decyduje się na terapię jest (w większości przypadków) wystarczająco inteligentny i samoświadomy by czuć że z tą terapią jest coś nie tak. Po prostu kierujmy się rozsądkiem, intuicją oraz opiniami i doświadczeniami klientów danego terapeuty.
      Po tak stronniczym wywiadzie liczyłbym na następny, przedstawiający odmienny punkt widzenia. Inaczej dla wielu ludzi z problemami może być dowodem że lepiej nie zabierać się za całą tą psychoterapię pozostając przy bardziej popularnych metodach pomocy, jak psychotropy. Albo, z bardziej popularnych, używki.
      • bene_gesserit Re: Smutne... 27.11.10, 14:50
        Nie zgadzam sie. Tzn Witkowski w paru jeszcze innych wypowiedziach do prasy z okazji promocji jego ksiazki prezentowal opinie daleko bardziej subiektywne i kontrowersyjne. Golym okiem widac bylo duza ilosc hucpy, lansiarstwa i uprzedzenia. Tu, dosc rzeczowo, skupia sie na krytyce paru szkol terapeutycznych, w tym glownie na tradycji freudowskiej i innych nlp (i imo slusznie).

        Rada, zeby przed zawarciem kontraktu wypytac terapeute/tke o jego/jej poglady jest w 100% trafna - nawet najbardziej swiatly specjalista nie jest w stanie calkowicie odciac sie od swojej hierarchi wartosci, wiec warto, by podzielal poglady klienta. Inaczej moze byc problem, rzutujacy na powodzenie i etykę przedsiewziecia.

        Czesto czlowiek, szukajacy pomocy specjalisty 'od duszy' znajduje sie w rozsypce, jakims egzystencjalnym kryzysie, stanie nerwicowym - wymaganie, by postepowal zgodnie ze swoja intuicja i zdrowym rozsadkiem jest nierozsadne i nierealne. Jego problem polega wlasnie na tym, ze tego zdrowego rosadku mu brakuje (i przez to znalazl sie w klopotach), a jego intuicja jest co najmniej chroma.

        A ten, kto nie chce sie zdecydowac na terapie, nawet jesli powinien, sie na nia nie zdecyduje. Zdecyduje sie dopiero wtedy, kiedy zechce ;)
        • telesfor_szuwarek Re: Smutne... 02.12.10, 20:15
          Człowiek ma trochę racji, ale sam podaje np. że "okazało się, że psychoanaliza skuteczna w 44 proc., inna terapia w 66, a brak w 60 procentach".
          Jak to zbadano skoro terapia dotyczy sfery tak niedefiniowalnej jak szczęście i spokój duszy? Ankietami???

          Słuszna uwaga, że za bardzo jest naukowcem, w sensie, że wszystko chciałby mieć zbadane "szkiełkiem". A sfera psychiki jest częściowo niedefiniowalna naukowo (zresztą nie da się wszystkiego zdefiniować).

          Ma natomiast rację, że rozpleniła się masa psychologów, którzy robią ludziom po prostu źle. Ma też rację, że nawet oficjalne instytucje robią jak te w Ameryce, że ze zdrowych robią chorych i odwrotnie.
          Przykład z terapią "ustawień" jest dobry, bo skąd w chwila-moment terapeuta ma wiedzieć jak rozwiązać sprawy narosłe od pokoleń?

          Racja, że człowiek w rozsypce ma problemy z właściwą oceną terapeuty.
      • mamaningin Re: Smutne... 27.11.10, 23:15
        Jestem osobą, która chciała się wybrać na terapię, ale zanim to zrobiłam przejrzałam fora o depresji itp. Niestety wynika z nich, że 99% ludzi chodzących na terapię jest niezadowolona z ich efektu. Częstym zarzutem było to, że terapeuta wmawiał na siłę rzeczy, o których pacjent wiedział, że nie są przyczynami jego problemów. Mimo to terapeuta uparcie wmawiał im te rzeczy. Innym zarzutem było to, że pacjenci chadzają latami na terapię, ale nie czują, że im to pomaga (i faktycznie takie fora to siedliska użalających się nad sobą frustratów!) Poza tym dziwaczne i wydumane nieraz diagnozy (człowiek ze zwykła depresją może zostać uznany nawet za schizofrenika!)
        Ja nie czuję potrzeby zwierzania się, użalania... Jestem osobą o zapędach introspektywnych i uważam że bardziej mi to szkodzi niż pomaga. Tak więc jak zresztą widzisz artykuł tego pana wcale mnie nie zniechęcił... już wcześniej byłam uprzedzona do psychologów ;)
        • bene_gesserit Re: Smutne... 28.11.10, 02:18
          mamaningin napisała:

          > Jestem osobą, która chciała się wybrać na terapię, ale zanim to zrobiłam przejr
          > załam fora o depresji itp. Niestety wynika z nich, że 99% ludzi chodzących na t
          > erapię jest niezadowolona z ich efektu

          Niestety z tego wynikac moze tylko tyle, ze 99% piszacych na forach dla depresyjniakow nie jest zadowolona z efektu terapii.
          Terapia nie ma polegac na zwierzaniu sie i uzalaniu nad soba - to mozna miec za darmo od przyjaciol, o ile wlasnie tego sie potrzebuje. Terapia to czas, w ktorym klient konstruuje wraz ze specjalista specjalna walizeczke z narzedziami do samonaprawiania i uczy sie ich uzywac.

          Ale owszem, jak mozna natknac sie na zlego hydraulika, nauczyciela czy prezeskę spółdzielni drobiarskiej - tak i wsrod terapeutow sa osoby niekompetentne. Co nie oznacza, ze tacy sa wszyscy.
          • quant34 Re: Smutne... 29.11.10, 19:45
            bene_gesserit napisała:

            > Ale owszem, jak mozna natknac sie na zlego hydraulika, nauczyciela czy prezeskę
            > spółdzielni drobiarskiej - tak i wsrod terapeutow sa osoby niekompetentne.

            Tyle, że ci kompetentni nie są tak wdzięcznym tematem do narzekań, więc fora zakłada się aby pisać o tych niekompetentnych :) Tak to już jest, że najgłośniej jest zawsze o partaczach, bo co to za news, że ktoś ma dobre efekty w pracy?
          • telesfor_szuwarek Re: Smutne... 02.12.10, 20:24
            Wyobraź sobie przykład:

            Przychodzi do terapeuty człowiek, który twierdzi, że jest mu smutno i źle i nie ma przyjaciół. Po czym okazuje się, że obraża wszystkich dookoła i jednocześnie nie pozwala na krytykę swojej osoby przez otoczenie. Powoduje to odsuwanie się od niego znajomych. Znacie takich?

            Tak człowiek jest niezadowolony, że sugeruje mu się, że a) nosi w sobie agresję (być może po rodzicach), którą wyładowuje na innych b) musi ją uwolnić i sobie z nią poradzić.
            Nie można takiego człowieka zarzucić negatywnymi komunikatami, oswojenie przykrych uczuć trwa. W tym czasie pacjent narzeka, że terapia nic nie daje i nadal nie ma przyjaciół i jest mu smutno.
            Pokonanie dysonansu poznawczego może być nawet przykre, więc na pytanie "czy terapia panu pomogła, czy jest pan zadowolony" odpowie, że nie. Istotna jest wola zmian.
        • navaira Re: Smutne... 03.12.10, 00:10
          Ja za to jestem osobą, która cierpiała na depresję. Po roku brania leków odstawiłem je powolutku, ciągle nie podejmując terapii, aż dopóki nie zrozumiałem, że ciągle jest nie tak. Po prostu było mi źle ze samym sobą. Ruszyłem na terapię, a wcale nie było mi z tym łatwo, bo uważałem się za nieśmiałego introwertyka, który niewart jest zawracania innym głowy swoimi problemami, prawdziwe problemy to mają ludzie, co nie mają pieniędzy na jedzenie, etc. Terapeuta przy pierwszej sesji "rozpoznawczej" poinformował mnie, że do niego przychodzi się na 10 sesji, a potem jest pół roku przerwy, bo nie chce, żeby chory uzależnił się od terapii. Ja odbyłem sesji 8, potem zrobiliśmy przerwę, potem wracałem dwa razy na 1-2 sesje. W wyniku terapii jestem zupełnie innym człowiekiem, niż mi się kiedyś zdawało. Ani nieśmiały, ani introwertyk, otwarty, ekstrawertyczny, ale przede wszystkim... szczęśliwy. Bo teraz jest mi ze sobą dobrze, akceptuję siebie, pozbyłem się wdrukowanych przez lata wychowania wewnętrznych monologów "i tak się nie uda", "przecież nie potrafisz", "przecież jesteś nieśmiały".

          I co? I pstro. Jeśli jesteś uprzedzona do psychologów, mój post zignorujesz i dalej będziesz wiedzieć swoje. A ja, jeśli czegoś żałuję, to tego, że nie wybrałem się na terapię wcześniej, bo zmarnowałem trochę czasu na mamrotanie pod nosem "terapeuta i tak mi nie pomoże, a ja nie lubię się zwierzać i użalać obcej osobie".
          • pho3nix-bf Re: Smutne... 06.12.10, 02:22
            gdyby to był facebook - kliknął bym pod Twoim postem Lubię To.
      • axial_force "Wyjaśniono psychoanalityczny mechanizm wyparcia" 28.11.10, 22:07
        wyborcza.pl/1,75248,1865392.html
        to jak to jest w końcu?
        • telesfor_szuwarek Re: "Wyjaśniono psychoanalityczny mechanizm wypar 02.12.10, 20:37
          To jest tak, że masz własny rozum i prawdy musisz szukać w różnych miejscach.
      • dronx1 Re: Smutne... 02.12.10, 19:08
        > Witkowski gromi w wywiadzie różne metody (NLP, ustawienia hellingerowskie) poda
        > jąc przykłady na to jak są szkodliwe. Pytam więc czy pojedyncze, najbardziej dr
        > astyczne przykłady porażek mogą być argumentem za zakazaniem ich? Jeśli tak, t
        > o która metoda terapeutyczna ma 100% skuteczność i nikomu nie zaszkodziła? Pewn
        > o nie ma takiej. A wszystkie skrytykowane metody mogą pochwalić się tysiącami k
        > lientów którym rzeczywiście pomogły.

        Terapia nie może mieć skuteczności 100% i nic takiego Witkowski nie sugeruje. Powinna natomiast być bardziej skuteczna niż brak terapii, a tak nie jest. Idąc Twoim tokiem myślenia możnaby np. leczyć raka witaminą C, bo pewniei stnieją osob, które brały wit. C i ich stan się poprawił... tak samo jak osobom które nie brały niczego. O skuteczności (lub jej braku) jakichkolwiek działań terapeutycznych świadczy porównanie z grupą kontrolną.
        • pho3nix-bf Re: Smutne... 06.12.10, 02:19
          > Powinna natomiast być bardziej skuteczna niż brak terapii, a tak nie jest.

          Kolejna złota myśl... Niestety na osobistym przykładzie - całkowicie się z nią nie zgadzam.
    • thobold Re: Dyktatura szczęścia 27.11.10, 20:28
      Z jednej strony przeraziła mnie łatwość, z jaką środowisko psychologów przechodzi do porządku dziennego nad takimi, delikatnie mówiąc, nienaukowymi teoriami; że nawet oczywiste bzdury o "polach morfogenetycznych" wydrukowali w branżowym piśmie, a Jego Książęca Mość Świętopełk (to ten sam świr, co zamieszcza spoty na YouTube, w których nawołuje do intronizacji Matki Boskiej? Boję się, ze tak.) dalej działa, "leczy" z homoseksualizmu (czyli pewnie metodą "na psa Pawłowa" uczy pacjentów unikać jakiejkolwiek seksualności) i PTP nie ostrzega przed nim ludzi.

      Z drugiej strony, nie jestem pewien, czy dorobek naukowy wielce przekonanego o swojej wyższości pana Sroczyńskiego rzeczywiście pozwala na takie bezpardonowe mieszanie z błotem i wyzywanie do oszustów wszystkich psychoterapeutów?
      • bene_gesserit Re: Dyktatura szczęścia 27.11.10, 21:11
        Swietopelka potomka piastow itd nie ma już na liscie PTP. Nie przeszkadza mu to co prawda poslugiwac sie numerem certyfikatu PTP, ale trudno miec o to pretensje do Towarzystwa (ktore wytoczylo mu sprawe przed sadem kolezenskim).

        Dostepnosc i prawo do wykonywania zawodu terapeuty powinno byc uregulowane przez panstwo, niestety nie jest. Bylo kilka niemądrych prob, z ktorych zrezygnowano, bo byly niemądre wlasnie i na tym sie skonczylo, niestety.
    • wiesj23 Dyktatura szczęścia 27.11.10, 21:24
      faktem jest,że w wielu tych terapiach jest dużo z Woody Allen,a.I od cholery myślenia schematami.
    • kadykianus Super gość. Podziwiam. 27.11.10, 21:49
      Mądry człowiek. Ta prowokacja w "Charakterach" to wisienka :)
      W nauce jest sporo nawiedzonych wariatów ale najbardziej szokuje, że bredni uczą na uniwersytetach!

      Tylko Freuda szkoda. On tak ładnie opisał człowieka. Psychoanaliza naprawdę wygląda nieźle.
    • sobieamuzom Dyktatura szczęścia 27.11.10, 22:05
      Zastanawiam się, czy ten Pan sam kiedykolwiek odważył się na odbycie swojej własnej terapii. Mogę się mylić, ale bardzo uderzył mnie ton jego wypowiedzi mocno zgorzkniały i (z braku lepszego słowa użyję słowa angielskiego) 'defensive'. Zreszta też ta zaciekła obrona terapii behawioralno-poznawczej jako jedynej i słusznej metody pomocy wskazuje na silną niechęć do konfrontacji z głębszymi tematami, które wielu ludzi nurtują i z którymi samodzielnie nie potrafią sobie poradzić (jak śmierć)). Sama uważam, że CBT jest świetną metodą i wysoce skuteczną, ale jak wyskoczyć do kogoś z CBT, kto konfrontuję się z własną śmiercią i jedyne, czego pragnie, to towarzysz w tej ostatniej podróży? Poza tym z terapią to już niestety jest tak, że metodę trzeba wybrać samemu i byłabym tak samo ostrożna z CBT jaki i z każdą inną - oczywiście pomijając metody 'szemrane', do których akurat zaliczyłabym Hellingera również czy na przykład terapię regresywną.
      Moje własne doświadczenie z terapią osobistą było straszne. Wybrałam terapeutę ze wszelkimi możliwymi tytułami, wykładającego w najbardziej prestiżowych szkołach w Londynie i wyspecjalizowanego w terapi poznawczo-behawioralnej (o ironio) i psychodynamicznej. I co? Pół roku mi zajęło połapanie sie w tym wszystkim i uświadomienie, że pan terapeuta (i superwizjer) posiadał swoje własne, liczne problemy, które jednak nie uszły uwadze członków mojej ówczesnej grupy terapeutycznej. Szczerze powiem, nie wiem jak by się to wszystko rozwinęło bez ich wsparcia, jak i wsparcia terapeuty prowadzącego grupę. Nie złamało mnie to jednak i wiem, że w niektórych sytuacjach terapia jest niezbędna - ale to już jest inny, bardzo długi temat, na który nie da sie wypowiedzieć tak zdawkowo i momentami cynicznie, jak rzeczony pan psycholog sie tutaj wypowiedział. Choc myślę teraz, że on pewnie ma jak najlepsze intencje - lepiej byc czujnym niż wpaść w sidła hochsztaplerów - zwłaszcza, kiedy nie ma się zbyt wiele pieniędzy..
      ps. polecam terapię grupową. sama, zanim zaczęłam, byłam jej najgorętszym przeciwnikiem. ale i tutaj trzeba byc oczywiście pewnym 'credentials' prowadzącego.
    • quant34 Najważniejszego nie posiedział 27.11.10, 22:47
      Tego, co w materii omawianej w artykule, jest najważniejsze, Sroczyński nie napisał. A najważniejsze jest to, że zdecydowana większość terapeutów działających na rynku to osoby dotknięte rozmaitymi zaburzeniami osobowości, nerwicami, depresjami itp. Każdy wydział psychologii prowadzi ustalenia odnośnie motywów wyboru tego zawodu. Z badań tych wyłania się przerażający wniosek: blisko 90% ludzi wybierających studia psychologiczne motywowana jest poszukiwaniem metody wyleczenia SIEBIE. Osoby, które idą na psychologię z innych powodów, stanowią zdecydowaną mniejszość. To, jaki rodzaj terapii będzie uprawiać taki terapeuta, jest mniej istotne. Ważniejsze jest to, żeby był to człowiek, który radzi sobie z samym sobą, w przeciwnym razie będzie przenosił własne zaburzenia na pacjenta. Niestety zdecydowana większość terapeutów, to ludzie dotknięci rozmaitymi zaburzeniami i problemami psychicznymi i psychologicznymi. Właśnie dlatego zostali psychologami.
      • sobieamuzom Re: Najważniejszego nie posiedział 27.11.10, 23:11
        co jest w tym przerażającego? pozdrawiam
        • quant34 Re: Najważniejszego nie posiedział 28.11.10, 15:27
          sobieamuzom napisała:

          > co jest w tym przerażającego?

          To, że człowiek, który sam nie radzi sobie ze swoimi zaburzeniami, nie pomoże pacjentowi uporać się z jego własnymi. A często wręcz zaszkodzi. Przerażająca jest skala tego zjawiska, ponieważ jak się dobrze rozejrzysz to dojdziesz do wniosku, że człowiek mający problemy z psychiką ma dwa wyjścia: psychotropy od lekarza, albo terapia u kogoś, kto nierzadko jest w gorszym stanie niż jego pacjenci.
          • bene_gesserit Re: Najważniejszego nie posiedział 28.11.10, 22:00
            Terapeuta nie zostaje sie na studiach, naprawdę :)
          • turpin Znakiem tego kulawy nie może być ortopedą? 29.11.10, 09:26
            (co nie oznacza, że nie zgadzam się z treściami przekazanymi w tym wywiadzie; psychologia nie za bardzo zasługuje na miano 'nauki', to bardziej jedna z dziedzin literatury)
            • bene_gesserit Re: Znakiem tego kulawy nie może być ortopedą? 29.11.10, 12:19
              ple ple ple
              wez sobie poczytaj o science wars :)
          • sobieamuzom Re: Najważniejszego nie posiedział 08.12.10, 16:06
            Zgadzam sie z Toba, Quant w tym względzie! Oczywistością jest, że kto ma problemy ze soba, jedynie zaszkodzi innym. Dlatego wlaśnie (przynajmniej na zachodzie) każdy aspirujący terapeuta przechodzi przez lata swej włąsnej terapii osobistej, zanim dostanie licencje do wykonywania zawodu. No i dzieki bogu jest rowniez superwizja, bez ktorej nie podjelabym sie pomocy ludziom, bo nigdy nie ma 100% pewnosci, ze jestesmy zawsze i wszedzie obiektywni. Ja się nie zgadzałam jedynie z opinią, że negatywną motywacją do pomocy innym jest to, że ktoś podejmuje się studiów psychoterapeutycznych (nie psychologicznych! - sama psychologia to nie wystarczy, zeby pomagac ludziom), bo chce pomóc sobie przede wszystkim. Ja osobiscie uwazam, ze poprzez wlasne bolesne doswiadczenia i bol pracy nad nimi poprzez wlasna terapie, jestemy w stanie zrozumiec jako terapeuta, jak to jest byc zranionym, wykorzystanym lub zagubionym. Moim zdaniem to jest doskonala motywacja - zobaczyc swoje demony, smierzyc sie z nimi i na bazie tego doswiadczenia pomagac innym. I to prawda - kiedy wypelnialam zgloszenie na studia psychoterapetyczne, poproszono mnie o opisanie moich najciezszych doswiadczen zyciowych. chodzi o to, zeby mentorzy wiedzieli, na co zwracac uwage przy ocenie tzw. progressu. pozdrawiam
            ps. jestem zwolennikiem superwizji do konca wykonywania zawodu. pamietajmy, co stalo sie z Samsonem.
      • syn_jana Re: Najważniejszego nie posiedział 27.11.10, 23:21
        > Każdy wydział psychologii prowadzi ustalenia odnośnie motywów wybo
        > ru tego zawodu. Z badań tych wyłania się przerażający wniosek: blisko 90% ludzi
        > wybierających studia psychologiczne motywowana jest poszukiwaniem metody wylec
        > zenia SIEBIE.

        Skąd te informacje? Skończyłem niedawno psychologię i nigdy mnie nikt o to nie pytał.
        • lulu_oi Re: Najważniejszego nie posiedział 28.11.10, 15:06
          syn_jana napisał:

          > > Każdy wydział psychologii prowadzi ustalenia odnośnie motywów wybo
          > > ru tego zawodu. Z badań tych wyłania się przerażający wniosek: blisko 90%
          > ludzi
          > > wybierających studia psychologiczne motywowana jest poszukiwaniem metody
          > wylec
          > > zenia SIEBIE.
          >
          > Skąd te informacje? Skończyłem niedawno psychologię i nigdy mnie nikt o to nie
          > pytał.


          Mnie pytano na pierwszym roku. I rzeczywiście 90% ludzi chciało "poznać siebie", choc najczęściej podawali też drugi powód.
        • quant34 Re: Najważniejszego nie posiedział 28.11.10, 15:46
          syn_jana napisał:

          > > Każdy wydział psychologii prowadzi ustalenia odnośnie motywów wybo
          > > ru tego zawodu. Z badań tych wyłania się przerażający wniosek: blisko 90%
          > ludzi
          > > wybierających studia psychologiczne motywowana jest poszukiwaniem metody
          > wylec
          > > zenia SIEBIE.
          >
          > Skąd te informacje? Skończyłem niedawno psychologię i nigdy mnie nikt o to nie
          > pytał.

          A można wiedzieć jaka to była uczelnia? Znam kilku psychologów z dyplomami różnych uniwersytetów i wszyscy byli pytani o motywy wyboru studiów. Na niektórych uniwerkach mają nawet do tego specjalne testy. Uczelnia, która traktuje poważnie swoje zadania, musi wiedzieć w jakim stanie psychicznym są przyszli magistrowie psychologii, nie sądzisz? Tak samo jak na AWF uczelnia musi wiedzieć czy kandydat jest zdrowy i sprawny fizycznie, na ASP - czy ma jakieś talenty, a na politechnice - czy umie liczyć. Psycholog powinien być przede wszystkim obliczalny i chociaż w miarę stabilny psychicznie. W toku zajęć wychodzi czy dana osoba będzie potrafiła pomagać innym, czy raczej ich "zarażać" swoimi lękami, ale aby nie tracić czasu i pieniędzy, już na samym początku pyta się o pewne podstawowe informacje (czy byłeś leczony psychiatrycznie, czy chodziłeś na jakąś terapię, a jeżeli tak to jaką, jak długo i z jakim wynikiem, jaka jest aktualna diagnoza Twojego stanu itp.) Takie pytania pozwalają ocenić przydatność do zawodu, a poza tym mają znaczenie statystyczne dla oceny rozmaitych badań prowadzonych na studentach. To jest swoją drogą ciekawa kwestia, bo większość badań naukowych z zakresu psychologii robi się właśnie na studentach psychologii (są po prostu pod ręką), a ponieważ to nie jest reprezentacyjna grupa dla całego społeczeństwa (rozmaite zaburzenia występują wśród nich znacznie częściej, niż w przekroju populacji) to wiele z tych badań prowadzi do mylących wniosków. Podsumowując wątek motywów wyboru psychologii jako kierunku kształcenia, moim zdaniem należy to traktować tak samo jak zasadę, zgodnie z którą lekarz na oddziale zakaźnym nie może być chory na cholerę w chwili kontaktu z pacjentem. Nie pozwala się na to, ponieważ może się tak zdarzyć, że wyleczy pacjenta z zapalenia płuc, ale zarazi cholerą.
          • bene_gesserit Re: Najważniejszego nie posiedział 28.11.10, 22:02
            > A można wiedzieć jaka to była uczelnia? Znam kilku psychologów z dyplomami różn
            > ych uniwersytetów i wszyscy byli pytani o motywy wyboru studiów. Na niektórych
            > uniwerkach mają nawet do tego specjalne testy. Uczelnia, która traktuje poważni
            > e swoje zadania, musi wiedzieć w jakim stanie psychicznym są przyszli magistrow
            > ie psychologii, nie sądzisz?

            I pytanie o motywacje wyboru kierunku ma to pomoc to uzgodnic? Bez zartow.
          • marnela Re: Najważniejszego nie posiedział 28.11.10, 22:31
            Po studiach psychologicznych nie zostaje sie terapeuta. Mozna zostac psychologiem transportu, naukowcem, specjalista od reklamy, trenerem wielu dziedzin, diagnosta zaburzen u dzieci, czy osoba zajmujaca sie planowaniem rozmieszczenia produktow w supermarkecie i wiele innych. Zeby zostac terapeuta z certyfikatem PTP, trzeba skonczyc 4-5 letnia szkole, zrobic terapie wlasna, poprowadzic pacjentow w superwizji z osoba do tego uprawniona, zlozyc dokumentacje dotyczaca kilku terapii itd
            Nie ma potrzeby, zeby uczelnia robila testy osobowosci czy diagnostyke, bo w wiekszosci tych zawodow nie ma to znaczenia. Poza tym taka diagnostyka, to na pewno nie krotka rozmowa, tylko dluzszy proces, ktory mija sie z celem rekrutacji na studia. Sprawdza sie czy kandydat ma wystarczajace zdolnosci poznawcze- rozumie co czyta, potrafi wyciagac logiczne wnioski, posiada wymagany zakres wiedzy. Poza tym pinie, ze psychologie studiuja zwlaszcza osoby z problemami slyszalam wielokrotnie, ale nikt nigdy nie byl w stanie podac mi zrodel typu twierdzen. Marze o tym zeby poznac nazwiska badaczy i zrodlo.
            • quant34 Re: Najważniejszego nie posiedział 29.11.10, 19:29
              marnela napisała:

              > Po studiach psychologicznych nie zostaje sie terapeuta. Mozna zostac psychologi
              > em transportu, naukowcem, specjalista od reklamy, trenerem wielu dziedzin, diag
              > nosta zaburzen u dzieci, czy osoba zajmujaca sie planowaniem rozmieszczenia pro
              > duktow w supermarkecie i wiele innych. Zeby zostac terapeuta z certyfikatem PTP
              > , trzeba skonczyc 4-5 letnia szkole, zrobic terapie wlasna, poprowadzic pacjent
              > ow w superwizji z osoba do tego uprawniona, zlozyc dokumentacje dotyczaca kilku
              > terapii itd

              Czy na pewno oboje piszemy o Polsce? Jeżeli piszesz poważnie, to wskaż mi proszę przepis, który tego wszystkiego wymaga. Wystarczy sama nazwa ustawy, resztę sobie znajdę. Nie wiem skąd bierzesz te wszystkie warunki, ale z tego co mi wiadomo, nikt Ci przy obecnym stanie prawnym nie może zabronić otwarcia gabinetu zaraz po studiach. Powiem więcej: nikt Ci tego nie zabroni nawet jeżeli nie jesteś psychologiem. Rejestrujesz działalność gospodarczą w urzędzie miasta, robisz NIP i REGON i otwierasz gabinet. To środowisko psychologów wielokrotnie podkreśla potrzebę kompleksowej regulacji ustawowej, która określałaby wymogi prowadzenia takich placówek, ale jak dotąd jest to wołanie na puszczy. Jedynie praca psychologa klinicznego w szpitalu jest jako tako uregulowana, ale i tak w niedostatecznym stopniu. Ponadto ukończenie studiów na wydziale psychologii jest wymagane do wpisu na listę biegłych sądowych. Nigdy natomiast nie słyszałem o jakichkolwiek wymogach formalnych do otwarcia gabinetu, w którym będziesz się zajmować terapią indywidualną. Nie jest to moja specjalizacja, więc mogę się mylić, ale jeżeli się mylę, to proszę wskaż mi takie przepisy.
              • quant34 Sprostowanie 29.11.10, 19:40
                Nie chciało mi się czekać na odpowiedź i sam sprawdziłem regulacje prawne. W związku z powyższym, z przykrością jestem zmuszony odszczekać to, co napisałem wcześniej :) Ku swojemu zdziwieniu odkryłem, że istnieje ustawa o zawodzie psychologa. A wydawało mi się, że jeszcze tak niedawno trwała dyskusja o potrzebie stworzenia takiej ustawy, tymczasem to było już ładnych kilka lat temu. Miałem nieaktualne wyobrażenie o stanie prawnym, więc cofam swój poprzedni wywód.
                • bene_gesserit Re: Sprostowanie 29.11.10, 19:53
                  Wlasciwie powinienes cofnac wszystkie swoje poprzednie wywody w tym wątku.
                  No chyba ze masz jakies argumenty oprocz twojego 'tak mysle'.
                  • quant34 Re: Sprostowanie 29.11.10, 22:04
                    bene_gesserit napisała:

                    > Wlasciwie powinienes cofnac wszystkie swoje poprzednie wywody w tym wątku.
                    > No chyba ze masz jakies argumenty oprocz twojego 'tak mysle'.

                    Daj palec, sięgną po rękę. I weź tu człowieku przyznaj się do błędu ;) To, że się myliłem w jednej kwestii nie oznacza, że muszę odwoływać wszystko, co napisałem. Nie wykorzystuj przeciwko adwersarzowi tego, że się zachował przyzwoicie i przyznał do błędu, zamiast upierać się przy swoim do padłego - jak to z reguły ma miejsce na tym forum w przypadku ludzi, którzy się pomylili. Twierdzenia, że większość ludzi wybierających studia psychologiczne kieruje się pragnieniem rozwiązania swoich własnych problemów, nie zamierzam cofać, ponieważ to prawda. I nie "myślę" tak, tylko to wiem. Skąd? Mam w rodzinie 3 (tak, trzech) psychologów i wszyscy to potwierdzają. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, że trzy osoby należące do mojej rodziny są dla mnie bardziej wiarygodnym źródłem informacji na omawiany temat, niż anonimowy interlokutor na forum GW. Pozdrawiam i więcej asertywności życzę. To znaczy tej szczerej, a nie wystudiowanej ;)
                    • bene_gesserit Re: Sprostowanie 30.11.10, 00:05
                      To nie tak.
                      Problem z twoimi wywodami jest taki, ze po pierwsze myla ci sie pojecia (student to nie to samo, co terapeuta), po drugie - nie masz zadnych dowodow (na zwiazek motywacji w wyborze kierunku z neurotyzmem juz wyksztalconego fachowca). Studiujac jakiekolwiek nauki spoleczne, trudno nie eksplorowac tego, co kazdy ma pod reka - czyli siebie, wlasnego swiata wewnetrznego, swoich doswiadczen. To o niczym nie swiadczy.
                      • quant34 Re: Sprostowanie 30.11.10, 16:01
                        bene_gesserit napisała:

                        > Problem z twoimi wywodami jest taki, ze po pierwsze myla ci sie pojecia (studen
                        > t to nie to samo, co terapeuta)

                        Nigdy nie twierdziłem, że student to terapeuta. Jednakże to, co dolega studentowi, przynajmniej może dolegać, a bardzo często faktycznie dolega także terapeucie, który studentem już nie jest.

                        > po drugie - nie masz zadnych dowodow (na zwiazek motywacji w wyborze kierunku z neurotyzmem juz wyksztalconego fachowca).

                        Najwyraźniej się nie zrozumieliśmy. Ja nie próbuję wykazać związku pomiędzy samą motywacją w wyborze studiów, a neurotyzmem terapeuty. Związek przyczynowy, o który mi chodzi, to związek pomiędzy zaburzeniami terapeuty a zagrożeniem dla pacjenta przez niego leczonego. Motywacja w wyborze studiów jest w tym przypadku jedynie przesłanką do przyjęcia, iż dana osoba nie radzi sobie ze sobą. Innymi słowy z ich motywów można wnioskować o ich stanie psychicznym. Oczywiście można zakładać, że w chwili rozpoczęcia studiów dana osoba miała takie problemy, które jednak zniknęły (np. na skutek własnej terapii, albo wiedzy nabytej podczas studiów) zanim ta osoba została terapeutą. Jednakże takie założenie byłoby moim zdaniem nazbyt naiwne. W niektórych przypadkach zapewne tak się dzieje, ale na pewno nie w większości. Jak zapewne doskonale Ci wiadomo, zaburzenia osobowości - a szczególnie te, które mogą być groźne dla pacjenta terapeuty - są trudno usuwalne, a w wielu przypadkach nawet nieusuwalne. Nie dysponuję dowodami sensu stricto opisującymi całe to zagadnienie. Z tego co mi wiadomo, nie ma w ogóle badań opisujących w szerszej skali (statystycznej) związek pomiędzy "skrzywieniami psychicznymi" terapeutów a szkodami, jakie oni wyrządzają swoim pacjentom. Nie oznacza to jednak, że takiego związku nie ma. W istocie nie da się zaprzeczyć istnieniu takiego związku. Do dyskusji pozostaje natomiast ocena jego skali i skutków. Z tego samego powodu (brak badań) nie da się ocenić dokładnie korelacji pomiędzy motywacją w wyborze studiów, a rozmiarem zaburzeń, jakie utrzymają się do czasu rozpoczęcia pracy terapeuty. Ale znowu, nie oznacza to, że takiej korelacji nie ma. I dopiero w tym miejscu mogę napisać, że moim zdaniem, opisywane zjawisko ma duże rozmiary (w sensie statystycznym) i powoduje duże szkody. W tym zakresie faktycznie mogę powołać się wyłącznie na moje zdanie, ponieważ nie dysponuje żadnymi danymi opisującymi skalę problemu. Ale będę się upierał przy twierdzeniu, że po pierwsze motywacja w wyborze studiów, w wielu przypadkach świadczy o istnieniu zaburzeń u kandydata, a po drugie - że takie zaburzenia, które utrzymały się do czasu rozpoczęcia pracy terapeuty, są groźne dla psychiki jego klientów.
                        • bene_gesserit Re: Sprostowanie 30.11.10, 17:05
                          Bez obrazy: powtorzyles swoj wywod i on nadal stoi na slomianych nogach :)
                          • quant34 Re: Sprostowanie 30.11.10, 19:02
                            bene_gesserit napisała:

                            > Bez obrazy: powtorzyles swoj wywod i on nadal stoi na slomianych nogach :)

                            Bez obrazy: powtórzyłaś swoją krytykę mojego wywodu i nadal nie przytaczasz żadnych argumentów merytorycznych, które mu przeczą. Takimi sloganami możemy się przerzucać w nieskończoność. Różnica polega na tym, że ja swój wywód argumentuję, natomiast Ty odpowiadasz "nie, bo nie". Ściślej: "nie, bo to stoi na słomianych nogach".

                            ps. w użytym przez Ciebie idiomie powinny występować gliniane, a nie słomiane nogi. Słomiany to jest zapał :)
                            • bene_gesserit Re: Sprostowanie 30.11.10, 21:12
                              Mam przytaczac argumenty, zeby podwazyc twoje na niczym nie oparte domniemania?
                              To raczej ty musialbys swoj wywod czymkolwiek podeprzec.
                              eot, bo to nudne.
                              • quant34 Re: Sprostowanie 30.11.10, 22:50
                                bene_gesserit napisała:

                                > Mam przytaczac argumenty, zeby podwazyc twoje na niczym nie oparte domniemania?

                                A jakich potrzebujesz argumentów na uzasadnienie tezy, że terapeuta ze schizofrenią urojeniową, depresją, nerwicą lękową czy autyzmem (niepotrzebne skreślić) może zaszkodzić pacjentowi? Racjonalne myślenie i logika nie wystarcza? Kiedy ktoś Ci powie, że dziecku nie da się zapałem i kanistra z benzyną do zabawy, to też żądasz dowodów i wyników badań na poparcie tej tezy?

                                > To raczej ty musialbys swoj wywod czymkolwiek podeprzec.

                                I podparłem. Pozwolisz jednak, że nie będę przepisywał wszystkiego, co napisałem. Jeżeli do tej pory nie zauważasz na czym opieram swoją tezę, to już nie zauważysz.

                                > eot, bo to nudne.

                                Ależ oczywiście. Bawisz się tylko wtedy, gdy Ci przytakują i gdy masz argumenty. Kiedy Ci ich zaczyna brakować, zabawa robi się "nudna". Muszę Cię zmartwić: dziecko, któremu po raz kolejny nie wyszła babka z piasku, wykazuje się większą inwencją w uzasadnieniu dlaczego wycofuje się z zabawy i idzie do domu. Już "mama mnie woła" jest bardziej wyrafinowaną formą ucieczki, niż "to nudne". Potrenuj ;)
                                • pho3nix-bf Re: Sprostowanie 01.12.10, 00:46
                                  Ale on ma racje... Sorry.
                                  • quant34 Re: Sprostowanie 01.12.10, 01:21
                                    pho3nix-bf napisał:

                                    > Ale on ma racje... Sorry.

                                    Ależ nie musisz przepraszać. Wystarczy, że napiszesz w czym ma rację i dlaczego tak uważasz :)
                                    • meinglanz Re: Sprostowanie 02.12.10, 20:24
                                      W tym ma rację, że nie przedstawiłeś żadnych dowodów na to że większośc studentów psychologii to osoby zaburzone, które chcą sobie pomóc.

                                      Ja mogę obalić inną twoja słomianą tezę - na co najmiej 6 uczelniach w Polsce nie bada się studentów psychologii pod kątem zdrowia psychicznego. Zdziwiłbym się gdyby tak robiono na chociaż jednej.
                • dwerka Re: Sprostowanie 04.12.10, 08:38
                  To jest bardziej złożone. Jestem i psychologiem i psychoterapeutką i trochę wiem o tym jak wygląda szkolenie i prawne umocowanie tego zawodu. Po pierwsze psycholog i psychoterapeuta to dwa różne zawody. Ustawa o zawodzie psychologa (ciągle chyba zawieszona, bo skonstruowana w pośpiechu i z taką ilością błędów, że nie dało się tego wdrożyć) ma regulować te wszystkie psychologiczne zawody: i diagnoza i badania kierowców i mnóstwo innych. Nie ma w Polsce jeszcze ustawy o zawodzie psychoterapeuty. Jest w przygotowaniu, w pakiecie ustaw medycznych ustawa o niektórych zawodach medycznych, gdzie zawód psychologa znalazł się pomiędzy zawodem higienistki i opiekunki dziecięcej. Kolejny gniot prawny, ale MInisterstwo Zdrowia jest do niego bardzo przywiązane. I psychiatrzy, bo dzięki temu psychoterapeuta będzie pomocnikiem średniego szczebla wykonującym psychoterapię zgodnie z zaleceniem lekarza i na jego skierowanie.
                  Środowisko psychoterapeutów chce stworzyć ustawę o zawodzie psychoterapeuty, ale nie ma "woli politycznej" w Ministerstwie Zdrowia. Zainteresowanych odsyłam na strony

                  www.facebook.com/pages/Uwolnic-Psychoterapie/166949110000158
                  www.facebook.com/profile.php?id=100001479655275&v=info#!/pages/Stworzmy-dobra-ustawe-o-zawodzie-psychoterapeuty/111219425611880?v=info
                  Psychoterapeutą zostaje się po studiach, po szkoleniu, które trwa minimum 4 lata (średnio 7 lat). Tak szkolą wszystkie uznane i poważne stowarzyszenia psychoterapeutyczne. To prawda, że teraz gabinet może w Polsce otworzyć każdy, ale do tego właśnie potrzebna jest dobra ustawa. Zgadzam się z wieloma przedmówcami, że ludzie jednak wybierając kierują się rozumem, referencjami, intuicją. W każdym zawodzie można trafić na hohsztaplerów - ale to ma krótkie nogi.
                  Artykuł szkodliwy. Pan Witkowski wykazuje się porażającym brakiem wiedzy (jak można nie wiedzieć nic o publikacjach na temat skuteczności psychoterapii, jeżeli chce się tym zajmować! Przecież na ten temat powstała cała biblioteka). Wiedza o psychoanalizie wręcz żenująca. Widać, że zależy mu na lansie i zaistnieniu, ale niestety merytorycznie cieniutko, cieniutko...
          • kaisaku Re: Najważniejszego nie posiedział 30.11.10, 22:42
            Kończyłam UJ i też mnie nikt nigdy nie pytał jakie są moje motywy rozpoczęcia studiów psychologicznych. Ciekawe swoją drogą, że nikt tutaj nie zwrócił uwagi na fakt, że tak jak dobrym terapeutą uzależnień jest osoba, która sama była uzależniona i odbyła z sukcesem leczenie, tak dobrym psychoterapeutą ma szanse być osoba, która miała problemy ze sobą ale jest na tyle wartościowym człowiekiem, że MA ODWAGĘ PRACOWAĆ NAD SOBĄ, ROZWIJAĆ SIĘ I NIE BOI SIĘ KONFRONTACJI ZE SOBĄ W TRAKCIE PSYCHOTERAPII. Odbyła własną psychoterapię zakończoną sukcesem. Pozdrawiam wszystkich tych, którzy zdecydowali się podjąć trud psychoterapii chociażby po to, aby ich otoczeniu żyło się lżej w ich towarzystwie. Tych ludzi szanuję. Nie pozdrawiam tych, którzy wyznają maksymę "jakim mnie boże stworzyłeś takiego mnie masz", nigdy nie pójdą na psychoterapię bo "sama wiem wszystko najlepiej, nie jestem wariatką". Zmiana siebie i praca nad sobą to trud na podjęcie którego stać niewielu.
            Kaisaku- Ta która dzieli życie na to przed i po psychoterapii.
          • telesfor_szuwarek Re: Najważniejszego nie posiedział 02.12.10, 20:31
            Uniwersytet w swoim zamierzeniu miał być kiedyś... miejscem, gdzie spotykają się ludzie głodni wiedzy, a nie fabryczką lekarzy, czy prawników. Dlatego teoretycznie każdy może studiować, chociaż w praktyce są testy na wstępie.
      • bene_gesserit Re: Najważniejszego nie posiedział 28.11.10, 02:24
        Każdy wydział psychologii prowadzi ustalenia odnośnie motywów wybo
        > ru tego zawodu. Z badań tych wyłania się przerażający wniosek: blisko 90% ludzi
        > wybierających studia psychologiczne motywowana jest poszukiwaniem metody wylec
        > zenia SIEBIE

        Nie ma nic zlego w takiej motywacji do studiow - pod warunkiem, ze sie z niej zdaje (predzej niz pozniej) sprawę i przepracuje solidnie swoja wlasna terapie przed przystapieniem do terapeutyzowania innych. O takie rzeczy mozna spokojnie zapytac kandydata na terapeute na pierwszym spotkaniu. Ja bym w zyciu nie terapeutyzowala sie u kogos, kto nie ma pojecia o tym, jak to jest byc klientem terapii.

        > isał. A najważniejsze jest to, że zdecydowana większość terapeutów działających
        > na rynku to osoby dotknięte rozmaitymi zaburzeniami osobowości, nerwicami, dep
        > resjami itp

        To ciekawe. To dotyczy Polski czy calego swiata? Gdzie mozna o tym poczytac, tzn znalezc te statystyki i jak to badano?
      • telesfor_szuwarek Re: Najważniejszego nie posiedział 02.12.10, 20:28
        Może byś kochanieńki podał źródło swoich danych?

        Z moich obserwacji wynika, że ludzie na różnych psychologiach tylko swoje problemy zauważają. Najbardziej neurotyczne i psychotyczne są zaś wydziały nauk ścisłych.
        • czlowiek.epoki Re: Najważniejszego nie posiedział 03.12.10, 10:31
          telesfor_szuwarek napisał:


          > Z moich obserwacji wynika, że ludzie na różnych psychologiach tylko swoje probl
          > emy zauważają. Najbardziej neurotyczne i psychotyczne są zaś wydziały nauk ścis
          > łych.

          strzelam w ciemno: bez kalkulatora nie podliczysz nawet rachunku ze sklepu, i zazdrosc to i owo sciska? zreszta to akurat malo wazne, zwariowany matematyk nikomu nie zaszkodzi, natomiast psycholog juz raczej tak.
    • polskinacjonalista Dyktatura szczęścia 28.11.10, 00:31
      Modnie i naukowo powołuje się pan doktor na badania tylko bez znajomości ich metodologii trudno powiedzieć coś o ich wartości. Osobliwy jest ten sposób argumentacji gdzie krytykuje się teorię na podstawie jej najdziwaczniejszego fragmentu tak jak w przypadku nlp. Gdy się poczyta niektóre wypowiedzi Skinnera to i z cbt można zrobić śmiechowisko. Innym razem omawia pewne tezy nie rozumiejąc lub nie chcąc zrozumieć ich metaforycznego charakteru jak z polami w ustawieniach hellingera. Jeśli spojrzy się na tę terapię jako próbę uchwycenia wpływu wywieranego przez kolejne pokolenia rodziców na swoje dzieci, którego przecież nikt nie podważa, to cóz w tym jest takiego magicznego??
      Czy naprawdę nie można rozumieć terapii jako sztuki? Nawet w ścisłych dziedzinach jak np. matematyka dwie osoby ze zbliżoną wiedzą mogą osiągnąć zupełnie różne wyniki w zależności od swoich cech charakteru, inteligencji itd. Te różnice określamy talentem a ich wykorzystywanie sztuką. Prosto jak w podręczniku to ma chyba tylko hydraulik.
      Historia z artykułem do Charakterów niezła.
      Bez Freuda nie było by ani cbt ani pana witkowskiego. Pierwsi terapeuci cbt byli z wykształcenia psychoanalitykami i podobno część z nich znów do psychoanalizy ciągnie z powodu m.in. ograniczonej skuteczności cbt (efekty utrzymują się krótko).
      • sakoveba Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne żart 28.11.10, 02:22
        Fajny i sensowny post.
        • blue_meerkat Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 28.11.10, 10:36
          "Czy naprawdę nie można rozumieć terapii jako sztuki?(...)Te różnice określamy talentem a ich wykorzystywanie sztuką"

          Nie zgadzam sie - tak samo jak nigdy nie zgadzalam sie z teoria ze do zawodu trzeba miec "powolanie". Tak jak w medycynie - na poczatek potrzebny jest wklad wlasny w podstaci minimum umiejetnosci i zdolnosci, reszta to praca i doskonalenie warsztatu. Jesli ide do psychologa, oczekuje ze zna sie na tym co robi, jest na biezaco z wynikami badan i wytycznymi dot. terapii okreslonych zaburzen, ma mininum people skills i ma jasna etyki pracy. Roznica taka ze ide w ramach panstwowej sluzby zdrowia, ktore zatrudnia 90% psychologow w tym kraju.
          • strangeday Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 28.11.10, 23:57
            Właśnie na tym polega główna siła wywodu Witkowskiego - stara się odrzeć tę działalność ze zbędnego i właśnie szkodliwego nimbu "sztuki", "niemierzalności" i tak dalej - pod którym są często ukrywane praktyki z pogranicza znachorstwa.
            • bene_gesserit Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 29.11.10, 02:28
              Problem z praktykami z pogranicza znachorstwa jest taki, ze one czesto dzialaja. Terapia hellingerowska to czysty szamanizm, a w wielu wypadkach jest skuteczna.
              • strangeday Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 29.11.10, 18:05
                Szamanizm i znachorstwo też czasem działa.
                Być może gdyby zastosować terapię "cotygodniowa regularna rozmowa z mądrą babcią", to może skuteczność byłaby podobna ?
                Dlatego też uwaga o "prostytucji przyjaźni" wydaje mi się trafna.

                Kiedyś poczytałem trochę o tych ustawieniach i szczerze mówiąc to tak sami łapałem się za głowę widząc te 'teoretyczne' podstawy. Jak dla mnie trafność może wynikać raczej z niewerbalnie przekazanych emocji przez ustawiającego, który ma w wyobraźni określony obraz, a odebranych przez 'ustawianego' - i tyle. Żadne pola i inne cuda.
                • bene_gesserit Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 29.11.10, 19:50
                  strangeday napisał:

                  > Szamanizm i znachorstwo też czasem działa.
                  > Być może gdyby zastosować terapię "cotygodniowa regularna rozmowa z mądrą babci
                  > ą", to może skuteczność byłaby podobna ?

                  Byc moze dla niektorych - przypadkow i ludzi - owszem, ale nie sadze, by ta regula miala dotyczyc ogolu.

                  > Dlatego też uwaga o "prostytucji przyjaźni" wydaje mi się trafna.

                  E tam - to takie melodramatyczne myslenie. Terapeuta to specjalista, jak specjalista jest ginekolog - o korzystaniu z uslug ktorego nikt nie powie, ze ma to cos wspolnego z zaspokajaniem deficytu dotyku miejsc intymnych. Masz problem z jajnikami - idziesz do gina, masz problem z deprecha, zwiazkiem, brakiem umiejtnosci spolecznych, niesmialoscia, poczuciem wlasnej wartosci, lękami itd - idziesz do terapeuty. Relacja z ktorym - to wazne - zupelnie z pozoru przypomina przyjazn, tymczasem rzadzi sie kompletnie innymi prawami.

                  > Kiedyś poczytałem trochę o tych ustawieniach i szczerze mówiąc to tak sami łapa
                  > łem się za głowę widząc te 'teoretyczne' podstawy.

                  Teoretyczne podstawy sa takie, ze nikt tego nie potrafi wyjasnic. A calosci przebiegu nie da sie ubrac w slowa i opowiedziec - zwlaszcza osobie, ktora nigdy w zyciu w tym nie uczestniczyla, nawet jako obserwator.

                  Rozumiem niepokoj - w naszej epoce, w ktorej fetyszyzuje sie to, co rozumne, zrozumiale, sprawdzalne, naukowe, racjonalne itd cos, co polega na, jak sie wydaje z zewnatrz - irracjonalnosci musi wzbudzac lęk i obawy. Mnie to smieszy, bo ludzie sami z siebie sa kompletnie irracjonalni, powodowani (najczesciej niezrozumialymi dla nich samych) afektami, dzialajacymi dzieki intuicji lub bezrefleksyjnym automatyzmom, a tu nagle lęk, bo 'teoretycznych podstaw' w zasadzie brak.

                  Jak dla mnie trafność może w
                  > ynikać raczej z niewerbalnie przekazanych emocji przez ustawiającego, który ma
                  > w wyobraźni określony obraz, a odebranych przez 'ustawianego' - i tyle. Żadne p
                  > ola i inne cuda.

                  Jak dla ciebie to cokolwiek, skoro piszesz o czyms, o czym nie masz zielonego pojecia.
                  • strangeday Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 30.11.10, 01:06
                    > > Dlatego też uwaga o "prostytucji przyjaźni" wydaje mi się trafna.
                    >
                    > E tam - to takie melodramatyczne myslenie. Terapeuta to specjalista, jak specja
                    > lista jest ginekolog - o korzystaniu z uslug ktorego nikt nie powie, ze ma to c
                    > os wspolnego z zaspokajaniem deficytu dotyku miejsc intymnych. Masz problem z j
                    > ajnikami - idziesz do gina, masz problem z deprecha, zwiazkiem, brakiem umiejtn
                    > osci spolecznych, niesmialoscia, poczuciem wlasnej wartosci, lękami itd - idzie
                    > sz do terapeuty. Relacja z ktorym - to wazne - zupelnie z pozoru przypomina prz
                    > yjazn, tymczasem rzadzi sie kompletnie innymi prawami.

                    No i jest ok, tyle że gin jest lekarzem, i posługuje się naukowo sprawdzonymi metodami, a nie jakimś "wydajemisiężebędzieok". Zresztą tu przecież nie o to chodziło - raczej o to, że ze sprawami, o których kiedyś się rozmawiało z bliskimi ludźmi, żeby otrzymać wsparcie i pomoc, teraz się chodzi do specjalisty, płacąc.


                    > Rozumiem niepokoj - w naszej epoce, w ktorej fetyszyzuje sie to, co rozumne, zr
                    > ozumiale, sprawdzalne, naukowe, racjonalne itd cos, co polega na, jak sie wydaj
                    > e z zewnatrz - irracjonalnosci musi wzbudzac lęk i obawy. Mnie to smieszy, bo l
                    > udzie sami z siebie sa kompletnie irracjonalni, powodowani (najczesciej niezroz
                    > umialymi dla nich samych) afektami, dzialajacymi dzieki intuicji lub bezrefleks
                    > yjnym automatyzmom, a tu nagle lęk, bo 'teoretycznych podstaw' w zasadzie brak.

                    Daj spokój. Zamiast jakichś argumentów podajesz jakieś uogólnione odwołaniem do "epoki" i próbujesz zakwestionowanie nieudowodnionych naukowo i statystycznie niesprawdzonych metod sprowadzić do lęków. Ciężko to nawet nazwać argumentacją.

                    Powiem tak: jak będę w buszu i złapie mnie jakaś ciężka choroba, a nie będę miał leków ani innych możliwości, to pewnie pójdę do lokalnego szamana. Zresztą coś porównywalnego już robiłem.
                    Nie oznacza to z automatu, że jego terapia jest skuteczna albo że w ogóle różni się od podania dowolnego placebo.


                    > Jak dla ciebie to cokolwiek, skoro piszesz o czyms, o czym nie masz zielonego p
                    > ojecia.

                    Jeżeli masz coś konkretnego do napisania, to dawaj, jak nie, to daruj sobie....
                    Pozdrowienia!
                    • bene_gesserit Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 30.11.10, 01:16
                      strangeday napisał:
                      > No i jest ok, tyle że gin jest lekarzem, i posługuje się naukowo sprawdzonymi m
                      > etodami, a nie jakimś

                      Na poczatku terapii terapeuta i klient umawiaja sie na konkretny wynik. Ktory jest efektem nie tylko pracy terapeuty, ale i klienta. "wydajemisiężebędzieok" moze rowniez powiedziec na poczatku cyklu spotkan dietetyczka, do ktorej udal sie stupiecdziesieciokilowy grubas - ona moze go wspomoc w drodze przez katorge odchudzania, ale jego wklad jest rowniez zasadniczy.

                      Zresztą tu przecież nie o to cho
                      > dziło - raczej o to, że ze sprawami, o których kiedyś się rozmawiało z bliskimi
                      > ludźmi, żeby otrzymać wsparcie i pomoc, teraz się chodzi do specjalisty, płacą
                      > c.

                      Co prawda, to prawda.
                      Przed wojna na wsi, jak kogo ząb bolal, to mogl poprosic kowala o jego wyrwanie - gratis albo za pare jajek. Dzis chodzi sie do specjalisty - płacąc.

                      > Daj spokój. Zamiast jakichś argumentów podajesz jakieś uogólnione odwołaniem do
                      > "epoki" i próbujesz zakwestionowanie nieudowodnionych naukowo i statystycznie
                      > niesprawdzonych metod sprowadzić do lęków. Ciężko to nawet nazwać argumentacją.

                      Nie nazywam tego argumentacja - glownie dlatego, ze sama poprzednio napisalam, ze nie ma tu argumentow. Moge jedynie swiadczyc o swoich doswiadczeniach i doswiadczeniach kilkunastu znajomych, ale to rowniez ciezko nazwac argumentacja. Co nie przeszkadza mi uwazac, ze wiem - nie wierze - ze to dziala. Wyniki sa konkretne i realne.

                      > Powiem tak: jak będę w buszu i złapie mnie jakaś ciężka choroba, a nie będę mia
                      > ł leków ani innych możliwości, to pewnie pójdę do lokalnego szamana. Zresztą co
                      > ś porównywalnego już robiłem.
                      > Nie oznacza to z automatu, że jego terapia jest skuteczna albo że w ogóle różni
                      > się od podania dowolnego placebo.

                      ...tak jak nie oznacza z automatu, ze jak udasz sie do szpitala z niespecyficznymi objawami, to ktokolwiek ci ulzy w bolu, nie mowiac juz o wyleczeniu.

                      > Jeżeli masz coś konkretnego do napisania, to dawaj, jak nie, to daruj sobie....

                      Dobra, ale ty pierwszy :)
                • kadanka Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 30.11.10, 22:42
                  mialam podobne refleksje ZANIM wybralam sie na ustawienia:) a jak zobaczylam na wlasne oczy to zmienilam zdanie. sama obserwacja ustawien rodzinnych jest naprawde hmm dziwnym (ale w pozytywnym sensie) przezyciem. bralam w tym udzial wylacznie jako obserwator i odgrywajacy role - sama nie ustawialam siebie i swojej rodziny.
                  powiem tak to jest jedno z tych doswiadczen, o ktorych czytanie niewiele nam daje i mowi. warto to przezyc samemu.
                  powiem tylko tyle, na tych ustawieniach byla osoba ktora trafila tam wylacznie z ciekawosci przynajmniej tak mowila. caly czas patrzyla na wszystko z niedowierzaniem i politowaniem. do czasu, az zdecydowala sie na swoje ustawienie:))
                  dla mnie wielka, wielką silą tej terapii jest to ze każe wylaczyc myslenie, racjonalizowanie, a skupia sie na emocjach, naprawde pozwala to otworzyc oczy na wiele spraw.
              • unhappy Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 03.12.10, 07:13
                > Problem z praktykami z pogranicza znachorstwa jest taki, ze one czesto dzialaja

                Ależ oczywiście. Pytanie o to co, twoim zdaniem oznacza "często działają"?

                Ile to będzie? Powyżej 50 procent?
                • bene_gesserit Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 03.12.10, 12:11
                  A jakie to ma znaczenie dla kogos, kto na ustawieniach zalatwil problem, z ktorym przyszedl?
                  • unhappy Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 03.12.10, 15:04
                    bene_gesserit napisała:

                    > A jakie to ma znaczenie dla kogos, kto na ustawieniach zalatwil problem, z ktor
                    > ym przyszedl?

                    Dla owego kogoś? Żaden. Dla tych co chcą wiedzieć czy ta terapia ma jakikolwiek sens? Kluczowe.
                    • bene_gesserit Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 03.12.10, 15:51
                      Z tego, co zauwazylam i co mowili moi terapeuci, najczesciej przychodzi sie do terapeuty z polecenia. Sama polecilam paru osobom sprawdzonych osobiscie terapeutow i trenerow. Nic lepiej nie przemawia do wyobrazni i woli zmiany niz swiecenie przykladem wlasnej korzystnej zmiany. Nie znam nikogo, kto poszedl na terapie, bo przeczytal badania naukowe, w ktorych bylo napisane, ze to statystycznie skuteczne.

                      Zreszta - najistotniejsza imho nie jest szkola/metoda terapeutyczna, ale osoba, ktora ja prowadzi. Jesli sie trafi do tępego behawiorysty, walniętego POPowca czy psychologa systemowego, ktoremu klienta przeslania ego wielkosci palacu kultury i juz statystyka skutecznosci danej szkoly psycholo idzie sie bujac.
                      • unhappy Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 03.12.10, 17:58
                        bene_gesserit napisała:

                        > Z tego, co zauwazylam i co mowili moi terapeuci, najczesciej przychodzi sie do
                        > terapeuty z polecenia. Sama polecilam paru osobom sprawdzonych osobiscie terape
                        > utow i trenerow. Nic lepiej nie przemawia do wyobrazni i woli zmiany niz swiec
                        > enie przykladem wlasnej korzystnej zmiany. Nie znam nikogo, kto poszedl na tera
                        > pie, bo przeczytal badania naukowe, w ktorych bylo napisane, ze to statystyczni
                        > e skuteczne.

                        Czyli nie wiadomo i nie będzie wiadomo czy to nie jest zwykłe wywalanie kasy w błoto.


                        > Zreszta - najistotniejsza imho nie jest szkola/metoda terapeutyczna, ale osoba,
                        > ktora ja prowadzi. Jesli sie trafi do tępego behawiorysty, walniętego POPowca
                        > czy psychologa systemowego, ktoremu klienta przeslania ego wielkosci palacu kul
                        > tury i juz statystyka skutecznosci danej szkoly psycholo idzie sie bujac.

                        To jest prawda natury bardziej ogólnej.
                        • bene_gesserit Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 03.12.10, 21:20
                          > Czyli nie wiadomo i nie będzie wiadomo czy to nie jest zwykłe wywalanie kasy w
                          > błoto

                          Wiadomo, tylko trzeba popytac znajomych albo poszukac w sieci. Tzn tak bym radzila.

                          > To jest prawda natury bardziej ogólnej.

                          To jest praktyczne zastosowanie statystyk - przez olewanie ich ;)
                          • unhappy Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 03.12.10, 22:33
                            bene_gesserit napisała:

                            > > Czyli nie wiadomo i nie będzie wiadomo czy to nie jest zwykłe wywalanie k
                            > asy w
                            > > błoto
                            >
                            > Wiadomo, tylko trzeba popytac znajomych albo poszukac w sieci. Tzn tak bym radz
                            > ila.

                            Nie. Nie wiadomo nadal. Podpytywanie znajomych to żadna metoda niestety. Ale przyznam, często stosowana dzięki czemu hochsztaplerzy różnej maści mają stałe źródło zysku.

                            > > To jest prawda natury bardziej ogólnej.
                            >
                            > To jest praktyczne zastosowanie statystyk - przez olewanie ich ;)

                            Przy świadomości, że w wielu (jak wielu?) przypadkach brak terapii jest LEPSZY od terapii, już trudniej je olewać.
                            • kadanka Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 03.12.10, 23:03
                              nie wiem dlaczego zasiegniecie opinii znajomych mialoby byc zla metoda szukania terapeuty. mozesz wyjasnic?
                              • unhappy Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 04.12.10, 11:54
                                kadanka napisała:

                                > nie wiem dlaczego zasiegniecie opinii znajomych mialoby byc zla metoda szukania
                                > terapeuty. mozesz wyjasnic?

                                Wydawało mi się to absolutnie jasne. Jeśli BRAK TERAPII jest tak samo skuteczny jak terapia to jaki sens iść na terapię?
                            • bene_gesserit Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 04.12.10, 00:39
                              Czlowieku - jesli nie chcesz terapii, to jej nei szukaj, czekajac az ci samo przejdzie. Byc moze w przypadku niektorych i w niektorych przypadkach jest istotnie lepsze - szczegolnie jesli sie z łaski idzie na terapie z nastawieniem, ze nic z tego wyjdzie.

                              Chociaz z tego, co zauwazylam, tego typu argumentacja jest charakterystyczna dla tych, ktorzy po prostu nie sa na terapie gotowi, chociaz by im pomogla - sprytny sposob na racjonalizacje wlasnych lęków.
                              • unhappy Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 04.12.10, 11:56
                                bene_gesserit napisała:

                                > Czlowieku - jesli nie chcesz terapii, to jej nei szukaj, czekajac az ci samo pr
                                > zejdzie. Byc moze w przypadku niektorych i w niektorych przypadkach jest istotn
                                > ie lepsze - szczegolnie jesli sie z łaski idzie na terapie z nastawieniem, ze n
                                > ic z tego wyjdzie.

                                Szczególnie jeśli brak terapii jest tak samo skuteczny jak terapia. Łaska nie ma tu nic do rzeczy.

                                > Chociaz z tego, co zauwazylam, tego typu argumentacja jest charakterystyczna dl
                                > a tych, ktorzy po prostu nie sa na terapie gotowi, chociaz by im pomogla - spry
                                > tny sposob na racjonalizacje wlasnych lęków.

                                Sprytny sposób na obronę terapii, która działa tak samo jak plecebo :)

                                Terapia się nie udała? Nie był na nią gotowy? Nie chce iść na terapię bo uważa, że samo przejdzie? Racjonalizuje swoje lęki.

                                Sprytne :)
                                • bene_gesserit Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 04.12.10, 14:38
                                  Wielu ludzi mysli o terapii jak o grypie: ida do lekarza, ten im po dwoch minutach wrecza recepte, wykupuja leki, biora je pare dni i mozna zapomniec o sprawie.
                                  Tymczasem terapia jest jak rehabilitacja: jesli nie jestes gotowy do ciezkiej i bardzo bolesnej pracy i jesli nie wlozysz w to duzej ilosci wysilku, to bedziesz dalej chodzil z kulawą nożką. To proste, jak juz sie zrozumie. W przypadkach, ktore znam - a znam ich kilkadziesiat (od ciezkiej depresji z mania przesladowcza, przez mysli i proby samobojcze po problemy w zwiazkach i z niesmialoscia) terapia pomogla. Chcesz wierzyc, ze nie pomaga, to nie wierz - twoja sprawa.
                                  • kadanka Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 04.12.10, 19:04
                                    ja widzialam podczas terapii grupowej bardzo smutna i przejmujaca kiedy osoba ewidentnie poharatana przez zycie zostala niejako postawiona twarza w twarz ze swoim prawdziwym ze swoimi problemami przez terapeutke - no i spietrala. koles zareagowal absurdalnie - OBRAZIL sie na terapeutke, na wspoluczestnikow i stwierdzil ze juz da sobie spokoj na zawsze z tym. bardzo smutne to bylo...
                                    • bene_gesserit Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 04.12.10, 20:23
                                      Moim zdaniem mogl byc to blad terapeutki. Kazdy jest gotowy wtedy, kiedy jest gotowy i imo nalezy mu pozwolic isc we wlasnym rytmie, bez prob podkrecenia tempa.
                                      • kadanka Re: Sensownie piszesz. Ten nacjonalizm to zapewne 04.12.10, 21:07
                                        absolutnie nie byla to wina terapeutki. chodzilo o agresywna reakcje jednego uczestnikow terapii na slowa tego kolesia (co w ogole swiatczylo o problemach tego uczestnika) to byl taki atak slowny, krotkie spiecie. terapeutka od razu usadzila osobe agresywna ale bylo za pozno. facet widac ze poczul sie zraniony, zacial sie i koniec. nie bylo w tym zadnej winy terapeutki.
      • bene_gesserit Re: Dyktatura szczęścia 28.11.10, 02:26
        Pole w terapii hellingerowskiej lub helligerowsko-podobnej nie maja zadnego metaforycznego charakteru, tylko dojmujaco realny i fizyczny.
      • panbuchman Re: Dyktatura szczęścia 28.11.10, 15:54
        Jeśli dwóch matematyków osiąga (w swojej dziedzinie) różne wyniki to conajmniej jeden z nich się myli!
        Pan dr Witkowski wspomina, że przeczytał "trochę rzetelnych książek", proszę o podrzuncenie kilku tytułów, choćby jednego. Dziękuję.
    • orfina Dyktatura szczęścia 28.11.10, 01:50
      Jakoś nie do końca potrafię sobie wyjaśnić intencje Pana Witkowskiego .
      Czy Pan..wypowiadając się ,w tak dosyć pejoratywny sposób, o większości metod psychoterapeutycznych..zastanowił się nad ..tak po prostu , odbiorem Pańskich wypowiedzi przez pacjentów tzw. pogubionych , zamotanych w sidła własnych wątpliwości ?
      Pół biedy , jeśli ktoś korzysta z pomocy psychoterapeutycznej a ma przy okazji dość sprecyzowany własny światopogląd i w miarę silną osobowość i..powiedzmy wciąż funkcjonuje jasno a jedynie ciało płata mu figle z powodu nadmiaru wrażeń , jakie niesie dzisiejsze życie.
      Taki ktoś raczej mimo wszystko wyniesie z Pana wypowiedzi własne interpretacje , nie przyjmie ich za pewnik do końca...
      Jeśli natomiast przeczyta go osoba , którą wspomniany wyżej bagaż doświadczeń życiowych przerósł , ciało w związku z tym nadmiarem opanowały lęki(przykład) i..z pomocą psychoterapeuty stara się dotrzeć do źródła owych lęków i zwyczajnie się z nimi uporać (tu proszę Pana rozmowa przy winie ze znajomymi się nie sprawdzi i powinien Pan o tym wiedzieć)...,ale...jeszcze jest jak gdyby na etapie nieufności..., boi się wszystkiego łącznie z terapeutą...,ale wierzy ,że...terapia będzie owocna....Taka osoba..po przeczytaniu Pańskich wypowiedzi...być może wycofa się z terapii , gdyż uzna ,że ...to bezcelowe...
      Kto dał Panu prawo publicznie wypowiadać się w ten sposób do róznych czytelników?
      Czy przypadkiem , w ten sposób, sam nie przyjmuje Pan postawy nieomylnego mentora i góru?
      Nie podoba mi się takie stanowisko, ponieważ nie przekonał mnie Pan ,że zalezy panu przede wszystkim na interesie pacjenta.
      Czy psychoterapia jest sztuką?
      według Pana nie..A według mnie tak..i to jedną z najtrudniejszych albowiem jest sztuką polegającą na czynnym udziale obu stron , czyli i "aktora" i "widza". Jeden i drugi muszą poddać się sobie w jakiś sposób ,żeby osiągnąć sukces...
      I jest to niesłychanie powiedziałabym , istotna gałąź sztuki , ponieważ nie ma na celu wywołania wrażeń estetycznych a ...osiągnięcie u drugiego człowieka stanu , w którym potrafi on uwierzyć ,że da sobie radę z przeciwnościami , które napotyka na swej drodze.Po kazdym przysłowiowym "spektaklu"..odbiorca, jakim w tym wypadku jest pacjent, powinien stawać się silniejszy wewnętrznie o narzedzie , jakim jest przede wszystkim wiara w możliwośc poprawy sytuacji i to za sprawą jego samego tak naprawdę. Terapeuta nie jest od tego ,żeby rozwiązywać jego problemy ,ale żeby wskazać pacjentowi siły , jakie w nim samym drzemią,pomóc mu je odnaleźć..., wydobyć.., ofiarować mu niejako zbroję , która pozwoli pacjentowi nie pozwolić następnym razem ugodzić napięciom , jakie niesie życie w najsłabsze punkty jego organizmu ,ale...zwyczajnie..odbije owe napięcia od tej zbroi...w przestrzeń , w której pacjent stawi im czioła z nadzieją ,że nawet jesli jest trudno , to on jest w stanie sobie (już) z tym poradzić....
      Uważam ,że prawdziwa i rzetelna psychoterapia ..jest sztuką .
      Ponieważ..poza umiejętnościami , narzędziem , jakim jest wiedza...dobry psychoterapeuta..powinien być przede wszystkim wrażliwy na drugiego człowieka i jego świat wewnętrzny (czego zabrakło mi w Pańskiej wypowiedzi).
      I tak naprawdę...umówmy się dobry psychoterapeuta..to nie katolik , ateista czy feministka.
      bo dobry psychoterapeuta potrafi oddzielić własny światopogląd od pracy.
      A wspomniany przez Pana książę..., podający się za psychoterapeutę czy też psychologa...no cóż..zwyczajnie..jest chorym człowiekiem..i być może..nie sądów mu potrzeba a leczenia specjalistycznego.Z tego co wiem , co udało mi sie do tej pory przeczytać)PTP zajęło stanowisko w tej sprawie i zdecydowanie "odcięło" się od tego rodzaju praktyk..
      Mówi Pan...często wystarczy rozmowa ze znajomymi...przy winie...?
      Czy Pan się proszę Pana kiedyś naprawdę bał ? Czy miał Pan do czynienia z pacjentem lękowym chociaż może? Z pacjentem w ataku lęku panicznego...?
      No tak...zawsze można pozostać przy psychiatrze i tylko...i łykać do końca życia prochy...
      Ale raczej nie o to idzie w tym wszystkim .Psychiatria(według mnie) nie zlikwiduje źródła dolegliwości , może jedynie złagodzić skutek.
      Dzieciństwo, fakty z przeszłości...mało znaczące mówi Pan..., bzdurzenie o jego wpływie na dorosłe życie...
      To Pańskie zdanie i mam nadzieję ,że uwazny czytelnik potrafi podzielić Pańskie wypowiedzi przez dwa , boję się tylko o tych "podatnych"(o których sam Pan wspomniał) na sugestie.., których tak wiele w tym artykule Pan dokonał...
      Czy to jest profesjonalne...pozostawię bez komentarza..
      Ta historia z "Charakterami " rzeczywiście zasługuje na głębokie zastanowienie...
      Jednak...nie było , nie ma i nie będzie ..ludzi nieomylnych...(widać nawet wśród utytułowanych fachowców znajdują się podatni na sugestie)....
      Natomiast Pan...czy aby nie karmi się takimi właśnie sytuacjami i własnego ego?
      Być może czas dojrzał na własną terapię..na przyjrzenie się z bliska sobie samemu...?I zadanie sobie pytania: o co mi właściwie chodzi?"
      Tak się złożyło ,że jestem rok czasu po terapii .I to proszę Pana nie były pogaduszki przy winie a ciężka praca zarówno mojego terapeuty jak i moja.
      Wracając do psychoterapii jako sztuki..prosze przypomnić sobie sukcesy kazimierza Dabrowskiego , które osiągnął m. in. dzieki temu ,że w element pracy z pacjentem , wprowadził świat tzw. tworzony przez pacjenta w postaci właśnie różnych dziedzin sztuki.. a to samo w sobie..to wprowadzenie, już sztukę stanowiło....
      Życzę Panu mimo wszystko głębokiej refleksji przede wszystkim nad sobą ...
      Były początkowo pacjent psychiatry (bez powodzenia) a następnie psychoterapeuty.
      I tylko pacjent.Ale ze sprecyzowanym światem wewnętrznych wartości ,wiec stosunkowo oporny na Pańskie wypowiedzi pejoratywne skierowane w stronę większości psychoterapeutów (i ich superwizorów w takim razie również ).
      A mnie będzie niepokoiło , co z tymi , którzy..podatni na Pańskie sugestie(sic!) ..w połowie drogi swojej psychoterapeutycznej..zawrócą z niej zwyczajnie uznając ją za i tak przeciez w większości przypadków za..bezowocną a więc i bezcelową..a jeszcze czasem kosztowną.
      Pan im pomoże ? Ciemno to widzę....
      napisze Pan kolejny artykuł o nieskuteczności niektórych psychoterapeutów(tych , od których po Pana sugestywnym artykule ...słabsze osobowości...zwyczajnie odeszły skazując sie tym samym na samotne szukanie wyjścia niejednokrotnie z ciemnego tunelu własnych czeluści).

      Nie wszystko proszę Pana opiera sie tylko i jedynie na logice.
      Z poważaniem
      ale i z refleksją smutną .
      Jest pan psychologiem prawda?Tak mi się wydaje....
      Więc..powinien Pan wiedzieć ,że wino..pomoże ciału...na chwilę..spękanej i zalęknionej duszy(psychiki jak Pan woli) , gdzie często mieści się źródło dolegliwości cielesnych..niestety...nie sklei w całość.
      Może warto to przemyśleć...
      A może Pan sam przed czymś ucieka w ten sposób..kto wie?
      Nie fanatyczka religijna , nie ateistka , nie feministka.
      człowiek.Obserwator świata ze szczególnym upodobaniem świata wewnętrznego człowieka
      Orfina
      • bene_gesserit Re: Dyktatura szczęścia 28.11.10, 02:31
        orfina napisała:

        > Jakoś nie do końca potrafię sobie wyjaśnić intencje Pana Witkowskiego .

        Ksiazke napisal i musi ja sprzedac ;) Poza tym prowadzi bloga, wiec mozna go zapytac, ktory terapeuta w dziecinstwie go skrzywdzil ;)

        Ja sie ciesze, ze ktos taki sie u nas pojawil, bo zawsze dobrze, kiedy ktos kwestionuje zastano-zastałą rzeczywistosc (i przykopie radzie naukowej z Charakterow) - z drugiej strony rebeliant tez moze sie mylic, bo niby czemu nie. Zwlaszcza, kiedy wchodzi w faze pt 'jestem nieomylny'.
        • orfina Re: Dyktatura szczęścia 28.11.10, 02:34
          :)
        • kadanka Re: Dyktatura szczęścia 28.11.10, 18:30
          ustawienia hellingerowskie, jak i poglady samego hellingera sa kontrowersyjne - jednym sie podobaja innym nie. jedni sa z tej terapii zadowoleni, inni nie. wkurza mnie ze w wywiadzie szanowny pan psycholog ma prawo podsumowac calosc dzialalnosci hellingera jako szarlatanerie. i ze w ogole ktos taka wypowiedz puscil do druku.
          w ogole ten caly witkowski wypowiada sie z pozycji wszystkowiedzacego - do cholery kim on jest zeby pozwalac sobie na tak autorytarne wypowiedzi? czy jego wlasny dorobek naukowy jest az tak wielki i znaczacy?
          • bene_gesserit Re: Dyktatura szczęścia 28.11.10, 22:11
            Ja mysle - byc moze sie myle - ze Witkowski chce byc u nas zapoczatkowac te fale, ktora sie zaczela na Zachodzie i w USA, tzn byc naczelnym krytykiem-wysmiewaczem akurat w tej dziedzinie wiedzy. Taka sobie znalazl nisze, jak przeczytal pare ksiazek z rodzaju '1500 najbardziej oszukanczych szkol terapeutycznych'. Na wszystkim mozna zrobic jakastam kariere, jakies tam pieniadze i popularnosc, czemu nie na tym.

            Z tego, co wiem o srodowisku terapeutycznym wnioskuje, ze przyda sie ktos, kto wsadza kij w mrowisko. Za duzo tam swietych krow, za duzo solidarnosci srodowiskowej (sprawa Gapika z pokrewnej dziedziny jest swietnym tego przykladem, tak samo jak niechlujstwo redakcji Charakterow). Jedyny problem to odpowiedzialnosc, ktora ciazy na takim specu od wytykania bledow, niedociagniec i humbugów. Chodzi o to, zeby chronic klientow terapii, takze przyszlych. Ciekawa jestem, czy Wikowski te odpowiedzialnosc rozumie, czy chodzi mu tylko o hucpę i pompowanie ego.
      • pho3nix-bf Re: Dyktatura szczęścia 01.12.10, 00:03
        Tak się akurat składa, że ja jestem w sumie na początku terapii i przyznam szczerze, że czytając przez chwilę ten wywiad zaczynałem nabierać wątpliwości co do jej sensu. Do momentu jednak w którym Szanowny Pan Witkowski nie porównał sesji do rozmowy z przyjaciółmi... Dalszą część wywiadu już można było potraktować jako bajania, gdyż nawet po tak krótkim czasie (1.5 miesiąca) jestem w stanie wyczuć drastyczną wręcz różnicę pomiędzy relacją psychoterapeuta-ja, a przyjaciel-ja. Dziwi mnie tylko, że rzekomo doświadczony psycholog - (vide Pan Witkowski), który powinien to rozumieć wydaje się nie mieć bladego pojęcia o czym mówię. Także finalnie zgadzam się po części z tezą artykułu - bo gdyby moim terapeutą miałby być taki teoretyk jak Pan Witkowski - też musiałbym mu podziękować.

        Podzielam też Twoje obawy odnośnie osób, które po przeczytaniu tegoż wywiadu mogą zechcieć dać sobie spokój.

        I na koniec - niech pan Witkowski łaskawie się odczepi od mojego portfela (ten wątek w wywiadzie chyba 3 razy się pojawił). Chyba jasnym jest, że gdybym uznał takie a nie inne obciążenie finansowe za nieakceptowalne to bym się po prostu go nie podjął - także od portfela wara - proszę wrócić do promocji książki, tudzież autopromocji Panie W.
    • charioteer1 Kolejny kwiatek do kolekcji dr. Witkowskiego 28.11.10, 16:03
      bielskobiala.gazeta.pl/bielskobiala/1,88025,8726534,Jestem_Karol__mam_autyzm__Bylem_u_tysiaca_lekarzy.html
      Polecam wiecej o tej metodzie:
      www.youtube.com/watch#!v=Qyvw0Wu8b2M&feature=related
      • blue_meerkat Re: Kolejny kwiatek do kolekcji dr. Witkowskiego 28.11.10, 16:54
        W takim razie polece
        www.ptab.univ.gda.pl/Fraudulent_therapies.pdf
        oraz
        www.amazon.com/Controversial-Therapies-Developmental-Disabilities-Professional/dp/080584192X
      • piesfafik Re: Kolejny kwiatek do kolekcji dr. Witkowskiego 28.11.10, 19:54
        z artkulu nie wynika wcale z chlopak uzywal FC tylko z po prostu zamiast mowic, spisywal to co mysli. Zadnej dziwnej metody nie moglam sie w tym artykule doszukac.
        A wypowiedzi pana Witkowskiego brzmia calkiem rozsadnie.
        • charioteer1 Re: Kolejny kwiatek do kolekcji dr. Witkowskiego 28.11.10, 20:20
          piesfafik napisała:

          > z artkulu nie wynika wcale z chlopak uzywal FC

          Fotka chyba nie pozostawia zadnych watpliwosci:
          bielskobiala.gazeta.pl/bielskobiala/55,88025,7227137,,,,8726534.html
          • piesfafik Re: Kolejny kwiatek do kolekcji dr. Witkowskiego 28.11.10, 22:20
            Ja bym powiedziela ze fortka budzi watpliwosci, ale ich nie rozstrzyga. Nie wiesz czy osoba na zdjeciu podtrzymje jego nadgarstek czy kieruje palcem ktorym pisze. Nie wydaje mi sie niemozliwe ze chlopak z autyzmem jest w stanie pisac ale nie mowic. Autyzm naprawde moze(chociaz nie musi) laczyc sie z wysoka inteligencja - nie wiem czy czytales ksiazki Temple Grandin - ona jest naprawde autystyczna, i naprawde inteligentna (jest profesorem veterynarii na uniwersytecie stanowym w Colorado) - opisuje swoje trudnosci w komunikowaniu sie z ludzmi, leki frustracje i sposob jaki sobie z nimi radzi.
            Jezeli ten chlopak naprawde pisze to jego obserwacje sa bardzo cenne.
            Czlowieka z autyzmem nie mzna "wyleczyc" ale to nie znaczy ze nalezy go spisac na straty
    • adamu2000pl Dyktatura szczęścia 28.11.10, 17:55
      W sumie ma trochę racji, ale lepiej by powiedział wprost, że potrzebne są choćby minimalne wymagania dla tych, którzy chcą leczyć, pomagać itp. U nas póki co nie ma żadnych, więc nie dziwne, że facet się wkurza jak spotyka takie kwiatki, jak ten "książe". Z drugiej strony został sprawnie przemycony pewien skrót myślowy: jak Pan TOMASZ WITKOWSKI podaje procenty

      -Chodziło o pacjentów ze stanami depresyjnymi i lękowymi. Otóż w terapii freudowskiej poprawę uzyskało 44 proc. pacjentów, w innych terapiach - 64 proc. A w grupie niepoddanej żadnej terapii poprawę w ciągu dwóch lat uzyskało 60 proc. osób.

      -należy w tym miejscu dodać, że jeśli ktoś uzyskał poprawę bez pomocy terapii w ciągu 2 lat, to jest duża szansa, że przy pomocy terapii poprawa była by dużo wcześniej, po prostu psychoterapia i pomoc psychologa przyspieszają zmiany.
      Pozdrawiam,
      Marcin Pawłowski
      • strangeday Re: Dyktatura szczęścia 29.11.10, 00:10
        Z jednej strony to możliwe, ale z drugiej - wskazuje to na skuteczność tych terapii na poziomie placebo. Ba, nawet gorszym niż placebo, bo w każdych badaniach medycznych placebo ma lepszą skuteczność niż niepodanie żadnego leku.
    • marek.56b Dyktatura szczęścia 28.11.10, 19:11
      Parę lat temu zostałem zwolniony z pracy ,potem zmarła mi Matka i co miałem lecieć
      do jakiegoś psychodelo aby mnie z doła wyciągał i jeszcze zato zapłacić? A bujaj się , sam się
      z doła wyciągnęłem, popatrzyłem wstecz, wzruszyłem ramionami i poszłem ostro do przodu.
      • e.i.t.h.e.l Re: Dyktatura szczęścia 02.12.10, 23:25
        Widzisz, ale to były naturalne życiowe stresujące sytuacje. Normalnym jest, że człowiek ma obniżony nastrój wtedy, przeżywa żałobę itd. Problem pojawia się wtedy, gdy trwa to zbyt długo i robi się męczące dla samego zainteresowanego. Nie każdy potrafi wzruszyć ramionami i pójść do przodu.
    • marnela Dyktatura szczęścia 28.11.10, 22:40
      Sa problemy wykraczajace poza rozmowe ze znajomym przy winie, wiele z nich jest zbyt trudnych dla znajomych, a samo "wygadanie sie" nie jest rozwiazaniem. Szkoda, ze autor zieje ogniem i sprowadza prace terapeutyczna do frazesow. Robi wiecej zlego niz dobrego. Mam nadzieje, ze kiedys pozwstanie poprawna ustawa o zawodzie terapety, ktora nie pozwoli na wrzucanie wyksztalconych i skutecznych terapeutow do jednego worka z NLP i p. Swietopelkiem, co autor artykulu bez skrupulow robi. Ze szkoda dla pacjentow, bo ci ktorzy nie znajda pomocy na aerobiku i u przyjaciol (czesto chorzy ich nie maja) nie beda mieli gdzie pojsc. A badania porownujace szkoly terapeutyczne mowia, ze ich skutecznosc jest podobna, natomias badania w ktorych grupa kontrolna odzyslkala zdrowie i szczescie bez terapii nie znam i chetnie bym poznala, jesli ktos moze mi podacna ten temat informacje.
    • maxicho Psycholog to nie psychoterapeuta 29.11.10, 01:16
      Autor trochę miesza. :-)

      Po pierwsze psycholog to nie psychoterapeuta. Ten pierwszy ma uniwersytecką wiedzę, ten drugi powinien przejść porządne szkolenie i mieć swojego superwizora. Myślę, że idąc po pomoc psychoterapeutę trzeba go po prostu pytać jak się szkolił i kto jest jego superwizorem. Nie trzeba zaraz lądować u Milskiej-Wrzesińskiej - wystarczy np. ktoś, kto ma superwizora z Laboratorium Psychoedukacji, dość zacnej firmy z tradycjami.

      Drugie przekłamanie to zbyt daleko idące uproszczenia, nacechowane osobistymi poglądami autora. Skoro bowiem lekarze się mylą i bywają kretynami, czy należy przestać się leczyć? No przecież nie! Faktem jest co prawda, że trudniej weryfikować skuteczność psychoterapeuty niż np. onkologa - bo materia jest mniej rzeczywista, ale potępianie w czambuł psychoterapii tylko dlatego, że bywają w niej czarne owce, jest bzdurą.

      Autor trochę mija się z faktami - np. terapia Hellignerowska w Niemczech nie jest "zakazana", natomiast jest krytykowana, w tym przez szkoły ... ustawień rodzinnych - ponieważ sama metoda "ustawień rodzinnych" jest starsza od Hellingera, ma swoją wypracowaną metodologię i organizacje.

      Artykuł fajny tylko o tyle, jeśli ktoś pod jego wpływem uzna SPRAWDZĘ PSYCHOTERAPEUTĘ DOKŁADNIEJ, natomiast jeśli ktokolwiek powie sobie "OHO! TO OSZUŚCI! NIE IDĘ NA PSYCHOTERAPIĘ!", to ten artykuł zaszkodzi...

      Z NLP miałem słaby kontakt - taka "mistyczność" wokół NLP mi się nie podoba, ale część metod może być całkiem skuteczna w zmienianiu swojego życia.

      Sam znam wiele osób, które na jakąś formę psychoterapii polazły i bardzo to sobie chwaliły.

      Maks
      • blue_meerkat Re: Psycholog to nie psychoterapeuta 29.11.10, 18:28
        "Po pierwsze psycholog to nie psychoterapeuta. Ten pierwszy ma uniwersytecką wiedzę, ten drugi powinien przejść porządne szkolenie i mieć swojego superwizora. (...) Nie trzeba zaraz lądować u Milskiej-Wrzesińskiej - wystarczy np. ktoś, kto ma superwizora z Laboratorium Psychoedukacji, dość zacnej firmy z tradycjami."

        Psychologia i terapia sie nie wykluczaje. Roznica pomiedzy psychologiem z psychoterapeuta jest taka ze psycholog konczy (tutaj troche generalizuje) panstwowe studia ktore skupiaja sie glownie na wiedzy teoretycznej i doswiadczenie musi zdobywac po obronie na specjalizacji (np kliniczna - obejmuje tez terapie), a psychoterapeuta konczyl oplacany z wlasnej kieszeni kilkuletni kurs ktory obejmuje tez superwizje. Reszta to popyt i podaz - miejsc pracy dla psychologow w placowkach sluzby zdrowia nie ma lub sa smieszne ulamki etatow, specjalizacji klinicznej jak na lekarstwo, wiec ludzie koncza szkolenia na wlasna reke i zakladaja prywatne praktyki jako psychoterapeuci.

        Jesli napisze ze sa kraje gdzie psycholog jest tez terapeuta, ma okreslane standardy ksztalcenia, praktyki i pracy oraz ze jest szanowany jako klinicysta - ktos uwierzy?
        • maxicho Re: Psycholog to nie psychoterapeuta 29.11.10, 23:14
          Cześc Blue_Meerkat,

          Dokładnie o to mi chodziło. Dodałbym, że "rasowy" psychoterapeuta powinien przejść porządne szkolenie - a w zasadzie cykl terapeutyczny - w którym sam musi przepracować swoje sprawy. Tak wytrenowany psychoterapeuta nie wpadnie aż tak łatwo w pakowanie swoich własnych problemów w pracę z klientem / pacjentem.

          Miałem kontakt także z psychologami, i uważam, że mając sporą wiedzę, mogą nie mieć takiej fajnej cechy przyzwoitego psychoterapeuty - czyli klarownego przeżywania i nazywania emocji. Psycholog może podać sporo fajnych metod pracy nad sobą. Psychoterapeuta może być jak lustro.

          W sumie chciałem tylko napisać, że szarlataneria w psychologii/psychoterapii szkodzi, ale nadmiar ideologizmu w opowiadaniu o psychologii/psychoterapii też. ;-)

          Maks
          • blue_meerkat Re: Psycholog to nie psychoterapeuta 03.12.10, 09:57
            Czesc maxicho,

            Zgadzam sie ze szkolenie/trening to podstawa. To z czym mam problem to fakt ze psychologowie nie podlegaja rejestracji i nie ma jasno okreslonej roli psychologa przy uwzglednieniu ze wiekszosc uczelni ksztalcacych psychologow to uczelnie panstwowe. Nie ma wystarczajacej ilosci praktyk i ma tez pracy po studiach, czyli jedyna wlasciwie opcja jest piecioletni kurs (prywatnie) po ktorym mozna otwierac wlasny zaklad psychoterapeutyczny- dlaczego w ostatnim projekcie ustawy o niektorych zawodach medycznych sa uwzglednieni psychoterapeuci ale juz nie psychologowie? Ale rozmowa o uczelniach panstwowe vs prywatne to troche juz inny temat :)

            Nie chodzi mi tylko o terapie (CBT, skierowana na rozwiazanie, ACT), "rasowy" psycholog udziela sie tez przy diagnozie (np. autyzm, otepienie), pracuje w osrodkach psychiatrycznych, pracuje z osobami z cukrzyca/przewleklym bolem/chorymi onkologicznie/zaburzeniami neurologicznymi, prowadzi szkolenia, pracuje z zespolami. Tego rozroznienia pomiedzy psychologia a psychoterapia troche jeszcze brakuje.
            • maxicho Re: Psycholog to nie psychoterapeuta 04.12.10, 08:48
              Wiesz co, ni myślałem o tym w takich kategoriach, ale to prawda... Zawody psychologa i psychoterapeuty nie są rozgraniczone i dookreślone tak, jak to jest np. w przypadku zawodów lekarskich.

              No cóż, wszytko przed nami... Nie zmienia to jednak faktu, że takie artykuły jak powyższy zbytnio upraszczają temat.

              Jeszcze anegdotka: ktoś (czyli żona kumpla) będący na szkoleniu w Laboratorium Psychoedukacji mówił mi, że osoby będące na szkoleniu muszą przechodzić jednocześnie swoją psychoterapię indywidualną. Ba, ich przypadek jest omawiany w grupie nauczycieli, i np. może być tak, że uczący się na psychoterapeutę dostanie bardzo specyficzne zadanie domowe: "słuchaj, uważamy, że masz nieprzepracowany obszar taki albo śmaki, w ramach szkolenia masz przejść kolejny rok psychoterapii indywidualnej"...

              Korzystałem z wielu form psychoterapii / pracy psychologicznej nad sobą, część traktowałem jako poważną pracę, część jako np. specyficzne, tygodniowe wczasy połączone z zastanawianiem się nad sobą, i nigdy żadnej z tych form pracy nie żałowałem. :-) Kto wie, może to wynik tego, że zawsze wybierałem dobrych specjalistów. No i wtedy zawsze miałem na to kasę... ;-)

              Maks
      • kadanka Re: Psycholog to nie psychoterapeuta 30.11.10, 22:50
        maxicho napisał:

        > Artykuł fajny tylko o tyle, jeśli ktoś pod jego wpływem uzna SPRAWDZĘ PSYCHOTER
        > APEUTĘ DOKŁADNIEJ, natomiast jeśli ktokolwiek powie sobie "OHO! TO OSZUŚCI! NIE
        > IDĘ NA PSYCHOTERAPIĘ!", to ten artykuł zaszkodzi...
        bardzo trafne podsumowanie. witkowski lekka reka wrzuca do jednego worka terapie kontrowersyjne ale skuteczne i jakies smieszno-straszne przypadki vide pan swietopelk
        • unhappy Re: Psycholog to nie psychoterapeuta 03.12.10, 07:17
          > witkowski lekka reka wrzuca do jednego worka terapi
          > e kontrowersyjne ale skuteczne i jakies smieszno-straszne przypadki vide pan sw
          > ietopelk

          Jak zmierzono skuteczność owych kontrowersyjnych terapii i jak ustalono "straszność" przypadku pana Świętopełka?
          • kadanka Re: Psycholog to nie psychoterapeuta 03.12.10, 23:04
            no widzisz wlasnie psychologia to nie matematyka.
            jezeli terapia jednej osobie pomoze, a 99 nie, pewnie powiesz ze jest nieskuteczna. tylko co by bylo gdybys tą jedną osobą byl ty?
          • kadanka Re: Psycholog to nie psychoterapeuta 03.12.10, 23:09
            zapewne skutecznosc obu terapii zmierzono licznikiem:) licznikiem skutecznosci psychoterapii:)
            powiem tylko tyle - jezeli w tej rozmowie do 1 worka wrzuca sie ustawienia rodzinne, hellingera, jego uczniow - czesto naprawde swietnie wyksztalconych i doswiadczonych terapeutow i pana marka swietopelka -piasta samozwanca - to o czym my w ogole mowimy?...
          • maxicho Re: Psycholog to nie psychoterapeuta 04.12.10, 09:00
            Witam,

            unhappy napisał:
            > > witkowski lekka reka wrzuca do jednego worka terapi
            > > e kontrowersyjne ale skuteczne i jakies smieszno-straszne przypadki vide
            > pan sw
            > > ietopelk
            > Jak zmierzono skuteczność owych kontrowersyjnych terapii i jak ustalono "strasz
            > ność" przypadku pana Świętopełka?

            Na pewno nie ma ścisłych metod obliczania skuteczności psychoterapii. Na pewno istnieją dwie metody, ale i one nie są "matematyczne": jedna to subiektywne poczucie szczęścia pacjenta, a druga to zmniejszenie zachować odbiegających od normy, wzorca czy jak to tam zwał. Jeżeli np. człowiek po traumie jest w swoistej katatonii, leży na wyrze i patrzy w sufit, to sukcesem psychoterapii będzie to, że codziennie zwlecze się z wyra. ;-) A jak już zacznie działać w celu poprawy swojego życia - to już megasukces.

            Gdyby jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle totalnie zmienił życie, to byłby to cud ;-) ale to już sfera metafizyki. ;-)

            A książę Świętopełk? Cóż, gdybym musiał leczyć się u tradycyjnego lekarza, i wiedziałbym, że lekarz jest dobry (czyli np. przepisywane przez niego leczenie byłoby skuteczne), ale podczas każdej wizyty mówiłby mi, że jest namiestnikiem Jezusa Chrystusa na Ziemi, i leczy zapachem puszczanych przez siebie bąków (bo taką moc dał mu Bóg), to ... poszukałbym innego dobrego lekarza. :-) Na szczęście takich nie brakuje. Dobrych psychoterapeutów mimo wszystko. też. :-)

            Maks
    • adamu2000pl Dyktatura szczęścia 29.11.10, 01:30
      jeszcze jedno - pod poniższym linkiem znajdziecie opis biznesowej działalności dr.Witkowskiego

      www.moderator.wroc.pl
      no cóż, w zasadzie z wywodami z wywiadu się generalnie zgadzam, ale jak porównam to z tym czym się ów dr. zajmuje, to trochę mi to zalatuje jakby "sam pluł w to z czego je", ponieważ patrząc na to co oferuje jego firma i on sam, to - oczywiście w dużym uproszczeniu - korzystanie z dorobku psychologii, całego dorobku, który się jak najbardziej wpisuje w jego przedsięwzięcie biznesowe...
    • antobojar Kręcenie psychologicznych lodów.Polacy to geniusze 29.11.10, 07:15
      w robieniu w bambuko.. (używam terminów kolokwialnych dla osiagnięcia szerszego zrozumienia.. haha..)
      A jak trzeba pomóc tym którzy naprawde tego potrzebują... jak Kaczorek czy Macierewicz to fachowców brak...
      Z drugiej strony pawdą jest że geniusze rzadko szukają porad...
      No ale kaftaniki...?
      Dla Fotygi, Staniszkis moglyby być od Gucciego albo Dolce&Gabana'y...
      Long life to Polish psychology...!..
      Niech żyje i rozkwita polska psychologia...
    • orson_lol Kto prowadził ten wywiad??? 29.11.10, 17:26
      Prowadzący sprawia wrazenie jakby chciał się kłócić z rozmówcą i przekonywać go do swoich racji. Co za pyszałkowaty matoł ten wywiad przeprowadzał?
    • nixer1 Dyktatura szczęścia 29.11.10, 20:14
      A najśmieszniejsze jest to, że pana Świętopełka Gazeta Wybiórcza cytowała jako psychologa w swoich artykułach:

      wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,3716083.html
      i tu:
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,3033469.html
      • kaisaku Re: Dyktatura szczęścia 30.11.10, 22:56
        Jak bozie kocham, mój ideał sięgnął bruku. Zawiodłam się na Wybiórczej. Szacunek dla znalazcy :-)


        nixer1 napisał:

        > A najśmieszniejsze jest to, że pana Świętopełka Gazeta Wybiórcza cytowała jako
        > psychologa w swoich artykułach:
        >
        > wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,3716083.html
        > i tu:
        > wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,3033469.html
    • klara2010 Dyktatura szczęścia 29.11.10, 20:54
      To jest swietny wywiad. Zdrowy rozsadek ostatnio przestaje dzialac w spoleczenstwie. Moda na "terapie" jest jak zbiorowy obled. Oczywiscie, ze sa terapeuci, ktorzy zasluguja na to miano, ale zgadzam sie z doktorem, ze sa oni w zdecydowanej mniejszosci. Wiekszosc adeptow psychologii, to osoby ktore szukajac odpowiedzi na wlasne poczucie nieadekwatnosci trafilo na ten kierunek i tak naprawde to oni cale zycie swojej adekwatnosci poszukuja, przy okazji robiac krzywde dla wielu naiwnych pacjentow.
      Podam kilka przykladow, ktore zaobserwowalam w swoim blizszym, czy dalszym otoczeniu.
      1. Dziewczyna 12 lat, wyrosnieta, ladna, rodzina zmienila miejsce zamieszkania, dziewczyna szkole (co bylo konsekwencja). Dziewczyna czula sie wyobcowana w nowym srodowisku, a poniewaz pragnela relacji z rowiesnikami, trafila niestety do grupy "luserow" (to bylo najlatwiejsze). Zaczela wracac po polnocy do domu, alkohol, papierosy, wulgarne slownictwo. Ojciec zaczal mocno protestowac. Dziewczyna uciekla do nauczyciela swojego, ktory skierowal ja do psychologa. NO I ZACZELO SIE!
      Psycholog umiescil dziewczyne w specjalnym domu, gdzie wiecej takich zbuntowanych nastolatkow przebywalo, rodzice nie mieli prawa wiedziec gdzie ich corka przebywa, ojca oskarzono o znecanie sie (chociaz to wogole nie wchodzilo w rachube).
      Po dwoch latach, kiedy dziewczyna juz zdazyla rzucic szkole, rozpila sie, marihuana, itd, okazalo sie ze jest w ciazy... No i wtedy sama juz wrocila do domu. Rodzice zorganizowali slub z "ojcem" dziecka, 16-letnim czeladnikiem u piekarza (bo tez rzucil szkole)...
      itd, itd, Szkody, jakie "zbulwersowany" psycholog wyrzadzil wszystkim zainteresowanym, trudno nawet sobie wyobrazic.
      2. 15-letni jedynak, zdolny, dobrze sie uczacy,... zaczely sie "problemy" dojrzewania. Negowanie rodzicow, sprzeczki czasem w domu, itd..poszedl do psychologa, ktory zaczal sugerowac, ze moze ma sklonnosci homoseksualne,... i ze rodzice "napewno" tego nie rozumieja bo pochodza z Polski, wiec zalatwil chlopcu, zeby mieszkal w grupie homoseksualistow, ktorzy go napewno zrozumieja. Ojcec, jak sie o tym dowiedzial, bardzo sie zdenerwowal i slownie pogrozil psychologowi. Ojciec zostal zaaresztowany, nastepnie sprawa w sadzie, chlopiec zabrany "ratowany" od rodzicow w miejsce, o ktorym rodzice nie mieli prawa wiedziec... Ta historia skonczyla sie rowniez tragicznie, ojciec dostal zawalu, matka wpadla w straszna deprese i jakies tam jeszcze choroby, chlopak przestal sie uczyc, zdziwaczal, itd...
      3. Maz byl depresyjny, trudnosci finansowe, w pracy, niezbyt zadowolony z zony...
      poszedl do lekarza, powiedzial, ze ma msciwe mysli w stosunku o X i Z, ze ...
      Lekarz po 5 min "STWIERDZIL": Pan ma schzofrenie!!!! i zapisal lekarstwa.
      W domu, zona nie miala prawa poruszac "tematu" Tabu. Maz, kiedy mu pasowalo, wprowadzal watek (nie mowiac o nim wprost) "choroby". Lek, przed dziedzicznoscia, przed choroba, manipulacje meza, itd.. zdominowal zycie tego malzenstwa. Oczywiscie rozwod...
      4. Egoistyczny maz, trafil do psychologa, naopowiadal bzdur. Psycholog nie znajac stanowiska drugiej strony, ochoczo "wsparl" pacjenta, mowiac, ze zona (ktorej na oczy nie widzial) ogranicza meza zainteresowania, ze jest to typowe zawlaszczanie czlowieka, itd... Jako "autorytet" funkconowal potem dosc dlugo w tym malzenstwie, ktore, oczywiscie skonczylo sie rozwodem.
      5. Osoba psycholog weszla do pewnej bardzo dobrej rodziny (przez malzenstwo).
      Bardzo szybko w tej rodzinie zaczelo sie zle dziac ( w blizszej i dzlszej). Sama (Pschycholog) za to "doradzala" innym jak postepowac w rodzinie.
      6. Kobieta znalazla sie pod opieka psychologa (powod: depresja spowodowana zla sytuacja malzenska). Po pewnym czasie, kiedy nawiazal sie dobry kontakt, dowiedziala sie, ze psycholog przekazuje jej osobe komus innemu (bo zaklad pracy przstal placic na to ubespieczenie). Trafila do tego nastepnego, ktory byl polecony przez poprzednika. W ciagu pierwszych paru minut "nowy" psycholog dowiedzial sie, ze kobieta jest katoliczka i to jest dla niej wazne. Dostal szalu i "wrzasnal" prosze wyjsc! ja sie nie bede wdawal w zabobony!.
      Kobieta wrocila do domu, bardziej zalamana i przygnieciona, niz w momencie kiedy zaczynala "terapie" na samym poczatku.

      Mozna mnozyc mase przypadkow.
      Zgadam sie calkowicie z opinia wyrazona w tym wywiadzie, ze wiekszosc tzw. terapeutow moze uczynic wiecej szkody, niz pozytku. Niestety nie wiemy kto jest zacz. A szkoda, bo niewatpliwie, sa przypadki, kiedy mogliby byc bardzo pomocni.
      Pozdrawiam.
      • kaisaku Re: Dyktatura szczęścia 30.11.10, 23:06
        Przy okazji apeluję do społeczeństwa, aby wreszcie nauczyło się rozróżniać psychiatrów od psychologów i psychoterapeutów. Sama jestem psychologiem i mi "ciśnienie skacze" kiedy po raz kolejny słyszę "pani doktor". To mi uwłacza bo nie jestem lekarzem psychiatrą którego kontakt z pacjentem kończy się po 5 minutach wypisaniem recepty.



        > 3. Maz byl depresyjny, trudnosci finansowe, w pracy, niezbyt zadowolony z zony.
        > ..
        > poszedl do lekarza, powiedzial, ze ma msciwe mysli w stosunku o X i Z, ze ...
        > Lekarz po 5 min "STWIERDZIL": Pan ma schzofrenie!!!! i zapisal lekarstwa.
        > W domu, zona nie miala prawa poruszac "tematu" Tabu. Maz, kiedy mu pasowalo, wp
        > rowadzal watek (nie mowiac o nim wprost) "choroby". Lek, przed dziedzicznoscia,
        > przed choroba, manipulacje meza, itd.. zdominowal zycie tego malzenstwa. Oczy
        > wiscie rozwod...

    • iskram Dyktatura szczęścia 30.11.10, 13:32
      Tegoż ci u nas aż nadtto, lecz w dowód zwycięstwa przyjmiemy i to!!!!!!!!!!!
    • podrapmnie Dyktatura szczęścia 02.12.10, 18:16
      super wywiad! w koncu jakis normalny psycholog, z racjonalnym obrazem polskiej psychologii.
    • liquid_force Dyktatura szczęścia 02.12.10, 18:43
      Żadne psychoterapie - tylkko homeopatia Wam pomoże.

      Zapraszam na forum o homeopatii - racjonalnie!

      forum.gazeta.pl/forum/f,99888,HOMEOPATIA_racjonalna.html
    • alpepe Re: Dyktatura szczęścia 02.12.10, 19:14
      Król jest nagi, facet miał odwagę to powiedzieć. Brawo.
    • popijajac_piwo Uśmiałem się setnie 02.12.10, 20:34
      Bo frustracją z wywiadu wali na odległość :D.
      • rannie.kirsted Re: Uśmiałem się setnie 03.12.10, 10:00
        sluszna uwaga
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka