Dodaj do ulubionych

Marchewka Ks. Piotra Madeja

26.06.06, 16:35
Wspaniale, że sa w tym kraju jeszcze księża, którzy zamiast umoralniać
wszystkich wokół, gadając pierdoły o "dzieciach nienarodzonych", robią dobrą
robotę dla dzieci już narodzonych...
Obserwuj wątek
    • barbarakaroluk Re: Marchewka Ks. Piotra Madeja 29.06.06, 17:43
      wspanialy pomysl!!!
      • czekajac.na.milosc Re: Marchewka Ks. Piotra Madeja 29.06.06, 23:56
        Lubię ludzi z inicjatywą!
        Brawo!
    • bjh1 Re: Marchewka Ks. Piotra Madeja 02.07.06, 15:28
      Chcialbym zeby gazeta zrobila wywiad z tym przedsiebiorca, ktory zaproponowal stypendia w zamian za
      nauke przedsiebiorczosci. Mam nadzieje ze inny ksiadz lub ktokolwiek inny pomoze mu realizowac jego
      pomysl. Projekt ksiedza Madeja polega na uzaleznianiu dzieci od siebie, produkowaniu obywateli
      zaleznych od kogos (bedziesz zmywal napisy w ubikacjach to ksiadz wraz z komisja nauczycieli byc moze
      kupi Ci koszulke, i jeszcze "do konca nie ujawniamy zasad" :-). Przedsiebiorca zaproponowal
      finansowanie pierwszego kroku w uzyskiwaniu niezaleznosci finansowej, moze zbudowaniu kiedys
      wlasnej firmy, albo przynajmniej w docenieniu trudnosci w tym zwiazanych. Zaproponowal wedke, a nie
      rybe. Mam nadzieje ze sie nie zniechecil.....Pozdrawiam serdecznie
      • odoll Re: Marchewka Ks. Piotra Madeja 21.07.06, 16:04
        Wszystko pięknie... Ale tak jak mój przedmówca uważam, że lepiej byłoby
        kształtować w dzieciach przedsiębiorczość, niż takimi metodami motywować je do
        nauki. Sam w podtawówce może dałbym się na coś takiego nabrać, tyle, że pewnie,
        jak połowie dzieciaków z którymi pracował ksiądz, zapał szybko by mnie opuścił.
        W liceum juz na pewno bym na to nie poszedł, ale też dopiero tam zorientowałem
        się, że zakuwanie po to, by mieć lepszą średnią to bezsensowna strata cennego
        czasu. Gdy się jest w liceum, wydaje sie wprawdzie, że czasu jest jeszcze
        bardzo dużo, ale też jest on wtedy najcenniejszy. Dlatego zamiast rozwijać w
        sobie zdolności rozwiązywania zadań z fizyki, czytałem dobre (a nie tylko te,
        które wynikały z obowiązku lekturowego) książki, uczestniczyłem w rajdach
        harcerskich i je organizowałem, jeździłem na skałki z kumplami o podobnych
        zainteresowaniach i robiłem mnóstwo innych, interesujących rzeczy. Nie twierdzę
        tu, że nauka fizyki (chemii, biologii, historii, geografii, matematyki) nie
        przynosi nikomu żadnej korzyści, ale uważam że dążenie do piątek ze wszystkich
        tych przedmiotów jest całkowicie bez sensu. Idealnym przykładem jest tutaj moja
        Pani - prawie ze wszystkiego miała piątki, czasami szóstki. Ja - tróje i
        czasami dwóje. Teraz, kilka lat po ukończeniu studiów widać doskonale, że cały
        czas, który poświęciła na zdobycie tych piątek, został zmarnowany. Nie wie,
        jaki wzór chemiczny ma etan, co mówią zasady dynamiki Newtona, co to jest
        mitochondrium, kim był Suworow ani po co maszerował pzez Alpy, w której części
        Niemiec jest Dortmund ani nie pamięta wzorów skróconego mnożenia. Co do tych
        wzorów - sam ich nie pamiętam ale ja na nauke poświęcałem tylko tyle czasu, by
        nie wydłużać niepotrzebnie procesu edukacji repetowaniem klas. Uczyłem się
        oczywiście tych przedmiotów, które mnie interesowały, i z których zdawałem
        potem egzaminy na studia. Ale nauka po to, by mieć wyższą średnią jest bez
        sensu, i nie powinno się mamić dzieci perspektywą pieniędzy, bo to nie w
        porządku wobec nich. Minie trochę czasu, nim się zorientują, co chcą w życiu
        robić, i czego w związku z tym powinny się, uczyć, a po czym ślizgać, by nie
        spędzić dzieciństwa nad książkami, do których po ukończeniu szkoły nie zajrzą
        nigdy.
        Odoll

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka