Dodaj do ulubionych

A twój chłop?

19.04.09, 12:36
> Tobie, Kobieto, współczesność niesie ułatwienia. Twojemu
> partnerowi tylko dodatkowe obciążenia. Ty masz przychodnie,
> porady, psychologów, techniki. A co ma twój chłop? Teściową po
> drugiej stronie telefonu.

Ojejejej, biedactwo "prawdziwy menszczyzna" to już po poradę do psychologa nie
pójdzie, bo to mu uwłacza i będzie nieprawdziwy?
Obserwuj wątek
    • maruda.r Re: A twój chłop? 19.04.09, 14:36

      siegfriedswaelderin napisała:

      > Ojejejej, biedactwo "prawdziwy menszczyzna" to już po poradę do psychologa nie
      > pójdzie, bo to mu uwłacza i będzie nieprawdziwy?

      ******************************

      Albo będzie prawdziwy i znajdzie sobie inną.

      • kochanica-francuza Re: A twój chłop? 19.04.09, 20:38
        maruda.r napisał:

        >
        > siegfriedswaelderin napisała:
        >
        > > Ojejejej, biedactwo "prawdziwy menszczyzna" to już po poradę do psycholog
        > a nie
        > > pójdzie, bo to mu uwłacza i będzie nieprawdziwy?
        >
        >Toż chciałam napisać! Wszystko tylko dla nas, a jemu teściowa!

        No bidula doprawdy. :-PPPPPPPPP
    • kiniox Re: A twój chłop? 20.04.09, 00:46
      Ten fragment jest faktycznie dość żenujący i szkoda, że się pojawił, bo przyćmił
      to, co naprawdę miało w tej wypowiedzi sens. Czy wycofanie się przez
      którekolwiek z partnerów z jakiejś wspólnej dziedziny życia (wychowania dzieci,
      łożenia na dom, dbania o zdrowie itp.) na rok, czy dwa, "bo akurat ma inne
      priorytety" byłoby równie zrozumiałe i mogłoby nastąpić na zasadzie
      jednostronnej decyzji?
      • hermina5 Re: A twój chłop? 20.04.09, 08:17
        Czy wycofanie się przez
        > którekolwiek z partnerów z jakiejś wspólnej dziedziny życia
        (wychowania dzieci,
        > łożenia na dom, dbania o zdrowie itp.) na rok, czy dwa mogłoby
        nastąpić na zasadzie
        > jednostronnej decyzji?


        No problem w tym, ze w wielu zwiazkach nastepuje. Facet stwierdza, z
        e nie zna sie na dzieciach i to jest robota dla zony, nie dla niego,
        albo zaczyna chlac wódę z kolegami jak glupi majac w dupie swoje
        zdrowie ...

        Dla mnie sprawa jest jasna - nigdy nie ma tak, ze wina lezy w 100%
        po jednej stronie. Jesli kobieta podejmuje decyzje, ze nei chce ze
        swoim mezem sie kochac, to moze ten mąz powinien wspólnie z kobietą
        zastanowić sie nad podstawami - np. nad tym, czy sie myje, albo czy
        seks z nim nie jest dla jego zony jednym wielkim bólem, bez
        zwracania uwagi na jej potrzeby.


        Jasne, z e najlepiej znalezc sobie wtedy inna, najlepeij
        prostytutkę, tylko trzeba miec wtedy swiadomosc, ze postepuje sie
        jak idiota - tzn. zamiast odpowiedzieć nieznajomemu na pytanie o
        drogę, wali sie tego kogoś w łeb, wbija nóz i ukrywa zwłoki. ( to
        była, trudne słowo, metafora).
        • kiniox Re: A twój chłop? 22.04.09, 18:02
          Po pierwsze, to miło, że zakładasz a priori (uwaga, trudne słowo), że jestem
          mało pojętna i trzeba do mnie pisać głośno i wyraźnie.
          Po drugie, zgadzam się, że takie sytuacje występują w życiu. Zadałam pytanie
          (widocznie niewystarczająco wyraźnie), czy takie sytuacje są usprawiedliwione.
          Moim zdanem nie są. W związku problemy rozwiązuje się wspólnie. Dlatego nie
          uważam, że kobieta ma prawo do jednostronnej decyzji w sprawie wycofania się z
          seksu, "bo ma inne priorytety". I w tym przyznaję rację autorowi listu. W moich
          oczach nie ma różnicy, czy takie decyzje podejmuje kobieta, czy mężczyzna.
          Uważam je za równie nieuczciwe. I to tyle.
          • maruda.r Re: A twój chłop? 26.04.09, 14:18
            kiniox napisała:

            > Moim zdanem nie są. W związku problemy rozwiązuje się wspólnie.

            ****************************

            Jeżeli jedna strona przestaje dbać o drugą, to daje tej drugiej wolną rękę.
            Papierek z USC nie ma w takim wypadku żadnego znaczenia, bo jedna ze stron
            jednostronnie zawiesza swoje dobroczynienie na rzecz trwałości związku.

            • kiniox Re: A twój chłop? 26.04.09, 23:40
              Owszem, ale to się tak łatwo mówi tylko temu, kto w głębi duszy pragnie tej
              wolnej ręki i komu na związku już nie zależy. Bo jeśli komuś zależy na związku i
              na swoim partnerze/partnerce, to nigdy nie zastosuje "polityki wolnej ręki" jako
              wyjścia numer jeden.
              Ludzie "przestają dbać o drugą stronę" z miliona powodów. Np. dlatego, że ich
              własne problemy zaczęły ich przerastać. Kochający partner najpierw spróbuje się
              dowiedzieć, co się dzieje. Natomiast jeśli ktoś tylko czeka na pretekst, żeby
              pójść na bok, to jakoś mi go specjalnie nie żal, bez względu na rodzaj tego
              pretekstu. I o to mi chodzi, kiedy piszę, że w związku problemy rozwiązuje się
              wspólnie.
    • godeep Kobiety, kobiety... 20.04.09, 12:15
      Natura ma w głębokim poważaniu poprawność polityczną. I niestety, ale coś takiego jak równouprawnienie nie istnieje. Nie istnieje też równouprawnienie kobiet. To jedna z wielu spraw z którymi musimy się pogodzić - czy tego chcemy, czy nie. Kolejna fo fakt, że mężczyźni żyją seksem i dla seksu. Tylko i wyłącznie. Cała nasza "pozaseksualna" działalność służy tylko temu, by się przypodobać kobietom i - być może - mieć kolejny stosunek. I tak w kółko, od czasu dojrzewania do andropauzy. I nigdy, przenigdy nie wierzcie facetom, którzy temu zaprzeczają i ze zrozumieniem kiwają głowami gdy kolejny raz boli was głowa. Gdyby tylko mogli to natychmiast, bez zastanawiania się - skorzystaliby z pierwszej lepszej okazji. A taka znajdzie się prędzej czy później. To jednak jest już inna bajka. Brak solidarności kobiet jest nam facetom bardzo na rękę. I potrafimy to wykorzystywać z premedytacją by dostać swoje. ;-)
      • gondra Re: Kobiety, kobiety... 20.04.09, 12:41
        Jakie zabawne są takie posty, gdzie facet tonem mędrca wygłasza swą
        (niepopartą niczym lub popartą biologią, tudzież wspomnieniami z
        czasów jaskiniowych) teoryjke zaprzeczajacą równouprawnieniu czy
        płynności ról społecznych płci, a na końcu dodaje "musimy sie z tym
        pogodzić" lub "tak już jest".:)))))
        • godeep Re: Kobiety, kobiety... 20.04.09, 13:21
          > Jakie zabawne są takie posty, gdzie facet tonem mędrca wygłasza swą
          > (niepopartą niczym lub popartą biologią, tudzież wspomnieniami z
          > czasów jaskiniowych) teoryjke zaprzeczajacą równouprawnieniu czy
          > płynności ról społecznych płci, a na końcu dodaje "musimy sie z tym
          > pogodzić" lub "tak już jest".:)))))


          Bardzo się cieszę, że dzięki mnie było Ci zabawnie. Niestety muszę przyznać, że mnie nie przekonałaś. Płynność ról społecznych to tylko teoria nie mająca odbicia w rzeczywistym życiu społecznym. I - według mnie - słusznie. A jeśli gdzieś, ktoś wprowadza ją w życie - to jest sztuczne i wymuszone.
          • lena575 Re: Kobiety, kobiety... 21.04.09, 00:43
            Bzdury raczysz pisać. To, czego nie rozumiesz jest dla ciebie
            sztuczne i wymuszone. Wokół mnie mnóstwo partnerskich związków w
            których on często więcej zajmuje się domem niż ona. zarabiają
            podobne pieniądze i dla niego sztuczne i wymuszone jest to,że facet
            musiał utrzymywac rodzinę ale mało zajmował się dziecmi i miał z
            nimi nikły kontakt.
            • maruda.r Re: Kobiety, kobiety... 26.04.09, 14:21

              lena575 napisała:

              Wokół mnie mnóstwo partnerskich związków w
              > których on często więcej zajmuje się domem niż ona. zarabiają
              > podobne pieniądze i dla niego sztuczne i wymuszone jest to,że facet
              > musiał utrzymywac rodzinę ale mało zajmował się dziecmi i miał z
              > nimi nikły kontakt.

              *********************************

              Nie zrozumiałaś.

              • lena575 Re: Kobiety, kobiety... 28.04.09, 23:19
                Czego (kogo) nie zrozumiałam twoim zdaniem ?
      • ambivalent Re: Kobiety, kobiety... 20.04.09, 16:33

        Jakze ubogie musi byc Twoje zycie. Szczerze wspolczuje. Moj facet
        tez.


        godeep napisał:

        > Natura ma w głębokim poważaniu poprawność polityczną. I niestety,
        ale coś takie
        > go jak równouprawnienie nie istnieje. Nie istnieje też
        równouprawnien
        > ie kobiet
        . To jedna z wielu spraw z którymi musimy się
        pogodzić - czy tego
        > chcemy, czy nie. Kolejna fo fakt, że mężczyźni żyją seksem i dla
        seksu. Tylko i
        > wyłącznie. Cała nasza "pozaseksualna" działalność służy tylko
        temu, by się prz
        > ypodobać kobietom i - być może - mieć kolejny stosunek. I tak w
        kółko, od czasu
        > dojrzewania do andropauzy. I nigdy, przenigdy nie wierzcie
        facetom, którzy tem
        > u zaprzeczają i ze zrozumieniem kiwają głowami gdy kolejny raz
        boli was głowa.
        > Gdyby tylko mogli to natychmiast, bez zastanawiania się -
        skorzystaliby z pierw
        > szej lepszej okazji. A taka znajdzie się prędzej czy później. To
        jednak jest ju
        > ż inna bajka. Brak solidarności kobiet jest nam facetom bardzo na
        rękę. I potra
        > fimy to wykorzystywać z premedytacją by dostać swoje. ;-)
        • godeep Re: Kobiety, kobiety... 22.04.09, 16:09
          > Jakze ubogie musi byc Twoje zycie. Szczerze wspolczuje. Moj facet
          > tez.
        • godeep Re: Kobiety, kobiety... 22.04.09, 16:18
          > Jakze ubogie musi byc Twoje zycie. Szczerze wspolczuje. Moj facet
          > tez.


          Ależ skarbie, mam głęboko w dupie Twoje współczucie. I Twojego faceta współczucie też.
          • flasska Re: Kobiety, kobiety... 22.04.09, 17:06
            a ja mam głęboko w dupie twoje zdanie na temat ludzkiej seksualności i ról płciowych. I mój facet też. I pies, i kot, i wszystkie pająki pochowane po kątach... Skarbie. Ktoś jeszcze ma coś w dupie? Podzielmy się ich zawartością.
            • godeep Re: Kobiety, kobiety... 22.04.09, 20:05
              > a ja mam głęboko w dupie twoje zdanie na temat ludzkiej seksualności i ról płci
              > owych. I mój facet też. I pies, i kot, i wszystkie pająki pochowane po kątach...
              > Skarbie. Ktoś jeszcze ma coś w dupie? Podzielmy się ich zawartością.



              Jak ktoś wyjeżdza ze współczuciem, to chyba sam go potrzebuje. Ja jednak, nie mam zamiaru jej go dawać. I jej facetowi też. Stąd ten tekst o dupie. :-)

              Wracając do tematu. Jaka ogromna pustka drąży serca ludzi, którzy wierzą w te teorie o równouprawnieniu i płynności ról społecznych? Są często jak neofici, gorliwi ponad miarę i gotowi na wszystko - by bronić swoich racji. Niektórzy nawet makaron nazywają pastą, pedała - gejem, pie...iętego - chorym umysłowo, czarnucha - afroamerkaninem. Długo można by jeszcze wymieniać.
              • flasska Re: Kobiety, kobiety... 22.04.09, 22:11
                "Niektórzy nawet makaron nazywają pastą, pedała - gejem, pie...iętego - chorym umysłowo, czarnucha - afroamerkaninem."

                Wiesz, po tym, jak się tym tekstem odsłoniłeś to i ja tobie współczuję. I wrażliwym osobom, którym przyjdzie się z tobą zetknąć.

                Dajmy na to warościowemu facetowi, który okaże się być gejem ("pedałem" według prawdziwego mężczyzny, który rucha, co się rusza, bo korzysta z każdej okazji i w dodatku wierzy, że wszyscy mężczyźni są podobnie ograniczeni).

                Bądź osobie, która uporała się z wielkim bólem, spędziła część swojego życia na leczeniu psychiatrycznym - w twoim ograniczonym światku byłaby "pier...nięta".

                Przykro mi, że jesteś taki mały i że tak otwarcie wyrażasz dumę z powodu swojej małości.

                • godeep Re: Kobiety, kobiety... 23.04.09, 00:12
                  flasska napisała:

                  > "Niektórzy nawet makaron nazywają pastą, pedała - gejem, pie...iętego - chorym
                  > umysłowo, czarnucha - afroamerkaninem."
                  >
                  > Wiesz, po tym, jak się tym tekstem odsłoniłeś to i ja tobie współczuję. I wrażl
                  > iwym osobom, którym przyjdzie się z tobą zetknąć.
                  >
                  > Dajmy na to warościowemu facetowi, który okaże się być gejem ("pedałem" według
                  > prawdziwego mężczyzny, który rucha, co się rusza, bo korzysta z każdej okazji
                  > i w dodatku wierzy, że wszyscy mężczyźni są podobnie ograniczeni).
                  >
                  > Bądź osobie, która uporała się z wielkim bólem, spędziła część swojego życia na
                  > leczeniu psychiatrycznym - w twoim ograniczonym światku byłaby "pier...nięta".
                  >
                  >
                  > Przykro mi, że jesteś taki mały i że tak otwarcie wyrażasz dumę z powodu swojej
                  > małości.
                  >


                  Wartości danego człowieka nie mierzę łóżkiem. Jeden z moich kumpli jest pedałem i uważam, że jest w porządku. On wcale się nie obraża jak mówię o nim ciota. Nie wstydzi się swojego homoseksualizmu, tak jak ja, nie wstydzę się swojego heteroseksualizmu. Pracowałem przed laty z murzynem. Pewnego dnia musieliśmy zawieść dość sporą liczbę przesyłek na pocztę. Postanowiliśmy z tej okazji zabawić się kosztem ludzi na poczcie. Wyglądało to tak, że on szedł przodem - obładowany niemiłosiernie - ja zaś z tyłu pokrzykiwałem coś w stylu: "Szybciej czarnuchu, co się tak grzebiesz Bambo!". Przy tym dostawał lekkiego kopa, tak że paczki mu spadały. On je usłużnie zbierał pod moją komendą i szliśmy dalej. Takiego oburzenia ludzi tam zgromadzonych nigdy wcześnij nie widziałem. Gdyby wzrok mógł zabijać to od tamtej chwili już bym nie żył. A było tak tylko i wyłącznie dlatego, że mój kolega był czarny. I on sam powiedział, że za takie współczucie to on serdecznie dziękuje. Inny przykład. Znajoma na wózku inwalidzkim wytłumaczyła mi dlaczego nie wyszłaby za mąż za innego inwalidę. Pytam się jej dlaczego odrzuca propozycje pewnego kolegi, (też niepełnosprawnego fizycznie - na wózku) choć wiem że się lubią i "mają ku sobie". Ona na to: "Chciałbyś ożenić się z kobietą na wózku?" Ja: "Oczywiście, że nie." I ona kończąc: "No widzisz, ja też nie". Dlatego właśnie uważam, że ci wszyscy strażnicy poprwaności politycznej, ci neofici nowej wiary - są największymi rasistami. To oni sztucznie dzielą świat i ludzi. Dlatego będę nazywał rzeczy po imieniu i jeśli zrobiłem błedy ortograficzne w tym poście to dlatego, że jestem tępy, a nie dlatego że cierpię na "dyslekcje".
                  • gondra Re: Kobiety, kobiety... 23.04.09, 08:08
                    Widzisz, ale forma też ważna rzecz. Tak jak twojego kolegę można
                    nazwać gejem lub pedałem, tak ciebie człowiekiem ograniczonym lub
                    kompletnym kretynem. Jedno i drugie oddaje stan faktyczny, ale
                    różnica w wymowie jest.
                    • godeep Re: Kobiety, kobiety... 23.04.09, 08:49
                      gondra napisała:

                      > Widzisz, ale forma też ważna rzecz. Tak jak twojego kolegę można
                      > nazwać gejem lub pedałem, tak ciebie człowiekiem ograniczonym lub
                      > kompletnym kretynem. Jedno i drugie oddaje stan faktyczny, ale
                      > różnica w wymowie jest.


                      Gdyby w tym całym syfie chodziło tylko o formę... Poprawność polityczna miałabyć w swoim założeniu, czymś w rodzaju nakładki korekcyjnej na demokrację - gdyż ona sama niebyła w stanie przeciwdziałać dyskryminacji niektórych grup. Być może cel był szczytny, po latach jednak okazało się IMHO, że owa poprawność stała się karykaturą samej siebie.
                • gondra Re: Kobiety, kobiety... 23.04.09, 08:09
                  Flasska, Ty mu piszesz, że masz w de, a ten "wracajac do tematu".:)
        • maruda.r Re: Kobiety, kobiety... 26.04.09, 14:42
          ambivalent napisała:

          >
          > Jakze ubogie musi byc Twoje zycie. Szczerze wspolczuje. Moj facet
          > tez.

          ****************************

          Dlaczego ubogie? Że stawia sprawę tak, jak ją widzi?

          Śmiem twierdzić, że 90% społeczeństwa to wciąż jaskiniowcy. Owszem, nauczyliśmy
          się współżyć, spory rozstrzygamy przed sądami lub w internecie, a nie za pomocą
          maczugi, mamy mnóstwo dobrych zwyczajów, które chronią nas przed rozlewem krwi,
          ale w gruncie rzeczy wciąż jesteśmy jaskiniowcami. Mamy dokładnie ten sam zestaw
          genów. Poprawność polityczna jest swego rodzaju umową, która wiele spraw
          ułatwia, ale nie zmienia naszego wnętrza.

          'godeep' nie rzucił hasła "baby do garów!".

          • ambivalent Re: Kobiety, kobiety... 26.04.09, 23:19
            He? No chyba sam(a) odpowiedzialas sobie na moje stwierdzenie, ze jego zycie
            jest ubogie. Chyba, ze uwazasz zyce jaskiniowcow za takie "bogate" :)
            I co ma do tego wszystkiego poprawnosc polityczna? Jego zycie musi byc ubogie
            jezeli kreci sie tylko i wylacznie wobec seksu. I smiem twierdzic, ze moje
            wnetrze jest inne, ale jezeli twoje nie jest, to twoje zycie jest pewnie tak
            samo ubogie. I tobie tez wspolczuje.


            maruda.r napisał:

            > ambivalent napisała:
            >
            > >
            > > Jakze ubogie musi byc Twoje zycie. Szczerze wspolczuje. Moj facet
            > > tez.
            >
            > ****************************
            >
            > Dlaczego ubogie? Że stawia sprawę tak, jak ją widzi?
            >
            > Śmiem twierdzić, że 90% społeczeństwa to wciąż jaskiniowcy. Owszem, nauczyliśmy
            > się współżyć, spory rozstrzygamy przed sądami lub w internecie, a nie za pomocą
            > maczugi, mamy mnóstwo dobrych zwyczajów, które chronią nas przed rozlewem krwi,
            > ale w gruncie rzeczy wciąż jesteśmy jaskiniowcami. Mamy dokładnie ten sam zesta
            > w
            > genów. Poprawność polityczna jest swego rodzaju umową, która wiele spraw
            > ułatwia, ale nie zmienia naszego wnętrza.
            >
            > 'godeep' nie rzucił hasła "baby do garów!".
            >
      • bene_gesserit Re: Kobiety, kobiety... 22.04.09, 21:15
        godeep napisał:

        > wyłącznie. Cała nasza "pozaseksualna" działalność służy tylko
        temu, by się prz
        > ypodobać kobietom i - być może - mieć kolejny stosunek. I tak w
        kółko, od czasu
        > dojrzewania do andropauzy. I nigdy, przenigdy nie wierzcie
        facetom, którzy tem
        > u zaprzeczają i ze zrozumieniem kiwają głowami gdy kolejny raz
        boli was głowa.
        > Gdyby tylko mogli to natychmiast, bez zastanawiania się -
        skorzystaliby z pierw
        > szej lepszej okazji. A taka znajdzie się prędzej czy później. To
        jednak jest ju
        > ż inna bajka. Brak solidarności kobiet jest nam facetom bardzo na
        rękę. I potra
        > fimy to wykorzystywać z premedytacją by dostać swoje. ;-)

        Mysle, ze byloby uczciwiej, gdybys cala swoja (niepoparta niczym
        procz 'bo tak') teorie wyglosil w swoim imieniu, a nie polowy
        ludzkosci.
        • godeep Re: Kobiety, kobiety... 23.04.09, 00:16
          lady_jessika napisała:

          > Mysle, ze byloby uczciwiej, gdybys cala swoja (niepoparta niczym
          > procz 'bo tak') teorie wyglosil w swoim imieniu, a nie polowy
          > ludzkosci.


          Racja. Wygłaszane przezemnie teorie są tylko i wyłącznie moje.
    • login-ka A twój chłop? 23.04.09, 08:31
      "Tu można latami pozbawiać partnera jednego z podstawowych instrumentów tworzenia więzi, bo ma się inne priorytety."
      No, gratulujemy Panu, skoro tylko tyle Pan potrafi...
      Ok, zaraz sobie powiemy, że skoro Ona nie chce, to On może pójść do innej. A jak mój mężczyzna nie chce? a tak czasem bywa...
      • godeep Re: A twój chłop? 23.04.09, 08:38
        login-ka napisała:

        > Ok, zaraz sobie powiemy, że skoro Ona nie chce,
        > to On może pójść do innej. A jak mój mężczyzna nie chce?
        > a tak czasem bywa...


        Jeśli Twój mężczyzna nie chce, to możesz pojść do innego.
        Mamy równouprawnienie, prawda?
        • lena575 Re: A twój chłop? 28.04.09, 23:27
          Jak ktoś nie ma i pracownać nie "może"- moze kraść, jak nie ma na
          tyle sprawności - moze napadać staruszków/staruszki, zabjać. Brać co
          leży, co dotępne. Wszelkie chwyty dozwolole. "Poprawnośc
          politycza", "kultura" - toż to formy do doopy,nie do życia. Twoim
          zdanaiem pewnie... oczywiście, oburzysz się,ze za daleko idące ... a
          dlaczego za daleko? dla kogo za daleko?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka