Dodaj do ulubionych

HASHIMOTO, NIEDOCZYNNOŚĆ, CHOROBA SKÓRY

07.08.14, 14:11
Cześć wszystkim smile

Podczytuję forum od jakichś 2 tygodni, od kilku dni przymierzałam się do założenia swojego wątkusmile Ten wpis jest trochę długi, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Będę wdzięczna za wszelkie rady i wskazówki smile

Od 1,5 tygodnia mam diagnozę Hashimoto + niedoczynność tarczycy.

Wyniki:
TSH 4,51 norma 0,27 - 4,2
FT4 1,02 norma 0,93 - 1,70
anty - TPO 7 norma 0 - 34
ant - TG 321 norma 0 - 115
wit d3 - 15,8 norma 30 - 80

hemoglobina 10,3 norma 11 - 16
hematokryt 32,1 norma 35 - 50
średnia objętość krwinki czerwonej 78,5 norma 80 - 97
średnia zawartość hemoglobiny w krwince czerwonej 25,2 norma 26,5 - 33, 5.


Kilka dni temu zrobiłam test, który jest na forum (wyszło mi 43 punkty).

Biorę teraz od około 9 dni euthyrox 25, sorbifer i vigantol - i powoli czuję, że odżywam, aczkolwiek w pierwszych dniach było ciężko (mocne bóle kości, stawów i mięśni i potworne migrenowe bóle głowy prawie non stop). Na bóle głowy pomaga mi herbata z korzeniem imbiru (poprawia krążenie). Powiem szczerze, że dopiero teraz, jak się zaczęłam budzić sama z siebie przed budzikiem i normalnie wstawać, bez zwlekania się z łóżka pół godziny, to zaczynam mieć porównanie, jak potwornie zmęczona się czułam jeszcze 2 tygodnie temu.

Zmęczenie, marznięcie, przeziębienia i osłabienie towarzyszą mi od niepamiętnych czasów. Kilka tygodni po moim urodzeniu moja skóra zrobiła się bardzo sucha i łuszcząca, zmiany były najpierw na stawach, potem objęły całe ciało. Zdiagnozowano mi wrodzoną rybią łuskę (ale nie miałam robionych badań genetycznych, w tej chwili w Polsce nie da się ich zrobić). Dermatolodzy na mój widok zaczynali szukać podręczników i ogólnie kończyło się na stwierdzeniu "o, sorry, z tym się niewiele da zrobić", dostawałam maści, które niewiele pomagały. Oprócz tego cały czas byłam zmęczona i marzłam, ale tłumaczono to chorobą skóry.

Po ukończeniu 13 lat dostałam leki - Neotigason (retinoid - podwyższa poziom wit. A w organizmie, obniża poziom wapnia), na kilka miesięcy pomogło, potem wszystko wróciło do normy. Brałam go prawie 10 lat, odstawiłam, kiedy zaczęłam się bardzo źle czuć (bóle kości i stawów, osłabienie) i jakoś sobie radziłam z pomocą maści/ balsamów. Kilka lat temu odkryłam, że całkiem nieźle na skórę działa kwas mlekowy - umożliwił mi on złuszczenie całego chorego naskórka (po porządnym peelingu wyglądam całkiem nieźle, ale... ten efekt utrzymuje się około 1 - 2 dni (!), po tym czasie skóra znów zaczyna ciemnieć i się łuszczyć).

Od czasu do czasu były takie momenty, kiedy moja skóra spontanicznie zaczynała się goić np. na rękach, wyglądała ładnie kilka dni, po czym znów wszystko wracało do normy. Nigdy nie umiałam wytłumaczyć takiej spektakularnej zmiany ani dietą, ani zmianą trybu życia i do niedawna to była dla mnie kompletna zagadka.

Dość często miewam problemy z anemią (to u mnie standard, łykałam żelazo długo i wytrwale kiedyś, ale w ogóle nie czułam żadnej poprawy), kilka lat temu miałam też przygodę z kardiologią. Wyszłam z domu w czasie dużego upału (miałam coś do załatwienia na mieście i musiałam), dość szybko poczułam się bardzo źle, po drodze miałam klinikę dermatologiczną - zajrzałam tam i to mnie uratowało. Po spytaniu, czy ja sobie mogę tu chwilę posiedzieć zamknęły mi się oczy i mimo tego, że słyszałam, co ktoś do mnie mówi, to nie byłam w stanie zareagować. Szybko okazało się, że mam porządne zaburzenia rytmu serca, tachykardię i migotanie przedsionków. Byłam wtedy tydzień na oddziale kardiologicznym, po badaniach okazało się, że mam bardzo niski poziom elektrolitów (potas, magnez?, nie pamiętam, co jeszcze), niskie/ bardzo niskie ciśnienie i tachykardię. Dostałam kroplówki, trochę się poprawiło, ale nie zostałam zdiagnozowana. W wypisie napisano mi, że mam zwiększoną utratę elektrolitów przez pot, co jest bzdurą kompletną, bo ja przy rybiej łusce nie pocę się wcale. Brałam potem magnez i potas jakiś czas, uważałam bardzo (i nadal uważam) na upał, bo szybko się wtedy przegrzewam, ale do poradni kardio nie poszłam.

Od lat mam też problemy z mega bolesnymi miesiączkami (mdłości, wymioty, omdlenia, osłabienie, biegunki, ból level hard). Wędrowałam po lekarzach, którzy stwierdzali "na oko" zaburzenia hormonalne i dawali mi tabletki, na kilka miesięcy się trochę poprawiało, po czym z powrotem było źle. Za którymś razem dostałam Logest, a po nim WSZYSTKIE objawy uboczne, jakie tylko były na ulotce, odstawiłam je po kilku dniach, dochodziłam do siebie 3 tygodnie - i po tym dałam sobie spokój z ginekologami na dłuższą chwilę. Brałam tabletki przeciwbólowe i wegetowałam. W maju tego roku się przełamałam i poszłam do kolejnego lekarza, dostałam Mercilon, pierwsze 2 opakowania czułam się bardzo średnio, ale teraz jest już lepiej.

W trakcie świąt wielkanocnych podczas rozmów ktoś z mojej rodziny wspomniał, że któraś prababcia miała takie same objawy skórne jak ja, kiedy przechodziła menopauzę. Pomyślałam wtedy przelotnie, że może też powinnam zrobić badania hormonalne, zwłaszcza, że tak naprawdę objawy rybiej łuski, które mam - nie pasują do obrazu wrodzonych typów tej choroby, ale odłożyłam to w czasie i dopiero 2 tygodnie temu tak się złożyło, że poszłam na badania. Diagnoza była dla mnie dużym zaskoczeniem, zwłaszcza, że już po kilku dniach zauważyłam sporą poprawę samopoczucia. Prawdę mówiąc, to dopiero przy robieniu tego testu tutaj na forum, dotarło do mnie, że mam całkiem sporą ilość objawów, ale chyba po prostu nauczyłam się to ignorować.

Wczoraj zauważyłam, że znów zaczyna mi się goić skóra na nadgarstkach - dokładnie tak, jak kilka (kilkanaście razy wcześniej) i teraz wreszcie rozumiem, dlaczego tak się dzieje smile mam nadzieję, że uda mi się odżyć i podleczyć całą skórę, to byłoby dla mnie po prostu coś totalnie niesamowitego - choruję na skórę, odkąd pamiętam, to już ponad 27 lat sad ... i chciałabym w końcu poczuć się dobrze smile

Rozumiem też, dlaczego tak źle czułam się zimą - w zeszłym roku ok. 9 miesięcy mieszkałam nad morzem, najpierw w Norwegii, potem w Trójmieście, jadłam sporo ryb - i ogólnie POWINNAM czuć się dobrze, bo przecież jod... a czułam się gorzej niż tragicznie (potrafiłam siedzieć w domu w rękawiczkach, miałam sine ręce, byłam kompletnie bez energii i nawet nie miałam siły myśleć, o co chodzi, od listopada do marca w zasadzie non stop byłam przeziębiona - gardło, zatoki, uszy, kaszel, katar i tak w kółko). W marcu br. wróciłam na Dolny Śląsk i dość szybko poczułam się (nieco) lepiej. Aha, w ogóle nie chciało mi się wtedy jeść. Jadłam jeden malutki posiłek na dzień, wpychając go w siebie przemocą - schudłam kilka kilogramów, ale niedużo. Ogólnie - jeśli chodzi o wagę, to mieszczę się w prawidłowych granicach, aczkolwiek zauważyłam, że łatwo mi przybrać na wadze. Ale mam duży problem, jeśli chodzi o zakwasy po jakimkolwiek wysiłku. Długo myślałam, że to wina tego, że jestem "bez kondycji", aczkolwiek zakwasy po byle czym mam cały czas, niezależnie od tego, czy regularnie ćwiczę (trenowałam kiedyś karate), czy chodzę po górach, czy nie robię nic specjalnie obciążającego. W dzień, kiedy miałam pobieraną krew niosłam kawałek zakupy, po czym następnego dnia miałam zakwasy w CAŁYCH rękach i po prostu mnie to załamało. Macie jakieś recepty na szybszą regenerację mięśni po wysiłku?

Tak więc, podsumowując, biorę teraz 25 euthyroxu, mercilon (ok 4h później), a wieczorem sorbifer i vigantol. Dodatkowo w ciągu dnia popijam herbatę ze świeżym korzeniem imbiru i wreszcie czuję, że czuję się lepiej, aczkolwiek już teraz po tygodniu i po pierwszej euforii widzę, że chociaż marznę nieco mniej i jestem przytomniejsza, to sporo objawów jeszcze jest - muszę się po prostu uzbroić w cierpliwość.

Dziękuję za cierpliwość i za przeczytanie tego wpisu smile mam nadzieję, że zechcecie podzielić się ze mną swoją wiedzą i doświadczeniem smile

Pozdrawiam i życzę dobrego dnia smile
Obserwuj wątek
    • harmoniak Re: HASHIMOTO, NIEDOCZYNNOŚĆ, CHOROBA SKÓRY 07.08.14, 15:38
      Witaj na Forum!

      Bardzo wiele przeszłaś, a i tak mam wrażenie, że nie brakuje Ci pogody ducha. Gratulacje smile

      Sama widzisz, że dobrze jest wziąć sprawy w swoje ręce. Tutaj pomoże Ci forum. Im więcej będziesz wiedzieć, tym lepiej będziesz umiała sobie pomóc.

      Myślę, że teraz będzie już tylko lepiej, jednak czasami pojawia się kryzys po 2-3 tygodniach na nowej dawce lub gdy zaczyna się leczenie. Nie jest tak zawsze, ale miej to na uwadze.

      To ciekawe, ja też długo nie byłam leczona (5-7 lat), podobnie zniosłam wprowadzenie hormonu (ból głowy). Tak samo reagowałam na podnoszenie dawki. Prawdopodobnie będziesz musiała zachować dużą ostrożność przy zwiększaniu dawki, zwiększać o 6.25 lub 12.5 co kilka dni.

      Za jakiś czas warto zbadać ferrytynę. Obowiązkowo sprawdź wit. b12. Na suchą skórę polecam olej kokosowy no i unikanie kosmetyków do mycia ciała (żele) na rzecz zwykłego mydła (np. Jeleń)
      • zanyen Re: HASHIMOTO, NIEDOCZYNNOŚĆ, CHOROBA SKÓRY 07.08.14, 16:24
        Hej hej smile miło Cię poznać smile ze swojej strony chciałam Ci bardzo podziękować za założenie tego forum, bo gdybym tu nie trafiła, to dalej byłabym daleko w lesie... smile

        No, jeśli chodzi o samopoczucie, to już jest trochę lepiej i optymizm powoli mi wraca, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że dochodzenie do przyzwoitej formy trochę jeszcze potrwa (muszę się uzbroić w cierpliwość, której mi trochę brakuje.

        Powiem szczerze, że gdyby nie ten imbir i jego zbawienne działanie na moją głowę, to byłoby kiepsko, bo naprawdę nie pamiętam, żebym kiedykolwiek miała takie migreny. Głowa mnie nadal pobolewa momentami, ale już jest dużo lepiej.

        Zbadam ferrytynę i wit. b12 we wrześniu. Co do recept na suchą skórę, to przetestowałam już mnóstwo rzeczy, oleje też, oliwa z oliwek mnie uczuliła i to w ogóle jest wielka epopeja. Na razie ratuję się kwasem mlekowym i używam zwykłych kosmetyków (nie jest rewelacyjnie, ale da się przeżyć, wyglądałam już nie raz dużo gorzej). Liczę na to, że teraz, przy przyspieszeniu przemiany materii skóra się trochę poprawi.

        Żelaza biorę 100 mg (Sorbifer o przedłużonym działaniu - 100 mg żelaza + 60 mg wit. C), a witaminy D... hmm... biorę 4 krople Vigantolu... to jest jakieś 2000 jednostek wit, d3, o ile dobrze liczę. Euthyrox biorę rano, na czczo oczywiście, godzinę później jem śniadanie (ale bez nabiału, bo podobno tyroksyna + nabiał = słabe wchłanianie tyroksyny, tak mi powiedziała lekarka), a żelazo i wit. d3 biorę wieczorem, przy kolacji (początkowo męczyły mnie mdłości i bóle brzucha, a wieczorem mogę się po prostu położyć wcześniej w razie czego).

        Miałam robione usg ginekologiczne i nic nie wyszło, oprócz jednej malutkiej nadżerki, lekarz stwierdził, że zaburzenia hormonalne i tabletki. Przyzwyczajałam się do tego Mercilonu 2 miesiące, teraz jest już ok, ale powiem szczerze, że z ulotek i różnych informacji w necie wynika, że to są jedne z lepiej tolerowanych tabletek. W zasadzie to teraz przypuszczam, że złe samopoczucie wynikało wtedy głównie z niedoczynności jednak. Na razie jeszcze kwartał je biorę, a co będzie dalej - zobaczymy. Nie chcę odstawiać tak o po 3 miesiącach, bo wtedy w ogóle wysiądę... Usg tarczycy też miałam, zapomniałam o tym napisać (wybaczcie roztrzepanie, wiecie, jak to jest...), wynik prawidłowy. Ogólnie to niby mam Hashimoto plus subkliniczną niedoczynność, bo t4 w normie, ale mam bardzo dużo objawów i chyba dość duże niedobory, więc na pewno coś było nie tak na pewno kilka(naście) lat co najmniej. Zresztą, niedobory wychodziły mi już wcześniej, łykałam wtedy grzecznie witaminy, ale ani wyniki specjalnie się nie poprawiały, ani ja się też wcale lepiej nie czułam.

        Do lekarza już jestem zarejestrowana na 11 września, wcześniej zrobię badania i zobaczymy, co będzie. Jestem dobrej myśli, bo naprawdę w ciągu tych kilku dni błyskawicznie poczułam się lepiej... ale jakieś tam wahania na pewno jeszcze będą. Zresztą, to samo jest ze skórą, raz lepiej, raz gorzej, więc się przyzwyczaiłam.

        Zacznę sobie chyba jeszcze suplementować magnez, bo łapią mnie skurcze i może wapń, chociaż sama nie wiem... ja jem raczej mało nabiału, bo po mleku boli mnie brzuch, a kości jednak bolą i to momentami całkiem porządnie.

        Dziękuję za podpowiedzi i dużo zdrowia i energii wszystkim życzę smile
    • zanyen Re: pytanie o zasłabnięcia 08.08.14, 20:13
      hejsmile

      mam takie pytanie - biorę euthyrox 25 od ok. 10 dni, w tym czasie miałam dość stacjonarny tryb życia(siedziałam przy komputerze), dziś po raz pierwszy (odkąd zaczęłam brać tyroksynę) miałam bardziej intensywny dzień (kilka godzin robiłam zdjęcia na zewnątrz i byłam w ruchu), zauważyłam, że mimo tego, że jadłam w międzyczasie normalne posiłki (standardowo jem 3 - 4 razy dziennie), to i tak ze 2 razy zrobiło mi się po prostu słabo i musiałam usiąść, odpocząć i zjeść coś dodatkowo - po zjedzeniu czegoś samopoczucie wracało do normy

      czy Wam też się zdarzają takie "zasłabnięcia"? to jest normalne - w sensie, że może się zdarzyć? przyznam, że dla mnie to kompletna egzotyka, bo wcześniej byłam w stanie jeść śniadanie o 18, jak nie miałam apetytu i funkcjonowałam normalnie, a dziś po prostu zwątpiłam, bo nie wiedziałam, o co chodzi...
      • pies_z_laki_2 Re: pytanie o zasłabnięcia 09.08.14, 02:17
        Poczytaj koniecznie wątki o wit D3, bo dawka 2 tys. przy twoim wyniku pozwoli ci na podtrzymanie niedoboru, ale nie na podniesienie poziomu... Ten dr, który c to zalecił nie czytał nowych zaleceń (z 2013) tongue_out

        Jeśli to te sam, co przy tsh powyżej 4 zalecił E25, to może zapisz się do innego... bo tyroksynę wprowadza się u młodych kobiet o wiele mniej ostrożnie i już dawno powinnaś była podnieść dawkę co najmniej do 50.

        Jesteś osłabiona? Może to spadki cukru? Często przy Hashi przyplątuje się hiperinsulinemia / insulinooporność i z powodu nadmiaru insuliny (jeśli nie zmodyfikowałaś diety) jakąś godzinkę czy diwie po jedzeniu cukier we krwi spada na podłogę, a ty razem z nim... Poproś o skierowanie na dwie krzywe: insulinową i cukrową, badanie z obciążeniem. Poczytaj na forum, niedawno o tym pisałyśmy.

        > wynik prawidłowy.

        No ale jaki? Co oznacza prawidłowy? Przepisz dokładnie, proszę.

        > Ogólnie to niby mam Hashimoto plus subkliniczną niedoczynność,

        Ogólnie, to masz całkiem normalną niedoczynność tarczycy na tle autoimmunologicznym. Jeśłi zaś endo ocenia u młodej kobiety normę tsh powyżej 4 jako dobrą, to kolejny argument za tym, żeby się zapisać do innego... Może masz w okolicy kumatego internistę, lepiej cię poprowadzi, niż TEN endo... (czy dostałaś od endo zaświadczenie dla rodzinnego o chorobie przewlekłej? Jeśli nie, to koniecznie weź)
      • zanyen Re: pytanie o zasłabnięcia 09.08.14, 14:16
        Dziękuję za odpowiedź smile

        Czytałam wątki o wit. d3 i od paru dni biorę 6 - 7 kropli, stwierdziłam, że w miesiąc i tak na pewno nie skoczę powyżej normy i przedawkowanie mi nie grozi na bank. Podczas kontroli zasugeruję lekarce, że większa dawka raczej mi nie zaszkodzi.

        Jeśli chodzi o usg tarczycy, to mam napisane tylko tyle, że:
        "Tarczyca niepowiększona o wymiarach:
        PP: 47 x 16 x 14mm
        PL: 44 x 14 x 13mm
        Cieśń - 5mm.

        Zmian ogniskowych nie wykazano. Echostruktura prawidłowa."

        Kalkulator podpowiada, że PP ma 5,264 ml, a PL 4,004ml, więc razem to jest 9,268 ml, więc jakby trochę mało... ;/

        TSH miałam 4,51, a T4 1, 02 (norma 0,93 - 1,70), kalkulator zamieszczony na forum mówi, że to 11,69%. Lekarka stwierdziła u mnie hashi z subkliniczną niedoczynnością (subliniczna, bo T4 mieści się w normie), poleciła mi brać 4 dni 12,5E, a potem 25E. Wiedziała, że biorę tabletki anty, bo sama zapisała mi receptę na kolejne 3 miesiące na moją prośbę. Poleciła mi zbadać tsh i wrócić do kontroli za 6 - 8 tygodni. Aha, ona nie powiedziała, że tsh jest dobre, tylko t4 - w sensie, że t4 mieści się w normie.

        Ja sama zrobiłam morfologię, która pokazała anemię z braku żelaza i infekcję. Lekarka obejrzała wyniki, zapisała sorbifer, zbadała mi gardło i węzły chłonne, stwierdziła, że antybiotyk szkoda dawać i dostałam tabletki na gardło. Sama z siebie kazała zbadać tsh, ja stwierdziłam, że zrobię jeszcze morfologię, i ona się z tym zgodziła.

        Ogólnie dogaduję się z nią o niebo lepiej niż z dermatologami, a ich spotkałam w życiu naprawdę sporo. Myślę, że podniosę dawkę do 37,5, a potem do 50, po 4 tygodniach zrobię badania i pójdę do kontroli. Tabletek mi wystarczy, a i jakaś straszna nadczynność mi chyba na razie raczej nie grozi. W razie czego zawsze mogę zmniejszyć dawkę z powrotem.

        Mam przypuszczenia, że te wczorajsze zasłabnięcia wynikają raczej z za małej dawki E niż z problemami z cukrem, bo tak jak mówiłam - ostatnie 2 tygodnie miałam luźniejsze i mogłam w razie czego poodpoczywać, a wczorajszy dzień był już nieco bardziej wymagający (byłam w ruchu przez parę godzin - ale też nie był to żaden maraton) i w zasadzie już po 3h, przed południem - czułam zmęczenie, takie jak zanim zaczęłam brać E. Usiadłam wtedy, zjadłam coś, zrobiło się troszkę lepiej, ale w zasadzie miałam poczucie, że już jestem na oparach energii i najchętniej bym się położyła.

        Od jutra podniosę dawkę i zobaczę, jak będzie. Wolałabym podnieść ją do jakiegoś przyzwoitego poziomu teraz, niż babrać się z tym do nie wiadomo, kiedy, zwłaszcza, że widzę po leciutkiej poprawie stanu skóry, że to jest dobry kierunek. Trudno, najwyżej mnie endo ochrzani. I tak już zauważyła od pierwszej wizyty, że jestem dość samodzielna, jeśli chodzi o wykopywanie informacji.

        Zaświadczenie o chorobie przewlekłej to bardzo dobra rzecz, wezmę przy najbliższej okazji.
        Dziękuję za podpowiedzi smile
        • pies_z_laki_2 Re: pytanie o zasłabnięcia 11.08.14, 02:43
          > jakaś straszna nadczynność mi chyba na razie raczej nie grozi. W razie czego zawsze mogę
          > zmniejszyć dawkę z powrotem.

          Mądra dziewczynka smile
          Chciałabym, żeby więcej naszych forumowiczek miało podejście chociaż w części podobne do Twojego...

          Trzymaj się ciepło smile
          • zanyen Re: pytanie o zasłabnięcia 12.08.14, 08:58
            Ha, dzięki za komplement tongue_out

            Zwiększam dawkę od kilku dni, wydaje mi się, że raczej nic mi nie jest, tym razem nawet głowa nie boli specjalnie i mam poczucie, że ogólnie jestem na chodzie...

            Ale z drugiej strony, miałam wczoraj niemiłą sytuację - ponieważ w weekend czułam się dobrze, dałam się namówić na krótki wyjazd wczoraj po południu. Już po drodze pobolewał mnie brzuch, na miejscu okazało się, że jest duszno, tłoczno, nie ma czym oddychać ani na czym usiąść. Kilka minut stałam, do bólu brzucha doszły mdłości i zawroty głowy, przysiadłam gdzieś na schodach - dalej kiepsko. Po omacku wyszłam na zewnątrz - niby więcej przestrzeni, chłodniej, było gdzie usiąść, ale wcale nie poczułam się jakoś rewelacyjnie. Po 2 czy 3 godzinach przemarzłam i zaczęło mną telepać, ale dalej co jakiś czas robiło mi się czarno przed oczami. Po powrocie nie mogłam się rozgrzać, ciepły posiłek, czekolada, herbata z imbirem i gorący prysznic troszkę pomogły, ale niewiele. w nocy marzłam, rano wstałam ledwo żywa, wzięłam Euthyrox - i dopiero po jego wzięciu powoli przestaję się czuć jak zombie.

            Zastanawiam się, z czego to może wynikać. Wcześniej wielokrotnie zdarzało się, że w różnych sytuacjach robiło mi się słabo (np. w lecie, jak jest upał - to ja się bardzo łatwo przegrzewam i już sama podróż rozgrzanym autobusem bywa problemem), ale jednak zazwyczaj przebiegało to łagodniej - mimo wszystko dawałam radę sama bez pomocy dotrzeć do domu i wleźć pod chłodny prysznic. Wczoraj natomiast już po kilku minutach w dusznym i tłocznym miejscu zaliczyłam gwałtowny zgon, na tyle mocny, że jakimś kawałkiem mózgu zastanawiałam się, co będzie, jeśli mi nie przejdzie, bo każdy wysiłek typu wstanie czy próba zmiany pozycji kończyła się mroczkami przed oczami. Trochę mnie to jednak niepokoi, bo po prostu nie rozumiem, o co chodzi. Nie chcę histeryzować ani marudzić, ale jednak wcześniej nawet jak bywało mi słabo, to nie było to aż tak gwałtowne.

            Aha, tuż przed wyjazdem jadłam obiad, przez weekend nie zauważyłam, żeby było mi słabo po posiłkach, a i wczoraj czekolada i jedzenie niezbyt mi pomogły.

            Jakieś dobre rady (oprócz badań na krzywe cukrowe, bo o tym była mowa już w piątek i biorę to już pod uwagę)?
            • zanyen Re: pytanie o zasłabnięcia 13.08.14, 08:13
              No dobra, po 4 zasłabnięciach załapałam w końcu regułę. Zdaje się, że to hipoglikemia po prostu.

              Hipoglikemia zdarza się przy niedoczynności czy też jest to raczej rzadkie zjawisko u Was?
              • pies_z_laki_2 Re: pytanie o zasłabnięcia 13.08.14, 13:29
                Zdarza się przy insulinooporności, a ta zdarza się przy Hashi... z powodu Hashi?
                Dopóki nie pojawił się Japończyk, nie miałam problemów metabolicznych, waga średnia w kierunku niskiej, żadnych nietolerancji, czy jakichkolwiek kłopotów. Zdrowa jak koń.
                Potem przyszedł kolosalny stres i zaraz potem piorunująca niedoczynność tarczycy, mnóstwo nakładających się na siebie objawów samej niedoczynności i jej i powikłań, diagnoza Hashi, diagnoza dużych niedoborów i niedługo potem diagnoza IO (że o odkleszczówkach i HP w tym samym czasie nie wspomnę... jak ja z tego wyszłam zdrowa na umyśle?).

                No cóż, na pochyłe drzewo każda koza skoczy big_grin

                (do sprawdzenia masz kierunek IO, jakby się potwierdziło, to zapewniam cię, że można z tym żyć smile)
                • zanyen Re: pytanie o zasłabnięcia 13.08.14, 16:23
                  No cóż, przyznaję, że trochę spanikowałam... tongue_out

                  W ostatnich dniach podniosłam dawkę E, brałam kilka dni 37,5, a od wczoraj 50, ale jadłam nawet nieco mniej niż wcześniej, pominęłam też posiłki, bo byłam poza domem i stwierdziłam, że co za różnica, czy zjem drugie śniadanie, czy nie. No, jednak istnieje różnica, skoro wczoraj i przedwczoraj moje samopoczucie wzięło, zdechło i leżało plackiem, a dziś - przy skrupulatnym pilnowaniu jedzenia - samopoczucie kwitnie (i zaraz chyba pójdę sobie na spacer, bo mnie nosi i poszłabym się poszwendać gdzieś smile)) )

                  Ja wcześniej jadłam bardzo mało, dość rzadko i nieregularnie, dlatego konieczność zmiany tych nawyków wydawała mi się... hmm... przesadzona...? no, ale po ostatnich przebojach widzę, że regularne jedzenie przy braniu tyroksyny to podstawa (niekoniecznie dużo, ale często)
                  • pies_z_laki_2 Re: pytanie o zasłabnięcia 14.08.14, 13:18
                    I dlatego (przynajmniej na początku, kiedy nie znamy jeszcze nowych reakcji swojego organizmu) lepiej wprowadzać na raz tylko jedną zmianę, żeby móc ocenić, że jeśli się poprawiło / pogorszyło, to od tej właśnie zmiany... U ciebie teraz 1) zmiana sposobu jedzenia i 2) podwyżka dawki. Skąd wiesz, od czego ci się polepszyło? Jeśli od obu tych manipulacji, to w jakim stopniu od jednej, a w jakim od drugiej? A może tylko od jednej, a druga nie miała na nic wpływu? Albo jedna zaszkodziła, ale druga to skompensowała... Możliwości jest sporo smile

                    Jemy 5-6 razy dziennie, mało ale często, żeby nasz metabolizm jednak ruszył smile
                    • zanyen Re: pytanie o zasłabnięcia 14.08.14, 13:42
                      Taaa, regularnie jedzenie błyskawicznie wejdzie mi teraz w krew tongue_out

                      Co prawda już od przeprowadzki na Dolny Śląsk (marzec/ kwiecień) starałam się jeść regularnie (jesienią/ zimą nie chciało mi się jeść w ogóle, wpychałam w siebie jakieś maluteńkie posiłki, żeby zjeść cokolwiek), ale zdarzało mi się nie zjeść drugiego śniadania czy kolacji, bo nie byłam głodna. Teraz widzę, że pomijanie posiłków zdecydowanie nie jest dla mnie.

                      Najciekawsze jest to, że wszystkie te wahnięcia u mnie od razu widać na skórze - 1,5 tygodnia czułam się dobrze, żadnych kryzysów, skóra się poprawiała z dnia na dzień, teraz 2 dni kryzysowe - i od razu skóra ciemnieje i się złuszcza.

                      Inna rzecz, że zauważyłam dużą zmianę, jeśli chodzi o nastrój i koncentrację - czuję się dużo spokojniejsza, łatwiej mi się skoncentrować, mam dobry humor, nie szukam dziury w całym. Całkiem przyjemny stan. Powiem szczerze, że do tej pory miałam trochę skrzywienie "zawodowe" w tą stronę, że najczęściej za złe samopoczucie odpowiada psychika i jak się ją ogarnie, to wszystko będzie dobrze. Żałuję, że na moich studiach psychologicznych właściwie nie podkreślano faktu, że zaburzenia hormonalne mają tak ogromny wpływ na samopoczucie - moim zdaniem to duży błąd.

                      Praca nad sobą to dobra rzecz, ale warto też porządnie dbać o warstwę biologiczną. Do tego, żeby móc coś robić na kompie - potrzebujemy i sprzętu, i oprogramowania. I tak samo jest z ciałem i psychiką. Trzeba dbać o jedno i drugie smile

                      Ja w każdym razie już wiem, że nie dam sobie zabrać tyroksyny...
    • zanyen kondycja... 18.08.14, 11:39
      W ramach poprawiania kondycji wybrałam się dziś na przejażdżkę rowerem. Miałam w planach porobić zdjęcia w kilku miejscach, ale okazało się, że 40 minut jazdy i drobne parę km rozłożyło mnie na łopatki doszczętnie... sad prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że to mi aż tak da w kość... sad


      Niech mi ktoś powie, że moja kondycja, która aktualnie leży plackiem i ani myśli wstawać - za jakiś czas ożyje...
      • pies_z_laki_2 Re: kondycja... 19.08.14, 18:59
        > Niech mi ktoś powie, że moja kondycja, która aktualnie leży plackiem i ani myśl
        > i wstawać - za jakiś czas ożyje...

        Obiecuję!!! Może zawodnikiem wyczynowym nie będziesz, ale jeszcze sobie poszalejesz smile
        Tylko najpierw hormony muszą być na dobrym (dla ciebie) poziomie, a mięśnie przygotowane do wysiłku smile Inaczej mówiąc - przy problemach tarczycowych wysiłek jest potrzebny, ale nie wolno się forsować smile
        • zanyen Re: kondycja... 20.08.14, 08:37
          Trzymam Cię za słowo tongue_outP

          Możliwe, że trochę przesadzam z tym, że już bym chciała rower, rolki, bieganie i parę innych rzeczy. Po prostu chciałabym jak najszybciej dojść do optymalnej kondycji, dawki i poziomu energii, bo to by oznaczało, że moja skóra byłaby w dużo lepszej kondycji niż teraz. Zauważyłam, że jak się dobrze czuję i jest mi tak dobrze ciepło w ciągu dnia, to skóra wygląda dużo lepiej niż jak zaczynam marznąć. Ostatnio znów zaczęłam marznąć i ćwiczeniami chciałam poprawić krążenie, ale chyba nie wyszło mi najlepiej...
    • zanyen Re: złe samopoczucie wieczorami 23.08.14, 22:23
      biorę 50E na wieczór - w nocy mogę spać, nie zamarzam i raczej nic mnie nie boli, w ciągu dnia jest nieźle nawet, ale ostatnie 3 godziny przed wzięciem eutyroksu to jakaś masakra... ja nie wiem, czy to siła sugestii, ale co wieczór "jest mi wszystko" i "boli mnie wszystko"... sad a godzinę po wzięciu dawki nagle jakoś wszystko normalnieje... nie wiem, czy to nie jakaś moja autosugestia, ale nie mam siły na takie skoki samopoczucia... sad

      za 2 tygodnie chcę zrobić badania i nie chcę zwiększać dawki przed nimi, ale może macie jakieś swoje domowe sprawdzone sposoby na przetrwanie takich kryzysów...? sad
      • djpa Re: złe samopoczucie wieczorami 24.08.14, 08:06
        Z tego co zrozumiałam, przesunęłaś branie Euthyroxu z rana na wieczór nie biorąc rano nic, czyli jakby brakuje Ci Euthyroxu za kilkanaście godzin, tak?

        Pomyśl o braniu dodatkowo ćwiartki małej dawki Euthyroxu wczesnym popołudniem przez 2-3 dni. Najlepiej między posiłkami. Jeśli badania za 2 tygodnie, to śladu nie powinno być po tych ćwiartkach.

        O jakiej porze planujesz zrobić badania? TSH należy robić rano, ale fT4 z daleka od Euthyroxu, więc rano odpada jeśli weźmiesz Euthyrox na noc.
        • zanyen Re: złe samopoczucie wieczorami 24.08.14, 13:36
          djpa napisała:

          > Z tego co zrozumiałam, przesunęłaś branie Euthyroxu z rana na wieczór nie biorą
          > c rano nic, czyli jakby brakuje Ci Euthyroxu za kilkanaście godzin, tak?

          tak, przesunęłam z dnia na dzień, nie wzięłam rano, przeczekałam do wieczora i wzięłam o 22, mogłam wreszcie normalnie zasnąć, rano nie miałam już problemów z wstaniem, większość dnia miałam siłę, tylko jakoś od 19 do 22 (o 22 teraz biorę) miałam zjazd, myślałam, że w następnych dniach to się wyrówna, ale ciągle powtarza się taki rytm

          >Pomyśl o braniu dodatkowo ćwiartki małej dawki Euthyroxu wczesnym popołudniem p
          > rzez 2-3 dni. Najlepiej między posiłkami. Jeśli badania za 2 tygodnie, to śladu
          > nie powinno być po tych ćwiartkach.
          te ćwiartki nie wpłyną na badanie? myślałam o tym, żeby dołożyć ociupinkę koło południa, żeby nie mieć aż takiego gwałtownego zjazdu, ale nie chciałam, żeby to wpłynęło

          > O jakiej porze planujesz zrobić badania? TSH należy robić rano, ale fT4 z dalek
          > a od Euthyroxu, więc rano odpada jeśli weźmiesz Euthyrox na noc.
          gdzieś tu na forum trafiłam kilkukrotnie na informację, że badania można robić po 10h od wzięcia euthyroxu, więc myślałam, że jeśli wezmę wczesnym wieczorem (21 - 22), to jak zrobię badania koło 8 - 9 rano, to będzie ok?

          po ilu godzinach od wzięcia można robić badania? nie chciałabym przekładać z powrotem brania na rano, bo mimo wszystko przy braniu wieczorem czuję się trochę lepiej


          (hashimoto + niedoczynność)

          Mój wątek osobisty
          Moje fotografie
          • djpa Re: złe samopoczucie wieczorami 24.08.14, 14:21
            Niestety, nie wiem po ilu godzinach można badać fT4...

            Biorę Euthyrox wieczorem, bo podobnie jak Ty znacznie lepiej śpię, nie budzę się z zimna, szybciej zasypiam. Badania robię około 13:00, bo moje lab tak długo pobiera krew. Ale nie badam wtedy TSH. TSH w zasadzie nie badam, bo Novothyral powoduje, że jest poniżej normy.
            Novothyral biorę ćwierć w dzień, około 13:00 lub dwa razy na dobę: około 12:00 i około 17:00.

            Moja endo wie, że biorę Euthyrox wieczorem i wie że od Euthyroxu do badania nie upływają 24 godziny. Mówi, że wtedy mój wynik fT4 może być nieco wyższy niż by był po upływie 24 godzin.

            Twój lekarz patrzy bardziej na fT4 czy tsh?
            • zanyen Re: złe samopoczucie wieczorami 24.08.14, 16:22
              Moja endo patrzy na TSH, ft3 i ft4 w ogóle mi teraz nie kazała sprawdzać. Poza tym ona jeszcze nie wie, że podwyższyłam dawkę i że przełożyłam ją na wieczór, bo miałam brać tylko 25E i pewnie dostanę ochrzan...

              Te 50E to wcale nie jest dużo, jak dla mnie. Skóra zaczęła mi się odrobinę goić, ale ostatnio się to zatrzymało, nie wiem, w co ta tyroksyna idzie, utlenia się albo wyparowuje, bo mnie wcale nie jest super ciepło, a siły mam tylko na plan minimum w ciągu dnia. Ale w ten dzień, w którym przesuwałam dawkę - było mi tak zimno, że siedziałam w ciągu dnia prawie sina w 2 swetrach, więc mimo wszystko teraz jest lepiej...

              Jak będę robić badania, to dzień wcześniej zjem kolację dużo wcześniej i wezmę E wcześnie, żeby była jak największa odległość. I spróbuję jutro i pojutrze dorzucić odrobinkę E w południe, może nie będzie takiego skoku... Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że będę tak odczuwać każdą najdrobniejszą zmianę, parę tygodni temu jeszcze nie brałam nic i ciągle chyba nie mogę się przyzwyczaić.
              • djpa Re: złe samopoczucie wieczorami 24.08.14, 16:43
                To dobrze, że czujesz każdą zmianę dawki i słuchać swojego ciała smile Nie to każdy potrafi.

                Opowiedz endo dokładnie jak czujesz każdą najmniejszą zmianę dawki hormonu i dlaczego zwiększyłaś i przesunęłaś na wieczór. Rozsądny endo cieszy się, kiedy jego pacjent naprawę lepiej się czuje smile Rozsądny endo nie jest sadystą wink i wie, że pacjent jest ze swoim ciałem cały czas, a lekarz widzi pacjenta przez kilkanaście minut raz na jakiś czas.
                • zanyen Re: złe samopoczucie wieczorami 24.08.14, 17:44
                  No właśnie czuję wszystko aż do przesady, każdą zmianę/ przesunięcie dawki (jak brałam rano i w niedzielę wzięłam E godzinę później, bo później wstałam, to już mi się dzień rozjeżdżał), każde ochłodzenie/ wiatr, każdy dodatkowy wysiłek. No i po skórze widzę w ciągu 24h, czy jest dobrze, czy nie. A moja skóra mówi mi wyraźnie, że tyroksyna to to, o co jej chodzi, ale jest jej za mało - na razie podgoiły mi się tylko wewnętrzne strony nadgarstków i trochę dłonie na tyle, że widać wyraźną poprawę, ale reszta ani drgnie sad

                  Nie chcę też przeżyć kolejnej jesieni/ zimy, zamarzając z zimna, a teraz już się robi coraz chłodniej i autentycznie mnie to przeraża.
            • muktprega1 Re: złe samopoczucie wieczorami 31.08.14, 21:19
              Pozwolę sobie mieć troche inne zdanie na temat dawkowania wieczornego u początkującej smile
              Uważam, że osoba, która dopiero co zaczęła brać tyroksyne i jest na początku drogi, powinna ją brać na czczo i przede wszystkim dojść do swojej optymalnej dawki, a dopiero potem jak zdobędzie się też trochę wprawy w ocenianiu swoich możliwości i samopoczucia - kombinować z podziałem dawek.
              Takie poranne dawkowanie daje możliwość sprawdzenia w laboratorium na czczo proporcji pomiędzy obu hormonami. Według mnie najpierw ustalamy dawkę a potem z nią kombinujemy smile
              Będąc na Twoim miejscu wróciłabym do ustalenia dawki porannej smile
              ale oczywiście wybór należy do Ciebie

              Biorąc w południe musisz zachować odstęp od jedzenia przed i po, bo tyroksyna strawi się z jedzeniem. Jaki masz plan dnia? Ile, co i o której bierzesz? Pamiętasz, ze co najmniej 4 h po tyroksynie bierzemy inne leki? Plan ważna rzecz wink

              poniżej kilka linków o wprowadzaniu, może się przydadzą i utwierdzą w przekonaniu słusznej drogi:

              forum.gazeta.pl/forum/w,24776,145360739,145844859,Re_Po_wizycie_u_endo.html
              forum.gazeta.pl/forum/w,24776,134301021,139022332,Re_Mam_leki_.html
              • zanyen Re: złe samopoczucie wieczorami 01.09.14, 10:37
                @muktprega, dzięki za Twój wpis, bo właśnie uświadomiłam sobie, że ja średnio znoszę branie tyroksyny o różnych godzinach - miałam z tym problem, jak brałam rano (w weekend budziłam się trochę później, brałam trochę później, a potem cały dzień nie mogłam jakoś dojść ze sobą do ładu); przestawiłam dawkę na wieczór także z tego względu, że ja rano jestem nieprzytomna i zamiast łyknąć tabletki i się ogarniać, to ja najpierw się ogarniałam, potem na końcu mi się przypominało, że jeszcze euthyrox, a potem zostawał mi czas wolny, bo trzeba było odczekać do śniadania - i zaczynałam przysypiać z powrotem;
                a jak biorę na wieczór, to mam już wdrukowane, że kolacja o 19, a t4 o 22 i to już jest dla mnie święte; inna sprawa jest taka, że ja czasem muszę wstawać rano bardzo wcześnie, bo wyjeżdżam na zdjęcia i wtedy miałabym kłopot, bo musiałabym wziąć wcześniej i wtedy już w południe miałabym spadek energii - dlatego myślę, że zostanę na tej dawce wieczornej, bo wiem, że ją jestem w stanie brać systematycznie o tej samej porze w dłuższej perspektywie... i jak będę dokładać t4, to po troszeczkę wieczorem, nie w ciągu dnia, bo faktycznie tak będzie prościej;

                plan dnia wychodzi mi taki: rano do śniadania sorbifer i vigantol (biorę do posiłków, bo inaczej mam dość porządne mdłości), śniadanie bez herbaty/ kawy, żeby żelazo się wchłonęło; potem jakieś tam drugie śniadanie, obiad, o 16 mercilon, o 19 kolacja, o 22 t4 i jakoś godzinę później spać - wydaje mi się, że raczej nic się nie powinno gryźć, nie?
      • pies_z_laki_2 Re: złe samopoczucie wieczorami 24.08.14, 20:11
        Dawka na noc? Super! Ja też łykam na noc, a w dniu badania przesuwam z nocy na wieczór, żeby było 10 godzin (wystarczy ponoć 8-9), badam się rano, bo wolne hormony razem z tsh (łykam Letrox).

        Jeśli dawka nie starcza ci na dobę, to pewnie jest za niska i tyle. Można dodać w dzień, ale ja bym sprawdziła teraz poziom fT4 i fT3, i na podstawie wyniku i objawów (zimno) zmodyfikowałabym dawkę. Dlaczego musisz czekać 2 tygodnie?
        • zanyen Re: złe samopoczucie wieczorami 24.08.14, 20:54
          No, jeśli badania robi się najwcześniej po 4 tygodniach od ostatniej zmiany dawki, to wypada mi poczekać jeszcze ze 2 tygodnie. Chciałabym wytrzymać, żeby mieć jakieś wyniki na porównanie. Poza tym, nie chcę, żeby mi tabletek brakło, a zaświadczenia jeszcze nie mam.

          A dawka jest za niska. Dziś jestem jeszcze na chodzie o tej porze tylko dlatego, że zrobiłam sobie bardzo luźny dzień i wstałam bardzo późno...

          Jeżeli przerwa 10h przed badaniem wystarczy, to nie widzę problemu, wezmę po prostu z 1,5 h wcześniej i będzie ok.
    • zanyen Re: niepokój 26.08.14, 11:41
      za waszą radą wzięłam wczoraj dodatkowe 12,5E w południe, nie miałam takiego okropnego spadku wieczorem, nawet miałam trochę siły, jest mi jakby odrobinę cieplej nawet, ale za to dziś zauważyłam, że jestem niespokojna - obiektywnie powodów brak, a niepokój wierci mi dziurę w brzuchu i trudno mi usiedzieć spokojnie i się skoncentrować, zrobiło się jakoś katastroficznie... ehhh... sad(( popijam miętę z melisą, wzięłam też magnez

      wezmę jeszcze dziś dodatkowe 12,5E w południe, a potem postaram się dotrwać jeszcze 2 tygodnie na samej 50E wieczorem, żeby badania wyszły w miarę miarodajne

      swoją drogą, ostatnio bardzo dotkliwie i wyraziście zauważam to, że wszyscy dookoła mnie, bez względu na wiek, mają więcej siły niż ja - i prawdę mówiąc, trochę mnie to dobija; wiem, że jak będę mieć dobrze dobraną dawkę, to też będę mieć siłę, ale po prostu mam wrażenie, że ludzie mają jakieś cholerne adhd... a jak mi ktoś wczoraj powiedział, że jest taaaaaakiiii zmęczony, bo pracuje po 12h, to stwierdziłam tylko w duchu ponuro, że ten ktoś pojęcia nie ma o tym, co to jest zmęczenie... innymi słowy, jestem marudna, a ludzie mnie denerwują tym, że mają tyle siły ;/
      • pies_z_laki_2 Re: niepokój 26.08.14, 22:51
        > jak będę mieć dobrze dobraną dawkę, to też będę mieć siłę,

        Może nie nastawiaj się zbytnio na przenoszenie gór big_grin Inaczej mówiąc na pewno będziesz mieć więcej energii, niż teraz, ale czy będziesz silna jak wyczynowiec, to niekoniecznie...

        Przed Hashi pracowałam umysłowo po kilkanaście godzin dziennie, na działce nosiłam worki z ziemią, kopałam grządki, miałam siłę za trzech. Minęło raptem kilka lat. Teraz mam ustawione hormony, nie mam niedoborów, a jednak godzina grabienia trawy to dla mnie wyczyn, daję sobie radę, ale potem dwie godziny dochodzę do siebie... Mam słabsze mięśnie, gorszą wydolność, dłużej się regeneruję. Teraz inaczej funkcjonuje metabolizm, niż kiedyś, jeszcze całkiem niedawno... I muszę się z tym pogodzić, tak po prostu jest i nie da się na siłę tego zmienić. Nie chodzi o trening, ani dietę, tylko np. o zużycie tlenu w komórkach.

        Nie jest moim celem straszyć kogokolwiek, rozsiewać pesymizm czy tp. Po prostu z Japończykliem jest inaczej, niż jeszcze niedawno bez niego.

        A dla chętnych lektura na dzisiaj smile
        - wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,15995996,Jak_zyc_z_Hashimoto__Opowiada_dr_Wieslaw_Grzesiuk.html
        • zanyen Re: niepokój 27.08.14, 10:33
          pies_z_laki_2 napisała:
          Może nie nastawiaj się zbytnio na przenoszenie gór big_grin Inaczej mówiąc na pewno b
          > ędziesz mieć więcej energii, niż teraz, ale czy będziesz silna jak wyczynowiec,
          > to niekoniecznie...
          wiesz, ja nigdy nie byłam "zdrowa jak koń", od samego początku praktycznie pojawiły się problemy ze skórą, marznięcie, przeziębienia, teraz mam wrażenie, że już wtedy miało to jakiś związek z metabolizmem, chociaż nie mówię z pewnością, że to była tarczyca - ostatecznie iloraz inteligencji mam w normie, umiem czytać, pisać, zdałam nieźle maturę, skończyłam studia, nieźle dogaduję się z ludźmi - ale jednocześnie osłabienie, zmęczenie, przeziębienia towarzyszyły mi zawsze, tak samo jak mniejsza wydolność organizmu, tyle tylko, że dermatolodzy kwitowali to machnięciem ręki i stwierdzeniem, że to przez skórę; a dlaczego skóra chora - nikt nie wiedział, lekarze na mój widok zaczynali szukać książek albo pytali się mnie, co miałam napisane na ostatnim wypisie
          to nie jest tak, że ja chcę góry przenosić albo za tydzień pobiec w maratonie; ja chcę po prostu czuć się wystarczająco dobrze, żeby dawać radę z codziennymi sprawami, mieć siłę, żeby poćwiczyć czasem jogę czy popływać (mój kręgosłup nie jest idealny, trochę ćwiczeń by nie zaszkodziło...), żeby nie marznąć i żeby moja skóra wyglądała lepiej; a teraz po prostu brakuje mi na to siły... a ponieważ zawsze mi brakowało siły, to nie zauważałam, jak mi jej brakuje coraz bardziej i bardziej...
          teraz widzę z dnia na dzień, że jeśli mam bardziej intensywny dzień - następne 2 dni padam na nos, a skóra szarzeje, a jeśli mam luźniejszy dzień i spędzam go bardzo leniwie, skóra się goi i poprawia - od wczoraj moje dłonie wyglądają dużo lepiej - no i cieszę się z tego bardzo... ale odliczam dni do podniesienia dawki, bo reszta mojej skóry i cały organizm tego potrzebuje

          > Nie jest moim celem straszyć kogokolwiek, rozsiewać pesymizm czy tp. Po prostu
          > z Japończykliem jest inaczej, niż jeszcze niedawno bez niego.
          rozumiem to i może dobrze, że mi to mówisz... ja ciągle nie do końca łapię, które rzeczy tak, a które nie... muszę sobie wreszcie kupić tą książkę o Hashi (artykuł, który podajesz, już czytałam)
          wiesz, ja jestem przyzwyczajona, że wszelkie informacje muszę znaleźć sobie sama, że nawet nie ma ich w książkach medycznych - moja choroba skóry jest bardzo rzadka, w Polsce jest może kilkaset osób z nią, nie spotkałam kompetentnego lekarza i w ogóle wszystkiego zawsze musiałam się uczyć sama (ewentualnie od osób, które też chorują, ale każde z nas ma inny typ), bo nawet w podręcznikach dla lekarzy zazwyczaj jest napisane na ten temat tylko kilka zdań (tak, tak, sprawdzałam)... i teraz jest mi jakoś dziwnie z tym, że o hashi jest tyle informacji, że są książki, artykuły w gazetach, że ludzie w ogóle mniej lub bardziej kojarzą hasło "tarczyca"... nawet wizyta u endo wygląda inaczej niż u dermatologów... to wszystko jest dla mnie po prostu ciągle dziwne i nie bardzo wiem, od której strony mam to ugryźć...

          dygresja - kiedy wczoraj zobaczyłam swoje ręce, uświadomiłam sobie, kiedy miałam mocne, wyraźne, klasyczne rzuty hashi... jeden 9 lat temu, przy pierwszym wyjeździe za granicę - było bardzo dużo stresu z różnych przyczyn, ale po kilku dniach pobytu gwałtownie zaczęła mi się goić skóra na twarzy, rękach i częściowo na nogach - tak gwałtownej poprawy stanu skóry nie widziałam u siebie więcej, i nie było to spowodowane ani słońcem, ani zmianą klimatu, ani dietą, ani niczym z takich rzeczy, bo wszystko to testowałam po powrocie... po jakichś 2 tygodniach znów mnie wysypało, pamiętam też, że później przez kilka miesięcy bardziej odczuwałam zmęczenie; a drugi rzut miałam w zeszłym roku, przy okazji drugiego wyjazdu - znów bardzo dużo długotrwałego stresu, lekka poprawa stanu skóry - a potem cała jesień i zima koszmarnego zmęczenia...

          wychodzi na to, że stres w moim przypadku to niezbyt dobry pomysł...
          • djpa Re: niepokój 27.08.14, 14:18
            Osobiście przy dobrych hormonach dobrze się czuję, ale fakt, że prowadzę dość oszczędny tryb życia.

            Znajomi nie zawsze rozumieją, że nie lubię późnowieczornych imprez ani nocnych podróży (po 22:00 drżę z zimna i zaczynam się czuć niedoczynnie, a potem parę dni dochodzę do siebie). Dziwią się, że o 19:00 uciekam do domu, bo tam ciepło, rodzina, kolacja, Euthyrox i spanie. smile

            Przy dwójce małych dzieci, pracy i fT3 na dolnej granicy normy nie miałam siły aby iść na ślub i wesele kuzyna.

            Dla ludzi z pracy dalsza podróż służbowa to pestka i bardzo to lubią, a ja to zwykle odchorowuję (bo stres, przemęczenie i niedospanie) i jeśli mogę, to nie jadę smile

            Ale i tak jest dobrze, a gdy hormony mam dobre lub bardzo dobre - a od kilku lat tak jest - to jest OK. Choć tak jak Ty mam zapewne słuszne wrażenie, że męczę się szybciej niż inni.
            • zanyen Re: niepokój 27.08.14, 16:22
              djpa napisała:
              > Osobiście przy dobrych hormonach dobrze się czuję, ale fakt, że prowadzę dość o
              > szczędny tryb życia.
              >
              > Znajomi nie zawsze rozumieją, że nie lubię późnowieczornych imprez ani nocnych
              > podróży (po 22:00 drżę z zimna i zaczynam się czuć niedoczynnie, a potem parę d
              > ni dochodzę do siebie). Dziwią się, że o 19:00 uciekam do domu, bo tam ciepło,
              > rodzina, kolacja, Euthyrox i spanie. smile
              no, ze mnie też jest raczej typ domatora - koc i dobra książka brzmi dla mnie o wiele lepiej niż późnowieczorne imprezy, bo tego typu rzeczy po prostu zawsze mnie męczyły... ale z drugiej strony - lubię włóczyć się po różnych miejscach, robiąc zdjęcia - i ma to związek z moją pracą, więc podróże od czasu do czasu się zdarzają... do tej pory po prostu "sprężałam się w sobie", żeby te bardziej intensywne dni przetrwać, ale tak czy inaczej zwykle to odchorowywałam kilkudniowym intensywnym zmęczeniem... no, ale że nie wiedziałam, skąd to się bierze, to to ignorowałam i zabierałam się za kolejną rzecz...
              odkąd biorę tyroksynę, dużo bardziej intensywnie odczuwam każdy wysiłek - tzn. jak czuję się dobrze, to jest dużo lepiej niż przed braniem, ale jak jestem zmęczona, to bardzo szybko i dokładnie padam plackiem... mam w planach założenie własnej działalności, mam pomysł, niszę, umiejętności... potrzebuję tylko trochę więcej siły, żeby to ogarnąć... dlatego też się niecierpliwię i każdy dzień mi się dłuży

              rozumiem, że i tak będę się męczyć szybciej niż inni - trudno, nigdy nie przepadałam za przekopywaniem ogródka, a i w maratonach biegać nie muszę... ale naprawdę czekam, aż dawka będzie mi starczać na dobę...

              no i... część moich znajomych nie bardzo łapie to, że nie mam siły... tzn. cieszą się, jak mówię, że poprawia mi się skóra, ale automatycznie zakładają, że mam "wystarczająco dużo" siły... ostatnio zasypują mnie zaproszenia na wspólne wyjazdy, spotkania, plenery foto i nie wiem, co jeszcze - i wszystkie te rzeczy są super i chętnie bym pojechała, tyle tylko, że zdaję sobie sprawę, że w tym momencie fizycznie nie dałabym rady... a niekiedy jest mi głupio odmawiać... no bo niby co to za wysiłek odwiedzić znajomych w weekend, posiedzieć, pogadać, zanocować i wrócić do siebie następnego dnia...? zdaję sobie sprawę, że w tym momencie nawet taką drobną rzecz odchorowywałabym ze 3 dni...

              jestem ciekawa, jakie wyjdą wyniki w badaniach...
              • djpa Re: niepokój 27.08.14, 21:12
                Zanyen,
                Będzie znacznie lepiej z Twoją siłą, odczuwaniem zimna, skórą smile Bądź dobrej myśli.
                Hashimotka nigdy nie będzie zupełnie "nowa", ale przy dobrych hormonach jest jak po porządnym kapitalnym remoncie wink
                Na 200% normy nie da rady pracować i dać z siebie, ale 100% wyrobi smile Poza tym 200% nikomu nie służy.
    • zanyen Re: gluten? 28.08.14, 15:10
      Powiem szczerze, że zaczynam się zastanawiać nad przejściem na dietę BG... niby do tej pory w ogóle się nad tym nie zastanawiałam, i wydawało mi się nieprawdopodobne, żebym miała jakieś poważniejsze nietolerancje czy uczulenia, ale coś ostatnio zaczynam zmieniać zdanie.
      Mleka nie jem, tyroksynę biorę, bóle stawów mam takie, że hej! i niby jest lepiej, ale co kilka dni jest gorzej... dziś jestem tak obolała, że oprócz tabletek przeciwbólowych oraz morza herbaty i pokrzywy z imbirem nie jadłam jeszcze nic (tak, wiem, to niezdrowo)...
      Może zrobię sobie kilka dni diety na próbę i zobaczę, co będzie...
      • ola_dom Re: gluten? 29.08.14, 09:26
        zanyen napisał(a):

        > Powiem szczerze, że zaczynam się zastanawiać nad przejściem na dietę BG...
        > bóle stawów mam takie, że hej!

        Szczerze polecam. Jestem niemal przekonana, że na Twoją skórę będzie miała zbawienny wpływ. Nie mówiąc o stawach.
        Przed przejściem na dietę BG jedno kolano bolało mnie już tak bardzo, że przy klękaniu miałam uczucie, jakby wbijał mi się w nie rozżarzony pręt. Ortopeda jasno stwierdził, że bez operacji się nie obędzie. Uznałam, że nie dam sobie dłubać w kolanie i ostatecznie nie muszę klękać.
        Aż trafiłam na "trop glutenowy" - i okazało się, że gluten jak najbardziej szkodzi także na stawy.
        Koniec końców - nie jem glutenu od kilku lat, na "chorym" kolanie mogę sobie teraz klęknąć i się jeszcze pohuśtać.

        Aha - nie wiem, jakiego rodzaju chorobę skóry masz, ale czy wykluczono chorobę Duhringa?
        • zanyen Re: gluten? 29.08.14, 10:23
          @piesek_z_laki_2 - podawałam wynik (wit d3 - 15,8 norma 30 - 80), biorę Vigantol, 6 - 8 kropli

          @ola_dom - z tego, co czytałam, to raczej nie jest to choroba Duhringa, moja skóra bardzo szybko ciemnieje, złuszcza się, tworząc ciemnobrązowe, dość porządne łuski, zostało to uznane za wrodzoną rybią łuskę, ale dopiero niedawno się dowiedziałam, że zmiany nie były OD urodzenia, tylko zaczęły się stopniowo pojawiać później... no i reagują na tyroksynę, a to oznacza, że to raczej nabyta rybia łuska o podłożu metabolicznym... celiakia do tego nieźle pasuje... bóle brzucha i stawów zawsze się gdzieś tam plątały, ale nikt nigdy tak naprawdę nie zdiagnozował mnie porządnie, kończyło się na machaniu ręką i stwierdzeniu, że "nic się nie da zrobić"

          zastanawiam się jeszcze... bo ja w poniedziałek i wtorek bodajże wzięłam dodatkowe 12,5E, żeby wyrównać to kilkunastogodzinne przesunięcie, jak przekładałam E na noc... i we wtorek i środę czułam się całkiem nieźle... w środę wzięłam już tylko 50E na noc, a wczoraj miałam taką jesień średniowiecza, że myślałam, że sama siebie pokroję w kosteczkę... cały dzień piłam pokrzywę z imbirem, bo to działa łagodząco i przeciwbólowo, ale tak sobie myślę, że może w poniedziałek zrobię trójkę tarczycową i dorzucę tyroksyny... trudno, najwyżej dostanę ochrzan od lekarki... ja nie jestem w stanie funkcjonować, płacząc non stop z bólu...
          • ola_dom Re: gluten? 29.08.14, 10:51
            zanyen napisał(a):

            > celiakia do tego nieźle pasuje... bóle brzucha i stawów zawsze się gdzieś tam plątały, ale nikt
            > nigdy tak naprawdę nie zdiagnozował mnie porządnie,
            > kończyło się na machaniu ręką i stwierdzeniu, że "nic się nie da zrobić"

            Mnie też nikt nigdy nie zdiagnozował smile Sama to zrobiłam, bo inaczej do tej pory raczej nie doczekałabym się diagnozy. Brzuch całe życie mnie bolał - no ale jak miał nie boleć, jak taka nerwowa jestem...
            Jakbym szukała diagnozy z pieczątką, to pewnie szybciej bym umarła na chłoniaka, niż się jej doczekała.
            A do przejścia na dietę BG diagnoza wcale nie jest konieczna. Ani trochę big_grin
          • pies_z_laki_2 Re: gluten? 29.08.14, 11:37
            > trudno, najwyżej dostanę ochrzan od lekarki...

            Ja to omijam tak: "Dzien dobry pani dr, uprzejmie informuję od dnia tego a tego przyjmuję tyle i tyle, bo było mi wciąż zimno (albo opisujesz swoje dolegliwości) i po podniesieniu dawki z tej niższej to się cofnęło . Wyniki ma takie a takie. Nadal jeszcze boli mnie coś tam i nie wiem czym jest to spowodowane, może to jakieś niedobory, mogłybyśmy sprawdzić żelazo i ferrytynę / poziom wit. B12 / poziom D3?"
            • zanyen Re: gluten? 29.08.14, 12:25
              dobra, na dietę to mi się chyba przechodzi samo, bo od wczoraj patrzę w ogóle na jedzenie jak na UFO... zjadłam coś, ale niedużo i prawie na siłę... spróbuję dożyć poniedziałku, w poniedziałek zrobić badania, a potem podnieść dawkę...
                • zanyen Re: gluten? 31.08.14, 16:55
                  Od czwartku staram się nie jeść nic, co zawierałoby gluten (nie jestem pewna, czy omijam wszystko, co trzeba, ale wydaje mi się, że znakomitą większość), jem owoce, warzywa i kasze, wczoraj nawet odważyłam się napić kawy. W czwartek i piątek czułam się tragicznie, zmarznięta, obolała, ledwo żywa. W sobotę pół dnia bulgotało i plumkało w brzuchu, pół dnia było bardzo średnio, ale ku mojemu zdziwieniu koło 17 poczułam, że zaczyna mi się robić ciepło w stopy i ręce, bóle wszystkiego powoli przechodzą, a nastrój z morderczej, tragicznej rozpaczy - zaczyna się nagle wyrównywać i normalnieć. Dziś jest nieźle, momentami bolą mnie stawy i przyznaję, wzięłam tabletki przeciwbólowe jeszcze, bo wychodziłam z domu, nastrój w miarę neutralny, momentami jest mi ciepło, momentami chłodno. Poza krótkim spacerem jestem w domu i staram się spędzać czas raczej stacjonarnie dziś.

                  Odnoszę wrażenie, że dieta bezglutenowa poprawia wchłanianie tyroksyny - myślicie, że to możliwe...? Jem 3 - 4 posiłki, zamiast 4 - 5, odnoszę wrażenie, że poziom cukru jakby mniej teraz skacze (?). Mimo dramatycznego spadku samopoczucia w tym tygodniu - dłonie nadal wygojone i bez złuszczania, reszta skóry bez większych zmian.

                  Jutro wybieram się na badania trójcy, a potem w południe dorzucam 12,5E. Nie wiem, jakie wyniki będą, ale z całą pewnością 62,5E nie wywoła u mnie nadczynności polekowej, tak myślę...
                  • ola_dom Re: gluten? 01.09.14, 13:22
                    zanyen napisał(a):

                    > Odnoszę wrażenie, że dieta bezglutenowa poprawia wchłanianie tyroksyny - myślicie, że to możliwe...?

                    Poprawia wchłanianie WSZYSTKIEGO. Albo inaczej - gluten zaburza wchłanianie, w celiakii powoduje spłaszczenie kosmków jelitowych, a bez kosmków nic się nie wchłania.
    • zanyen Re: wyniki 02.09.14, 18:11
      Mam nowe wyniki już:

      Lipiec 2014
      TSH 4,51 norma 0,27 - 4,2
      FT4 11.69% [ wynik 1.02, norma (0.93 - 1.7)]

      Wrzesień 2014 (ok. 3 tygodni na dawce 50E wieczorem, badanie 11h po tabletce)
      TSH 3,53 norma 0,27 - 4,2
      FT4 46.75% [ wynik 1.29, norma (0.93 - 1.7)]
      FT3 52.50% [ wynik 3.26, norma (2 - 4.4)]

      W morfologii wyszło wszystko w normie już, chociaż niektóre rzeczy na granicy. Zaskoczyła mnie bardzo hemoglobina, która teraz mi wyszła 12,7 - w życiu nie miałam chyba jeszcze takiego wysokiego wyniku (!).

      Glukoza na czczo 68,0 mg/dl norma 70 - 105, więc odrobinkę poniżej normy, ale nie bardzo wiem, co z tego wynika.

      Ogólnie wiem, że 3 tygodnie na jednej dawce to krótko, ale w zeszłym tygodniu czułam się tak tragicznie źle, że miałam już totalnie wszystkiego dość. Z tego, co widzę, to wyniki nie są jakieś złe chyba (?). TSH spada, wolne hormony rosną, żelazo się przyswaja i anemii już w wynikach nie ma, tyle tylko, że ja się ciągle czuję zmarznięta, obolała i zmęczona, a nastrój jest daleki od optymizmu. Stawy bolą, momentami bardzo - i niestety biorę tabletki przeciwbólowe z tego powodu - bez tabletek wiję się z bólu, a w nocy nie mogę spać. Często boli mnie prawa połowa twarzy, głowy i szyi, od wczoraj mam spuchnięte i obolałe węzły chłonne po prawej stronie. No i znów wróciły plamienia i ból podbrzusza (kilka miesięcy temu było tak ciągle, również po wzięciu mercilonu, przeszło na chwilę, jak zaczęłam brać euthyrox, ale od jakiegoś tygodnia wróciło). Jeśli chodzi o skórę, to wygoiły się tylko dłonie - reszta ani drgnie.

      Zmiany, które wprowadziłam pomiędzy badaniami:
      - zaczęłam brać tyroksynę
      - zaczęłam ją brać na wieczór, bo podobno tak się lepiej wchłania (a poza tym mnie jest tak wygodniej)
      - zaczęłam trochę regularniej jeść, od niecałego tygodnia jestem na diecie bezglutenowej (bo stawy powinny na niej mniej boleć, a tyroksyna lepiej się wchłaniać), mleka i tak już praktycznie nie piłam dużo wcześniej, bo nie toleruję laktozy
      - regularnie popijam herbatę z dodatkiem świeżego korzenia imbiru - najpierw piłam imbir, bo pomagał mi na bóle głowy i infekcje, potem z powodu bólu stawów, jak go piję - jest lepiej, jak przestaję - dziwnym trafem robię się bardzo szybko rozbita, jak przy jakiejś infekcji. Imbir ma dość mocne działanie przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe, przeciwpierwotniakowe, przeciwgrzybiczne i przeciwzapalne, wydaje mi się, że na mnie działa dużo mocniej niż czosnek;
      - od wczoraj dawka 62,5E (dziś jestem zdechła i ledwo żywa, ale może to od pogody).

      Kontrola u endo 11 września, na pewno wspomnę o zamianie na letrox (bo bez laktozy), trochę się ciągle obawiam, że dostanę ochrzan za samowolkę, jeśli chodzi o podnoszenie dawki, ale z drugiej strony jestem ciekawa, co powie endo i dermatolog na to, że goi mi się skóra, bo ostatnio to dwuosobowe konsylium orzekło, że tyroksyna raczej będzie bez wpływu na skórę (a nawet wczoraj w labie babki mnie poznały i spytały, co się stało, bo twarz i ręce wyglądają u mnie dużo lepiej niż ostatnio).

      Jak myślicie, co powinnam jeszcze wziąć pod uwagę? Wiem, że to głupie pytanie, ale jak sądzicie, kiedy poczuję się trochę lepiej? Wyniki nie są najgorsze, a ja nie chcę siedzieć i płakać, tylko chciałabym jak najefektywniej wszystko robić, bo jednak ponad 27 lat w przewlekłej chorobie dermatologicznej to trochę dużo i już mi się to naprawdę znudziło...

      Z góry dziękuję za wszelkie wskazówki i informacje zwrotne smile
      • muktprega1 Re: wyniki 03.09.14, 00:57
        > Wrzesień 2014 (ok. 3 tygodni na dawce 50E wieczorem, badanie 11h po tabletce)
        > TSH 3,53 norma 0,27 - 4,2
        > FT4 46.75% [ wynik 1.29, norma (0.93 - 1.7)]
        > FT3 52.50% [ wynik 3.26, norma (2 - 4.4)]

        Dobrze, że podwyższyłaś dawkę, bo TSH jeszcze zbyt wysokie jak na branie tyroksyny i Ft4 niżej niż Ft3 smile
        Natomiast zastanawia mnie to badania po 11 godzinach w związku z Twoim wieczornym braniem... Wszystkie, co przyjmują tyroksynę rano - mają ok 24 godzin przerwy, na ile różnią się wyniki zrobione po 11h?? Może ktoś wie? Bo ja nie mam zielonego pojęcia.
        Jednak w dalszym ciągu będę namawiać na poranne dawki wink
        Moim zdaniem problemy o których pisałaś będąc na malutkiej dawce wprowadzającej są właśnie związane ze zbyt małą ilością hormonów, a nie z braniem porannym czy wieczornym smile
        • pies_z_laki_2 Re: wyniki 03.09.14, 05:16
          Ja wiem smile
          10 godz. po tyroksynie jest ok, byle nadal łykać podobnie i następne badania robić podobnie. A jeśli będziesz chciała zmienić na łykanie poranne, to zaznacz na ostatnim badaniu, że to było ok. 10 g. po przyjęciu dawki.

          Ja tak robię od trzech (?) lat i jest bardzo ok smile To może i u ciebie też będzie ok smile

          (czas wchłaniania w żoładku T4 to jakieś 0,5 do 1 godz., ale muszę poszukać źródła co się dzieje podczas tych dodatkowych godzin przed badaniem)
      • zanyen Re: wyniki 04.09.14, 13:36
        Kilka dni jestem na wieczornej dawce 62,5E - bóle kości i głowy znacznie się zmniejszyły, bóle podbrzusza i plamienia są nadal, siły odrobinkę więcej, ale ciągle nie za dużo, śpię nadal sporo i potrzebuję czasu, żeby się rozruszać i oprzytomnieć, generalnie najlepiej czuję się wczesnym wieczorem. Tyroksynę biorę ok 23.30, więc nieco później - doczytałam, że dobrze jest zrobić ok. 4h przerwy między kolacją i dawką na wieczór. Dziś miałam już akcję z hipoglikemią, ale sok, banan i chwila odpoczynku uratowały sprawę. Skóra na twarzy śliczna, na rękach może być, reszta stoi i czeka, chyba na większą dawkę.
        Generalnie samopoczucie przypomina lepsze momenty sprzed rozpoczęcia leczenia... Jest lepiej niż było w zeszłym tygodniu, ale chyba jeszcze dawka do podniesienia (zobaczę, jak będę się czuć do końca tygodnia i najwyżej podniosę w poniedziałek).
        Jakieś wskazówki/ dobre rady?
    • zanyen Re: bóle głowy - zagadka rozwiązana? 05.09.14, 16:53
      Od poniedziałku biorę nieco większą dawkę t4, zaczęłam się trochę zwlekać z podłogi i zastanawiać, skąd u mnie tak makabryczne bóle głowy i kości... wydawało mi się to nieprawdopodobne, ale dziś akurat tak się złożyło, że miałam po drodze dentystkę - chciałam się tylko kontrolnie zarejestrować na poniedziałek, ale ona jak usłyszała o tych bólach, to stwierdziła, że to lepiej obejrzeć od razu - no i słusznie, jak się okazało...

      Okazało się bowiem, że jeden z moich ząbków, nie dając żadnych oznak, przeniósł się na lepszy świat, a pod ząbkiem zrobiło się zakażenie bakteryjne i tak sobie siedziało cichutko... jak zaczęłam brać tyroksynę, to organizm zaczął się wydłubywać z letargu i chyba się dokopał do tego zakażenia... i zrobiła się III wojna światowa... co chyba zużywało więcej tyroksyny niż ustawa przewiduje... gorączki nie mam nigdy, więc nie wpadłam na to, że to zakażenie... powiększenie węzłów chłonnych skojarzyłam raczej z tarczycą... a bóle głowy i całej reszty wiązałam raczej z tyroksyną.

      Tak czy inaczej, efekty są m. in. takie, że dostałam silny antybiotyk z nystatyną, silne leki przeciwbólowe... no i czeka mnie leczenie kanałowe. Aha, oprócz tego dentystka, przecudowna kobieta, przepisała mi jeszcze wit. B kompleks - na początku nie mogłam załapać, czemu, ale ona najwidoczniej skojarzyła moje słowa o tyroksynie i niedoczynności i uznała, że mogę mieć niedobory. Jak w domu przeczytałam, jakie efekty dają niedobory wit. B1 np (m.in. kosmicznie nasilają najdrobniejszy ból), to myślałam, że tę złotą kobietę ucałuję...

      No i cóż... mam nadzieję, że antybiotyki wybiją, co trzeba... I oby mnie już więcej tak nic nie bolało (!)
    • zanyen Re: Babskie pytanie 08.09.14, 20:56
      Hej, mam takie pytanie... Ja od lat miałam problemy z bolesnymi miesiączkami (mdłości, wymioty, ból, no ogólnie wszystkie możliwe dolegliwości bardzo mocno nasilone), miałam badania, od strony fizjologicznej wszystko jest ok, lekarz stwierdził zaburzenia hormonalne. Dwa miesiące brałam sam Mercilon, w międzyczasie wyszła ta niedoczynność i zaczęłam brać też tyroksynę. O ile sam Mercilon nie wpłynął jakoś spektakularnie na moje dolegliwości, o tyle t4 już tak. Kilka miesięcy temu zaczęłam mieć problem z niekończącymi się plamieniami/ krwawieniami, na pierwszych dwóch opakowaniach antyków było tak samo, po włączeniu t4 na kilka tygodni problem się skończył, ale od 2 tygodni jest z powrotem. Teraz mam przerwę w antykach, czuję tylko lekki ból podbrzusza i pleców, jaki normalnie występuje przy okresie, ale za to zaczynam się trochę obawiać, że moje piękne wyniki hemoglobiny za chwilę szlag trafi, mimo łykania sorbiferu... Czy takie zwiększenie intensywności krwawień jest normalne...? Któraś z Was miała podobny problem...? Niby antyki powinny trochę to zmniejszać, nie?
      Mam nadzieję, że to się jakoś unormuje...
    • zanyen Re: Po wizycie u endo 11.09.14, 20:57
      Byłam dziś u mojej pani profesor endo, trochę się tym stresowałam, bo nie wiedziałam, jak ona zareaguje na moje podnoszenie sobie dawki. Zareagowała w sumie dwojako - najpierw dała do zrozumienia, że to było lepsze niż odstawienie t4 (odstawienie... he he he... zasnęłabym po 2 dniach...), ale potem chyba stwierdziła, że trzeba mnie trochę utemperować i następną kontrolę mam mieć za miesiąc (a myślałam, że następna wizyta to w grudniu wypadnie...).

      Oczywiście padły sławetne zdania, że "tsh już w normie (3,5 akurat, faktycznie - jest poniżej 4,2... ale do 1 jeszcze daleko!)" i "to nie od tarczycy", rozwinęła się z tego krótka dyskusja i stanęło na tym, że skoro to ja najlepiej wiem, jak się czuję, to na razie mam zostać na 75 i zobaczymy po wynikach, czy to nie za dużo. Myślę, że na razie jestem w stanie wytrzymać na 75 i nic nie zmieniać - od tygodnia raczej nic mnie nie boli, jestem przytomna, tylko momentami przysypiam i marznę, ale da się przeżyć.

      Aha, dostałam receptę na Letrox, chociaż nie bardzo chętnie, dowiedziałam się, że Letrox 75 nie ma (a jest, sprawdzałam wcześniej!), ale już nie chciałam się upierać, bo chyba i tak już mam opinię krnąbrnej pacjentki.

      A w ogóle to się najpierw dowiedziałam, że dawka 50 jest super (na 50 robiłam badania), że badanie tsh po 3 tygodniach, a nawet po 2 już jest miarodajne (i nieważne, że akurat brałam duże dawki ibuprofenu, który chyba obniża tsh), powinnam zostać na 50 i już. Stanęło na tym 75 takim bardzo krakowskim targiem (na 50 to ja umierałam...)

      O dawkowaniu na noc już nawet nic nie zdążyłam powiedzieć...

      Ale dobra, spróbuję na tym Letroxie wrócić do porannej dawki.

      Na temat poprawy stanu skóry wypowiadała się dość oszczędnie i powątpiewająco, że "to nie od tego", ale dopuściła możliwość, że to ja mam rację. Niestety akurat nie mogłam zabłysnąć już pięknie wygojonymi dłońmi, bo przy antybiotyku mnie znów trochę wysypało, tylko twarz wygląda nieźle, ale liczę na to, że teraz znów zacznie się coś ruszać.

      Powiem szczerze, że gdyby nie to forum, to pewnie po tym tekście "to nie od tarczycy" bym zwątpiła, że może jednak jestem hipochondryczką jakąś, ale w zasadzie to już nawet byłam ciekawa, czy to zdanie padnie tongue_out I padło big_grin to chyba takie "must have" po prostu tongue_out

      Ogólnie myślę, że jakoś krakowskim targiem dojdziemy do porozumienia... kiedyś. Na razie to dzisiaj mi to trochę przypominało przeciąganie liny. W sumie to nawet śmiesznie było. Ale może się kiedyś dogadamy...

      Aha, tym razem się dowiedziałam, że mam zrobić tsh i ft4 (bez ft3, bo ft3 jest niepotrzebne) i już się boję, jak to zrobić z następnymi wynikami, bo jak znów przyjdę z całym kompletem, to znów będzie od razu, że się nie słucham...
      • zanyen Re: Po wizycie u endo 11.09.14, 22:39
        Ehhh... właśnie mijają 24h od ostatniej dawki antybiotyku i właśnie zaczęła mi się złuszczać chora skóra na dłoniach... a pod spodem delikatna skóra jak złoto... nie mogło się to zacząć złuszczać przed wizytą u endo...? <z_rozgoryczeniem> miałabym argument jak byk, że to właśnie od tarczycy! a tak to jestem na cenzurowanym... kurde no! zła jestem ;/
      • djpa Re: Po wizycie u endo 12.09.14, 07:05
        A dlaczego nie chcesz brać Euthyroxu wieczorem tylko znów rano, skoro wieczorem Ci bardziej służy?
        Cieszę się, że skóra na Twoich rękach ma się coraz lepiej smile Tylko tak dalej smile

        Rób tak, abyś się dobrze czuła smile Idziesz w dobrą stronę, bo czujesz się coraz lepiej smile
        • zanyen Re: Po wizycie u endo 12.09.14, 10:27
          Najkrótsza odpowiedź brzmi - bo obawiam się, że jak następnym razem pójdę do endo i jej powiem, że oprócz zmiany dawek ja sobie zmieniłam jeszcze porę, to obawiam się, że z moich chęci uzyskania większej swobody w decydowaniu o swoim leczeniu wyjdą nici.

          Od dziś zmieniłam na Letrox, wzięłam go nad ranem, na razie czuję się nieźle, chociaż wczoraj miałam bardzo męczący dzień. Swoją drogą, Letrox jest drobniejszy od Euthyroxu i jak wczoraj zobaczyłam, jakie drobinki mam dzielić na pół, to stwierdziłam, że jednak trzeba było się uprzeć przy wypisaniu 75...

          Na razie zostanę na tej dawce przez kilka tygodni, może się uda (jestem na niej tydzień i nie jest źle...), zrobię badania i stawię się na następnej wizycie w październiku. Antybiotyk skończyłam, kupiłam wit A + E i mam nadzieję, że będę mogła wtedy zabłysnąć ładną skórą...
          • djpa Re: Po wizycie u endo 12.09.14, 11:54
            Odwagi! Nie bój się endo! Endo nie jest po to aby się go/jej bać, ale po to aby Ci pomóc! Lekarz jest po to abyś się lepiej czuła, a nie żyła w strachu i była pełna obaw! Nie daj się! smile
            • zanyen Re: Po wizycie u endo 12.09.14, 12:33
              Wiesz, ja to teoretycznie wiem, ale moje doświadczenia z lekarzami (dermatologami zwłaszcza...) są takie, że nie darzę ich pełnym zaufaniem. Zobaczymy, co wyjdzie w następnych badaniach i na następnej wizycie. Swoją drogą, mam nadzieję, że się kiedyś przestanę denerwować wizytami u lekarza...
              • djpa Re: Po wizycie u endo 12.09.14, 20:44
                O, ja też się denerwuję wizytami u lekarzy, bo wiem, że wiele od lekarzy zależy, bardzo wiele, a oni wydają się mną mało przejmować. Ja mam tylko jedno zdrowie i życie, a oni mają setki pacjentów takich jak ja. I jest to dla mnie stresujące. Też lekarzom nie ufam.

                Rób w życiu to, co Ty uważasz że powinnaś. Niech żadna Twoja decyzja odnośnie brania tyroksyny rano/wieczorem czy cokolwiek nie będzie podyktowana strachem przed lekarzem. Niech strach Tobą nie kieruje i Twoimi decyzjami smile Można czuć zdenerwowanie, ale nie można się poddawać lękowi.
                • zanyen Re: Po wizycie u endo 12.09.14, 20:51
                  Na razie dziś wzięłam nad ranem i nie jest źle, tym razem nie miałam już problemów z przesunięciem dawki, nie tak jak przy 50. Co do tyroksyny, to na pewno będę chciała podwyższyć jeszcze, ale na razie poczekam z tym do kontroli (chyba, że coś się zacznie dziać...)

                  A z tym, żeby się nie poddawać... hah... dziś się przyznałam znajomym, że moje prace foto można już kupić przez galerie sztuki... i trochę się tym też stresuję tongue_out ja w ogóle czasem nerwus jestem tongue_out
    • fenyloetyloamina0422 Re: HASHIMOTO, NIEDOCZYNNOŚĆ, CHOROBA SKÓRY 12.09.14, 02:18
      Dziękuję za wpis. Właśnie zastanawiałam się czy mogę mieć Hashimoto mając niskie anty - TPO, przy wysokim anty - TG. Pytałam nawet o to w swoim osobistym wątku (sprzed 2 -3 dni, jestem tu nowa). Czy miałaś robione USG tarczycy? Czy Twoje wyniki TSH i innych hormonów oraz przeciwciał wystarczyły do postawienia diagnozy? Nie będę się tu o sobie rozpisywać bo to Twój wątek ale jeśli będziesz miała chwilkę to zajrzyj forum.gazeta.pl/forum/w,94641,154022733,154022733,Czy_to_choroba_autoimmunologiczna_.html będę bardzo wdzięczna gdyż jestem dopiero w trakcie diagnozowania, zdycham od pół roku w domu i mam całe mnóstwo wątpliwości. Pozdrawiam serdecznie smile
      • zanyen Re: HASHIMOTO, NIEDOCZYNNOŚĆ, CHOROBA SKÓRY 12.09.14, 10:31
        Tak, możesz. Można mieć Hashimoto nawet przy przeciwciałach w ogóle nieobecnych - to, że ich nie ma w danym momencie, nie oznacza, że nie ma ich nigdy, organizm to nie zegarek i może akurat układ odpornościowy przycichł w momencie badania.
        Miałam robione USG tarczycy, niby nie mam żadnych zmian, ale mam mniejszą tarczycę niż przewidują normy. Moje wyniki przeciwciał, tsh i t4 wystarczyły do postawienia diagnozy Hashimoto oraz utajonej niedoczynności tarczycy.
    • zanyen Re: Po zmianie na Letrox 14.09.14, 13:25
      Od 3 dni biorę Letrox (w takiej samej dawce, jak wcześniej Euthyrox) i muszę powiedzieć, że dla mnie Letrox jest o niebo lepszy (dziękuję Ci bardzo, djpa!). Na E miałam duże skoki samopoczucia - po tabletce mocno w górę, a potem gwałtownie mocno w dół, na L jest dużo bardziej stabilnie - niby nie czuję aż takich fajerwerków, ale mam siłę przez cały dzień. Ostatnie kilka dni mam dużo bardziej intensywne niż kilka tygodni wcześniej, bo sporo się dzieje, a ja spokojnie, na luzie ze wszystkim nadążam, nic mnie nie boli, jestem przytomna, żadnych hipoglikemii ani nic.
      Prawdę mówiąc, nie sądziłam, że różnica będzie aż taka, bo przecież te leki różnią się tylko wypełniaczami, więc niby prawie niczym - no, ale różnica jak dla mnie jest ogromna smile nawet wieczorem, po całym dniu - miałam wczoraj jeszcze siłę poczytać, no i w ogóle zapominam, że coś mi jest.
      Minusem Letroxu jest tylko to, że te tableteczki są dużo drobniejsze i różnie mi się dzielą na pół...
      • pies_z_laki_2 Re: Po zmianie na Letrox 15.09.14, 02:18
        No to czas na odstawienie laktozy w posiłkach smile

        Ja bym nie zmieniała pory przyjmowania tyroksyny na poranną, skoro już byłas na nocnej, bo nocna jest znacznie wygodniejsza smile Jakbyś chciała podeprzeć się materiałami naukowymi, to jest tego sporo, można wydrukować i podstawić endo pod nos smile
        Ale właściwie dlaczego endo miałaby źle oceniać nocne łykanie tyroksyny?
        Poza tym ja nawet o tym nie wspominam nowym endo, bo co to zmienia w interpretacji moich wyników? Mówię tylko, że badanie było rano i na czczo.
        • zanyen Re: Po zmianie na Letrox 15.09.14, 10:00
          No, ja się z laktozą pożegnałam już jakiś czas temu - właściwie jedyna moja słabość to kawa z mlekiem (dodaję go odrobinę), czasem piję czarną bez niczego, ale jednak nie zawsze...

          Wiesz co, teraz, jak biorę Letrox nad ranem, to właściwie ani rano, ani wieczorem nie muszę pamiętać o tabletce - po prostu przebudzam się na chwilę, łykam i idę spać dalej. Myślałam, że będę miała problem z tym przebudzaniem się, ale budzę się już bez budzika.

          A co do endo... zirytowała się ostatnio na mnie a propos tych zmian w dawce i już się w ogóle nie chciałam odzywać... A chciałam o tym wspomnieć, bo ja tam nie wiem, może to coś zmienia w interpretacji... Poza tym, mam wrażenie, że ona mnie uważa za hipochondryczkę trochę... A ja bym chciała stopniowo jeszcze trochę dawkę podwyższyć ze względu na skórę, a poza tym - miło by było wrócić do jakiegoś sportu. Robienie fot to też praca w ruchu.

          Ja mam ten problem, że u mnie bardzo widać chorobę skóry... i nawet jak idę do dentysty, to zamiast gadać tylko o zębach, to zawsze ten wątek skóry gdzieś tam się pojawia, bo mi lekarze odpowiadają, że "to nie od tego, tylko bo skóra" i zamykają mi wątek. Ginekolog też stwierdził, że moje zaburzenia hormonalne mają związek z retinoidami, które brałam (nie wiem, może i mają, ale po tyroksynie mi lepiej...)
          • zanyen Re: Po zmianie na Letrox 18.09.14, 09:39
            Mam pytanie. Wczoraj tak się złożyło, że przez kilka godzin robiłam zdjęcia w plenerze i byłam w ruchu. Zrobiłam na pewno dobrych kilka km, bo się bałam, że ucieknie mi mgła. W trakcie robienia zdjęć nie było mi nic. Zaraz po powrocie coś zjadłam i napiłam się herbaty, bo już czułam spore zmęczenie. W sumie mimo zmęczenia posiedziałam nad zdjęciami bardzo długo i położyłam się spać koło północy, ale długo nie mogłam zasnąć - trochę bolało mnie serce i w ogóle biło mi (i nadal bije) jakoś tak szybko i dziwnie.
            Zastanawiam się, co może być tego przyczyną - może macie jakiś pomysł?
              • zanyen Re: Po zmianie na Letrox 19.09.14, 18:43
                Dzięki za odpowiedź.
                Faktycznie, nie robiłam ferrytyny, ale 2 razy robiłam morfologię - raz przed rozpoczęciem brania tyroksyny, a drugi raz po jakichś 5 tygodniach - za drugim razem miałam już hemoglobinę w normie (w zasadzie to chyba najwyższa hemoglobina, jaką w życiu miałam - 12, 7), ale żelazo nadal łykam. Od dziś łykam też cytrynian magnezu, bo wcześniej magnez łykałam w kratkę.
                Ogólnie to aż tak najgorzej nie jest, poza tym nierównym biciem serca, bo w tym tygodniu miałam kontakt z 3 osobami z dość mocną anginą (rodzina się pochorowała), a ja mimo wszystko nic nie złapałam. Widocznie tyroksyna, d3, wit z grupy B i żelazo jednak coś dają...
                  • zanyen Re: Po zmianie na Letrox 20.09.14, 15:34
                    Dobra myśl, dzięki.

                    Eh, wkurzyłam się wczoraj, stwierdziłam "a co, jeśli ja się wygłupiam z tą całą dietą a propos glutenu bez potrzeby? może ja sobie faktycznie coś wmawiam... no bo pilnuję teraz t4, witamin, minerałów, a i tak co chwilę albo mnie coś boli, albo nie mam siły, albo jeszcze coś... może ja się za bardzo nakręcam po prostu?"... i zjadłam na obiad kluski w ramach buntu.

                    Efektów było kilka. Po kilku godzinach poczułam, że mam potwornie suchą skórę + wysypało mnie bardziej. Dzisiaj obudziłam się z takim zestawem sensacji jelitowych, jak po mleku. No i śpię pół dnia. A ostatnie 1,5 tygodnia byłam już normalnie na chodzie i nadganiałam zaległości.

                    Co do nabiału - kiedyś sensacje miałam tylko po wypiciu więcej niż szklanki mleka. W tym tygodniu załatwiło mnie kolejno trochę mleka w kawie, zupa pomidorowa z odrobiną śmietany (nie skojarzyłam, że śmietana to też nabiał...) oraz sos (też nie skojarzyłam...)
                    Chwilowo mam kryzys, bo odnoszę wrażenie, że zostają mi banany, ryż i herbata miętowa... ;/
                      • zanyen Re: Po zmianie na Letrox 21.09.14, 10:30
                        Właśnie od kilku dni stwierdzam, że mam coraz większe problemy z brzuchem - co bym nie zjadła, to efektem jest ból i sensacje jelitowe. Wczoraj na kolację zjadłam banana i nektarynę, żeby było zdrowo i żeby były witaminy, a o 5 rano, przy okazji brania letroxu miałam taką pobudkę, że hej...
                        Nie wiem już, co mam jeść, bo rzeczy, które mogłam jeść jeszcze przed chwilą, nagle okazują się niedobre...

                        Czy jest możliwe, że wynika to z za małej dawki?

                        Do tej pory od początku brania tyroksyny zaliczyłam: koszmarne zmęczenie, osłabienie, zawroty głowy, złe samopoczucie wieczorami, bóle głowy, bóle stawów i kości, bardzo mocne wahania nastroju w dół, niekończące się plamienia/ krwawienia mimo brania tabletek antykoncepcyjnych. Pojawiało się to stopniowo: po kolejnym podwyższaniu dawki jeden objaw się cofał, a następne pojawiały. Czy jest możliwe, że po 2 tygodniach na 75 t4 organizm znów stwierdził, że to za mało i stąd takie problemy z trawieniem...?

                        Mam kontrolę za miesiąc, planowałam nic nie zmieniać w dawce, ale teraz to już nie wiem... Please, help...
                        • zanyen Re: Po zmianie na Letrox 21.09.14, 17:13
                          Przepraszam, że ja znów z kolejnym pytaniem, ale co chwila mam jakieś niespodzianki i już nie wiem, z czym to wiązać...

                          Mam momentami takie dziwne uczucie, jakbym nie mogła nabrać oddechu do końca... jakby ucisk czy ciężar na klatce piersiowej... nie wiem, jak to opisać...

                          Czy to może mieć coś wspólnego z niedoczynnością...? Ja już nie ogarniam tych różnych objawów, które się co chwilę pojawiają, chciałabym czuć się na chodzie, a tu co chwilę coś nowego...
                          • pies_z_laki_2 Re: Po zmianie na Letrox 21.09.14, 18:26
                            Po pierwsze spokój i po drugie spokój. Zachowaj spokój. Stoicki spokój.

                            Przy problemach z układem trawiennym NIE JE SIĘ SUROWIZNY!!! Żadnej!!!

                            Poczytaj nasze (inne) wątki, naprawdę nie jestes jedyna, a nawet można powiedzieć, że masz książkowe objawy naszej choroby... jak widać jednak, można z tego wyjść smile
                            • zanyen Re: Po zmianie na Letrox 21.09.14, 18:43
                              Dziękuję za odpowiedź.

                              Faktycznie, spokój mi się przyda, bo ostatnio już mnie to całe leczenie zaczyna irytować... Myślałam, że już mniej więcej ogarnęłam, co i jak, i będzie już tylko z górki, a tu co chwilę coś... Jestem wkurzona.

                              Poczytam jeszcze.

                              Pytanie retoryczne - ile, do jasnej ciasnej, mam w końcu brać tej tyroksyny, żeby było dobrze...? wrrrr
                              • zanyen Re: Po zmianie na Letrox 25.09.14, 21:59
                                Nie wiem, skąd bierzecie cierpliwość do tego, żeby dochodzić do swojej dawki stopniowo przez kilka miesięcy... Ja jestem na 75L już 3 tygodnie i znów chętnie bym podniosła, ale stałoby to w sprzeczności z zasadą, że po 4 tygodniach na jednej dawce badania i dopiero się patrzy, co dalej... Spróbuję jeszcze trochę wytrzymać.
                                Mam momenty, że czuję się całkiem znośnie i wtedy odruchowo zaczynam być bardziej aktywna, ale często po większym wysiłku mam dość mocny spadek poziomu energii, nastroju i w ogóle wszystkiego. Ale są też i plusy - wcześniej potrafiłam mieć zakwasy bez powodu, a wczoraj miałam dość dużo ruchu przez kilka godzin (znów foty w plenerze) i co prawda wróciłam bardzo zmęczona i obolała, ale ku mojemu zdziwieniu po zakwasach ani śladu.

                                Tak czy inaczej, są momenty, że chciałabym, żeby już był moment podniesienia dawki - ja przez mniej więcej tydzień po podniesieniu czuję się super...
                                • zanyen Re: Po zmianie na Letrox 02.10.14, 00:48
                                  Marzę o podniesieniu dawki i odliczam dni do kontroli, ale mimo wszystko jestem jednak żywa, więc nie jest źle... Przynajmniej mam siłę siedzieć przy kompie i dłubać w zdjęciach... btw. gdyby się komuś chciało rzucić okiem, to zapraszam wink Foty, grafiki i inne obrazki
    • zanyen Re: wysypka? ale po czym? 03.10.14, 13:21
      hej, co prawda mam ostatnio wrażenie, że gadam tu sama ze sobą, ale może ktoś coś podpowie... dostałam wysypki na dekolcie i chyba na plecach też, swędzące okropnie małe czerwone kropki, przyznaję, że nadal zdarzają mi się dietetyczne grzechy związane z piciem kawy z mlekiem (ale do tej pory co najwyżej miałam problemy jelitowe z tego powodu)
      jak myślicie, to może być od nabiału? łykam letrox, magnez i wit z grupy b teraz, w kosmetykach nic nie zmieniałam ostatnio, a te swędzące kropki wkurzają mnie strasznie sad
      • djpa Re: wysypka? ale po czym? 03.10.14, 17:49
        Czytam Twój wątek, czytam. Piękne zdjęcia robisz, takie nastrojowe i głębokie smile

        Nie wiem po czym wysypka... Przyczyny mogą być różne, także takie dziwne jak wirusy albo... wszy.
        • djpa Re: wysypka? ale po czym? 03.10.14, 17:54
          Córka przyniosła wszy z przedszkola kiedyś i mnie zaraziła. U mnie od razu wystąpiła wysypka na szyi i karku, swędząca. A mąż dosłownie jedną wszę znalazł. Podobnie gdy byłam dzieckiem, najpierw, od razu swędząca wysypka, dopiero po 2 tygodniach okazało się co było przyczyną.
          Jakos tak mi się skojarzyło i napisałam wink
          • zanyen Re: wysypka? ale po czym? 03.10.14, 18:25
            Kurczę, nie strasz, bo już mam wrażenie, że wszystko po mnie skacze... brrr - aczkolwiek tak się składa, że ostatnio nie mam zbyt bliskich kontaktów z innymi ludźmi, bo głównie przy fotach przy kompie siedzę.

            No, chyba, że to coś odkleszczowego, bo w sumie po lasach łażę pstrykać... Swoją drogą, to jak mi się kiedyś będzie nudziło, to sobie zrobię badania na odkleszczówki.

            A do oglądania zdjęć zapraszam - cały czas ogarniam i uzupełniam stronę, więc trochę obrazków jest jeszcze w drodze wink Uwagi konstruktywnie krytyczne też mile widziane wink

    • zanyen Re: hipoglikemia - gigant 07.10.14, 16:38
      Zaliczyłam dziś hipoglikemię - giganta, myślałam, że już się przeniosę na lepszy świat, ale jakimś cudem się udało... ale od początku.
      Weekend przespałam w większości, nie byłam w stanie się dobudzić przez większość czasu, a jak już ożywałam, to dopadał mnie potworny apetyt na słone i słodkie rzeczy, pepsi, kawę, itd. Ponieważ mój brzuch ostatnio dostaje czkawki po czymkolwiek, to jasne jest, że nic z tych rzeczy nie zjadłam (oprócz paru cukierków). Późnym popołudniem w sobotę i niedzielę przytomniałam i wieczorami czułam się już dobrze. Rodzina mi trochę dogryzała, kiedy powiedziałam, że to chyba od za małej dawki mam taką śpiączkę.
      Wczoraj zmobilizowałam się i poszłam robić zaplanowane foty w lesie, oddalonym o parę km. Akurat nie miałam z kim się zabrać samochodem, pogoda była ładna, ja czułam się dobrze, więc zjadłam i poszłam. Foty zrobiłam, co najmniej kilka powinno wyjść ślicznie, wróciłam, trochę zmęczona, zjadłam coś, zrobiłam się śpiąca, poszłam spać. Zrobiłam jakieś 10 - 12 km, może trochę mniej.
      Dziś wstałam, zjadłam śniadanie, usiadłam do komputera do fot i maili i w pewnym momencie, w ciągu kilku minut, zanim się zdążyłam zorientować, co się dzieje, okazało się, że mam bardzo mocne, przeszywające bóle brzucha... a za chwilę też serca. Nie mogłam się ruszyć, nie mogłam wziąć oddechu, spróbowałam się położyć, zrobiło się jeszcze gorzej. Panika. Rzadko się pocę, ze względu na skórę, ale poczułam, że jestem normalnie cała mokra. Pomyślałam, że to naprawdę kiepski moment na przenoszenie się na lepszy świat. I że karetka nie dojedzie, nikt z rodziny też, więc jak sama tego nie ogarnę, to będę mieć pecha...
      Przypomniałam sobie o cukrze, udało mi się jakimś cudem zrobić sobie saszetkę z minerałami i glukozą, wypiłam trochę, co prawda w międzyczasie dostałam jeszcze mdłości i torsji, ale jak wypiłam jeszcze trochę, to po parunastu minutach poczułam, że oddycha mi się lepiej, co nie znaczy, że dobrze. Poleżałam, po jakimś czasie znów poczułam się gorzej, zrobiłam sobie następną saszetkę, zagryzłam cukierkami, ale kłujące bóle brzucha i ból serca utrzymywał się cały czas. Leżałam, starałam się oddychać, serce skakało. Po jakimś czasie udało mi się pomyśleć, wzięłam 12,5E, za chwilę zasnęłam, obudziłam się po godzinie z normalnym rytmem serca i mogąc oddychać już normalnie...

      Przespałam jeszcze parę godzin, zjadłam coś, jestem przytomna, ale bardzo zmęczona. Zaczynam dochodzić do wniosku, że w moim przypadku branie za mało tyroksyny to bardzo kiepski pomysł i dużo bardziej wolę brać jej więcej i w razie czego biegać, żeby nie wpaść w nadczynność...
        • zanyen Re: hipoglikemia - gigant 09.10.14, 10:51
          Cukierki zjadłam wtedy awaryjnie, bo byłam w stanie je złapać, zanim upadłam znowu, a przypuszczałam, że to cukier. Wieczorem poczułam się lepiej, usiadłam do netu i trafiłam na objawy związane z nadnerczami. Wystraszyłam się. Sporo się zgadza. Poza tym - omdlenia i zasłabnięcia zdarzają mi się, odkąd biorę tyroksynę, wcześniej tego nie było.
          Czekam na wyniki kortyzolu z krwi (mało miarodajne, bo tuż przed badaniem się z kimś pokłóciłam i poszłam na pobranie w stanie furii), dostałam namiary na innego endo i dziś będę dzwonić.
          Cała ta akcja była w poniedziałek, dziś jest czwartek, a ja nadal czuję się źle.
    • zanyen Re: kortyzol - dziwny wynik 09.10.14, 17:17
      Mam już wyniki tego kortyzolu: 55,7 ug/dl [norma od 7 - 10 to 6, 2 - 19,4 ug/dl], z tym, że badanie było robione po nieprzespanej nocy oraz tuż po sprzeczce po drodze do laboratorium, kiedy naprawdę się wkurzyłam (co mi się rzadko zdarza). Nie wiem, na ile te okoliczności mogły to badanie zakłócić.

      Jutro albo w poniedziałek wybieram się na badanie trójki tarczycowej i chyba powtórzę ten kortyzol. W środę wizyta u endo.

      Ciągle czuję się kiepsko, osłabiona, zmęczona, śpiąca.
      Jakieś podpowiedzi?
      • djpa Re: kortyzol - dziwny wynik 09.10.14, 18:15
        Powtórz kortyzol. Idź na badanie maksymalnie wyciszona, zero stresu.
        Może kortyzol Ci skacze?
        Takie duże niedocukrzenia nie zdarzały mi się nigdy, a miałam kiedyś tsh ponad 75. Warto dociec przyczyny tego stanu!
        • zanyen Re: kortyzol - dziwny wynik 09.10.14, 19:32
          Zaczynam powoli wątpić w to, że to chodzi o cukier. Takie akcje zdarzają mi się głównie po wysiłku fizycznym / tydzień - dwa po zwiększeniu dawki/ przy albo po stresie.

          Nie będę ukrywać, że odkąd poczytałam trochę o objawach związanych z nadnerczami, to jestem niespokojna, zwłaszcza, że we wtorek naprawdę miałam wrażenie, że schodzę. Absolutnie nie było to nic przyjemnego i absolutnie nie chcę powtórki. Ja jestem z gatunku ludzi "co mnie nie zabije, to mnie wzmocni" i dużo bardziej jestem skłonna olewać objawy, ale za dużo było tych rozmaitych zasłabnięć. Boję się po prostu.

          W poniedziałek zrobię badania. Nie wiem, może to kwestia za dużej dawki... ale z drugiej strony - zasłabnięcia zaczęły się już przy dawce 25E! Przed tyroksyną byłam równo i przewidywalnie zmęczona non stop, na tyroksynie mam gwałtowne skoki - albo jest super i mam siłę (wtedy zaczynam coś więcej robić), albo jestem wykończona, obolała i jestem w stanie tylko spać.

          W środę endo. Inny, polecany przez znajomych. Jestem ciekawa, czy tak jak wszyscy inni lekarze skupi się na tym, że jestem sensacją ze względu na wybitnie rzadką chorobę skóry, czy też zechce mnie wysłuchać. I ruszy trochę umysłem, bo to nie ja robiłam doktorat i profesurę z medycyny, tylko ci wszyscy lekarze, u których bywałam!
          • muktprega1 Re: kortyzol - dziwny wynik 09.10.14, 21:18
            No to rzuć te badania w poniedziałek smile
            wtedy się okaże co dalej.

            > Zaczynam powoli wątpić w to, że to chodzi o cukier. Takie akcje zdarzają mi się
            > głównie po wysiłku fizycznym / tydzień - dwa po zwiększeniu dawki/ przy albo
            > po stresie.

            zbyt duży wysiłek fizyczny, stres zeżerają hormonT3 stąd mogą się zdarzać nawet zasłabnięcia.
            • zanyen Re: kortyzol - dziwny wynik 09.10.14, 23:35
              Na forum Addisonowców mi odpisano, że tak wysoki wynik jest bardzo wysoki i dużo za wysoki nawet jak na stres - i oznacza to nadczynność nadnerczy (problem z nadnerczami lub przysadką). Zasugerowano pełen pakiet badań na oddziale endo. Objawy i moje samopoczucie to w tej chwili jedna wielka zagadka, bo nie wiadomo, co z czego. Serce nadal mi skacze i czuję się średnio. A wieści o nadnerczach nie uspokajają mnie w ogóle.
              W poniedziałek powtarzam kortyzol, robię trójkę tarczycową oraz (chyba) jonogram. Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś sugestie co do badań, które mogę zrobić przed środową wizytą u endo, to proszę o wskazówki.

              Nie ukrywam, jestem zestresowana tongue_out
              • djpa Re: kortyzol - dziwny wynik 10.10.14, 09:48
                Tak, możesz zbadać kortyzol w dobowej zbiórce moczu. Podobno to badanie jest bardziej wiarygodne.
                Jeśli dobrze pamiętam, ACTH należy badać w laboratorium w którym ACTH badają na miejscu.
                Jonogram (sód potas) warto zrobić, bo tani, a mówi o stanie nadnerczy.
                • zanyen Re: kortyzol - dziwny wynik 10.10.14, 10:29
                  O tej dobowej zbiórce moczu nie pomyślałam, zobaczę jeszcze, czy zrobię z krwi drugi raz, czy ze zbiórki ten kortyzol. Z ACTH podobno jest problem, bo raz, że na wynik czeka się 20 dni (!), to jeszcze próbówka nie może być szklana, a badanie musi być wykonane do 3 godzin od pobrania, inaczej wynik jest do kosza. Addisonowcy stwierdzili, że takie badanie to tylko w szpitalu.

                  Jonogram się przyda, tak myślę.

                  Czytam o nadnerczach, przysadkach, podwzgórzach i innych takich rzeczach i doszłam do etapu, gdzie zwątpiłam. Objawy, które mam, najbardziej pasują do niedoczynności nadnerczy, ale mega wysoki wynik podobno to wyklucza. Z kolei mega wysoki wynik wskazuje na zespół Cushinga lub coś w tym stylu, natomiast ja absolutnie nie wyglądam jak ludzie z zespołem Cushinga. Mam prawidłowe BMI, a zaokrąglona jestem w biodrach, udach i biuście, a nie na brzuchu, więc dokładnie odwrotnie niż przy Cushingu. Poza tym ciśnienie zazwyczaj mam niskie lub bardzo niskie, dlatego lubię kawę. I cukier na czczo wyszedł mi ostatnio trochę poniżej normy.

                  Im więcej człowiek czyta, tym mniej wie...
                  • djpa Re: kortyzol - dziwny wynik 10.10.14, 10:49
                    Spokojnie, najważniejsze jest to, że objawy nie wskazują na tak wysoki wynik, czyli zapewne jest dużo lepiej niż to wygląda w wynikach smile
                    Może błąd lab - sporadycznie, ale zdarzają się.
                    Niedoczynność tarczycy często powoduje wzrost kortyzolu i bez stresu.
                    • zanyen Re: kortyzol - dziwny wynik 10.10.14, 11:25
                      Nie wiem już, na co wskazują objawy.

                      Ogólnie jest tak, że dopóki siedzę przy kompie, obrabiam foty i nie wysilam się jakoś specjalnie fizycznie, to czuję się nieźle. Kiedy czuję się nieźle, wysiłek fizyczny nie jest dla mnie problemem - 10 - 12 km marszu i robienia zdjęć zniosłam ostatnio śpiewająco. Robienie fot przez 4h na koncercie wieczorem przedostatnio - też. Znikły mi też już zakwasy po czymkolwiek albo bez powodu, nawet przy dłuższym intensywniejszym wysiłku ich już nie mam. A miałam zawsze.

                      Problemem jest to, że zaczynam się czuć gorzej kilka - kilkanaście godzin PO tym większym wysiłku. Niezależnie od tego, co jem i czy jem. Na początku myślałam, że po prostu zużywa się więcej ft3/ft4, stąd gwałtowny spadek samopoczucia. Ale tyroksyna nie powinna spadać tak szybko, okres półtrwania wynosi kilka dni. Podejrzewałam cukier, ale zjedzenie czegoś słodkiego nie ożywia mnie diametralnie. Brałam kiedyś udział w ratowaniu cukrzyka w kryzysie - po podaniu glukozy ta osoba nagle ożyła w ciągu kilku minut, u mnie czegoś takiego nie ma. I w tym stanie każdy wysiłek fizyczny jest dla mnie problemem. Podniesienie się z łóżka, zejście/ wejście po schodach, wszystko odczuwam jak mega wielki straszny maraton.

                      Nie mam możliwości zrobienia kortyzolu 2x dziennie, punkt pobrań jest czynny tylko rano przez godzinę, to mała miejscowość.

                      Zwątpiłam i na razie zajęłam się korespondencją z galeriami sztuki. Jakby ktoś chciał kupić jakiś obrazek, to się polecam.

                      Jest piękna pogoda, aparat leży i czeka, ostatnie dni spędziłam stacjonarnie - i polazłabym teraz na kraniec świata, bo zaczynam czuć się lepiej. Ileż można odpoczywać... Ale chyba jednak posiedzę przy kompie...
                  • pies_z_laki_2 Re: kortyzol - dziwny wynik 10.10.14, 15:40
                    Niedoczynność nadnerczy (a raczej tzw. zmęczone nadnercza) to klasyka przy niedoczynnej tarczycy... Mija.

                    Nie badaj kortyzolu z krwi, tylko z dobowej zbiórki moczu, bo wystarczy, że jesteś cały czas podenerwowana (a sama piszesz, że nie jesteś spokojna...), a wynik badania z krwi będzie fruwał bez sensu... Na ogół przy wdrażaniu tyroksyny mamy podobne szaleństwa, bo organizm musi się przestawić z działania "na oparach" i z kompensowania różnych niedomagań i niedoborów, na działanie w miarę normalne (dzięki suplementacji z zewnątrz). Może u ciebie przebiega to z gejzerami i sztucznymi ogniami, może jesteś nieco bardziej (niż przeciętnie) wrażliwa i nerwowa?

                    Na początku też czytałam wszystko, co mi wpadło w ręce, szukałam, pytałam, miotałam się i ... bałam się jak diabli. Teraz już tak nie szaleję, wiem więcej, pogodziłam się z nieuniknionym (nie zapracowałam sobie na Hashi, po prostu spadła na mnie jak kamień i musiałam się z tym uporać, jak większość z nas...) i spłynął na mnie spokój smile Czego i tobie życzę!
                    • zanyen Re: kortyzol - dziwny wynik 10.10.14, 17:09
                      No, ok, ja to rozumiem, ale niedoczynne nadnercza powinny chyba dawać niższy wynik kortyzolu, a nie taki, który przekracza normy 3krotnie? Wynik badania może podobno skakać, ale nie aż tak bardzo.

                      Siedzę przy kompie cały dzień. Czuję się nieźle. Do tej pory nie bałam się jakoś strasznie, tylko ten wtorek dał mi w kość, długo się potem źle czułam. Ja dziękuję serdecznie za takie fajerwerki.

                      Dziękuję za życzenia spokoju, na pewno się go sporo przyda.
                      • zanyen Re: kortyzol - dziwny wynik 12.10.14, 10:50
                        Z dnia na dzień jest mi coraz bardziej gorąco, ubieram się coraz lżej, siedzę przy otwartym oknie, wodę pod prysznicem ustawiam na chłodną - zimną. Mam gorące dłonie i stopy, nawet jak siedzę kilka godzin bez ruchu czy śpię odkryta. Jest dokładnie odwrotnie niż zazwyczaj. Dawki tyroksyny nie zmieniałam, jem coraz mniej, bo nie mam apetytu i w ogóle zmuszam się do zjedzenia czegokolwiek. Normalnie przy czymś takim powinnam marznąć, ale nie... non stop jest mi za gorąco. Wczoraj większość dnia przespałam.
                        Albo mam jakiś dziwny rzut hashi, albo coś jest inaczej. Jeszcze ze 2 tygodnie temu marzłam. Aha, mimo jedzenia mikroskopijnych ilości nie czuję żadnych objawów niedocukrzenia.
                • czupakabra27 Re: kortyzol - dziwny wynik 10.10.14, 10:30
                  Zanyen, czy masz możliwość zrobić kortyzol rano/popołudnie? Bo jeśli nie dobowa zbiórka moczu to takie badanie mogłoby wiele wnieść.
                  Rano robisz bad, jak już robiłaś tylko w stanie spokojnego umysłu smile a później po godzinie 16.

                  Jeśli podejrzewasz u siebie spadki cukru to zrobiłabym 3punktową krzywą cukier/insulina.
                  Cukierki to kiepski pomysł na docukrzenie. Lepiej mieć zawsze przy sobie mały słodki sok. Mniejsze prawdopodobieństwo zakrztuszenia i szybciej działa. Na co dzień soków nie polecamwink
    • zanyen Re: nowe wyniki - październik 14.10.14, 21:07
      Mam już nowe wyniki:

      Lipiec 2014
      TSH 4,51 norma 0,27 - 4,2
      FT4 11.69% [ wynik 1.02, norma (0.93 - 1.7)]

      Wrzesień 2014 (ok. 3 tygodni na dawce 50E wieczorem, badanie 11h po tabletce)
      TSH 3,53 norma 0,27 - 4,2
      FT4 46.75% [ wynik 1.29, norma (0.93 - 1.7)]
      FT3 52.50% [ wynik 3.26, norma (2 - 4.4)]

      Październik 2014 (ok. 5 tygodni na 75 letroxu, badanie 24h po tabletce]
      TSH 0,55 norma 0,27 - 4,2
      fT4 81.82% [ wynik 1.56, norma (0.93 - 1.7)]
      FT3 79.13% [ wynik 3.38, norma (0.27 - 4.2)]

      kortyzol: 375% [wynik 55.7, norma (6.2 - 19.4)] - robione 5 dni wcześniej, nazajutrz po katastrofalnym samopoczuciu

      sód: 70% [wynik 142, norma (135 - 145) ]
      potas: 53.33% [wynik 4.5, norma (3.7 - 5.2) ]
      chlorki: 33.33% [wynik 100, norma (95 - 110) ]


      TSH ładnie spadło, hormony tarczycowe wzrosły, powinnam śmigać, a nie czuję żadnej specjalnej poprawy samopoczucia. Pobolewa mnie serce trochę. Wczoraj i dziś wzięłam 88 t4 i poczułam się lepiej, ale skoro wyniki tarczycowe są dość wysoko, to chyba na razie nie ma co przeginać. Kortyzolu ostatecznie nie powtarzałam, skoro jutro mam lekarza, to on (chyba) będzie lepiej wiedział, jakie badania by trzeba było. Swoją drogą, jestem pełna podziwu, że mam taką ładną przemianę (!)

      Jakieś sugestie? Bo ja trochę zwątpiłam.
      • djpa Re: nowe wyniki - październik 14.10.14, 21:41
        Zostaw dawkę jak jest. Jeśli wolne hormony nadal takie ładne będą, to pod względem tarczycy powinnaś się coraz lepiej czuć. U mnie tak jest, że im dłużej jestem na dobrej dawce, tym lepiej się czuję.
          • muktprega1 Re: nowe wyniki - październik 15.10.14, 07:56
            Dobrze, że wrócisz do 75, pamiętaj, że to jest tylko wynik z krwi, a zanim nasycą się wszystkie komórki Twojego ciała, to trochę potrwa, to proces rozłożony w czasie. Dopiero zaczęłaś swoją przygodę smile cierpliwość potrzebna od zaraz. Pozdrówka
        • harmoniak Re: nowe wyniki - październik 15.10.14, 09:30
          Także uważam, że dawka 75 jest do utrzymania. I tak jak djpa napiszę, że na dobrej dawce trzeba trochę poczekać, aż samopoczucie dogoni wyniki. Może to zająć kilka tygodni, kilka miesięcy, ale nie martw się, szybko zleci smile

          Badania do powtórzenia za 2 miesiące, chyba, że wcześniej będzie jakieś pogorszenie.
    • zanyen Re: po wizycie u nowego endo 17.10.14, 12:30
      Byłam na wizycie u innego endokrynologa. Byłam u niego pierwszy raz i muszę powiedzieć, że jak na razie mam dość pozytywne wrażenia. Zrobił dokładny wywiad, obejrzał wyniki (dawka tyroksyny jest idealna i zostaję na 75 letroxu), obejrzał mnie, wysłuchał, stwierdził, że dzięki temu, że doczytałam o kortyzolu i zrobiłam ten wynik - ułatwiłam mu pracę. Chciał obejrzeć moje zdjęcia sprzed kilku lat, ale nie mogłam znaleźć dowodu - powiedział, że od razu jak weszłam - po twarzy założył, że jestem na dużych dawkach kortykosterydów (oczywiście, nic takiego nie biorę...) Nie spodobało mu się moje migotanie przedsionków sprzed 5 - 6 lat, obejrzał wyniki cukru i jako diabetolog stwierdził, że nic tam nie ma, ale na zasłabnięcia dostałam Cortineff pół tabletki dziennie (na podniesienie ciśnienia). Zainteresowało go bardzo moje gojenie się skóry i to, że te miejsca, które się wygajały - były wyraźnie jaśniejsze. Nie zachwyciło go raczej, że gin przepisał mi antyki i mam je odstawić. Za dwa miesiące, jak organizm się z tych antyków trochę otrzepie - pełna diagnostyka w klinice endo. Mam też zrobić badania z krwi na przeciwciała celiacze ze względu na bóle brzucha i zrobić kortyzol z dobowej zbiórki moczu.

      Ogólnie stwierdził, że przy mojej historii chorobowej i z moim organizmem trzeba bardzo ostrożnie, bo on reaguje z fajerwerkami i przytupem i nigdy nie wiadomo, co z czego może wyniknąć. Powiedział też szczerze, że potrzebuje czasu na dokształcenie się, ponieważ nie miał jeszcze takiej pacjentki jak ja. Powiedział też, że wprawdzie ichtioza jest raczej wrodzona, ale jeśli można by mnie wyprowadzić na trochę lepszy stan i zmniejszyć trochę to złuszczanie skóry, to on w miarę swoich możliwości i umiejętności postara się mnie ustawić jak trzeba. Stwierdził też, że nawet nie wiedział, że ludzki organizm jest w stanie odnawiać naskórek w tempie co 1 - 2 dni i że jest pełen podziwu, bo to jest ogromny wysiłek dla ciała i ogromne zużycie energii...

      Cortineff zacznę brać od jutra, bo w aptece musieli sprowadzać, w przyszłym tygodniu odstawię antyki - no i za chwilę będę musiała sprawdzać wyniki tarczycowe, bo możliwe, że skoczą w górę... heh. Najwyżej zmniejszę albo zacznę się więcej ruszać czy ćwiczyć, żeby zużyć tyroksynę (jeśli Cortineff pomoże na zasłabnięcia).

      Tak czy inaczej, 2dniowa wyprawa do większego miasta (przy okazji spotkałam się ze znajomymi i pozałatwiałam trochę służbowych rzeczy) zmęczyła mnie na tyle, że wróciłam obolała, z zakwasami i jak padłam spać wczoraj o 18, tak spokojnie mogłabym spać jeszcze...
      • muktprega1 Re: po wizycie u nowego endo 18.10.14, 09:59
        Wszystko pięknie, ale Cortineff na podniesienie ciśnienia? Czy naprawdę jest Tobie porzabny? czytasz ulotki leków? Ja zawsze przed zastosowaniem, objawy uboczne znacznie przewyższają dobrodziejstwa..... Osobiście nie wspieram przemysłu farmaceutycznego bezcelowo

        www.doz.pl/leki/p1265-Cortineff
        Jaki masz poziom sodu i potasu?
        Znalazłam:
        sód: 70% [wynik 142, norma (135 - 145) ]
        potas: 53.33% [wynik 4.5, norma (3.7 - 5.2) ]

        a w ulotce pisze m.in. w skutkach ubocznych:
        „...zaburzenia równowagi elektrolitowej (obniżenie stężenia potasu we krwi, podwyższenie sodu)...”

        Miałaś bardzo niską D3 poniżej normy, bierzesz 5000 lub 7000 jednostek codziennie? To jest z ulotki swansona, ale w pigułce wiadomości:

        www.strefalekow.pl/product_leaflets/solgar-witamina-d3-cholekalcyferol-25-g-100-kapsulek_ulotka.pdf
        Nie znalazłam wyniku ferrytyny, zrobiłaś?? A wiesz, ze bez dobrego wyniku ferrytyny nici z dobrej przemiany hormonów, a więc z dobrego samopoczucia? Tym bardziej, ze miałaś hemoglobinę poniżej normy. A jak Twoja B12? Nie znalazłam...

        "Aktywność peroksydazy tarczycy zależy od żelaza, dlatego niedobór żelaza może prowadzić do niedoczynności tarczycy. Poziom ferrytyny powinien być w zakresie od 90-110 do osiągnięcia prawidłowego funkcjonowania tarczycy [Źródło: Paoletti]."

        Twoje objawy - zapewniam Cię stopniowo wyrównają się po nasyceniu organizmu syntetycznym hormonem tarczycy, trzeba na to cierpliwości, bo średnio trwa to ok roku. Ale równolegle – praca nad niedoborami, czego Ci serdecznie życzę.
        • zanyen Re: po wizycie u nowego endo 18.10.14, 13:34
          Wzięłam pół tabletki Cortineffu dziś, czuję się dużo lepiej niż w ciągu ostatnich tygodni. Przynajmniej jak na razie.
          Ulotkę przeczytałam, zawsze czytam, tak samo jak rozmaite artykuły naukowe, do których jestem w stanie się dokopać. Biorę d3, ok. 5000 tys jednostek. Jeśli chodzi o żelazo, to ostatnia morfologia nie pokazała już anemii z braku żelaza, a hemoglobina wraca do normy na końcu uzupełniania żelaza, jako ostatnie ogniwo.

          Przemianę mam dobrą, zobacz na moje ostatnie wyniki, jest wręcz książkowo. Jak najbardziej zamierzam uzupełniać niedobory, ale jeśli mam niedobór aldosteronu, który uzupełnia Cortineff, to dlaczego mam go nie brać?

          Wierzę i ufam Twojemu doświadczeniu, ale muszę brać poprawkę, że faktycznie mój organizm działa nietypowo, nie byłam do tej pory dokładnie przebadana, być może brakuje mi jakichś enzymów i dlatego u mnie to działa inaczej.

          Dziś w każdym razie czuję się dużo lepiej, posprzątałam już mieszkanie, jest mi ciepło i mam dobry humor i nadal mam siłę, a tego naprawdę w ciągu ostatnich tygodni było bardzo mało.
          • muktprega1 Re: po wizycie u nowego endo 18.10.14, 16:19
            Jeśli ch
            > odzi o żelazo, to ostatnia morfologia nie pokazała już anemii z braku żelaza, a
            > hemoglobina wraca do normy na końcu uzupełniania żelaza, jako ostatnie ogniwo

            Można mieć dobrą morfologię i dobre zelazo nawet ponad normę a niską ferrytynę (której ciągle nie zrobiłaś wink ) i anemię:

            forum.gazeta.pl/forum/w,24776,95439285,95482334,Re_Preparaty_zelaza.html
            Ale najważniejsze, ze dobrze się czujesz po tej połówce tabletki smile
            • zanyen Re: po wizycie u nowego endo 18.10.14, 16:35
              Sprawdzę to.

              Ale na razie delektuję się pierwszym dniem od dłuższego czasu, kiedy jestem na chodzie, kiedy jest mi ciepło i nawet muszę powiedzieć, że poczułam głód i z własnej nieprzymuszonej woli poszłam zjeść obiad. A ostatnio wciśnięcie w siebie jakiekokolwiek jedzenia w ilościach mikro to był dla mnie wyczyn.

              Będę brać ten Cortineff w poniedziałki, środy i piątki po pół tabletki, nie ma co przesadzać. Chyba, że okaże się, że bez niego leżę, to wtedy wezmę tak, jak lekarz kazał (codziennie pół i ewentualnie zmniejszyć na pół co 2 dni).
              • zanyen Re: po wizycie u nowego endo 22.10.14, 16:47
                Hmm... próbowałam brać ten Cortineff co 2 dzień, ale bez niego kompletnie nie mam na nic siły - nie mam energii, nie mam siły wstać, głupie wejście po schodach jest problemem, boli mnie serce. Po wzięciu w ciągu godziny - dwóch zaczynam się czuć normalnie, nabieram energii i sama nawet nie zauważam, kiedy mija mi dzień, bo ciągle coś robię. Poza tym, po Cortineffie znów zaczęłam normalnie czuć głód i jadać czasem jakieś posiłki dobrowolnie. Na razie nie mam żadnych objawów przedawkowania typu puchnięcie czy coś w tym stylu.

                Odstawiłam też antyki... Masakra, bo mnie już po ok. 30h od wzięcia ostatniej tabletki zaczyna boleć brzuch i plecy, a zaraz potem dostaję reszty dolegliwości... Normalnie to chyba powinno być po jakichś 5 dniach... ;/ no i niestety jakieś tabletki przeciwbólowe łykam, bo inaczej padłabym już całkiem.
    • ika_84 Re: HASHIMOTO, NIEDOCZYNNOŚĆ, CHOROBA SKÓRY 22.10.14, 21:21
      Ja również cierpię na lekką niedoczynność tarczycy (z podejrzeniem Hashimoto, ale bez jednoznacznej diagnozy). Tsh od parunastu miesięcy w granicach 3,5 - 5, ft3 i ft4 w normie, niski poziom przeciwciał. Cały czas od momentu diagnozy zastanawiam się, czy włączenie syntetycznych hormonów typu euthyrox ma sens - póki co jeszcze się przed tym bronię. Samopoczucie i w miarę stabilną wagę udaje mi się utrzymywać dzięki diecie. Swoje doświadczenia opisuję na blogu Health and the City, m.in. polecam wpis o diecie przy niedoczynności: healthandthecity.pl/dieta-przy-niedoczynnosci-tarczycy/
      Pozdrawiam!
      • pies_z_laki_2 Re: HASHIMOTO, NIEDOCZYNNOŚĆ, CHOROBA SKÓRY 23.10.14, 13:17
        > ka_84 napisała:
        > Tsh od parunastu miesięcy w granicach 3,5 - 5,
        > czy włączenie syntetycznych hormonów typu euthyrox ma sens - póki co jeszcze się przed tym bronię.
        > Samopoczucie i w miarę stabilną wagę udaje mi się utrzymywać dzięki diecie.
        > Swoje doświadczenia opisuję na blogu

        No i pani już dziękujemy tongue_out

        Jeśli masz za mało HT, to dietą sobie ich nie podniesiesz.
        Od "parunastu" miesięcy powinnaś uzupełniać HT, ale z tobie tylko wiadomych powodów wstrzymujesz się od leczenia, czym pogłębiasz wcale nie lekką niedoczynność.
        Jeśli bronisz się przed uzupełnianiem HT, to sugerowałabym nie rozpowszechniać takich "doświadczeń", eksperymentowanie na swoim organizmie lepiej zatrzymaj dla siebie tongue_out
        Znacznie lepiej dla organizmu byłoby mieć HT na poziomie optymalnym, za niski powoduje (wcześniej czy później) powikłania trudniejsze do wyprowadzenia, a czasami wręcz nieodwracalne...

        A poza tym z reklamą bloga najpierw zgłosiłabym się do administracji naszego forum tongue_out
      • zanyen Re: HASHIMOTO, NIEDOCZYNNOŚĆ, CHOROBA SKÓRY 25.10.14, 00:32
        Prosiłabym bardzo, aby nie pisać mi rzeczy typu "wystarczy siła woli/dieta/coś tam", żeby czuć się dobrze, bo ja się na własnej skórze przekonuję, że nie wystarczy. Irytuje mnie to zwłaszcza w momencie, kiedy czekam na badania w szpitalu, czując się różnie. Uprzejmie dziękuję za uwagę.
    • zanyen Re: po 2 tygodniach z Cortineffem 03.11.14, 23:07
      Muszę powiedzieć, że po 2 tygodniach jednoczesnego brania tyroksyny i Cortineffu czuję się coraz lepiej, tzn. poza tym, że rano muszę pamiętać, żeby najpierw wziąć jedno, a potem drugie, to w ciągu dnia przeważnie jestem na chodzie i czuję się nieźle. Tydzień temu, po 8 dniach od odstawienia antyków miałam takie 3 dni, że wszystko mnie złościło, 3go dnia wieczorem wpadłam na to, że może przyswajanie tyroksyny mi skoczyło i jestem na granicy nadczynności. Pomyślałam, że jak się to nie uspokoi, to zejdę z dawki i będę brać 50/75 na przemian (albo pójdę do rodzinnego, żeby mi wypisał jeszcze E25 do dzielenia dawek), ale od następnego dnia wszystko się uspokoiło.

      Bóle brzucha, mdłości, nudności i wymioty skończyły się jak ręką odjął w ciągu pierwszego tygodnia na Cortineffie, wtedy też wrócił mi normalny apetyt i zaczęłam jeść więcej niż raz dziennie. Zawiesiłam na razie dietę bezglutenową, bo muszę zrobić badania w kierunku celiakii, a w tej chwili nie czuję żadnych problemów z brzuchem. Nawet odrobina mleka do kawy przejdzie. Włosy nadal mi wypadają.

      Zaczynam przypuszczać, że moja pierwsza myśl o tym, że może w pakiecie mam jeszcze niedoczynność nadnerczy miała w sobie jakąś słuszność. Bóle brzucha, mdłości, osłabienie, niskie ciśnienie i omdlenia to objawy niedoczynności nadnerczy (w zasadzie to przełomu nadnerczowego...) jak stąd do Ameryki, a w dodatku mnie to wszystko przeszło (przechodzi), odkąd biorę ten Cortineff...

      Jestem coraz przytomniejsza, mam trochę więcej siły, ale jednocześnie zauważam, że przy nieco bardziej aktywnym dniu koło 15 - 16 padam na nos i potem odżywam wieczorem. Poza tym, kiedy jestem zmęczona, to bolą mnie nadgarstki i ogólnie stawy, ale po odpoczynku to raczej mija i łagodnieje. Niewielkie bóle serca w ciągu dnia dają się przeżyć. Pewnie powoli zaczyna mi też brakować kortyzolu i za chwilę czeka mnie hydrokortyzon z tabletek.

      Na razie jeszcze 1,5 miesiąca do kontroli, a ja mam w sumie sporo rzeczy do zrobienia, więc raczej nie będę się nudzić smile
      • fur_by Re: po 2 tygodniach z Cortineffem 07.11.14, 13:52
        Zanyen, duży szacunek za to co przechodzisz...
        Ja mam taką jazdę że nawet mi się pisać nie chce.. Od trzech lat chodzę po lekarzach i szukam przyczyny mojego stanu. Nagle z aktywnego człowieka w średnim wieku stałem się schorowanym emerytem. Podobnie jak Ty zacząłem szukać przyczyn i robić badania na własną rękę bo oczywiście, lekarz pierwszego kontaktu zleca podstawowe badania krwi w których oczywiście "nic nie widzi". Sam zrobiłem TSH, FT3 FT4 i Anty TPO.. no i wylazło... Niby endo zdiagnozował Hashimoto, ale, ja tego taki pweny nie jestem Eutyrox zamieniłem na Letrox bo tamten ma laktozę w składzie a u mnie (wydaje mi się) wystąpiła nietolerancja.. Brzuch boli w jakiś dziwny nieokreślony sposób, bóle kręgosłupa wędrują od góry do dołu.. Najgorszy jest brain fog.. Załamka.. najprostsze sprawy wydają się skomplikowane nie mówiąc już o myśleniu i pisaniu.. Ale ja obawiam się ze w moim przypadku to naczynia połączone a winowajcą jest trzustka która albo niedomaga albo obumiera na co może wskazywać obniżający się regularnie od trzech lat poziom amylazy we krwi. Niestety jak lekarze słyszą trzustka to albo się boją tykać tematu, albo myślą że za młody na choroby trzustki... Tak samo jak mało kto podejrzewałby Hashi u faceta... A jednak!
          • fur_by Re: po 2 tygodniach z Cortineffem 16.11.14, 12:27
            Dzięki czupakabra27 za pomysł.. Może założę wątek, ale najpierw opiszę to tu..
            Przepraszam za to co powiem, i możesz wierzyć lub nie, ale na rozwiązywanie testu nie mam nie mam w tej chwili ....siły ani jasności umysłu...
            Moje wyniki:

            Pierwsze badanie gdy pomyślałem ze to może być tarczyca i zrobiłem tylko TSH:
            19.09.2014
            TSH - 9,316

            Potem dla pewności kolejne badanie w innym laboratorium w rozbiciu na TSH, FT3, FT4 i Anty TPO:
            25.09.2014
            TSH - 6,020 (norma dla wieku: 0,270 do 4,200)
            FT3 - 3,50 (norma dla wieku: 2,00 do 4,40)
            FT4 - 1,25 (norma dla wieku: 0,93 do 1,70)
            ANTY TPO - 169,10 (norma dla wieku: 0,00 DO 34,00)
            Na podstawie wyników ogólna przepisała mi Eutyrox 50mg po którym czułem się kiepsko jeśli chodzi o sprawy żołądkowe i przeszedłem na Letrox w tej samej dawce

            23.10.2014 wizyta u endokrynologa USG
            Tarczyca prawy płat o wym. 44x18x17mm o niejednorodnym nieco obniżonym gruboziarnistym echu w części środkowej obszar największy o obniżonej echogeniczności o wym. 10x8x6mm pozostałe mniejsze.\Płat lewy o wym. 40x18x17mm. o niejednorodnym obniżonym echu obszary o oniżonej echogenicznośći o średnicy 6mm. Cieśń o wys. 4mm. niejednorodna. Węzły chłonne po stronie prawej do 15x4.. po lewej do 18x5mm.

            Po wizycie endo kazał zwiększyć dawkę do 75mg. i po miesiącu wrócić z aktualnymi badaniami.
            Jednak ponieważ sugerował stan zapalny (powiększone węzły chłonne) zrobiłem badania po tygodniu i OB i CRP wyszły w normie i niskie.
            Ale przy okazji zrobiłem testy tarczycowe i wyniki poniżej:

            31.10.2014
            TSH - 4,200 (norma dla wieku 0,270 do 4,200)
            Anty TPO - 338,00 (norma dla wieku: 0,00 DO 34,00)

            Cholesterol od dwóch lat cały czas wysoki, ostatnio 215 (norma 140 do 200) wcześniej 260
            Bilirubina od dwóch lat wysoka, ostatnio 1,49 (norma 0,00 do 1,00) wcześniej 1,73
            Robiłem też mocz bo bolały mnie strasznie plecy w lędźwiach przez 3 tyg i wyszło że ciężar właściwy jest 1,010 (norma 1,015 do 1,030)
            i bakterie d liczne.
            amylaza we krwi od dwóch lat skacze góra dół z tendencją do obniżania się dwa lata temu pierwszy raz badałem i była na poziomie 82,21 ostatnio 44,97 (norma dla wieku 0 do 125). w moczu robiłem dwa razy w dwóch ostatnich badaniach i miałem: 60,01 a ostatnio 113 (norma dla wieku 0 do 680).

            Pozostałe parametry w normie.
            Dziś prawie całą noc nie spałem o 3:00 obudziło mnie walenie serca więc poczekałem do 4:30 i wziąłem letrox (zawsze tak robię bo spać bym już nie mógł a do pracy wstaję zazwyczaj o 6:00) więc łyka, popijam i idę dalej spać.
            Zawsze czuję że jelita zaczynają pracę robi mi się cieplej uspakaja się serducho i cały organizm.
            Dzisiaj wziąłem i długo czekałem na poprawę. A serce smyra mnie cały czas a jest już 12:30..

            Zauważyłem też że dużo zależy do pogody, miałem ostatnio tak że w słoneczny dzień (w sumie dwa takie były) czułem się jak normalny zdrowy człowiek czyli jak kiedyś, a jak pada i jest pochmurno to jestem emerytem ociemniałym..

            Co robić?? Zwiększyć dawkę?? Po niedzieli idę zrobić testy i do endo... ale biję się że będzie mi podnosiła dawkę i nic to nie da...

            Mam 42 lata żonę i dwie małe córeczki... jestem przerażony że mógłbym ich opuścić...

            Pozdrawiam....sad
        • zanyen Re: po 2 tygodniach z Cortineffem 07.11.14, 14:22
          Załóż swój wątek i opisz dokładnie, co i jak, na pewno da się to ogarnąć smile


          a co do szacunku... jest wiele osób, które są w dużo poważniejszej sytuacji niż ja, nie wiem, czy chorowanie na coś jest czymś, co zasługuje na szacunek.
      • zanyen Re: po 2 tygodniach z Cortineffem 09.11.14, 22:29
        Ech, już się pochwaliłam, że tak super jest i tak śmigam, a tu lipa... Od kilku dni coraz bardziej "niedoczynne" samopoczucie, coraz mniej siły, coraz potężniejsze zakwasy... i coraz większy apetyt na sól. 3 dni walczyłam ze sobą i swoją chęcią pożarcia jakiejś ogromnej ilości czegoś mega słonego... w piątek się poddałam... zjadłam jakieś strasznie słone chipsy (tak, wiem, to niezdrowe...), potem poprawiłam jeszcze, soląc co popadło. Czytałam o tym, że przy nadnerczach ma się apetyt na sól. I nie wierzyłam, że można mieć taką fazę, dopóki nie zjadłam pierwszego chipsa. Był nieziemsko słony. I to było po prostu fantastyczne. Magicznym sposobem w kilka godzin później przeszedł mi ból mięśni i ogólnie odżyłam. Wczoraj miałam bardzo twórczy dzień i machnęłam dwa udane obrazki. Dziś już niestety znów zjeżdżam... Doczekam końca weekendu i dzwonię do lekarza... Nie mogę jeść codziennie soli na kilogramy, przecież w niej jest jod...

        Ale wiecie co...? Ta sól była dla mnie tak nieziemsko smaczna, że aż mnie to zagięło... Przecież to S Ó L...!
          • zanyen Re: po 2 tygodniach z Cortineffem 10.11.14, 17:40
            No, ale nawet jak kupię niejodowaną, to przecież soli się nie je na kilogramy sad a ja co 2 - 3 dni mam taką fazę... sad a, no i jeszcze po tym solnym piątku w sobotę na chwilę poprawiła mi się skóra na rękach i twarzy... ale już też wraca do normy... ehh. A ja myślałam, że jak dawka tyroksyny będzie ok, to skóra się będzie dalej goić, tak jak na początku...
            • muktprega1 Re: po 2 tygodniach z Cortineffem 11.11.14, 09:33
              forum.gazeta.pl/forum/w,94641,154022733,155449917,Re_Niedoczynnosc_nadnerczy_i_Hashi_jak_to_leczy.html
              Przeczytaj w tym linku wyzej ( mozesz od str3 wink) o zmeczonych nadnerczach i propozycji wypicia rano przed śniadaniem szklanki czy mniej wody z solą smile
              • fur_by Re: po 2 tygodniach z Cortineffem 16.11.14, 12:29
                Dzięki czupakabra27 za pomysł.. Może założę wątek, ale najpierw opiszę to tu..
                Przepraszam za to co powiem, i możesz wierzyć lub nie, ale na rozwiązywanie testu nie mam nie mam w tej chwili ....siły ani jasności umysłu...
                Moje wyniki:

                Pierwsze badanie gdy pomyślałem ze to może być tarczyca i zrobiłem tylko TSH:
                19.09.2014
                TSH - 9,316

                Potem dla pewności kolejne badanie w innym laboratorium w rozbiciu na TSH, FT3, FT4 i Anty TPO:
                25.09.2014
                TSH - 6,020 (norma dla wieku: 0,270 do 4,200)
                FT3 - 3,50 (norma dla wieku: 2,00 do 4,40)
                FT4 - 1,25 (norma dla wieku: 0,93 do 1,70)
                ANTY TPO - 169,10 (norma dla wieku: 0,00 DO 34,00)
                Na podstawie wyników ogólna przepisała mi Eutyrox 50mg po którym czułem się kiepsko jeśli chodzi o sprawy żołądkowe i przeszedłem na Letrox w tej samej dawce

                23.10.2014 wizyta u endokrynologa USG
                Tarczyca prawy płat o wym. 44x18x17mm o niejednorodnym nieco obniżonym gruboziarnistym echu w części środkowej obszar największy o obniżonej echogeniczności o wym. 10x8x6mm pozostałe mniejsze.\Płat lewy o wym. 40x18x17mm. o niejednorodnym obniżonym echu obszary o oniżonej echogenicznośći o średnicy 6mm. Cieśń o wys. 4mm. niejednorodna. Węzły chłonne po stronie prawej do 15x4.. po lewej do 18x5mm.

                Po wizycie endo kazał zwiększyć dawkę do 75mg. i po miesiącu wrócić z aktualnymi badaniami.
                Jednak ponieważ sugerował stan zapalny (powiększone węzły chłonne) zrobiłem badania po tygodniu i OB i CRP wyszły w normie i niskie.
                Ale przy okazji zrobiłem testy tarczycowe i wyniki poniżej:

                31.10.2014
                TSH - 4,200 (norma dla wieku 0,270 do 4,200)
                Anty TPO - 338,00 (norma dla wieku: 0,00 DO 34,00)

                Cholesterol od dwóch lat cały czas wysoki, ostatnio 215 (norma 140 do 200) wcześniej 260
                Bilirubina od dwóch lat wysoka, ostatnio 1,49 (norma 0,00 do 1,00) wcześniej 1,73
                Robiłem też mocz bo bolały mnie strasznie plecy w lędźwiach przez 3 tyg i wyszło że ciężar właściwy jest 1,010 (norma 1,015 do 1,030)
                i bakterie d liczne.
                amylaza we krwi od dwóch lat skacze góra dół z tendencją do obniżania się dwa lata temu pierwszy raz badałem i była na poziomie 82,21 ostatnio 44,97 (norma dla wieku 0 do 125). w moczu robiłem dwa razy w dwóch ostatnich badaniach i miałem: 60,01 a ostatnio 113 (norma dla wieku 0 do 680).

                Pozostałe parametry w normie.
                Dziś prawie całą noc nie spałem o 3:00 obudziło mnie walenie serca więc poczekałem do 4:30 i wziąłem letrox (zawsze tak robię bo spać bym już nie mógł a do pracy wstaję zazwyczaj o 6:00) więc łyka, popijam i idę dalej spać.
                Zawsze czuję że jelita zaczynają pracę robi mi się cieplej uspakaja się serducho i cały organizm.
                Dzisiaj wziąłem i długo czekałem na poprawę. A serce smyra mnie cały czas a jest już 12:30..

                Zauważyłem też że dużo zależy do pogody, miałem ostatnio tak że w słoneczny dzień (w sumie dwa takie były) czułem się jak normalny zdrowy człowiek czyli jak kiedyś, a jak pada i jest pochmurno to jestem emerytem ociemniałym..

                Co robić?? Zwiększyć dawkę?? Po niedzieli idę zrobić testy i do endo... ale biję się że będzie mi podnosiła dawkę i nic to nie da...

                Mam 42 lata żonę i dwie małe córeczki... jestem przerażony że mógłbym ich opuścić...

                Pozdrawiam....sad wszystkich serdevcznie
    • zanyen Re: po badaniach w klinice endo 20.11.14, 10:52
      hej wink

      nie odzywałam się chwilę, bo wylądowałam z klinice z podejrzeniem niewydolności nadnerczy. miałam trochę badań, nadal czekam na wyniki i porządny wypis, ale już od wczoraj jestem w domu; niewydolności ani nadczynności nadnerczy na razie nie potwierdzono, lekarze nie bardzo mają koncepcję co do mnie, teraz istnieje opcja, że mam jakąś wadę serca albo alergię (będę mieć jeszcze kolejne badania)

      poza tym za 2 - 3 tygodnie znów idę do szpitala, tym razem na dernatologię

      no i na razie nic więcej nie wiem, ale trochę mi ulżyło, że to raczej nie nadnercza...
      • muktprega1 Re: po badaniach w klinice endo 21.11.14, 08:11
        Moim zdaniem masz po prostu tzw zmęczone nadnercza, które są typowym dość objawem dla osób, które długo nie były poprawnie zdiagnozowane i jeszcze te akcje "zasolenia" smile
        To po jakimś czasie minie, ale najpierw Twój organizm musi się wysycić hormonami aż do ostatniej komórki, a to jest proces, to trwa ok roku (np u mnie) i przestaniesz szukać lekarzy o różnych specjalnościach smile
        A tu trochę popisałam, to nie będę powtarzać:
        forum.gazeta.pl/forum/w,94641,154022733,155584068,Re_Czwarty_endo_drugi_sposob_leczenia_.html
        • zanyen Re: po badaniach w klinice endo 21.11.14, 09:16
          No dobra, ale powiedzcie mi w takim razie, czy te objawy wynikają Waszym zdaniem z tych zmęczonych nadnerczy, czy z czegoś innego, bo mnie już ręce opadają - przedwczoraj wyszłam z kliniki, a wczoraj i dziś wszystko z powrotem pełną parą:
          - zakwasy po najdrobniejszym wysiłku, wszędzie
          - bóle mięśni gładkich w jelitach, skurcze i już z powrotem problemy z trawieniem
          - bóle serca
          - osłabienie, zmęczenie
          - momentami nudności
          - znów jestem na bakier z apetytem
          - marznięcie, zwłaszcza zimne ręce i nogi
          - zawroty głowy przy wstawaniu
          - spadki ciśnienia
          - zasłabnięcia, ale raczej bez utraty przytomności.

          Zaczęło się to w momencie, kiedy zaczęłam brać tyroksynę, część objawów złagodniała zdecydowanie po Cortineffie, ale w klinice mi go odstawili i wojna trojańska prawie że była z jego powodu. Tyroksynę mam z grubsza ustawioną, hormony mam wysoko (dokładne wyniki będę mieć we wtorek).
          Nie wiem, czy powinnam brać ten Cortineff, ale on mi pomagał. Zastanawiam się, czy to nie jest czasem kwestia magnezu, ale pytałam o to lekarzy i mówili, że raczej nie.

          Czy ktoś ma jakieś koncepcje...?
            • zanyen Re: po badaniach w klinice endo 21.11.14, 09:56
              W szpitalu też mniej się ruszałam, głównie odpoczywałam i czytałam książkę. Ale faktycznie, denerwowałam się, bo jednak problemy z kortyzolem to nie przelewki i w sumie siedziałam tam jak na szpilkach. Nie wiem, co ja mam teraz ze sobą zrobić. Naprawdę dobrze by było, gdybym była na chodzie teraz, bo mam kilka ważnych rzeczy, a tu takie akcje... ;/
              • zanyen Re: po badaniach w klinice endo 21.11.14, 15:52
                Wyjdę z siebie i stanę obok normalnie.

                Tydzień nie brałam Cortineffu, bo mi kazali w klinice odstawić (odstawiłam w sobotę i już w sobotę miałam jakieś badania na te wszystkie kortyzole). Mimo że w klinice było ciepło, ja oczywiście z dnia na dzień marzłam coraz bardziej - ludzie na oddziale w krótkich rękawkach, ja w bluzce, bluzie, owinięta chustą i wiecznie pod kocem. Tsh wyszło poniżej normy, hormony wysoko, młoda lekarka już się uparła przy obniżaniu dawki tyroksyny, bo tsh za niskie i mam nadczynność (mając niskie ciśnienie, słabe krążenie, zero apetytu, marznąc i w ogóle będąc ledwie żywym człowiekiem - mnie się to raczej nie kojarzy z nadczynnością).

                Dziś wzięłam pół Cortineffu, poprawiłam, soląc sobie co popadnie przy śniadaniu - i nagle - voila - mam ciepłe ręce i stopy! Nawet nie to, że mam jakieś dużo wyższe ciśnienie, ale po prostu mam jakieś krążenie w kończynach i jest mi cieplej. Magia jakaś. Albo mam początki tego cholernego Addisona i jeszcze tego nie widać po wynikach, albo brakuje mi samego aldosteronu. Najlepsze jest to, że biorąc Cortineff i soląc, co popadnie, powinnam puchnąć od nadmiaru wody. A nie puchnę. Ani śladu opuchlizny.
                • zanyen Re: po badaniach w klinice endo 27.11.14, 14:09
                  Miałam w tym tygodniu USG serca i taką wstępną konsultację kardio. Wyszło z tego, że najprawdopodobniej moje zasłabnięcia biorą się z tego, że mam skłonności do częstoskurczu i arytmii. 6 lat temu nawet trafiłam z tej okazji do szpitala, z migotaniem przedsionków, ale że nie mogłam się dogadać z lekarzem, który mnie prowadził, to to olałam, a zasłabnięcia wtedy po jakimś czasie znikły.

                  Mam porobić badania i prawie na bank będę brać betabloker. A po Cortineffie czuję się lepiej zwyczajnie dlatego, że on odrobinę podwyższa ciśnienie. Ja jako zdechły niskociśnieniowiec czuję się, jakbym mogła góry przenosić, jak uda mi się dobić do 120/ 80.

                  Odrobinę się obawiam, jak zareaguję na ten betabloker, bo nie wiem, czego mam się spodziewać, no, ale w sumie wolę brać ten lek i nie padać sobie tak znienacka co jakiś czas. Na razie odpuszczam sobie ten Cortineff, a za to łykam magnez z potasem i nie jest najgorzej.

                  Betablokery z tyroksyną się jakoś nie gryzą czasem? Ktoś coś wie?
                  • muktprega1 Re: po badaniach w klinice endo 28.11.14, 10:24
                    U mnie częstoskurcz, migotanie przedsionków ustąpiło po intensywnej suplementacji bardzo niskiej D3, niskiej B12 oraz po wprowadzeniu dodatkowego hormonu T3.
                    Betabloker kłóci się z tyroksyną, dlatego ja brałam doraźnie, najlepiej jak najdalej od tyroksyny.
                    • zanyen Re: po badaniach w klinice endo 28.11.14, 11:59
                      No właśnie porządniej pilnuję d3 ostatnio, łykam też magnez z potasem, wahałam się mocno, czy zmniejszać dawkę Letroxu, 2 dni brałam mniej, ale czułam się dużo gorzej. Nie chcę chodzić w niedoczynności, bo już tak przechodziłam parę lat.

                      Inna sprawa, że wtedy 6 lat temu, zanim wyszły te zaburzenia rytmu, to zdarzyło się coś, co mnie dziabnęło dość mocno. Potem kilka lat było znośnie, a teraz od jakiegoś roku mam świadomość, że możliwość, że znów mnie coś dziabnie - znowu nade mną wisi. I możliwe, że lada moment na mnie spadnie. Wolę się asekurować tym betablokerem, bo jednak mam nadzieję, że to przetrwam i może się wszystko ułoży. Kiedyś.

                      Biorę letrox, biorę witaminy, wybieram się na oddział dermatologiczny i zamierzam znów brać retinoidy, bo już mam wszystkiego dość. Betabloker też mogę brać. Przynajmniej będę mogła mieć nadzieję, że nie zemdleję gdzieś z aparatem w ręku.
                      • muktprega1 Re: po badaniach w klinice endo 29.11.14, 09:57
                        Wykonujesz dziwne nielogiczne ruchy:

                        wahałam
                        > się mocno, czy zmniejszać dawkę Letroxu, 2 dni brałam mniej, ale czułam się duż
                        > o gorzej. Nie chcę chodzić w niedoczynności, bo już tak przechodziłam parę lat.

                        to w takim razie czemu obnizasz na 2 dni, żeby potem znowu podnieść? Hormon to nie jest tabletka szybkiego reagowania, to jest długotrwale działający "żółw" i na efekty się czeka co najmniej kilka miesięcy, CIERPLIWOŚĆ.

                        Sama się nakręcasz, co widać w Twoim lękowym podejściu do czegoś czego jeszcze nie ma, ale może się wydarzyć. Więcej lęku niż racjonalnego działania:

                        Potem kilka lat było znośnie, a teraz o
                        > d jakiegoś roku mam świadomość, że możliwość, że znów mnie coś dziabnie - znowu
                        > nade mną wisi
                        . I możliwe, że lada moment na mnie spadnie. Wolę się asekurować
                        > tym betablokerem, bo jednak mam nadzieję, że to przetrwam i może się wszystko u
                        > łoży. Kiedyś.

                        Przyjrzyj się swoim działaniom z dystansem (jak tylko sie da wink) i zweryfikuj, działaj wtedy, gdy jest to potrzebne, logiczne i niezbędne. Pozbądz się lęków, pamiętając, ze one są również "wytworem" zaburzeń tarczycy i wtedy tylko logika pomoże smile

                        O betablokerach już wiesz wystarczająco dużo, djpa napisała.



                        • zanyen Re: po badaniach w klinice endo 29.11.14, 11:10
                          Zmniejszono mi dawkę w szpitalu, próbowałam być grzecznym pacjentem i się słuchać, ale czułam się kiepsko i wróciłam do 75, bo mam wrażenie, że to dobra dawka - łykam rano, a potem już w ogóle o tym nie myślę.

                          Co do nakręcania się - owszem, masz rację. Częściowo. Może gdybym nie chodziła w niedoczynności ostatnich parę lat, to parę rzeczy wyglądałoby inaczej. Mniej bym się bała i może miałabym to, na czym mi zależy. Na razie drugi raz w życiu mogę sobie tylko i wyłącznie pluć w brodę, że położyłam sprawę.

                          Na razie łykam magnez z potasem i pilnuję d3. Wczoraj się złapałam za dość ciężkie wysiłki fizyczne, dziś mam zakwasy, ale one są jakieś inne niż te zakwasy "z powietrza", inaczej je czuję.

                          Chciałabym niedługo wrócić do jakichś treningów. Wykańczają, ale przynajmniej ma się jakiś zastrzyk endorfin. Muszę się wyładować w jakiś sposób.