Dodaj do ulubionych

Moralność...

16.08.13, 16:24
Przyszła mi pewna refleksja po lekturze następującego artykułu:

finanse.wp.pl/kat,,title,Ta-oszustka-ukradla-7-mln-zl-i-jest-wolna,wid,15901844,wiadomosc.html?ticaid=11122c&_ticrsn=3

Oczywiście wiem, że to nie jest żaden wyjątek i analogicznych przypadków jest wiele, ale od czegoś trzeba było zacząć. Sprawa dotyczy moralności w świecie biznesu, finansów, handlu, bankowości, ubezpieczeń i t.p., którymi to rządzą niepodważalne prawa ekonomii, gdzie popyt i podaż ustala cenę, a nad wszystkim czuwa „niewidzialna ręka rynku”. Wszystko wydaje się logicznie uporządkowane, jednakże pozostaje na uboczu coś takiego jak humanistyczny i moralny dorobek ludzkości.

Na uczelniach typowo naukowych, które mają największy wpływ na interpretacje rzeczywistości, o moralności i humanizmie się nie dyskutuje (szczególnie na ekonomi), prawo i ustawodawstwo zdominowane zostały przez lobbystów, dotychczasowe systemy religijne, rodzina i instytucje państwowe zawiodły, media publiczne upodobniły się do komercyjnych, a wszystkim tym żądzą historycy, którzy nawet w swojej dziedzinie niewiele potrafią jednoznacznie wyjaśnić i ustalić…

A pytania pozostają:
Kiedy biznesmen, finansista, handlowiec, bankier, ubezpieczyciel, ekonomista (i t.p.) postępuje w sposób moralny, a kiedy już nie?
Kto i w jaki sposób powinien kształtować wrażliwość moralną społeczeństw?
Czy moralność w przyszłości będzie się dostosowywać w zależności od okoliczności na wzór elastyczności np. prezerwatywy?
Czy jednak w przyszłości standardy moralne będą się zaostrzać?
np. czy dzisiejsza cywilizacja będzie postrzegana za 500 lat jako „barbarzyńska” z uwagi np. na powszechną konsumpcję mięsa?
i t.d.
Obserwuj wątek
    • oby.watel Re: Moralność... 16.08.13, 17:26
      Świetnie podana informacja (mówię o tym co spłodzono w dziale Finanse portalu WP). Doskonale podgrzewa atmosferę. Tylko czym się różni obiecywanie wysokich zysków z lokat od obiecywania życia po śmierci? Jak to możliwe, że po aferach i wtopach w Bezpiecznej Kasie Oszczędności, Amber Gold i innych ludzie nadal wierzą w szybki zysk równie głęboko jak w świętych obcowanie? Albo inaczej - czym się różni ta oszustka, która oszukała kilkadziesiąt osób od oszusta, który obiecał obniżkę podatków, po czym je podniósł oszukując kilkadziesiąt milionów? Albo który nacjonalizuje rynek wywozu śmieci, przekazując go w ręce mafii, pozostawiając uczciwych przedsiębiorców inwestujących w rozwój firm na lodzie?
    • uff.o Re: Moralność... 17.08.13, 00:15
      ja bym spojrzał na to z perspektywy bardziej historyczno-ewolucyjnej, której koleje wydają się przebiegać jakimiś spiralnymi cyklami. Jak w naturze. Rozkwit, owocowanie, przekwit, śmierć i odrodzenie. Wiek złoty, wiek brązu, wiek żelaza, etc. Prakultury żyły w pewnej harmonii z naturą, instynktami, emocjami. System moralny był chyba bardziej elastyczny, choć niewątpliwie funkcjonowały jakieś zasady, starszyzny, ale również przeduchowienie. Samobójcze orgie, rytualne prostytutki-kapłanki, składanie dzieci na ofiary. Palenie wszystkich domowników wraz ze śmiercią pana, żeby mał w zaświatach to co i na tym świecie. Zresztą trudno oceniać moralnie jednoznacznie tamtejsze zachowania i normy, które z dzisiejszej perspektywy są niemoralne, lecz wówczas należały do akceptowanej funkcji społecznej. Ale zasadniczo, wraz z pojawieniem się systemów patriarchlnych, zaczął się chyba rozprzestrzeniać totalny zamordyzm fizyczny i wdrażanie masy w moralność nakazowo-zakazową. Kodeks Hammurabiego, Dekalog Starotestamentowy, czy choćby prawo islamskie. Słyszałem że narody germańskie, bardzo niegdyś zindywidualizowane, wdrażane były w moralność szczególnie okrutnie. Publiczne łamanie kołem, rozszarpywanie przez konie. Za złodzejstwo, czy inne niewpółmierne wykroczenia.Nietzsche i Derrida rozpisują się o tym szczegółowo. Niesprawiedliwość moralna była chyba usankcjonowana statusem społecznym. Wiadomo że za to samo wykrczenie inaczej karano pana inaczej chłopa. A zatem jakaś uniwersalna niemoralnść, niesprawiedliwość, tkwiła już w samym systemie moralnym od samego początku. Straszenie piekłem, palenie na stosie. To wiemy, znamy. Ale zdaje się że to starożytni Grecy wydoskonalili moralność i ułożyli w jakiś racjonalny system, tworząc podwaliny współczesnego prawa, przejętego później i wydoskonalonego przez Starożytny Rzym. Ale zrobili to na gruzach podbitej cywilizacji matriarchalnej z Krety, przynajmniej według R. Gravesa, która żyła bardziej harmonijnie z naturą. Podobne tendencje miały miejsce, tak z grubsza, zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie, choć w różnych czasach. I zdaje się że dopiero pojawienie się na Zachodzie chrześcijaństwa, a na wschodzie, znacznie wcześniej Buddyzmu, zaincicjowało powrót tendencji odwrotnych. Pomimo rzecz jasna długo jeszcze trwających nadużyć. Buddyzm spacyfikował wiele wojowniczych, okrutnych narodów wschodu, choć musiał emigrować z Indii, które go odrzuciły jako system ateistyczny, sprzeciwiający się braminom.. Chrześcijaństwo to w dużej mierze bunt w łonie Judaizmu, przeciwko nadużyciom kapłańsko-patriarchalnym. Głównym motywem nowotestamentowym, wydaje się być bezustanny konflikt Jezus vs. kapłani. Oba te wystąpienia, Buddy i Jezusa, odczuwam jako próbę reintegracji w życie społeczne elementu emocjonalnego, spontanicznego, matriarchalnego. Czyli poluzowanie sztywnych wojowniczych reguł prawa, rytualizmu. Próbę zrównoważenia zasad patriarchalnej moralności nakazowo-zakazowej, pierwiastkiem pochodzącym z podbitego matriarchatu, spontanicznością, miłością, współodczuwaniem z drugą istotą, miłosierdziem, wybaczeniem, tolerancją różnorodności,etc. Konflikt między Elohimem a Jehową. Był to uważam przełom w traktowaniu moralności, której prawdziwą naturą powinno być dobrowolne pragnienie bycia moralnym, uczciwym, a nie jedynie bycie posłusznym względem nakazów-zakazów, co w praktyce oznaczało posłuszeństwo wobec tych którzy byli ponad prawem i regułami, i którzy mogli je do woli nadużywać ze względu na swój uprzywilejowany status społeczny. Oświecenie i rewolucje Francuska, Amerykańska czy Rosyjska obaliły poniekąd te róźnice klasowe, monarchiczno-religijne uprzywilejowanie, zrównując nijako całe społeczeństwo przed prawem, co oczywiście w praktyce nie zdało egzminu, ale pewien sukces moźna tu jednak dostrzec. Zmana mentalności to jednak dłuższy proces, niż zmiana dekoracji. Dzięki tym przmianom, demokracji, wyzwolona została jakość jednostki każdego człowieka, i ona powinna być punktem odniesienia i centrum w ocenie moralnych dzałań i funkcjonowaniu ibstytucji społecznych. Koegzystencja jednostek tak żeby nie wchodiły sobie zbyt konfliktowo w drogę, z poszanwaniem woli i podmiotowego istnenia drugiego. Można by powiedzieć ż Bóg stał się ciałem w obie każdego człowieka. Niestety, jako że wszystko na tym świecie wydaje się funkcjonować biegunowymi siłami przeciwnymi, które być może są pomimo wszystko motorem napędzjącym dynamikę ewolucyjną, wraz z uwolnieniem się jednostki z różnych zewnętrznych kajdan i przywilejów pochodzenia szlacheckiego, czy przynaleźnści do dominującej religii, jak też wraz z pstępem intelektualnym, technologicznym, biznesowym, ekonomicznym, etc., nastąpiło całkowite uwolnieniene się egoizmu spod wszelkich systemów nakazowo-zakazowych. Zrelatywizowanie tego systemu, jak też jego nadprzyrodzonych źródeł. Człowiek zaczął uczyć się człowieczeństwa będąc zdanym w dużej mierze na własne siły, bez opiekunöw. I wcale ne zaczął najlepiej tę fazę bycia nadtolatkiem. Niemniej, przynajmniej w obszarze kultury zachodniej człowiek stał się faktycznie wolnym, a przynajmniej posiadającym faktycznie pełniejszą możliwość samodzelnego decydowania o tym czy działać moralnie czy nie.
      Jak w tym kontekście przebiegał rozwój biznesu i jego organizowanie się, i jakimi kierował się zasadami moralnymi czy niemoralnymi, to wypadałoby dokłaniej przebadać.
      Rewolucja amerykańska np., przyniosła nam współczesny system demokrtyczny, ale faktycznie była to rewolucja biznesmenów który uwolnili się od płacenia haraczu monarchii, wzwolenie od religii. Ale z drugiej strony zaczęły się rozprzestrzeniać macki biznesu, Boźka zysku za wszelką cenę, uzyskania postępu bez względu na emocjonalną dojrzałość czy potrzebę człowieka. Manipuacja mediami, propaganda reklamowa, zaniżająca moralność i jakość życa jednstki. Sztuczne tworzenie kultury masowej ażeby zaniżać poziom niezależnej umysłowości, jak też morlności, nezależnego życia. etc.,etc. A zatem klatka została otwarta, ale magicy-kapłani wpółczesnej religii biznesowej robią wszystko co mogą by człowiek w tej klatce pozostał, a nawet by w nią wrósł, jak te kury które mją produkwać jajka i obrastać w tłuszcz bez ruchu, bez widoku słońca, etc. albo jak w bajce o Jasiu i Małgosi. Wypadłoby zarem wrzucić tę Babę Jagę do piecyka. I faktyczne Jaś musi wykazać się cwaniactwem, a Małgosia aktywnością. Jak to mówił Jezus: "musicie być cwansi od sprytu". Była też rewolucja lt 60-ątych. ale o tym może na inną Dobrnockę zostawię.
      • uff.o Re: Moralność... 17.08.13, 16:02
        ale kupcy byli wszak od zarania nosicielami nowinek, nowych smaköw, światów, odległych kultur. Najbardziej aktywne umysłowo, kulturowo były zazwyczaj miasta portowe. Wenecja, Amsterdam, Nowy Jork, etc. Zresztą kiedyś kupiec musiał ryzykować własnym życiem ażeby zdobyć rodukty na których się potem wbigacał. A zatem musiał być otwartym umysłowo człowiekiem, odważnym, wolnym, żądnym przygód, a jednocześnie racjnalnym, rozsądnym. No niezaleźna osoba, która z niejednego pieca jadała. Ponoć za handlem idzie kultura. Od czasu gdy biały człowiek, Europejczyk skonstruował żaglowce zdolne pokonywać długie dystanse, rozpoczął się podbój Nowego Świata, rozgorzała konkurencyjność między imperiami o wpływy. Portugalia, Hiszpania, kupcy arabscy rzucili się na Południowo Wschodnią Azję, Indonezję, Filipiny, gdzie były wszystkie przyprawy, bardziej cenione w ówczesnej Europie od złota. Gałka muszkatołowa kosztowała drożej niż złoto. Kto dyrygował dystrybucją przypraw w Europie był na topie. Ale te ekskursje nie miały nic wspólnego z moralnością, a jeśli już, to tylko jako pretekst i po to by uciszyć wyrzuty sumienia. Jadymy by zbawiać barbarzyńców, nieść im ogarek Jezusa. Portugalczycy ponoć pierwsi na świecie wymyślili traktowanie niewolników jako towaru na masową skalę. Potem pałeczkę przejęli Holendrzy i Anglicy. Ale, zanim do tego doszło, bogactwa jakie przyniósł handel przyprawami w Europie, dał Hiszpanii i Portugalii władzę niemal globalną. Ale, zanim do tego doszło, warto być może wspomnieć o wpływie kupców, "bankierów" żydowskich na wzbogacenie owych imperiów, które w ramach 'wdzięczności" uwolniły się odeń pogromami i wypędzeniem, jak też zagarnięciem ich mienia i bogactw. Dopiero po tym, jeśli mnie pamięć nie myli, rozpoczął się podbój Nowego Świata, przez zacne katolickie imperia Portugalii i Hiszpanii. Owe podboje religijno-kupiecko-polityczne sfinansowali sobie ukradzionym mieniem. A dokąd udali się wygnańcy żydowscy, zapładniać umysły barbarzyńskiego Europejczyka? Holandia, Anglia, Włochy. Czyż nie następne to centra handlowe? Tu zysk jednoczy się z żądzą i pokusą posiadania władzy nad milionami. Poczucie zysku u Żydów wydaje mi się raczej zawsze jakoś zrównoważone rozsądkiem i człowieczeństwem. Tak samo u kupców arabskich, którzy jeszcze przed Europejczykiem dotarli do Indonezji, Malezji. Ale z chwilą gdy owa umiejętność obracania towarem i monetą w celu przetrwania i posiadania wpływu na władzę (jak to było w diasporach żydowskich) dostaje się w umysł i ręce europejczyka-katolika, bestia nieopanowanej żądzy posiadania władzy i bogactw budzi się jak z filmu Alien vs. Predator. . Bogactwa jakie Hiszpania i Portugalia zgromadziły, jak też wpływy w Europie jakie uzyskały, podzielenie świata między sobą, równe były okrucieństwom i cierpieniu jakie dostarczyły lokalnym podbitym narodom. (np. kompletne wytrzebienie kultury Filipin, które do dzisiaj borykają się z brakiem tożsamości). Owo skupienie się na bogactwie i przepychu zresztą zgubiło te imperia i w końcu doprowadziło do upadku i utraty wcześniejszych nieograniczonych niemal niczym wpływów na losy świata. Żydzi, jako jeden z najstarszych narodów świata, żyjący w ciągłym zagrożeniu u obcych, w handlu być może odnalazł sposób na przetrwanie w niesprzyjającyh zewnętrznych warunkach, ale zdrowy rozsądek i wyobraźnia, tudzież bogobojność, raczej nie pchały ich do podbijania świata. A może właśnie brak własnej państwowości to uniemożliwiał? W każdym razie to narzędzie wymiany chodliwych towarów, i manipulacje cenowe, dostając się w łapska i mózgi tych którzy posiadali bezpośrednią władzę, powdowało jak myślę iż stawały się one narzędziami najbardziej okrutnymi. Ale zysk dla czystego posiadania bogactw, bez inwestowania w dalsze rozmnażanie się bogactw, a więc jakieś, częściowe dzielenie się z innymi, pod pewnymi, zazwyczaj niewolniczymi, warunkami, okazał się zgubny dla zapyziałej monarchii i stupornego Kościoła, który tylko w posiadaniu materialnym widział jedyne uniwersalne(czyli monopolistyczne) zbawienie. Dopiero Kupcy holenderscy i angielscy, pod niewątpliwie czułym okiem bankierów, powalili tę iluzję na kolana. I tu się zaczyna 'etos' protestanckiej mentalności kupieckiej. No i biznes w oparciu o uprzemysłowienie, czyli masową produkcję. Pierwsze fabryki, tkalnie, nieludzkie warunki pracy. Dzieci, kobiety od świtu do zmroku. To przełom xviii/xix w.Blakeowsko- Diceknsowska rzeczywistość Diabelskich Młynów, zębatych Kół, ludzi jako wymiennych trybików machiny produkcyjnej. Gdzie tu miejsce na moralność? Ano moralność trzymająca w ryzach i posłuszeństwie, jest analogią czy też desakralizacją mentalności religijnego posłuszeństwa względem systemu dekalogicznego. Szczególny ma to wpływ na mentalność protestancką opartą na surowości moralnej i poczuciu grzeszności natury ludzkiej.
        Oświecenie, dało nam nie tylko niezależność, częściowo też, demokrację, ale również rozwinęło myśl technologiczną. A tu już macki biznesu szybko się rozrosły. Zapotrzebowanie na różne metale, powstanie fabryk, i nieludzkie warunki pracy, no i czarne złoto, ropa. Jak widać biznes raczej nigdy nie grzeszył uczciwą moralnością. A im większy, bardziej zorganizowany, tym bardziej bezwzględny i okrutny. Handel zawsze opiera się na cwaniactwie, kłamstwie, relatywizmie moralnym, szyderstwie, utajonej magiczności świętego języka, jak niegdyś łacina. Niedostępnej dla prostaczków terminologii kapłańskiej, którą jak opary narkotyczne mąci się tak by była kompletnie nie do pojęcia dla normalnego umysłu, ale jednocześnie żeby sprawiała wrażenie niezwykle mądrej, uczonej, wywołując poczucie niższości, nieadekwatności w konsumencie, patrzącym z ulicznego dołu na ogrom katedralnego bilboardu......
        • zawszekacperek Re: Moralność... 17.08.13, 20:49
          Uff.o wrote:
          Ano moralność trzymająca w ryzach i posłuszeństwie, jest analogią czy też desakralizacją mentalności religijnego posłuszeństwa względem systemu dekalogicznego

          Podzielam powyższy pogląd. Ze swojej strony dodam: Moralność nie jest produktem rozumu oświeconego. Jest produktem rozumu barbarzyńskiego, pozbawionego empatii i szacunku dla innych bytów. Moralność jest pejczem, którym posługują się umysły bezwzględne, ażeby zniewolić umysły chwiejne, pragnące skosztować owoc zakazany.
          Gdyby miecz był narzędziem absolutnie skutecznym pejcz moralności na wyposażeniu umysłów bezwzględnych byłby zbędny. Tak rozumiana moralność jest wg mnie jednym z fundamentalnych elementów arcana imperiorum.
          Dziesiątkowanie legionów nie było przejawem widzimisie sfrustrowanych wodzów.

          Kacperek
          • uff.o Re: Moralność... 18.08.13, 04:13
            podałem wcześniej nazwiska Nietzschego i Derridy jako myślicieli zajmujących się szczegółowo historią i genelogią moralności, ale pomyliłm się, chodziło o Nietzschego i Foucault.
            taak, moralność została przynajmniej opacznie pojęta przez system patriarchalny, jeśli nie świadomie zdeformowana poprzez zaprzeczenie wcześniejszym normom matriarchalnym. Wszystko w ramach brania w posiadanie, kontrolowania i ujarzmiania zarówno wewnętrznej jak i zewnętrznej...natury, instynktów, podświadomości, irracjonalizmu źycia, tej drugiej strony, cienia, zła.... Wewnątrz siebie i wokół, w naturze, w drugich istotach. A przecież "co nie ma cienia nie istnieje". Tak jakby odkrycie i zdobycie moralnego ujenoliconego kodksu zahowania jak też jego utrwalanie w naturze ludkiej porzez nakazy-zakay i obietnice, należały do jednego z koniecznych etapów powstawania i kształtownia się młodej świadomości, tego narośla korowego na starożytnej tkance mózgu, starającego się zdominować całą psyche spychaniem w niebyt wszystko to co ciemne, złe, nie-pojęte przez świadomość, a zatem określane jako podjrzane, a nawet niemoralne. Ten konflikt odzwiercielał się również między Freudem a Jungiem.
            Ale, jeśli idzie o sam Dekalog, tak jak desakralizacja jego przykazań w ujednolicony kodeks prawny, błędność jego zastosowania wynikała być może z dosłownego pojmowania. Protestantyzm jest zresztą tego kierunku kontynuacją. Choć zaczął, wiadomo jak każda rewolucja, obiecująco, spełzł na moralności biznesu rodzinnego, a potem coraz to większego, aż w końcu jako państwo w państwie i poza pństwem, jako Dutch West India Trading Company, British East India Company, itd.,itp, w globalne korporacje.

            . W łonie samego Judaizmu były zawsze elementy buntownicze. Czy to w postaci proroków, czy w wystąpieniu Jezusa, który starał się zanegować życie według Dekalogu, proponując życie spontaniczne, intuicyjne i świadomie uważne na inność jakościową drugiego (wybaczanie wzajemne przewin, szacunek dla wroga, etc.). Byli też samozwańczy mesjasze, Sabataj Cwi, Jakub Frank, którzy na róźne sposoby starali się złamać ten monolit ortodoksyjnego przywiązania do "litery która zabija".Byli kabaliści, a potem, ostatnim takim ruchem stricte religijnym był Hasydyzm. Każdy z nich, jak każda rewolucja, przechodził przez etapy rozkwitu, dojrzałości i rozpadu. Rozpadu który właściwie był skamienieniem w nową ortodoksję. Rodzaj wężowy ortodoksyjny, wraz z mentalnością masową posłusznych baranów i owieczek zawsze brał górę. Niemniej za każdym razem pewne grupki wiernych takiej ekstatycznej formie praktyki życia, religii, swobodnej moralności, nie jako ascezy, intelektualno-fzycznej, wyrzeczenia, samobiczowania, umartwiania ciała, swoich pragnień, zaprzeczania naturze, lecz wręcz przeciwnie jako radość, wolność, spontaniczność, a nawet niemoralność, w sensie doświadczania racjonalno-irracjonalnych obszarów wpół-przeźywania miłości istnienia, a więc całego spektrum psyche, zawiązywały się, mając nawet sporo wyznawców. A to przecież wystarczy by być zaczynem dla następnych pokoleń. Jak to mówił Jezus, gdzie dwóch, trzech się zbiera w imię praktykowania miłości i spełnienia Drogi Środka, Drogi Skarbu Serca, tam Ja jestem. A ten aspekt w Europie widać było w gnozie, krwawo stłumionej przez dekalogiczny KK, w ruchu trubadurów w Prowansji, czy odrodzeniu mistyki na terenach niemieckich, czy w Renesansie, Romantyzmie, czy hipisowskiej Rewoluji Dzieci Kwiatów, New Age, non-violence resitance Thoreau, Gandhiego, M.L.Kinga, etc., w rozmnożeniu się sekt i komun 'chrześcijańsko-gnostycznych' (H.Bloom) w północno-wschodnich Stanach xix w., na terenach gdzie powstał ruch Transcendentalistów (Emerson, Thoreau), Działali tam pacyfistyczni Kwakrzy, centrum abolistyczne, kolebka lewicy demokratycznej, festiwal Woodstock, czyli aktywna wyobraźnia twórcza. Taki zresztą chyba jest ów ideał moralności z pragnienia, wolnego wyboru, Drogi Środka Buddy, czy Jezusa, czyli z serca, z miłości, a nie z posłuszeństwa nakazowo-zakazowemu systemowi moralnemu, ze strachu lub oczekiwania nagrody w tym czy tamtym świecie, zapracowania na lepszą karmę, czy 70 dziewic. Na Południu natomiast Stanów móżdżek pracuje i kalkuluje. Ale mówię tylko o pewnych dominujących aspektach, pewnych dynamicznych kulturowych archetypach. W szczegółch ów symboliczny konflikt Starotestamentowego Połudna z New Ageowską Północą był oczywiście głównie wewnętrzny, a na zewnątrz wewnętrzno-zewnętrzny. I wielu ludzi z południa nosiło północne serce, i vice versa. "Jakość społeczeństwa zależy od jakości jednostek, nie vice versa." (C.G.Jung). ale nie zmena to faktu iż niewolnicy uciekali z południa na północ, a nie odwrotnie.Czyli fakty historyczne tak jak rzeczywistość doświadczana i postrzegana zmysłowo-intelektualnie zawierają w sobie znaczenia symboliczne i archetypalne, pomimo tego iż można je przeżywać jako jedyne i ostateczne. Północ jest symbolem Wyobraźni. Południe Rozumu. Zachód Ciała. Wschód Miłości. Potem to centrum energetyczne przesunęło się na Zachód. Kalifornia. Njwięcej swobodnych świrów, centrum technologiczno-artystyczne, muzyczne, etc. Idee ciałem się stały.

            Protestancki etos pracy. Dostrzegam tu również kilka ciekawych analogii.
            • uff.o Re: Moralność... 18.08.13, 16:55
              Protestancki etos pracy. Podejrzewam że Dekalog został tu bardzo sprytnie użyty, wraz z monogamią patriarchalną. Zaaranżowane śluby rodzin biznesowych, jak wcześniejsze zaślubiny monarchii, religii. Pacyfikowanie narodów poprzez poszerzanie, i dzielenie się między wtajemniczonymi, strefami wpływów. Kościoły odgrywały tu instrumentalną rolę sankcjonowania takich protokorporacji. Dominacja samca Alfa, albo samicy Alfa były utrwalone. Kobiety niejednokrotnie prześcigały mężczyzn w gorliwości wdrażana moralności patriarchalno-dekalogicznej (epoa wiktoriańska), z powodów czysto psychologicznych. Mechanizm kompensacyjny uniemoźliwiający mężczyznom rozwinięcię głębszych pokładów człowieczeństwa i istnienia. Pasywność jako wzmacnianie dominacji, czyli podświadoma zemsta. Napuszony zarozumiały samiec w otoczeniu usługujących mu samic. Poza tym owo przejęce przez kobiety roli suroyh miralniemężczyzn dawało im jakąś możliwość wpływania, kontrolowania i manipulacji. ale ogólnie dekalogiczne podejście do roli kobiety spychało ją do lojalności, wierności wobec monogamicznej przysięgi, jak wypełnienie dożywotniego kontraktu pracowniczego, no i gary, lub zarządzanie garami, kuchtami, sługami, wychowywanie dzieci, ew. działalność charytatywna, i entertainment, dostarczanie przyjemności samcowi, czy to seksualnej, czy estetycznej, w czasie imprez na których ubijano święte interesy, układy. Aspekt emocjonalny, twórczy jako służalcze tło zabawowe, służka okraszająca intelektualne gierki. Jak błazen na dworze pana króla ładcy.. Dostarczycielka dzieci, dziedziczących i utrzymujących rozrost funkcjonoującego systemu, jak też seksualna niewolnica. Ten schemat z grubsza określa również uzewnętrzniony stan wewnętrzny względem własnej emocjonalności i irracjonalinych, spontanicznych aspektów istnienia, określając je jako aspekty przypadkowe i służebne, trzymne na poziomie nedojrzałości czy infantylizmu, wględem dominujących intelektualno-samczych kalkulacji wystrychania jednych tak, żeby wycyckać drugich. Czysta szamańska magiczność robienia z niczego mamony poprzez wykorzystywnie pozycji bycia na schodach, lub na szczycie piramidy, i poprzez posiadnie sztabu płatnych doradców i mordecrów uczuć i wyobraźni. Przekonanie o tym iż emocje są be, grzeszne, i muszą podlegać manipulacjom intelektualnym, trzymającym w ryzach wszelkie wyskoki irracjonalne, i tylko dzięki owym manipulacjom i nałoźeniu kagańca dealogicznego moźna kontrolować i regulować względną stabilność dobro-bytu, posiadnia i używanie wygód i dóbr materialnych, czyli niby-człoieczeństwo i postęp cywilizacyjny. Oczywiście nakładanie na umysły prostaczków konsumentów przekonania iż trzeba ciężko pracować, czyli cierpieć, ażeby coś w tym życiu osiągnąć to też wypisz wymaluj rodem z Dekalogu, podretuszowanego zdeformowanym pojmowaniem Losów i misji Jezusa, który rzekł: Jam Drogą. Podkreślanie cierpienia, znoszenia trudów, upokorzeń i nadstawianie drugiego policzka. Nieuchronnie przewija się tu i bezustnnie wzmacnia przedmiotowe traktowanie samego siebie, jako grzesznej nicości, względem Boga, umiejscowionego w jakimś odległym od teraźniejszości celu, przyszłości, i wynikające z tego przedmiotowe traktowanie drugich istot, jako konkurencji, zdrowej rywalizacji o zdobycie jakiejß cząstki tego zewnętrznego Bytu Bożka Zysku. To utrzymywanie centrum jakości bytu na zewnątrz istnienia i jego scentralizownie, uświęca rywalizację wolno-rynkową, uniemożliwiając traktowanie drugiego jako bliźniego. Gdyby centrum bytu było umiejscowione wewnątrz każdej istoty, wówczas zmniejszony byłby nacisk na rywalizację zewnętrzną. Zawiść i przedmiotowe traktowane inności, jako potencjalnego wroga który mnie może w każdej chwili uprzedzić w zdobywaniu pewnych jakości zewnętrznego Bytu, nie odgrywałyby tak dominującej roli w kształtowaniu relacji międzyludzkich czy międzybiznesowych. Szczególności destrukcyjne jest tu ujarzmianie, wyszydzanie, elementu wpół-odczuwającego, podtrzymywanie hierarchicznej i uniwersalnej struktury życia, wartości, instrumentalne traktowanie moralności, jak też cynizm intelektualny, przy jednoczesnym infantylizmie emocjonalnym, wyobrazniowym, jako warunkach przynależenia do tej kasty nowych kapłanów uniwersalnej globalnej religii biznesu. Politycy i inne psy gończe zapędzające i trzymające owieczki w zagrodzie lub na pastwisku mentalności masowej, spełniają tu role szamanów-kapłanów, zaklinających rzeczywistość swoim ślinotokowym jazgotem obiecanek-cacanek, mających na celu trzymanie masy w masie, jak najdalej od możliwości oddalenia się w jakąś formę indywidualizacji i tworzenia komunikacji międzyludzkiej na głębszym poziomie jakościowym życia. Ustami mówią jak kapłani coś o wartościach-komunałach, wierności lojalności, ale podkreślają zawsze że tylko w masie, jako naród.

              Heros pracy jak Jezus, w interpretacji wypaczonej, dosłownej i historycznej, poświęca się dla dobra ludzkości, unicestwiając wszelkie objawy "słabości" grzeszności (aktywności) emocjonalnej. Wymyśla swoje wojenne maszyny, technologiczne cacka, ażeby udowodnić sobie i pokazać innym samcom-konkurentom z boiska czy piaskownicy "wolnego rynku" iż posiada prawdziwą moc panowania nad wszelkimi mocami i słabościami rzeczywistości i natury, jak nad masą wiernych/konsumentów masowej kultury, masowej mszy propagandy zbawienia, Dobro Bytu, dostarczając im, za niewielką odpłatą, opłatki zmysłowego partycypowania w zbawczym planie tworzenia Królestwa Niebieskookiego na Ziemi.
              Według poety: "Człowiek został stworzony bogatym i szczęśliwym. Ale cwaniacy (wąż) uczynili go biednym i nieszczęśliwym." Owa rajska szczęśliwość być może jest symbolem wczesnych, przed-patriarchalnych społeczności. Ale najprawdopodobniej owe społeczności też miały swoje niesprawiedliwości, skoro pojawił się bunt i powstanie patriarchalnej cywilizacji i świadomości. Ale może w tym cyklicznym powrocie tego podbitego aspektu jest jakieś dążenie do stworzenia równowagi między moralnością i niemoralnością, dobrem a złem. I ów dominujący kalkulujący aspekt natury ludzkiej ulegnie w końcu jakiejś konkretnej transformacji. Niemniej ponoć ta patriarchalna pazerność i obłuda moralnego systemu nakazowo-zakazowego względem emocji, namiętności, intuicji i wyobraźni twórczej, ten brak uczciwego współodczuwania w wolnym rynku szczurów intelektualnej kalkulacji i odzwierzęce-ego konsumowania życia w imię bytu którego prawdziość i zasługa na bogactwo i dobrobyt mają objawiać się w zdolności parcia po trupach do egzystencji na najwyższym poziomie Posiadania, zakończy się być może dopiero wtedy kiedy rozum sam siebie przekona (i pokona) iż bez spełnienia emocjonalnego, wykształcenia aktywnej wyobraźni twórczej, czyli podniesienia jakościowego życia każdej istoty, nie ma szans na stworzenie trwałej struktury prawdziwego biznesu, nie opartego jedynie i bezwzględnie na wolnorynkowym bożku Zysku, i nie ma szans na stworzenie prawdziwej moralności, moralności z pragnienia, wolnego wyboru, dopóki człowiek nie uwolni się od martwych praw ujarzmiających jego prawdziwą naturę. Oczywiście im późnej tym gorzej. Ale każdem potem będzie z tm więszym potem. Trzeba otworzyć tę Puszkę Pandory, mieć odwagę utracić pozycję dominacji, ażeby móc zacząć prawdziwie się rozwijać, czynić jakiś postęp prawdziwy.. Ażeby wykształcić taką moralność z pragnienia, i świadomości, nie można trzymać ludzi na poziomie zniewolonych zwierząt-konsumentów, dostarczających mamony i bogactw, a siebie mieć za Boga któremu reszta ma składać ofiary ze swoich istnień.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka