agnes1704
16.01.11, 13:35
Moje wyniki dotyczące funkcjonowania tarczycy wyglądały następująco.
Jako nastolatka miałam wole rzekomo obojętne, dostawałam jod. Wyników jakichkolwiek badań brak, choć zapewne na jakiejś podstawie musiałam mieć postawioną diagnozę, ale ani mama, ani tym bardziej ja nie pamiętamy.
1997 rok - urodziłam zdrowe dziecko bez najmniejszych problemów
2007 rok, sierpień, I poronienie, miesiąc po poronieniu:
TSH 2,18 (0,4 - 4,0)
FT3 - 4,70 (1,8-4,2)
FT4 1,08 (0,8 - 1,9)
Rozmawiałam wtedy z ginekologiem endokrynologiem, powiedziała, że hormony wydzielane są pulsacyjnie i pewnie stąd ta zwyżka. Powtórzyłam za dwa miesiące FT3 i wynik wynosił 3,83.
8 miesięcy po I poronieniu znowu wykonywane miałam hormon tarczycy i wyniki wynosiły:
FT4 1,01 (0,8 - 1,9), a TSH 2,65 (0,4 - 4)
Lekarze orzekli, że z tarczycą wszystko jest ok i nie grzebaliśmy dalej w tym temacie. A potem było kolejne i kolejne poronienie, masę diagnostyki i zero pomysłu na to, co może się dziać. W sumie straciłam 3 ciażę, w tym ostatnią w 2009 roku w 17/18 tygodniu - obumarcie.
Jak teraz przeglądam te wyniki to jedyne co mi się nasuwa, to że parametry były wyższe bezpośrednio czy w miarę blisko poronień, niż obecnie, kiedy od ostatniego poronienia minęło 15 miesięcy.
W styczniu 2010 zaczęły się dziać dziwne rzeczy z sercem - kołatanina, złe samopoczucie. W lipcu trafiłam do kardiologa. Znowu badania TSH - 1,260, a więc super, ferrytyna 14,45 (13 - 150), a więc niziutko, niska witamina D, niski magnez.
Teraz dowiedziałam się o guzku tarczycy i ponownie diagnostyka, usg, wyszły przeciwciała tarczycowe i idealne TSH. Hormonów tarczycy lekarz nie kazał mi robić. Wygląda to tak:
Wymiary tarczycy: Płat prawy: 18x18x49mm Płat lewy: 19x16x47mm Cieśń: 4mm W opłacie lewym widoczny pojedynczy, niekoechogeniczny, lito-płynowy , dość dobrze odgraniczony guzek o wymiarach - 8x6x4mm. Poza tym miąższ tarczycy w całości o prawidłowej echogeniczności i strukturze, bez zmian ogniskowych. Okoliczne węzły chłonne bez zmian.
TSH (s) 1,57 mU/l 0,27 - 4,2
P-ciała p/peroksydazie tarczycowej (s) ATPO 94,53 IU/ml norma< 34
P. ciała ATG (antytyreoglobulinowe) 543 IU/ml norma< 115
Wielokrotnie czytałam, że przeciwciała tarczycowe najprawdopodobniej współistnieją z innymi przeciwciałami, jeśli chodzi o poszukiwanie przyczyn poronień. Miałam robione badania w tym kierunku i nigdy nic nie znaleziono.
Jeśli chodzi o objawy niedoczynności, której przecież nie mam - to w zasadzie pasuje do mnie wiele - tycie, sucha skóra, zaparcia, kołatania serca, słabe paznokcie, wypadanie włosów, skłonności do stanów depresyjnych. Lekarz endokrynolog u którego byłam z tym guzkiem i który zlecił diagnostykę powiedział, że mam "syndrom studenta medycyny" i że wszystko o czym czytam przypasowuję sobie. Co do przeciwciał to stwierdził, że sugerują one Hashimoto, ale raczej w remisji bo mam niskie TSH. Tylko łatwo mówić lekarzom, że wszystko jest w porządku, do niczego nie można się doczepić, a ja tracę kolejne ciąże.
Czy możecie się do tego odnieść, bo ja już nie kumam bazy. Hormony tarczycy wysokie, TSH najpierw średnie teraz w porządku, stwierdzona Hashimoto i poronienia w wywiadzie. Czy sama obecność przeciwciał może doprowadzić do niedoczynności, ale tylko podczas ciąż? Przepraszam za długi wywód, ale tak bardzo chciałabym zrozumieć, czemu tracę ciąże.