grzeg34
16.08.13, 16:24
Przyszła mi pewna refleksja po lekturze następującego artykułu:
finanse.wp.pl/kat,,title,Ta-oszustka-ukradla-7-mln-zl-i-jest-wolna,wid,15901844,wiadomosc.html?ticaid=11122c&_ticrsn=3
Oczywiście wiem, że to nie jest żaden wyjątek i analogicznych przypadków jest wiele, ale od czegoś trzeba było zacząć. Sprawa dotyczy moralności w świecie biznesu, finansów, handlu, bankowości, ubezpieczeń i t.p., którymi to rządzą niepodważalne prawa ekonomii, gdzie popyt i podaż ustala cenę, a nad wszystkim czuwa „niewidzialna ręka rynku”. Wszystko wydaje się logicznie uporządkowane, jednakże pozostaje na uboczu coś takiego jak humanistyczny i moralny dorobek ludzkości.
Na uczelniach typowo naukowych, które mają największy wpływ na interpretacje rzeczywistości, o moralności i humanizmie się nie dyskutuje (szczególnie na ekonomi), prawo i ustawodawstwo zdominowane zostały przez lobbystów, dotychczasowe systemy religijne, rodzina i instytucje państwowe zawiodły, media publiczne upodobniły się do komercyjnych, a wszystkim tym żądzą historycy, którzy nawet w swojej dziedzinie niewiele potrafią jednoznacznie wyjaśnić i ustalić…
A pytania pozostają:
Kiedy biznesmen, finansista, handlowiec, bankier, ubezpieczyciel, ekonomista (i t.p.) postępuje w sposób moralny, a kiedy już nie?
Kto i w jaki sposób powinien kształtować wrażliwość moralną społeczeństw?
Czy moralność w przyszłości będzie się dostosowywać w zależności od okoliczności na wzór elastyczności np. prezerwatywy?
Czy jednak w przyszłości standardy moralne będą się zaostrzać?
np. czy dzisiejsza cywilizacja będzie postrzegana za 500 lat jako „barbarzyńska” z uwagi np. na powszechną konsumpcję mięsa?
i t.d.