Dodaj do ulubionych

Kto zna numer do Pana Boga?, czyli...

26.01.10, 19:43
...wywiad z panem Hartmannem. Miłej lektury i kłaniam się nisko.

*************
Kto zna numer do Pana Boga?
Rozmawiała Aleksandra Klich

Filozofia zaczyna się tam, gdzie kończy się schlebianie światu i ludziom za
pomocą cytatów z "klasyków". Przeciwnie filozof wie, że ludzkiego losu,
nicości i zła nie da się zagadać, ani zagłaskać- mówi prof. Jan Hartman, filozof *

Aleksandra Klich: Żyjemy na najlepszym ze światów - głosił filozof. Jak to
więc możliwe, że zdarzyła się taka tragedia jak ta na Haiti? Czy filozofia
może to wyjaśnić? Ukoić cierpienie?

Prof. Jan Hartman: Filozofowie od zawsze zadają sobie pytanie, skąd jest zło,
i mają na nie, niestety, banalne odpowiedzi, które przychodzą na myśl również
niefilozofom. Mówią na przykład, jak Leibniz, że w planie bożym zło jest
niezbędne, by mogło kwitnąć tym większe dobro. Albo że zło, którego źródłem
jest grzeszność człowieka, jest ceną za wolność. Zdaniem wielu dawnych
filozofów to nasze wolne uczynki sprawiają, że cały świat ulega korupcji, bez
winy ze strony doskonałego Boga. Można też twierdzić, jak św. Augustyn albo
św. Tomasz, że zło jest tylko "brakiem dobra" logicznie wynikającym z
niedoskonałości świata, który niedoskonały być przecież musi, skoro doskonały
jest jedynie Bóg.

Mówi pan to nieco ironicznie.

- Te wszystkie koncepcje łączy przekonanie, że zło jest względne lub pozorne -
inaczej trzeba by bowiem obarczyć nim Stwórcę. W imię niepodważalnej bożej
dobroci negowano autentyczność zła. Miało to nas niby pocieszać, a tak
naprawdę takie triki mają się nijak do przeszywającej grozy zła: zbrodni,
cierpienia, hańby.

Czyli: skoro żyję na ziemi, to jestem skazana na zło. Hm, brzmi mało
optymistycznie...

- Już Wolter w "Kandydzie" wyśmiał "teodyceę" Leibniza dowodzącą, iż świat,
taki jaki jest, jest najlepszym z możliwych. Na szczęście filozofowie na ogół
wiedzą, że wiele z metafizycznych teorii to słowne i pojęciowe gierki,
niegodne człowieka szukającego prawdziwej mądrości, a nie byle jakiego
pocieszenia. Mądry filozof nigdy nie zapomina, że choć wiele możemy prawić o
złu, to w obliczu strasznych i bolesnych doświadczeń całe to gadanie warte
jest mniej niż milczenie. Filozof przyjmuje niewłaściwą postawę, jeśli z góry
stara się nadać sens niezawinionemu cierpieniu albo śmierci. W filozofii nie
chodzi o wmawianie światu i ludziom, że jest bez reszty racjonalny i dobry. To
kicz, a nie filozofia. Aby wszystkiemu wokół nadawać sens i w ten sposób
dogadzać ludziom i koić ich niepokoje, nie trzeba być filozofem.

Grecy nas tego nauczyli, obiecując, że znajdą sens w świecie, uporządkują nasz
świat?

- Nie wszyscy. Tacy sofiści byli ironistami, prowokowali. Nawet Sokrates nie
był taki. Wzorzec mędrca, również filozofa, który mówi wszystkim to, co chcą
usłyszeć, czyli utwierdza ludzi w przekonaniu, że ich nędzny los kryje w sobie
absolutny sens i wartość, a do tego przemawia łagodnie, roztropnie i pięknie,
utrwalił się dopiero w XIX wieku. Przykładem takiej "sensodajnej", a za to
banalnej mądrości był Gadamer. Jego hermeneutyka to dla mnie piękna
demonstracja źle pojętego zadania filozofii. Filozofia zaczyna się tam, gdzie
kończy się "mądrościowość" schlebiająca światu i ludziom za pomocą cytatów z
klasyków. Przeciwnie - filozof wie, że ludzkiego losu, nicości i zła nie da
się zagadać ani zagłaskać.

To co z nim zrobić?

- Za punkt wyjścia rozmowy o złu trzeba przyjąć, że intelekt jest wobec zła
prawie bezsilny. O złu nie godzi się wymądrzać. W duchu powściągliwości warto
jednak pytać, czy zło, które w tak dojmujący sposób wydarza się w naszym
życiu, jest nagą przemocą, fatum, czy też człowiek może mu osobiście bądź
zbiorowo stawić opór. Żyjemy, unikając zła, ale w końcu zło się zjawia,
nieuchronnie jak śmierć - ból, śmierć dziecka, wojna, trzęsienie ziemi...
Zwala nas z nóg. Czy wystarczy utrzymać się na nogach, zachować siebie, nie
poddać się zdziczeniu i rozpaczy? Łatwo tu przekroczyć granicę pychy. Stoicy
proponowali taką postawę: mnie zło nie dotyczy, póki jestem wewnętrznie
zrównoważony i racjonalny. Tylko ode mnie zależy, czy dam sobie odebrać jedyne
prawdziwe dobro - samego siebie, własny rozum. Gdybym miał stracić panowanie
nad sobą, czyli rozum, to lepiej by już było odebrać sobie życie.

Przekonanie, że doskonała racjonalność jest możliwa, to iluzja.

- Tak, naiwnością jest wierzyć, że zło się da niejako "oddalić" wyrokiem
trybunału rozumu. Jądrem prawdy w doktrynie stoickiej jest postulat zachowania
powagi i spokoju w obliczu zła. Lecz pycha wobec zła jest głupotą. Obrona
wewnętrznej równowagi w obliczu zła jest odruchem naszych wewnętrznych sił
moralnych. Ale ten spokój jest ważny przez to, że jest nam niezbędny, by w
obliczu zła mimo wszystko działać.

Czy to oznacza zwycięstwo nad złem?

- To nie jest postawa, w której chcę zwyciężyć. Chcę zachować siebie,
przetrwać jako rozumny podmiot po to, by następnie wyjść poza siebie, czyniąc
widoczny gest niezgody na zło.

To wszystko, na co nas stać wobec zła?

- Dobrego człowieka stać na przeciwstawienie się złu, nawet w najgorszych
okolicznościach, przez to, że podejmuje jakieś ryzyko lub przynajmniej odpowie
na zło odruchem dobroci. Gest odwagi lub gest dobroci jest minimum, które
prawie zawsze jest możliwe. Dopiero połączenie wewnętrznego oporu, woli
zachowania wewnętrznej integralności i godności, z symbolicznym przynajmniej
działaniem oznacza prawdziwie ludzką, chwalebną postawę człowieka wobec zła.
Czytam właśnie niezwykłą książkę Wasilija Grossmana "Życie i los". Mówi on, że
chociaż ludzie są całkowicie bezbronni wobec rozpasania zła, to mnóstwo małych
przejawów dobra, życzliwości, odruchów pomocy, mikroskopijnych, ledwo
zauważalnych gestów tworzy spokojną rzekę dobra, która przepłynie przez to zło.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Kto zna numer do Pana Boga?, czyli... 26.01.10, 19:44
      A jak przeciwstawić się złu, które stało się na Haiti?

      - Polski nauczyciel wpłaci 50 zł, młody Haitańczyk odgarnie parę cegieł,
      prezydent USA uruchomi środki federalne... Miliony kropel dobroci utworzą
      rzęsisty deszcz, który zagasi to piekło. A czas uleczy rany... Wierzę, że litość
      i trwoga, które podnoszą nas z nóg i każą nam - na co dzień tchórzliwym leniom i
      egoistom - działać i pomagać, czynią z ludzkości gatunek zasługujący na
      istnienie. Dzięki ludziom dobrym jesteśmy czymś więcej niż rakiem toczącym skórę
      ziemi, niż katastrofą świata zwierzęcego.

      A co powoduje, że wybieramy postawę przeciwstawienia się złu albo rezygnujemy z
      tego gestu? Wpłacimy te 50 zł albo nie?

      - Są ludzie dobrzy i ludzie źli. Szlachetni i pospolici. Litościwi i oziębli.
      Rzadko myślimy o życiu w kategoriach moralnych, a nie tylko w kategoriach
      przyjemności i sukcesu. To bywa trudne i bolesne. Silna jest pokusa, by uważać
      się za niewinnego i niezrozumianego. By powiedzieć innym: "Jakie masz prawo mnie
      oceniać? Przecież mnie nie znasz! Przecież sam jesteś winny!". To jest droga
      nikczemna. Człowiek dobry ma nieczyste sumienie - nękają go moralne rozterki.
      Moralność istnieje tak długo, jak długo trawi nas poczucie winy i poczucie
      odpowiedzialności. Nie tylko za własne czyny, ale za wszelkie zło, które się
      wydarza.

      Z przykrością przyznam, że większość systemów etyki proponuje ucieczkę od winy i
      odpowiedzialności, sprowadzając moralność do kwestii posłuszeństwa: Bogu,
      sumieniu, normom, prawidłowościom psychologicznym, względom praktycznym. To
      żenujące. Łudząc się, że gdy będę postępował zgodnie z jakimś kodeksem norm i
      praw, to uniknę wszelkiej winy, dowodzę, że w ogóle nie dorosłem do życia
      moralnego. Kant chciał sprowadzić moralność do dobrowolnego posłuszeństwa
      obowiązkom moralnym, rzekomo tak samo oczywistym i dającym się precyzyjnie
      ustalić jak prawa fizyki. To psychopatia, zatrzymanie w rozwoju emocjonalnym, a
      nie żadna etyka.

      Chrześcijaństwo przez dwa tysiące lat uczyło, że postępowanie zgodne z normami
      oczyści nas ze zła.

      - Nie do końca. Chrześcijaństwo uczy nas też, że każdy jest grzesznikiem bez
      względu na to, jak bardzo by się starał. I ma o tym pamiętać. Przyznam jednak,
      że w systemach etycznych chrześcijaństwa razi nadmiar wezwań do posłuszeństwa:
      słuchaj prawa naturalnego, słuchaj Boga, słuchaj swego sumienia! Za łatwe to.
      Różne rzeczy wydają się różnym ludziom naturalne, różną jakość miewa sumienie, a
      do Pana Boga nikt nie zna numeru. Tak naprawdę etyka nie dostarcza gotowych
      odpowiedzi, jak mamy postępować, bo musiałaby zastąpić całe życie moralne. I tak
      samo jak etyka nie zastąpi nikogo w podejmowaniu decyzji moralnych, tak również
      spontaniczność naszych odruchów moralnych nie gwarantuje doskonałości działania.
      Dobrzy ludzie też czynią zło. W życiu moralnym, a także w poznaniu świata
      jesteśmy jak dzieci we mgle. Człowiek już taki jest. Nie jest Bogiem. Więcej w
      nas borykania się z niewiedzą niż wiedzy.

      Wiem, że nic nie wiem?

      - Tak, u Sokratesa odnosi się to właśnie do spraw etycznych. Wiem, że nie wiem
      na pewno, jak postępować.

      Jaki jest zysk z tego, że mam świadomość swojej ograniczoności w wyborach moralnych?

      - Jeśli uświadamiam sobie, że nie ma takiego mądrego, kto wiedziałby jak żyć i
      postępować, to mam wybór: albo sam siebie zwalniam z wysiłków i przyjmuję
      postawę cyniczną, albo próbuję w swoim wąskim horyzoncie, wyznaczonym przez moje
      osobiste doświadczenie, być najlepszym, jak to możliwe. Ta dobra wola rozświetla
      ów mglisty krąg wokół mnie. Jest ona skarbem, iskrą bożą, którą każdy w sobie
      nosi. Jeśli pozwalamy jej w nas świecić i nie zagasnąć, to znaczy, że w sumie
      robimy dobre rzeczy, nawet jeśli błądzimy. Podkreślał to między innymi Kant. Tu
      akurat miał rację.

      Człowiek, który działa z dobrej woli, zwykle nie szuka wsparcia w kodeksach, nie
      szuka najłatwiejszych dróg. Dobrzy ludzie są silni właśnie swoją dobrą wolą. Są
      świadomi własnej niedoskonałości moralnej i nie mają złudzeń, że staną się
      doskonali i niewinni, gdy będą wiernie słuchać się nakazów i zakazów. Dobroć
      człowieka to dobroć jego woli, wsparta łagodnością usposobienia, wzmocniona
      zaletami charakteru, choć niekoniecznie. Wszak "błogosławieni ubodzy duchem"!

      Ale chętnie wierzymy, że w końcu problemy moralne dadzą się jakoś rozwiązać, a
      my wyjdziemy z nich z nich jako zwycięzcy?

      - Zadufanie w sobie to cena, jaką płacimy za dobrodziejstwo kultury
      liberalno-demokratycznej. Jeszcze trzysta lat temu człowiek miał poczucie, że
      jest gorszy, niż powinien być, i dążył do zmiany siebie w kogoś lepszego. W
      czasach demokratycznych człowiek wychowuje się w przekonaniu, że ludzie nie są
      lepsi i gorsi, że z góry ma zagwarantowaną tę samą równą wartość co wszyscy
      inni. Ten egalitaryzm niepostrzeżenie przechodzi w nihilizm, poczucie, że żadne
      winy i zasługi tak naprawdę ani nikogo nie wywyższają, ani nie degradują. Taka
      postawa deprecjonuje ludzi doskonalszych od nas samych i uniemożliwia nam pracę
      nad sobą mającą na celu nie "wzbogacenie się" takimi czy innymi dobrami
      duchowymi, ale przemianę wewnętrzną w kogoś lepszego niż dotychczas. Egalitaryzm
      działa demoralizująco. A jednak liberalna demokracja oznacza wielki moralny
      postęp ludzkości. Po tysiącach lat pojęliśmy, że złem są przemoc, autorytaryzm,
      zniewolenie, dyskryminacja, a wolność jednostki oraz ugruntowane prawo do
      własnych przekonań i życia po swojemu - dobrem. Nawet fanatycy, jeśli poznali
      życie w wolnym kraju, nie chcieliby zmienić ojczyzny na fanatyczną. A cud
      wolności odkryli przed nami właśnie filozofowie. Johna Stewarta Milla powinniśmy
      czcić tak samo jak Jezusa i Buddę.

      Dlaczego zajął się pan filozofią?

      - Od szóstego roku życia, trochę neurotycznie, oddawałem się rozważaniom i
      ćwiczeniom intelektualnym. Głosiłem, że będę filozofem i profesorem. W wieku 10
      lat zacząłem pisać. Podstawowe idee mojej pracy habilitacyjnej urodziły się, gdy
      miałem 11 lat. Żyję dla filozofii i dlatego nie mam do niej stosunku nabożnego.
      Bo to było tak, jakbym zachwycał się samym sobą.

      Pewnie pan dużo czytał. Co pan znalazł w klasycznych dziełach filozofii?

      - Dla mnie szczytem mądrości są pisma Hegla. Porażają geniuszem niektóre
      fragmenty Arystotelesa, św. Tomasza z Akwinu. Są to rzeczy trudne w lekturze. W
      umownie dość określonym kanonie klasyki filozofii są też jednak dzieła
      łatwiejsze, niemal publicystyczne. Podziwiam nietrudne teksty oświecenia, na
      przykład eseje Hume'a. Podobnie też manifesty liberalne, jak "Poddaństwo kobiet"
      Milla. Każdemu polecam "Obronę Sokratesa" Platona - świadectwo odwagi, jakiej
      wymaga filozofia. Zachęcam też do dialogów św. Augustyna, w których wiara mocuje
      się z rozumem. Młodzi powinni czytać Berkeleya - swój główny traktat, niezwykle
      inteligentny i ważny, napisał jako dwudziestolatek. Czytanie fundamentalnych
      dzieł kultury jest czymś niezwykłym. To przepustka do wykształcenia, awans do
      kultury umysłowej, zdrowy snobizm. Albo wiem, jaką mądrość udało się ludzkości
      osiągnąć, albo nie wiem.

      CDN...
      • diabollo Re: Kto zna numer do Pana Boga?, czyli... 26.01.10, 19:45
        Czy można liczyć na to, że książka filozoficzna wytrąci nas z intelektualnego
        rozleniwienia?

        - Nagroda za studiowanie filozofii jest wspaniała i prawie natychmiastowa. Każda
        przeczytana książka filozoficzna zmienia człowieka, sprawia, że jest trochę
        mądrzejszy. Z roku na rok przybywa mu inteligencji i szacunku i innych. Nie ma
        lepszego interesu niż kształcenie. A kształcenie na książkach filozoficznych to
        najbardziej naturalna droga edukacji. Bo książki filozoficzne to zapis wysiłków,
        jakie ludzkość poczyniła, żeby zdobyć się na mądrość.

        A znajdziemy w książkach filozoficznych ład?

        - Jeśli ktoś szuka ładu, niech idzie do świątyni.

        Filozofia nie porządkuje świata?

        - Nie. Porządkuje tylko w głowie. Namysł filozoficzny sprawia, że lepiej
        wysławiamy zawartość umysłu, czyli pojęcia i ich związki. Filozofia jest żyjącą
        inteligencją, żywym myśleniem, któremu przyświecać powinna dobra wola i
        intelektualna uczciwość. To właśnie jest mądrość, której szukamy.

        * Jan Hartman (ur. w 1967 r.) - filozof, kieruje Zakładem Filozofii i Bioetyki w
        Collegium Medicum na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zajmuje się m.in. etyką,
        bioetyką, filozofią polityki i metafilozofią. Twórca teorii neutrum. Członek
        Zespołu do spraw Etyki w Nauce przy Ministrze Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
        Liberał i demokrata.

        Rozmawiała Aleksandra Klich

        wyborcza.pl/1,76842,7490764,Kto_zna_numer_do_Pana_Boga_.html
      • diabollo Re: Kto zna numer do Pana Boga?, czyli... 27.01.10, 08:14
        grzespelc napisał:

        > No i naczytał się chłop i naczytał, i co mu to dało? Rozpatrywanie trzęsienia
        > ziemi w Haiti w kontekście dobra i zła jest dobre dla dzieci w przedszkolu, a
        > nie dla ludzi myślących.

        Czcigodny Grzespelcu,

        Pozwolę się nie zgodzić z Twoją druzgocącą krytyką pana Hartmanna. Z tym Haiti
        to akurat wyskoczyła pani prowadząca wywiad, no i pan Hartmann musiał się do
        tego jakoś odnieść.

        Niemniej generalnie jak najbardziej dla człowieka myślącego, poszukującego
        "mądrości", czyli filozofa, refleksje nad tym, że skoro jest tak świetnie to
        dlaczego jest tak chujowo, są jak najardziej jakąś podstawą rozważań
        egzystencjalnych.

        Wielu z nas doszło do tego sami, że mit pana B. czy trzymanie się kodeksu
        religijnego niczego nie zmienia.
        Moim zdaniem wręcz przeciwnie - zawęża myślenie. Zakłada klapki na oczy i rozum.

        Jednak spektakularny sukces religii jest też zrozumiały - chodzi o komfort
        psychiczny; ten odwieczny dylemat czy lepiej być wolnym ze wszystkimi tego
        nieprzyjemnymi konsekwencjami czy lepiej być niewolnikiem przynajmniej z ułudą
        poczucia bezpieczeństwa, stabilizacji.
        No i to właśnie jakoś zrozumiałe, że większość ludzi (o ile nie w jakimś sensie
        wszyscy) w większym czy mniejszym stopniu wybiera to drugie.

        Kłaniam się nisko.
        • agnen Re: Kto zna numer do Pana Boga?, czyli... 27.01.10, 11:00
          hmmm trochę to dziwne ale wyjątkowo zgadzam się z Tobą w każdym słowie. Wizja boga jest wygodna psychologiczne wink . Człowiem ma nadzieję że "jeszcze wszystko da się naprawić, ułożyć itp." Mamy czyściej albo następne wcielenie, mamy kierującego boga, więc odpowiedzialność za własne życie się zmniejsza....
                • uffo Re: Kto zna numer do Pana Boga?, czyli... 16.02.10, 18:26
                  idea Boga byc moze i jest komfortem psychicznym,dla wielu, ale nie
                  koniecznie ucieczka od brania na siebie calkowitego ciezaru
                  istnienia, przynajmniej nie dla uczciwie poszukujacych tzw. prawdy.
                  Zreszta co innego patrzec na to z punktu witalnosci mlodzienczej, co
                  innego w kontekscie doswiadczonych juz strat, umarlych bliskich
                  osob, ciezkich doswiadczen, ran, klesk, etc. Wowczas rzeczywistosc
                  smierci i osobiste cierpienie moga prowadzic do glebszego
                  postrzegania rzeczywistosci, ktorej aspekt przemijalny stal sie
                  czyms wiecej niz tylko filozoficzna ewentualnoscia, i wcale nie musi
                  byc zadnym komfortem psychicznym, lecz wlasnie oswieceniem,
                  odkryciem brakujacej cegielki w strukturze swiata (za ktora placi
                  sie nie bagatelka, czysta refleksja, lecz wlasnie osobistym
                  cierpieniem), odkryciem, ktorym i tak nie mozna dzielic sie z tymi,
                  ktorzy stoja calym swoim istnieniem jeszcze po stronie
                  przemijalnosci. Premijalna i niedoskonala natura swiata juz swiadczy
                  o jego iluzorycznosci, wiec jak mozna oczekiwac jego pelna
                  akceptacje jako jedynie rzeczywista? Tym bardziej ze niektorym dane
                  sa wizje, wglady pozazmyslowe, no i jest dzialanie tworcze, ktore
                  jest rowniez procesem nie tylko zmyslowym. Oczywiscie pod wplywem
                  cierpien i zla, mozna popadac w rozne stany, reakcje. Moze to byc
                  np. calkowity opor naturze zycia, gorycz, wyparcie sie, cynizm,
                  ironia, ktore moga byc zreszta tylko fazami trawienia utraty
                  posiadania zycia....Wszystko to razem mozna doswiadcac jednoczesnie.
                  Kto wie, kto wie...jak bardzo jest to alchemiczny proces, azeby
                  urodzic cos szlachetnego z tak wielu nieszlachetnosci? wink Niemniej
                  z psychologicznego punktu widzenia, adaptacja jest tutaj glownym
                  czynnikiem. A kazdy adoptuje sie troche inaczej.

                  Jezus nie przypadkiem byl Przyjacielem Grzesznikow, czarnych
                  owieczek. Ja tam wyznaje zasade iz lepiej troszke nagrzeszyc co
                  dzien, niz tlumic zlo latami, trzymajac sie starotestamentowego
                  Dekalogu (odrzuconego wszak przez Jezusa), a potem wybuchac
                  niekontrolowana orgia....zla, lub pozwolic by cale to uzewnetrzniane
                  dobro przesiakniete bylo jadem podswiadomej msciwosci za niemoznosc
                  bycia soba (jak to bywa z roznymi nawiedzonymi religijnie czytaczami
                  Pism Swietych lub kaplanami lub zaslepionymi baranami). Mozna sie
                  naczytac, ale przychodzi zycie, i predzej czy pozniej trzeba objawic
                  swoja nature, azeby stanac po tej stronie barykady, do ktorej nalezy
                  sie swoja prawdziwa natura (albo zimna albo goraca), a nie udawac.
                  Zreszta jesliby sprobowac dokonac wiwisekcji zla, lub jego, ze tak
                  powiem, deseakralizacji, to wlasciwie moznaby powiedziec iz
                  reprezentuje ono dwa sprzeczne bieguny, ucielesnienie energii zycia,
                  namietnosci, spontanicznosci niekontrolowanej przez racjonalnosc, i
                  odwrotna do tego, nadmierna racjonalizacje, wyzbyta calkowicie
                  emocji, czysta kalkulacje, wyrachowanie. Obie te skrajnosci
                  motywowane sa przez ego, ktore jest tutaj motorem dzialania.Jak
                  zwykle, synteza obu, czy tez osiagniecie Drogi Srodka (niekoniecznie
                  Zlo Tego) wydaje sie tutaj jakims optiumum umozliwiajacym wyjscie
                  poza siebie, poza czysta zmyslowosc, i poza czysty intelekt, poza
                  ego, w strone jazni. Niemniej czlowiek jest i dobrem i zlem. To co
                  przewaza szale w podejmowaniu decyzji, byc moze jest koniecznoscia
                  rozwojowa danej osoby. Byc moze kazdy z nas byl lub bedzie kiedys
                  tyranem i swietym, wraz ze wszystkimi innymi opcjami pomiedzy tymi
                  skrajnosciami. I nie trzeba wierzyc w reinkarnacje azeby doznac
                  psychicznego komfortu takiej mozliwosci. Wystarczy genetyka. Cala
                  struktura atomowa czlowieka wymienia sie, co pare late, dlaczego nie
                  mialoby byc prawda to co mowi poeta, iz czlowiek, poszukujacy
                  prawdy, musi doswiadczyc calego wszechswiata, azeby moc roozwijac,
                  doskonalic swoje czlowieczenstwo? Przeciez czlowiek nie rodzi sie
                  gotowym czlowiekiem? Pomimo tego iz rodzi sie... czlowiekiem wink
    • marcinlet Re: Kto zna numer do Pana Boga?, czyli... 14.08.10, 13:44
      diabollo napisał:

      > Prof. Jan Hartman: Filozofowie od zawsze zadają sobie pytanie, skąd jest zło,

      Zło to Realne, a wszystkie próby jego wyjaśnienia to chęć opisania go w
      kategoriach Symbolicznego. Jednak żadna teoria nie jest zadowalająca bo
      najzwyczajniej świecie problem istnienia zła jest czymś co nas przerasta.
    • tygrysgreen Re: Kto zna numer do Pana Boga?, czyli... 14.08.10, 16:12
      zło jest czymś co się zdarza. jakakolwiek próba jego racjonalizacji i szukania
      sensu jest obrazą dla tych, którym się przydarzyło.

      > - Dobrego człowieka stać na przeciwstawienie się złu, nawet w >najgorszych
      okolicznościach, przez to, że podejmuje jakieś ryzyko >lub przynajmniej odpowie
      na zło odruchem dobroci. Gest odwagi lub >gest dobroci jest minimum, które
      prawie zawsze jest możliwe.

      dokładnie tyle i aż tyle możemy z tym zrobić.
      • uffo Re: Kto zna numer do Pana Boga?, czyli... 14.08.10, 19:48
        Pozwole sobie nie zgodzic sie z wypowiedzia tgrysgreen. Zlo ma
        bardzo duzo do czynienia z wolna wola, poniewaz wszystko na tym
        swiecie uzaleznione jest od oscylowania miedzy parami przeciwienstw.
        A miedzy zlem a dobrem rodzi sie wlasnie wolny wybor.
        Odnosze tez wrazenie ze Kosciol absolutyzujac dobro, i nature Boga
        samego, do wymiaru Absolutnego Dobro-Bytu, czyli pozbawiajac Zla
        aspektu Boskiego, i gloryfikujac Dekalog (czyli posluszenstwo wobec
        nakazow/zakazow, w imie czystego Dobra), zniweczyl wlasnie aktywna
        wewnetrzna wolnosc i odpowiedzialnosc czlowieka, jak tez spowodowal
        narastanie nieuswiadomionych, agresywno-depresyjnie-histerycznych
        reakcji. Natomiast kiedy przyjmuje sie rownorzednosc dobra i zla
        jako realnych aspektow zycia, natury ludzkiej i boskiej, to wowczas,
        poprzez doswiadczanie tych przeciwienstw, zawsze jest obecna ta
        wewnetrzna mozliwosc dokonania indywidualnego wyboru,
        zmagania,przezwyciezania siebie, jak tez ewentualnosc wybaczania, i
        w konsekwencji pelna, aktywna odpowiedzialnosc osobista za wlasne
        czyny, jak tez bezustannie rozwijajaca sie relacja miedzy tym
        coboskie a ludzkie, wewnatrz osoby. Moze tez nastapic stoczenie sie
        w zlo, ale, wiadomo, lepiej byc zimnym lub goracym, niz zyc w
        hipokryzji spelniania samych dobrych uczynkow. Prawdziwy postep i
        zmiana dokonuja sie poprzez ujawnianie swoich prawdziwych natur, i
        przyjmowanie pozycji zgodnej z naszymi przekonananiami i pasja,
        czyli staranie sie bycia soba, a nie poprzez trwanie w hipokryzji
        dobra, czyli pasywne posluszne spelnianie Dekalogu (ktory przeciez
        Jezus zlikwidowal Nowym przykazaniem Bycia Soba, czyli podazaniem za
        glosem serca). Blad ten zostal poprawiony dopiero przez Jakuba
        Bohemego, ktory stwierdzil w jednym ze swoich pism, iz Diabel (czyli
        Zlo) byl pierworodnym synem Boga. Dzieki czemu czlowiek sam nie
        musial juz zyc z tym absolutnym pietnem i poczuciem bycia skazanym
        na zlo i nicosc wlasnej natury i wlasnych wyborow od ktorych ratowac
        go mialo bezrefleksyjne posluszenstwo wzgledem Dekalogu.
        Sam odczuwalem taki proces niejednokrotnie, kiedy musialem dokonac
        moralnego wyboru miedzy napierajacym zlem i dobrem, jako osobista
        odpowiedzialnosc za....istnienie Boga, bedac kuszonym wewnetrznie
        przez nadarzajaca sie okazje do popelnienia czynu niemoralnego.
        Czasem jest to pelne zwyciestwo, czasem upadek. Niemniej rezygnowac
        nie mozna. Tylko wowczas objawia sie prawdziwa natura czlowieka,
        przyjmujac ze jest on trzezwy, wzglednie zdrowy na umysle i w miare
        dojrzaly emocjonalnie.

        tygrysgreen napisała:

        > >Albo że zło, którego źródłem
        > > jest grzeszność człowieka, jest ceną za wolność.
        >
        > to jest największe kłamstwo chrześcijaństwa. zło nie ma nic
        wspólnego z wolna
        > wolą, wręcz przeciwnie, niszczy tę wolność.
    • grzespelc Def. zła by Grzespelc 14.08.10, 23:38
      Skoro wznowiono wątek, to pozwalam sobie rzucić taką definicję zła:

      Zło to stan psychiczny polegający na niezgodzie na rzeczywistość.

      A jako taki obiektywnie nie istnieje.

      Jak się podoba?
      • tygrysgreen Re: Def. zła by Grzespelc 16.08.10, 22:45
        nie podoba mi się.
        czy z tego wynika, że zgoda na rzeczywistość wystarczy żeby było cacy?
        a co powiesz o 3-latku ciężko bitym i głodzonym przez własnych rodziców? to jest
        złe czy dobre? dzieciak zgadza się na taką rzeczywistość bo zwyczajnie innej nie
        zna.
      • diabollo Re: Def. zła by Grzespelc 17.08.10, 23:28
        grzespelc napisał:

        > Skoro wznowiono wątek, to pozwalam sobie rzucić taką definicję zła:
        >
        > Zło to stan psychiczny polegający na niezgodzie na rzeczywistość.
        >
        > A jako taki obiektywnie nie istnieje.
        >
        > Jak się podoba?

        Czcigodny Grzespelcu,

        Fajna definicja. Zakładająca, że ludzie są w sumie kul, i dobrzy, tylko czasami
        odklejają się od rzeczywistości i stąd się bierze całe Zło.

        Banalie zacznę, że odklejanie się ludzi od rzeczywistości ma wiele
        skomplikowanych przyczyn.
        I dobrzy ludzie też czasami "lewitują". Rzeczywistość jest często zakurwiaście
        trudna, więc ludzie szukają od niej ucieczki, co nie oznacza, że wtedy stają się
        źli.

        Moim zdaniem, źli stają się wtedy, kiedy w tej potwornej walce z rzeczywistością
        wybierają kurs nie tylko na uczieczkę od owej rzeczywistości, ale jeszcze na
        zajebanie wroga, który jest winny bólu istnienia. Problemy zaczynają się wtedy,
        kiedy problemy psychologiczne zamieniają się w socjologiczne...

        Etyka, nauka o wartościach, jak każda filozofia zadaje pytania, choć nie daje
        odpowiedzi.
        Odpowiedzieć chyba musi każdy sobie.

        Kłaniam się nisko.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka