diabollo
23.01.11, 12:29
Wspomniani wyżej zwolennicy popędzania knutem lokomotywy dziejów zwalczali PRAWOMOCNOŚĆ WŁADZY. Władza od prawieków należała do posiadaczy tzw. środków materialnych i broni. Komu ten stan rzeczy nie odpowiadał, zaliczany bywał w naszych okolicach - umownie - do lewicy. Jej zwolennicy mieli pewne wspólne cechy: zwalczali wyzysk, samowolę sądów, cenzurę, a przede wszystkim - despotię władzy wykonawczej. Dopiero w wieku XX lewica przejęła (mniejsza o szczegóły) gdzieniegdzie broń i środki. Okazało się prędko, że prawie wszędzie używa ich dla przywrócenia despotii, teraz własnej. Miłosz pisze: "Tam, w Rosji, grupa Nieczajewa ( ) odrzucała prawomocność władzy monarszej i całego systemu, wspartego na sakralności. Tu, na Zachodzie, przyszła kolej na władzę powołaną w wyborach".
Otóż w Europie Wschodniej i Środkowej, na terytorium Obozu pojawiła się i przetrwała aż do rozpadu ZSSR z jego strefą wpływów pokaźna grupa ludzi negujących prawomocność władzy zależnej od sąsiada hegemona i uzurpującej sobie idee wiązane tradycyjnie z lewicą, lecz tylko pozorowane. W Polsce udało się wtedy doprowadzić do zjawiska bez precedensu: sojuszu czołówki robotniczej z inteligencją. Wynikiem była wolność od cudzych wojsk i dyrektyw, władze obieralne, swoboda myśli, słowa i przedsiębiorczości.
I oto jesteśmy świadkami fenomenu - groteskowego i groźnego zarazem - o którym Dostojewskiemu się nie śniło. Wyrosła wśród nas konfraternia wyrodków demokracji, nieuznająca prawomocności legalnie obranej władzy, gotowa działać wzorem bohaterów jego "Biesów" - ale wyznająca wszystkie z grubsza wstydliwe idee ich autora: autorytaryzm, wstręt do wykształciuchów, pogardę dla świeckich tradycji, kult kołtuna i nienawiść do takich umysłów i talentów jak Czesław Miłosz.
Całość:
wyborcza.pl/1,97782,8951182,Milosz__Polska__biesy.html