Dodaj do ulubionych

Narodowy dom wariatów

13.09.12, 07:34

Narodowy dom wariatów

Seweryn Blumsztajn

Dwóch narodowców z Białegostoku (w Warszawie bywają na ogół pod pomnikiem Dmowskiego) zaalarmowało w internecie, że przy budowie II linii metra wydobyto już ponad 50 szkieletów ludzkich.


Zainteresowali się tym patriotyczni internauci i poseł PiS Artur Górski ("wybór Obamy to koniec cywilizacji białego człowieka"). Poseł wie już więcej: według niego władze Warszawy w tajnej instrukcji zakazały pracownikom metra zgłaszania przypadków znalezienia szczątków ludzkich, a to przecież kości powstańców lub cywilnych ofiar Powstania.

Dyrekcja budowy i wiceprezydent miasta twierdzą, że znaleziono jeden szkielet, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Kunert mówi o "kompletnym obłędzie". Nie pomaga. Zasypywany e-mailami IPN prosi o interwencję prokuraturę; warszawscy radni PiS oczekują wyjaśnień od ratusza.

Gdy chodzi o szczątki patriotyczne, służby też stają na baczność, więc policja zaczęła nachodzić wszystkie budowane stacje metra i przesłuchiwać robotników. Rzecznik policji deklaruje, że będą dalej trzymać rękę na pulsie.

Jeśli już jesteśmy w domu wariatów, to ja też mam coś do powiedzenia. Spora część trasy II linii metra przebiega przez dawne tereny warszawskiego getta. To mogą być żydowskie kości, a tych Żydzi nigdy nie pozwalają ruszać. Co będzie z budową metra? Trzeba natychmiast znaleźć rabina, który stwierdzi urzędowo, że to nie żydowskie, a więc polskie szkielety. Może radni PiS albo ci narodowcy z Białegostoku zrzuciliby się na rabina. Jeżeli w końcu znajdą jakieś kości, będą mieli też dowody, że to szkielety prawdziwie patriotyczne.

wyborcza.pl/1,75968,12475106,Narodowy_dom_wariatow.html
Obserwuj wątek
    • diabollo Koniec histerycznego patriotyzmu i honorowania sam 13.09.12, 17:30
      Koniec histerycznego patriotyzmu i honorowania samobójców!

      Wojciech Maziarski 2012-09-13

      Egzaltowana prawica patriotyczna - ta, co niezłomnie strzeże dziedzictwa przodków i heroicznie pręży pierś nad mogiłami ojców naszych - ma pretensje do prezydenta i premiera, że nie pojawili się na uroczystościach 73. rocznicy bitwy pod Wizną.


      To znaczy, w tym tygodniu ma pretensje akurat o to. Bo tak w ogóle ona stale ma pretensje. Do wszystkich i o wszystko. Zwłaszcza do pozostałej, czyli o wiele większej, części populacji. Zarzuca jej, że nie jest egzaltowaną prawicą patriotyczną, tylko normalnym społeczeństwem. Zamiast wsłuchiwać się w łopot sztandarów nad kurhanami krząta się wokół swoich spraw, a w wolnych chwilach grilluje. Ohyda.

      Pod Wizną w 1939 roku 720 żołnierzy kpt. Władysława Raginisa stawiło zacięty opór 40-tysięcznemu korpusowi gen. Guderiana. Byłoby to równie niekontrowersyjne jak obrona Westerplatte, gdyby nie zdumiewająca przysięga polskiego dowódcy, że żywcem go nie wezmą. I rzeczywiście, po nieuniknionej klęsce wysadził się jak Wołodyjowski u Sienkiewicza.

      ''Dzisiaj Polska potrzebuje takich bohaterów'' - powiedział na sobotnich uroczystościach poseł Lech Kołakowski z PiS-u i dodał, że Raginis jest wzorem dla żołnierzy. Swoje dołożył gen. Waldemar Skrzypczak: ''Powinniśmy kształtować żołnierzy w przekonaniu, że mają poprzedników, którzy tutaj, w polskich Termopilach, dali świadectwo, w jaki sposób należy wykonać obowiązek wobec Ojczyzny''.

      Samobójstwo honorowe to znakomity program dla armii zawodowej XXI wieku, która wraz z sojusznikami z NATO uczestniczy w licznych misjach. W Afganistanie kiepsko jej idzie, więc teraz polscy oficerowie powinni zacząć rozrywać się granatami. Zarazem jest to doskonały drogowskaz dla milionów Polaków, jakich wyborów w życiu dokonywać.

      Najwyższa pora powiedzieć głośno: histeryczny i autodestrukcyjny model polskiego patriotyzmu kwalifikuje się na śmietnik. Nie jest nam dziś do niczego potrzebny. Przynosi więcej szkód niż pożytku. Nadaje się, co najwyżej, na źródło natchnienia dla ekscentrycznych poetów głoszących chwałę wieszania i narodowej martyrologii.

      Wyzwania stojące dziś przed Polską nie wymagają dziecinnej egzaltacji ani narodowych uniesień, lecz skuteczności i profesjonalizmu. Nie chodzi o to, by próbować zatrzymać wroga pod Termopilami, lecz by zdobyć więcej europejskich grantów na projekty badawcze - bo ten jeden jedyny na 536 przyznanych to absolutny obciach.

      Zresztą nie ma dowodów, że w przeszłości patetyczny patriotyzm, żywiący się emocjami i jak ognia unikający racjonalnej kalkulacji zysków i strat, przynosił nam korzyści. Czy rzeczywiście Polska dobrze wyszła na tym, że Raginis wysadził się w bunkrze? Czy nie byłoby lepiej, gdyby trafił do AK? A co byłoby dla nas korzystniejsze później: gdyby zginął w Powstaniu Warszawskim czy raczej gdyby zasilił szeregi polskiej inteligencji w latach powojennych?

      Obrońcy romantycznej tradycji powstańczej przyznają, że faktycznie, ponieśliśmy duże straty, ale umocniliśmy ducha i podtrzymaliśmy narodową tożsamość. Tylko jak wytłumaczyć fenomen istnienia Czechów? Nie umacniali ducha i nie podtrzymywali tożsamości. Właściwie powinno ich nie być. A są i mają się całkiem nieźle, w wielu aspektach lepiej niż my. My mieliśmy powstanie. Oni mają Pragę. Gdzie wolicie spacerować: po moście Karola czy po salach Muzeum Powstania Warszawskiego?

      wyborcza.pl/1,75968,12472986,Koniec_histerycznego_patriotyzmu_i_honorowania_samobojcow_.html
      • oby.watel Re: Koniec histerycznego patriotyzmu i honorowani 14.09.12, 00:43
        Talibowie też się przeważnie nie dają się wziąć żywcem. Ani kamikaze.
        • grzespelc Re: Koniec histerycznego patriotyzmu i honorowani 14.09.12, 11:14
          Podobno pan Raginis, wysadzając się granatem, zabił trzech Niemców. Wzorowy zamach samobójczy.
          • diabollo Re: Koniec histerycznego patriotyzmu i honorowani 14.09.12, 16:22
            Naszła mnie jeszcze taka refleksja, czcigodni, że czasy się zmieniają i czy to PRL czy III RP oceny historyczne i przy okazji pozy i miny się niewiele zmieniły.

            Miejsce moczarowców tylko zajęło tylko prawackie katolictwo.

            Kłaniam się nisko.
            • diabollo Re: Koniec histerycznego patriotyzmu i honorowani 15.09.12, 08:52
              Zaprawdę powiadam Wam, nie czytałem tego tekstu wcześniej:

              ***
              Wesołowski uważa, że pod Wizną nie toczyły się tak uporczywe i krwawe walki, jak się w Polsce przyjęło uważać, a dla Niemców bitwa ta była niewiele znaczącym epizodem, niemal przymusowym postojem nad rzeką. Wśród zrobionych przez nich fotografii pochodzących z dni bitwy widać żołnierzy łowiących ryby i kąpiących się w Narwi.

              Czy zginęli prawie wszyscy polscy obrońcy?

              - Nie ma ich grobów - mówi Wesołowski. - Znane jest miejsce pochówku tylko trzech polskich żołnierzy. Twierdzę z całą odpowiedzialnością, że większość porzuciła swoje pozycje. To się w walce zdarza - ginie oficer, żołnierz nie wie, co robić... I tyle. Już wieczorem 8 września w sąsiednim Osowcu powołany został sąd polowy dla dezerterów spod Wizny. Walki jeszcze się na dobre nie zaczęły, a już napływały grupki spanikowanych żołnierzy bez broni...

              Bilans jest taki: zginęło kilkunastu polskich żołnierzy, do niewoli dostało się ponad 90. Co stało się z resztą? Część nie uczestniczyła w walkach - jak saperzy. Ale i tak zostaje jeszcze ponad 400.

              Kolejna sprawa, która budzi wątpliwości, to weterani. Prężne środowisko westerplatczyków potrafiło odtworzyć listę prawie wszystkich żołnierzy uczestniczących w walkach. Żołnierzy spod Wizny, w najlepszych ku temu latach 60., zbierało się ośmiu, najwyżej dziesięciu. Nie było czym się chwalić.

              - Sądzi pan, że się wstydzili? - pytamy Wesołowskiego.

              - Malowani chłopcy spod Wizny, jak ich nazywała peerelowska propaganda, stanowili konglomerat różnych pododdziałów - elitarnych i tych z mobilizacji powszechnej. Ci żołnierze nie znali się nawzajem, byli niezgrani. W ogniu różnie reagowali nawet oficerowie. Porucznik Witold Kiewlicz, żołnierz wojsk fortecznych szkolony do walk o umocnienia, porzucił swój schron, zanim Niemcy zbliżyli się doń na kilkaset metrów. Podczas odwrotu napotkał pododdział porucznika Teofila Szopy. Kiewlicz, oficer zawodowy, nie zamierzał już walczyć, poszedł dalej. Szopa, nauczyciel-rezerwista, postanowił zostać. I zginął.

              Skąd się wzięły Termopile

              Zdaniem Wesołowskiego mit Wizny zaczął powstawać po roku 1959, gdy władze PRL postanowiły obchodzić rocznice Września. Przy tworzeniu tej legendy wielką rolę odegrał Zygmunt Kosztyła, założyciel i dyrektor białostockiego Muzeum Wojska. Kosztyła miał wykształcenie historyczne, ale historię Wizny przedstawił zgodnie z zasadami obowiązującymi oficerów politycznych w Ludowym Wojsku Polskim. Nie wdając się w badania historyczne, lansował mit zwykłych żołnierzy bohatersko broniących wyznaczonych im pozycji.

              Odpowiadało to koncepcji Mieczysława Moczara, bardzo wpływowego w latach 60. działacza PZPR, a podczas wojny jednego z dowódców komunistycznej partyzantki. Moczar wymyślił coś, co nazywa się czasami "narodowym komunizmem". Podkreślając m.in. zasługi zwykłych żołnierzy Września czy Armii Krajowej, chciał zdobyć popularność w licznych wówczas środowiskach kombatanckich przeważnie niechcących mieć z komunistami nic wspólnego.

              Relacje zbierało się od weteranów przyjeżdżających na uroczystości - jak twierdzi Wesołowski, od końca lat 60. do początku 80. odnalazło się kilkunastu polskich weteranów spod Wizny. Swe relacje złożyli tylko nieliczni z tej grupy. Kilka spisał w Londynie, już po wojnie, pułkownik Adam Sawczyński i opublikował na temat bitwy artykuł.

              Mit Wizny powstawał nie na podstawie skrupulatnych badań, lecz oficjalnych uroczystości ku czci obrońców - nawet pomnik Żołnierzy Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Narew" został ustawiony nie w miejscu walk, tylko w samej Wiźnie, by dygnitarze nie tłukli się po wertepach, składając wieńce.

              Natomiast termin "polskie Termopile" wymyślił Wiesław Gawinek, który w latach 60. jako dziennikarz Telewizji Polskiej przyjechał z kamerą na Białostocczyznę. Przy rozstaju dróg wiodących w stronę Wizny zobaczył dwa groby: jeden z krzyżem i bez nazwiska, drugi - bez krzyża, za to z tablicą upamiętniającą kpt. Raginisa.

              - Mieszkający obok rolnik powiedział mi, że sam pochował przy bunkrze rozerwane granatem ciało - opowiada Gawinek. - Później przeniósł kości na skrzyżowanie dróg - stałe miejsce, gdzie chowało się bohaterów. Wtedy przyszło mi do głowy skojarzenie z Termopilami. Wcześniej nigdy o Wiźnie nie słyszałem, bo się o tym nie mówiło. Tak, to ja użyłem tego określenia jako pierwszy.

              wyborcza.pl/alehistoria/1,128609,12443915,Miedzy_Wizna_a_Termopilami.html?as=1&startsz=x
              • chickenshorts Re: Koniec histerycznego patriotyzmu i honorowani 16.09.12, 15:34
                diabollo napisał:

                > Zaprawdę powiadam Wam, nie czytałem tego tekstu wcześniej:
                >
                > ***

                A ja tak! Albo podobny...

                (...) - nawet pomnik Żołnierzy Samodzielnej Grupy Operacyjn
                > ej "Narew" został ustawiony nie w miejscu walk, tylko w samej Wiźnie, by dygnit
                > arze nie tłukli się po wertepach, składając wieńce.

                smile bo Polska to taka raptem biedna Francja (nie franca), czyli kraj ludzi, ktorzy gubia karabiny po drodze 'do bitwy', i moim skromnym kazdemu meskiemu noworodkowi w naszej Ojczyznie powinno sie dawac na imie Maria z chrzscielnicy i urzedu, jak Rokicie Janowi... no, albo albo Michel(le)

                Bo we Francji... a zreszta... smile


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka