Mam dość niski estradiol i wszelkie z tym związane objawy mimo że 35 lat dopiero się zbliża.
Nie chciałabym ponownie wchodzić w łykanie hormonów innych niż tyroksyna (9lat antyków) i myślę o tym żeby poprawić sobie życie fitoestrogenami albo DHEA. Z soją wiem, że jest problem, ale może mogłabym coś sojowego łykać i równocześnie podwyższyć dawkę tyroksyny? A co z DHEA? Czy jakbym go brała, to tarczycowe by mi spadły? W końcu to prekursor estrogenu i porgesteronu. Niedługo odwiedzam gina i endo w tej sprawie, ale narazie potrzebuję Waszych opinii, bo trzeba wiedzieć o co pytać