Dodaj do ulubionych

Szara masa + rozum

13.10.10, 12:20
Usłyszałem w telewizorni niedawno utyskiwania, że Europa upadek komunizmu w swej wschodniej części wiąże z upoadkiem muru berlińskiego, a nie NASZEJ "Solidarności", której już do końca świata należałoby stawiać pomniki i czcią świętą obdarzać. A mnie jest to obojetne.Ja nie potrzebuję podleczenia swoich kompleksów wzniosłymi czynami przodków, bo ich nie mam i chcę żyć dniem dzisiejszym. Usłyszałem także, że ci wredni zachodni europejczycy mówią o Solidarnosci jako o... uwaga, bo to istiotne... przymierzu robotników i inteligencji. Czy jedni albo drudzy byliby w stanie uzyskać to, co się wtedy udało tej całości?

Robotnicy lub ogólniej ci, dla których to było bardzo istotne, zareagowali latem 1980 na pogarszanie się warunków bytowych, a nie na "komunizm" jako system.

Ale co z tego wynika? Może tyle, ze szara masa bez mózgu, a i mózg bez poparcia bezwładnej masy, nic pożytecznego sami nie są w stanie zdziałać.

Dziś mamy bardzo podobną sytuację. Polska jest pod rządami systemu, uprzywilejowanej nad miarę, bezkarnej wobec prawa, aroganckiej w zachowanu kasty rządzącej nami i naszą moralnością. Jak można by doprowadzić do upadku tego systemu totalitarnego rządzenia nami?

Potrzebna jest masa i rozum. Masa znajdzie się wtedy, gdy odpowiednio duża część społeczeństwa zechce zmienić to co jest, bo w swoim prymitywizmie postrzegania masowego w końcu zaczęła to zauważać. Tej masy musi być dużo. Ile? Nie wiem, ale widzę, że wciąż chyba jest jej trochę zbyt mało.

Ale co z rozumem, z tym odpowiednikiem inteligencji polskiej, która kiedyś sprzymierzyła się solidarnie z masą i ją poprowadziła do zmian? Kim jest i czy będzie chciała ruszyć tyłek z wygodnych foteli? Kogo brakuje Palikotowi?... bo przecież nie on jest najważniejszy. On jest tylko inicjatorem reakcji, a może trochę jej katalizatorem.

Żeby reakcja przebiegała z zadowalającym skutkiem końcowym muszą być spełnione minimalne warunki jej przebiegu. Kto się zna co nieco na chemii (lub fizyce), temu nie muszę tego przybliżać. Gdzie jest mózg tej, tak wyczekiwanej przez mnie reakcji? Kto nim będzie?
Obserwuj wątek
    • grgkh Korekta... 13.10.10, 12:25
      Nacisnąłem "publikuj" przed korektą i parę zdań wyszło trochę nie tak jak sobie zaplanowałem. Czytajcie starając się domyślić, o co mi chodziło. Przepraszam za kłopot.

      Powinno być:

      Usłyszałem w telewizorni niedawno utyskiwania, że Europa upadek komunizmu w swej wschodniej części wiąże z upadkiem muru berlińskiego, a nie NASZĄ "Solidarnością"...

      Itd..
      • oby.watel Kolebka i szambo 14.10.10, 08:36
        Poniekąd nie ma znaczenia przyczyna, liczy się skutek. Ale... Niemcy ze zburzenia muru zrobili widowisko (po polsku: szoł), a sam mur podzielili na relikwie i sprzedali. Zorganizowali koncert pod tytułem "The Wall" na którym wystąpiły gwiazdy, który nagrany na płyty CD i DVD kojarzy się z upadkiem muru berlińskiego, czyli z upadkiem komuny.

        My swoje zwycięstwo zamieniliśmy w cyrk, który można by jedynie uwiecznić widowiskiem pod tytułem "Ship of Fools". Najpierw uhonorowaliśmy naszego bohatera prezydenturą, a potem zaczęliśmy swój, jakże polski i katolicki taniec. Zamiast z kolebki Solidarności zrobić muzeum tak skutecznie ją "ratowaliśmy" z przewielebnym Rydzykiem na czele, że śladu po niej nie zostało.

        Z kolei pozwoliliśmy postponować, umniejszać dorobek bohaterów tamtych wydarzeń. Nie reagowaliśmy gdy dwaj mali durnie palili kukły Wałęsy, nie reagowaliśmy i nie reagujemy, gdy wieszają psy na naszym bohaterze narodowym wyciągając Mu nawet... sikanie do kropielnicy. Kto uwierzy, że komunizm obalił Kaczyński z bratem? Kto zrozumie, że powód do dumy u nas to powód do kłótni?

        Znamienne jest, że z taką pompą celebrujemy wszelkie klęski, pogromy, mordy i rzezie, a każdy sukces czy zwycięstwo tak długo obtańcowujemy, umniejszamy jego znaczenie, niszczymy jego bohaterów, aż uda się doprowadzić do jakiejś tragedii, którą dałoby się normalnie czcić.

        Mur Berliński runął? Jest symbolem obalenia komunizmu choć miał miejsce pół roku po naszym sukcesie? I co z tego? Kto u nas urządza uroczystości? Kto nie zaprasza na nie nikogo, poza kilkoma kolesiami-działaczami pośledniego sortu, którzy w tamtych wydarzeniach odegrali rolę marginalną, ale w ogóle nie mieli z nimi żadnego związku? Kto na świecie taki cyrk potraktuje poważnie? Kto zrozumie, dlaczego poniżamy człowieka, który dla całego świata jest bohaterem i wzorem, noblistę, których nie mamy zdaje się zbyt wielu? Kto zrozumie dlaczego bohaterów topimy w błocie, a - żeby nie użyć cisnących się na usta wyrazów - miernotę, który nie tylko dla kraju nic nie zrobił, ale wręcz go na każdym kroku ośmieszał, podrzucamy z pompą i przepychem królom i bohaterom? Nawet Pan nie mógł się z tym pogodzić i aż cztery razy próbował spławić drób spoczywający na nieswoim miejscu...
        • grgkh Re: Kolebka i szambo 14.10.10, 22:29
          Jeśli chodzi o Wałęsę, to nie traktowałem go nigdy jak bożyszcze. Ma swoje, ogromne zasługi. To charyzmatyczny przywódca, który znalazł się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu. Trudno mi sobie wyobrazić kto mógłby go zastąpić. Ale to gdybanie. Nie lubię tego robić. Świat ma tylko jeden wariant historii, a to, co się zdarzyło jest - DLA MNIE! - już tylko materiałem do poznawania reguł działania świata.

          Może jestem dziwny, nie wiem, ale... Nikogo nie będę czcił, ani szanował, bo mu się to należy za jakieś zasługi. Szacunek należy się każdej istocie żywej, a nie wybrańcom, choćby geniuszom. Okazuję go nie padaniem na kolana, ale przyjmowaniem tego co zrobili lub tego co wymyślili jako prawdę dla siebie, jako wzór postępowania.

          Choćby nie wiem jak opluwano Wałęsę, mam o nim zdanie dobre za jego dokonania i nie obchodzi mnie czy sikał do kropielnicy. Umiem te sprawy od siebie oddzielić. Dzięki temu nie poddaję się manipulacjom, które korzystają z insynuacji.

          Obalenie komunizmu jest dla mnie wyłącznie jednym z ekstremów na sinusoidzie dziejów ludzkości. Jest faktem. Kiedyś to się MUSIAŁO stać. I nie obalił go sam Wałęsa, ani JP2, ani ci, co zaczęli rozbierać mur berliński. I nie myśl, że nie znam czasów sprzed 1980 roku, żyję wystarczająco długo, by pamiętać dobrze jak było niedługo po wojnie. Wiele widziałem, ale przeszłością nie wolno się karmić i obecne tkwienie w polskiej martyrologii wkurza mnie. Wierzę w swoje siły, w potęgę myślenia i chcę lepszej przyszłości, a tą trzeba wymyślać, planować, a nie leczyć sobie kompleksy, bo kiedyś mnie lub kogoś z moich bliskich krzywdzono.

          Ale to miało być wprowadzenie do tematu.

          Tematem natomiast jest pytanie, czy my, jako społeczeństwo, posiadamy tyle mądrości i odwagi, by mogły one poprowadzić szarą masę ku nadziei na lepsze jutro? Czy może jest to niemożliwe i będziemy się kręcili w kółko marnując kolejne szansy?

          I tu jest zbieżność z innym pytaniem, które Ci zadałem w sąsiednim wątku. Tam pytałem czy masz jakąś receptę, ale może powinienem był zapytać czy TY widzisz szansę na to, że taka recepta w ogóle istnieje?
          • grgkh Przeszłość i przyszłość 14.10.10, 22:52
            Można w niej utkwić i tak zostać, stać się jej zakładnikiem.
            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8489528,_Moje_miejsce_jest_dzis_przy_rodzicach___nie_w_Smolensku.html
            Na pytanie, czy czas nie leczy ran, odparła: "Nie. W tym wypadku nie". Powiedziała też, że nie pojechała do Smoleńska, bo uważała, że powinna złożyć wizytę na grobie pary prezydenckiej.

            Nie wiem, co to znaczy "w tym wypadku", bo różnie można to interpretować, ale najgorszy, wyborem byłoby dla niej żyć dla przeszłości, a nie przyszłości. I dla świata, który ją otacza także.
            • uffo Re: Przeszłość i przyszłość 15.10.10, 01:43

              powtorze sie nieco z....przeszlosci.....

              Terazniejszosc jest konsekwencja przeszlosci od jakosci strawienia ktorej zalezy jakosc przyszlosci. Zalezy to tez oczywiscie od jakosci systemu trawiennego, ilosci napychanych i odkladanych trucizn, falszu-tluszczu, obludy, iluzji, mozliwosci oczyszczania, czyli rzetelnej woli regeneracji, a nawet...zmiany diety...historycznej, skoro watrobka przeciazona tymi metalami ciezkimi. Bowiem historie tworza ludzie, ktorzy zawsze maja mniejsza lub wieksza mozliwosc wolnego wyboru, ktory pozniej zapisuje sie jako konkretny czyn, i jego konsekwencje. A w dzisiejszych, wolnych, demokratycznych czasach trzeba skupic sie na maksymalnie uczciwym trawieniu przeszlosci, a nie po lebkach, pozorami, na latwizne, lub byleby zatkac dziure, oby nie czuc glodu, czuc sie sytym, etc. Warunki wolnego rynku, maja w tym kontekscie dostarczac spoleczenstwu maksymalnej ilosci rzetelnej, obiektywnej informacji do umyslowego strawienia, azeby podniesc poziom swiadomosci spolecznej, czyli w konsekwencji, nie dochodzic do blednego kola roznych powtorek z rozrywki. Niestety, uwazam ze maksymalizacja komercjalizacji, uniemozliwila temu procesowi na naturalna ewolucje. I bezposrednio wcale nie jest to powiazane z grzechami instytucji religijnej, choc oczywiscie posrednio jest (Coz nie jest?). Niemniej ten aspekt maksymalizacji tzw. postawy czysto materialistyczno zyskowej jedynie odzwierciedla dokonane w przeszlosci decyzje samego spoleczenstwa, ktorych najlepszym przykladem niech tutaj beda pierwsze wybory prezydenckie. Walesa, Mazowiecki, Tyminski. Metaforycznie rzecz ujmujac, zachowujac podana kolejnosc: Religijno(instytucjnalnie)-nacjonalistyczna plytka intelktualnie wrazliwosc (elektrycznie elektryzujaca masy), secundo, pierwotny kapitalizm zamordystyczny i samolubny, w formie dorobiekwiczostwa cudzym kosztem, i na koncu idealizm intelektualno-tworczy. Mowiac oglednie i skrotowo. Wiadomo kogo spoleczenstwo odrzucilo na poczatku, Mazowiecki. Ostal sie zasluzony prywmityw nacjonalistyczno-religijny z Matka Boska w Klapie i noga podawana znienawidzonemu oponentowi, eks-opresorowi (ciagle w stanie niestrawnosci, czkawki, rzygowin i urazow zaprzeszlych), a po drugiej stronie ludek wybral pajaka z Kanady, ktory sie dorobil miionow, i stal sie obietnica spelnienia Raju na Ziemi, przy jak najmniejszym wysilku umyslowo-duxchowym, i bez zadnych samoposwiecen. Tym oto sposobem spoleczenstwo po uzyskaniu wolnosci samo sobie zalozylo stryczek na szyje i sprzedalo swa niemowleca duszyczke za trzydziesci talarkow. A teraz mam tego konsekwencje, ktore jesli sie dobrze nie strawi,powtorza sie tym samym ciezko-strawnym odmrazanym i odsmazanym daniem. plus waleniem zapijaczonymi ryjami w cudowne wislanskie koryto. Smacznego.
              • pasior76 Poetycko napisane,świetny tekst n/t 15.10.10, 02:42
              • grgkh Re: Przeszłość i przyszłość 15.10.10, 13:25
                Bardzo dobrze. smile

                Społeczeństwo odrzuciło mądrość, bo w jako całość składa się głównie z tej szarej masy, podatnej na chwilowe emocje (populizm). Ale to jest norma. Tak jest wszędzie. Tak było zawsze na świecie i nigdy nie będzie inaczej.

                Czy to zauważasz?

                A my w "naszych planach dla spłezeństwa" na przyszłość MUSIMY to brać pod uwagę. I nie wolno nam, się załamać, bo jest źle. Nie jest źle. Jest normalnie, uffo.

                O przyszłości zadecyduje suma tej mikro-mądrości szarej masy oraz spryt i aktywność tych, którzy mogliby się stać mózgami wiodącymi ją ku lepszemu. Nie wystarczy być mądrym wodzem, trzeba być jeszcze odrobinę charyzmatycznym, trochę populistycznym wink i uwodzić szarość.

                A tak na dłuższą metę to bardzo ważny jest ogólny poziom edukacji i "rozjaśniania" szarości masy. Uważam, że PRL zrobił tu naprawdę dobrą robotę. Uczynił Polaków biednymi ekonomicznie, ale bogatymi intelektualnie. Gdy nadszedł czas na zmiany, pojawili się ludzie mądrzy, którym zaufano i którzy zrobili w szybkim czasie naprawdę dużo. Nie idealnie, ale droga, którą przeszliśmy od lat 80. i 90. do dziś to skok przez otchłań, którą widzieliśmy jako dzielącą nas od reszty cywilizowanego technologicznie świata. Nie da się wszystkim dać po równo, bo wtedy wszyscy będą mieli gówno, a i tak znajdą się cwaniacy, którzy na boku ukradną coś dla siebie i będą żyli lepiej.

                Ale zaniedbaliśmy coś bardzo ważnego - o potędze stada ludzkiego decyduje jego mądrość. Trzeba wytężyć wszystkie siły, by
                1) dawać prawdziwą wiedzę wszystkim - będą wtedy zanikały wyspy biedoty, bo mądrzy się lepiej i sprawiedliwiej dzielą wypracowanym zyskiem
                2) kształcić elity, którym można będzie bez obaw oddawać stery rządów.

                Ta edukacja to podstawa istnienia. Gdy jej zaczyna brakować, to dopiero po dłuższym czasie, gdy już jest za późno na naprawę błędu, gdy już widzimy jego skutki. wtedy zastanawiamy się co teraz można zrobić. Teraz, to już tylko popracować, by nasi potomkowie mieli lepiej. I pogodzić się z tym, że jeśli nie umieliśmy o siebie dbać, to mamy to, na co sobie zasłużyliśmy.

                Nie szukam winy u nikogo. Nie chcę nikogo karać za zaniedbania. Przeszłość ma stanowić dla nas naukę. Nie przedmiot czci i wynoszenia na pomniki męczenników, którzy bez sensu tracili swe życie w walce wręcz zamiast pracować mózgami nad organizowaniem teraźniejszości. Przeszłość to eksperyment, w którym królikami doświadczalnymi byliśmy my sami. Nie marnujmy szansy naszych potomków na lepszą ich teraźniejszość. Weźmy się do roboty. EDUKUJMY! I walczmy o prawdę, wiedzę, wątpienie w dogmaty itp.
                • uffo Re: Przeszłość i przyszłość 15.10.10, 15:00
                  uderzyles w nutke idealizmu, drogi grgkh. Ale masa to abstrakcyjny wytwor pojedynczego ludzkiego umyslu. Nie ma masy ktora nie skladalaby sie z jednostek. A kiedy masa zamienia sie w spoleczenstwo, wspolnote ludzka? Edukowac mozna,to szczytne zadanie, ale odpowiedzialnosc wzgledem samego siebie, szacunek dla wlasnego czlowieczenstwa to nie tylko kwestia wdrazania edukacji z zewnatrz, lecz obowiazek samego czlowieka wobec siebie. A wiadomo, nie kazdego na to stac, nie kazdy moze i chce. Zreszta sama edukacja, tak jak sam Dekalog, nie jest gwarantem uzyskania pozadanego efektu, madrosci. Wiedze trzeba bezustannie rozwijac. Szkoly ucza powierzchownie. Nawet ukonczenie studiow nie gwarantuje tzw. madrosci, ani tego ze czlowiek taki bedzie kontynuowal swoja edukacje poprzez samoedukacje. Tym bardziej iz edukacja podstawowa raczej nie opiera sie na odkrywaniu tego co jest naturalna pasja, sklonnosciami poszczegolnego dziecka, lecz na dostarczaniu suchej powierzchownej informacji, podlegajacej zapamietaniu, wyrecytowaniu i ocenie. A tu sie kryja rozne mozliwosci naduzyc, wiadomo. Obecny sposob podawanej informacji wplywa, jak podejrzewam, na bierne jej przyswajanie. Przeladowanie matrialem pamieciowym z kolei uniemozliwia samodzielne myslenie, natomiast napycha pycha posiadanej wiedzy i zycia wedlug ustalonych norm i regulek, w ktorym nie ma miejsca na tworcze, samodzielne dzialanie i zycie rzeczywista pasja zawodowa czy intelektualna. Faktycznie, madrosc to takie polaczenie teorii z praktyka, intelektu z masa, a tu wychodza ze szkol napuszone barany, zadne podkreslania swojej wyzszosci nad drugimi, szcvzegolnie niewyedukowanymi. Slynna w Polsce mania tytulow magistrsko-doktorskich, statystyk i urzedniczych naduzyc paragrafami i regulkami. Z drugiej strony tzw. masa ktora nie przedarla sie przez istniejacy system edukacyjny, czesto, jak mniemam, nie potrafila zmiazdzyc swoich emocji, azeby podolac wymaganiom systemu. To przeciez jest potencjal czekajacy na podniesienie z bagna, poprzez reforme systemu edukacyjnego, bardziej otwartego na owe naturalne, emocjonalne sklonnosci i pasje tej czesci spoleczenstwa, ktora nie potrafi ich sie pozbyc poprzez intelektualne dopasowanie do systemu, wiec woli lub musi zyc na nizinach lub frustracjami i zdegenerowanym odreagowywaniem.
                  Peczniejaca frustracja. W masie i w szarych komorkach.
                  Przeszlosc jest chwalebna, choc faktycznie lubie ja czcic w terazniejszosci, ktora z przeszlosci wlasnie wynika i promieniuje w przyszlosc. Niemniej postulowalbym, i zgadzam sie pod tym wzgledum z Jungiem, edukacje, w pewnym sensie przymusowa przez wiekszosc zycia ludzkiego, a nie tylko wtedy kiedy teoretycznie wydaje sie ze mozg jest najbardziej chlonny, w dziecinstwie i mlodosci. Nie tylko poprawiloby to jakosc spoleczenstwa, ale rowniez jakosc okresu dojrzalego, a nawet byc moze starosci. Moze byloby mniej mocherkow? Niemniej sama edukacja, jak mowie, musialaby byc bardziej elastyczna w samej ocenie tej nabywanej wiedzy, czyli nie skierowana na oceny i wzajemna rywalizacje, lecz wlasnie na kontynuacje wewnetrznego procesu uczenia sie w ciagu zycia jednostki, i odkrywaniu swoichpasji, ktore moznaby rozwijac w zycie zawodowe.
                  Oczywiscie drugim istotnym elementem jest komercjalizacja kultury, ktora jak uwazam, zabija jej jakosc. To ze PRL mial swoje pozytywy a nie tylko czarne strony, wiemy dopiero dzisiaj, z pewnej perspektywy i porownania z tym co dzieje sie teraz. I dobrze. To swiadczy o tym iz wlasciwe strawienie przeszlosci zalezy rowniez od spojrzenia w jej glab z dzisiejszej, terazniejszej perspektywy. Nie mowie o skupieniu sie na przeszlosci po to zeby ja celebrowac, lecz zeby ja lepiej pojac, opisac i rozlozyc na czynniki pierwsze. Niechaj staje sie czescia krwioobiegu, a nie zalega jako niestrawiona trucizna.
                  • pasior76 Re: Przeszłość i przyszłość 15.10.10, 15:58
                    Bardzo mądrze piszesz, szkoda,że nikt nikogo nie uczy kreatywności,chyba,ze Pigmeje swoje dzieci, jak przetrwać w buszusmile) ,a zycie to często survival, a hobby,pasja to naturalne lekarstwo na choroby. Wiedzę encyklopedyczną mamy teraz w laptopie,życiową gdzie odnależć?
                    PS.Pewnie to literówka lecz moher pisze się przez "h" , ,chyba, że chciałeś tym"ch" zademonstrować niechęc do leciwych pańsmile)
                    • gaika Re: Przeszłość i przyszłość 15.10.10, 17:19
                      pasior76 napisał:

                      > , ,chyba, że chciałeś tym
                      > "ch" zademonstrować niechęc do leciwych pańsmile)

                      Seksista. Jakby nie było facetów- moherów.
                      smile
                    • uffo Re: Przeszłość i przyszłość 15.10.10, 23:02
                      sorry, literowka, literowka, w koncu polski mi na emigracji ucieka, jakby nie bylo to juz razem ponad polowa zycia na obczyznie (27 lat). Kiedys czytalem, na glos, zeby nie tracic,pisaywalem, ale od wielu lat juz tego nie robie, wiec, jak to sie mowi 'you don't use it, you lose it'.


                      > PS.Pewnie to literówka lecz moher pisze się przez "h" , ,chyba, że chciałeś tym
                      > "ch" zademonstrować niechęc do leciwych pańsmile)
                  • gaika Re: Przeszłość i przyszłość 15.10.10, 17:17
                    uffo napisał:

                    (...)

                    Pamięć charakteryzuje się tym, że jest wybiórcza. Nie tylko podchodzi do wydarzeń selektywnie, ale je transformuje. Więc jeżeli mówimy o jakiejś wspólnej, społecznej historii, to ona nigdy nie będzie pojęta i opisana; dostanie się do zbiorowego krwioobiegu jako zestaw nieprzystających pamięci.

                    Oglądanie się wstecz często hamuje, nie daje spojrzeć wprzód, bo człowiek skupia się na rozkładaniu na czynniki pierwsze czegoś, co do dziś nie przystaje. Taka koncentracja na nieadekwatnych stanach może być zgubna, bo kto powiedział, ze przeszłość musi nieść jakąś lekcje kompatybilną z teraźniejszością.
                    • oby.watel Re: Przeszłość i przyszłość 15.10.10, 23:06
                      Wiesz, gdy się idzie oglądając się do tyłu, to prędzej czy później wlezie się na latarnię. Z drugiej jednak strony, czasem warto sięgnąć w przeszłość, żeby nie popełnić tych samych błędów. Przywołując ponownie przykład chodzenia - należy pamiętać o dziurze w drodze, żeby ponownie w nią nie wpaść. Innymi słowy nie da się uczyć na błędach i nie popełniać stale tych samych jeśli się przeszłość uzna za coś zbędnego.

                      Oczywiście wszystko musi mieć jakieś ramy, proporcje. Rozpamiętywanie ran i zadrapań, a zapominanie o okolicznościach ich powstania nie uchroni przed nowymi. Nie uważasz?
                      • gaika Re: Przeszłość i przyszłość 16.10.10, 20:11
                        oby.watel napisał:

                        > Wiesz, gdy się idzie oglądając się do tyłu, to prędzej czy później wlezie się n
                        > a latarnię. Z drugiej jednak strony, czasem warto sięgnąć w przeszłość, żeby ni
                        > e popełnić tych samych błędów. Przywołując ponownie przykład chodzenia - należy
                        > pamiętać o dziurze w drodze, żeby ponownie w nią nie wpaść. Innymi słowy nie d
                        > a się uczyć na błędach i nie popełniać stale tych samych jeśli się przeszłość u
                        > zna za coś zbędnego.

                        Nie chciałam powiedzieć, że przeszłość nie ma znaczenia. Tu pisałam raczej w kontekście zbiorowej pamięci o tym co było i brania z tego lekcji. Jako naród. W tym sensie myślę, że pamięć jest tak niejednorodna, że trudno osiągnąć takie same efekty z tej samej lekcji. Może dlatego wybory ludzi są tak różne i w zależności od tego, kto je recenzuje, uznaje za racjonalne bądź nie.

                        Co do generalnej zasady, przeszłość jest ważna. Choćby dlatego, że stamtąd pochodzi parę klocków, z których się składamy.

                        > Oczywiście wszystko musi mieć jakieś ramy, proporcje. Rozpamiętywanie ran i zad
                        > rapań, a zapominanie o okolicznościach ich powstania nie uchroni przed nowymi.
                        > Nie uważasz?

                        To jest zasadnicza sprawa-proporcje.

                        Można by jeszcze włos rozczworzyć (o tych okolicznościach), ale powiem : tak uważam, jeżeli rzeczywiście rozpamiętywane okoliczności były na ten sam temat.
              • gaika Re: Przeszłość i przyszłość 15.10.10, 17:09
                uffo napisał:

                (...)Tym
                > oto sposobem spoleczenstwo po uzyskaniu wolnosci samo sobie zalozylo stryczek n
                > a szyje i sprzedalo swa niemowleca duszyczke za trzydziesci talarkow. A teraz m
                > am tego konsekwencje, ktore jesli sie dobrze nie strawi,powtorza sie tym samym
                > ciezko-strawnym odmrazanym i odsmazanym daniem. plus waleniem zapijaczonymi ryj
                > ami w cudowne wislanskie koryto. Smacznego.

                A kiedy, Uffo, społeczeństwo miało się nauczyć korzystać z tej właśnie uzyskanej wolności? I dlaczego miałoby wybierać kogoś, czyich słów nie rozumie i z kim się nie identyfikuje?
                • uffo Re: Przeszłość i przyszłość 15.10.10, 22:57
                  o to zdaje sie ze pytal jeszcze Slowacki: 'Wolnosc tak, ale JAKA?
                  Czyli pytanie do refleksji padlo dawno temu, ale zdaje sie ze na plytki grunt. Madrosci nie zdobywa sie jedynie samym doswiadczeniem, ale rowniez doswiadczeniem i refleksja innych. A wiadomo, ze jak pewnych konsekwencji, chocby z doswiadczen innych narodw, spoleczenstwo nie potrafi sobie wyobrazic, to musi przechodzic przez nie osobiscie. Zreszta to skomplikowany, kompleksowy problem.
                  Ale jakos spoleczenstwo w czasach walki o wolnosc mialo sluch otwarty na idealistow, a jak przyszla wolnosc to automatycznie mamona stala sie celem nadrzednym, a za nia nacjonalizm i plytkosc religijna. No i to wlasnie pokutuje do dzisiaj. Zauwazam jedynie te fakty. Taki byl widac wolny wybor wiekszosci wyborcow. Nie sadze jednak zeby spoleczenstwo jako takie nagle doznalo amnezji i przestalo identyfikowac sie z wodzami intelektualnymi, oskazrzanymi o zydostwo etc. (Pamietam jak Walesa sie reklamowal jako prawdziwy Polak w przeciwenstwie do Mazowieckiego). Rowniez znalem osobiscie wiele osob dzialajacych w podziemiu i tak jakos zaobserwowalem,ze co wiekszy idealista to nizej spadal na tej drabinie spolecznej, gdzie rozpychanie sie lokciami (w cxasachwolnosci) stalo sie przykladem 'woli mocy zycia'. Zalosne.
                  Oczywiscie, ze dopiero doswiadczenie jak to mowia 'the hard way' skorygowalo te dalsze koleje losu i ewolucji. Ale spoleczenstwo posiadajace wieksza wyobraznie i zindywidualizowane (i zroznicowane) intelektualnie posiada wiekszy dystans i wieksza zdolnosc do ominiecia pewnych pokus ciezkich doswiadczen. Z bledow przeszlosci mozna a nawet trzeba nauczyc sie nie popadania w te same czarne dziury i powtorki z historii. A zatem wlasciwa refleksja nad przeszloscia jest rownie pozyteczna co psychotertapia. Cale narodu musza przechodzic przez podobne dlugotrwale procesy. Nie ma co sie tak zupelnie odcinac od przeszlosci, choc jak mowilem wczesniej, od bezustannego czolobitnego celebrowania przeszlosci jestem daleki. Niemniej zycie to material do przemyslen i natchnien. Rowniez historia, jak widac m.inn. z wielu dziel sztuki. To praca nad stworzeniem lepszej terazniejszosci, czyli rowniez przyszlosci.

                  gaika napisała:

                  > uffo napisał:
                  >
                  > (...)Tym
                  > > oto sposobem spoleczenstwo po uzyskaniu wolnosci samo sobie zalozylo stry
                  > czek n
                  > > a szyje i sprzedalo swa niemowleca duszyczke za trzydziesci talarkow. A t
                  > eraz m
                  > > am tego konsekwencje, ktore jesli sie dobrze nie strawi,powtorza sie tym
                  > samym
                  > > ciezko-strawnym odmrazanym i odsmazanym daniem. plus waleniem zapijaczony
                  > mi ryj
                  > > ami w cudowne wislanskie koryto. Smacznego.
                  >
                  > A kiedy, Uffo, społeczeństwo miało się nauczyć korzystać z tej właśnie u
                  > zyskanej wolności? I dlaczego miałoby wybierać kogoś, czyich słów nie rozumie i
                  > z kim się nie identyfikuje?
                  • gaika Re: Przeszłość i przyszłość 16.10.10, 20:03
                    uffo napisał:


                    Czyli pytanie do refleksji padlo dawno temu, ale zdaje sie ze na plytki grunt. Madrosci nie zdobywa sie jedynie samym doswiadczeniem, ale rowniez doswiadczeniem i refleksja innych. A wiadomo, ze jak pewnych konsekwencji, chocby z doswiadczen innych narodw, spoleczenstwo nie potrafi sobie wyobrazic, to musi przechodzic przez nie osobiscie. Zreszta to skomplikowany, kompleksowy problem.

                    To trochę jak z dziećmi –muszą się sparzyć, doświadczyć, żeby wiedzieć mimo że rodzice dysponują gotowcem ze swojej przeszłości.
                    Kojarzy mi się z wejściem Żołnierzy Lepszego Boga do Iraku z demokracją w teczce. Czasem po prostu konieczny jest własny expierence, droga przez mękę. Na skróty się nie da, bo będzie to powierzchowne, niezrozumiane, nieprzetrawione= nie do zrealizowania.

                    Nie sadze jednak zeby spoleczenstwo jako takie nagle doznalo amnezji i przestalo identyfikowac sie z wodzami intelektualnymi

                    Ono w swojej masie nigdy się nie identyfikowało. Wodzowie intelektualiści mówili językiem niezrozumiałym dla większości. Dlatego z tej drabiny, jak mówisz, spadli.

                    Z bledow przeszlosci mozna a nawet trzeba nauczyc sie nie popadania w te same czarne dziury i powtorki z historii.

                    Z tym może być czasem kłopot, bo np. dziury już nie te same, a lekcja przestarzała...

                    A zatem wlasciwa refleksja nad przeszloscia jest rownie pozyteczna co psychotertapia.


                    No tak, tylko kto ma te ‘właściwość określić. Co jest jeszcze produktywne, a co destrukcyjne? Forma nurzania się, jego głębokość? W upadłych powstaniach np.

                    Psychoterapia może się koncentrować wyłącznie na teraźniejszości i przyszłości. Z ogromną skutecznością sprawdzalną empirycznie w dodatkusmile


                    Nie ma co sie tak zupelnie odcinac od przeszlosci

                    Odcinać nie, ale mieć ją pod bezpieczną kontrolą, żeby nie zdominowała tego, co naprawdę zasadnicze. A takie kompulsywne gmeranie w przeszłości może zamulić rozwój i nie pozwali dostrzec nowych możliwości, nowych ludzi.
                    • uffo Re: Przeszłość i przyszłość 16.10.10, 20:54
                      wszystko sie zgadza, droga gaiko, ale jednak poza wlasnym doswidczeniem, ktorego wcale nie neguje, jest rowniez nauka z doswiadczenia innych. Jak sie ktos obok mnie w basenie zrani albo utopi, to wzmaga sie moja czujnosc. Jak slyszymy o strzelaninie w szkole w Ameryce, to tez ma to jakis wplyw na inne szkoly, rodzicow, uczniow, zaklada sie detektory, stawia straznikow wzmacnia ochrone, etc. nie tylko zreszta w samejAmeryce. W dzisiejszych czasach nie tylko wiedza historyczna ale i media dostarczajac takich informacji na skale globalna. Inna sprawa ze Polska i reszta krajow bylego bloku musi isc na skroty,bo ewolucja byla im nie dana. Toco kraje zachodu przechodzily setkami lat, Polska czy Rosja musi przebiegac w klikadziesiat. Niewatpliwie ma to wplyw na jakosc tych doswiadczen. Jak np. jakosc kapitalizmu polskiego, etc. Nie ma czasu na tzw. naturalna ewolucje, jesli chce sie isc mniej wiecej na rowni z tzw.rozwinietymi krajami.
                      No i oczywiscie spoleczenstwo to jednak nie sa tylko dzieci, choc niemowleca ta demokracja polska. Nie, to nie jest dobra analogia, do Iraku, bo w Polsce nie ma takich destrukcyjnych fizycznie sil terrorystycznych, tylko opozycja intelektualna. Jestwojna umyslowa,ktora jest czescia systemu demokratycznego. Jakkolwiek preferencja spelnienia materialistycznego poprzez odrzucenie idealistow objawila sklonnosci danego spoleczenstwa, ktore zaowocowaly taka a nie inna, specyficzna sciezka rozwojowa, w ktorej przemoc fiyzczna nie odgrywa, dzieki...ludziom (a zatem niekoniecznie dzieciom) dominujacej roli.
                      Dlaczegowodzowie mowili jezykiem niezrozumialym? Michnik, Kuron, Mazowiecki? Objawili najwieksza odwage,a potem zdolnosc do kompromisow i tworzenia pokojowej koegzystencji, za co zaplacili pozniejszym spadkiem popularnosci,ale w momencie wyborow prezydenckich ewidentnie ilzuja milonera z Kanady przewazyla i zadecydowala. Oczywiscie musialo sie to objawic w postaci doswiadczenia,skoro nie bylo wystarczajacej swiadomosci iwyobrazni, ale refleksja nad przeszloscia daje rowniez wglad w przewidywanie pewnych wydarzen. Wpadanie w te same dziury swiadczy o nieprzetrawieniu przeszlosci, ba, lazenie ta sama ulica iwpadanie w inne dziury swiadczy onieprzetrawieniu przeszlosci. Dopiero chodzenie innymi, nie dziurawymi i oswietlonymi ulicami, swiadczy o wlasciwym pojeciu lekcji historii. Ale zasadniczo mowie iz zarownowlasne doswiadczenie jak i umiejetnosc wyobrazania sobie istniejacych zagrozen, czyli prewencja sa istotnymi aspektami, a nie jedynie to czy tamto.
                      Ale klopot zawsze jakis jest.
                      Lekcja z powstania warszawskiego zostala chyba wyciagnieta w Grubej Krysce i Okraglym Stoliczku, tak pozniej szczesliwie opluwanym? Tu nawet role KK okreslilbym jako bardzo pozytywna.
                      Dewianci i pesymisci zawsze beda zerowali na przeszlosci i negatywnosci, jak tez zajmowali sie nekrofilia. Ale przeciez nie to mialem na mysli mowiac o wlasciwym trawieniu przeszlosci, ktore zazwyczaj jest spojrzeniem krytycznym, choc z zachowaniem intencji szukania pozytywnej perspektywy, ale nie czolobitnej.
                      Co do psychoterapii to uwazamze mylisz sie, poniewaz jej celem jest swiadome przezycie, czyli terazniejsze, utajonych, dlatego ciagle zywych (nie przezytych do konca) doswiadczen przeszlosci. Azeby zamknac ich wplyw na terazniejszosc,trzeba je ujawnic. Ujawnic co bolalo, dlaczego, w jakich okolicznosciach, i wlozyc w kontekst sensu, nie po to zeby rozdrapywac rany, lecz zeby nadac doswiadczeniu calosciowy, ksztalt, i przejsc do ewentualnego procesu wybaczania i zapominania, czyli regeneracji. Dopiero pelne zrozumienie jest prawdziwym wybaczeniem i ewen. zapomnieniem.
                      i teraz Ty, jak nijaki oby.watel, poslugujesz sie przypisywaniem mi skrajnosci, 'zamulen' itd., jak gdyby mi tylko o przeszlosc chodzilo, podczas gdy ja jedynie podkreslam istotnosc tego jednego aspektu rozwojowego, wlasciwego strawienia przeszlosci, azeby moc uwolnic terazniejszosc od tego balastu babrania sie w przeszlosci, ktore nie jestzadnym procesemrefleksyjnym nad przeszloscia, od ktorej nie ma co histerycznie uciekac. I wcale nie mam na mysli, podkreslam, babrania sie w swietosci przeszlosci, co byloby niewatplwie wciaganiem w powtorke z roz rywki.


                      gaika napisała:
                      > To trochę jak z dziećmi –muszą się sparzyć, doświadczyć, żeby wiedzieć mi
                      > mo że rodzice dysponują gotowcem ze swojej przeszłości.
                      > Kojarzy mi się z wejściem Żołnierzy Lepszego Boga do Iraku z demokracją w teczc
                      > e. Czasem po prostu konieczny jest własny expierence, droga przez mękę. Na skró
                      > ty się nie da, bo będzie to powierzchowne, niezrozumiane, nieprzetrawione= nie
                      > do zrealizowania.
                      >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka