Dodaj do ulubionych

Czy Polacy są narodem straconym, pan Wroński

14.10.13, 08:35
Czy Polacy są narodem straconym

Paweł Wroński

Polaków na przemian wysławiano jako bojowników wolności i potępiano jako reakcjonistów. Nie są ani jednym, ani drugim

''Im więcej myślę o tej sprawie, tym jest dla mnie jaśniejsze, że Polacy są une nation foutue [narodem popieprzonym]'' - pisał w liście do Karola Marksa Fryderyk Engels. I dalej: ''W historii niczego nigdy nie zrobili oprócz zajmowania się dzielnymi, oczywistymi głupotami >>Nieśmiertelne<< w Polakach jest tylko ich bezpodstawne tromtadractwo...''.

Ten list z 1851 r. przytacza w swoim eseju ''1848. Rewolucja intelektualistów'' brytyjski historyk Lewis Bernstein Namier, dodając, że Engels napisał go pomiędzy ''propolskimi uniesieniami''. Engels argumentuje, że jedna czwarta ''Polaków'' mówi po litewsku, jedna czwarta po rusińsku [ukraińsku], część na wpół po rosyjsku, a z Polski właściwej jedna trzecia jest zgermanizowana. Konstatuje, że naród, który w najlepszym razie jest w stanie zmobilizować 20-30 tys. ludzi, ''nie ma żadnego głosu''.

Namier nie cenił wysoko twórców naukowego socjalizmu. Uważał ich za słabych historyków i niedouczonych ekonomistów. Jednak sąd Engelsa o Polakach uznał najwyraźniej za rzadki moment jasności umysłu.

Koszmar Dmowskiego

Esej ''1848'' nie jest analizą polskiego narodowego ducha, choć Namier, znawca dziejów Europy Środkowej i entuzjasta Freuda, mógłby być znakomitym autorem takich rozważań. Jest głęboką analizą tego nurtu ogólnoeuropejskiej rewolucji, w którym rodziła się lingwistyczna i historyczna koncepcja narodu wiodąca ku nieuchronnej sprzeczności. To właśnie w niej widział praprzyczynę największych nieszczęść kontynentu - I i II wojny światowej.

Nowy ład Europy ''narodowej'', tworzony przez liberalnych szermierzy wolności, był zdaniem Namiera od początku sztuczny i oparty na fałszywych koncepcjach. Niemcy dzielili się na Niemców i Austriaków, a mówiąca po francusku i niemiecku czeska szlachta odmawiała udziału w obradach ogólnoniemieckiego, powołanego w wyniku Wiosny Ludów parlamentu frankfurckiego (Czechy w odróżnieniu np. od Prus Wschodnich należały do Rzeszy Niemieckiej), podkreślając swoją ''słowiańskość''.

O ówczesnych demokratach wolności Namier pisze nie bez sympatii, a nawet z cieniem wyrozumiałości. Zwłaszcza gdy próbują rozwiązać podstawowy problem Europy wynikający z przyjęcia kryterium narodowości. Uznanie bowiem praw i wolności jednego narodu często automatycznie sankcjonowało bezprawie i ograniczenie wolności drugiego. Zapewne idealiści owi budzili sympatię poprzez porównanie z tymi, którzy ten dylemat rozwiązywali poprzez eksterminację narodów stojących im na drodze i koncepcję nadczłowieka.

Uwagi na temat Polski nie mają w eseju ''1848'' charakteru pierwszoplanowego. ''Sprawa polska'' była bowiem nierozwiązywalnym problemem, z którym borykały się rządy zrewolucjonizowanej Francji czy reformującej się w duchu słowianofilstwa Austrii. Namier pisze jednak dużo o Polsce i Polakach. Czasem są to dygresje, czasem rozbudowane erudycyjne przypisy. Te ostatnie są godne szczególnej uwagi.

W Wielkiej Brytanii Namier był przez lata traktowany jako najwybitniejszy znawca Polski i Europy Środkowej. W 1919 r. był głównym ekspertem delegacji brytyjskiej do spraw tych obszarów w czasie konferencji wersalskiej. Przyczynił się do ostatecznego upadku Austro-Węgier, współkształtował granice II RP.

Stał się koszmarem Romana Dmowskiego, polskiego delegata na konferencję; to działania Namiera - twierdził historyk Roman Wapiński - stały się jedną z przyczyn pogłębienia się antysemityzmu przywódcy endecji. Dla Dmowskiego był żyjącym dowodem istnienia żydowskiej mafii, która chce zniszczyć Polskę.

Jest pierwszym podejrzanym o to, że w 1920 r. sfałszował słynną linię Curzona, przeprowadzając ją nie na wschód, ale na zachód od Lwowa (właśnie tą linią graniczną z brytyjskiej noty dyplomatycznej posługiwał się Stalin w Teheranie, Jałcie i Poczdamie). Dowodów na fałszerstwo brak, ale jeden z przypisów do eseju świadczy o tym, że Namier, gdyby mógł, chętnie by tak tę linię poprowadził. Przypomina bowiem w przypisie o ''histerycznej propagandzie polskiej na temat Lwowa, gdzie niewielka większość polska, w skład której wchodzili sprowadzeni z zewnątrz urzędnicy oraz ochrzczeni Żydzi, miała uzasadnić aneksję terytorium z dziesięciokrotnie większą liczbą autochtonicznych chłopów ukraińskich''.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Czy Polacy są narodem straconym, pan Wroński 14.10.13, 08:36
      Można sobie wyobrazić spotkanie tych dwóch polityków w Wersalu. Z jednej strony Dmowski, mówiący o dziejowej sprawiedliwości i szermujący historycznymi prawami Polski. Z drugiej - zimny Namier, posługujący się tabelami demograficznymi czy statystykami, mordujący wywody Dmowskiego kompetencją i wnikliwością, choć w porównaniu z wyborną angielszczyzną Dmowskiego jego język nosił wyraźnie polski akcent.

      Niezwykły model narodu

      Lewis Bernstein Namier (1888-1960) urodził się bowiem w Polsce, w Woli Okrzejskiej, jako Ludwik Bernstein. W tej samej Woli, w której w 1846 r. przyszedł na świat Henryk Sienkiewicz - architekt polskich wyobrażeń o wielkiej, szlacheckiej, sarmackiej Rzeczypospolitej. W 1880 r. zadłużony majątek Wola Okrzejska kupiła na licytacji bogata rodzina Bernsteinów.

      Zatopiony w polskiej literaturze (na początku eseju odwołuje się do Zygmunta Krasińskiego), szlachecką Rzeczpospolitą postrzegał inaczej niż Sienkiewicz. Wyidealizowana Polska szlachecka była dla niego narodem niedokończonym i nieprzemyślanym; nacją, której istnienie polegało na panowaniu nad chłopami i innymi narodami - żyjąca w kulcie wolności republika szlachecka była więzieniem narodów i stanów.

      Wśród Polaków i Węgrów - czytamy w eseju - szlachta, niezwykle liczna, zastąpiła klasy średnie. ''Dzierżąc wraz z magnatami monopol władzy państwowej, stała się głównym wyrazicielem idei narodowej. Ponadto, ze względu na to, że polski naród szlachecki wchłonął klasę właścicieli ziemskich Litwy, Białorusi i przeważającej części Ukrainy, obejmując tereny trzykrotnie większe od tych, które były zamieszkane przez chłopską ludność polską, wielkość Polski była związana z kastowymi rządami szlachty''; chłopi, nawet mówiący po polsku, na ogół nie uznawali siebie za część narodu swoich panów. Florian Ziemiałkowski, jeden z przywódców Polaków austriackich w 1848 r., a potem przez niemal pół wieku, pisał jeszcze w 1865 r., że ''w Galicji chłopi nie myślą o Polsce i nie chcą Polski''.

      Z tym cytatem korespondują pamiętniki Wincentego Witosa, który jeszcze na początku XX w. wspominał, że w okolicach Tarnowa chłopi nie chcą Polski, bojąc się, że oznacza to przywrócenie pańszczyzny.

      Namier wskazuje, że XIX-wieczny polski pseudodemokratyczny mesjanizm był stworzoną przez poetów ideologią, w której Polska miała być ''osią polityki światowej'', a zwieńczeniem tej polityki miało być ''zmartwychwstanie'' kraju. Nie wspomina o Lelewelu, który twierdził, że wrodzony demokratyzm i republikanizm Polaków wynikał z zachowanej wyłącznie w Polsce zasady gminowładztwa. Stąd umiłowane przez szlachtę (i Lelewela) liberum veto czy prawo rokoszu. Szkoda, bo idea republikańskiej Polski zdaje się wieczna, skoro współcześnie opiewa ją Jarosław Marek Rymkiewicz w ''Samuelu Zborowskim''.

      Namier diagnozuje: ''Pojawił się zatem niezwykły model narodu, zasadniczo arystokratycznego i militarnego''. Jego wielkość była oparta na latyfundiach i ich właścicielach; z przyczyn patriotycznych angażował się on w działania socjalno-rewolucyjne. ''Polaków na przemian wysławiano jako bojowników wolności i potępiano jako reakcjonistów. Nie są ani jednymi, ani drugimi, są przypadkiem szczególnym, jak każdy naród, jednak bardziej złożonym ze względu na złożoność ich sytuacji''.

      O pozornej tylko rewolucyjności polskiego ruchu niepodległościowego ma świadczyć ciekawe spotkanie w Sztokholmie w 1863 r. Los zetknął tam wiecznego rewolucjonistę i teoretyka anarchizmu Michaiła Bakunina, który wynajętym statkiem płynął na pomoc polskim powstańcom, z Józefem Demontowiczem, przedstawicielem władz powstańczych. Bakunin snuł wizję powszechnej rewolucji w Rosji, która uwolniłaby chłopów i doprowadziła do wyzwolenia Polski. Wtedy, ku jego zaskoczeniu, Demontowicz stwierdził, że gdyby miał wybierać między rosyjską rewolucją socjalną i caratem, wybrałby carat, bo ''rosyjska rewolucja społeczna, otwierając śluzy polskiego barbarzyństwa, bezpowrotnie utopiłaby polską cywilizację''.

      Drugą stronę wewnątrzpolskich relacji chłop - pan ilustruje przemówienie chłopa z Galicji, niejakiego Kapuśniaka, w austriackim zgromadzeniu narodowym. Rzecz się dzieje już po rabacji chłopskiej 1846 r., a ówże delegat z ''dziką nienawiścią wobec szlachty'' mówił: ''Tak, szlachcic traktuje chłopa z miłością - po zmuszaniu go do pracy przez cały tydzień zabawia go w niedzielę - skutego łańcuchem i zamkniętego w oborze, żeby mógł jeszcze ciężej pracować w następnym tygodniu''; tak, jest ludzki, bo zachęca zmęczonego chłopa batem, a jeżeli ten narzeka, że zwierzęta są słabe, mówi mu: ''To zaprzęgnij siebie i swoją żonę''.

      Pokopani

      Ta XIX-wieczna Polska - dzielna, walcząca, produkująca błędnych rycerzy Europy, oferujących swoje usługi bądź tureckim sułtanom, bądź Francji - budzi w Namierze współczucie, ale i konstatację, że zdaje się narodem niezdolnym do istnienia we współczesnym świecie. Polska i Węgry dla europejskich demokratów były dobre, ''gdy walczyły ze Świętym Przymierzem''. Potem ''narody te stały się społeczeństwami anachronicznymi, których nie da się odbudować na nowoczesnych podstawach''.

      Adam Michnik pisze we wstępie do książki, że Namier nie był przeciwnikiem Polski, ale raczej narodowej koncepcji prezentowanej przez Dmowskiego. Gdy jednak spoglądał na II RP, uważał, że to, co lewicowe, w gruncie rzeczy powielało błędy sarmackich przodków, to, co autentycznie nowe i nacjonalistyczne, budziło przerażenie. ''Piłsudski był ostatnim i najskuteczniejszym z tych rewolucyjnych błędnych rycerzy; jego » socjalizm «był nowoczesną odmianą wiary polskich » demokratów «z lat 1848-1863. Jednakże już w 1907 roku starał się wprowadzić paramilitarną dyktaturę w Polskiej Partii Socjalistycznej; zaś po roku 1918, a jeszcze bardziej po 1926, wkroczył na drogę Napoleona, bez napoleońskiej siły ani uzasadnienia. Byłoby niesprawiedliwe określenie jego czy nawet jego epigonów jako faszystów - podłość faszyzmu cechowała raczej jego przeciwników ze szkoły Dmowskiego. Tradycja Piłsudskiego była szlachetniejsza'', ale ''z tego właśnie powodu była niebezpieczniejsza'' (to też jeden z przypisów).

      CDN...
      • diabollo Re: Czy Polacy są narodem straconym, pan Wroński 14.10.13, 08:42
        Spojrzenie Namiera na Polskę i jej XIX-wieczne dzieje najłatwiej dziś określić jako ''antypolskie'', bo to od razu zamyka dyskusję. Uznać za wynik nawarstwionych uprzedzeń człowieka, który sam miał kłopoty z narodową tożsamością. Co jednak, jeśli ma choć trochę racji? Jeśli nasze nieszczęścia, nadmierny radykalizm, nieumiejętność kalkulacji wynikały po prostu z tego, że jesteśmy narodem pokopanym? Co gorsza, który chce w tym pokopaniu trwać.

        Lewis Bernstein Namier, ''1848. Rewolucja intelektualistów'', przekład Andrzej Ehrlich, TAiWPN Universitas, Kraków 2013

        Polskie lęki i kompleksy okiem Jana Józefa Lipskiego: ''Dwie ojczyzny - dwa patriotyzmy''
        wyborcza.pl/1,120013,3640733.html?as=1
        www.youtube.com/watch?v=YdcCyzf-R5M&feature=player_embedded
        Od zawsze Polak, od zawsze katolik: ''Odwieczny naród. Czyżby?''
        wyborcza.pl/magazyn/1,130900,13438757,Odwieczny_narod__Czyzby_.html
        www.youtube.com/watch?v=7S_eryiGTWg&feature=player_embedded

        Idealiści i chłopi - jak rodziła się wolna Polska - ''Timothy Snyder opowiada, jak powstał w Polsce naród, socjalizm i endecja''

        wyborcza.pl/alehistoria/1,127749,12291380,Timothy_Snyder_opowiada__jak_powstal_w_Polsce_narod_.html
        www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=0aY9owXkB9g

        Źródło:
        wyborcza.pl/magazyn/1,134609,14761242,Czy_Polacy_sa_narodem_straconym.html
    • diabollo Timoth Syndler 14.10.13, 20:14
      Timothy Snyder opowiada, jak powstał w Polsce naród, socjalizm i endecja

      Adam Leszczyński

      Widziane z Connecticut - pierwsza z cyklu rozmów ze znanym amerykańskim historykiem o wielkich zjawiskach i wydarzeniach historycznych



      ''Strajk'' Stanisława Lentza (1861-1920), namalowany w 1910 roku pod wpływem wydarzeń rewolucji 1905 roku jest być może jego najbardziej rozpoznawalnym obrazem.
      W PRL reprodukcje dzieła tego malarza-realisty przedstawiającego robotników wisiały w niemal każdej szkole i były umieszczane
      w podręcznikach historii najnowszej.
      Fot. Muzeum Narodowe w Warszawie


      Adam Leszczyński: Skąd wziął się podział na socjalistów i narodowych demokratów, czyli endeków, który po dziś dzień ciąży nad polską polityką i kulturą?

      Prof. Timothy Snyder*: W latach 80. XIX wieku inteligenci, którzy na ziemiach polskich zaczęli tworzyć partie polityczne, świetnie rozumieli, że polityka się zmieniła i w wielkim stopniu polega teraz na stosunku elit do tzw. mas, czyli ludzi znajdujących się na dolnych szczeblach drabiny społecznej. Wiedzieli także, że na ziemiach polskich te masy dopiero się kształtują. Pytanie brzmiało: czy masy wejdą do polityki jako naród, czy jako klasa? Upraszczając, wybór był między patriotycznym chłopem a robotnikiem myślącym w kategoriach klasowych i międzynarodowych.

      No a potem szła praktyka. Działam inaczej, jeżeli chcę, by pan został świadomym klasowo robotnikiem, i inaczej, by pan został świadomym Polakiem.

      Ktoś przyszedł do chłopów i wytłumaczył im: jesteście Polakami?

      Tak łatwo to nie szło. Trzeba uniknąć dwóch popularnych i sprzecznych ze sobą iluzji: że narody były zawsze, tylko śpią i trzeba je było obudzić, oraz że rzeczywiście narody nie istniały, ale łatwo je było stworzyć i wychować. Jeszcze w okresie międzywojennym ogromnie wielu polskich chłopów nie uważało się za Polaków. Wiedzieli, że nie są Żydami, że są katolikami, skąd pochodzą itd., ale na pewno nie rozumieli, że odpowiadają zbiorowo za los narodu czy państwa polskiego. Kształtowanie narodu to był proces mozolny. Endecja się z tym nie liczyła, ale rzeczywistość na wsi okazała się inna, niż się spodziewała. Dlatego z czasem stała się bardziej katolicka, niż to zakładał na początku Roman Dmowski - katolicyzm okazał się potrzebny, aby dotrzeć do chłopów i pozyskać ich dla ideologii narodowej.


      Chłop to nie Polak. Rozmowa z Marianem Pilotem: Lemingi kontra Sarmaci

      Jak to wyglądało w praktyce? Można długo siedzieć w kawiarni i rozmawiać, ale w końcu trzeba było wyjść do tego ludu...

      To oczywiście okazywało się trudne. W takiej Łodzi na przykład byli chłopi w fabrykach, ale pochodzili z całego Królestwa Polskiego, a nie z jednej wsi. Z tymi chłopami byli też Żydzi. A właściciele fabryk to Niemcy albo Żydzi.

      Inteligenci uczyli lud czytania. Chłop rozumiał, że byłoby lepiej, gdyby jego syn był piśmienny. Dla narodowców to była kwestia tożsamości narodowej, a dla chłopa - awans społeczny. Obietnica składana czy to przez endecję, czy to przez socjalistów, była w dużej mierze obietnicą awansu.

      Chłopskie dziecko dostawało elementarz, z którego uczyło się czytać i dowiadywało się, że jest Polakiem?

      Jak pan umie czytać, to jest pan w stanie utożsamiać się z postaciami w książkach. Np. z postaciami historycznymi - Sobieskim, Jagiełłą. Wtedy historia staje się też pańską historią. Jak pan czyta gazety, to utożsamia się pan z ludźmi, których pan czyta albo o których czyta. To ogromnie ważne dla wyobraźni.

      I wreszcie gdy ktoś się uczy, to jest w kontakcie intelektualnym z nauczycielem. To jest kontakt poniekąd intymniejszy niż z rodzicami i kształtuje ogląd świata. Jak nauczyciel chce, żeby ten świat widzieć w kategoriach narodu, to tak często będzie. Przynajmniej na początku.

      Czytanie jest bardzo ważne, ale ważna jest również wizja społecznego awansu. Dla chłopa idea narodu nie była interesująca. Chyba że naród daje jemu albo następnemu pokoleniu nową szansę. Wtedy tak.

      Gdyby się pan urodził w Polsce 150 lat temu, to zostałby pan socjalistą? I na czym polegała atrakcyjność socjalizmu w tak zacofanym kraju? Marks pisał o krajach uprzemysłowionych, o Anglii, Francji i Niemczech.

      Marksizm był jednym z naturalnych wyborów polskich patriotów. Po klęsce w roku 1863 i 1864 wydawało się, że powstania nie mają już sensu. Nie udały się one szlachcie i widać było, że potrzebne jest nowe społeczeństwo, oparte nie na szlachcie. Zdaniem pozytywistów społeczeństwo samo się wyłoniło dzięki naturalnym prawom rynku - jak gospodarka się rozwija, to społeczeństwo również. Organicznie. Okazało się, że to jednak nieprawda, że rozwój organiczny jest zbyt powolny i że sama gospodarka bez udziału państwa nie doprowadzi do powstania narodu.

      Marksiści też wierzyli w naukę społeczną, ale chcieli skorzystać z tradycji powstańczej. Dla nich społeczeństwo nie było całością organiczną, lecz klasową. Sądzili, że robotnicy to klasa przyszłości, która ma historyczną misję do wypełnienia. W rozumieniu takich ludzi jak np. Piłsudski w tym czasie ta misja musiała być i patriotyczna, i socjalistyczna, bo w ich mniemaniu jedyną drogą do socjalizmu, to znaczy do sprawiedliwości, było państwo. A skoro państwo, to państwo narodowe. Całe pokolenia, o ile nie były marksistowskie, to miały przynajmniej marksistowski moment w biografiach. W innych krajach zostawało się marksistą, żeby obalić system. W Polsce znaczyłoby to obalić trzy imperia - i z tego powodu marksista nie mógł nie myśleć o sprawie narodowej.

      CDN...
      • diabollo Re: Timothy Syndler 14.10.13, 20:17
        Dziś wielu Polaków myśli, że socjalizm jest sprzeczny z patriotyzmem.

        To absurd i niezrozumienie własnej historii, w tym historii komunizmu w Polsce. Bo komunizm, który panował w Polsce, nie był głównym owocem polskiej tradycji socjalistycznej.

        W polskiej myśli socjalistycznej jedni uważali, że trzeba budować państwo narodowe, a potem socjalizm, a drudzy (którzy później stali się komunistami), że nowe państwo to błąd, że potrzebna jest rewolucja w ramach istniejących państw.

        Róża Luksemburg przekonywała, że ważna jest skala: że rewolucja uda się, jeśli ogarnie największe państwa. Nie czuję sympatii do Luksemburg, ale ona dobrze życzyła polskim robotnikom. Kiedy nie zgadzała się z Kazimierzem Kelles-Krauzem, socjalistycznym myślicielem, którego biografię kiedyś napisałem i mówiła mu, że państwo narodowe jest niepotrzebne, to nie dlatego, że nie kochała Polski. Po prostu jej zdaniem Kelles-Krauz głosił teorię szkodliwą dla przyszłości robotników.



        Marksizujący inteligenci rozumieli, że nie można mieć patriotyzmu bez sprawiedliwości i prawdopodobnie sprawiedliwości bez patriotyzmu. Więc przyszłe państwo polskie musi mieć coś do zaproponowania chłopom i robotnikom. To coś to sprawiedliwość. A jeżeli chciało się sprawiedliwości, to przynajmniej w tamtej epoce potrzebne było państwo narodowe, bo inaczej obce imperium będzie wyzyskiwać nas wszystkich. Musieli myśleć obiema tymi kategoriami: sprawiedliwości i narodu. Nadal zresztą nie można być patriotą, nie myśląc o sprawiedliwości. I odwrotnie: nie można być socjalistą, nie myśląc o narodzie.

        Skąd brała się fascynacja robotnikami w społeczeństwie, którego 80 proc. stanowili chłopi?

        M.in. z czytania marksizujących polskich socjologów, np. Ludwika Krzywickiego. Wydaje mi się, że wielu nigdy nie doszło do Marksa.

        Co jeszcze czytali?

        Herberta Spencera z jego wizją darwinowskiej walki o przetrwanie między narodami. Edwarda Bellamy'ego, utopistę, który pisał o pięknej przyszłości.

        Fascynacja robotnikami nie pochodziła oczywiście z konkretnego doświadczenia z robotnikami, ale brała się z pewnej wizji przyszłości - z kapitalizmem, przemysłem, ogromnymi miastami - i nowoczesnego społeczeństwa, któremu potrzeba tylko rewolucji.

        Robotnicy są atrakcyjni, bo są znakami tej przyszłości. Ich cierpienie jest i złe, i dobre. Złe, bo cierpią. Dobre, bo daje nadzieję, że przyjdzie nowy świat. Z tej dialektyki bierze się fascynacja. Teraz jest źle, że robotników jest za mało, cierpią - to ma być dowodem na to, że robotników będzie więcej, fabryk również. I za jakimś progiem będzie możliwa ta rewolucja. I sprawiedliwość.

        Inteligenci, o których mówimy, byli świadomi zacofania. Rozumieli sytuację europejską i globalną. Uważali, że są przynajmniej trzy wyjścia.

        Pierwsze to myśleć o rewolucji retrospektywnie. Skoro rozumiemy ład feudalny i jego wewnętrzną harmonię, to znaczy, że rozumiemy, że każdy etap historii ma swoją wewnętrzną harmonię. Następny etap i zarazem ostatni, socjalistyczny, będzie miał harmonię polegającą na włączeniu wszystkich wykluczonych do prawdziwego życia społecznego.

        Drugi sposób myślenia to pomysł, że im gorzej, tym lepiej. To stary wytrych ideologiczny marksistów: jak kapitalizm jest zły, to im więcej kapitalizmu, tym lepiej.

        Bo przybliża rewolucję?

        Tak. Ale można to też rozumieć inaczej. Można myśleć: jesteśmy zacofani, ale jesteśmy w stanie korzystać z idei powstałych w najbardziej rozwiniętych krajach. Więc choć marksizm się u nas nie narodził, to możemy go wypożyczyć i wykorzystać.

        Trzecie rozwiązanie problemu zacofania to wyjście Róży Luksemburg, czyli rewolucja światowa, która zacznie się w Niemczech i obejmie także nas. Oznacza to, że choć u nas jest feudalizm i według Marksa rewolucja nie ma tu wybuchnąć, to nieważne. Wybuchnie w świecie bardziej przemysłowym i do nas dotrze. A poza tym my w Polsce mamy tradycję rewolucyjną i powstańczą, którą możemy przekazać robotnikom. I z tego względu jesteśmy lepszymi marksistami niż Niemcy, którzy traktują Marksa dosłownie, a my rozumiemy jego ducha rewolucyjnego.


        Timothy Snyder
        profesor Uniwersytetu Yale, jeden z najbardziej znanych na świecie specjalistów od historii Europy Środkowo-Wschodniej. Jest autorem m.in. międzynarodowego bestsellera ''Skrwawione ziemie: Europa między Hitlerem a Stalinem'' (wyd. polskie 2011). Mieszka w New Haven w stanie Connecticut


        Cykl o chłopstwie w ''Tygodniku Powszechnym''Wieś polska 1944-1989

        www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/biale-plamy-ii-rp

        Źródło:

        wyborcza.pl/alehistoria/1,127749,12291380,Timothy_Snyder_opowiada__jak_powstal_w_Polsce_narod_.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka