Cześć!
Mój tato nagle zachorował na nadczynność tarczycy. Robił regularne zawsze badania krwi itd, ale zawsze wszystko było w normie. Mimo to skarżył się na bóle mięśni szkieletowych itp. i dlatego się badał. Ostatnio jednak wyszło, że ma nadczynność i co gorsza uderzyła go strasznie gwałtownie i mocno. Obecnie nie wygląda najlepiej. Jest strasznie chudy, zmarniał, mówi, ze boli go strasznie głowa, ucho, zęby, kości, ma chrypę, duszności, gorączkę 39 stopni, pogrubioną szyję, widać powiększone wole. Ledwo połyka tabletki, je, no przychodzi mu to ze sporą trudnością. Leży całymi dniami. Bierze jakieś tabletki do internistki przeciwzapalne, przeciwbólowe. Dziś zrobił usg, a jutro idzie do ednokrynologa prywatnie, ma wszystkie badania. (nigdy wcześniej u niego nie był, a na lekarza endokrynologa prywatnie musiał czekać cały tydzień w mękach strasznych). Ma również bardzo wysokie OB i co gorsza skacze jak oszalałe do góry z dnia na dzień

Bardzo się boję o mojego tatę. Chodzą mi najgorsze rzeczy pogłowie, bo tak strasznie cierpi i wygląda. Co go czeka? Czy wszystko będzie dobrze? Czy te objawy ustąpią i wszystko wróci do normy, czy trzeba spodziewać się operacji?? Czy wszyscy tak a nadczynnością tarczycy mieliście?

Jestem bardzo zaniepokojona, co będzie dalej. Boję się, żeby nie dostał przypadkiem jakiegoś wylewu do mózgu, zawału... no nie wiem, na prawdę ;/