Dodaj do ulubionych

List tygodnia

16.10.06, 23:38
List wpisuje się w długą już listę enuncjacji prasowych ze wspólnym
mottem: "kocham moją ojczyznę, ale muszę wyjechać do Angli, bo tu nie mogę
się realizować". I przebija jakaś bliżej nieokreślona potrzeba manifestowania
swojego zawiedzionego patriotyzmu: ja Cię kocham i chcę jak najlepiej a Ty
się na mnie wypinasz bo muszę jako magazynier... Otóż wyjazd z kraju dla
własnego rozwoju nie jest brakiem patriotyzmu, lecz przeciwnie. Jesteś młody,
zdolny ambitny...wyjedź. Pracuj w zawodzie, rób to co lubisz, umiesz.
Zarabiaj pieniądze. Rozwijaj się. Jesteś nadal Polakiem, tworzysz wysepkę
polskości, bo może przyjedzie następny młody ambitny i będzie już zespół. A
jak się zaczniesz dorabiać, to założysz z tymi co przyjadą, fundację
wspierającą badania w Polsce, a Ty swoim autorytetem naukowym też będziesz ją
wspierał. Acha i nauczysz się zabiegać o pieniądze na badania. Bo forsa na
badania nie pochodzi tylko z budżetu państwa, a nawet to źródło nie stanowi
pozycji dominującej. Tylko nie skończ na Victoria station, bo może lepiej
zostań tym magazynierem od razu.
Obserwuj wątek
    • mgr81 Re: List tygodnia 17.10.06, 01:34
      Otóż nie do końca zrozumiałaś co chciałem przekazać w tym liście. Sprawa
      pierwsza: nie uważam się za patriotę, nigdzie nie napisałem że kocham swoją
      ojczyznę. Jeśli już to swoją mamę, którą będę musiał zostawić. A patriotyzm
      czuję bardziej do środowiska naukowego niż do Polski. Nie odczuwam potrzeby
      manifestowania swojego zawiedzionego patriotyzmu. Chcę raczej zamanifestować
      pewnego rodzaju gangrenę, która toczy nasz kraj i nie ma dla mnie znaczenia czy
      to Polska, Chorwacja czy Niemcy. Sytuacja, delikatnie mówiąc, nie jest normalna
      i to warto manifestować. Żeby można było zabiegać o pieniądze na badania
      naukowe trzeba mieć pewną pozycję w tym środowisku. To na pewno nie zadanie dla
      młodego magistra, który nie może dostać nawet podstawowego zajęcia w swoim
      zawodzie. Tak się składa, że po pięciu latach przebywania w środowisku
      akademickim i po obronie dwóch prac dyplomowych wiem jak zabieganie o te środki
      wygląda nawet z perspektywy doświadczonych i uznanych profesorów. Ci ludzie są
      często bezsilni i nie mniej sfrustrowani ode mnie (może dlatego że obserwują
      swoich kolegów po fachu z zachodu?). Pieniędzy brakuje niemal na wszystko. Na
      ulice wyszły już pielęgniarki, górnicy, anestezjolodzy. Może czas na naukowców?
      W nakładach na naukę jesteśmy gdzieś pomiędzy Mołdawią a Albanią (bo takie
      kraje jak Czechy czy Słowenia już dawno nas wyprzedziły). Przypomina mi się
      reportaż telewizyjny, w którym ówczesny premier Miller obiecuje naukowcom, że
      gdy tylko polska gospodarka stanie na nogi zwiększą się nakłady na naukę.
      Naukowcy odpowiadają - polska gospodarka nigdy nie stanie na nogi dopóki
      nakłady na naukę bedą wciąż tak małe. I to jest sedno tego listu. Polskie
      społeczeństwo w kwestii znaczenia nauki jest wyraźnie niedoinformowane. Ludzie
      nie rozumieją, że za wielkimi inwestycjami, którymi chwalą sie także polscy
      politycy stoją najpierw wieloletnie badania w różnego rodzaju laboratoriach. To
      tam się wszystko zaczyna. Na zachodzie żaden naukowiec nie musi prosić o
      jałmużnę. Bo tam każdego naukowca się docenia. U nas nie ma pieniędzy nawet na
      podstawowy sprzęt dla studentów a jednorazowe pipety są wykorzystywane
      miesiącami. Skoro wypowiadasz się o dotacjach dla nauki rozumiem, że znasz
      problemy polskiego środowiska naukowego od podstaw?? Z całym szacunkiem ale nie
      wydaje mi się żebyś do końca wiedziała o czym piszesz. Ratuje nas Unia ale to
      kropla w morzu potrzeb. Kto ma zabiegać o te pieniądze skoro młodzi naukowcy
      jadą tam gdzie te pieniądze po prostu są? Na niewiele zda się zabieganie o
      pieniądze jeśli tych pieniędzy po prostu nie ma. W naukę zainwestowała Irlandia
      czy Finlandia i zwróciło im się to po tysiąckroć. I żeby było jasne - to
      właśnie państwo zainwestowało w ten sektor. Politycy uchwalili odpowiednie
      ustawy, podatki, skusili inwestorów, sponsorów. U nas się tego nie rozumie.
      Dlaczego naukowiec ma wydzwaniać po instytucjach i żebrać o pieniądze? W
      normalnym kraju naukowiec ma się zajmować badaniami a o pieniądze troszczą się
      inni. Mało tego - znam przypadki kiedy to do naukowców dzwonią sami
      zainteresowani (tak jak chory dzwoni do lekarza a nie lekarz do chorego). Ale
      to oczywiście nie u nas. Polscy naukowcy robią co mogą (nawet o wiele więcej
      niż powinni) ale pewnych barier się nie przeskoczy... W swoim liście zwróciłem
      też uwagę na coś innego, chyba najbardziej istotnego. Problem w tym, że w
      Polsce nie ma zapotrzebowania na naukowców. Gdyby było zapotrzebowanie - byłyby
      także pieniądze. A zapotrzebowanie wzrasta wraz z rozwojem technologicznym
      kraju. W Polsce ilość firm zainteresowanych badaniami naukowymi jest wciąż
      żenująco niska, podobnie jak dostępność nowoczesnego sprzętu i laboratoriów.
      Dlatego najpierw państwo musi stworzyć odpowiednie zaplecze, stworzyć warunki
      pod rozwój tej części gospodarki tak jak stworzyło warunki pod rozwój innych
      dziedzin życia. TA DZIAŁKA NALEŻY DO PAŃSTWA. Mało tego - nikt łaski nie robi.
      To leży w dobrze pojętym interesie państwa bo jak pisałem takie inwestycje
      zwrócą się po tysiąckroć. Na zachodzie się to rozumie dlatego to do naukowców
      się dzwoni a nie odwrotnie!!! A państwo polskie nie robi nic w tym kierunku
      żeby pchnąć naukowe koło w ruch. Twoja opinia jest tylko kolejnym przykładem na
      to jak bardzo Polacy nie mają pojęcia o problemach i znaczeniu nauki, jak
      bardzo nie zdają sobie sprawy na jakie trudności napotyka w Polsce środowisko
      naukowe. Jak bardzo sytuacja jest chora. Gdybyś poznała problem trochę głębiej
      uwierz mi, że pierwsza stałabyś pod Sejmem z transparentem "Pieniądze dla
      naukowców" zamiast wypisywać tutaj co naukowcy powinni zrobić by było jak na
      zachodzie. Powinnaś raczej pisać co politycy powinni zrobić żeby było tak jak
      na zachodzie bo po to ich mamy i po to dostają pensję z kilkoma zerami, czyż
      nie?
      I ostatnia sprawa. Piszesz o Victoria Station. Tutaj chyba też nie do końca
      wiedziałaś o czym piszesz. Odnosze wrażenie, że to wyciąg z kilku zasłyszanych
      kiedyś informacji wymieszany z osobistą niechęcią do emigracji czy wręcz
      strachem. Otóż gdybyś przyjrzała się problemowi nieco bliżej, wiedziałabyś, że
      Victoria Station to epizod z początków naszego wejścia do Unii, kiedy to rodacy
      bez znajomości języka, bez planów i pieniędzy przyjechali na wyspy licząc na
      cud. I do dzisiaj można tam spotkać takich ludzi . Ale w Polsce też wielu
      Polaków sypia na ławkach a zimą umiera z wyziębienia. Anglia nie ma tu nic do
      rzeczy. Takie rzeczy się zdarzają i to niekoniecznie na emigracji. Po co odrazu
      pisać o drastycznych przykładach z Victoria Station? Troche wiecej wiary w
      siebie i odwagi a mniej pesymizmu.
      • e.day Re: List tygodnia 17.10.06, 11:51
        Poruszył mnie Twój list tygodnia, pewno dlatego, że dotyka właśnie moich
        problemów. Jestem parę lat starsza, ale również skończyłam kierunek przyrodniczy
        z wielkimi marzeniami o badaniach w laboratorium. Udało mi się znaleźć pracę,
        ale... to nie jest to. To jest dla chleba dla mnie i mojej rodziny. Staram się
        rozwijać naukowo, ale to wciąż nie jest biochemia i laboratorium (nie stać mnie
        na sfinansowanie sobie badań z biochemii na studiach doktoranckich).
        Tak się składa, że polityków mamy dokładnie takich jakich mamy: ich wzrok nie
        sięga poza kadencję. Dla krótkotrwałych korzyści zrobią wszystko, ze sprzedaniem
        "najcenniejszych wartości" za złotówkę.
        Nie mam zamiaru się poddawać.
        Będę brała udział w wyborach i głosowała świadomie.
        Będę uczyła swoje dzieci mechanizmów działania zarówno żywej komórki, jak i
        podstaw ekonomii. Aby żaden szaławiła z wyrokami, ale za to z posadą w rządzie,
        nie wciskał im ciemnoty.
        Nieważne, że jestem tu osamotniona. Pozostanę.
    • mgr81 Re: List tygodnia 17.10.06, 02:58
      i jeszcze jedno.

      Moje studia kosztowały państwo majątek. Nawet ostatnio pojawił się pomysł żeby
      wszystkie przyrodnicze kierunki zlikwidować w systemie zaocznym ponieważ ich
      realna cena wynosi kilkadziesiąt tysięcy złotych a nie kilka jak w przypadku
      prawa, psychologii czy dziennikarstwa. O ile na prawie wystarczy sala
      wykładowa, rzutnik i mądry wykładowca - na kierunkach przyrodniczych są to
      koszmarnie drogie odczynniki, testy biochemiczne, mikroskopy eloktronowe i inny
      nowoczesny sprzęt. Po 5 latach Polska wykształciła specjalistę z
      najnowocześniejszych technologii. Chciałbym teraz Polsce zwrócić koszty jakie
      poniosła. I co? I nie mogę! Jestem gotowy pracować za głodową pensję rzędu
      800zł. I mimo wszystko nie mogę! Polska Akademia Nauk - nasza wizytówka w
      świecie, dzięki której Polska nie jest kojarzona tylko z furmanką i
      niedźwiedziami polarnymi, ośrodek w którym opracowywane są szczepionki i leki
      ratujące ludzkie życie ma tak niski budżet, że każdą złotówkę muszą oglądać
      dwukrotnie. Uważam, że to jest skandal. I dlatego napisałem ten list. Nie
      chodzi o problem emigracji zarobkowej czy tęsknoty za ojczyzną. Chodzi o naukę,
      która dla każdego kraju jest szansą na lepsze jutro. Ale nie wszyscy w tym
      kraju to rozumieją.
      • krz09ysiek07 Re: List tygodnia 18.10.06, 14:33
        Pana bałwochwalcza wiara w naukę, która "dla każdego kraju jest szansą na
        lepsze jutro" przypomina mi wiarę w socjalizm, który też miał stworzyć Nowy
        Lepszy Świat i Nowego Człowieka.
        Nie rozumiem też dlaczego mówiąc "nauka" myśli Pan "państwo", tzn. domaga się
        Pan utrzymywania państwowych instytutów, akademii nauk, uczelni itp.
        Tymczasem akurat w zastosowaniu do techniki, nie ma żadnego problemu żeby
        uprawiać naukę prywatnie, bo tzw. przemysł chętnie na to łoży (wielkie)
        pieniądze. Zresztą sam Pan łatwo znalazł dobre oferty za granicą.
        • mgr81 Re: List tygodnia 18.10.06, 22:37
          "Zresztą sam Pan łatwo znalazł dobre oferty za granicą."

          no wlasnie sam Pan sobie odpowiedzial - za granicą! bo za granicą najpierw
          panstwo stworzylo odpowiednie zaplecze i warunki pod rozwoj nauki.

          ja nie pisalem w liscie ze nie moge znalezc pracy w ogole tylko wlasnie ze nie
          moge w kraju ktorym mnie wyksztalcil!
        • mgr81 Re: List tygodnia 18.10.06, 22:47
          a co do finansowania. Skoro zyjemy w kraju ktory grube miliony przeznacza co
          roku na nauke regligii w szkole (przypominam ze jestesmy, przynajmniej z nazwy,
          krajem swieckim), ktory przeznacza grube miliony na budowe kolejnych swiatyn,
          np. Opatrznosci Bozej to nie widze powodu by lozyl takze grube miliony na
          rozwoj nieco inny od duchowego. Porownanie do socjalizmu tez nie jest zbyt
          trafione bo w przypadku nauki wystarczy dokladnie przesledzic rozwoj takich
          krajow jak Irlandia czy Finlandia - ale Pan pewnie tego nie zrobil. Wlasnie te
          kraje zwiekszyly naklady na nauke kilkakrotnie a tym samym przyciagnely
          inwestorow nie tylko z branzy motoryzacyjnej ale tez farmaceutycznej,
          bitechnologicznej, kosmetycznej. Reszta potoczyla sie sama. I teraz Polacy
          jezdza do Irlandii a nie Irlandczycy do nas.
          • krz09ysiek07 Re: List tygodnia 19.10.06, 01:29
            Przyznaję że w ogóle nie śledziłem ani rozwoju Finlandii ani Irlandii, tym
            bardziej dokładnie. Ale założę się, że zwiększyły też parokrotnie nakłady na
            inne dziedziny - taka już natura państw, zawsze zwiększają wydatki, nigdy
            odwrotnie.
            Gdyby, tak jak Pan twierdzi, wystarczało zwiększać nakłady na odpowiednie
            dziedziny, żeby zapewnić napływ inwestorów i rozwój, to dalsze zwiększanie tych
            nakładów powodowałoby jeszcze większy napływ i rozwój, tak? Aż do momentu, gdy
            państwozby zabrało swoim obywatelom 100% ich pieniędzy żeby sfinansować te
            zwiększajace się nakłady...
            Tylko kto wtedy by kupował wyroby inwestorów z branży motoryzacyjnej,
            farmaceutecznej, biotechnologicznej i kosmetycznej i jak ci inwestorzy
            osiągnęli by zwrot inwestycji (nie mówiąc o zysku)?
        • mgr81 Re: List tygodnia 18.10.06, 23:10
          I tak juz napisalem - naklady na nauke w Polsce sa jednymi z najnizszych w
          Europie. To jest FAKT. Jesli uwaza Pan ze tak wlasnie byc powinno, ze wcale nie
          trzeba tego zmieniac, ze kraje zachodnie zrobily zle uznajac naklady na nauke
          za priorytetowe - to ja to przyjmuje do wiadomosci i dalsza dyskusja nie ma
          sensu.
      • meliszka Re: List tygodnia 18.10.06, 19:18
        Polska Akademia Nauk - nasza wizytówka w
        świecie, dzięki której Polska nie jest kojarzona tylko z furmanką i
        niedźwiedziami polarnymi, ośrodek w którym opracowywane są szczepionki i leki
        ratujące ludzkie życie ma tak niski budżet, że każdą złotówkę muszą oglądać
        dwukrotnie.
        Proszę nie pisać o "wrednych politykach" i bezgrzesznej PAN, która ogląda
        zlotówki.
        Poniżej cytat z 42 posiedzenia Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży (Biuletyn
        Komisji Sejmowych dostępny na www.sejm.gov.pl). Wypowiedź NIK:

        Ocena wykonania budżetu w części 67 – Polska Akademia Nauk jest pozytywna z
        nieprawidłowościami. Skala nieprawidłowości, stwierdzona w wyniku kontroli
        realizacji tej części budżetowej, jest znacząca. Ocena wykonania budżetu mogła
        być negatywna, a została podwyższona tylko dlatego, że jeszcze w trakcie
        kontroli prezes PAN podjął – naszym zdaniem – konstruktywne działania w celu
        usunięcia tych nieprawidłowości. Nieprawidłowości polegały na nielegalnym bądź
        niegospodarnym wydatkowaniu kwoty 1500 tys. zł, a to jest 2,6 proc. ogółu
        wydatków w budżecie PAN. Szczegóły tego podajemy w naszym raporcie
        pokontrolnym. Ogólnie dotyczyło to m.in. nierozliczenia wydatków trzech
        placówek zagranicznych PAN, bezpodstawnego wydatkowania kwoty 111 tys. zł na
        pokrycie kosztów likwidacji jednostki PAN. W raporcie opisujemy także inne
        nieprawidłowości, które trudno wyrazić w pieniądzach, ale mają one bardzo
        istotny wpływ na porządkowanie finansów i racjonalne wykorzystanie środków
        budżetowych.
        Prezes PAN dwukrotnie od czasu zakończenia kontroli informował nas o
        podejmowanych działaniach i liczymy na to, iż te istotne nieprawidłowości
        zostaną usunięte.
        • mgr81 Re: List tygodnia 18.10.06, 22:41
          no takie nieprawidlowosci to NIK znajduje niemal na kazdym kroku niemal w
          kazdej instytucji i doprawdy trzeba miec wyjatkowo złą wolę zeby nie zgodzic
          sie z tym ze Polska Akademia Nauk jest wizytowka Polski. Mysle ze znacznie
          wiecej nieprawidlowosci NIK znajdowal w spolkach skarbu panstwa i zeznaniach
          podatkowych naszych politykow. Jesli juz przytaczamy fragmenty - przytoczmy
          wszystko. Wszak SEJM to jest dopiero wizytowka. ;)
        • mgr81 Re: List tygodnia 18.10.06, 23:08
          Poruszony Pani dociekliwoscią radze jeszcze porównać pensje prezesow spolek
          skarbu panstwa i dyrektorow placowek PAN. :-) A potem przesledzic
          historie "przekretow" i kwot jakimi obracaja spolki weglowe, miedziowe i PAN.
          Nikt nie pisze o bezgrzesznych naukowcach i grzesznych politykach ale w taki
          sposob jak Pani to robi mozna udowodnic kazda teze. Najlatwiej wkleic cos
          wyrwanego z kontekstu i powiedziec: Patrzcie! Mam racje! A ja bym byl wdzieczny
          ze nieco SZERSZE spojrzenie na cała sprawe. Naklady na nauke w Polsce sa
          jednymi z najnizszych w Europie - i to jest FAKT. Jesli uwaza Pani ze tak byc
          powinno, ze to jest w porzadku i nie przynosi nam wstydu (bo PAN jest wedlug
          Pani fe!) to ok. Dalsza dyskusja nie ma sensu.
        • mgr81 Re: List tygodnia 18.10.06, 23:19
          ja tez poszukalem w internecie :-)

          jesli ja nie potrafie dotrzec to moze ten oto fragment wywiadu z profesor
          Magdaleną Fikus z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN cos pomoże:

          (...)Skoro weszliśmy już na temat finansów w polskiej nauce, to chciałbym
          zapytać się, jak reaguje Pani na pewne związane z nimi kwestie. Wypowiedziała
          Pani niedawno następujące słowa: ?Nauka to nie tylko pasja tysięcy naukowców.
          To poszerzanie horyzontów społeczeństwa, a także droga dochodzenia do
          dobrobytu. Szansę rozwoju ma tylko społeczeństwo wykształcone, za którym stoi
          innowacyjna gospodarka. Brak inwestycji w naukę, to inwestycja w ignorancję?.
          Czy jest Pani sfrustrowana tym, że polskie władze tak mało inwestują w naukę,
          nie dostrzegając ogromnych zysków, które mogłaby mieć z tego tytułu nasza
          gospodarka?
          Problem polskiego środowiska naukowego polega na tym, że od 1989 r. nakłady na
          naukę stale spadają. Każda nowa ekipa przejmująca ster państwa obiecuje, że da
          więcej pieniędzy, ale tak się nie dzieje. Obecny rząd zlikwidował Ministerstwo
          Nauki i Informatyzacji. Jest to ilustracja tego, jak nasza władza traktuje
          naukę. I nie należy tego traktować jako formalność. Dla mnie jest to gest
          symboliczny, którego wolałabym nie rozumieć.

          Więc jest Pani sfrustrowana.
          Tak, bez wątpienia. Wśród obecnie rządzących krajem mamy przecież dużo
          profesorów.
          Wydawałoby się, że tłumacząc społeczeństwu jak ważna jest nauka, już władzy
          tego wyjaśniać nie musimy. W innych krajach europejskich znaczenie nauki nie
          budzi żadnych wątpliwości, czego dowodem są stale rosnące na nią nakłady.

          Polska jest na tle Europy krajem relatywnie biednym, a każda grupa społeczna
          chce mieć jak najwięcej dla siebie. Czy podziela Pani pogląd, że naukowcy
          wyróżniają się wśród tychże grup tym, że jeśli ?w nich zainwestować?, to mogą
          wypracować zyski nie tylko dla siebie, ale także dla całego społeczeństwa.
          Oczywiście! To widać po Korei Południowej czy po Finlandii, która zainwestowała
          w informatyzację i telefonię komórkową i po dziesięciu latach jest zupełnie
          innym krajem. My pod względem nakładów na naukę w relacji do dochodu narodowego
          jesteśmy najniżej w całej Europie.

          To skąd się bierze w Polsce ta ignorancja wobec nauki?
          Bo naukowcy nie zachowają się tak, jak górnicy, którzy przyszli pod Sejm i
          zrobili wielką awanturę. A może z punktu interesu Polski robią jeszcze gorzej -
          nasi uczeni wyjeżdżają po prostu za granicę.

          Poddają się?
          W pewnym sensie niestety tak. Człowiek ma jedno życie, nikt mu nie da
          kolejnego. A jeśli jest zdolny, jeśli ma dobre warunki do realizacji swoich
          pomysłów za granicą, to wybierze tę właśnie drogę. Musiałby być wariatem, gdyby
          nie skorzystał z podobnej okazji. Zatem najlepsi polscy naukowcy opuszczają
          nasz kraj bądź nawiązują ścisłe kontakty z zagranicznymi ośrodkami. Tych
          ostatnich jest jednak mniej.

          Jak będzie wyglądał budżet nauki na następny rok?
          Jeszcze nie wiadomo. Poprzednia ekipa rządowa obiecywała, że nakłady na naukę
          zwiększą się o miliard złotych, czyli o jedną trzecią, ale teraz mówi się tylko
          o 300 milionach. Czym to się skończy, zobaczymy. Ale póki co, to jest sytuacja,
          w której nauka w Polsce zwyczajnie umiera. Jeszcze wysupłuje się pieniądze na
          edukację na poziomie wyższych uczelni, bardzo często w niektórych dziedzinach
          studia kończą świetnie wykształceni ludzie, ale później nie mogą znaleźć pracy
          w kraju. Kształcimy zatem specjalistów, których potem zabiera nam świat. Taka
          sytuacja trwa już wiele lat!

          Potrzebne jest nam perspektywiczne myślenie.
          Tak, bez wątpienia. Musimy robić wszystko, by zatrzymywać w kraju zdolnych
          ludzi, którzy chcą z niego wyjeżdżać. W wielu dziedzinach nauki zrobiła się już
          tzw. luka. Starsi przecież odchodzą, a ich następcy emigrują z Polski.

          Przykładem tego, że inwestycje w naszą naukę się opłacają jest polski niebieski
          laser. Rząd przeznaczył na rozwijanie tej technologii 12 milionów złotych w
          ciągu pięciu lat. Na ten cel potrzebne są jednak kolejne pieniądze, które w
          niedalekiej przyszłości mogą przynieść naszemu krajowi zyski rzędu miliardów
          dolarów. To znaczy, że tego typu inwestycje mogą dać niesamowity impuls naszej
          gospodarce.
          Z pewnością tak... Ale wracając ?na ziemię?, chcę podkreślić, że osobiście
          rozumuję - mówiąc ogólnie - nieco innymi kategoriami. Preferuję dążenie do celu
          polegające na stawianiu małych, ale konkretnych kroków.

          Kiedy odmieni się los polskiej nauki?
          To pytanie raczej nie do mnie. Ja mogę powiedzieć tylko, że przy poprzednim
          rządzie istniały pewne plany rozwojowe, oparte również o perspektywy
          europejskie. Jak się te plany widzi dziś, nie wiem. A najprościej ? wiadomo, że
          rozwój współczesnej nauki i technologii zależy od nakładów finansowych. O tym
          właśnie mówi hasło naszego Festiwalu, które już Pan przytaczał: ?Brak
          inwestycji w naukę jest inwestycją w ignorancję (...)
        • mgr81 Re: List tygodnia 18.10.06, 23:52
          Chcialem jeszcze dodać, ze w sytuacji kiedy tak naprawdę kazdy wie jakie są
          naklady na naukę w Polsce i nikt tego nie neguje, umieszczanie tutaj wypowiedzi
          cytujacej zle zarzadzanie pieniedzmi przez PAN wydaje sie tak kuriozalne,
          niedorzeczne i nie na miejscu ze stracilem szacunek do Pani jako osoby, z którą
          mógłbym prowadzić dyskusję. Co ma z tej wypowiedzi wynikac? Ze moze powinnismy
          jeszcze obciac te wydatki?

          ...spodziewalem sie wielu argumentow i "za" i "przeciw" ale ten byl ciosem
          ponizej pasa. Takie typowo polskie szukanie haka.
    • norbertrabarbar List tygodnia 17.10.06, 11:57
      Jedź bo jak nawet dostaniesz się do Polskiej Akademii Nauk to będziesz musiał
      propagować pogląd kreacjonistyczny, że człowieka stworzył Bóg takiego jaki jest
      :/ już się o to postara nasza klasa rządząca
      • trollomsmierc Re: List tygodnia 17.10.06, 13:32
        Kiedys czytalam artykul w jakims tygodniku , z ktorego wynikalo ,ze na tabor
        samochodowy rzadu i administracji ida wieksze srodki niz na nauke i edukacje w
        naszym kraju.Wiec placimy za limuzyny , benzyne ,pensje kierowcow, wyludzone
        koszty przejazdu Lyzwinskich.Bezowy warchol sie wozi Lancia , w mysl zasady nie
        matura lecz chec szczera zrobi z ciebie premiera.
        • piorkoska Re: List tygodnia 18.10.06, 08:51
          trollomsmierc napisała:


          Bezowy warchol sie wozi Lancia , w mysl zasady nie
          >
          > matura lecz chec szczera zrobi z ciebie premiera.
          I beżowy warchoł, i czekający jak ten Godot entelektualista z PO - są z jednego
          worka.
          • trollomsmierc Re: List tygodnia 18.10.06, 12:20
            No o gustach nie dyskutujemy ,a politycy jacy sa ?Tacy sami jak spoleczenstwo,
            chodzisz na wyobory , czy czekasz na V Anarchistyczna Rzeczpospolita. Zawsze
            jest jakies wyjscie , no moze z tylko z trumny nie ma.
            • mgr81 Re: List tygodnia 18.10.06, 14:32
              mam nadzieje, że mój list nie będzie poczakiem kolejnej bezowocnej kłótni o
              poglądy polityczne. Jak każdy ja swoje poglądy też mam ale nie o to tutaj
              chodzi. Zarówno lewica jak i prawica przez ostatnich 16 lat nie zrobiły nic by
              wesprzeć naukę. No ale jeśli widzę publiczną radość premiera Marcinkiewicza
              (słynne gracias! gracias! gracias!) na wieść o zniesieniu ograniczeń dla
              Polaków chcących pracować na emeryturę hiszpańskiej monarchii to chyba
              faktycznie rządzącym chodzi o to by wszyscy młodzi, zaradni, specjaliści i
              fachowcy wyjechali stąd. Brawo. Nie wiem w którym kraju premier może publicznie
              cieszyć się z tego że kolejna grupa rodaków może wyjechać z kraju bo tutaj nie
              ma dla nich szans i perspektyw. KOSZMAR.
    • takasobie3 Re: List tygodnia 21.10.06, 17:47
      List Twój drogi magistrze i mnie wzruszył i ... rozzłościł trochę. Jako
      człowiek zazdroszczę Ci i wieku i wiary w NAUKĘ jako taką. Wszystko jednak
      sprowadza się do pieniędzy. Sama mam pewnie z 6 lat więcej od Ciebie, też
      magister, kierunek humanistyczny, dwa rodzaje studiów podyplomowych. I co i nic.
      Doszłam do jakże odkrywczego wniosku, że przyczyną wszelkich emigracji
      zarobkowych jest chęć godnego, normalnego życia. Pragnienie aby moja uczciwa
      praca pozwoliła mi na wynajęcie mieszkania, jedzenie, jakiś mały samochód. Nie
      chcę być top managerem, politykiem, chcę dzięki swojej pracy normalnie
      funkcjonować, rozwijać swoje zainteresowania, wyjechać gdzieś na wakacje. To
      tak wiele???? To pytanie niech pozostanie pytaniem retorycznym. Tobie również
      wg mnie chodzi o to samo. Tymczasem zderzamy się z rzeczywistością: moja jest
      następująca: praca za biurkiem w dużej firmie jako specjalista w swojej
      dziedzinie, w 300tyś. mieście, ostatnia wypłata 1400 netto. Wynagrodzenie
      sprzątaczki w tej firmie 1100 zł. netto. No coments!!!!
      • dickiess Re: List tygodnia 22.10.06, 20:11
        Po przeczytaniu dyskusji stwierdzam,iż świadomość Polaków sytuacji w naszym
        kraju, a tym bardziej sytuacji naukowców w naszym kraju jest znikoma i
        skandaliczna. Doskonale rozumiem dlaczego chcesz wyjechać: jestem o całe studia
        od Ciebie młodsza i nie skusiłam się na kształcenie w Polsce. Dzięki rodzicom
        mogę pozwolić sobie na studia za granicą: w Niemczech mam większe możliwości
        rozwoju jako biotechnolog :).A co ważniejsze, pewną pracę. A i nawoływać później
        nie będę,ku własnej frustracji, że państwo mnie wykształciło, a teraz traci. I
        może tęsknota za DOMEM będzie mniej dotkliwa, jak już teraz wyjechałam. Ciężka
        była to decyzja, zostawić rodzinę, zajomych, tyle się czytało i mówiło w szkole
        o patriotyzmie przez duże P. Powiedział ktoś kiedyś: "Moja ojczyzna jest tam,
        gdzie mi dobrze". I raczej w tym sensie pojmuję patriotyzm. Może jestem jeszcze
        młoda i nie rozumiem.Ale wystarczająco dużo widzę, aby stwierdzić, że w Polsce
        będzie mi dobrze, dopóki Urząd Skarbowy i comiesięczne kontrole nie spowodują
        upadku firmy moich rodziców. Więc póki mogą, pomagają mi jak najdalej stąd
        spieprzyć, jak sami mówią.
        • mgr81 Re: List tygodnia 23.10.06, 17:57
          dokladnie - jest tak jak piszesz. Ja tez jestem nieco zaskoczony. Myslalem ze
          dyskusja pod moim listem bedzie dotyczyc tego co zrobic by zwiekszono naklady
          na nauke, co zrobic by przekonac do tego politykow. Bo to, że zwiekszyc trzeba
          i to kilkakrotnie jest oczywiste. A tymczasem okazuje sie, ze tutaj trzeba
          zacząć od przekonywania zwyklych obywateli, dla ktorych oddanie nauce naleznego
          jej miejsca jest (cytuję): bałwochwalcze. W takiej sytuacji trudno się dziwić
          politykom. Jakie społeczeństwo - taki rząd. Jak zwykle - to, co na zachodzie
          jest oczywiste u nas powoduje zdumienie. Gdyby presja spoleczna odnośnie
          nakladow na nauke byla tak silna jak w przypadku zarobkow gornikow czy
          pielegniarek z pewnoscią i na ten cel znalazlyby sie pieniadze. Ale skoro w
          Polsce osoby z wyzszym wykształceniem stanowią około 12% ogółu z czego ponad
          połowa ma wykształcenie humanistyczne to wiele rzeczy przestaje dziwic. Jeszcze
          dluga droga przed nami zanim staniemy sie "tygrysem" Europy Środkowej. Dłuższa
          niż sądziłem przed publikacją mojego listu...

          A tymczasem ja "spieprzam" na zachód bo wlasnie dostalem prace w angielskim
          laboratorium. Dziekuje Polsko ze mnie wykształciłaś.
    • redneckboy List tygodnia 24.10.06, 18:22
      Moin skromnym zdaniem: krotko, zwiezle i na temat . Strzal w 10. Doskonale to
      rozumiem. Skonczylem bardzo dobra uczelnie w 2002 i tydzien po obronie pracy
      magisterskiej wsiadlem na poklad samolotu do USA. I powiem tym co nie maja na
      tyle sily, odwagi, checi czy wyobrazni by szukac swojego kawalka podlogi na
      emigracji: nie kazdy nadaje sie zeby emigrowac, ale niewiele rzeczy potrafi tak
      otworzyc oczy i nauczyc sie fascynacji swiatem jak emigracja. Oprocz tego sam
      nie uwazam sie za emigranta: jesli tylko zechce moge zamieszkac w dowolnym
      miejscu na ziemi i robic to czego tylko zapragne. Wole myslec o sobie jako o
      kosmopolicie. Dodam aby uprzedzic zlosliwe komentarze: nie myje garow, kibli,
      pisuarow, realizuje sie zawodowo, nie mam koneksji, ukladow ani bogatego
      wujka.I znam wiele osob ktorym emigracja bardzo sluzy. to kwestia mentalnosci,
      tolerancji, otwarcia na swiat i wyzbycia sie stereotypow.
    • aniarogiewicz List tygodnia 29.10.06, 08:32
      Drogi autorze listu.
      Gratuluje ukonczonych stodiow.Dobre studia nie sa dla kazdego, to Twoj sukces.
      Znam Twoja frustracje, bo wiem, ze nie wazny jest dla Ciebie certyfikat ale
      wiesz jaka wiedze i umiejetnosci masz do wykorzystania i zaoferowania. A le
      jesli ich nikt nie POTRZEBUJE to nie miej watpliwosci i poszukaj miejsca dla
      siebie. Pamietaj! Nie ma granic. Jestes naukowcem. Powtarzam, nie ma granic,
      wszystko jest mozliwe. Miejscem moze byc tak samo Londyn jak i Jablonna kolo
      Warszawy, tak samo instytut w Singapurze jak i w Edynburgu! Ciagle mam
      wrazenie, ze niektorzy mysla, ze bycie Polakiem znaczy zatrzasniecie sie w
      kraju. Jestem pewna, ze jestem lepsza Polka niz ogromna wiekszosc MIESZKANCOW
      naszego kraju. Czesciej niz inni mam szanse swiadczyc: tak jestem Polka. Nie
      daj sie zdolowac! Polacy zapomnieli co znaczy solidarnosc, niestety. To widac
      nawet w listach na tym forum. No bo dlaczego nie zdolowac mlodego czlowieka, po
      co ma sie czuc dobrze. Smutne. Moge Cie zapewnic, ze nie jeden raz Cie to
      spotka, bo tylko ludzie, ktorzy ciezko pracowali, zarywali noce nad biochemia,
      genetyka i studiowaniem porzadnych, ZAGRANICZNYCH prac naukowych moga wiedziec
      jak to jest. Nie licz na niczyja wyrozumialosc. Daj sobie spokoj. Skonczenie
      studiow to duzo, ale to dopiero poczatek. Pomalu, nie wszystko od razu.
      Wymadrzam sie, bo mam troche doswiadczenia. Ja sobie poradzilam. Mam znajomych,
      ktorzy oczekiwali na cud, a ja w tym czasie po zrobionym doktoracie z
      wyroznieniem, wyjechalam do Angli. Nie bylo etatu w Polsce. Nie chcecie mojej
      wiedzy, wasz problem, glupcy! Wiedzialam, ze musze sie nauczyc swietnie
      angielskiego by dostac sie na staz postdoktorski (za granica!). Moi przyjaciele
      lamentowali, ze sie marnuje. Nawet sobie nie wyobrazasz jakie to bylo trudne do
      zniesienia. Bylam fizycznie zmeczona praca w kawiarence, opiekowaniem sie
      cudzymi dziecmi, codziennym bieganiem do szkoly. Ale dalo mi to ogromnie duzo
      wiary w siebie. Dzwonie do Polski- a tam lamenty jak to jest w kraju zle i, ze
      jak to ja sie marnuje. Nie mialam komu opowiadac o podrozach, jakie w koncu
      moglam odbyc, o niezwyklych osobach, z ktorymi sie rozgadywalam podajac kawe-
      pisarze, muzycy, aktorzy, fotograficy, sportowcy, gospodynie domowe. Ja sie
      przeciez marnowalam! Po dwoch latach intensywnego odpoczynku wrocilam do nauki.
      Bez problemu, bez poczucia, ze pozapominalam wszystko (to tez mi sugerowano w
      Polsce!). Pracuje na uniwersytecie w Kanadzie. Robie badania o jakich nawet nie
      marzylam. Okazalo sie, ze jestem swietna! Jednak czuje, ze moi przyjaciele z
      Polski ograniczaja kontakty. Jednak dzwonie czasem, pytam jak sie maja- ciagle
      strasznie, zdrowia brak, w polityce zle, jak to mi szczescie dopisalo. Nikt nie
      zapytal o moje badania...
      A! Probowalam zostac w Polsce. Przez rok pracowalam w Starostwie Powiatowym za
      ok 500zl. Musialam sie zarejestrowac w urzedzie bezrobocia- odstalam swoje w
      kolejce. Pracy zrobilam duzo, to byl czas wnioskowania o fundusze strukturalne.
      Proste! Odczulam brud polityki. Po moim wypowiedzeniu nikt nie kontynuowal
      pracy nad projektami, ktore przygotowalam. Rok po moim wyjezdzie starosta
      odszedl ze stanowiska po uprawomocnieniu sie wyroku skazujacego za korupcje...
      Powtarzam, nie daj sie. Badz cierpliwy, wszystko sie ulozy. Jedz w swiat, bo
      jest piekny! O mame sie nie martw, wszystkie mamy sa dzielne. A Londyn wcale
      nie jest daleko. Dwie godziny lotu, dwie godziny pracy na bilet!Szukaj dobrych
      propozycji. Sprawdz strone NewScientist oraz agencji posrednictwa pracy- to nie
      Polska, tam mozesz miec wlasnego konsultanta, polecam: kellyservices. Jeszcze
      duzo przed Toba. Swiat jest sliczny. Zawsze to wiedzialam, nawet bedac
      dzieciakiem z biednej, wielodzietnej rodziny wychowywanej przez mame, bo tata
      zmarl nie majac 40 lat. W trampkach po siostrze biegalam po lace piszczac z
      zachwytu, ze bocian przylecial! Nie daj sie!
      Pozdrawiam Cie mocno! Zawsze patrz na jasna strone zycia!Powodzenia!
      Ps. do wszystkich Polakow: zarabiam rewelacyjnie!!!
      • justynapolcul Re: List tygodnia 30.10.06, 10:02
        Powodzenia, nie daj sie. Wyjedz, tak, Mamy sa silne, tym bardziej, ze zamiast
        patrzec jak sie meczysz, bedzie mogla kupic sobie cos za Twoja kase i jeszcze
        swiat jej pokazesz. My tak robimy z naszymi Mamami. Uszy do gory. Do
        patriotyzmu tez trzeba podejsc z rozsadkiem. Wiecej dobrego zrobisz wyjezdzajac
        niz marnujac lata pracy swojej i swoich wychowawcow .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka