Dodaj do ulubionych

Obłuda kierowców

03.01.14, 11:23
Dlaczego chcemy szaleć na drogach. Obłuda kierowców

Klaus Bachmann

Po wypadku w Kamieniu Pomorskim, gdzie pijany kierowca spowodował śmierć sześciu osób, działo się to, co zawsze, kiedy opinia publiczna jest wstrząśnięta okrutnym i silnie nagłośnionym przestępstwem: politycy wzywają do zaostrzenia prawa, eksperci do zachowania umiaru, vox populi woła o zemstę

Trwa licytacja, czy pijanych kierowców należy dożywotnio pozbawić prawa jazdy, karać za zabójstwo, a kary rozszerzyć nawet na pasażerów, jeśli wiedzieli, że kierowca jest pijany. Do umiaru wzywają rząd (minister Sienkiewicz) i eksperci (prof. Filar).

Po alkoholu i za szybko

W Polsce przeważają dwie przyczyny śmierci na drogach: alkohol i nadmierna prędkość. A recepta na przestępczość zazwyczaj jest jedna i ta sama: karać kierowców surowiej, aby ich odstraszyć. Kiedyś pewnie będziemy w Polsce karać dożywociem za nieprzepisowe parkowanie, a sędziowie będą wtedy wszystkich oskarżonych uniewinniać. Tak się dzieje zazwyczaj wtedy, kiedy kara jest nieadekwatna do przewinienia. Tylko kogo to wtedy będzie odstraszać?

Ale fotoradary wszyscy krytykują

Od tego powszechnego konsensusu, że ludzkim zachowaniem należy kierować za pomocą kar, jest jednak wyjątek: przekroczenie prędkości. Za to nikt kar nie chce. To szykany wobec uczciwych obywateli, nieżyciowe przepisy, sposób dojenia portfeli kierowców. Jak już kiedyś dowiodłem na tych łamach, w przypadku radarów zasada odstraszenia akurat ma szansę zadziałać. Kary odstraszają, kiedy są przewidywalne i nieuchronne - im więcej radarów, tym bardziej nieuchronna jest kara. Skuteczność tego mechanizmu na co dzień każdy może podziwiać, obserwując kierowców hamujących przed kamerami na drogach.

Ale jak wyższe kary mają szansę odstraszyć pijanych od zasiadania za kierownicą? Czy osoba tak pijana, że stanowi zagrożenie na drodze, myśli o Kodeksie karnym, kiedy przekręca kluczyk? Czy w jej oczach kara - nawet dożywotniej utraty prawa jazdy - jest "nieuchronna"?

Przecież taka osoba nie wsiadłaby do samochodu, gdyby obok stał policjant z alkomatem. Ona prowadzi w stanie nietrzeźwym, bo nie liczy się w ogóle z jakąkolwiek sankcją. Alkohol czyni agresywnym, bardziej pewnym siebie i redukuje poczucie niepewności i ryzyka. To sam alkohol powoduje, że logika odstraszania za pomocą kary nie może zadziałać.

Represje zamiast prewencji

Jaki wobec tego jest sens, aby żądać wyższych kar tam, gdzie to nie odstrasza od łamania prawa, a zwalczać kary tam, gdzie logika odstraszania działa niemal perfekcyjnie? Nie ma oczywiście żadnego.

Ta hipokryzja bierze się stąd, że i 25 lat po komunizmie nadal jesteśmy społeczeństwem, które myśli w kategoriach zemsty i represji. Dwie inne kategorie nie odgrywają w tym żadnej roli: prewencja i pragmatyzm. Pragmatyzm pyta nie o to, jakie postępowanie jest słuszne, lecz jakie skutki powoduje.

W Polsce raz po raz koncentrujemy się na tym, aby "czynić dobrze", nawet jeśli to spowoduje fatalne skutki, których nikt nie chciał (przykład: zakaz aborcji). Prewencja zaś zajmuje się tworzeniem mechanizmów, które zapobiegają niepożądanym zjawiskom, zamiast do nich dopuścić i potem sprawców surowo ukarać.

Chcą dalej szaleć na drogach

Dlatego w debacie o radarach wszyscy dyskutowali tylko o karaniu, a nie o prewencyjnych skutkach samego istnienia radarów. Dlatego obecnie wszyscy dyskutują o karaniu pijanych kierowców, a nie o tym, jak pijanych powstrzymać od jazdy samochodem. Można by na przykład tu stosować logikę radarową, masowo upowszechniać (w restauracjach, miejscach publicznych) podręczne alkomaty i wprowadzić zasadę, że kto chce wykonać pewne czynności (na przykład uczestniczyć w ruchu drogowym), musi na żądanie uprawnionej osoby dowieść swojej trzeźwości.

Dlaczego mamy w samochodach urządzenia uniemożliwiające odpalanie silnika przez nieuprawnionych, ale nie mamy urządzeń, które uniemożliwiają uruchomienie samochodu przez nietrzeźwych? Technicznie nie jest to żaden problem. Problem polega na tym, że my wcale nie chcemy zapobiec takim masakrom na drogach jak w Kamieniu Pomorskim - my chcemy dalej szaleć na drogach (na trzeźwo albo po pijaku), licząc na to, że nas kara za to nie spotka. Liczymy na to, że to inni zostaną przyłapani i że wtedy można będzie ich surowo i widowiskowo ukarać.

Dlatego ja chciałbym najpierw ukarać ten rodzaj hipokryzji. Chociaż oczywiście i tutaj lepsza byłaby prewencja, na przykład w postaci zakazu zwrotu "zaostrzenie kar" do dwóch tygodni po każdym takim przypadku jak w Kamieniu Pomorskim.

wyborcza.pl/1,75968,15216585,Dlaczego_chcemy_szalec_na_drogach__Obluda_kierowcow.html
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Obłuda kierowców 03.01.14, 11:41
      Jedno małe sprostowanie do tekstu pana Bachmanna, którego chętnie bym uściskał zniesmaczony aktualną paniką medialną w Polsce...
      (jak już ktoś mądrze i po polsku coś w Polsce napisze, to się okazuje, że przybłęda)

      Mianowicie najczęstsze przyczyny wypadków w Polsce:

      1) Niedostosowanie prędkości do warunków na drodze
      2) Nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu
      3) Nieprawidłowe zachowanie się wobec pieszego
      4) Nieprawidłowe wyprzedzanie
      5) Niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami
      6) Jazda po niewłaściwej stronie drogi
      7) Prowadzenie pod wpływem alkoholu
      8) Wjazd przy czerwonym świetle
      9) Awaria pojazdu
      10) Pogoda

      Źródło:
      moto.onet.pl/raporty/najczestsze-przyczyny-wypadkow/semgv
      Jak widać z powyższego, alkohol nie jest pierwszoplanową przyczyną tragedii i śmierci na polskich drogach... Nie jest też drugoplanową, ani trzecioplanową...

      Natomiast fotoradary, które dyscyplinują (mandatami, nie dożywociem) kierowców jeżeli chodzi o pierwszoplanową przyczynę wypadków i śmierci - nadmierną prędkość - są dla Rodaków dowodem na "wyciąganie kasy" przez wstrętny rząd.
      W ogóle fotoradary stoją "w nieodpowiednich miejscach".
      (Dla mnie zawsze na logikę było dość oczywiste, że fotoradar w miejscu nieodpowiednim, to fotoradar nikogo nie łapiący. Im fotoradar trzaska więcej zdjęć, tym bardziej potrzebny i tym bardziej odpowiedni).

      Kłaniam się nisko.
    • diabollo Re: Obłuda kierowców 03.01.14, 12:07
      A jeszcze pozwolę sobie na jedną uwagę, która jest argumentem za moją brawurową tezą, że za stan mentalny (prawacki, konserwatywny, zabobonny) polskiego społeczeństwa nakręcany jest nie przez "ciemny lud", ale przez jego "światłe elity", tzw. "inteligencję", "klasę średnią", czy też "mieszczaństwo".

      Panikę medialną po wypadku w Kamieniu Pomorskim zrobiły oczywiście - jażeby inaczej - komercyjne media. Dla jaj przez klechy nazywane "mediami liberalnymi".
      Oczywiście dzisiejsze media komercyjne (publiczne już dogoniły komercyjne) to tabloidy, a tabloidy - bez względu na to czy pojawia się w nich zdjęcie gołej baby czy nie - są konserwatywne. To podstawa tabloidu - prawactwo i konserwa.

      Nastepnie do medialnego linczu na pijakach rzucili się celebryci i katoliccy politycy (inteligenci z Żoliborza) wietrząc poparcie "mieszczańswa", którego tak łakną.

      Jak zwykle w Polsce - Inteligencja zmieściłaby się w jednym wagonie bydlęcym, może w jednym boksie tego wagonu: profesor Filar, prawak i konserwatysta na stanowisku ministra MSW p. Sienkiewicz, przybłęda z Niemiec p. Klaus Bachmann.

      Kłaniam się nisko.
      • turbinowy Morderca jest kimś innym, niż to opisują media 04.01.14, 18:23
        Jestem lekarzem, chirurgiem, pracuję w oddziale ratunkowym jednego z największych warszawskich szpitali klinicznych. Stołeczne szpitale rotacyjnie dyżurują w zakresie ostrych dyżurów urazowych. W jeden dzień tygodnia przez 24 godziny trafiają do nas ofiary wypadków komunikacyjnych z całego obszaru Warszawy i najbliższych okolic podwarszawskich, a nawet z większych odległości, jeśli pacjent jest w bardzo ciężkim stanie i wymaga specjalistycznego i kompleksowego zaopatrzenia. Na tej podstawie czuję się upoważniony do wyrażenia własnych wniosków co do sytuacji na drogach.
        Po pierwsze, media, policja i politycy kształtują całkowicie nieprawdziwy obraz tego, co się na polskich drogach dzieje. Gwoli ścisłości - wszyscy są zgodni, i ja też, bo wiem to z codziennej praktyki, że na polskich drogach trwa nieustający horror. Tysiące ludzi ginie zabitych przez drogowych morderców. To się zgadza.

        Natomiast protestuję przeciwko powtarzaniu i powielaniu mitów co do przyczyn tego stanu.

        Co wynika z programów informacyjnych wszystkich kanałów telewizyjnych, szczególnie w długie weekendy, w dniu 1 listopada lub w wakacje?

        Wszystkie media, policja i politycy kreują następujący obraz największego zagrożenia na polskich drogach.

        Według nich jest to młodzieniec lat 20-25, który będąc pod wpływem alkoholu lub amfetaminy, a najlepiej jednego i drugiego, pędzi przez środek miasta 200 km/godz. stuningowaną beemką z ciemnymi szybami, nie zatrzymuje się do kontroli policyjnej i po staranowaniu kilkunastu samochodów zatrzymuje się na latarni.

        W lecie pierwszeństwo obejmuje motocyklista, szybkość wzrasta do 250 km/godz., a niektóre serwisy bez żenady mówią nawet o 300 km/godz.

        Diagnoza utrwalona od wielu lat i powtarzana jako oczywisty, niepodważalny dogmat jest jedna: główną przyczyną wypadków w Polsce są szybkość, brawura, alkohol. Czasem, z rzadka, gwoli już największego obiektywizmu, ktoś jeszcze wspomni o dziurawych drogach i kiepskim stanie technicznym pojazdów.

        Adekwatnie do tak zidentyfikowanych zagrożeń podejmuje się akcje: w długi weekend tysiące policjantów czai się w krzakach z "suszarkami" i alkomatami, słupów na fotoradary (w większości pustych) oraz znaków ograniczenia prędkości jest już więcej niż reklam hurtowni.

        I wszyscy niezmiennie demonstrują zdziwienie, szok, oburzenie: znów na drogach w weekend zginęło 80 osób!

        To dlaczego zginęło? Na drogi wyległo tysiące policjantów, wszystkie stacje telewizyjne na okrągło pokazywały ich w akcji, kiedy ofiarnie wyskakują z lizakiem tuż przed pędzący samochód, a potem skruszony kierowca dmucha w balonik. Czemu mimo to ci wszyscy ludzie zginęli, a wielokrotnie więcej trafiło w ciężkim stanie do szpitala?

        Z moich 20-letnich obserwacji, popartych zresztą prowadzonymi przeze mnie statystykami, wynika prosta odpowiedź: oni zginęli nie tam, gdzie stali policjanci, i zginęli nie z takich przyczyn, o jakich wszyscy opowiadają. I nie chodzi tu o tak banalny fakt, że policjanci stali na 70. km "gierkówki", a ktoś zginął na 75.

        Chodzi o to, że w Polsce zdecydowana większość ludzi na drodze ginie w zupełnie innych okolicznościach, niż wynika to z obrazu kreowanego przez media, policję i polityków.

        Z moich statystyk wynika: małolat w czarnej beemce z ciemnymi szybami pod wpływem amfetaminy lub alkoholu trafia do szpitala (lub trafiają jego ofiary) raz na dwa miesiące. Motocyklista, który kogoś zabił, trafia się raz na pół roku. Natomiast motocyklista, którego ktoś zabił lub próbował zabić, trafia do nas dwa razy w tygodniu.

        A wiecie Państwo, kto jest - też w moich statystykach - absolutnym numerem jeden, jeśli chodzi o liczbę ofiar? Jest to pani lat 30-40, trzeźwa, w dobrym służbowym samochodzie, przejeżdżająca pieszego na pasach. To się zdarza CODZIENNIE, i to kilka, kilkanaście razy dziennie.

        W 24-godzinny ostry dyżur urazowy w zwykły dzień tygodnia z terenu Warszawy trafia do oddziału ratunkowego co najmniej 15 osób (cięższe przypadki, w tym niektóre skrajnie ciężkie) oraz 30 na ortopedię (lżejsze przypadki - złamania kończyn, bez urazu głowy i narządów wewnętrznych) - osób przejechanych podczas próby przekroczenia jezdni na przejściu dla pieszych. I jeszcze jedna do kilku osób, które trafiają już nie do nas, ale bezpośrednio do Zakładu Medycyny Sądowej - na sekcję zwłok.

        Proponuję Państwu redaktorom "Gazety Wyborczej", zwykle bardzo rzetelnie przygotowującej materiały do publikacji: sprawdźcie ogólnopolskie statystyki we własnym zakresie. Ale krytycznie, nie na zasadzie, że patrol policji wpisał w rubryce przyczyna wypadku: szybkość, brawura itp. Po każdych wyborach publikujecie bardzo dokładne statystyki, kto, gdzie, na kogo głosował, w podziale na kategorie wiekowe, materialne, miejsce zamieszkania, wykształcenie itd. Opublikujcie, proszę, podobne statystyki w odniesieniu do wypadków komunikacyjnych.

        Jeśli najwięcej ludzi zabija 20-letni młodzieniec, to zakażmy wydawania mu prawa jazdy przed 25. rokiem życia. Ale jeśli okaże się, że najwięcej ludzi zostaje zabitych przez kierowców w wieku 30-60 lat, trzeźwych, którzy nigdy w życiu nie przekroczyli 120 km/godz., prawo jazdy mają od co najmniej kilku lat (a tak właśnie jest!) - to mamy problem.

        Bo żadna akcja policyjna ani kampania medialna w dotychczasowej formie nie powstrzyma tej najgroźniejszej grupy morderców drogowych. WPROST PRZECIWNIE - wszystkie te akcje tylko ich uspokajają: "Nie jestem młodym kierowcą, mam zwykły samochód 1,3 litra, 70 koni, nie grzeję "gierkówką" 180 km/godz., nie piłem, więc jadę zadowolony z siebie, prowadzę pewnie, bezpiecznie. Trzask! Lecące w powietrzu ciało uderzonego pieszego. Wtargnęła na jezdnię! Wszyscy widzieli, wtargnęła prosto pod koła, nie miałem szans!".

        Myślicie Państwo, że ktoś, kto kogoś przed chwilą zabił, ma chwilę refleksji nad sobą? A może wręcz myślicie, że ktoś taki nie wygrzebie się z wyrzutów sumienia do końca życia? Zapewniam, nic z tego. Policja przywozi sprawców śmiertelnych wypadków do szpitala na pobranie krwi, więc z nimi muszę rozmawiać, choć napełniają mnie wstrętem. Zero refleksji! Zero wyrzutów sumienia! "To ta staruszka wtargnęła na pasy! Jakie czerwone, jeszcze było żółte!" Pani przywieziona przez policję zrobiła w oddziale ratunkowym awanturę mężczyźnie, którego pół godziny wcześniej przejechała wraz z prowadzoną przez niego za rączkę pięcioletnią córeczką na przejściu dla pieszych, a to oni mieli zielone światło: "Gdzie lazłeś, baranie! Ja miałam zieloną strzałkę, a więc pierwszeństwo!".

        Głównymi przyczynami wypadków w Polsce nie są szybkość, brawura, alkohol, dziurawe drogi, kiepskie samochody. Głównymi przyczynami są: bezmyślność, skrajna głupota, kretynizm, debilstwo, idiotyzm i durnota kierujących samochodami osobowymi.

        Las fotoradarów ani "suszarki" w krzaczorach tego nie poprawią. Jedyne, co może wpłynąć na zmniejszenie liczby ofiar na drogach, to zdeterminowana, konsekwentna, organiczna, prawdziwa edukacja od najmłodszych lat. I tu akcja "Gazety" odgrywa rolę nie do przecenienia. Jestem wam wdzięczny, że w pierwszym artykule opisaliście nie dresiarza w beemce czy motocyklistę na tylnym kole, ale panią w mercedesie, która zabiła pieszą na przejściu.
        wyborcza.pl/1,100503,6828746,Morderca_jest_kim_innym_niz_to_opisuja_media.html
        • turbinowy Najnowsze dane: kobiety spowodowały 21 proc. .... 04.01.14, 23:53
          Najnowsze dane: kobiety spowodowały 21 proc. wypadków
          Najnowsze dane Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (za 2012 r.) również nie potwierdzają tezy o szczególnym zagrożeniu ze strony kobiet. - Wśród sprawców wypadków kierujących pojazdami większość stanowili mężczyźni (74,6%). Kobiety spowodowały 21% wypadków (w 4,3% przypadków brak danych). Największą liczbę sprawców - kierujących pojazdami notuje się w przedziale wiekowym 25-39 lat. W 2012 r. spowodowali oni 10 192 wypadki, czyli 33,8% ogółu wypadków spowodowanych przez kierujących. Osoby w wieku 40-59 lat spowodowały 7572 wypadki, czyli 25,1% ogółu, natomiast osoby w wieku 18-24 lata (to najmniejsza spośród przywoływanych tu grup wiekowych) spowodowały 6526 wypadków, czyli 21,6% wszystkich spowodowanych przez kierujących - czytamy w raporcie.
          • turbinowy Najnowsze dane: kobiety spowodowały 21 proc. 04.01.14, 23:54
            www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,15224343,Trzezwa_kobieta_najwiekszym_zagrozeniem_na_drodze_.html
      • turbinowy Re: Obłuda kierowców 04.01.14, 18:46
        Czcigodny Diabollo napisał:
        Natomiast fotoradary, które dyscyplinują (mandatami, nie dożywociem) kierowców jeżeli chodzi o pierwszoplanową przyczynę wypadków i śmierci - nadmierną prędkość - są dla Rodaków dowodem na "wyciąganie kasy" przez wstrętny rząd.

        Wychodząc z tej niewątpliwie słusznej konstatacji, moje zdumienie budzi marnowanie pieniędzy podatników na pracę Najwyższej Izby Kontroli i jej, nie bójmy się tego powiedzieć, idiotyczne ustalenia:
        "Kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli ustalili, że większość z przenośnych fotoradarów ustawiana była w miejscach, które nie były uzgodnione z policją. Do takich informacji dotarł portal rmf24.pl. Jeśli już urządzenie znajdowało się w miejscu zaakceptowanym przez policję, pracowało tam zaledwie kilka minut. Później strażnicy przenosili je w zupełnie inne miejsce.

        - Przez większość czasu pracowały tam, gdzie można uzyskać wynik, czyli dużo mandatów. Po zakończeniu służby fotoradary znów wracały na miejsce ustalone z policją - powiedział portalowi Paweł Biedziak z NIK-u.
        superauto24.se.pl/przepisy/straznicy-lamia-prawo-fotoradary-pod-lupa-nik_356547.html
        Ale jak wiadomo kierowca jeżdżący zgodnie z przepisami nie ma się czego bać.

        Tak przy okazji, są też informacje budujące, krzepiące:
        "Urzędy skarbowe dostały zalecenie, by na początku 2014 roku ujawnić minimum 30 proc. więcej nieprawidłowości niż rok wcześniej. Może być więcej kontroli.
        Dyrektor Izby Skarbowej w Białymstoku zarzucił naczelnikom podległych mu urzędów skarbowych niezadowalające efekty prowadzonych przez nich kontroli. W piśmie, które dostali jakiś czas temu, określił cele, jakie powinni zrealizować do końca tego roku i w pierwszym kwartale 2014 r. W drugiej połowie 2013 r. powinny, według niego, wzrosnąć – o minimum 20 proc. w stosunku do pierwszego półrocza – wyniki finansowe kontroli, w I kwartale 2014 r. – aż o 30 proc."
        podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/767656,podatniku-miej-sie-na-bacznosci-trwa-sezon-wzmozonych-kontroli.html
        Ale jak wiadomo przedsiębiorca płacący podatki zgodnie z przepisami nie ma się czego bać.
        • grzespelc Re: Obłuda kierowców 05.01.14, 13:30
          > Ale jak wiadomo kierowca jeżdżący zgodnie z przepisami nie ma się czego bać[

          > przedsiębiorca płacący podatki zgodnie z przepisami nie ma s
          > ię czego bać
          .

          Zgadza się.

          > "Kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli ustalili, że większość z przenośnych foto
          > radarów ustawiana była w miejscach, które nie były uzgodnione z policją. Do tak
          > ich informacji dotarł portal rmf24.pl. Jeśli już urządzenie znajdowało się w mi
          > ejscu zaakceptowanym przez policję, pracowało tam zaledwie kilka minut. Później
          > strażnicy przenosili je w zupełnie inne miejsce.
          > - Przez większość czasu pracowały tam, gdzie można uzyskać wynik, czyli dużo ma
          > ndatów. Po zakończeniu służby fotoradary znów wracały na miejsce ustalone z pol
          > icją - powiedział portalowi Paweł Biedziak z NIK-u.

          Nie zmienia to faktu, że fotoradary są potrzebne.
          • oby.watel Re: Obłuda kierowców 05.01.14, 14:44
            Nic nie jest w stanie zmienić faktu, bez względu na to, czy to fakt autentyczny, czy wydumany. Fotoradary sa potrzebne firmom produkującym fotoradary, tak jak wszechobecne przyciski są potrzebne firmom produkującym przyciski.
            • grzespelc Re: Obłuda kierowców 05.01.14, 16:01
              Słyszałeś kiedyś, żeby ktoś sprzedawał coś, czego potrzebuje?
              • oby.watel Re: Obłuda kierowców 05.01.14, 20:07
                Owszem. Jeśli potrzebuje sprzedać, to sprzedaje.
    • grzespelc Wężykiem! 03.01.14, 14:00
      Problem poleg
      > a na tym, że my wcale nie chcemy zapobiec takim masakrom na drogach jak w Kamie
      > niu Pomorskim - my chcemy dalej szaleć na drogach (na trzeźwo albo po pijaku),
      > licząc na to, że nas kara za to nie spotka. Liczymy na to, że to inni zostaną p
      > rzyłapani i że wtedy można będzie ich surowo i widowiskowo ukarać.
      • oby.watel Wężykiem! 04.01.14, 19:24
        Najwyższy czas, żebyście wydorośleli i przestali szaleć na drogach. Bo my chcemy żyć.
      • turbinowy Re: Wężykiem! 04.01.14, 19:43
        Moim zdaniem domaganie się aby jeździć wężykiem w takiej sytuacji jest co najmniej niestosowne.
    • diabollo Nietrzeźwy układ artykułów 06.01.14, 10:13
      W rekordowym 2005 r. za jazdę na rowerze pod wpływem alkoholu skazano prawie 82 tys. ludzi. Przez 13 lat obowiązywania paragrafu średnia roczna wahała się wokół 50 tys. skazanych. Prawo zaostrzono w 2000 r. za rządów AWS. Uznano, że pijani rowerzyści stanowią tak duże zagrożenie, że trzeba sięgnąć po argumenty z najwyższej półki. Nie wiadomo, jaką statystyką się posługiwano. Ale według danych przytaczanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości w latach 2005–11 zdarzył się tylko jeden wypadek spowodowany przez nietrzeźwego rowerzystę, w którym zginął ktoś inny. Wnioskodawców reprezentowała posłanka Teresa Liszcz. Dr hab. prawa.

      Pierwsza duża fala pijanych rowerzystów w więzieniach pojawiała się dopiero w 2008 r. jako pokłosie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Państwo miało być silne, a prawo surowe. Trafiło na rowerzystów. – Byli łatwym celem. A na dodatek to w większości biedni, słabo wykształceni ludzie. Po taki elektorat mało kto chce się schylić – mówi Sławomir Kopyciński, poseł Twojego Ruchu, który walczył o zmianę przepisów. O warunkach, jakie panowały w domach skazanych, najlepiej przekonali się pracownicy zakładający im elektroniczne bransoletki. W niektórych domach panował taki brud, że pracowników wyposażano w ochronne ubrania i jednorazowe rękawiczki. A bransoletki i stacje monitorujące trzeba było poddawać dezynfekcji.

      Całość:

      www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1561169,1,pijani-rowerzysci-nie-sa-juz-przestepcami.read

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka