Dodaj do ulubionych

Rozbić skarbonki!

28.07.13, 15:58

Jacek Żakowski

Heiner Flassbeck o tym, dlaczego uczciwość i pracowitość szkodzą

Rozbić skarbonki!

Heiner Flassbeck, ekonomista, były niemiecki wiceminister finansów, bardzo krytycznie o polityce ekonomicznej Niemiec oraz o tym, że dopóki wszyscy oszczędzają, a nie inwestują, globalna gospodarka nie wyjdzie z kryzysu.

Heiner Flassbeck, ekonomista, honorowy profesor Uniwersytetu Hamburskiego.

„Gospodarka to system naczyń połączonych. Kto niszczy swoich partnerów, ten sam sobie szkodzi. Kto doprowadza partnerów do bankructwa, ten sam ryzykuje bankructwo. To jest przypadek Niemiec”.

Jacek Żakowski: – Czy euro przetrwa?
Heiner Flassbeck: – Jeżeli nie zmieni się polityka Niemiec, to nie.

Jeśli co się konkretnie nie zmieni?
Wprowadzona przez Gerharda Schrödera polityka ograniczania płac w Niemczech i prowadzona przez Angelę Merkel polityka cięć budżetowych w większości państw Europy.

A zmieni się?
To zależy od Niemiec, a tam zaczęła się rozmowa na ten temat. Wiele osób przyznaje, że dotychczasowa polityka zawodzi. Angela Merkel sięgnęła trochę do budżetowej kieszeni. Ale przełomu nie widać. To znaczy, że unia walutowa zmierza ku katastrofie. Jeżeli ta polityka będzie kontynuowana, to za 2–3 lata euro będzie trupem. Jakiś kraj wystąpi, a za nim pójdą następne. W większości państw strefy euro rosną w siłę partie, które za cel numer jeden stawiają sobie powrót do narodowej waluty. Bo żadna demokracja nie dźwignie bezrobocia na poziomie 25 proc. A tak jest w Grecji, Hiszpanii, Portugalii. W Irlandii jest trochę lepiej, ale jej sytuacja też jest nie do wytrzymania. Wszystkie kraje objęte programem naprawczym są w sytuacji tragicznej.

Przechodzą bolesne dostosowanie, konieczne, by spłacić długi.
Nie przechodzą żadnego dostosowania. Wykrwawiają się bez większego sensu. Nie da się spłacać długów, mając 25 proc. bezrobocia. Żeby to zauważyć, nie trzeba być wielkim ekonomistą. Wystarczy zdrowy rozum.

Politycy i ekonomiści, którzy w Europie mają najwięcej do powiedzenia, zapewniają, że po bolesnym procesie dostosowawczym gospodarka dłużników ruszy.
A dlaczego ma ruszyć? Co ma ją uruchomić? Malejący wciąż popyt?

Eksport?
To by było realne, gdyby te kraje stały się bardziej konkurencyjne niż Niemcy. Ale konkurencyjność Niemiec wciąż rośnie. Niemieccy pracownicy mają coraz większą wydajność, a płace w Niemczech wprawdzie już nie spadają, jak między 2005 i 2011 r., ale stoją w miejscu. Ciasno myślący niemieccy politycy i ekonomiści liczyli, że po 2–3 latach zaciskania pasa Południe się odbije. Ale się nie odbiło. Nie mogło się odbić. Luka konkurencyjności nie znika. Sama ofiara składana przez dłużników nic nie da, bo to nie oni są źródłem problemu.

A co jest?
Polityka Niemiec prowadzona od czasów Schrödera.

Pan był wiceministrem finansów w jego rządzie.
Dopóki się nie zdecydował na merkantylistyczną politykę, która musiała prowadzić do rozwalenia euro. Najpierw oponowałem, a potem odszedłem, kiedy zobaczyłem, że koledzy dali się uwieść udającej teorię ekonomiczną ideologii elastycznego rynku pracy.

Co złego jest w elastycznym rynku pracy?
Nic poza tym, że nie działa. Im bardziej elastyczny jest rynek pracy, tym niższe są płace. Im niższe są płace, tym niższy jest popyt wewnętrzny. Im niższy jest popyt, tym mniejsza jest produkcja i zatrudnienie, słabszy wzrost i inwestycje, skromniejsze wpływy z podatków, większy dług publiczny i bezrobocie. To jest pułapka, w którą wpadli Anglicy i Amerykanie, kiedy zniszczyli związki zawodowe. Za nimi poszedł Schröder, który nie niszczył związków, tylko je rozmiękczył i przekonał do zamrożenia płac. Założenie było takie, że niemieccy pracownicy nie muszą już coraz więcej wytwarzać i zarabiać. Istotniejszy jest wzrost zatrudnienia. Po zjednoczeniu i upadku gospodarki w dawnej NRD całe Niemcy miały wtedy ponad 9 proc. bezrobocia. W zamian za reformy Schröder obiecał radykalną poprawę. Rozmontował niemiecki model społeczny, skręcając w kierunku wskazanym przez neoklasyczną ekonomię Thatcher i Reagana.

I bezrobocie spadło?
Początkowo wzrosło, a potem się ustabilizowało na poziomie między 6 a 10 proc. Ale wbrew obietnicom Schrödera nigdy nie osiągnęło poziomu zbliżonego dla lat cudu gospodarczego niemieckiego modelu społecznego, kiedy wynosiło 1–2 proc. Okazało się, że teoria neoklasyczna nie działa. Ale to jeszcze nie było nieszczęście. Prawdziwy problem wynikł z tego, że jednocześnie z reformami Schrödera Niemcy weszły do unii walutowej. W strefie euro niemiecka polityka zamrożenia płac przy szybkim wzroście wydajności pracy prowadziła do rosnącej nadwyżki produkcji nad płacami i powodowała gwałtowny wzrost konkurencyjności. To działało jak faktyczna dewaluacja waluty.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Rozbić skarbonki! 28.07.13, 16:00
      W jakim sensie?
      W takim, że w innych krajach unii walutowej niemieckie produkty realnie taniały. Wcześniej kraje euro umówiły się, że będą utrzymywały inflację na poziomie 2 proc. Niemcy od początku łamały to ustalenie. Zamrożenie płac sprawiało, że ich inflacja była znacznie niższa, gdy w pozostałych krajach na ogół była wyższa niż te 2 proc. To powodowało, że towary niemieckie nominalnie drożały wolniej niż francuskie czy włoskie. W rezultacie luka konkurencyjności między Niemcami a innymi krajami strefy euro wzrosła do poziomu 25–30 proc., a niemiecka nadwyżka handlowa osiągnęła 150 mld euro rocznie, czyli 6 proc. PKB.



      Co w tym złego?
      Dla niemieckich pracowników to jest złe, bo oznacza, że owoce ich pracy zamiast dawać im lepsze życie są zapisywane na bankowych kontach pracodawców. Dla niemieckiej gospodarki to jest złe, bo uzależnia ją od eksportu. Dla niemieckich banków to jest złe, bo mając taką masę gotówki, muszą pożyczać ją obcym rządom, które okazały się niepewnymi dłużnikami. Dla niemieckiego budżetu to jest złe, bo niskie płace to niskie wpływy z podatków. A dla Europy jest to katastrofalne, bo jak ktoś ma nadwyżkę, to ktoś inny musi mieć deficyt. Wewnątrz unii walutowej handel musi się bilansować.

      Nikt nie kazał się nikomu zadłużać.
      To nie były decyzje. To były spontaniczne procesy zachodzące w krajach prowadzących na ogół prawidłową politykę makroekonomiczną, czyli utrzymujących wzrost płac na poziomie wzrostu wydajności. Od początku euro Niemcy prowadziły taką politykę, jak Chiny utrzymujące zaniżony kurs juana i tłumiące wewnętrzną konsumpcję. Z tą różnicą, że na Chiny od lat wywierana jest presja, żeby tę politykę zmieniły, a na Niemcy nikt takiej presji nie wywierał, choć niszczą one produkcję w innych krajach euro, tak jak polityka Chin niszczy produkcję w dużej części świata. Problem polega na tym, że Chiny pod wewnętrzną i zewnętrzną presją już tę politykę zmieniają. A polityka Niemiec ani drgnie. Chociaż w połączeniu z działaniem unii walutowej spycha ona inne kraje w deficyt i powoduje kryzys całej strefy euro.

      Do zadłużania się prowadzą decyzje podejmowane w tych krajach.
      Nawet jeżeli płace są, jak we Francji, konsekwentnie zwiększane w tempie wzrostu wydajności, to konkurencyjność wobec Niemiec spada. Polityka Francji i krajów Południa była z grubsza prawidłowa, to Niemcy wbrew ustaleniom międzynarodowym niszcząc swój popyt wewnętrzny, spowodowały nierównowagę w Unii i kłopoty pozostałych krajów, które nie są w stanie przeciwstawić się deficytowi w obrocie z Niemcami. Dlatego się zadłużają.

      Jeśli nie są w stanie eksportować do Niemiec, to mogą eksportować gdzie indziej.
      Z coraz większym trudem. Kurs euro jest wypadkową między wyznaczoną przez zaniżenie płac konkurencyjnością Niemiec a określoną przez prawidłowo ustalane płace konkurencyjnością innych krajów unii walutowej. W warunkach unii walutowej merkantylistyczna polityka Niemiec sprawia, że kraje Południa tracą konkurencyjność także w handlu z krajami spoza strefy euro. Z ich punktu widzenia euro jest mocno przewartościowane.

      Dlatego muszą ciąć płace.
      To właśnie jest błąd, który sprawia, że kryzys wciąż narasta. Cięcie płac zmniejsza popyt, powoduje recesję, pogłębia deficyty, zwiększa dług publiczny i napędza kryzys.

      Jakoś trzeba te długi pospłacać.
      Najpierw trzeba zlikwidować źródła nierównowagi. Spłacanie długów przez Grecję czy Włochy musi się zacząć od stopniowej podwyżki płac w Niemczech.

      To by odebrało Niemcom konkurencyjność na rynku globalnym.
      Dlatego trzeba to robić stopniowo. Dziś połowa niemieckiego wzrostu wynika z eksportu. To jest klasyczny merkantylizm, który zawsze prowadzi do katastrofy. Ale Niemcy są w stanie w ciągu dekady czy dwóch uniezależnić się od eksportu, zwiększając konsumpcję wewnętrzną. W połączeniu z procesem koniecznych reform strukturalnych dałoby to innym krajom szansę na stopniową spłatę ich długów.

      Niemcy też są bardzo zadłużone. Ich dług wynosi 80 proc. PKB.
      To nie Niemcy są zadłużone, ale niemiecki rząd. Niemieckie firmy mają ogromne nadwyżki. To również wynika z polityki hamowania płac. Kiedy nie rosną płace, nie rosną też wpływy podatkowe. Zadłużenie niemieckiego rządu wzrasta proporcjonalnie do rezerw finansowych przedsiębiorstw. Niemieckie firmy przechwytują owoce wzrostu gospodarczego kosztem pracowników i państwa. Dla Niemiec jako państwa prowadzona przez ich rząd polityka też jest na dłuższą metę groźna.

      CDN...
      • diabollo Re: Rozbić skarbonki! 28.07.13, 16:01
        Ale odejście od niej również byłoby groźne. Skoro gospodarka Niemiec jest oparta na eksporcie, to podniesienie płac i zmniejszenie konkurencyjności, czyli osłabienie eksportu, mogłoby ją zrujnować.
        Dlatego trzeba to robić powoli, żeby wszyscy mogli się dostosować. Rzeczywistość nie znosi terapii szokowej. Proces naprawczy musi trwać 10–20 lat. Niemiecki popyt wewnętrzny nie rośnie od 15 lat. Musi upłynąć przynajmniej drugie tyle, żeby Niemcy wróciły do równowagi, nie wywołując katastrofy u siebie ani w innych krajach. Tak teraz robią Chińczycy, bo widzą, że dumping walutowy nie jest drogą, którą można iść bez końca. Chiny zwiększają płace i rewaluują juana, dzięki czemu rośnie ich popyt wewnętrzny i mimo kryzysu utrzymują wysokie tempo wzrostu. Niemcy powinny stosować stymulację płacową i budżetową, skłaniając przedsiębiorstwa do podnoszenia płac i zwiększając podatki korporacyjne. Rezerwy niemieckich firm przechowywane w bankach muszą poprzez płace i budżet wrócić na rynek wewnętrzny. Żadna gospodarka nie może się rozwijać, jeżeli przedsiębiorstwa zamiast brać kredyty trzymają gotówkę w bankach. Gospodarka rozwija się prawidłowo, kiedy pracownicy mają oszczędności, a pracodawcy kredyty. W Niemczech jest na odwrót. A nawet jeszcze gorzej. Państwo jest zadłużone, Niemcy są zadłużeni, a niemieckie firmy mają w bankach ogromne pieniądze, które banki pożyczają zagranicznym rządom.

        I dobrze z tego żyją.
        Do czasu. Taką politykę mogą prowadzić małe kraje. Takie jak Luksemburg albo państwa bałtyckie. Kiedy duży kraj – jak Chiny czy Niemcy – prowadzi taką merkantylistyczną politykę, niszczy swoje otoczenie i sam wpędza się w kłopoty. Chińczycy już to zrozumieli. A Niemcy nie chcą zrozumieć, że trzeba konsumować, żeby produkować.

        Od wieków byliście wychowywani do pracy i oszczędności. Na takiej mieszczańskiej etyce protestanckiej przynajmniej od XIX w. opierała się potęga niemieckiej gospodarki.
        To mogło działać, dopóki nie powstało euro, bo kurs walutowy równoważył negatywne skutki niemieckiej zapobiegliwości. Kiedy marka znikła i tego mechanizmu zabrakło, zaczęły się problemy. Nasze narodowe cechy, oszczędność i pracowitość, dzięki którym rozwijaliśmy się w XX w., w XXI w., w warunkach unii walutowej, zaczęły niszczyć niemiecką gospodarkę i naszych partnerów.

        Pierwszy raz słyszę, żeby komuś szkodziła oszczędność i pracowitość.
        To świadczy tylko o tym, jak słabo rozumiemy działanie gospodarki. Bo oszczędności zawsze są problemem. Chyba że gospodarka rośnie i to, co jedni zaoszczędzą, inni zainwestują. W przeciwnym razie pieniądze znikają z rynku, gospodarka hamuje i wszyscy tracą. Kiedy przedsiębiorstwa nie zaciągają kredytów, gospodarka staje. Dlatego takim problemem jest kapitałowy filar systemów emerytalnych, który wymusza duże prywatne oszczędności. Kraje, które go wprowadziły, mają kłopot, bo tłumiąc popyt, ograniczają inwestycje przedsiębiorstw i napędzają zadłużenie rządów.

        Trzeba zaoszczędzić, żeby inwestować.
        Tak to działa w rodzinie. W państwie jest inaczej. Neoliberałowie wierzą, że im większe oszczędności, tym większe inwestycje. To jest głupia, mechaniczna ekonomia. Nikt nie inwestuje, kiedy popyt nie rośnie i nie ma komu sprzedać. Inwestycje wynikają z oczekiwanego wzrostu popytu, a nie z oszczędności, czyli ograniczenia popytu. Jak pan zaoszczędzi sto złotych, to ja tych stu złotych nie zarobię. Jak nie sprzedam i nie zarobię, to nie zainwestuję. Jak nie zainwestuję, to nie dam panu zarobić. W ten sposób logika neoklasycznej ekonomii niszczy gospodarki krajów, które w nią wierzą. Im większe oszczędności, tym mniejsze inwestycje i większe bezrobocie.

        Oszczędzanie jest niemoralne i głupie?
        Prywatnie jest cnotą i oznaką zapobiegliwości. Ale społecznie może być katastrofalnie szkodliwe. Dlatego rządy powinny hamować skłonność do oszczędzania. W wielu krajach słychać narzekanie, że oszczędni są teraz karani, bo stopy procentowe są niższe niż inflacja. A to jest słuszne i sprawiedliwe. Oszczędzanie musi być karane. Ludzie myślą, że oszczędzając, dbają o swoją przyszłość. Prywatnie to bywa prawda. W skali społecznej jest dokładnie na odwrót. Jak wszyscy oszczędzają, to wszyscy na tym tracą. Im więcej dziś zaoszczędzimy, tym mniej będziemy mieli w przyszłości. Banki centralne sprowadziły stopy procentowe faktycznie do zera, a często poniżej inflacji, żeby ukarać tych, co oszczędzają, zniechęcić do dalszych oszczędności i zachęcić do inwestowania. Ale to nic nie daje. Bo nikt nie będzie wydawał więcej pieniędzy, nikt nie będzie więcej pożyczał ani inwestował, dopóki nie zaczną wyraźnie rosnąć płace. Firmy nie pożyczają i nie inwestują, gdy popyt nie rośnie, a ludzie nie pożyczają, jeśli nie oczekują, że po kolejnej podwyżce spłacą kredyt bez dodatkowych wyrzeczeń. Dopóki Reagan, Thatcher i Schröder nie zamrozili płac, nawet w czasie recesji ludzie oczekiwali, że kiedy kryzys minie, ich płace znów wzrosną. Po pierwszym szoku recesyjnym znów zaczynali pożyczać, konsumować i nakręcać koniunkturę. Teraz, pierwszy raz w nowoczesnej historii, takich oczekiwań nie ma. Wszyscy mówią tylko o cięciach i oszczędnościach, czyli o duszeniu gospodarki. Konsumenci są ostrożni jak nigdy, konsumpcja nie może się odbić i nie mamy jak wyjść z kryzysu. Za dużo oszczędzających, za mało inwestujących – to jest dziś kluczowy problem zachodnich gospodarek. W Niemczech oprocentowanie kredytów jest niższe niż inflacja, a wciąż brakuje chętnych do pożyczania i inwestowania.

        Bo zadłużone Południe oszczędza i nie kupuje już tyle towarów produkowanych w Niemczech.
        Niemcy sami zniszczyli swoich partnerów i klientów. Teraz to się na nich mści. Gospodarka to system naczyń połączonych. Kto niszczy swoich partnerów, ten sam sobie szkodzi. Kto doprowadza partnerów do bankructwa, ten sam ryzykuje bankructwo. To jest przypadek Niemiec.

        W jakim sensie?
        Jeśli Niemcy nie zmienią swojej polityki, nie podniosą płac i nie przestaną żądać od innych oszczędności, Południe zbankrutuje i euro upadnie. Albo wybory wygrają partie antyeuropejskie i rozpadnie się cała Unia Europejska. Co się wtedy stanie z niemiecką gospodarką?

        Co się stanie?
        Niemcy będą musiały wrócić do narodowej waluty. Kurs tej waluty będzie odpowiadał niemieckiej wydajności pracy. Niemieccy eksporterzy stracą premię konkurencyjną wynikającą z niskiego kursu euro będącego skutkiem niższej wydajności w innych krajach. Niemieckie produkty staną się w innych krajach dużo droższe. Niemcy stracą konkurencyjność. Niemiecki eksport się gwałtownie załamie. Niemiecka gospodarka stanie. Dla Niemiec i Niemców to by była prawdziwa katastrofa. Dla innych państw-wierzycieli także.

        Dla całej Europy.
        Dla Europy tak. Ale dla europejskiego Południa, w tym Francji, byłaby to też ulga. Stopa życiowa przejściowo by się obniżyła, ale konkurencyjność znacząco zwiększyła, eksport wzrósł. Długi mogłyby szybko maleć.

        Może to jest wyjście?
        Pan wie, że ceną byłby powrót do europejskiego piekła. Tego oczywiście nikt sobie nie życzy. Ale też jakoś nikt nie potrafi zatrzymać pchającego nas ku temu procesu.

        Heiner Flassbeck, ekonomista, honorowy profesor Uniwersytetu Hamburskiego. Był m.in. głównym makroekonomistą Niemieckiego Instytutu Badań Ekonomicznych, sekretarzem stanu federalnego ministerstwa finansów, odpowiedzialnym w rządzie Schrödera za Unię Europejską, MFW i politykę międzynarodową, głównym ekonomistą Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju.

        www.polityka.pl/rynek/1548377,1,heiner-flassbeck-o-tym-dlaczego-uczciwosc-i-pracowitosc-szkodza.read
        • grzespelc Re: Rozbić skarbonki! 28.07.13, 22:24
          No tak, przy okazji tych logicznych wywodów pan Flassbeck chlapnął, że OFE to zło.
          Hmmm...
          • diabollo Re: Rozbić skarbonki! 29.07.13, 07:59
            grzespelc napisał:

            > No tak, przy okazji tych logicznych wywodów pan Flassbeck chlapnął, że OFE to z
            > ło.
            > Hmmm...

            Tak. Pomijając już horrendalne i absurdalne koszszty dla podatników i płacących składki ubezpieczeniowe - OFE są jeszcze szkodliwe makroekonomicznie.

            Kłaniam się nisko.
            • turbinowy Re: Rozbić skarbonki! 29.07.13, 12:25
              Motto na dziś:
              "Wystarczy zdrowy rozum"

              Nic dodać nic ująć.
              Bo jak wiadomo Europa to samotna wyspa i nieważne co się dzieje na świecie.
              Więc zamiast główkować jak zwiększyć konkurencyjność pozostałych państw europejskich należy obniżyć konkurencyjność Niemiec. Tylko stopniowo i proponuję w tajemnicy aby świat się nie dowiedział...

              Postulat:
              "Spłacanie długów przez Grecję czy Włochy musi się zacząć od stopniowej podwyżki płac w Niemczech."

              protestujący w Grecji powinni go umieścić na sztandarach. Wreszcie jakiś konkret.

              "Niemcy też są bardzo zadłużone. Ich dług wynosi 80 proc. PKB.
              To nie Niemcy są zadłużone, ale niemiecki rząd. "


              I to nam wszystko wyjaśnia.

              Pierwszy raz słyszę, żeby komuś szkodziła oszczędność i pracowitość.
              To świadczy tylko o tym, jak słabo rozumiemy działanie gospodarki. Bo oszczędności zawsze są problemem. Chyba że gospodarka rośnie i to, co jedni zaoszczędzą, inni zainwestują. W przeciwnym razie pieniądze znikają z rynku, gospodarka hamuje i wszyscy tracą.


              Jak wiadomo zaoszczędzone pieniądze obywatele trzymają w skarpetach i bieliźniarkach dlatego pieniądze znikają z rynku.

              "Oszczędzanie jest niemoralne i głupie?
              Prywatnie jest cnotą i oznaką zapobiegliwości. Ale społecznie może być katastrofalnie szkodliwe. Dlatego rządy powinny hamować skłonność do oszczędzania. W wielu krajach słychać narzekanie, że oszczędni są teraz karani, bo stopy procentowe są niższe niż inflacja. A to jest słuszne i sprawiedliwe. Oszczędzanie musi być karane. Ludzie myślą, że oszczędzając, dbają o swoją przyszłość. Prywatnie to bywa prawda. W skali społecznej jest dokładnie na odwrót. Jak wszyscy oszczędzają, to wszyscy na tym tracą. Im więcej dziś zaoszczędzimy, tym mniej będziemy mieli w przyszłości. Banki centralne sprowadziły stopy procentowe faktycznie do zera, a często poniżej inflacji, żeby ukarać tych, co oszczędzają, zniechęcić do dalszych oszczędności i zachęcić do inwestowania."


              Stąd pomysł aby obywatele wydali oszczędności a broń Cię Panie Boże nie umieścili swych pieniędzy np. w funduszach inwestycyjnych.

              Bardzo smakowity wywiad.
              • diabollo Re: Rozbić skarbonki! 29.07.13, 20:30
                Czcigodny Turbinowy,

                to żaden "smakowity tekst"...

                Po ćwierć wieku ładowania do głów rodaków darwninizmu ekonomicznego jako pewniej drogi do świetlanej przyszłości i dobrobytu; po ćwiczniu społeczeństwa w bzdurach sprowadzających się do przedstawiania skomplikowanych zagadnień makroekonomicznych jako prymitywną propagandę ekonomii straganu warzywnego na bliskowschodnim bazarze - to tezy i opinie prezentowane przez pana Flassbecka w Polsce po prostu się w pale nie mieszczą!

                U nas to coś pomiędzy publicznym pierdnięciem, a publiczną profanacją komunii świętej - właściwie nie wiadomo jak zareagować: udawać, że się nie słysząło/widzało, czy dzwonić na policję?

                Kłaniam się nisko
                • alkoo3 Re: Rozbić skarbonki! 29.07.13, 22:45
                  Problem jest troche inne.
                  Skarbonki sa juz dawno puste, a wiec nie warto ich rozbijac.
                  Pytanie brzymi czy wypisywane czeki maja jeszcze pokrycie.
                  • diabollo Re: Rozbić skarbonki! 29.07.13, 23:36
                    W Polsce tak, ale nie w Niemczech czy u Championa Swiatowej Demokracji.
                    To znaczy moze nawet tez nie u nich, ale na kontach w rajach podatkowych, nalezacych do korporacji tych krajów.

                    Kłaniam się nisko.
                    • diabollo Re: Rozbić skarbonki! 30.07.13, 08:41
                      www.forbes.pl/artykuly/sekcje/wydarzenia/w-rajach-podatkowych-ukryte-co-najmniej-21-bln-dol-,28855,1
                      A w Europie Zach. to jeszcze bardziej przejrzyste ok. 18 bilionów Ojro niezainwestowanych oszczędności (oczywiście głównie przedsiębiorstw, głównie niemieckich) znajduje się na zupełnie legalnych kontach bankowych.

                      To jest ten bezsensowny, niemożliwy do zainwestowania nawis finansowy, który dawno temu powinien być ściągnięta przez podatki.

                      Kłaniam się nisko.

                      Kłaniam się nisko.
                      • turbinowy Re: Rozbić skarbonki! 30.07.13, 12:21

                        www.finanse.egospodarka.pl/92841,Oszczednosci-Polakow-na-niskim-poziomie,1,63,1.html
                        s3.egospodarka.pl/grafika/oszczednosci/Oszczednosci-Polakow-na-niskim-poziomie-gHilm7.jpg
                        Więc proszę wykombinuj jak wygrać z rajami podatkowymi, jak przekonać inne nacje aby dobrowolnie pozbawiły się swoich oszczędności.
                        Tylko uprzejme proszę łapy precz od oszczędności Polaków, w tym moich. Jak Wam się uda przyłączę się. Ok?
                        • diabollo Re: Rozbić skarbonki! 30.07.13, 18:52
                          turbinowy napisał:

                          >
                          > www.finanse.egospodarka.pl/92841,Oszczednosci-Polakow-na-niskim-poziomie,1,63,1.html
                          > s3.egospodarka.pl/grafika/oszczednosci/Oszczednosci-Polakow-na-niskim-poziomie-gHilm7.jpg
                          > Więc proszę wykombinuj jak wygrać z rajami podatkowymi, jak przekonać inne nacj
                          > e aby dobrowolnie pozbawiły się swoich oszczędności.
                          > Tylko uprzejme proszę łapy precz od oszczędności Polaków, w tym moich. Jak Wam
                          > się uda przyłączę się. Ok?

                          Czcigodny Turbinowy,

                          Najwyraźniej nastąpiło nieporozumienie.
                          Pozwolę sobie zacytować jeszcze raz pana Flassbecka:

                          "Gospodarka rozwija się prawidłowo, kiedy pracownicy mają oszczędności, a pracodawcy kredyty. W Niemczech jest na odwrót. A nawet jeszcze gorzej. Państwo jest zadłużone, Niemcy są zadłużeni, a niemieckie firmy mają w bankach ogromne pieniądze, które banki pożyczają zagranicznym rządom."

                          W Polsce jest dokładnie tak samo tylko jeszcze gorzej. Gospodarstwa domowe mają niewielkie oszczędności (mniejsze niż niemieckie), ale mają pozaciągane ogromne kredyty (relatywnie większe niż niemieckie). Polskie przedsiębiorstwa mają nadwyżki finansowe, których nie inwestują (bo tylko głupi by inwestował w produkcję, której nie będzie komu kupować).

                          (Oczywiście polskie przedsiębiorstwa mają mniejsze nadwyżki niż gigantyczne przedsiębiorstw niemieckich. A przecież nasz PKB w jest wytawrzany przez międzynarodowe przedsiębiorstwa, w tym niemieckie. Wszak u nas przecież już trudno o "polskie przedsiębiorstwo").

                          Kłaniam się nisko.
                • turbinowy Re: Rozbić skarbonki! 30.07.13, 12:12
                  Nie wiem czemu odmawiasz mi czerpania przyjemności z tekstów, które tu wklejasz.
                  Jak mi się wydaje, w przypadku pana Flassbecka powinien on przekonać do swych pomysłów Niemców czego mu szczerze życzę tak jak samym Niemcom zdrowia, szczęścia, pomyślności.
                  Co do prymitywnej propagandy ekonomii straganu a bliskowschodnim bazarze i niemieszczenia się w pale...
                  ... zawsze można tak jak Ty czcigodny napisałeś i liczyć ma to, że pale kopara do ziemi opadnie i powie o qrwa ale mądry!!! musi ma rację!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka