Dodaj do ulubionych

Przekraczając granice

22.08.05, 16:26
Andrzej Stasiuk/Syndykat Autorów, 2005/19.08.2005 17:04
Przekraczając granice
Zajrzałem do swoich paszportów (jeden jest już nieważny, nie ma nim miejsca i
trzymam go jako pamiątkę) i okazało się, że przez ostatnie dziesięć lat
przekraczałem granicę dwieście czterdzieści sześć razy. Były to wprawdzie
granice głównie europejskie, ale gdy sobie pomyślę o smutnych i pustych
paszportach obywateli UE, to ogarnia mnie coś w rodzaju dumy.
Wprawdzie od maja roku 2004 ja też jestem Ueuropejczykiem, ale wcale mnie nie
cieszy ta obojętność i cisza na granicach. Po prostu lubiłem dostawać kolejne
stemple. W końcu przypominały trochę medale za męstwo albo ordery za odwagę i
stanowiły dowód na to, że człowiek był na przykład w Lizbonie. Mieszkać w
Polsce i pojechać do Lizbony to jeszcze parę lat temu był wyczyn. Tak, będzie
mi brakowało granic wewnątrz Unii. Niemiecki strażnik nie weźmie już nigdy
mojego paszportu i nie odszuka w nim dziewiczo czystej strony, i nie postawi
stempla na samym jej środku. Podobnie zresztą robili austriaccy strażnicy.
Musieli mieć czystą. Stempel tam, gdzie były już inne, nie wchodził w grę.

Z kolei gdy pierwszy raz w życiu jechałem parę lat temu do Włoch, to duszę
miałem na ramieniu. To jest piękne uczucie. Tak trzeba zawsze wjeżdżać do
nieznanego kraju. Wjeżdżałem od strony Słowenii, a przejście było właściwie na
przedmieściach Triestu. Bardzo chciałem dostać swój pierwszy włoski stempel,
ale strażnicy na widok mojej wyciągniętej dłoni z paszportem tylko się
roześmiali i pokazali, żebym jechał i nie zawracał im głowy. Albo
przesłuchanie na londyńskim Gatwick: Kobieta w mundurze pytała mnie nawet
jakiego rodzaju książki piszę: fiction or non fiction or poems? Zgodnie z
prawdą odpowiedziałem jej, że i takie, takie, i takie. To była jedna z
dłuższych chwil w moim życiu, gdy zerkała na mnie z powątpiewaniem i
jednocześnie jej dłoń ze stemplem zaczęła się powoli wznosić nad moim paszportem.

To wszystko minęło, a ja odczuwam coś w rodzaju idiotycznego żalu. Teraz żeby
poczuć czym jest prawdziwa granica, muszę pojechać na wschód albo południe
naszego kontynentu. Dwa miesiące temu przekraczałem granicę
słowacko-ukraińską. Słowacja jest już w Unii i myślałem sobie, że to będzie
czcza formalność. W końcu i ja, i Słowacy to obywatele tego samego
politycznego organizmu. No ale kazali mi zjechać na bok i bardzo dokładnie
oglądali mój samochód. Obok bez przeszkód i przy minimum formalności
przejeżdżali Słowacy i Ukraińcy, a ja stałem i stałem. Po godzinie przyszedł
słowacki strażnik i z przepraszającym uśmiechem powiedział: Pana auto jest
niestety ukradzione w Niemczech.

Moje auto nie było ukradzione w Niemczech. Było jak najbardziej legalnie
kupione w Polsce w autoryzowanym salonie. Wyjaśnienie tego za pomocą
kilkunastu telefonów i kilku faksów zajęło cztery i pół godziny. Zapadał już
zmierzch, gdy przyszedł ten sam strażnik i z przepraszającym uśmiechem
powiedział: Pomyliliśmy się o jedną cyfrę w numerze nadwozia. Pomyślałem
sobie, że to dziwne uczucie jeździć autem, które od ukradzionego różni się
tylko jedną zabłoconą cyferką wyrytą gdzieś na podbrzuszu auta.

Gdy żegnany przepraszającymi uśmiechami przejechałem na drugą stronę granicy,
ukraińscy strażnicy powiedzieli: Coś długo pana trzymali. Proszę zjechać na
bok. Tym razem przeszukiwanie auta, wypytywanie, wypełnianie deklaracji i
sprawdzanie numerów trwało tylko dwie godziny.

Tak więc wewnątrzunijna swoboda, komfort podróżowania, zanik barier celnych,
swobodny przepływ ludzi i towarów zakończy się tym, że gdzieś na europejskich
peryferiach będziemy musieli wybudować coś w rodzaju chińskiego muru. Albo coś
w rodzaju nowej żelaznej kurtyny. Diabelska ironia polega na tym, że zbudujemy
ten mur w imię ochrony swobody przemieszczania się, w imię wolności, w imię
obrony demokratycznych swobód przed resztą świata. Będziemy mieli poczucie,
że jesteśmy europejskim narodem wybranym ponieważ wieczorem w telewizorach
będziemy mogli oglądać milionowe rzesze odrzuconych i wykluczonych kołaczących
do bram naszego królestwa obfitości. Po prostu jest tak, że nieszczęsna Europa
osiągnęła zbyt wiele, jest zwyczajnie zbyt bogata i zbyt zadowolona, by mogła
spać spokojnie. Biedaczka nie jest nawet pewna, gdzie przebiegają jej granice.
Co ma wyznaczać ich przebieg? Czy kapryśna, zmienna Historia? Czy może
Geografia, która stanowczo twierdzi, że Europa kończy się dokładnie tam, gdzie
zaczyna Azja, czyli na Uralu? No więc nikt nic nie wie, nikt nie zna
odpowiedzi i dlatego na wszelki wypadek granice wytycza się możliwie najbliżej
od domniemanego środka, którego należałoby szukać gdzieś między powiedzmy
Paryżem, Frankfurtem a Mediolanem.

U schyłku minionego lata wypływałem z portu Dürres. Płynąłem do Włoch. Tak jak
wszyscy inni. W hali odpraw tłoczył się tysięczny tłum. To było upalne duszne
piekło. Ludzie stali tak ściśnięci, że trudno było wykonać jakikolwiek gest,
jakikolwiek ruch. Stali cicho, pokornie, bez słowa skargi, ociekający potem,
tulący w ramionach małe dzieci. Albańscy strażnicy siedzieli w swoich budkach
i mozolnie stukali w klawisze komputerów i od czasu do czasu jakiś szczęściarz
przechodził na drugą stronę, ale w zasadzie panował bezruch. Ci wszyscy,
niemi, udręczeni ludzie mieli w sobie jakąś fatalną siłę, jakąś desperacką
determinację. Chcieli wydostać się ze swojego kraju i gotowi byli przyjąć
każde upokorzenie. Wcale nie wyglądali na łowców przygód ani na amatorów
szybkich i lekkich pieniędzy. To byli zwykli ludzie, normalne rodziny,
spracowani mężczyźni i zmęczone kobiety. I stojąc pięć godzin w tej upiornej
hali wśród tysiąca spokojnych i milczących Albańczyków pojąłem, że w ten
właśnie sposób podróżuje i przekracza granice większość ludzi na świecie.
Porzucają swoje domy i ruszają w poszukiwaniu trochę lepszego życia ponieważ
ich własne stało się nieznośne. Potem czekają cierpliwie, aż ktoś ich wpuści
na statek, do pociągu, podwiezie ciężarówką, czekają cierpliwie na paszport,
potem na upragnioną wizę albo na pośrednika, który trudni się przemytem
"żywego towaru" i w końcu trafiają do jakiegoś kraju, który wydaje się być
ziemią obiecaną, ponieważ nie jest ich krajem. Ten milczący tłum w Dürres stał
w środku Europy - pomiędzy Italią a Grecją, można powiedzieć, że stał w samym
sercu Starego Kontynentu. A jednak wyglądało to tak, jakby tłoczył się u bram
zamkniętej na głucho warowni, jakby błagał, by go wpuszczono za mury
niedostępnego zamku, do wnętrza pilnie strzeżonego pałacu, do cudownej krainy
sytości, bezpieczeństwa i spełnienia wszystkich marzeń. Tak, port Dürres pod
koniec sierpnia o północy to była wielka metafora naszego świata. Było widać
jak na dłoni, że Europa zamyka się przed sobą samą. Granica nie przebiegała na
mitycznym Uralu, ale gdzieś w okolicach "kolebki europejskiej cywilizacji".

I tak to będzie wyglądało: Będziemy się bronić, będziemy otaczać się coraz
wyższym murem, a nasza świadomość będzie widziała coraz więcej różnic między
"nami" a "obcymi", "innymi". Ci "obcy" oraz "inni" niczego nie będą w stanie
nas nauczyć, ani w niczym nam pomóc, ponieważ jako Europejczycy jesteśmy
najlepsi i najmądrzejsi na świecie. Jeśli tamci po coś przyjdą, to tylko po
to, by nam coś zabrać, bo przecież niczego sensownego nie mają. Tak będziemy
myśleć, ogradzając się murem. Tak będziemy myśleć żeby mieć spokojny sen.
Ponieważ jesteśmy jak ten bogacz ze strachu cierpiący na bezsenność.

Niedawno Günter Verheugen w wywiadzie dla "Franfurter Allgemeine
Sonntagszeitung" powiedział następującą rzecz: "Gdyby celem UE było szerzenie
demokracji, praworządności i praw człowieka na świecie, to faktycznie wszędzie
tam, gdzie te wartości nie są dostatecznie przestrzegane, powinniśmy
proponować członkowsko w UE. To wprawdzie logiczna, ale fałszywa idea. Nasz
problem bowiem nie brzmi: Jak szerzyć demokrację i praworządność na świecie?,
tylko: Co leży w interesie europejskim?"

Obserwuj wątek
    • sss9 Re: Przekraczając granice c.d. 22.08.05, 16:28
      To była jego odpowiedź na sugestię, że Ukraina dąży do członkostwa.

      Mamy tutaj bardzo interesującą koncepcję granic Europy sformułowaną przez
      człowieka od którego, co by nie mówić, zależą losy kontynentu. Otóż Ukraina,
      która jak najbardziej leży w Europie, a w ostatnich tygodniach dała wyraz swojej
      europejskości, ba, swojej europejskiej determinacji, raptem znalazła się w
      jakiejś dziwnej, nieokreślonej przestrzeni, którą Verheugen nazwał po prostu
      "światem". Sens jego wypowiedzi jest mniej więcej taki, że ta cała Ukraina leży
      sobie gdzieś "na świecie", właściwie nie bardzo wiadomo gdzie i nie ma o czym
      gadać, bo jak już ona zostanie członkiem, to zaraz będzie chciał Trynidad i Tobago.

      Tak wyglądają granice. Są wprawdzie wykreślone na mapach przez Geografię oraz
      Historię, ale w rzeczywistości ich przebieg wyznaczają ci, którzy posiadają
      władzę i trzymają kasę. To oni zgodnie z "interesem europejskim" będą ustalać
      geograficzną i historyczną przestrzeń, to oni będą wystawiać certyfikat
      europejskości. Niewykluczone, że z biegiem czasu, gdy Europa zamieni się w
      oblężoną twierdzę, będą z europejskości zwalniać tak, jak się zwalnia z pracy.
      Myślę, że perspektywa znalezienia się wśród "innych", "obcych", wśród
      odrzuconych, którzy stoją milczącym tłumem u bram najszczęśliwszego z
      kontynentów, będzie miała wpływ niezwykle dyscyplinujący.

      Jakiś czas temu przekraczałem granicę ukraińsko-rumuńską. Jechałem zwykłym
      kursowym autobusem. Trwało to dwanaście godzin - samo przekroczenie. Autobus
      pełen był ukraińskich kobiet wiozących do Rumunii przeróżny towar na handel.
      Widać było, że to ich stałe zajęcie. W autobusie i na granicy czuły się jak w
      domu. Jadły, coś tam popijały, pokazywały sobie zdjęcia ze ślubów i pogrzebów.
      Kompletnie nie przejmowały się postojem. Ja w tym czasie zwiedziłem całe
      przejście, sklepy, bary i całą resztę. Na przejściu kręciło się mnóstwo
      bezpańskich psów. I te psy, pojedynczo albo w stadach raz po raz przekraczały
      granicę. Załatwiały swoje sprawy to w Rumunii, to na Ukrainie. Nikt się nimi nie
      interesował. Miały swoje niepodległe, kosmopolityczne i ruchome państwo.

      A my staliśmy z naszym autobusem, ponieważ kobiety nie chciały dać zbiorowej
      łapówki rumuńskim strażnikom. To znaczy chętnie by dały, bo tak było zawsze i
      strażnicy też muszą jakoś żyć, ale tym razem suma, której chcieli, okazała się
      nie do przyjęcia. Co jakiś czas ukraiński kierowca autobusu, pełniący rolę
      pośrednika, wchodził i wymieniał sumę. Kobiety prychały lekceważąco i wymieniały
      swoją. A potem zapadały w drzemkę dając do zrozumienia, że mają nieskończenie
      dużo czasu. To były kobiety ze Środkowej Europy - mistrzynie spokoju,
      oczekiwania i cierpliwości. Nie wiem, jak skończyła się historia, ponieważ po
      dwunastu godzinach wziąłem plecak i na piechotę poszedłem w ciepłą rumuńską noc.

      Tak, kobiety miały sposób na granicę. Po prostu cierpliwie czekały aż zniknie,
      aż nieco zmięknie i stanie się trochę bardziej przepuszczalna. To prędzej czy
      później zawsze następuje. Wystarczy pokazać, że nie bardzo ci zależy na jej
      przekroczeniu. Wtedy granica robi się bezradna.

      Andrzej Stasiuk/Syndykat Autorów, 2005
      • braid Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 09:39
        A ja z niecierpliwoscia oczekuje momentu kiedy granica Polsko- Niemiecka bedzie
        wygladala jak Niemiecko- Holenderska
        Dzis juz tylko zmiana stylu oznakowania przypomina nam ze jestesmy na
        terytorium innego kraju.
        ;))) a w pierwszym holenderskim Mc Donaldzie za granica ... moglem sie poczuc
        znowu jak w Niemczech ;)))
        tak wielu niemcow tam siedzialo ... a ze holenderska obsluga bywa ze lepiej
        zna niemiecki niz obcokrajowcy
        pracujacy w niemieckich donaldach ...to juz dopelnilo reszty ..oczywiscie
        placac ta sama waluta ;))
        @
        • sss9 Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 09:50
          :))) ja natomiast z krótkiego pobytu w Holandii odniosłem wrażenie, że Holendrzy
          nie darzą Niemców szczególną atencją, nawet kilka razy byłem pewien udawania, że
          nie znają niemieckiego, tak żeby nie rozmawiać z Niemcami... za to kiedy
          dowiedzieli się, że jestem z przyjaciółmi z Polski, pewna właścicielka hoteliku
          od razu przeszła na rosyjski... : )))
          jest tak, czy tylko takich "dziwnych" Holendrów spotkałem ?
          • Gość: Ramon Re: Przekraczając granice c.d. IP: *.iwan.kdvz.net / *.dip.t-dialin.net 24.08.05, 09:57
            SSS tak jest, Holandija nie potrafi Niemcom nadal przebaczyc faktu, ze w 1940
            roku Niemcy Hollandii nie wypowiedzieli wojny, tylko sobie tak w ciagu czterech
            godzin przejechali do Francji.

            Na serijo, u nas tesz sie za bardzo na ogul holendrow nie lubi. Jak
            przyjezdzaja do nas na narty albo nad ren robia to najczesciej grupowo, a jak
            sie ludzie w grupach zachowac potrafia to napewno wiesz.
            • sss9 Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 10:12
              wiem, często to widać na FG... :(
            • sloneczko1 Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 10:18
              a ja będąc w Holandii rozmawiałam z nimi i po niemiecku ,i po angielsku i nawet
              trochę po holendersku,i nawet na migi---jak sie chce dogadać to sie zawsze
              dogada--a tak naprawdę to mi się Holendrzy bardzo podobali ze swoją
              uprzejmością,nawet dzieci idące drogą mówiły mi dzień dobry(oczywiście w małych
              miejscowościach) , a jak jakiś gospodarz idący z pastwiska powiedział dzień
              dobry--mnie obcej dla niego osobie--to byłam naprawde zaskoczona
              • ballest Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 10:36
                Co ja wiem to sie Holandiawcale Holandia nie zwie, tylko Niderlandy!
                • braid Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 10:44
                  Holland to jedna z centralnych prowincji Niederlandow...
                  ale najbardziej zaludnionym ...
                  W czasach kiedy Hollandi nie byl morzu wyrwany skupiska ludnosci
                  koncentrowaly sie na wyzynach. Stad od wiekow podroznicy kojazyli
                  Hollendrow przedewszystkim z mieszkancami prowincji Holland. bo tam
                  koncentrowalo sie wiekszosc zycia gospodarczego i kulturalnego.
                  Holland to nazwa zwyczajowa a nie oficjalna wiec sie znowu czepiasz aby
                  sie pochwalic i zablysnac. Kazdy w swiecie skojarzy odrazu o jaki kraj chodzi
                  kiedy mowa o Hollandi.
                • sss9 Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 10:48
                  z tym posądzeniem Stasiuka o samochód pochodzący z kradzieży, to też niezłe -
                  może celnik czytał jego prozę i jej nie lubi... ; )

                  p.s. balcio, wiemy, że ty wiesz... : )))
                  • braid Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 11:02
                    sss9 napisał:

                    > :))) ja natomiast z krótkiego pobytu w Holandii odniosłem wrażenie, że
                    Holendrz
                    > y
                    > nie darzą Niemców szczególną atencją, nawet kilka razy byłem pewien udawania,
                    ż
                    > e
                    > nie znają niemieckiego, tak żeby nie rozmawiać z Niemcami... za to kiedy
                    > dowiedzieli się, że jestem z przyjaciółmi z Polski, pewna właścicielka
                    hoteliku
                    > od razu przeszła na rosyjski... : )))
                    > jest tak, czy tylko takich "dziwnych" Holendrów spotkałem ?


                    Holland to jedna z centralnych prowincji Niederlandow...
                    ale najbardziej zaludnionym ...
                    W czasach kiedy Hollandi nie byl morzu wyrwany skupiska ludnosci
                    koncentrowaly sie na wyzynach. Stad od wiekow podroznicy kojazyli
                    Hollendrow przedewszystkim z mieszkancami prowincji Holland. bo tam
                    koncentrowalo sie wiekszosc zycia gospodarczego i kulturalnego.
                    Holland to nazwa zwyczajowa a nie oficjalna wiec sie znowu czepiasz aby
                    sie pochwalic i zablysnac. Kazdy w swiecie skojarzy odrazu o jaki kraj chodzi
                    kiedy mowa o Hollandi.


                    Jak to sie mawia ..sa ludzie i ludziska ...albo "ton robi muzyke" ( z Niem.)
                    Wszystko zalezy jak wystepujesz w obcym kraju.
                    Opisany przezemnie Mc Donald lezy 5km za granica ... gdzie po stronie
                    Niemieckiej
                    jest przyslowiowa "pampa" i okoliczna mlodziez jedzie do pierwszego blizszego
                    lokalu.

                    Inna rzecz to granica Hollendersko Niemiecka nie byla granica szczelna jak Pl-
                    NRD
                    ludzie sie odwiedzali , poznawali i nauczyli wspolzyc od wielu lat.
                    Ponadto Mc Donald to interes i szef liczy talarki ...i nie bedzie idiota zeby
                    szczuc Niemcow ...skoro to dla niego dobry utarg.

                    Wiem ze nastroje do Niemcow bywaja w Hollandi rozne w zaleznosci od regionu.
                    Im wiecej Niemcy nabroili tym wiecej niecheci. Zwlaszcza ze czesto turysci
                    z Niemiec wymagaja parawie aby gospodarze znali Niemiecki .
                    Czasem trafi sie ktos komu to nie pasuje .

                    Hollendrzy to otwarty na swiat narod ... tolerancyjny i pogodny.
                    Jednak i tym spokojnym ludziom otwiera sie noz w kieszeni kiedy im
                    jakis pyszalkowaty niemiec oglosi ze sa Germanami a udowodni to tym ze nawet w
                    hymnie
                    spiewaja cos o krwi germanskiej. Taka bezczelnosc rodzi niechec i daje odzywac
                    stereotypom . Sa regiony gdzie gospodarze sugerowali abym wjechal autem do
                    podworza
                    bo na ulicy moge dostac pare rys . A sa rejony gdzie nikomu auto na
                    Niemieckich tablicach nie razi.
                    Bywa ze Niemcy sami zrobia "pane" ...jak moi znajomi ciekawi histori i
                    zabytkow
                    pojechali do Rotterdamu i zapytali jak dojsc do Starego miasta;)))))))
                    Troche ich zwyzywano ... i potraktowano grubiansko ... dopiero w domu
                    doczytali dlaczego Starego miasta juz nie ma ;))) i bylo im bardzo wstyd.
                    Ale to zwykla niewiedza ...bo ludzie sa naprawde mili.
                    W rejonach przygranicznych istniala ( ne wiem jak teraz)
                    turystyka benzynowa ...Hollendrzy kupowali w Niemczech..
                    a do Hollandi jezdzi wielu Niemco w do przygranicznych butikow
                    gdzie moda jest juz zupelnie inna niz Niemiecki standard.

                    Ot takie normalnie pokojowe wspolzycie.
                    Same narody znaja sie tez lepiej niz Polacy i Niemcy...
                    bo juz w szkole podstawowej sa wyjazdy na wymiane calymi klasami..i to od lat.
                    wiec nie maja lekow przed soba i kazdy wie ze ci inni to zwykli ludzie jak ty i
                    ja .
                    • sloneczko1 Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 11:17
                      ludzie powinni wszędzie być dla siebie ludzmi a nie tylko od święta
                      • sloneczko1 Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 11:18
                        przepraszam--miało być Holandia
                        • sss9 Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 12:07
                          my akurat, nie mieliśmy żadnych problemów z Holendrami - przeciwnie, byli dla
                          nas serdeczni i baaardzo uczynni. pewien holenderski Turek prowadził nas
                          samochodem przez spory kawał miasta z całą swoją rodziną od hotelu do hotelu, w
                          poszukiwaniu wolnych miejsc... szok. : ) zresztą takich miłych ludzi
                          spotykaliśmy co krok...
                          wspomniana włascicielka hoteliku (to juz w m.Gouda pod Amsterdamem) przez cały
                          dzień nawijała do nas po rosyjsku, aż ktoś zmęczony już przypominaniem sobie
                          języka "bratniego narodu" nie wytrzymał i sprostował, że w Polsce to jednak
                          mówimy po polsku. zrobiło jej się na chwilę przykro, bo jak tłumaczyła: uczy się
                          rosyjskiego bo to piękny język i miała nadzieję, że porozmawia z nativami...
                          kłopot był w tym, że ona mówiła lepiej od nas... : )))
                          ale nieporozumienie nie zepsuło klimatu, przeciwnie - siedzieliśmy w barku do
                          późna i opowiadaliśmy jej i mężowi o Polsce.
                          • sss9 Re: p.s. 24.08.05, 13:12
                            pierwsza historia wydarzyła się właśnie w Rotterdamie... ; )
                          • Gość: ??? Re: Przekraczając granice c.d. IP: *.ipxserver.de / *.ipxserver.de 24.08.05, 14:14
                            a co opowoadales o polsce? ze podbila slask? ze od razu po odzyskaniu
                            niepodleglosci rozpoczela toczyc wyjny z kazdym z sasiadow?
                            • braid Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 15:04
                              Gość portalu: ??? napisał(a):

                              > a co opowoadales o polsce? ze podbila slask? ze od razu po odzyskaniu
                              > niepodleglosci rozpoczela toczyc wyjny z kazdym z sasiadow?


                              ;))) niezaleznie w jakim kraju ...kiedy jestem pytany z jakiego miasta pochodze
                              po
                              wyjawieniu ze urodzilem sie w Gliwicach dawniej Gleiwitz .... widzac
                              nieporadnosc
                              w oczach rozmowcy ... dorzucam zawsze ...to wlasnie to miasto gdzie
                              odbyl sie sfingowany napad na radiostacje Niemcow w polskich mundurach ...
                              i jak dotad kazdy kojarzyl bez problemu
                              • sss9 Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 15:06
                                : )))))))))))))))))
                                to sie ale mozno zmieni jak niektere bydom dalij nauczac na forum ; )
                              • Gość: :) Re: Przekraczając granice c.d. IP: *.anon-online.org 24.08.05, 15:25
                                zapomniales jeszcze dodac Schleswig-Holstein, ktory ostrzelal polska nielegalna
                                placowke wojskowa na Westerplatte
                                • braid Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 15:41
                                  Eeee , no co Ty ;)))
                                  O Westerplatte nie wspominam kiedy opisuje gdzie leza Gliwice ...
                                  bo jaki to ma zwiazek?

                                  O obronie Westerplatte wspomnialbym moze jesli jakis Holender
                                  by mnie prowokowal ... na zasadzie ..
                                  " Okrazona zaloga bunkra Westerplatte bronila sie 7 dni ..a jak dlugo bronila
                                  sie
                                  Hollandia/ Dania / Francja/Norwegia/Belgia .. ( zaleznie od narodowosci
                                  pytajacego) ? " ;)))
                                  • sloneczko1 Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 21:39
                                    jadąc turystycznie gdzieś to zawsze obieram sobie jakiś tam punk,ale rzadko
                                    udaje mi sie dojechać,gdyż gdy widzę coś ciekawego to zatrzymuję się i
                                    zwiedzam,będąc w Rotterdamie dojechałam prawie do końca portu--myślę sobie
                                    -jest droga to musi się gdzieś kończyć ;)-he,he--w niektórych miejscach
                                    posiadłości jak u Caringtonów,w innych malutkie domki i malutkie
                                    mieszkania--byłam w jednym takim prywatnie to mogę tak powiedzieć,i te malutkie
                                    ogródki z różnymi kompozycjami,i cmentarz wysypany żwirem a nie obsadzony
                                    kwiatami,i statki płynące wyżej niż ulica--nieodłączne wiatraki w tle,i
                                    gospodarstwa gdzie dom mieszkalny jest malutki w stosunku do zabudowań
                                    gospodarczych,no i wieczny wiatr,wiele by można opowiadać --świat cały jest
                                    piękny,a do Szwecji też kiedyś pojadę,żeby zobaczyć te wioski składające sie z
                                    paru domów,na razie jednak oglądam tylko zdjęcia które tu dajecie na forum
                                    podróżnicze-i może jeszcze uda mi sie zobaczyć białe noce w Petersburgu--życia
                                    by nam nie starczyło na zwiedzanie --pozdrawiam wszystkich którzy lubią turystykę--
                      • braid Re: Przekraczając granice c.d. 24.08.05, 14:56
                        sloneczko1 napisała:

                        > ludzie powinni wszędzie być dla siebie ludzmi a nie tylko od święta
    • annak12 Re: Przekraczając granice 27.08.05, 14:38
      Za rok paszporty z danymi biometrycznymi

      Piątek, 26 sierpnia 2005r.

      Od sierpnia przyszłego roku Polska – podobnie jak inne kraje unijne – ma
      wydawać już nowe paszporty, zawierające dane biometryczne. Na początku będzie
      to jedynie cyfrowy zapis owalu twarzy, a do 2008 r. do paszportów mają zostać
      wprowadzone także odciski palców. Na przejściu granicznym za pomocą czytnika
      dane z nowych paszportów będzie się porównywało z faktycznymi odciskami palców
      i wyglądem podróżnego. Potem wystarczy przyłożyć palec do skanera. Szybciej
      nowe paszporty powinni zdobyć Ślązacy z obywatelstwem niemieckim, podróżujący
      do USA bez wiz.

      • szwager_ze_laband Re: Przekraczając granice 27.08.05, 14:43
        prawie niydugo sie tam moja szwagerka wybiyro, no to sie dowia jako to z tym tera je

        • annak12 Re: Przekraczając granice 27.08.05, 14:51
          Tu to chociaż mam trochę szczęścia ,ważność mi się kończy na wiosnę,to i tak
          nowy bym musiała wyrabiać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka