Gość: Zbulwersowana
IP: 195.82.167.*
30.08.06, 22:00
Jestem licealistką i chciałam sobie w wakacje dorobić.
Znalazłam "pracę" jedynie przy rozoszeniu ulotek - w firmie
Stryjeks, mieszczącej się w Gliwicach przy ulicy Kościuszki 1c.
Niewątpliwym plusem tej pracy było to, iż można roznosić ulotki np.
tylko jeden dzień; można też przychodzić dwa razy w tygodniu czy
miesiącu - według upodobań i możliwości.
26 czerwca br. zgłosiłam się do tej firmy i dostałam ulotki do
roznoszenia na terenie Trynku. Wbrew pozorom jest to męcząca praca -
5 godzin chodzenia po schodach... Następnego dnia nóg nie czułam,
ale o godz. 10 stawiłam się do siedziby firmy po kolejne ulotki.
Rozniosłam na terenie Obrońców Pokoju.
Po dwóch dniach zrezygnowałam z powodu potwornego bólu
nóg. "Wypłata" miała być 20lipca. Miesiąc czekania na 36zł... No,
ale cóż - jak trzeba to trzeba - poczekałam.
20 lipca br. okazało się, że dostanę pieniądze za pierwszy dzień
roznoszenia (dostałam po godzinie czekania, bo Pani "nie miała
drobnych), a za drugi - dopiero 21 sierpnia, ponieważ "drugi dzień
liczony był już na przyszły miesiąc". Tego dnia, czekając na
pieniądze spotkałam Panią,która żaliła mi się, że UCZCIWIE rozosiła
w firmie STRYJEKS ulotki kilkanaście dni, jednak pieniądze za 2 dni
nie zostały jej wypłacone, gdyż szef ją zwolnił, twierdząc, iż
rozosi ona ulotki źle!
21 sierpnia br. zgłosiłam się po następną część 'wypłaty'. "Proszę
przyjść po południu, bo pieniądze na wypłaty jeszcze do mnie nie
dotarły" - usłyszałam. Przyszłam. A raczej przyjechałam. Okazało
się, iż mojego nazwiska nie ma na liście. "Niech pani przyjdzie za
2 dni, sprawdzę to" - usłyszalam. Po 2 dniach
przyszłam. "Przepraszam, nie miałam czasu tego sprawdzić"-
powiedziała Pani zza biurka. Sprawdziła kartki, na których mieliśmy
zapisywać ilość rozniesionych ulotek. Po 30minutach czekania
dowiedziałam się, iż mojej kartki tam nie ma. Bardzo uprzejmie pani
zasugerowała mi, iż najwyraźniej kręcę, ściemniam i kłamię, bądź
też - w najlepszym razie - zapomniałam oddać kartki. "Nie mogę Pani
na razie wypłacić pieniędzy. Muszę wypłacić osobom, które są na
liście. Proszę przyjść za tydzień - może ZOSTANĄ MI JAKIEŚ GROSZE" -
to było przegięcie, ale postanowiłam spróbować jeszcze raz...
Poszłam do firmy STRYJEKS dzisiaj - 30 sierpnia - tak jak mi ta Pani kazała.
Weszłam i za biurkiem zobaczyłam jakiegoś pana, który na wstępie uprzejmie
mnie poinformował, że "jeśli chodzi o ulotki to PROSZĘ PRZYJŚĆ ZA TYDZIEŃ, bo
pani Agnieszka wzięła na tydzień urlop".
Poczułam się, jakby mi ktoś kubeł wody na łeb wylał...
Obróciłam się na pięcie i wyszłam. Nie po to
harowałam 2 dni, narażałam się na tygodniowe zakwasy i odciski,
żeby teraz okazało się, że robiłam to wszystko za darmo!
Inną sprawą są ciągłe telefony ze skargami do firmy STRYJEKS.
Podczas jednej z moich wizyt w 'biurze' tej firmy przyszedł pewien
starszy pan, skarżący się na to, iż czeka na zamontowanie okien...2
miesiące!
Odradzam wszystkim tę przeklętą firmę.