diabollo
05.06.12, 21:15
Wikileaks to pikuś, czyli kto tworzy miejsca pracy?
Wojciech Orliński
Wyobraźcie sobie, jaką byśmy mieli koniunkturę!
Ludzie interesujący się technologiami namiętnie oglądają konferencje z cyklu TED ("Technology, Entertainment and Design"), na których najwybitniejsi przedstawiciele branży dzielą się "ideami wartymi rozpowszechniania".
Amerykański serwis "National Journal", od czterech dekad śledzący amerykańską politykę od środka (założyli go w 1969 dziennikarze specjalizujacy się w opisywaniu Białego Domu i Kapitolu), dotarł niedawno do fascynującej historii wystąpienia, które okazało się dla organizatorów TED niecenzuralne.
TED nie unika tematów kontrowersyjnych, nie unika też polityki. Na konferencję zapraszano zawodowych polityków, m.in. brytyjskich premierów Gordona Browna i Davida Camerona, byłego wiceprezydenta Ala Gore'a i twórcę Wikileaks Juliana Assange'a. Nie obawiano się tak spornych kwestii jak ateizm (który reklamował w TED sam Richard Dawkins), kontrola urodzeń, parytety dla kobiet, energia atomowa czy polityka bliskowschodnia.
Granice akceptowalnego dyskursu przekroczył dopiero Nick Hanauer, biznesmen specjalizujący się w tzw. venture capital, czyli inwestowaniu w firmy, które dopiero zaczynają działalność. Był pierwszym komercyjnym inwestorem, który zaryzykował wsparcie początkującej sieciowej księgarni Amazon, rozkręcił też reklamową firmę aQuantive, którą Microsoft kupił za 6 miliardów dolarów.
Kto jak kto, ale zawodowy rozkręcacz nowych biznesów chyba ma coś do powiedzenia w kwestii tego, kto właściwie w nowoczesnej gospodarce tworzy miejsca pracy. Nie pozwolono mu jednak powiedzieć tego pod szyldem TED, bo kurator tych konferencji Chris Anderson (nie mylić ze znanym technologicznym publicystą o tym samym imieniu i nazwisku) uznał ten temat za "zbyt polityczny".
W odrzuconym wystąpieniu (którego treść można przeczytać na nationaljournal.com) Hanauer powiedział, że nowych miejsc pracy nie tworzą kapitaliści. "Ktokolwiek kierował biznesem, ten wie, że kapitalista zatrudnia ludzi tylko, kiedy nie ma już innego wyjścia, żeby nadążyć za zwiększonymi zamówieniami" - dodał.
Miejsca pracy tworzą konsumenci, którzy tworzą popyt, zmuszając przedsiębiorców do zwiększenia zatrudnienia. Czyli tworzy je klasa średnia, która zarabia, a więc wydaje. Jeśli chcemy polityką podatkową poprawiać koniunkturę i tworzyć miejsca pracy - to jej powinniśmy w pierwszej kolejności dawać ulgi.
Kiedy kapitalista twierdzi, że "tworzy miejsca pracy", to tak samo błędne, jakby wiewiórka twierdziła, że tworzy ewolucję. Jest akurat odwrotnie - powiedział Hanauer.
Od przeszło 30 lat czołowe kraje kapitalistyczne realizują inną politykę. My kapitalizm budować zaczęliśmy od razu w ich stylu, nigdy nie poznaliśmy kapitalizmu na Zachodzie zwanego "złotą erą", czyli w czasach od drugiej wojny światowej po lata 70.
Hanauer chciał swoje wystąpienie ilustrować slajdami pokazującymi na wykresach, jak zmiana polityki podatkowej i związane z tym wymknięcie się różnic majątkowych spod kontroli korelują z pogarszaniem sytuacji gospodarczej. Im bardziej cięciami podatkowymi dla najbogatszych pobudzamy ich do rzekomego "tworzenia miejsc pracy", tym bardziej miejsc pracy ubywa.
Od 1979 roku zarobki dolnych 60 proc. społeczeństwa w USA praktycznie stoją w miejscu (przeliczone na inflację). Zarobki górnych 20 proc. nieznacznie wzrosły, za to zarobki górnego 1 proc. wzrosły czterokrotnie. Hanauer sam należy do górnego 1 proc. i dlatego właśnie uważa, że tej grupie nie ma sensu pomagać.
"Zarobki ludzi takich jak ja są setki czy tysiące razy większe od przeciętnych Amerykanów, ale przecież nie kupujemy z tego powodu sto czy tysiąc razy więcej samochodów" - powiedział. I zauważył: "Gdyby przeciętni Amerykanie nadal mieli taki sam udział w bogactwie kraju jak w 1979 roku, ich zarobki wzrosłyby o 25 proc., do imponujących 130 tys. dolarów rocznie; wyobraźcie sobie, jaką byśmy mieli koniunkturę!".
"National Journal" ujawnił korespondencję, którą Hanauer prowadził z kuratorem TED. Ten początkowo chciał opublikować prezentację, ale uznał, że to "najbardziej politycznie kontrowersyjne przemówienie w dziejach TED", więc musi wybrać dobrą datę.
"W przyszłym tygodniu Melinda Gates mówi o antykoncepcji, więc przyszły tydzień odpada" - napisał. Ale potem okazało się, że inne tygodnie też nie wchodzą w grę, aż w końcu Chris Anderson otwarcie napisał, że ta prezentacja jest "zbyt polityczna" na TED.
Cóż, przynajmniej zgodnie z mottem imprezy, mówiącym o "ideach wartych rozpowszechniania", tę ideę przewrotnie udało mu się rozpowszechnić. Wiadomość o prezentacji zbyt kontrowersyjnej dla TED obiegła serwisy społecznościowe.
Dla mnie też to jest pierwsza prezentacja związana z TED, której poświęciłem felieton. I chyba raczej ostatnia...
wyborcza.pl/1,99495,11793108,Wikileaks_to_pikus__czyli_kto_tworzy_miejsca_pracy_.html