Dodaj do ulubionych

Młode mamy. Spacer z grupą

30.04.05, 09:37
Haha :)) Bardzo trafne :))) Mam sasiadke, ktora ileroc mnie spotyka, nie
omieszka dac dobrej rady, to istna encyklopedia "wiedzy" o dzieciach :))) Wie
najlepiej jak ubierac moje dziecko, co dawac jesc, kiedy chodzic na
spacery... ale podchodze na luzie do takich osob, usmiecham sie i... olewam
ich gadki ;)
Obserwuj wątek
    • lauda1 Re: Młode mamy. Spacer z grupą 30.04.05, 23:13
      A ja się nie zgadzam.
      Bardzo lubiłam te tak tu obśmianą grupę wsparcia: wspólne spacery z poznanymi w
      parku koleżankami były bardzo miłe, przynajmniej było z kim pogadać.
      Co do karmienia piersią - starałam się niepublicznie, ale czasem sie zdarzało
      (dyskretnie)- dziecko ma swoje prawa. Raz obejrzała mnie jakas młoda dziewczyna
      jadąca na rowerze i bardzo miło się uśmiechnęła. A raz spotkałam w autobusie
      takiego bardzo staroświecko-eleganckiego pana, około osiemdziesiecioletniego.
      Synek spał mi na piersi, było upał, a mały umęczył się zabawą u znajomych.
      Wracaliśmy do domu i ten pan, w takim słomkowym kapeluszu, ze szlacheskim
      sygnetem na palcu i nienagannie świeżym garniturze po pierwsze ustąpił mi
      miejsca, a po drugie powiedział: "Ależ mu wygodnie. Nie ma jak u mamy...'
      I miłe to było.
      Co jest złego w "matczynych grupach wsparcia"? Mąż w pracy, bezdzietne
      koleżanki nie lubią rozprawiać o karmieniu i przewijaniu i rzadko lubią słuchać
      o postępach 3 - miesiecznego dziecka...(po prostu nie rozumieją) Ile można
      spacerować, dzień w dzień, bez odezwania się do kogokolwiek???
      A na złośliwe lub niemiłe komentarze wścibskich sąsiadek można po prostu nie
      zwracać uwagi. Nie wszyscy są idealni.
      • tomek1982 Re: Młode mamy. Spacer z grupą 01.05.05, 18:15
        Jestem tatą 2-miesięcznego chłopczyka i powiem Wam że nie mam z tym żadnego
        problemu. Mieszkamy w akademiku więc większość sąsiadek jest jeszcze
        niedoświadczona w tej kwestii i jedyne co mówią to że śliczny (jakby mogły
        powiedzieć że nie jest :]). Jak idziemy na spacer do parku lub na zakupy to
        prawie nikt do nas nie podhcodzi. A jak już się to zdarzy to na zbędne
        komentarze dobrze pomaga krzywe spojrzenie i szybki odwrót.
        • drzewko_szczescia Re: Młode mamy. Spacer z grupą 01.05.05, 18:37
          Właśnie! Nie ma to jak znaleźć sobie fajną koleżankę na wspólne spacery!
          • girri Re: Młode mamy. Spacer z grupą 01.05.05, 18:54
            Ja tez sie nie zgadzam z artykulem (choc jest bardzo smiesznie napisany!!)
            Oczywiscie glupie komentarze trzeba zlekcewazyc, ale jak sie mieszka daleko od
            rodziny i przyjaciol, albo przyjaciele mieli dzieci wczesniej lub ich jeszcze
            nie maja, to takie znajomosci z parku sa rewelecyjne. Mozna sie na prawde duzo
            dowiedziec, moze nie o wlasnym dziecku, ale gdzie sa tanie ciuszki dzieciece,
            ktory pediatra jest najmilszy, ze dwie ulice dalej sa nowe hustawki itp. Poza
            tym ja kocham moje dziecko bezgranicznie, ale jednak pogadac sie z nim nie da,
            a na spacerach poznalam fajne diewczyny i juz dawno nie gadamy tylko o
            dzieciach, tylko o innych ciekawych tematach.
            • mamosz Re: Młode mamy. Spacer z grupą 01.05.05, 20:23
              Ja tez wspaniale wspoinam "grupe wsparcia" bylo to co prawda wtedy gdy wy
              bylyscie tymi niemowlaczkami w wozkach ,albo jeszcze wczesniej w najgorszym
              kolejkowym okresie i dzieki dobrze zorganizowanym "kolezankom matkom nasze
              dzieci nie byly ciagane po kolejkach ,bawily sie pod opieka jednej z nasz na
              podworku czy w parku ,kiedy dwie pozostale "polowaly" na niedzbedne dla nich
              rzeczy do jedzenia,bylo tak jak piszecie -mezowie w pracy a my dzielne kobiety
              z dziecmi u piersi zdobywalysmy,dbalysmy,wychowywalysmy i kochlysmy.Kontakty i
              przyjaznie wtedy zawarte funkcjonuja do dzis i kiedy dzieci sa juz
              dorosle ,maja swoje sprawy,mezowie jak to mezowie jest z kim pogadac ,posmiac
              sie ,czasmi powspominac.Niech zyja kolezanki matki!!!!
    • haganna Re: Młode mamy. Spacer z grupą 01.05.05, 20:20
      A ja uważam, że ten artykuł to strzał w dziesiątkę. Ileż to razy spotykam na
      spacerza znudzone opiekunki raczące mnie dobrymi radami sprzed trzydziestu lat.
      Raz się "przyznałam" jednej z nich, że karmię dziecko jedzeniem ze słoiczków,
      to się do mnie przestała odzywać ;) - no i mam jedną z głowy :).
      • karolinajacek Re: Młode mamy. Spacer z grupą 01.05.05, 20:58
        O właśnie. O co chodzi z tymi słoiczkami. Ja też słyszę, że mała musi jeść
        normalnie. Ale przecież po to są słoiczki, żeby z nich korzystać. Poza tym,
        dziecko może dostać królika w jarzynach - w życiu bym czegoś takiego nie
        ugotował.
        • tomek1982 Re: Młode mamy. Spacer z grupą 02.05.05, 00:41
          He he. Z tymi słoiczkami to jest fajna sprawa. Wszystkie mamusie starej daty
          mówią mi że to nie nadaje się dla dziecka bo to nie ma smaku. A najlepiej by
          było coś takiego doprawić solą i pieprzem ... solą? ... pieprzem?! dla
          półrocznego maleństwa ... buhaha.
          Może i czasem stare rady to dobre rady ale mi się najlepiej wychowuje synka
          razem z jego mamusią zdala od rodziny, sąsiadek i całej tej atmosfery usilnej
          pomocy.
    • lulu71 Re: Młode mamy. Ależ ze mnie zołza! 01.05.05, 22:11
      OOOOOOOOOO Matko! Kajam się przed wszystkimi matkami i ich noworodeczkami! Ze
      zgrozą uświadomiłam sobie że często byłam członkinią takiej grupy wsparcia.
      Cholerna expertka od dzieci, po prostu! Ale już nie będę, obiecuję! :)))
    • morepig Re: Młode mamy. Spacer z grupą 01.05.05, 22:51
      boszzz, jaka szkoda ze to prawda... ;-)
    • 666666a TYPOWA GAZECIARSKA LEKCJA CHAMSTWA I OBOJĘTNOŚCI 01.05.05, 23:18
      O proszę kolejny przykład "dobrego wychowania w stylu Gazety Wyborczej". Tak,
      tak, dalej wyśmiewajcie się ze staruszek, kpijcie z młodych matek dla których
      życie dziecka jest najważniejszym zdarzeniem w zyciu, a przez to najbardziej
      interesującym tematem do rozmowy. Wychowujcie dalej stada dzikich samotnych,
      obażonych na cały świat ludzi, którzy warczą na siebie w parku, i których
      strach nawet zapytać oo godzine. Dalej, dalej, stawiajcie za wzór wieśniary,
      które nie potrafią się zachować, podziękować za zainteresowanie ze strony
      drugiego człowieka. Przecież zachowania wszystkich tych
      opisanych "nagabujących" kobiet, to przykład resztek ludzkiej solidarności,
      zainteresowania drugim człowiekiem! Osoba, która potrafi zapytać ocego o jego
      dziecko, pochylić się i przez chwilę wymienić parę uwag, nie odwróci się
      plecami, gdy ktoś inny na ulicy zasłabnie. Wzajemna uprzejmość, to jest to
      czego najbardziej w Polsce nam brakuje. W większości wypadków ulice, skwery i
      parki zapchane są typami pokroju "autora", który spłodził tego gniota. Od
      takich ludzi można usłyszeć nic tylko "spierd***"! Trudno się z resztą dziwić
      Gazecie Wyborczej, że promuje chamstwo i wzajmne obwarkiwanie się. To jest
      celowe promowanie aspołecznych zachowań. Kiedy już GW wychowa pokolenie
      niecywilizowanych gburów, w innym artykule, inny grafoman będzie mógł do woli
      narzekać na "znieczulice i obojętność katolickiego społeczeństwa". I piać peany
      nad niezwykle ciepłymi i wzajemnie wspierającymi się środowiskami kochających
      inaczej.
      Kiedy takie paniusie, jak owa główna bohaterka przyjeżdżają do Warszawy na
      studia, to najpierw chlipią i kwękają, że nikt się nimi nie interesuje, że
      to "wielkie miasto pełne zimnych ludzi". A kiedy już znajdą faceta z
      mieszkaniem, zameldują się na pobyt stały i urodzą mu dziecko, snują się nadęte
      z wysoko zadartym nosem, niczym te świeżo wyklute mieszczki z grafik Honore
      Daumiera, narzekając na ów "napastliwy tłum", który przeszkadza im w
      tryumfalnym pchaniu wózka. Typowe zachowanie wykorzenionego indywiduum, które
      wstydzi się innych i nie umie zachować się publicznie. Trudno się z resztą
      dziwić, przecież tak zazwyczaj wygląda czytelnik GW - świeżo opierzony
      inteligencik, któremu imponują pseudo-naukowe elukubracje red naczelnego, czyli
      mędrca nieomylnego.

      A przecież odpowiedź na każdą z opisanych (prócz chamskiego faceta z pieskiem)
      sytuacji jest prosta: kultura osobista i obycie. Jeżeli przeszkadza mi czyjaś
      obecność, to grzecznie dziękuję za zaintersowanie i idę dalej. A nie uciekam
      jak dzikie zwierzę, by potem w domu narzekać na ludzi.
      Tylko ja wciąż nie mogę pojąć, cóż jest takiego nieznośnego w rozmowach z
      napotkanymi w parku ludźmi? W ich zaintersowaniu, nawet jeśli to staruszki o
      słabym wzroku, albo dawno nie widziane znajome ?
      Na koniec, dam jedną radę ludziom pokroju głównej bohaterki. Zapamiętajcie
      swoje obecne zadęcie i niechęć do innych. Kiedyś przyjdzie bowiem czas, gdy się
      zestarzejecie, i podczas wizyty w parku - gdy będziecie chcieli pogratulować
      nowego dziecka sympatycznie wyglądającej sąsiadce - możecie usłyszeć od niej na
      od-wal-no-się tekst godny gazeciarskiego wychowańca.
      Dobrze by było, żeby ktoś wreszcie zamknął GW.
      • lulu71 Re: TYPOWA GAZECIARSKA LEKCJA CHAMSTWA I OBOJĘTNO 01.05.05, 23:27
        ojojojojoj! A może by tak więcej dystansu mieć? Przecież to tylko żartobliwy
        artykuł a nie nagonka w stylu Romana Gie.
        • pasik Re: TYPOWA GAZECIARSKA LEKCJA CHAMSTWA I OBOJĘTNO 02.05.05, 00:25
          Kurcze blade znajdźcie mi taką "grupę" proszę bo jak na razie do kilku lat
          siedzę w necie.I wyczytuję się w wirtualne rady.

          A w okolicy dzieci brak. Moje przyjaciółki robią kariery,w rodzinie ze strony
          męża i mojej- taka sama sytuacja.
          Zaczynam starać się o drugie bo nie ma co liczyć na koleżanki:P
      • tomek1982 Re: TYPOWA GAZECIARSKA LEKCJA CHAMSTWA I OBOJĘTNO 02.05.05, 00:50
        No tak ... tygodnik "Głos" jest pewnie lepszy. Promuje tolerancję, miłość i
        naturalne metody kontroli narodzin. A wszyscy wokół którzy chcą być mili
        zasługują na order imienia Romka G.
        Nie wiem co widzisz pożyteczne we wtrącaniu się w cudze życie. Przecież jaki
        jest pozytek z rad w stylu: "ma zimne rączki, zaraz się przeziębi", "przegrzewa
        się, potówki już ma", "a co je?, a na pewno nie za mało? bo chudzitki jest",
        itd. Jak wiesz jak wychowywać dzieci zrób sobie swoje a od moje się odwal.
        Pani Joanno: cudowny artykuł :-*.
        • 666666a Re: TYPOWA GAZECIARSKA LEKCJA CHAMSTWA I OBOJĘTNO 02.05.05, 01:01
          "a od moje się odwal". Właśnie, właśnie. Chodziło mi właśnie o to "odwal się".
          Sam jesteś przykładem na to, że miałem racje. Ciekawe czy inni też będą
          mieli "się odwalić", kiedy Twoje dziecko wybiegnie na ulice, bo tatko zaczyta
          się w GW. Tak, wtedy się odwalą. Nie będą dawać ci napastliwych rad. Wszyscy
          będę odwróceni.
          Te "śmieszne" artykuliki, to jedna z metod manipulacji, promowania pewnych
          postaw jako "trendy" itd. Codziennie sączone odmóżdżają, czego dałeś piękny
          przykład swoim postem. I najstraszniejsze jest to, że bezwiednie.
          Pozdrawiam oraz życzę trochę więcej uprzejmości, a mniej lęku w kontaktach z
          ludźmi.
          • tomek1982 [...] Codziennie sączone odmóżdżają [...] BUHAHA 02.05.05, 01:07
            Moje dziecko moja sprawa. Jaka moglbys w ogole dac mi rade co do wychowania
            mojego dziecka widzac je przez 30 sekund w parku czy na ulicy. Kazdy lekarz
            odmowi diagnozy bez dokladnego badania pacjenta a kazda "chetna do pomocy
            babcia" jak tylko sporzy na malenstwo to zaraz powie co mu jest i jak sobie z
            tym poradzic. Jak bede cos chcial to przyjde a jak Ci sie nudzi to skocz sobie
            dzis o 14 do teatru muzycznego w Lodzi to spotkasz sie ze swoim idolem :P.
            • 666666a Re: [...] Codziennie sączone odmóżdżają [...] BUH 02.05.05, 01:34
              Słuchaj dobry człowieku, z jakim "idolem" ? Co ma piernik do wiatraka ? Niezły
              z Ciebie monomaniak, skoro każdemu kto się z Tobą nie zgadza imputujesz, że
              jest wysłannikiem Romka G. ? Jeśli ktoś wszędzie widzi wysłanników Romka G., to
              jest mu z pewnością potrzebny lekarz. Można to stwierdzić, nawet szybciej niż
              15 sekund. Uspokojam więc, nie mam nic wspólnego z Romkiem. Co nie znaczy, że
              nie widzę tego manipulatorstwa w którym GW króluje w wielu, nawet najbardziej
              zaskakujących aspektach. Gdybyś wątpił, przejdź się na pierwszy lepszy wydział
              dzinnikarstwa. Styl, słownictwo i sposób pisania, Gazety Wyborczej są już
              akademickim, przerabianymi na ćwiczeniach, przykładami manipulowania opiniami
              czytelników. I nie musisz zaraz jechać do Torunia, czy innego KULu.

              Wracając do meritum. To chyba jasne, że odmóżdża, skoro nawet odpowiadając na
              mój post, dajesz treścią swej wypowiedzi przykład, że miałem rację.

              Wydaje mi się, że to raczej Ty z ideologicznych (tak jak kamraci Romka G.)
              powodów obawiasz się dopuścić do siebie myśl, że mogę mieć rację. Taki jesteś
              zapiekły w swoim "anty-romkostwie", że nie rozumiesz nawet sensu mojej
              wypowiedzi. Nie chodziło mi o to, że masz leczyć dziecko kierując się radami
              starszych osób spotkanych w parku (gdybym był złośliwy dopisałbym, że "lepiej
              wezwać postępowego lekarza - zwłaszcza z łódzkiego pogotowia"). chodzi mi o cś
              zupełnie innego. Takie zachowania jak opisane w artykule, należą do
              konwencjonalnych zachowań w społeczeństwie, tak jak mówienie "dzień
              dobry", "dziękuję", gratulację z powodu sukcesu obcej osoby itd. Nie każdy musi
              akurat dobry dzień, rzeczwyiście być wdzięcznym, czy rzeczwyiście przejmować
              się cudzymi sukcesami. Ale tego typu zachowania budują spłeczeństwo.
              Wyśmiewanie ich, opluwania, jak to namiętnie robi GW, zmienia polskie
              społeczeństwo w stadu gburów , którzy potrafią tylko rzucać "odwal się", między
              banałami o postępie, europejskości i ciemnogrodzie.

              Mimo, to pozdrawiam. A na Romka idź sam, czasem warto posłuchać nawet tych z
              którymi się nie zgadzasz. Nie kończy się wówczas tak żałośnie jak pewnien znany
              na cały kraj mentor, który przez ostatnie 15 lat miał zawsze rację, dopóki nie
              okazało się, że wszystkim od tej jego racji robi się nie dobrze.

              • 666666a Re: [...] Codziennie sączone odmóżdżają [...] BUH 02.05.05, 01:37
                sorry za literówki, późno już i spieszyłem się.
              • tomek1982 I jak tu być dla ludzi miłym ?! 02.05.05, 02:47
                Jeśli tak bardzo trzymasz się tematu to może zauważ że artykuł nie mówi o
                najzwyklejszej uprzejmości a tzw. "grupy wsparcia" które zawsze zberają się
                wokół małego dziecka i jego rodziny. Jeżeli ktoś uprzejmie powie mi na ulicy że
                mam ładnego synka to z chęcią takiej osobie podziękuję i uśmiechnę się do niej
                ale jeżeli taki przechodzień krytykuje sposób w jaki opiekuję się dzieckiem to z
                góry zasługuje na krótkie "spie..j". To już nie jest kulturalne ale nachalne.
                Co do twojej opinii na temat GW ... no to cóż, temperament z jakim mieszasz
                redakcję Adama Michnika wskazuje na to że sam jesteś, jak to ująłeś: "gburem
                potrafiącym głosić banały o postępie i ciemnogrodzie".
                Jeśli chodzi o kwestie medyczne mojego zdrowia to proszę nie oceniaj mnie "w 15
                sekund" tylko zostaw to wykwalifikowanemu personelowi medycznemu z łódzkiego
                pogotowia.
      • fizia21 Re: TYPOWA GAZECIARSKA LEKCJA CHAMSTWA I OBOJĘTNO 02.05.05, 09:03
        Brawo, własnie miałam napisać dłuugiego posta ale już nie muszę, trafione w
        punkt- dodam tylko - co to za temat!? coś mi się wydaję, że pani kóra to
        napisała jest sfrustrowaną mamą, co się bardzo boi że wypadnie zobiegu, bo jest
        na maciżyńskim i czyni z tematów które w obecnym czasie jej dotyczą, temat
        uniwersalny. Poprostu nie ma oczym pisać.A pisać się chce,co?
      • mamakangurek Re: TYPOWA GAZECIARSKA LEKCJA CHAMSTWA I OBOJĘTNO 02.05.05, 12:02
        Najbardziej podobało mi się ze "znajda faceta z mieszkaniem, zamelduja sie na
        pobyt staly", Ty to jestes dopiero nastawiony do ludzi pozytywnie :-) babc,
        sasiadek... przyjezdnych... nie ma co ...
      • corazoncito Re: TYPOWA GAZECIARSKA LEKCJA CHAMSTWA I OBOJĘTNO 08.05.05, 20:10
        Brawo, bardzo trafnie to opisales, niezly tekst z naplywowymi co potem sa
        bardziej warszawscy od pokolenia mojej prababci ( 44' wowczas gdy w stolicy
        naprawde zamiszkiwala dobrze wychowana inteligencja)A teraz przygotujsie na
        typowe pseudointeligenckie ataki czytelnikow GW w stylu ze jestes drugi Roman G.
    • kamea78 Re: Młode mamy. Spacer z grupą 02.05.05, 09:37
      Czyli wszystko przede mną - o nie!!! Właśnie jestem non stop świadkiem takich
      rad i totalnej krytyki młodych rodziców. Po prostu najlepsze jest podziękowanie
      za zainteresowanie i pójście własną drogą. Komentarze o niedoświadczonych
      matkach i pożal się Boze ojcach miejmy w głębokim poważaniu.
      A teraz TYLKO JEDNA DOBRA RADA - nie pozwólcie, aby ktoś łapał Wasze dziecko za
      rękę i nadawał w stylu: "Chodź ze mną, mama kupi sobie nowe dziecko". Oprócz
      traumy na moher dziecko moze nabawić się poranienia dłoni z zakażeniem włącznie
      (u takich osób często zdarzaja się długie, brudne paznokcie, które taka pani-
      bo to przeważnie pani, wbija dziecku w dłoń - pracuję z dziećmi i już się
      nasłuchałam od rodziców wiele o takich przypadkach).
    • bopin bez przesady 02.05.05, 09:40
      Eeeee demonizują, trzeba odrobine dystansu...
    • annamaria26 bez przesady! 02.05.05, 11:22
      czy to nie pisala jakas niespelniona feministka? albo ktos kto nie umie
      powiedziec co mysli!

      Jestem mama szesciomiesiecznego chlopca i jakos nikt na mnie nie czycha w
      krzakach zeby opowiedziec o porodzie! Nikt jeszcze mi w dekold nie zagladal,
      ani straszyl kolkami. Owszem z jednym sie zgodze: jest "grupa wsparcia" i
      dziala wlasnie tak jak te od alkoholizmu czy odchudzania. Jesli mam problem do
      najpierw dzwonie do lekarza, a jesli drobne watpliwosci to sie podpytuje jak
      inne mamy sobie poradzily i nikt mi nie wciska wspomnien i straszen ze dopiero
      sie zacznie...

      Zupelnie inaczej bylo jak zaszlam w ciaze: wtedy wlasnie to "nie-mamuskowate"
      towarzystwo (rodzina, praca etc.) mnie straszylo: a teraz jak bedziecie mieli
      dziecko to sie zacznie (rozumiem ze dla nich dziecko bylo czyms obrzydliwym),
      to sie skonczy (niby ze dziecko mnie zniewoli) - i jak tak sie nasluchalam, to
      przyszla do mnie refleksja: po cholere ci ludzie sobie te dzieci fundowali?

      Wracajac do art.

      JEST STRONNICZY, AUTOR NAGINA RZECZYWISTOSC DO SWOJEJ TEORII, JESLI JEST
      NAPISANY NA BAZIE WLASNYCH UCZUC TO AUTOR MA PROBLEMY Z ASERTYWNOSCIA

      generalnie wspolczuje podejscia...
      • zoe9 Re: bez przesady! 02.05.05, 13:04
        a nie mozna na to spojrzec jak na dobrze napisany artykul? Po co tyle zlosci i
        doslownego odkodowania.
        Wiadomo, grupa wsparcia jaka jest, kazdy widzi i ma swoje doswiadczenie, a ja
        sie zgadzam z autorka artykulu, ze bywa i tak. Ale to przerysowanie jest
        jedynie przerysowaniem, choc mozliwe, ze zdarza sie taka "zlota seria" w czasie
        jednego spaceru... Artykul jest zabawny, ale zeby tak doslownie go potraktowac
        i sie zaperzac, to chyba szkoda energii...
        • lulu71 Re: bez przesady! 02.05.05, 22:08
          No i o to chodzi! Przecież to TYLKO Żart, co was tak rozjuszyło moje kobietki?
          Więcej dystansu, powtarzam raz jeszcze, bo pomyślę, że większość z was jest w
          fazie klimakterium i horrrrrrrrrrrrrmony mają przewagę nad waszymi umysłami,
          hihihihihi. A taka piękna wiosna przyszła!
          • dorrit artykul bez sensu i bez celu... 03.05.05, 12:04
            Przeczytalam i mysle, ze szkoda czasu i papieru. O czym ten artykul jest, jaki
            niesie "przekaz", do kogo, po co? Jak zreszta wiele innych wypocin na
            roznorodne tematy...
            • mabmab Re: artykul bez sensu i bez celu... 03.05.05, 13:33
              Artykul, jak artykul. Nie jest to moze szczyt sztuki dziennikarskiej, ale po
              prostu czyjas refleksja. Moim zdaniem autorce nie chodzilo o "zwykla ludzka
              uprzejmosc", tylko wlasnie o wsciubianie nosa w nie swoje sprawy. Ja tego
              osobiscie nie cierpie, mimo, ze jestem rodowita Warszawianka, a nie jakas
              wzeniona w bogatego meza z mieszkaniem (zreszta skad ta pogarda Panie
              666666a?). Nie lubie snuc sie z innymi mamami i gadac o kupkach, papkach,
              zabkach i calej tej fizjologii. Jak mam potrzebe,to wchodze sobie na forum dla
              mamusiek, albo umawiam z przyjaciolka. Nie musze sie zwierzac wszystkim
              kobietom z osiedla, z ktorymi laczy mnie jedynie wozek. I nie mam ochoty, by
              wyciagano ze mnie zwierzenia. A juz rady i porady ciotek-klotek mnie naprawde
              irytuja. Kiedys bylam w urzedzie skarbowym z malym, bo nie mialam go z kim
              zostawic. Odsylali mnie od Kaifasza do Annasza, nikt nie umial mi odpowiedziec
              na moje pytania. Jak maly mial juz tego serdecznie dosyc i dostal histerii i
              zaczelam go karmic na korytarzu (urzad skarbowy nie nalezy do miejsc mother-
              friendly), to od razu znalazl sie tlum pan urzedniczek z radami na temat
              przeciagu, pozycji do karmienia itp. Szkoda, ze nie okazaly sie specjalistkami
              w dziedzinie, ktorej od nich oczekiwalam.
            • mamosz Re: artykul bez sensu i bez celu... 03.05.05, 13:41
              Dobrze ,a co powiecie o takiej sytuacji -wracam sobie z pracy ,rzecz sie dzieje
              na Kabatach ,dzien czerwcowy ,upal leje sie z nieba ,przed ciucholandem na KEN
              gdzie skrawka cienia nie uswiadczysz stoi grupka opiekunek (to bylo
              ewidentne ,ze nie sa to mamy) z wozeczkami pelnymi spoconych
              niemowlakow,kobitki po kolei wchodza do sklepu pobuszowac w ciuchach
              zostawiajac "swoje dziecko" pod opieka kolezanek.Slysze okropny placz malucha i
              widze jak paromiesieczny niemowlak w spacerowce odwrocil sie tylem do kierunku
              jazdy i zawisl w b. niewygodnej pozycji,panienki gadaja ,pokazuja sobie
              zdobycze ,nie reaguja.Przyznam bylam "wscibska baba"podeszlam do najblizej
              stojacej i mowie uprzejmie ,ze dzieciaczek zaraz wypadnie i jest mu strasznie
              niewygodnie,dziewuszka spojrzala na mnie wzrokiem typu "sp...." i
              oswiadczyla "to nie moje, to kolezanki",mowie wiec jej ,zeby poprosila
              kolezanke bo dziecko zanoisilo sie od placzu- panienka podeszla do wozka i
              zaczela wyciagac malego tak niezrecznie ,ze zaczelam obawiac sie o jego
              bezpieczenstwo,w tym momencie wyszla kolezanka ,jakos sobie poradzila i
              posadzila placzacego malucha we wlasciwej pozycji.,nie przytulajac go,nie
              usilujac uspokoic nic-jak lalke .Bylam wscibska,bylam upiorna "staruszka"
              przyznaje opieprzylam dziewuche ,zagrozilam ze pojde do rodzicow dziecka (nie
              majac oczywiscie pojecia kto oni) w wyniku tego wziela malenstwo na rece i
              powoli je uspokoila.I co czy zawsze to jest takie straszne jesli sie
              zareaguje ?.A soja droga na miejscu mam powierzajacych dzieci Lomzy przybylej
              do Warszawy na studia,czy w poszukiwaniu pracy wzielabym tydzien urlopu zeby
              poobserwowac te panienki "w akcji",dogadalabym sie z szefrm,zeby zrobic kilka
              niezapowiedzianych "lotnych inspekcji" bo to co widzialam przed tym
              ciucholandem .....lepiej nie mowic
              • tomek1982 Co prawda to prawda 05.05.05, 03:56
                Tu muszę się z Mamusią zgodzić. Takie sytuacje to już przegięcie. Reakcja według
                mnie w pełni prawidłowa. Ale uważam że w normalnej sytuacji gdy mamusia lub
                tatuś idzie sobie z dzieckiem na spacer to nadmierna krytyka i niechciane
                doradztwo tak zwanej grupy wpsarcia jest nie na miejscu. Autorka artykułu ma
                podobny pogląd na te sprawy co ja i nie lubi publicznych dysput na temat dziecka
                z osobami postronnymi. Uważam że by doradzać młodym rodzicom należy wpierw
                zdobyć ich zaufanie i poznać metody wychowawcze. Może to co robią jednak jest
                słuszne mimo że tak nie wygląda na pierwszy rzut oka.
              • effata Re: artykul bez sensu i bez celu... 11.05.05, 04:39
                W sumie podziwiam postawe. Ja bym sie chyba nie odwazyla stanac twarza w twarz
                z takim tlumem :0. A tak na powaznie, to niestety nie mam zaufania do
                opiekunek. To jest jednak oddawanie dzieci najczesciej zupelnie obcej osobie.
                Co nie zmienia faktu, ze nie przepadam za "grupowymi" spacerami z wozkiem.
                Pozdrawiam
                POLKI W ANGLII
                • agata.s1 Re: artykul bez sensu i bez celu... 11.07.05, 16:54
                  Naprawdę wyborna nauka tolerancji.Nie dziękuję za utwierdzenie mnie w
                  przekonaniu, że wielu Internautów wogóle nie rozumie tego słowa nie mówiąc już
                  o stosowaniu go w życiu (a we wszelkich sonadażach tacy jesteśmy tolerancyjni).
                  Pozdrawiam.
                  już wkrótce mama - agata
    • edytagolabek Re: Młode mamy. Spacer z grupą 03.05.05, 14:46
      To lekka przesada, chyba pisał to facet. Ja bardzo chętnie rozmawiałam z
      koleżankami na spacerkach i nie tylko o kupkach i zupkach, ale także na inne
      tematy. Mam z tamtych czasów wiele koleżanek, z którymi mogę pogadać i pośmiać
      się. A samotne spacery były dla mnie strasznie nudne.
      • tomek1982 Bądźmy tolerancyjni 05.05.05, 04:01
        "Ja bardzo chętnie rozmawiałam z koleżankami na spacerkach" - co nie znaczy że
        każdy to lubi Edyto. Ja osobiście nie lubię gdy osoby mi obce zaglądają mi do
        wózka a co gorsza prawią przy tym kazania. Jestem jednak świadom tego że wiele
        mam (i może tatusiów) nie tylko toleruje takie sytuacje ale je lubi i oczekuje
        takiego zachowania.
        Co do Twojego komentarza że "chyba pisał to facet" to wydaje mi się że jest on
        bardzo seksistowski i powierzchowny, dowodem tego jest kilka wypowiedzi kobiet
        na tym forum popierających ten artykuł (autorstwa kobiety - Joanny Sokolińskiej).
    • jojo76 Spacer z grupą i inne zachowania 04.05.05, 18:03
      Ostatnio odkryłem nową manierę wśród mam, które wychodzą z małymi dziećmi na
      plac zabaw. Szpan na zabawki. Na dużych placach zabaw jest to najbardziej
      widoczne. Rodziny przyjeżdżają samochodami, 2 latek biegnie do piaskownicy
      burzyć babki z piasku, a mama ... targa ze sobą elektryczna hulajnogę, wózek
      dla lalek, ogromną ciężarówkę i ew. dużego misia. Siada na ławeczce i rozkłada
      zabawki wokół. Dziecko się nimi nie bawi, bo ma je na co dzień w domu i
      bardziej bawi je grzebanie w piachu. Jednak mama nie zabiera ich dla swojego
      dziecka, ale po to by zaspokoić własną próżność. Inne dzieci 2 i 3 latki
      podchodzą do ogromnych zabawek (rozmiar zabawek jest bardzo istotny) i chcą się
      nimi bawić. Wtedy „szpanująca mama” łaskawie pozwala dziecku wziąć zabawkę ale
      zaraz potem woła: „kotusiu uważaj bo porysujesz Ew. pobrudzisz”. Co powoduje,
      że rodzic odnosi zabawkę „szpanującej mamie” i pociesza swoje zapłakane
      dziecko.
      Czasami też, gdy plac jest duży i zapobiegliwi rodzice przenoszą się w drugi
      kąt placu zabaw by być poza zasięgiem „szpanującej mamy”, ta pod pozorem
      integrowania swojego dziecka z otoczeniem, także przenosi się bliżej dzieci ze
      wszystkimi zabawkami.
      I znowu jest płacz 2 latków, które muszą uważać by nie pobrudzić misia dwa razy
      większego od nich samych.

      Może ktoś zna sposób na neutralizację „szpanujących mam”? 2latkowi jeszcze nie
      wytumaczę, że Pani ma problem z własnym ego.
      • agazat Re: Spacer z grupą i inne zachowania 05.05.05, 11:54
        A ja mam to szczescie, ze mieszkam w UK i tu takie grupy wsparcia sa niezle
        zorganizowane w postaci mother&baby/toddler groups. Chodze z moim 4-miesiecznym
        malenstwem na takowe 3 razy w tygodniu i jest swietnie. Balam sie na poczatku,
        ze spotkam tam tylko nawiedzone mamy, ktore wprowadza mnie w kompleksy, ale
        nie - kobitki sa normalne i chetnie sluza rada, nikt mnie nie krytykuje i nie
        wpedza w poczucie winy, a rozmowy nie sa tylko na temat kupek, kaszek i
        porodow. No i moja corcia ma towarzystwo. A na ulicy spotykam sie jedynie z
        uprzejmoscia. Starsze panie (i nie tylko) chetnie zagladaja do wozka, a jedynym
        komentarzem jest to, ze mam sliczne dziecko - a to kazda matka chce uslyszec.
    • banwi Re: Młode mamy. Spacer z grupą 06.05.05, 10:38
      Myślę, że to wielka sztuka taktownie wybrnąć z takiej niezręcznej sytuacji jak
      krzykliwa babcia pochylona nad wózkiem i podziwiająca dzieciątko i jeszcze do
      tego pouczająca matkę. Moje dzieciątko ma teraz 1,5 roku i najgorsze mam za
      sobą. W takich sytuacjach najczęściej kładłam wymownie palec na ustach i
      szeptem mówiłam "dzień dobry", przepraszałam najbardziej ujmującym uśmiechem,
      zanim takowa babcia zbliżyła się na odległość bliższą niż 10 m. Nauczyłam się
      tego bardzo szybko - już po kilku piewszych spacerach. Poza tym starałam się
      wybierać na spacery najbardziej ustronne miejsca. A inne mamy to już co innego -
      one to rozumieją, a i wymiana doświadczeń to fajna i potrzebna rzecz. Nigdy
      nie spotkałam się ze "straszeniem" typu "oj, zobaczysz jak to będzie jak
      zacznie ząbkować, czy jak zacznie chodzić", bo moją przewagą jest to, że mam 3
      dzieci i każdą chęć takiego straszenia ucinałam mówiąc o moim doświadczeniu. A
      tak wogóle to przejawy zainteresowania dzieckiem to naprawdę nic złego - to
      miłe i sympatyczne. Ja też zaglądam do wózków i podziwiam maleńswa, gratuluję
      rodzicom i pytam jak się ma dzieciątko. Moje, teraz już 1,5 roczne (starsze są
      już naprawdę duuuuże) ciągle wzbudza zainteresowanie, ale teraz nie muszę kłaść
      wymownie palca na ustach bo już nie sypia na spacerach, a na pytania odpowiadam
      uprzejmie demonstrując ciekawskim babciom co to moje dziecko już potrafi (pa pa
      i takie tam...) ku radości babć i innych ciekawskich. Czasem wynikają z tego
      bardzo zabawne sytuacje, np. znajoma pyta:"wołasz już kupkę?" a moja córcia
      mówi "papum?" (bo tak nazywa kupę) i jest z tego mnóstwo śmiechu. Nie ma co się
      obrażać, tylko potraktować takie sytuacje z humorem i taktem. Uprzejmośc to
      naprawdę nic złego. Pozdrawiam. Aniela
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka