Gość: Patriota IP: *.dip.t-dialin.net 21.03.02, 19:39 czy gliwiczanie topili juz Hanyska? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: @losza Re: Topienie Hanyska IP: *.dip.t-dialin.net 21.03.02, 21:22 Gość portalu: Patriota napisał(a): > czy gliwiczanie topili juz Hanyska? www.parafialutondunstable.co.uk/tradycje/images/pics/drown.gif Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hermann Re: Topienie Hanyska - Judasza IP: *.dip.t-dialin.net 21.03.02, 21:30 KOŁATKI - GRZECHOTKI - KLAPACE TOPIENIE JUDASZA - TOPIENIE ŚMIRZTECKI W okresie Wielkiego Tygodnia, kiedy to w Wielki Czwartek aż do Soboty milkły kościelne dzwony, podrostki biegały po wsiach i osiedlach z róznego rodzaju wymyślnymi kołatkami lub grzechotkami. Małle góralczyki wykazywały przy tym wiele sprytu i pomysłowości. Dumą takiego niedorostka było samemu, domowym sposobem, zrobić dla siebie jak najpiękniejszą kołatkę czy też grzechotkę. Zwykle kołatka składala się z deseczki w środku podziurawionej, aby od spodu można było umocować rączkę, a na górze (wierzchu) w tejże rączce umocować obok siebie dwa młoteczki drewniane, które poruszane ruchem ręki biły w siebie i w deseczkę, wydajać owo kołatanie. Grzechotka obracała się na walcu z trybami, które w czasie obracania zahaczały o również drewniane pióra, wydąjac przy tym głos skrzeczącej sroki. Ten głos skrzekliwy najbardziej był odpowiedni podczas "topienia Judasza". Samego Judasza robiono ze słomy w kształcie kukły, odzianej w najgorsze łachmany. W wyobraźni dzieci i młodzieży zdrajca nie był godzien lepszego ubrania. Dawnymi czasy zamożniejsi gazdowie na swych polach stawiali dzwonnice, oczywiście były to miniatury wobec dzwonnicy kościelnej, równie mniejsze dzwony spiżowe posiadające. W czasie burz, powodzi i różnych miejscowych nieszczęść dzwoniono w takie dzwony, dla odżegnania zawsze złych i niespodziewanych klęsk. Dzwonki takie cofały burze, rozbijajac groźne chmury. Wieszanie samego Judasza odbywało się tradycyjnie, za pomocą sznura okręconego wokół szyi. Po jakimś czasie takiego judaszowego wisielca spuszczano z dzwonnicy i wleczono ku bystremu potokowi. Była to haniebna droga zdrajcy przy akompaniamencie wrzasków, bicia kukły rózgami, często kopania, a głosy kołatek i grzechotek wzmagały ten harmider. Czesto Judasz nie "doszedl" do potoku rozlatujac się w strzępy pod kijami i rózgami, wiec zamiast topienia palono przy okrzykach i radosnych śmiechach załosne szczątki zdrajcy Pana Jezusa. W niektórych wsiach góralskich zachował się zwyczaj "topienia śmierztecki" (cos w rodzaju Marzanny). W tej zbiorowej egzekucji brały również udział i dziewczęta. Sama śmierztecka była kolorowymi bibułkami przystrojoną kukłą, osadzana bywała na długim kiju, aby wszyscy mogli widzieć, jak ją niosą przez wieś do głębokiej wody, aby tam wśród radosnych okrzyków młodzieży utopić jędzę, która lubi kosić ludzkie życie. Dzień Wielkiego Piątku był szczególnie ważny dla gospodyń i baców. Zapobiegliwe gospodynie siały tego dnia na przydomowych grządkach różne najpotrzebniejsze warzywa i zasadzały zieloną rozsadę kapusty oraz karpieli (brukwi) i różnych sadzonek kwiatów. Wierzono, że właśnie sadzenie i sianie w dzień największego postu zapewni roślinom dobry wzrost, urodzaj i uchroni je przed robakami. W Beskidach ma to swoje uzasadnienie w klimacie; wcześniejsze lub pózniejsze wysiewy i sadzenie zawsze gorzej się udawały, bo gorzej i trudniej się przyjmowały. Kiedy gaździny sadziły i siały, gazdowie udawali się do lasów lub na jałowe grapy, aby nazbierać czubków jałowca, który w Wielka Sobote niesli do poswiecenia razem z pozywieniem. Swiecone czesto zanoszono do kosciola w pięknie plecionych przez gazdów koszyczkach z cienkich, rozdzielonych na pół korzeni jałowca. Odpowiedz Link Zgłoś