Dodaj do ulubionych

Guzki, a ból gardła

11.02.10, 10:28
Czy guzki mogą być przyczyną przedłużającego się i odpornego na leki
bólu gardła?


Podaję wyniki badań:

USG tarczycy z 25.04.2008

Płat prawy o wymiarach 1,6 x 1,5 x 4,0 cm, objętość 5,0cm
sześciennych

Płat lewy o wymiarach 1,8 x 1,6 x 3,7 cm, objętość 5,8 cm
sześciennych

Cieśń o szerokości 0,3 cm

Cała tarczyca niejednorodna, zawiera liczne drobne hypoechogeniczne
ogniska, dodatkowo powierzchownie w płacie lewym widoczny jest
mieszanej echogeniczności guzek o wymiarach 4 x 5 mm.

---------------------------------------------------------------------


USG tarczycy z 7.09.2009

Płat prawy o wymiarach 1,2 x 1,3 x 3,9 cm, objętość 3,4 cm
sześciennych

Płat lewy o wymiarach 1,5 x 1,4 x 3,5 cm, objętość 3,8 cm
sześciennych

Cieśń o szerokości 0,4 cm


Tarczyca niejednorodna, usiana licznymi drobnymi ogniskami
hypoechogennymi, w lewym płacie największe ognisko hypoechogenne o
średnicy 6 mm.

---------------------------------------------------------------------


TSH z 23.05.2008 - 4,75 (norma 0,25-5,0)

TSH z 18.01.2010 - 2,341 (norma 0,550-4,780)

Przeciwciała antyTPO 1300 (norma 0-60)

---------------------------------------------------------------------
Obserwuj wątek
    • harmoniak Re: Guzki, a ból gardła 11.02.10, 10:45
      Mnie bolało i boli gardło w niedoczynności. Tłumaczę to sobie suchą śluzówką.
      • stapelia Re: Guzki, a ból gardła 11.02.10, 10:47
        ja miałam permanentną chrypę i jakby wysuszone gardło.
        leczysz się?
      • hashinetka Re: Guzki, a ból gardła 11.02.10, 13:16
        Niedoczynności jako takiej endokrynolog u mnie nie stwierdził, tylko
        Hashimoto. O wysychającej śluzówce gardła mówił mi lekarz rodzinny,
        gdy rok temu walczyłam dwa miesiące z bólem gardła i towrzyszącym mu
        kaszlem (luty/kwiecień), następnie sytuacja powtórzyła się jesienią
        (październik/grudzień, no i teraz właśnie mi przechodzi to, co
        zaczęło się w styczniu.
      • hashinetka Re: Guzki, a ból gardła 11.02.10, 13:19
        Póki co nie leczę się, ale pewnie wszystko przede mną.
        Jedyne zaleceniem endokrynologa to ponowne badanie TSH latem i
        wizyta u niego.
        • harmoniak Re: Guzki, a ból gardła 11.02.10, 13:25
          A jak się czujesz? Proponuję zrobić test:
          hashimoto.pl/test
          • hashinetka Re: Guzki, a ból gardła 12.02.10, 14:27
            Wynik testu - 22 punkty.

            Moje objawy z testu:

            Objawy, które odczuwasz

            •duże zmęczenie, ospałość, ociężałość
            •chrypka bez konkretnego powodu
            •powracające infekcje
            •łamliwe paznokcie
            •wysoki cholesterol mimo prawidłowej diety
            •pogorszenie wzroku lub słuchu
            •niewielki kaszel lub problemy z przełykaniem
            •wrażenie, że jest Ci chłodniej niż innym osobom
            •problemy z pamięcią, skupieniem uwagi i koncentracją
            •zwiększone wypadanie włosów, obserwowane podczas czesania się lub
            podczas brania prysznica
            2. Choroby i dolegliwości, które masz lub miałeś
            •przedwcześnie siwiejące włosy
            3. Historia zdrowotna Twojej rodziny
            •niedoczynność lub nadczynność tarczycy, lub wole
            4. Fizyczne objawy (obserwowane przez otoczenie)
            •spuchnięta twarz
            •nadmiar woskowiny w uszach
        • stapelia Re: Guzki, a ból gardła 11.02.10, 13:25
          I dobrze się czujesz poza ty gardłem?
          takie objawy mogą jeszcze świadczyć o jakiejś alergii.
          • hashinetka Re: Guzki, a ból gardła 11.02.10, 14:43
            Oczywiście, że jestem alergiczką (kurz, roztocza, pies) i leczę się
            od siedmiu lat.

            Czuję się dobrze, a w porównaniu z innymi osobami, których
            wypowiedzi tu czytałam, nawet bardzo dobrze.

            Co oprócz problemów z gardłem mogę przypisać Hashimoto?

            Wypadające włosy i łamiące się paznokcie, mimo wyrównanego już
            poziomu żelaza.

            Wysoki poziom cholesterolu (270 przy normie max 200, po modyfikacji
            diety 255).

            Uczucie zimna - od dziecka jestem zmarzlakiem.

            Napady senności - na szczęście rzadkie, ale się zdarzają. Na
            przykład latem 2008 roku i chyba jeszcze w 2003 tak było, że
            zasypiałam niemalże na stojąco, bez względu na okoliczności, w
            jakich się znajdowałam. To już na szczęście przeszło, choć zdarza
            się, że rano wstaję bardziej zmęczona niż kładłam się spać.
            Wysoki poziom cholesterolu (270 przy normie max 200, po modyfikacji
            diety 255).

            Uczucie zimna - od dziecka jestem zmarzlakiem.

            Napady senności - na szczęście rzadkie, ale się zdarzają. Na
            przykład latem 2008 roku i chyba jeszcze w 2003 tak było, że
            zasypiałam niemalże na stojąco, bez względu na okoliczności, w
            jakich się znajdowałam. To już na szczęście przeszło, choć zdarza
            się, że rano wstaję bardziej zmęczona niż kładłam się spać.
            • evk.a Re: Guzki, a ból gardła 11.02.10, 19:43
              Twoje przypadłości są mi bardzo bliskie
              też jestem alergikiem,wypadały mi włosy i łamały paznokcie,miewałam dwu i trzymiesięczne problemy z gardłem (jesień),zasypiałam w trakcie rozmowy też latem i od dziecka jestem zmarzlakiem a obecnie jeszcze gorzej
              u mnie zdiagnozowano wole nadczynne guzkowate
              pozdrawiam
            • harmoniak Re: Guzki, a ból gardła 13.02.10, 11:17
              Ja, tak jak osoby na sąsiednim forum, też namawiałabym Ciebie do leczenia, głównie z powodu wysokiego cholesterolu, który powinien wrócić do normy po włączeniu tyroksyny.

              Moja siostra też ma alergię na kurz, po włączeniu leczenia już nie musi brać zyrtecu.

              Po mojej diagnozie zdiagnozowała się moja rodzina. Wyszły 3 przypadki Hashimoto połączone z niewielkimi objawami niedoczynności (podobnie jest u Ciebie). Cała trójka otrzymała leczenie i bardzo sobie je chwalą. Mamie spada cholesterol i waga, a pozostałe 2 osoby mają więcej energii, mimo, że jest zima.

              Powiedz, jeśli możesz, dlaczego niechętnie podchodzisz do podjęcia leczenia?

              smile
              • wierka-5 Re: Guzki, a ból gardła 13.02.10, 11:32
                Witaj
                Ja chciałabym jeszcze zapytać dlaczego na sąsiednim forum pisałaś do mnie,ze
                czujesz się dobrze, a ja tego nie mogę zrozumieć, skoro tu podajesz tyle objawów
                niedoczynności. Tam pisałaś,ze tylko gardło.....
                że Ci zazdroszczę zdrowia.

                Otóż chcę żebyś wiedziała,ze piszę na forum tylko po to, aby inni nie musieli
                przez tyle lat męczyć się tak jak ja.
                Piszę bo obiecałam sobie,ze w miarę możliwości będę podpowiadać innym, bo ja
                polepszenie swojego i nie tylko swojego zdrowie zawdzięczam nie lekarzom, ale
                życzliwym uczestnikom forum i wiadomościom przez nich zgromadzonych.
                • hashinetka Re: Guzki, a ból gardła 14.02.10, 23:44
                  Wierko

                  Gdybyś dokładnie przeczytała mój wątek na tamtym forum, to na pewno nie
                  przeoczyłabyś wpisu, w którym wymieniłam inne oprócz problemów z gardłem objawy
                  - była to odpowiedź dla "jestemeco" z 11 lutego - to jest link do niego
                  tnij.org/fvlg. Test natomiast zrobiłam 12 lutego.

                  Naprawdę nie wiem, dlaczego nie możesz zrozumieć, że mimo tylu objawów czuję się
                  dobrze. Przecież tam napisałam wyraźnie, że część z nich pojawia się okresowo i
                  tylko wtedy mi dokuczają. Być może u Ciebie jest inaczej, być może wszystkie
                  objawy, które masz występują u Ciebie jednocześnie i są tak silne, że nie
                  pozwalają Ci normalnie funkcjonować. To, że Ty tak masz, nie znaczy, że inni
                  mają tak samo. A skoro masz, jak masz, to może też powinnaś pomyśleć o zmianie
                  lekarza i dawki leków?

                  Jestem alergiczką (kurz, roztocza, grzyby pleśniowe, sierść psa i kota) i moja
                  alergia objawia się całorocznym alergicznym zapaleniem błony śluzowej nosa.
                  Krótko mówiąc - cały rok mam zapchany nos. I to w zasadzie jest jedyny objaw
                  mojej alergii. Alergii na roztocza często towarzyszy astma, której na szczęście
                  nie mam, a przecież są alergicy z astmą i to taką, że nawet śpią z inhalatorem
                  pod poduszką.

                  Zauważyłam też coś ciekawego - wątek na tamtym forum założyłam wieczorem 10
                  lutego i nie podałam w nim wyników moich badań. Był to wtorek i do środy do
                  południa nikt się nie odezwał. No to podałam wyniki, opisałam swoje objawy,
                  napisałam, że czuję się dobrze i... Sama wiesz, co było dalej.

                  Bo przecież przy tej chorobie, z takimi wynikami i objawami nie mogę czuć się
                  dobrze.

                  A jednak się czuję.

                  Czy to się komu podoba, czy nie.
              • hashinetka Re: harmoniak 14.02.10, 23:12
                Nie wiem skąd u forumowiczów wziął się pomysł, że niechętnie podchodzę do
                leczenia - przecież moja "przygoda" z Hashimoto dopiero co się rozpoczęła i
                wszystko jeszcze przede mną.

                Tak jak pisałam na tamtym forum - mam zamiar skonsultować się z jeszcze innym
                endokrynologiem, co wcale nie daje gwarancji, że ten drugi (trzeci, dziesiąty,
                setny) od razu zapisze mi leki.

                W moim mieście nie ma zbyt wielu endokrynologów. Na tamtym forum jest wątek
                zatytułowany "Baza endokrynologów" - znalazłam w nim "aż" dwa wpisy dotyczące
                lekarzy z mojego miasta i oba dotyczyły jednej i tej samej lekarki. W dodatku
                jeden był peanem pochwalnym na jej cześć, a drugi ostrą krytyką. I teraz co? Mam
                do niej iść, czy nie?

                Z lekarzami wszelkich specjalizacji jest tak, że wychwalamy tych, którzy trafili
                z diagnozą i doborem leków, natomiast psy wieszamy na tych, którzy wyleczyć nas
                nie potrafią.
                • harmoniak Re: harmoniak 15.02.10, 15:58
                  > Nie wiem skąd u forumowiczów wziął się pomysł, że niechętnie podchodzę do
                  > leczenia - przecież moja "przygoda" z Hashimoto dopiero co się rozpoczęła i
                  > wszystko jeszcze przede mną.

                  No w sumie racja, przynajmniej w tym wątku nic o tym nie pisałaś.

                  Co do endo to jest też opcja wyprawy do innego miasta...
                  • jurmik Re: harmoniak 15.02.10, 18:45
                    A może podejdźmy do sprawy inaczej - wiesz już, co proponują Ci
                    osoby leczące się (a leczące sie dlatego, że nie chciały dalej
                    męczyc sie ze swoimi objawami), Ty na razie czujesz sie dobrze, więc
                    poczekaj. Wcześniej czy później zobaczysz, że nie jest już dobrze i
                    zaczniesz się leczyć. Bo przy takich wynikach jest to tylko kwestią
                    czasu. Pamietaj tylko, że z każdą chorobą jest tak, że lepiej ją
                    leczyć wczesniej niż później.
                    • hashinetka Re: jurmik 15.02.10, 20:50
                      Przepraszam, ale czy do nikogo tu nie dociera, że czekam na konsultację u innego
                      endokrynologa? Nie pisałam o tym?

                  • hashinetka Re: harmoniak 15.02.10, 21:19
                    Podobnie jak nie pisałam nic takiego w tamtym wątku. To już Wasza
                    nadinterpretacja moich wypowiedzi.

                    Co do wyprawy do innego miasta - też biorę to pod uwagę, zwłaszcza że często
                    bywam w Warszawie.

                    Można też pojechać do innego kraju. W końcu mamy Europę bez granic.
                    • junkersica Re: harmoniak 15.02.10, 22:27
                      Hashinetko!
                      Póki co nie leczę się, ale pewnie wszystko przede mną.
                      Jedyne zaleceniem endokrynologa to ponowne badanie TSH latem i
                      wizyta u niego.

                      To jest informacja, którą podałaś w tym wątku, nie zauważyłam adnotacji o tym, że czekasz na konsultację, jeśli coś przeoczyłam, to sorry.
                      Jesteś bardzo zbuntowana, ale przecież wszyscy tu próbują Ci pomóc, nikt nie każe Ci brać hormonów na siłę, po prostu uprzedzają Cię o tym, ze hashimoto postępuje i że lepiej nie dopuścić do pogłębienia objawów, bo mogą być bardzo przykre i nasilone.
                      Poza tym nie wszyscy czytają drugie forum i nie możesz zakładać, że będą znać Twoją historię właśnie stamtąd.
                      I nie myśl, że chcemy tu, byś się źle czuła - wręcz przeciwnie!
                      Popatrz na to z innej perspektywy: Piszesz, że czujesz się dobrze. Z drugiej strony masz jednak przykre objawy, które okresowo pojawiają się i mijają po jakimś czasie. Są typowe przy naszej chorobie, dlatego dziewczyny mówią Ci, ze bez leczenia będą najprawdopodobniej dokuczać Ci coraz bardziej i przestaną w końcu znikać. Właśnie dlatego proponują Ci leczenie.
                      Ja np. jestem w o tyle podobnej sytuacji do Twojej, że również wiem o chorobie od niedawna i jeszcze nie zdecydowałam się na leczenie - ponowiłam badania i hormony wyszły o wiele lepsze niż za pierwszym razem. Ciężko mi się było pogodzić z czymś, co będzie mi towarzyszyło do końca życia. I też - jak u Ciebie objawy, z którymi się borykam dopadają mnie okresowo (choć może silniej niż Ciebie, z tego, co czytam.)
                      Czuj się dobrze jak długo się da! Pozazdrościć Ci postawy - jestem zdrowa - dzięki temu walczysz z hashi.
                      Ale nie szczyp każdego, kto się tu wypowiedział. Ja nie zauważyłam, zeby ktoś wobec Ciebie był niegrzeczny w tym wątku. Pozdrawiam.
                      • hashinetka Re: harmoniak 15.02.10, 23:53
                        Junkersico

                        Doceniam Wasze rady.

                        O tym, że Hashimoto jest chorobą postępującą, a jej objawy mogą się nasilać i
                        uprzykrzać życie wiem doskonale, bo już sporo na ten temat czytałam.

                        Piszesz, że nie wszyscy czytają drugie forum - wiem o tym i dlatego i tu i tam
                        zaczęłam od tego samego. Popatrz dobrze na oba wątki, to sama się przekonasz -
                        tu i tam zadałam to samo pytanie, tu i tam podałam wyniki badań i testu, a przed
                        testem opisałam swoje objawy i moje pierwsze wpisy tutaj są skopiowane stamtąd.
                        Tam oczywiście więcej napisałam, bo tam więcej osób się odezwało.

                        Naprawdę nie szczypię każdego, kto się wypowiedział tu czy tam. Po prostu nie
                        lubię, chyba zresztą jak każdy, gdy przypisuje mi się coś, czego nie napisałam.

                        Może dlatego do Hashimoto podchodzę w taki, a nie inny sposób i nie traktuję tej
                        choroby jako wyroku, bo dwa lata temu miałam zapalenie ślinianki, zaczęłam o tym
                        czytać w Internecie i okazało się, że moje objawy są typowe nie dla zapalenia, a
                        dla nowotworu. Wtedy autentycznie żegnałam się z życiem, choć było to zupełnie
                        bezpodstawne, bo zapalenie minęło szybko po zastosowaniu anytbiotyku. Od tamtej
                        pory z większym dystansem podchodzę do siebie i różnych przypadłości, które od
                        czasu do czasu mi dokuczają, co nie oznacza, że je bagatelizuję, jak to mi się
                        tutaj zarzuca.

                        W tym wątku może i nikt nie był dla mnie niegrzeczny, ale napastliwość rzekomo
                        dobrze radzących mi forumowiczek z tamtego wątku (które i na ten wątek
                        natrafiły) pozostawia wiele do życzenia.

                        Może lepiej by było dokładniej wczytywać się w to, co ktoś pisze na forum.
                        Zaoszczędziłoby to wielu nieporozumień i nerwów, których przecież w naszej
                        chorobie nie brak. No i nie wychodzić z założenia: "skoro ja się czuję źle, to
                        Ty musisz czuć się tak samo".

                        Pozdrawiam smile
    • hashinetka Re: Wizyta u lekarza numer 2 16.02.10, 17:41
      Tak jak przypuszczałam - lekarz numer 2 potwierdził diagnozę lekarza numer 1 i tak jak on nie przepisał mi leków, bo nie mam niedoczynności.

      Przede mną wizyta u lekarza numer 3.
      • psychofinka Re: Wizyta u lekarza numer 2 16.02.10, 20:47
        Hashinetko droga.
        Nie widzę nigdzie wyników fT3 i fT4 - jeśli są, to podaj gdzie, bo ja mam
        ostatnio zaburzenia uwagi i koncentracji.
        Jeśli nie ma - czy lekarze orzekli o braku niedoczynności wyłącznie na podstawie
        TSH???
        Jeśli tak - to wielki błąd. Mówię to z doświadczenia.
        Już kilka dobrych lat temu lekarze zastanawiali się, czy z tarczycą u mnie ok -
        miałam jakby powiększony obwód szyi. Zlecano TSH, zawsze było "w normie", nikt
        nie wspomniał o usg czy o innych NIEZBĘDNYCH badaniach.
        Aż do zimy ubiegłego roku żyłam w przeświadczeniu, że co jak co ale tarczyca to
        mi nie dolega.
        A dolegało mi bardzo dużo, choć nie czułam się jakoś tragicznie. Dopiero od
        jesieni zaczął się prawdziwy zjazd. Praktycznie z tygodnia na tydzień było coraz
        gorzej. I nadal nie jest dobrze.
        Zimą okazało się, że to już dość zaawansowane Hashimoto oraz niedoczynność -
        powtarzam, TSH było cały czas "w normie", czyli maksymalnie 2,57. Ale ja już w
        normie nie byłam.
        Przeklinam teraz niedouczonych lekarzy, bo może jakby wcześniej ktoś mną
        pokierował, to teraz nie czułabym się jak przebity balon.
        Zastanawiasz się, dlaczego masz sobie sama diagnozować chorobę. Nie, oczywiście,
        nie powinno tak być. Tylko że poziom endokrynologii polskiej jest nieco
        zacofany, lekarze czczą TSH, a nie szanują pacjenta.
        Faktycznie są dwie szkoły leczenia i nieleczenia Hashi, nawet w przypadku braku
        niedoczynności (czego w Twoim wypadku nie możemy być pewne, bo nie masz wyników
        hormonów). Ja skłaniam się ku tej, żeby od momentu rozpoznania tej choroby,
        jeśli występują jakiekolwiek objawy, a u Ciebie występują, choć mówisz, że
        czujesz się dobrze, leczyć ją - po to by nie narobić sobie bagna później.
        Pojawi się silny stres, zapadniesz na jakąś infekcję i Twoja tarczyca nie da
        sobie sama rady. Lepiej temu zapobiec.
        Moja właśnie przestała sobie radzić.
        Możesz, oczywiście, wędrować po lekarzach (kiedy trzecia wizyta?), ale polecam
        Ci lekturę książki polecanej u góry forum oraz samego forum.
        I radziłabym wizytę u lekarzy, którzy uwzględniają wyniki fT3 i fT4.
        Pozdrawiam smile
        Pozdrowienia.
        • psychofinka Re: Wizyta u lekarza numer 2 16.02.10, 20:49
          I nie chodzi o to, żeby się nawzajem straszyć, tylko sobie pomagać i zapobiegać
          problemom smile Może naprawdę nie masz niedoczynności, ale warto to sprawdzić smile
          • hashinetka Re: Wizyta u lekarza numer 2 16.02.10, 22:11
            fT3 i fT4 niestety mi nie zlecił ani jeden, ani drugi lekarz. Może ten trzeci
            zleci, a jak nie, to sama sobie zlecę.

            Diagnoza była wystawiona na podstawie TSH i wykrytych w USG tarczycy guzków
            (moje wyniki są na samej górze).

            Wiem, że samo TSH to za mało, ale nie będę też na dzień dobry lekarzom w
            kompetencje wchodzić, bo różnie może się to skończyć. Niech najpierw się sami
            wykażą.

            Z silnym stresem moja tarczyca radziła sobie wiele razy, bo w moim życiu stresów
            nie brakuje i czasem sama się sobie dziwię, że jeszcze w jakimś wariatkowie nie
            wylądowałam. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że kolejny stres może być tym
            o jednym stresem za dużo, z którym moja tarczyca sobie nie poradzi, ale z
            drugiej strony - po co martwić się na zapas?

            Rady Was wszystkich oczywiście doceniam, bo przecież po to się do forum
            zapisywałam, żeby czegoś więcej o Hashimoto się dowiedzieć, tylko błagam - nie
            traktujcie mnie jak kogoś niedouczonego, kto w ogóle nie ma pojęcia, o czym pisze.

            Pozdrawiam smile
            • psychofinka Re: Wizyta u lekarza numer 2 17.02.10, 08:34
              Hej
              A może jednak zlecisz sobie te badania sama wcześniej? Prawdopodobnie i tak
              będziesz musiała za nie zapłacić, chyba że chodzisz do endo na fundusz. Na
              wykazanie się lekarzy, moim zdaniem, szkoda czasu. Zarówno w przypadku mojej
              Mamy, jak i moim wykazywali się jedynie ignorancją.
              Ile masz lat?
              • hashinetka Re: Wizyta u lekarza numer 2 17.02.10, 09:58
                A wiesz, że o tym wczoraj pomyślałam? Tak z oszczędności czasu i
                pieniędzy, bo tym razem wizyta będzie prywatna.

                Mam 33 lata. A Ty?
    • hashinetka O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak... 17.02.10, 12:55
      O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak sobie z nią radzę.

      Wątek dedykowany wszystkim tym, którzy twierdzą, że bagatelizuję
      objawy Hashimoto, boję się hormonów i nie chcę się leczyć, czyli
      kopia mojego wpisu w wątku Psychofinki (tnij.org/fwlq
      ).

      "Psychofinko

      Też jestem wymęczona - przez bolesne miesiączki. A mimo to nie
      wpieram kobietom, którym "te" dni nie sprawiają takich kłopotów jak
      mi, że to nie możliwe, żeby w czasie okresu czuły się dobrze tylko
      dlatego, że ja czuję się wtedy bardzo źle. W dodatku tak bardzo źle,
      że tylko resztkami rozsądku powstrzymuję się przed tym, żeby nie
      rozciąć sobie nożem brzucha i nie wyrwać z niego przyczyny bólu.

      Mdleję, wymiotuję, mam biegunkę na zmianę z zaparciami, boli mnie
      krzyż, a osłabiona jestem tak, że nawet oddychanie sprawia ból, a
      kołdra pod którą leżę wydaje się być ciężka jak głaz narzutowy,
      podobnie jak powieki, których nie mam siły podnieść. Wściekła nie
      chodzę, bo po prostu nie mam siły się wściekać.

      Gdy mam okres najchętniej nie wychodziłabym wtedy z łóżka, a tu
      trzeba wstać, iść do pracy, zrobić zakupy, ugotować jakieś jedzenie,
      choć apetytu wcale wtedy nie mam, ale zjeść coś trzeba, choćby po
      to, żeby mieć czym wymiotować.

      Ginekologicznie jest wszystko OK. Być może za te moje bóle odpowiada
      tarczyca. A może po prostu mam to "szczęście", że należę do odsetka
      tych kobiet, które cierpią tak bez wyraźnej przyczyny. Powodów
      takiego stanu rzeczy jest mnóstwo.

      Jak sobie z tym radzę? Biorę pigułki antykoncepcyjne, obecnie Yasmin
      i jest OK. Wcześniej brałam Cilest, Diane-35 i jeszcze coś, czego
      nazwy nie pamiętam, bo brałam to krótko. I też toczyłam o nie z
      lekarzami batalię, bo nie chcieli ich mi przepisać, gdyż jestem
      sama, więc po co mi antykoncepcja? Lekarze bagatelizowali moje
      objawy, a ból kazali łagodzić dostępnymi bez recepty środkami
      przeciwbólowymi, które w ogóle mi nie pomagały. Jedyne co mi pomaga,
      gdy nie biorę pigułek to Ketonal Forte 100 mg lub Apo-Naproxen 250
      mg, ale te leki z kolei uzależniają, więc lekarze przepisują je
      niezbyt chętnie i też musiałam się sporo nagimnastykować, żeby mi je
      przepisywali.

      Po kilkunastu latach wiem, że mój organizm przyzwyczaja się do dawki
      hormonów i wtedy trzeba zmienić pigułki na inne. Na początku było
      tak, że brałam je tylko wtedy, dopóki dokuczały mi wyżej wymienione
      objawy. Gdy one znikały pigułki odstawiałam i zaczynałam brać
      dopiero wtedy, gdy objawy wracały, czyli mniej więcej po roku. Z
      biegiem czasu zauważyłam, że ten czas bezbólowy coraz bardziej się
      skraca, a wydłuża czas mijania objawów, więc zadecydowałam, że nie
      będę już robić żadnych przerw.

      Sama więc widzisz, że złe samopoczucie i batalie z lekarzami nie są
      mi obce. Podobnie jak o pigułki antykoncepcyje musiałam walczyć też
      o skierowanie do alergologa, bo zatkany nos tak mi utrudnił życie,
      że nie mogłam jeść. I być może dlatego do Hashimoto i dolegliwości z
      nim związanych mam podejście, jakie mam, co nie znaczy, że chorobę
      bagatelizuję i nie chcę się leczyć."

      Psychofinka zasugerowała endometriozę i laparoskopię. Oto co jej
      odpowiedziałam:

      "Być może i mam endometriozę - już kiedyś rozmawiałam o niej z
      ginekologiem, ale żadnych badań w jej kierunku mi nie zlecił.
      Pytałam go również o to, czy Hashimoto może powodować taki ból -
      może, ale nie musi. Podczas kolejnej wizyty napomknę mu o
      laparoskopii - o ile będzie mnie chciał w ogóle słuchać, bo ostatnio
      interesuje go tylko to, kiedy mam zamiar mieć dziecko i o niczym
      innym nie chce ze mną rozmawiać."
      • stapelia Re: O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak. 17.02.10, 13:00
        jejku hashinetko - już ustaliłyśmy że się uśmiechasz tak? a Ty w każdym poście
        wracasz do tego że ktoś ci tu coś wytyka. chcesz się pokłócić czy co?
        takie problemy z miesiączką mogą być jak najbardziej wynikiem niedoczynności.
        Widzę, że lubisz kreować się na dzielna męczennicę ale może po prostu warto do
        spodu zdiagnozować tarczycę zanim pójdziesz do 58 endo.
        • hashinetka Re: O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak. 17.02.10, 13:17
          Jejku stapelio big_grin

          Oczywiście, że się uśmiecham smile

          Na nikogo się nie kreuję i nie chcę się pokłócić, bo nie ma o co -
          jeśli Ty, odbierasz to co piszę, właśnie w taki, a nie inny sposób,
          to już raczej nie moja wina, prawda?

          Dobrze radzące forumowiczki mogą mi wytykać, że bagatelizuję
          objawy Hashimoto, boję się hormonów i nie chcę się leczyć, choć
          racji nie mają i nie dociera do nich, że coś robię ze swoją chorobą
          robię, a ja mam tylko grzecznie potakiwać, tak?

          Ciekawe podejście i bardzo na luzie.

          Właśnie po to ten wątek o bolesnej "przypadłości" dodałam, żeby Was
          z wyprowadzić z błędnej opinii, jaką sobie na mój temat wyrobiłyście.
        • psychofinka Re: O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak. 17.02.10, 13:57
          Stapelio, czy naprawdę niedoczynność może dać tak bardzo w kość, jeśli chodzi o
          sprawy kobiece? Nie jestem do końca przekonana, a bardzo bym chciała, żeby to
          było tylko to, a nie jakieś gorsze sprawy. Cierpię podobnie jak Hashinetka.
      • anusha14 Re: O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak. 17.02.10, 14:12
        Po zwiększeniu dawki Euthyroxu na 50 a potem zaraz (po około 3
        miesiącach) na 75 cykle się wydłużyły, a okres zamiast jednego
        bolesnego dnia zmienił w 4 paskudne dni pełne bólu brzucha oraz
        krzyża.
        Może źle to łączę z leczeniem, ale i tak zmniejszyłam dawkę z powodu
        kłopotów z serduchem.
      • anusha14 Re: O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak. 17.02.10, 14:13
        Po zwiększeniu dawki Euthyroxu na 50 a potem zaraz (po około 3
        miesiącach) na 75 cykle się wydłużyły, a okres zamiast jednego
        bolesnego dnia zmienił w 4 paskudne dni pełne bólu brzucha oraz
        krzyża.
        Może źle to łączę z leczeniem, ale i tak zmniejszyłam dawkę z powodu
        kłopotów z serduchem. Zobaczymy co będzie za miesiąc.
        • hashinetka Re: O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak. 17.02.10, 14:44
          Może rzeczywiście, źle to łączysz z leczeniem, a może masz rację.

          Z tego co się zdążyłam zorientować, w chorobach autoimmunologicznych
          jedyną pewną rzeczą jest brak pewności.
          • evk.a Re: O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak. 17.02.10, 21:43
            hashinetko albo jesteś znerwicowana albo bardzo uparta że tak
            wracasz do jednego tematu

            chyba tak jak wiele z nas przyszłaś tu po rady a nie rozstawiać
            ciągle nas po kątach

            co do bolesnych okresów to ja nawet przy niedoczynnosci nie mam
            żadnych dolegliwosci ale córka (24 lata)od początku ma tak jak Ty i
            trochę dziwi mnie podejście ginekologa do którego chodzisz,ponieważ
            córce już na pierwszej wizycie przepisał i zalecił stosowanie leków
            antykoncepcyjnch,nie cierpi już tak bardzo
            pytasz czy to ma związek z tarczycą,mogę powiedzieć tak -
            córka robiła test forumowy wynik 26,zrobiłyśmy badania TSH=2 prawie
            50% FT3/4 na bardzo zbliżonym poziomie ok.60%
            • hashinetka Re: O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak. 18.02.10, 10:43
              evk.a

              Ginekolog do którego chodzę obecnie nie robi mi problemów, gdy
              proszę go o receptę na pigułki antykoncepcyjne, chociaż ostatnio za
              każdym razem sugeruje mi ich odstawienie i ciążę, która może, ale
              też wcale nie musi, zlikwidować mój ból. Problemy robili
              ginekolodzy, do których chodziłam wcześniej. Dlaczego? Być może
              uznali, że 14 lat to zbyt młody wiek na stosowanie takiej kuracji,
              gdyż gospodarka hormonalna organizmu nie jest jeszcze do końca
              ustabilizowana i lepiej w nią nie ingerować. No to sobie poczekałam
              do pełnoletności i pełnej stabilizacji hormonów i wtedy upomniałam
              się o swoje, choć i wtedy łatwo nie było.

              Jestem uparta, to fakt. Czy znerwicowana? Raczej zdenerwowana, i to
              bardzo tym, co mnie tu spotkało.

              Jak wiele z Was przyszłam tu po rady, jednak zamiast nich otrzymałam
              diagnozę, o którą wcale nie prosiłam, w dodatku wystawioną nie przez
              lekarza, a przez bardzo skupione na sobie i swojej chorobie i
              wymęczone przez nią forumowiczki, skupiające się jedynie na
              licytacji wyników i złego samopoczucia, narzekające na lekarzy,
              którzy nie leczą ich tak, jak one sobie by tego życzyły i do których
              nie dociera, że to, że one czują się przy Hashimoto źle wcale nie
              znaczy, że ktoś inny czuje się tak samo - przecież każda z nas jest
              innym człowiekiem, inaczej reaguje na te same sytuacje i to co dla
              jednej jest dobre lub złe, wcale nie musi być takie dla innej.
              Naprawdę przykro mi to pisać, ale taki właśnie obraz forumowiczek mi
              się przedstawia, gdy czytam to i sąsiednie fora tarczycowe. I co
              ciekawe, nie jestem w tej opinii odosobniona.

              Na obu forach zadałam konkretne pytanie i oczekiwałam na nie
              konkretnej odpowiedzi. Podałam wyniki badań, opisałam objawy i swoje
              samopoczucie, które jest dobre i chyba właśnie to dobre samopoczucie
              nie spodobało się forumowiczkom, bo tak naprawdę na kilkanaście
              osób, które odwiedziły moje wątki tylko jedna odpowiedziała
              konkretnie i w miarę wyczerpująco (Rosteda tutaj
              tnij.org/fwzr), reszta natomiast zupełnie bezpodstawnie i
              niesprawiedliwie oceniła mnie jako osobę, która bagatelizuje objawy
              i nie chce się leczyć.


              Na górze tego forum jest uwaga następującej treści:

              "Pamiętaj! Forum nie zastępuje lekarza!
              Porady sugerujące zmianę leków czy dawek należy traktować z
              dystansem
              , jako sugestie bardziej doświadczonych osób, a nie
              jako lekarską poradę."

              I właśnie z takim dystansem od początku traktuję tarczycowe fora,
              jak również swoją chorobę - jeśli macie problem z zaakceptowaniem
              tego, a moje wypowiedzi odbieracie jako rozstawianie Was po kątach
              to trudno. Więcej do tego tematu wracać nie będę.

              Pozdrawiam serdecznie wszystkich i życzę szybkiego powrotu do
              zdrowia smile
              • psychofinka Re: O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak. 18.02.10, 11:14
                Dobrze, że nie kazali Ci zachodzić w ciążę, jak miałaś 14 lat big_grin big_grin

                Zrobisz, co zechcesz, Hashinetko.
                Też zdrowia Ci życzę i obyś się jak najdłużej czuła tak dobrze jak teraz.
                I żebyś wreszcie trafiła na dobrego lekarza.

                Wiesz, to forum wcale nie jest takie, jak piszesz, odwiedziłam kilka innych i
                tam to jest dopiero skupianie się na swoich dolegliwościach.

                Trochę niesprawiedliwie nas oceniasz.
                Pozdrawiam.
                • hashinetka Re: O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak. 18.02.10, 15:21
                  Psychofinko

                  Fora w tym serwisie nie są jedynymi, do których zaglądam.

                  Żeby lekarza ocenić jako dobrego, trzeba mieć jakąś skalę
                  porównawczą. Przecież i Wy chodziłyście, bądź nadal chodzicie od
                  lekarza do lekarze. Póki co byłam u dwóch, obydwaj powiedzieli to
                  samo i nie mam podstaw, żeby twierdzić, że są oni złymi lekarzami i
                  źle mnie leczą. A że leków mi nie przepisali? Już pisałam, że są
                  dwie szkoły leczenia Hashimoto - jedna polega na włączeniu leków od
                  razu, druga na obserwacji objawów takich jak hypoechogeniczny miąższ
                  w USG, podwyższony poziom przeciwciał aTPO, zwiększenie stężenia TSH
                  w surowicy (moje TSH spada), zmniejszenie lub prawidłowe stężenie
                  fT3 i fT4, mogące świadczyć o niedoczynności i włączeniu leków
                  dopiero wtedy, gdy pojawi się niedoczynność, której u mnie póki co
                  nie stwierdzono. Być może wykaże ją (bądź nie) badanie fT3 i fT4,
                  które dzisiaj zrobiłam, ale dopóki nie mam wyników tego badania i
                  nie oceni ich lekarz - niedoczynności też nie mam.

                  Zresztą - co to znaczy "dobry lekarz"?

                  Czy to jest ten, który bez szemrania przytaknie naszej bardzo
                  subiektywnej i nieprofesjonalnej przecież autodiagnozie i zapisze
                  leki, które mu wskażemy, czy może ten, który nas wysłucha, zleci
                  odpowiednie badania, żeby potwierdzić lub wykluczyć nasze
                  podejrzenia i na ich podstawie zaleci właściwą terapię?

                  • psychofinka Re: O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak. 18.02.10, 15:30
                    My się nadal nie rozumiemy smile
                    Ja w przeciwieństwie zaś do Ciebie czuję się niezbyt dobrze i dlatego szkoda mi
                    już zdrowia na te jałowe dyskusje.
                    Moją własną definicję lekarza przez duże L już podawałam.
                    • hashinetka Re: O mojej bolesnej "przypadłości" i o tym, jak. 18.02.10, 15:47
                      No najwyraźniej smile

                      Dlatego pozostańmy przy swoich punktach widzenia i nie oceniajmy ich
                      ani tym bardziej siebie nawzajem.

                      Twoją definicje lekarza przez duże L potwierdziłam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka