sss9
01.06.07, 18:39
(...)
Miała być rozmowa o Śląsku, ale jakoś się nie kleiła, bo pisarz, który
przecież do niczego nie jest zobowiązany, wyraźnie nie miał ochoty na
wspomnienia. Na pytania o dzieciństwo odpowiadał więc krótko. Jak najkrócej.
Na przykład, że z dawnego Śląska pamięta faszystowskie flagi i bojówki SA.
Albo o biedzie: - Musiałem kraść.
Śląskie wspomnienia wyraźnie go uwierały, więc przy pierwszej nadarzającej się
okazji - do czego oczywiście miał pełne prawo - zmienił temat. Miał ochotę
pogadać o Bogu, że ma do niego żal, bo pozwala się ludziom mordować, bo
dopuścił do powstania nazizmu i komunizmu - czym wprowadził gospodarzy w
konsternację.
Nieźle, jak na niepokornego pisarza, prawda? Ale to był tylko początek, bo:
"Większość ludzi to z natury świnie. Gdybyśmy zostali stworzeni na
podobieństwo Boga, nie moglibyśmy być świniami, prawda?" - powiedział pewien
reakcji.
Ale jak już napisaliśmy, życie jest pełne niespodziewanych sytuacji. Akurat,
całkowicie przypadkowo, na widowni był ksiądz. Prawdziwy! Nazywa się Krystian
Kukowka i kieruje Księgarnią św. Jacka. Wziął mikrofon do ręki i najpierw
zażartował: - No, to teraz jesteśmy jak w telewizji Trwam, co się chyba
pisarzowi nie bardzo spodobało.
Tak jak podejrzewaliśmy, Janosch nie uwierzył księdzu, że Bóg szanuje wybór
każdego człowieka. Ugodowo machnął ręką: - Dobrze, skapitulowałem. Ale wcale
się nie poddał. Szelmowski uśmiech mówił co innego: myślcie sobie, co chcecie.
Ponieważ Janosch źle się czuł na piedestale, postanowił zareagować i wyjaśnić
rzecz raz na zawsze. - Robicie ze mnie zbyt ważną osobę, a ja jestem zwykłym
człowiekiem. Nie robię nic szczególnego. Myślę, że ojciec, gdyby mnie teraz
zobaczył, to by się rozpłakał ze wzruszenia - powiedział to wyraźnie, jednak
organizatorzy mieli swoje plany, więc postanowili nie słuchać tej prośby. Z
premedytacją wręczyli Janoschowi upominek.
Dostał szklaną rzeźbę w kształcie walizki, w której zatopione jest zdjęcie
okna z nieistniejącego już rodzinnego familoka pisarza. Wykonał ją Jerzy
Becela, pszczyński rzeźbiarz, miłośnik twórczości Janoscha (który - tak się
złożyło - przypadkowo był na sali).
- O! To moje okno! - krzyknął wzruszony Janosch, bo prezent bardzo mu się
spodobał. - W nagrodę dostaniecie ode mnie lody - obiecał. To przekonało nas,
że swojej prośby, by zostawić go w spokoju nie potraktował poważnie. Tym
bardziej, że jak na zawołanie, na stół wjechały lodowe pucharki i pisarz
zarządził przerwę na degustację. Goście, którzy przyszli na spotkanie, nie
posłuchali tego zarządzenia i zadawali pytania. Smakując lody waniliowe,
pisarz opowiadał, że: na Wyspach Kanaryjskich można dostać roladę i modrą
kapustę, nie słucha w internecie Radia Katowice, bo nie zna jeszcze polskiego.
- Jeszcze - powtórzył, żeby nikomu nie umknęło.
Wyśmienity nastrój sprawił, że pisarz złożył autografy na kolejnych 25
cegłach, które wydłubaliśmy z ruin jego domu. I taki był nasz plan. Dzięki
temu nasi Czytelnicy będą mogli przez następne ćwierć wieku nagradzać ludzi
zasłużonych dla Śląska.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,4193607.html
kurka, on ma jakieś zupełnie inne wspomnienia z lat dzieciństwa niż forowi
reprezentanci tzw. narodu śl. do autonomistów też mu pewnie daleko.