diabollo
13.04.10, 17:50
... pan Mościcki:
www.krytykapolityczna.pl/Serwis-teatralny/Moscicki-Melancholia-narodowa/menu-id-305.html
Melancholia narodowa
Paweł Mościcki
Czas narodowej żałoby daje gorzką satysfakcję, że są jeszcze – bardzo rzadkie
wprawdzie – momenty, w których na falach ogólnopolskich rozgłośni radiowych
można usłyszeć muzykę poważną a rozrywkowe kanały telewizji (czyli prawie
wszystkie) nagle zaczynają nadawać programy społeczne. Chciałbym zapytać
retorycznie: czy oznacza to, że codzienna ramówka nie jest w stanie unieść
ciężaru tego doświadczenia? Czy przyznajecie się tym samym, drodzy
inżynierowie dusz, że wbrew swoim nieustannym deklaracjom nie tworzycie na co
dzień żadnych istotnych więzi z odbiorcami?
Niestety instytucje kultury zostały ryczałtem potraktowane tak samo – a nawet
gorzej – niż stacje transmitujące kolorowe jarmarki. O ile w przypadku radio
wystarczy niewielka zmiana ramówki, aby zmieścić się w formule żałoby, o tyle
muzea, galerie i teatry trzeba zamknąć na cztery spusty. Albo – jak proponuje
Joanna Szczepkowska, na co dzień zwolenniczka tezy, że teatry są przede
wszystkim od grania spektakli – zamienić w świątynie skupienia. Innymi słowy
władze państwowe, które odpowiadają za sposób organizowania żałoby narodowej
przekazały ludziom kultury komunikat, że ich praca warta jest mniej więcej
tyle, co Kabaret Jedynki.
Antropolodzy zwykle traktują kulturę jako zespół praktyk pozwalających wyrażać
i kształtować zbiorowe emocje, poddawać refleksji różne znaczenia naszego
życia. Niestety po katastrofie samolotu prezydenckiego i śmierci wielu ważnych
urzędników państwowych zablokowano ten kanał odbywania żałoby.
Nie jest jednak prawdą, że w tym szczególnym czasie wszyscy wstrzymują oddech
i zawieszają swoją normalną działalność. Dwa obszary pozostały nietknięte
przez żałobne zakazy: kościoły i telewizyjne kanały informacyjne.
Społeczeństwo ma możliwość przeżywania bólu tylko i wyłącznie na dwa sposoby.
Można modlić się w kościele za dusze zmarłych i można w telewizji oglądać
odrobinę bardziej ludzkie odruchy polityków. Wykład w galerii, spektakl
teatralny czy koncert muzyki poważnej stanowią obrazę dla pamięci zmarłych.
Płakanie posłów przed kamerą czy kazanie abp Michalika, który ani na chwilę
nie zapomniał, czym jest uprawianie polityki, już nie. Nie jest prawdą, że w
obliczu wstrząsu jakim była tragedia w Smoleńsku znikają stosunki siły. Wręcz
przeciwnie – tym bardziej wyraźnie widać jej główne ośrodki. One nie muszą
poddawać się żadnym obostrzeniom. Albo więc zamknijmy na tydzień wszystkie
instytucje albo pozwólmy wszystkim decydować na własną rękę jak wyglądać
będzie ich żałoba. Czy mają ochotę przeżyć ją w kościele, w teatrze, na
koncercie czy w parku.
Nie chcę nikogo o nic oskarżać, nie próbuję też podważać konieczności odbycia
żałoby narodowej. Moja teza jest natomiast inna: żadnej żałoby nie ma. Praca
żałoby polega na wysiłku łączenia doświadczenia utraty z toczącym się dalej
życiem, przepracowywaniem bólu i żalu poprzez dzielenie się z innymi swoimi
emocjami, przeżyciami, refleksjami. Polskie społeczeństwo okradziono z wielu
przestrzeni takiej wymiany każąc słuchać tylko tych, którzy mają najwięcej
wpływów i podporządkować się ich wizji tego wydarzenia. Kto nie wierzy w Boga,
a telewizję i jej familiarność z klasą polityczną traktuje podejrzliwie, jest
skazany na milczenie albo na jałową kontestację. Może pogrążyć się w
samotności albo obrażać resztę swoim nieprzystosowaniem.
Boję się, że polskie społeczeństwo zamiast bolesnego procesu reparacji funduje
sobie kolejny melancholijny wstrząs. Pozbawiając się różnych dostępnych
sposobów przeżywania żałoby, skazujemy się właśnie na kolejne wcielenia
melancholii. Głosy kojarzące wypadek samolotowy z masakrą w Katyniu zdają się
to potwierdzać. Podobnie jak szybka gloryfikacja polityka, który miał
największy elektorat negatywny w tym kraju od lat. Zamiast godzić się powoli z
rzeczywistością mamy chwilowy stan wyjątkowy, po którym wszystko wróci do
normy. Sama katastrofa stanie się kolejną niezagojoną raną, której będzie
można używać, grając zbiorowymi emocjami. Ale jeśli nie mamy w sobie teraz
gotowości, by pozwolić obywatelom decydować jak chcą przeżywać żałobę, trudno
oczekiwać, że doprowadzi ona do jakiegokolwiek odrodzenia.