Dodaj do ulubionych

szczesliwy zwiazek

05.01.11, 18:31
skoro tyle tu mowy o zwiazkach, malzenstwach i prostytucji z negatywnego i krytycznego punktu widzenia, ciekawi mnie jakie uwazacie sa warunki udanego, szczesliwego dlugotrwalego zwiazku? Czy seks ma tu znaczenie, czy tez po wygasniecieu cos innego bierze gore, czy mozna trwac w zwiazku ktory opiera sie jedynie na wyrzeczeniach i sile moralnej lojalnosci, na sile wspolczucia, czlowieczenstwa, czy tez braku namietnosci powoduje iz zwiazek sie wyczerpuje, i w sposob naturalny ludzie tacy choc trwaja z roznych powodow razem, skacza gdzies na boki po paliwko do trwania, albo zamieniaja sie w dwonozne kamienie, zyjace rozpedem z przeszlosci? Sam doswiadczylem dwoch nieudanych zwiazkow, wiec ekspertem od szczesliwego zwiazku nie jestem....wink a kto wie czy przypadkiem nie szykuje mi sie nastepna okazja do podjecia tej istotnej decyzji: Wizac sie czy nie wiazac? Zatem wysluchalbym z checia rad ludzi bardziej w tym doswiadczonych i szczesliwych. Sam juz nie raz wypowiadalem swoje zdanie iz uwazam ze zwiazek otwarty jest idealny. Ale ideal sobie, a zycie sobie. Do w pelni otwartej relacji,gdzie ludzie choc razem, jednoczesnie daja sobie maksymalna wolnosc doswiadczen, chyba nam, ludziom Zachodu dosyc daleko? Zdrada boli, zemsta i odwet za zdrady biora gore, albo ludzie rezygnuja i odchodza od takich swawolnych partnerow, chocbycmoze jesttokwestia urazonej dumy, ktora nie potrafi zniesc,scierpiec wolnosci drugiego czlowieka, iwoli wiernosc,czyli posiadanie drugiego? Idealny stan zwiazku o ktorym mowil Jezus, iz w Niebie nie trzeba sie zenic ani wychodzic za maz,wydaje sie byc tak odlegly jak Niebo od Ziemi. wink
Obserwuj wątek
    • kora3 Wiesz Uffo :) 05.01.11, 19:36
      Witam po przerwie ...

      Mtsle sobie, ze troszke spłyciłes temat. Mam na mysli to, że wiernosc oznaczać musi brak wolnosci, a niechec do bycia zdradzanym jej ograniczaniem.

      Dlaczego np. wymaganie wiernosci jest wiekszym ograniczaniem wolnosci niz wymaganie zeby partner nie trwonił wspólnych pieniedzy, albo nie demolował wspólnego mieszkania, ewentialnie, np. zachowtwał higienę osobistą?

      Ja jako partnerka jestem osobą niełatwąsmile Bardzo cenie sobie prywatnosc i niezaleznosc Mam kiloro przyjaciół, liczne grono znajomych, nie jestem domatorka Nie byłabym z człowiekiem, który wumagałby ode mnie np. rezygnacji z pracy, czy z moich przyjaciół, albo wymagał zmiany stylu zycia. Moim zdaniem postepuje uczciwie: nie gram przed kimś, ze jestem inna niz jestem Jesli to aka jestem komus nie odpowiadało, to przecież nie musiał ze mną być

      Wymagania wiernosci w zwiazku nie odbieram jak ograniczania wolnosci. Nikt zreszta nie musiał ode mnie az wymagac. Dla mnie zawsze było oczywiste, ze jesli jestem z kims, to z kims innym mogę najwyzej poflirtowac i to sie zdarzało i zdarza, ale nic wiecej. Zawsze mozna natomiast skończyc zwiazek, ale oszustwa ani sama nie popełniłam nigdy, ani u partnera nie tolerowałabym.
      Tak po prostu ma ten typsmile

      O tym tez otarcie mówię, wiec nie jest tak, ze ktos tam nie wie, jaki mam stosunek do tematusmile Na własnej skórze przekonałam sie, ze nawet jesli to wtórne pogladysmile organicznie nie umiem ich odrzucic, po prostu nie chce tego moje ego. Raz w moim zyciu zdarzyło się tak, ze kochana osoba zdradziła mnie i załowała, zrobiła naprawde wszystko, by odzyskac mje zaufanie i byc nadal razem. Ja tego człowieka kochałam i tez momo tego co sie stalo chciałam z nim byc, ale juz nie umiałam. Uprzedzajac pytaniesmile nie mialam latek nastu wówczas, ani nie był to mój pierwszy facet. smile Byłam juz w miare dojrzała kobieta, po rozwodziesmile malo tego, jeszcze z tym moim byłym mieszkałam czas jakis niekrótki po rozstaniu jako para, bo kolegami, przyjaciółmi nawey jestesmy nadal i bylismy przed naszym zwiazkiem Po prosti moja natura jest taka, ze się nie dało Nie jest to kwestia ani niemoznosci wybacenia, bo ja wybaczylam, sam fakt, ze rozmawialismy, mieszlakismy razem o tym swiadczy. Nie jest to tez kwestia urazoej dumy, choc jasne, czułam sie upokorzona, ale nie az tak, zeby sie np hoorowo wyprowadzić i udawac, ze go nie znam smile Chyba po prostu za bardzo mnie zranił, bo bardzo go kochałam Gdybym kochała mniej, to moze mniej by mnie to rozwaliło smile
      • uffo Re: Wiesz Uffo :) 05.01.11, 22:24
        witaj Korciu, faktycznie wiernosc nie jest tu zadnym gwarantem, choc moze jak sama przysiega malzenska, daje wzgledne poczucie bezpieczenstwa stalosci, bez wzgledu na doswiadczane gorki i doliny dnia codziennego, zazwyczaj szarego? Osobiscie mialem wrazenie, w okresie najbardziej pozytywnym mojego zwiazku ze im wiecej dawalismy sobie wzajemnie wolnosci tym mocniejszym stawal sie zwiazek i radosc z jego bycia, jesli tej wolnosci sie nie naduzywalo. No i niewatpliwie masz racje ze po zdradachch, tych wybaczonych, pozostaje jakas czastka nas wypalona, martwa. Juz nigdy nie jest tak samo. I nie chodzi tu tylko o utrate ufnosci,drzenie niepewnosci etc., ale owa utracona, wypalona czastka zycia, oddania, milosci, ufnosci, magii wzgledem tej kochanej osoby. Ale zastanawia mnie czy takie doswiadczenia prowadza nas w strone rozszerzania swobody w zwiazku, i wiekszej tolerancji, pomimo owych zdrad, i pomimo owego weypalenia, czy tez powoduje iz kontynuujemy szukanie tego idealu monogamicznego dalej z kims innym? Czy np.jak to jest u Poln-Amer. Indian ktorzy to co my ludzie Zachodu odebralibysmy jako bolesna zdrade, oni traktuja to odwrotnie, znaczy sie dobrem jest jesli moz pewnej kobiety przespi sie z jej siostra, nw wyrazne zyczenie zony, bo da siostrze troche uciechy, a zonce sprawi przyjemnosc bo uradowal jej siostre. Natomiast sprawilby bol i smutek gdyby tego nie zrobil (Jak to bylo na filmie 'WielkiMaly Czlowiek'. Rozmawialem o tym tez niegdys z dziewczyna pochodzenia indianskiego.). Czyjestto uwarunkowanie czysto kulturowe? czy tez ewoluowanie naszej kultury,mocno osadzonej w milosci posiadajacej w strone swobodniejszego traktowania seksu,ktory nie dominuje cala osoba,az do doswiadczanego bolukiedyjestsie zdradzanym, bo dobro drugiego wydaje sie nadrzedne wobec seksualnego uzaleznienia i milosciposiadajacej wzgledem partnera?
        • kora3 drogi Uffo 06.01.11, 16:21
          Jak juz kiedyś wspomniałam na tym forum: natiralnie, ze wiekszosc naszych pogladów, o ile nie wszystkie, na sprawy najrózniejsze, to kwestie kulturowe, wyuczone i zaszczepione, a nie płunace z nas samych. cała sprawa polega na tym, ze czesc z nich przyjmujemy za własne, a czesc nie. Yo, które i jak to juz kwestia indywidualna.

          Podejscie Indina do wiernosci seksualnej jest inne niż nasze , jasne. Podobnie, jak eskimosów, u których brak jest zobowiązany zaspokajac seksualnie zone braya, gy tn jest na połowie, a zwagieka wcale się nie wzbrania. smile Nie trzeba zreszta daleko szukac, i naszych przodków Slowian, kobieta która była dziewicą, nie była poza kapłankami mile widziana, znaczyło, ze niky jej nie chciałsmile A potem z dziewictwa uczynilismy relikwie, na tyke, ze mezczyzna nie chciał kobiety juz nie tyle takiej, która sama z kims innym współzyc chciała, ale nawey takiej, która zgwałcono. A sam miał nałoznic ile zapragnal

          Do dzis w naszym społeczeństwie spotkasz ludzi, którzy maja inne poglady na temat seksualnosc mezczyzn i kobiet.dla nich facet mający wiele partnerek to donzian, bawidamek, a takaz kobieta wycieruch i piszczalska. Kwestia mentalnosci

          Ale wracając do Indian Otóz nie zmienisz własnie mentalnosci, takze przekonań chocny li tylko kultirowych, na sile.
          Całkiem mozliwu jest zwiazek ludzi, którzy nie mają nic przeciwko temu,zeby oboje mieli skoki na boku. ale jest jeden warunek: OBOJE muszą tak chciec. A to raczej zradkie Przewaznie jest tak, ze jednma ze stron godzi się na to w obawie przed rozstaniem. Udaje, ze jej to pasue, albo ze nie widzi, ze partner/la ma kogoś innego na boku ale ciepi. Czasem ktos taki tlumaczy, ze to dla dobra zdieci itd. Ale tak czy owak, jesli sie cierpi, to nie ma sensu
      • gravedigger1 Re: Wiesz Uffo :) 06.01.11, 09:34
        kora3 napisała:

        > Dlaczego np. wymaganie wiernosci jest wiekszym ograniczaniem wolnosci niz wymag
        > anie zeby partner nie trwonił wspólnych pieniedzy, albo nie demolował wspólnego
        > mieszkania, ewentialnie, np. zachowtwał higienę osobistą?

        Dlatego, że wymaganie wierności jest sprzeczne z tym, co zakodowane jest w naszych genach. Sprzeczne jest z jednym z najsilniejszych instynktów jaki dała nam natura. Nie mamynatomiast instynktu demolowania mieszkania ani życia w brudzie (poza przypadkami patologicznymi).

        > Wymagania wiernosci w zwiazku nie odbieram jak ograniczania wolnosci.

        Ty nie odbierasz, ale to nie znaczy, że inni też nie odbierają.

        > Zawsze mozna natomiast skończyc zwiazek, ale oszustwa ani s
        > ama nie popełniłam nigdy, ani u partnera nie tolerowałabym.

        No właśnie, oszukiwanie to jest problem podstawowy. A wystarczy umówić się, że dopuszczamy seks z innymi osobami i nie robić tego w tajemnicy przed partnerem/partnerką. Wtedy po prostu coś takiego jak zdrada i związane z tym oszukiwanie w związku nie istnieje.

        > Nie jest to kwestia ani niemoznosci wybacenia, bo ja wybaczylam, sam fakt, ze
        > rozmawialismy, mieszlakismy razem o tym swiadczy.

        Wydaje Ci się, że wybaczyłaś. Po prostu chcesz wierzyć w to, że wybaczyłaś, bo wybaczanie przecież jest szlachetne i dobrze o Tobie świadczy w Twoich własnych oczach. Ale to tylko złudzenie. smile Tak naprawdę nie wybaczyłaś mu, a dowodem na to jest poniższy tekst:

        > Chyba po prostu za bardzo mnie zranił, bo bardzo go kochałam
        > Gdybym kochała mniej, to moze mniej by mnie to rozwaliło smile
        • a000000 Re: Wiesz Uffo :) 06.01.11, 12:13
          jedynym gwarantem szczęśliwego i długoletniego związku jest braterska przyjaźń, na dobre i złe, w zdrowiu i w chorobie, aż do śmierci. Początkowe zakochanie i zafascynowanie kończy się wraz narastaniem codziennych kłopotów - nadchodzi codzienność - w której trzeba CHCIEĆ zadbać o współmałżonka - jeśli takie jest spojrzenie na związek obu stron - wówczas mamy do czynienia z sakramentalnym związkiem małżeńskim - czyli dwoje w jednym. Tworzy się wówczas podświadoma więź, gdzie wspólnota polega na tym, że JA zastąpione zostaje przez MY. I nie ma dwóch egoistów, w których każde ma swoje konto, swoich znajomych, swoje sprawy - tylko łoże wspólne jak ochota przyjdzie.... tylko mamy wspólnotę radości i zmartwień. Wspólnotę życia po prostu. I sądzę, że aby związek przetrwał w tej ewangelicznej miłości aż do śmierci - przyjaźń braterska jest konieczna. Jeśli małżonkowie na początku wspólnej drogi się nie zaprzyjaźnią - rozstaną się, fizycznie lub mentalnie. Bo życie to wielki ciężki wóz, który wspólnie trzeba ciągnąć pod górę. A to wymaga wyrzeczeń, rezygnacji z JA na rzecz MY.
          taka jest moja odpowiedź, Uffo, na Twoje zapytanie. Związek "otwarty" nie jest związkiem. związek to wspólnota - gdy dajesz "wolną rękę"partnerowi, a on skorzysta - jest to koniec wspólnoty. Tak jest skonstruowana psychika człowieka właśnie! Ona chce być tą jedyną, on chce być tym jedynym. Z tym, że wierność nie może być wymuszona... musi wypływać z nieprzymuszonej woli. Jestem wierna, bo chcę.... bo nie wyobrażam sobie że mogłabym zdradzić męża, który od momentu odwrócenia się od ołtarza jest dla mnie jedynym mężczyzną na świecie. Nie ma innej opcji. Złamanie danej przysięgi to wielki dyshonor dla mnie, a przykrość dla małżonka - a ja wiele zrobię, aby małżonkowi przykro nie było. Gdy on smutny, to i ja smutna... gdy on wesoły to i ja wesoła...
          Akurat mam to szczęście, że mój śluby jest moją drugą połówką jabłka.
          Jeśli masz na oku trzecią kandydatkę - sprawdź czy pasujecie mentalnie, światopoglądowo... to jest bardzo ważne, aby w związku była wspólnota celów i dróg do nich wiodących.

          To była MOJA wypowiedź do Uffa - innych (szczególnie Korcię)proszę o niekomentowanie, gdyż nie chodzi o to, aby wątek się zamienił w pyskówkę, jaka to azerka jest nienowoczesna.

          • kora3 A ja jednak skomentuje Azerko:) 06.01.11, 12:48
            ale, ze pyskówek nie urzadzam, odniose się do jednej tylko rzeczy Przyjaźń w zwiazku jest warunkiem koniecznym, ale nie wystraczającym - matematycznie rzecz ujmując Jak wiesz, ja i mój ekspartner jesteśmy osobami idealnie dobranymi mentalnie: nie ma pola zyciowego, na które mielibysmy inne poglady. Gdziekolwiek teraz idziemy razem, a zdatza się to czestosmile a sa ludzie nie znajacy nas blizej , uchodzmy za idealną PARE. To samo poczycie himoru, gist, poglady, nawet gesty a jednak wlaczajac w to przjaźń - nie wystarczyło. Tak też bywa.

            Natomiast co do Twej nowoczensci, a raczej jej braku smile - To Twoje podejscie, do twego życia- masz do niego prawo, tak samo, jak kazda inna osoba, do swego.
            Ja u progu swuch 0 prawie juz urodzin rzec musze, ze cieszę się, iz zucie dosc wczesnie nauczyło mnie zasady "Kazdy ma swoje. Jedni wola ogórki, a inni ogrodnika córki" no i fajniesmile
            wiem też, ze dobra w zyciu jest zasada "Nie wierz gebie, połoz na zebie" oczuwiscie ne dosłownie. Dosc łatwo się ocenia wszelkie sytuacje zyciowe z boklu, jak nas nie dotyczą Sami o sobie niewiele wiemy i zwykle dowoadujemy się o swoim zachowowaniu czegos dopiero, gdy sami znajdziemy sie w anej sytuacji pozdrawiam smile
        • kora3 Re: Wiesz Uffo :) 06.01.11, 12:34
          z Ciebie Grave - ale z aspiracjamismile

          Oczywiscie, ze dozywotnia monogamia jest sprzeczna z nasza naturą - temu nikt nie zaprzeczy

          Ale przełozenie nie jest takie proste Wszak wiekszoasc zapewne z nas przezyła coś takiego, jak stan ostrego zakochania, w którym nie ylko seks z kims innym niz obiekt uczuc, ale i nawet zwyczajne flirtowanie nie jest nam zwyczajnie potrzebnesmile

          co do umawiania się na seks z unnymi Cóz - kazdy się moze umawiac na co mu pasuje i ja to szanuje Ja bym się na cos takiego nie umówiła, bo mi to nie odpowiada. Zasade mam taka, ze jesli ktos chce byc ze mna, musi mi byc wierny Nie chce byc - nie bedziemy z soba - proste Z doswiadczenia wiem, ze oferuje to samo. Tyle Umawiac sie na os, co mi w zadnym razie nie odpowiada nie chce i nie bede To byłobu oszustwo przeciez - udawane,ze godze się na cos, na co się przeciez nie godzę. Oszukwanie i kogos i siebie, bo jesli nawet udajesz, ze cos ci zwisa, ale nie zwisa, to rodzi to tylko frustrację i taki "zwiazek" o kant rozrzsnąć mozna smile

          Co do wybaczanie. Nie znasz ani mnie, ani jego, wiec Twa analiza jest do dypy, delikatnie mówiąc. smile Owszem - wybaczyłam smile Chociaz nie byłoto pstryk i juzsmile kosztowała mnie to sporo rozterek, przemysleń i nawet 40 stipni gorączkismile Ale poza tym, ze ten człowiek zrani mnie jako mezczyzna przez kilkanascie lat naszej znajomosci pozazwiazkowej był i jest moim przjacielem. Człowiekiem na którego moge liczyc w róznych sprawach o on na mnie też
          Momo tego co sie stało, w tym jednym zakresie, jako człowiekowi ufam mu: powierzyłabym mu kazde pieniądze np, kazda zawodową tajemnicę itd.

          Byc moze u mnie wynika to z tego, ze nie szufladkuje łatwo ludzi (zaraz się dowiem, ze Ciebie szufladkujęsmile ale mnie chodzi o realnych ludzi, otoczenia). otóz mam tak jakos, ze dostrzegam w ludziach poza wadami, które czasem w moich oczach ludzi na róznych polach dykswalifikuja, takze zalety. I tak np. swego znajomego po fachu, pierwszego sortu bufona i zarozumiaca mmo tych wad uwazam za dobrego fachowca zawodowo, pomimo, ze nie mam ochoty prywatnie z nim przebywac, a moja koleżankę, dosc mierną zawodowo, za dobrą wrazliwą osobę, o wielkim sercu Umiem to rozgraniczyc po prostu, a wbrew poorom wcale nie jest to powszechne. Tysiace razy zdarzało mi się słyszec uogónienia na temat ludzi: jak nie jest dobrym ojcem, to zaraz jest złym lekarzem, łapownikiem, gburem, jak jest wspaniaa przyjaciółka, to jest też doskonaą pracownicą itd Tak nie jest Ludzie maja zalety i wady Te zalety czunia z nich dobrych fachowców, doskonaych kumpli, dobrych przyjaciół itd, a wady zcasem duskwalifikuja na róznych polach u róznych ludzi.
          I tak np. fakt braku wiernosci dyskwalifikował tego człowieka u mnie, jako mego partnera, co nie zmienia faktu, ze jest bardzo ineligentnym, wrazliwym człowiekiem, który potrafi być i jest badzo lojalnym przyjacielem Dla mnie człowiek jest całoscia - z wadami i zaletami.

          No i chyba inaczej pojmujemy sowo "wybaczenie" . Kiedys, kiedyś, jeszcze jak iteresowało mnie to osobiscie od strony KRK gadałam o tym z pewnym kapłanem. Mysałam, ze bedziemy w opozucji do siebiesmile Bo ja twierdziłam, ze wynaczenie komus nie musi oznaczac ani akceptacji jego postepowania, ani sympatii na siłę Okazało się, ze pojmujemy podobnie. Ów madry ksiądz stwierdził, ze przukazanie miłosci biźniego nie oznacza bymajmniej, ze nie wono chrzescijaninowi kogos zwyczajnie nie lubicsmile a wybaczenie nie oznacza, ze mamy na siłe zapomnieć.

          W tym konkretnym przypadlu jst troche inaczej. Zwykle jest tak (zwykle bo nie zawsze), ze zdradzona kobieta, kochająca zdradzającego wine za zdrade wrzuca na tą drugąsmile i ro nazywa "wybaczeniem" musiowi, którego ta "&^^%&%*" osaczyła, omamiła, zwiodła i iwiodła smile - ja to uwazam za głupie smile loaknosci czy wiernosci mozemy oczekiwac od bliskiej osoby, a nie od obcej babki smile Ale tym kobietom tak jest łatwiej. Tylko to nie jest wynaczenie, to jest sofistyczna argumentacja dla samej siebie.
          Wg mnie prawdziwe wybaczenie polega na tym, że stajesz w prawdzie i wiesz tak naprawde jak duzą krzywdę wyrządził Ci ktoś, ale mimo to nie szukasz zemsty i nie zyczysz temu komus źle, a nie to, ze masz udawac, ze czegos nie było.

          Uwierz, ze nie wsztscy ludzie rozstają sie obrzucając sie błotemsmile Z nami tak nie było. Po prosto pwnego dnia , przy fajnej współnej kolacji powiedziałam mojemu eks "Kocham Cie, ale nie chce i nie umiem tak zyc. Nie umiem Ci zaufać już. Nie mozemy jednak byc razem, Przykro mi" - tak po prostu.

          Jesli natomoast idzie o wumaganie wiernosci smile Cóż - jeden człowiek tak to czuje , inny inaczej Moje czucie ani lepsze, ani gorsze od czucia innych Ja czuje, ze to DLA MNIE wazne. Przypomina mi się fragmet sagi o HP teraz. Ron i Harry rozmawiają o podsłuchanej przez tego osotaniego rozmowie Snapa z Mayfoyem - Przysieg wieczystej nie mozna złamac - mówi Ron. -Wyobraź sobie, ze się domysliłem - stwoerdza drwiąco Harru - A co sie stanie, jelsi jednak złamie sie przysiege wieczystą ? -pyta - Po prostu się umiera - odpowiada Ron. No własnie Grave smile "Po prpstu sie umiera" - jeśli człowiek działa wbrew sobie, po prosti "umiera"
          • gravedigger1 Re: Wiesz Uffo :) 06.01.11, 13:47
            kora3 napisała:

            > Ale przełozenie nie jest takie proste Wszak wiekszoasc zapewne z nas przezyła c
            > oś takiego, jak stan ostrego zakochania, w którym nie ylko seks z kims innym ni
            > z obiekt uczuc, ale i nawet zwyczajne flirtowanie nie jest nam zwyczajnie potrz
            > ebnesmile

            Masz rację, ale stan zakochania to rzecz dość krótkotrwała. smile

            > co do umawiania się na seks z unnymi Cóz - kazdy się moze umawiac na co mu pasu
            > je i ja to szanuje Ja bym się na cos takiego nie umówiła, bo mi to nie odpowiad
            > a. Zasade mam taka, ze jesli ktos chce byc ze mna, musi mi byc wierny Nie chce
            > byc - nie bedziemy z soba - proste

            Oczywiście, sprawa jest prosta (przynajmniej teoretycznie) i nikt przecież nie kwestionuje Twojego prawa do takiego a nie innego podejścia. Życie pokazuje jednak, że takie podejście na dłuższą metę (tzn. na kilkadziesiąt lat wspólnego życia) działa tylko w niektórych przypadkach.

            > Co do wybaczanie. Nie znasz ani mnie, ani jego, wiec Twa analiza jest do dypy,
            > delikatnie mówiąc. smile

            Moja analiza może być do dupy, podobnie jak Twoje subiektywne przekonanie, że wybaczyłaś. smile

            > Byc moze u mnie wynika to z tego, ze nie szufladkuje łatwo ludzi (zaraz się dow
            > iem, ze Ciebie szufladkujęsmile ale mnie chodzi o realnych ludzi, otoczenia).

            Jestem bardzo relanym człowiekiem, tak samo realnym jak ludzie z Twojego otoczenia, więc rozumiem, że masz bardzo dobre mniemanie o sobie i niech tak zostanie. smile

            > Umiem to rozgraniczyc po prostu, a wbrew poorom wcale nie jest to powszechne.

            Tak, nie jest to powszechne, a Ty jesteś po prostu przykładem do naśladowania. I z pewnością jesteś bardzo wartościową osobą, tylko że bardzo skoncentrowaną na sobie jak wynika z Twoich postów, w których po prostu nachwalić się samej siebie nie możesz. smile Oczywiście to skoncentrowanie na sobie nie wyklucza, że wartościową osobą jesteś, bo przecież każdy ma wady i zalety. smile

            > No i chyba inaczej pojmujemy sowo "wybaczenie" .

            Z pewnością nie rozumiemy słowa "wybaczenie" w ten sam sposób, ale to że nie mogłaś być z człowiekiem, którego kochałaś i któremu jak twierdzisz wybaczyłaś swiadczy o tym, że chciałaś bardzo wybaczyć, ale mogłaś zrobić to tylko do pewnej granicy. I nie ma w tym nic dziwnego. Nie umniejsza to Twojej wartości.

            > W tym konkretnym przypadlu jst troche inaczej. Zwykle jest tak (zwykle bo nie z
            > awsze), ze zdradzona kobieta, kochająca zdradzającego wine za zdrade wrzuca na
            > tą drugąsmile i ro nazywa "wybaczeniem" musiowi, którego ta "&^^%&%*" osaczyła, om
            > amiła, zwiodła i iwiodła smile - ja to uwazam za głupie smile

            Masz rację, zrzucanie winy za zdradę na osobę trzecią nie ma nic wspólnego z wybaczaniem.

            > Wg mnie prawdziwe wybaczenie polega na tym, że stajesz w prawdzie i wiesz tak n
            > aprawde jak duzą krzywdę wyrządził Ci ktoś, ale mimo to nie szukasz zemsty i ni
            > e zyczysz temu komus źle, a nie to, ze masz udawac, ze czegos nie było.

            Znów masz absolutną rację - udawanie, że problemu nie było nie oznacza wybaczenia. Ale rozstanie z kochanym człowiekiem pomimo wybaczenia świadczy o tym, że wybaczenie zatrzymalo się na "progu" nie do przeskoczenia.

            > Uwierz, ze nie wsztscy ludzie rozstają sie obrzucając sie błotemsmile Z nami tak n
            > ie było.

            Ależ wierzę, nie musisz mnie do tego przekonywać. smile

            > jeśli człowiek działa wbrew sobie, po prosti "umiera"

            To znaczy, że jeśli czlowiek postępuje wbrew temu co natura przekazała mu w genach, to po prostu "umiera"... smile
            • kora3 Re: Wiesz Uffo :) 06.01.11, 15:52
              gravedigger1 napisał:

              > Masz rację, ale stan zakochania to rzecz dość krótkotrwała. smile

              oczywiscie, a gdzies wspomniałam, ze jest to stan długotrwały? Medycznie rzecz ujmujac jest to stan na tyle anormalny, ze długotrwale jest niebezpieczny, czasem sie zdarza i anzywa się go yzaleznieniem, albo wrecz obsesją


              >
              > Oczywiście, sprawa jest prosta (przynajmniej teoretycznie) i nikt przecież nie
              > kwestionuje Twojego prawa do takiego a nie innego podejścia.


              Ale nie chodzi o kwestionowaniesmile Kwestionowanie byłobu głupota - to MOJE podejscie do MOJEGo zyciasmile jakie ktos a plenipotencje do kwestionowania?smile


              Życie pokazuje jed
              > nak, że takie podejście na dłuższą metę (tzn. na kilkadziesiąt lat wspólnego ży
              > cia) działa tylko w niektórych przypadkach.


              Ale natiralniesmile wiec JA osoniscie byłabym za rozstaniem w takiej sytuacji a inni? niech kzdt zrobi, jak uwazasmile

              > Moja analiza może być do dupy, podobnie jak Twoje subiektywne przekonanie, że w
              > ybaczyłaś. smile



              zakladasz, ze lepiej wiesz co ja czuje, w dodatku po hehe 6 latach, dalej mając z tym kims prawie codzienny kontakt? Mocnesmile

              > Jestem bardzo relanym człowiekiem, tak samo realnym jak ludzie z Twojego otocze
              > nia, więc rozumiem, że masz bardzo dobre mniemanie o sobie i niech tak zostanie
              > . smile


              Nie, dla mnie nie jestes realna osobą - nie zrozum mnie xle, nie zakładam, ze zmyslasz, czy przedstawiasz nieswoje poglady Po prostu znam Cię tylko z forim, w dodatku krótko smile Ocenaim Twoje poglady TYLKO na podstawie tego co napiszesz, nie mam żadnej wiedzy na temat Twego postepowania w zyciu, zgodnosci tegoż z tym co piszesz Forum to do siebie ma, że w wiekszosci tylko tak zna się współrozmówców i to normalne. Natomiast ludzie z realnego otoczenia sa znani inaczej, wieloaspetowo na ogół i ocrna ich postepowania i pogladów jest bardziej złozona

              >
              > Tak, nie jest to powszechne, a Ty jesteś po prostu przykładem do naśladowania.

              Nie wiem czy do nasladowania Po prostu uwazam, ze niesprawiedliwa jest ocena całosci czyjejs działalnosci po tym, ze ktos robi w danej dziedzinie cos co sami uwazamy za złe, a oceniamy go wówczas globalnie.

              > I z pewnością jesteś bardzo wartościową osobą, tylko że bardzo skoncentrowaną n
              > a sobie jak wynika z Twoich postów, w których po prostu nachwalić się samej sie
              > bie nie możesz. smile


              No widzisz, masz swa subiektywną ocene, opata tylko na forum i juz "wszystko" o mnie wiesz - powszechne, stawiające na łatwizne podejscie ludzi smile

              >
              > Z pewnością nie rozumiemy słowa "wybaczenie" w ten sam sposób, ale to że nie mo
              > głaś być z człowiekiem, którego kochałaś i któremu jak twierdzisz wybaczyłaś sw
              > iadczy o tym, że chciałaś bardzo wybaczyć, ale mogłaś zrobić to tylko do pewnej
              > granicy.


              To na czym wg Ciebie polega wybaczenie?
              Ja temy człowiekowi nawet nie tyle chcialam wybaczć Wubaczenie przyszło w zasadzie dosc łatwo - jak sobie uswiadomiłam ile rzeczy dla mnie w zyciu zrobił naprawde wyjatkowych, ile sam poswiecił, z czego zrezygnował dla mnie nie miałam watpliwosci, ze wart jest szacunku u tego, zeby mu wybaczyc jeden bład. To nie kwestia braku przebaczenia sprawiła, ze nie mogłam z nim juz byc, a braku zaufana w tym zakresie W pewnym momencie naszego życia ten człowiek był najblizszą mi osobą w promieniu 350 kmsmile Nie było blizej mnie nikogo nawet nie tyle bliskiego, a kogos kogo btm w miare znała. Ufałam mu bezgranicznie w kazdtm aspekcie, a on w jednym, tym własnie, zawiódł. Ale już w zadnym innym, ani wczesniej, ani potem , do teraz Jednak mje zaufanie sracił w tym zakresie i nie ma mozliwosci go odzyskac, nigdy. Jako jego przyjaciółka nie potrzebuje miec zaufania w tym zakresie, zeby się z nim przyjaźnić, woec mozemy się przyjaźnic, ale razem już nie mozemy być. I y to chodzo Nie jestem wyjatkowa: każdy zdradzony człowiek nie ma juz zaufania do tego, kto go zdradził. Moze próbowac z tym kims byc, ale już nie bedzie ufał, w zasadzie nigdy. a ja takiego bycia arzem nie chciałam, z wybaczeniem nie miało to nic wspólnego.

              I nie ma w tym nic dziwnego. Nie umniejsza to Twojej wartości.

              Swoje poczucie wlasnejwartosci buowałam nie na podstawie opiniiforumowiczów, wiec ta mnie ani grzeje, ani ziebi smile

              >
              > Masz rację, zrzucanie winy za zdradę na osobę trzecią nie ma nic wspólnego z wy
              > baczaniem.



              Nie ma, ale kazdy zanjmujacy się tematem fachowiec powie ci, ze jest to "zabieg" psuchiczny stosowany czesto w celu pozornego wybaczenia.

              >
              >
              > Znów masz absolutną rację - udawanie, że problemu nie było nie oznacza wybacze
              > nia. Ale rozstanie z kochanym człowiekiem pomimo wybaczenia świadczy o tym, że
              > wybaczenie zatrzymalo się na "progu" nie do przeskoczenia.


              Moim zdaniem się myslisz. Wybaczenie komys nie jest jednoznaczne z odzyskaniem zaufana do tego kogos, ani z wewnetrznym pogodzeniem sie ze stratą. Dotyczy to kazdej sytuacji, a nie tylko zdrady. Oczywiscie, mozna udawac, ze się czuje dobrze w takim układzie i znam przynajmniej pare osób, które tak próbowały robic, albo nadal robią Ich wybór. Ja uwazam, ze nie da sie udawac zycia. Nie da się udwac zaufania. Ja mam tak od dziecka.
              Kiedy byłam mała dziewczynką, miałam przyjaciółke, miłą dziewczynke, ale straszną pleciugę smile Kedys powierzyłam jej dzieciecą "tajemnicę" smile wygadała Wiedziała , ze to źle i przeprosiła No i mi przeszło i nadal się z nia bawiłam, spotykałam, śmiałam, ale nigdu wiecej nie powierzyłam jej już niczego osobistego. Instynkt samozchowaczy smile

              >
              > To znaczy, że jeśli czlowiek postępuje wbrew temu co natura przekazała mu w gen
              > ach, to po prostu "umiera"... smile


              jak juz kiedyś pisałam na tym forum: naukowo zostało udowodnione, ze tak naprawde wszystkie nasze poglady są wtórne. Pochodzą z naszego wychowania, przekonania, a nie z natury naszej.
              Dlatego własnie dzieje sie tak, ze zaleznie od kultiry, stosunek do wiernosci czy standard piekna sa inne. Rzecz w tym, ze czesc pogladów z przekonania przyjmikemy jako własne, z natury płynie tylko to co dyktuje nam instynkt, a nie jest to całosc naszej osobowosci stad odrzucając na sile coś, do czego naprawde jesteśmy przekonani, na ogół cierpimy, natomiast z radoscia odrzucamu coś do czego przekonani nie jesteśmy.
              • gravedigger1 Re: Wiesz Uffo :) 06.01.11, 17:39
                kora3 napisała:

                > oczywiscie, a gdzies wspomniałam, ze jest to stan długotrwały?

                A czy ja gdzieś napisalem, że Ty wspomniałaś, że jest to stan długotrwały? smile

                > Ale nie chodzi o kwestionowaniesmile Kwestionowanie byłobu głupota - to MOJE podej
                > scie do MOJEGo zyciasmile jakie ktos a plenipotencje do kwestionowania?smile

                Do kwestionowania żadnych plenipotencji mieć nie trzeba i nie jest ono zabronione żadnym prawem. smile

                > zakladasz, ze lepiej wiesz co ja czuje, w dodatku po hehe 6 latach, dalej mając
                > z tym kims prawie codzienny kontakt? Mocnesmile

                Nie, nie zakładam tak. Mogę się mylić tak samo jak Ty możesz mylić się, biorąc swoją subiektywną ocenę za dobrą monetę. smile

                > Nie, dla mnie nie jestes realna osobą - nie zrozum mnie xle, nie zakładam, ze z
                > myslasz, czy przedstawiasz nieswoje poglady Po prostu znam Cię tylko z forim, w
                > dodatku krótko smile

                Skoro znasz mnie tylko z forum i to bardzo krótko, to tym bardziej nie powinnaś mnie szufladkować. smile A mimo że dla Ciebie nie jestem realną osobą, to taką osobą jestem. smile

                > Nie wiem czy do nasladowania Po prostu uwazam, ze niesprawiedliwa jest ocena ca
                > łosci czyjejs działalnosci po tym, ze ktos robi w danej dziedzinie cos co sami
                > uwazamy za złe, a oceniamy go wówczas globalnie.

                Ale mnie nie chodzi o to. Chodzi mi tylko o to, że wiele Twoich postów opisuje Twoje zalety, Twoje szlachetne postępowanie itp. Być może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale jak się takie posty czyta, to widzi się wlaśnie taki wzrór godny naśladowania.

                > No widzisz, masz swa subiektywną ocene, opata tylko na forum i juz "wszystko" o
                > mnie wiesz - powszechne, stawiające na łatwizne podejscie ludzi smile

                Nigdzie nie stwierdziłem, że wszystko o Tobie wiem. Stwierdziłem tylko, że lubisz się chwalić swoimi zaletami, i stwierdziłem przy tym, że nie wyklucza to, że jesteś wartościową osobą. Jak widzisz więc nie zaszufladkowałem Cię wcale. smile

                > To na czym wg Ciebie polega wybaczenie?

                Pełne wybaczenie osobie bliskiej to danie jej kredytu zaufania pomimo tego, że osoba ta to zaufanie zawiodła.

                > To nie kw
                > estia braku przebaczenia sprawiła, ze nie mogłam z nim juz byc, a braku zaufana
                > w tym zakresie

                Właśnie o to chodzi. Nie potrafiłaś mu ponownie zaufać, więc nie wybaczyłaś mu do końca.


                > Jednak mje zaufanie sracił w tym zakresie i nie ma mozliwosci go odzyskac, nigdy.

                No widzisz. To doskonale ilustruje "poziom" Twojego wybaczenia. Nawet człowiek skazany na długoletnie więzienie otrzymuje od społeczeństwa kredyt zaufania po odbyciu kary. Wypuszcza się go na wolność ufając, że drugi raz tego samego czyny nie popełni. Ty natomiast skazałaś kochanego człowieka na wieczną utratę swojego zaufania i twierdzisz, że mu wybaczyłaś? Wybacz, ale to sprzeczne z pojęciem wybaczenia (przynajmniej w moim rozumieniu). smile

                > Jako jego przyjaciółka nie potrzebuje miec zaufania w tym za
                > kresie, zeby się z nim przyjaźnić, woec mozemy się przyjaźnic, ale razem już ni
                > e mozemy być.

                Właśnie. Wybaczyłaś mu na poziomie relacji koleżeńskiej/przyjacielskiej, ale nie na poziomie relacji damsko-męskiej. smile

                > Swoje poczucie wlasnejwartosci buowałam nie na podstawie opiniiforumowiczów, wi
                > ec ta mnie ani grzeje, ani ziebi smile

                I bardzo dobrze. smile

                > Moim zdaniem się myslisz. Wybaczenie komys nie jest jednoznaczne z odzyskaniem
                > zaufana do tego kogos, ani z wewnetrznym pogodzeniem sie ze stratą.

                Moim zdaniem nie mylę się. I Ty też się nie mylisz. Po prostu inaczej rozumiemy pojęcie "wybaczania". smile

                > Nie da się udwac zaufania.

                Da się udawać, ale to nie znaczy, że jest to pozytywne, godne naśladowania i dobre z punktu widzenia relacji międzyludzkich. Da się też zaufać ponownie, choć wtedy jest ryzyko, że zaufanie to zostanie zawiedzione kolejny raz. Natomiast całkowite pozbawienie kogoś naszego zaufania jest bezpieczne - już nigdy ten ktoś naszego zaufania nie zawiedzie. smile

                > Rzecz w tym, ze czesc pogladów z przekonania przyjm
                > ikemy jako własne, z natury płynie tylko to co dyktuje nam instynkt, a nie jest
                > to całosc naszej osobowosci stad odrzucając na sile coś, do czego naprawde jes
                > teśmy przekonani, na ogół cierpimy, natomiast z radoscia odrzucamu coś do czego
                > przekonani nie jesteśmy.

                Odrzucając coś, co dyktuje nam instynkt, a co narzuca nam kultura na ogół cierpimy. Niektórzy decydują się przerwać to cieprienie w sposób otwarty i bez oszukiwania innych, a inni przerywają je w ukryciu, okłamując innych i siebie przy okazji. Ja ten problem rozwiązałem dzięki temu, że jestem z kobietą, dla której wierność seksualna nie jest ważna. Mamy więc oboje psychiczny komfort, bo możemy "seksić" się z innymi, nie raniąc się i nie oszukując nawzajem. smile
                • kora3 Re: Wiesz Uffo :) 06.01.11, 18:11
                  gravedigger1 napisał:
                  >
                  > A czy ja gdzieś napisalem, że Ty wspomniałaś, że jest to stan długotrwały? smile

                  no nie - wiec po co o tym wspominacsmile

                  >
                  > Do kwestionowania żadnych plenipotencji mieć nie trzeba i nie jest ono zabronio
                  > ne żadnym prawem. smile


                  ale po co?

                  >
                  > Nie, nie zakładam tak. Mogę się mylić tak samo jak Ty możesz mylić się, biorąc
                  > swoją subiektywną ocenę za dobrą monetę. smile


                  wiem co czuję smile


                  >
                  > Skoro znasz mnie tylko z forum i to bardzo krótko, to tym bardziej nie powinnaś
                  > mnie szufladkować. smile A mimo że dla Ciebie nie jestem realną osobą, to taką os
                  > obą jestem. smile


                  Nie szyfladkuje Cię - nie zaklama, ze jesteś złym pracownikiem, partnerem, kolega tylko dlatego, ze masz inne niz ja pogladysmile

                  >
                  > Ale mnie nie chodzi o to. Chodzi mi tylko o to, że wiele Twoich postów opisuje
                  > Twoje zalety, Twoje szlachetne postępowanie itp.


                  dziwne, rozumiem, ze mam pisac, ze cos zrobiłabym, czy zrobiłam inaczej niż uwazam?

                  >
                  > Nigdzie nie stwierdziłem, że wszystko o Tobie wiem. Stwierdziłem tylko, że lubi
                  > sz się chwalić swoimi zaletami, i stwierdziłem przy tym, że nie wyklucza to, że
                  > jesteś wartościową osobą. Jak widzisz więc nie zaszufladkowałem Cię wcale. smile


                  widzisz, a na pewnym nieodległym tematycznie forum była/jest pani, która uwazała, ze sie chwale tym, ze miałam wielu (hmmm) partnerów seksualnychsmile chwalipieta znaczy ze mnie smile

                  >
                  > Pełne wybaczenie osobie bliskiej to danie jej kredytu zaufania pomimo tego, że
                  > osoba ta to zaufanie zawiodła.


                  A czyli jesli ktos nie powierza złodziejowi swych oszczednosci znaczy, ze nie przebaczył mu kradzieży?

                  >
                  > Właśnie o to chodzi. Nie potrafiłaś mu ponownie zaufać, więc nie wybaczyłaś mu
                  > do końca

                  ale skad takie definiowanie? Dlaczego przebaczenie czegokolwiek ma się wiazac zaraz z danuem kolejnego kredytu zaufania? Skad takie kryterium? Chyba tylko własne, na swój uzytek?
                  Włanie - ogólnie rzecz biorąc- przebaczenie wcale nie oznacza tego., ze wymazujesz z pamieci wszystko, resetujesz i lecisz od nowa To tylko z kompem tak się da, z człowiekiem - nie Pewnych rzeczy nie da się zapomnieć, nie da się tez zaufac komus, kto zaufanie zawiódł, w kazdym razie nie szybko i nie na pewno. Te osoby, które twierdzą, ze zaufały zdradzającej je "połowce" ostaja schizów, gdy spóźnia się z pracy, wujezdza słyzbowo, dostaje smysa, przeszukują kieszenie, komórki - widziałam to nie raz. to ma być zaufanie?smile No daj spokój smile

                  >
                  > No widzisz. To doskonale ilustruje "poziom" Twojego wybaczenia. Nawet człowiek
                  > skazany na długoletnie więzienie otrzymuje od społeczeństwa kredyt zaufania po
                  > odbyciu kary. Wypuszcza się go na wolność ufając, że drugi raz tego samego czyn
                  > y nie popełni.


                  No nie do końcasmile pokaż mi finansiste, który zatrudni skazanego za kase smile
                  Wg mnie źle pojmujesz przebaczenie - dla nie przebaczenie to niechowanie urazy, brak checi zemsty, a nie reset pamieciowu smile

                  Ty natomiast skazałaś kochanego człowieka na wieczną utratę swoj
                  > ego zaufania i twierdzisz, że mu wybaczyłaś?


                  Ja NIKOGO na NIC nie skazałam Grave smile Zasady były jasne i znane Jesli ktos siebie skazał na ytrate mego zaufania na zawsze, to ten pan sam się skazał. Byłoby jak piszesz, gdybym podejrzewała go o cos czego nie było i na tej podstawie odeszła bez mozliwosci powroru, a tak nie byłosmile

                  Wybacz, ale to sprzeczne z pojęcie
                  > m wybaczenia (przynajmniej w moim rozumieniu). smile


                  Kazdy ma prawo do swego rozumienia, Ty też, ale to nie znaczy, ze to rozumienia to jakies obligo. smile

                  >
                  > Właśnie. Wybaczyłaś mu na poziomie relacji koleżeńskiej/przyjacielskiej, ale ni
                  > e na poziomie relacji damsko-męskiej. smile


                  Ależ mieszy nami NiE ma juz relacji mesko-damskiej i nie ma oczym gadac
                  >
                  > Moim zdaniem nie mylę się. I Ty też się nie mylisz. Po prostu inaczej rozumiemy
                  > pojęcie "wybaczania". smile


                  Pewnie tak, aczkolwiek moje pojmowanie jest szersze i bardziej uniwersalne z tego co widze i chyba smile prawdziwsze w ej sprawie akurat

                  >
                  > Da się udawać, ale to nie znaczy, że jest to pozytywne, godne naśladowania i do
                  > bre z punktu widzenia relacji międzyludzkich.


                  Przed soba sie nie da smile

                  Da się też zaufać ponownie, choć
                  > wtedy jest ryzyko, że zaufanie to zostanie zawiedzione kolejny raz.


                  ryzyko, ze zayfanie zostanie zawidzione raz pierwszy też ZAWSZE istnieje, przynajniej ja to wiem, bo mam doswiadczenie. smile

                  Natomiast c
                  > ałkowite pozbawienie kogoś naszego zaufania jest bezpieczne - już nigdy ten kto
                  > ś naszego zaufania nie zawiedzie. smile


                  bo tak, a jaki jest sens narazania się kolejny raz na to? zresztą nie o to chodzi, chodzi o brak zaufania z załozenia
                  >
                  Ja ten problem rozwiązałem dzięki temu, że jestem z kobietą, dla której
                  > wierność seksualna nie jest ważna. Mamy więc oboje psychiczny komfort, bo możem
                  > y "seksić" się z innymi, nie raniąc się i nie oszukując nawzajem. smile


                  no to fajnie, jesli onojgu wam to pasuje, to tylko sie cieszyc ale par, w który OBOJR partnerzy mają taki stosunek do seksu jest mało.
                  • gravedigger1 Re: Wiesz Uffo :) 07.01.11, 09:08
                    kora3 napisała:

                    > no nie - wiec po co o tym wspominacsmile

                    A dlaczego nie wspominać? Co stoi na przeszkodzie? smile

                    > ale po co?

                    Sobie a muzom. smile

                    > wiem co czuję smile

                    Emocje zniekształcają ocenę rzeczywistości. smile

                    > dziwne, rozumiem, ze mam pisac, ze cos zrobiłabym, czy zrobiłam inaczej niż uwazam?

                    Nie, pisz jak chcesz. Ja tylko zwracam uwagę na to jak odbiera Twoje osbiste posty osoba postronna.

                    > widzisz, a na pewnym nieodległym tematycznie forum była/jest pani, która uwazał
                    > a, ze sie chwale tym, ze miałam wielu (hmmm) partnerów seksualnychsmile chwalipiet
                    > a znaczy ze mnie smile

                    Ja nie odnoszę się do tego, co pisałaś na innym forum. Odnoszę się tylkod o tego, co piszesz tutaj. A faktem jest, że dośc często podajesz przykłady, w ktorych jawisz się jako osoba wielu zalet. To wszystko. smile

                    > A czyli jesli ktos nie powierza złodziejowi swych oszczednosci znaczy, ze nie p
                    > rzebaczył mu kradzieży?

                    Tak, oznacza to, że tego kogoś uważa nadal za złodzieja niegodnego zaufania.

                    > ale skad takie definiowanie? Dlaczego przebaczenie czegokolwiek ma się wiazac z
                    > araz z danuem kolejnego kredytu zaufania? Skad takie kryterium? Chyba tylko wła
                    > sne, na swój uzytek?

                    Nie ma jednej obowiązującej wszystkich definicji wybaczenia. Ja wybaczenie rozumiem tak, Ty inaczej.

                    > Te os
                    > oby, które twierdzą, ze zaufały zdradzającej je "połowce" ostaja schizów, gdy s
                    > późnia się z pracy, wujezdza słyzbowo, dostaje smysa, przeszukują kieszenie, ko
                    > mórki - widziałam to nie raz. to ma być zaufanie?smile No daj spokój smile

                    Oczywiście, że nie jest to zaufanie. Uwierz mi jednak, że prawdziwe zaufanie w takiej lub podobnej sytuacji jest możliwe. Wiem, bo sam tego doświadczyłem na własnej skórze. smile

                    > No nie do końcasmile pokaż mi finansiste, który zatrudni skazanego za kase smile
                    > Wg mnie źle pojmujesz przebaczenie - dla nie przebaczenie to niechowanie urazy,
                    > brak checi zemsty, a nie reset pamieciowu smile

                    Finasista zatrudni skazanego za kasę. Po pewnym czasie wyrok ulega zatarciu i taki skazany za kasę traktowany jest jak każdy inny obywatel, z takim samym kredytem zaufania jak inni.

                    > Ja NIKOGO na NIC nie skazałam Grave smile Zasady były jasne i znane Jesli ktos sie
                    > bie skazał na ytrate mego zaufania na zawsze, to ten pan sam się skazał.

                    Ooczywiście, znał zasady. Przestępca też zna zasady, popełnia przestępstwo, odbywa karę i ponownie otrzymuje kredyt zaufania. Ty po prostu ustaliłaś zasadę, że jak Twój partner popełni "przestępstwo", to niezależnie od ewentualnej "kary" będzie skazany na wieczną utratę Twojego zaufania. Twoje prawo.

                    > Kazdy ma prawo do swego rozumienia, Ty też, ale to nie znaczy, ze to rozumienia
                    > to jakies obligo. smile

                    A czy ja gdzieś napisałem, że jest? smile

                    > Ależ mieszy nami NiE ma juz relacji mesko-damskiej i nie ma oczym gadac

                    Nie ma już tej relacji, ponieważ nie wybaczyłaś mu do końca tego, co zraniło Cię tak mocno.

                    > Pewnie tak, aczkolwiek moje pojmowanie jest szersze i bardziej uniwersalne z te
                    > go co widze i chyba smile prawdziwsze w ej sprawie akurat

                    Niewątpliwie, Twoje pojmowanie jest lepsze od mojego, przynajmniej z Twojego punktu widzenia. smile

                    > Przed soba sie nie da smile

                    Ale przed kimś innym się da.

                    > ryzyko, ze zayfanie zostanie zawidzione raz pierwszy też ZAWSZE istnieje, przyn
                    > ajniej ja to wiem, bo mam doswiadczenie. smile

                    Ryzyko, że zaufanie zostanie zawiedzione istnieje zawsze, gdy udziela się komuś kredytu zaufania. Dlatego też pozbawienie kogoś kredytu zaufania tak jak w Twoim przypadku, wyklucza raz na zawsze możliwość zawiedzenia tego zaufania przez kogoś, kto raz już je zawiódł.

                    > bo tak, a jaki jest sens narazania się kolejny raz na to? zresztą nie o to chod
                    > zi, chodzi o brak zaufania z załozenia

                    Otóż to! smile

                    > no to fajnie, jesli onojgu wam to pasuje, to tylko sie cieszyc ale par, w który
                    > OBOJR partnerzy mają taki stosunek do seksu jest mało.

                    Tak, jest ich mało i m.in. dlatego coraz częściej ludzie tworzący związki damsko-męskie rozstają się.
                    • kora3 Re: Wiesz Uffo :) 07.01.11, 11:55
                      gravedigger1 napisał:

                      >
                      > A dlaczego nie wspominać? Co stoi na przeszkodzie? smile


                      nic, ale to bicie piany trochę smile

                      >
                      > Sobie a muzom. smile

                      to zmienia postac rzeczy smile
                      >
                      Emocje zniekształcają ocenę rzeczywistości. smile

                      emocje? po 6 latach? wybacz, ale to byłaby przesada smile
                      >
                      >
                      > Nie, pisz jak chcesz. Ja tylko zwracam uwagę na to jak odbiera Twoje osbiste po
                      > sty osoba postronna.


                      Nie tak osoba postronna, jak Ty, taka twoja wypowiedź sugeruje, ze jest to odbiór powszechny smile

                      >
                      > Ja nie odnoszę się do tego, co pisałaś na innym forum. Odnoszę się tylkod o teg
                      > o, co piszesz tutaj. A faktem jest, że dośc często podajesz przykłady, w ktoryc
                      > h jawisz się jako osoba wielu zalet. To wszystko. smile


                      na przykl;ad jakich zalet? smile serio pytam smile
                      >
                      > Tak, oznacza to, że tego kogoś uważa nadal za złodzieja niegodnego zaufania.

                      A wg mnie, ze ma doń poniekąd słusznie ograniczone zaufanie smile

                      >
                      > Nie ma jednej obowiązującej wszystkich definicji wybaczenia. Ja wybaczenie rozu
                      > miem tak, Ty inaczej.


                      no tak smile

                      >
                      > Oczywiście, że nie jest to zaufanie. Uwierz mi jednak, że prawdziwe zaufanie w
                      > takiej lub podobnej sytuacji jest możliwe. Wiem, bo sam tego doświadczyłem na w
                      > łasnej skórze. smile


                      Wierzę. Kazdy jest inny. Z tego co widze, opisane powyżej przeze mnie zachowanie "powtórnie bezgranicznie ufających" jest chyba niestety czestsze i trudno sie tez dziwić.
                      >
                      > Finasista zatrudni skazanego za kasę. Po pewnym czasie wyrok ulega zatarciu i t
                      > aki skazany za kasę traktowany jest jak każdy inny obywatel, z takim samym kred
                      > ytem zaufania jak inni.


                      Niekoniecznie mój drogi. Kazdy pracodawca ma prawo wybrać sobie pracownika. Oczywiscie - skazany po upływie kary znika z KRS, jako skazany, ale jesli pracodawca wie, że był skazany za przekrety finansowe, na ogół unika zatrudniania kogoś takiego.
                      >
                      > Ooczywiście, znał zasady. Przestępca też zna zasady, popełnia przestępstwo, odb
                      > ywa karę i ponownie otrzymuje kredyt zaufania. Ty po prostu ustaliłaś zasadę, ż
                      > e jak Twój partner popełni "przestępstwo", to niezależnie od ewentualnej "kary"
                      > będzie skazany na wieczną utratę Twojego zaufania. Twoje prawo.


                      Oczywiscie, ze moje - przecież o mnie chodzi smile

                      > Nie ma już tej relacji, ponieważ nie wybaczyłaś mu do końca tego, co zraniło Ci
                      > ę tak mocno.


                      WYBACZYLAM tylko nie miałam ZAUFANIA już w tej kwestii.
                      >
                      >
                      > Ale przed kimś innym się da.

                      pytanie : po co?

                      >
                      > Ryzyko, że zaufanie zostanie zawiedzione istnieje zawsze, gdy udziela się komuś
                      > kredytu zaufania. Dlatego też pozbawienie kogoś kredytu zaufania tak jak w Two
                      > im przypadku, wyklucza raz na zawsze możliwość zawiedzenia tego zaufania przez
                      > kogoś, kto raz już je zawiódł.


                      no naturalnie, kredytu tego rodzaju udzielam tylko raz smile

                      >
                      > Tak, jest ich mało i m.in. dlatego coraz częściej ludzie tworzący związki damsk
                      > o-męskie rozstają się.



                      Wiesz, ludzie rozstają się nie tylko z powodów zdrad. Czasem zdrada jest konsekwencja, a nie przyczyną kryzysu, najczesciej zresztą. Są też ludzie, którzy rozstają się z powodów zupelnie "pozazdradzieckich" - przykład: ja i mój eksmąż.
    • vobi10 Dużo konkretnych rad 05.01.11, 20:07
      dostarczyliby Ci rozmówcy , będący co najmniej po srebrnych godach,ale tacy na forach rzadko bywają,chyba,ze się jakiś wnuczek wypowiesmile,tak z obserwacji.
      Zawsze trzeba uwzględnić kontekst czyli uwarunkowania kulturowe,religijne i ....ekonomiczne.
      I tyle. Nie ma związków udanych,są tylko udawanesmile ,kara-nagroda,ten behavior funkcjonuje w każdej relacji. Przewaga marchewki, pastwisko w trawę obfite, no to nawet jak mnie kijem czasem traktują to wytrwam. Przewaga kija,to przeskakuję ogrodzenie smile).
      • uffo Re: Dużo konkretnych rad 05.01.11, 22:29
        tak, tak, wyglada na toze sam sobie powinienem cos poradzic, ale czyw ogole zwiazki szczesliwe,spelnione sa....ludzkie? Slyszalem niedawno taka audycje o jednym z ojcow demokracji amerykanskiej,chyba John Adams.To co przezywali, on, czy jego zona to istne pieklo z niebem. Calarodzina w jednym domu. Narkomani, alkoholicy,chorzy psychicznie, wieloletnie rozstania, rozlaki, samotnosc, depresje. To jest dopiero stymulacja...umyslowa!!!!! Iskry li wiory lataja. smile
        • uffo tak ogolnie 08.01.11, 20:26
          dzieki wszystkim za refleksje, rady. Odnosze wrazenie ze takim czynnikiem spajajacym zarowno zwiazek monogamiczny, jak i, o dziwo, zwiazek otwarty wydaje sie to cos co nazywamy magicznym slowem - Przy-Jazn. A to czy bedzie to taki czy owaki zwiazek, to chyba kwestia indywidualnych etapow rozwojowych, osob bezposrednio zaangazowanych. Wydaje mi sie ze w mojej sytuacji, po pewnych ostrych doswiadczeniach, moglbym...smialo...zakladac..... komune, nawet o typie matriarchalnym. Liczy sie radosc, po co dokladac cierpien do istniejacych naturalnie? 'spelnianie pragnien zakorzenione jest w energii zycia'. Wyrzeczenia i poswiecenia niewatpliwie wymagaja uczucia przyjazni, wyobrazenia sobie konsekwencji cierpien wyrzadzanych drugiej, wszak kochanej, osobie (o dzieciach nie wspominajac). Z drugiej strony jesli wszystkie osoby zaangazowane emocjonalnie w zwiazek, a wiec swiadomi/swiadome dobrowolni/dobrowolne kochankowie i kochanki, nie stronia od obowiazkow rodzicielskich i innych zawartych w tradycyjnym zwiazku, to krzywda jestz minimalizowana, nawet w wypadku wdow/wdowcow czysierot, a poswiecenie tez obecne, bo czlowiek wyrzeka sie posiadania drugiej, kochanej osoby, dla jej potrzeby doznawania radosci (np. z kims innym). I tu i tu poswiecenie i wyrzeczenie jest obecne i rozwojowe. Jak to mowili starozytni Hindusi: Nie z kazdego naturalnego aktu seksualnego poczyna sie dziecko. Ergo, akt seksualny nie zostal dany czlowiekowi po to jedynie by sie rozmnazac, i to monogamicznie. Czlowiek nie jestwszek jedynie zwierzeciem?
    • gaika Re: szczesliwy zwiazek 11.01.11, 16:56
      uffo napisał:

      > Wizac sie czy nie wia

      Nie spróbować?

      Przecież nie istnieją żadne gwarancje. Nigdy. Ale za to istnieje szansa na trwanie gorącego uczucia przez dziesięciolecia. Czy wiadomo, że akurat teraz nie trafi się ten cud?smile

      A jeśli nawet nie, to czy ten 'kokainowy' czas nie jest wart ryzyka?

      Bez miłości powiązanej z więzią z drugim człowiekiem nie ma sensu, nie ma rozwoju, nie ma trwania i ponoć nie istnieje z biologiczno- emocjonalnego punktu widzenia żadna silniejsza nagroda.

      Dlaczego nie jeść tego ciastka wspólnie?

      Nierzadko bywa, że z czasem miłość, przywiązanie i pożądanie przestają się ogniskować na jednej osobie, ale to już wpisane w naszą ludzką naturę i dominujące zapotrzebowanie na tę największą stymulację. A kiedy mózg świeci, przenosimy górysmile

      W otwartym związku, jeżeli obie strony się na to umawiają z całą świadomością, to nie może być mowy o zdradzie i bólu. Z kolei miłość powoduje skupienie uwagi i pożądania na obiekcie miłości, a z tym wiąże się pewien poziom zaborczości i potrzeby wyłączności. Ból wynika z braku odwzajemnienia.

      Każda relacja jest unikatowa. To co dzieje się w jednej nie zadzieje się w innym układzie, bo oprócz strony emocjonalnej nakładają się na to typy osobowości, zasady, uwspólnione przekonania, podejście do życia, konkretny moment, umiejętność kontroli albo do niej niechęć, wcześniejsze doświadczenia- sporo różnych czynników i okoliczności... Czyli recepty niet. Aczkolwiek jest jeden motyw, który uznałabym za dość zasadniczy-komunikacja.

      Tak czy siak dużo pożądanej neurochemii życzęsmile
      • uffo Re: szczesliwy zwiazek 12.01.11, 16:23
        no tak, tworzyc wiez z kims drugim to jest pewnego rodzaju bezpowrotnosc, a w kazdym razie takie scalenie ktore nie zawsze jest ocaleniem (w sensie tworzenia calsci z dwoch polowek). A droga poworotna jest zawsze bolesna jesli nie dramatyczna. Ryzyk fizyk. Milsc jest skokiem w przepasc.Coprawda po pewnych przejsciach wyrabia sie, ak widze, w czlwieku pewien mechanizm samoobronny, nie dopuszczajacy do takiego scalenia owych polowek, azeby musialo dojsc do tak micnych emocjonanych reperksuji, w razie rozpadu polowek. Bezpieczenstwo? Strach? Instynkt samozachowawczy? Czy po prostu zdrowy rozsadek, osiagniecie pewnego stopnia rownowagi miedzy ego a jaznia? Cos dla siebie i cos dla drugiego.Wszak partnerstwo to chyba rownowaga wymiany,branie-dawanie, drabina Jakubowa z anolami zstepujacymi i wstepujacymi, bo w przeciwnym razie sado-maso?
        Z drugiej strony, kiedy zbliza sie moja eks, nawet jesli tylko w umysle, to moja podswiadomosc podklada mi tyle dziwnych zdarzen, przeszkod, azeby tylko nie dopuscic do jakiejkowliek ewentualnosci zblizenia, po-jednania, zakopania toporka, ze juz nawet nie smialbym sie jej sprzeciwiac. Podswiadomosc chyba....wie....co robi? wink

        ale niewatpliwie probowac mozna i trzeba, a przynajmniej nie rezygnowac.


        Kokainowy czas jako tworczy haj jak najbardziej. Sama kokaina raczej nie.

        ale jesli czlowiek jest istota hermafrodyczna, przynajmniej psychologicznie, to rozwoj zawsze jest. A dziecijako owoce tworcze, powstale w samotnej medytacjii z uzyciem wyobrazni, posiadaja sile realna. Wlasnie zycie tworcze daje dystans imozliwosc ogladu zycia, bez kotlowania sie w tyglu, ktory daje potencjal przemiany, ale tak czy owak, po przezyciach i przejsciach w realu potrzebny jest czas na refleksje, wybaczenia, kulminacje, spelnienia,etc., azeby moc wszystko prawidlowo w-cielic.

        Oczywiscie rozwojowi nie ma konca,a wiec po wlasciwym, mniej wiecej wcieleniu, moze otworzycsie czas na nastepne ocalania. Moze.

        Nawet jesli ludzie umowia sie ze soba z cala swiadomoscia na otwartosc, calkowicie reakcji w realu przewidziec nie mozna. Poza tym, jak mowie, jesli uczucie jest realne, to zawsze boli i wymaga wewnetrznej izewnetrznej pracy,azeby tolerowac, wybaczac iakceptowac. Jak sama mowisz, w sytuacji milosci zawsze nastepuje jakas wiez, czyli calosc, jednosc, ktora jesli nie dziala w jedna strone, jakjedno cialo, odczuwa w jakims stopniu rozdarcie. A wrazliwoscna radosc rowniez wyostrza wrazliwoscna bol. Nawet male rzeczy moga bolec. Trzeba chyba wowczas podwyzszac bezustannie poprzeczke swiadomosci i zrozumienia, azeby cialo, uczucia zaakcpetowaly taka wielowarstwowoscw jednosci.

        Owszem, recepty niet, jakkolwiek faktycznie, do przyjazni, trzeba dodac maksymalna komunikacje. Niby jedno drugie implikuje, ale nie mozna o tym zapominac.
        Milczenie w takiej sytuacji nie jest raczej zadnym zlotem ani swiecidelkiem.

        Jak to mawial Blake:

        I was angry with my friend
        I told my wrath
        My wrath did end



        gaika napisała:

        > uffo napisał:
        >
        > > Wiazac sie czy nie wia
        >
        > Nie spróbować?
        • gaika Re: szczesliwy zwiazek 14.01.11, 09:46
          Doświadczenie musi wywierać piętno, ale jeśli nie umiemy wyjść poza jego krąg, to sami sobie stawiamy nieprzekraczalne granice między starym a nowym.

          Poczucie bezpieczeństwa to ważna rzecz. Wszystko czemuś służy. Mechanizmy samoobronne też, ale ciągła obrona w końcu uniemożliwia czucie. Montując wszędzie wentyle bezpieczeństwa nigdy nie zaryzykujemy, żeby się zbliżyć, ani nie pozwolimy zbliżyć się drugiej osobie. Jakiś bilans zysków i strat jest na rzeczy, ale przecież wszystkiego i tak nie da się wymierzyć, wszystkiemu zapobiec, przeciwdziałać.

          Przewidując ból robi się wszystko, żeby go uniknąć ale w tym samym pakiecie unika się też euforii. Czyli zawsze letnio. Niektórzy lubią letnio.

          Nie chciałam powiedzieć, że nie można się rozwijać, być twórczym i mieć satysfakcjonującego życia bez miłości do drugiej osoby, tylko że ten rodzaj uczucia jest najsilniejszym motorem napędowym na poziomie fizjologicznym choćby.

          I miłość nie bardzo da się poddać kontroli.

          Nie sądzę, aby można było umówić się na otwarty związek na etapie tzw. romantycznej miłości. Wtedy nie istnieje nic i nikt poza. Z czasem, bywa, ludzie do takich relacji dojrzewają i je akceptują. Chyba, że szalona miłość nie miniesmile

          Jednak przed bólem, cierpieniem, rozdarciem nie można się zabezpieczyć. Wszelkie relacje z ludźmi niosą w sobie jakiś poziom ryzyka. Tylem że im gorętsze uczucia tym upadek boleśniejszy. Ale, gdyby nie ten amok i nie te siniaki wiedzielibyśmy, że istniejemy?

          > Jak to mawial Blake:
          >
          > I was angry with my friend
          > I told my wrath
          > My wrath did end

          Blake wiedział co mówi. Musiał mieć żeński umysłsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka