Dodaj do ulubionych

Białe krzesła

18.03.14, 07:45
Kinga Dunin

Donald Tusk ma dobre serce, zapomniał i wybaczył więc Michałowi Kamińskiemu wszystkie złe rzeczy, które ten o nim mówił. Każdy ma prawo wybaczyć we własnym imieniu swoje krzywdy. A zresztą żadne to krzywdy, tylko powszechne zwyczaje polityczne. Przy okazji zapomniał jednak o wielu innych kwestiach. Takich jak aktywność Kamińskiego w NOP. Hołdownicze peregrynacje do Augusto Pinocheta z ryngrafem w podarunku. W razie czego, jak rozumiemy, wyśle się go z ryngrafem do Putina. Cóż za różnica? Przyzwoity konserwatysta, religijny, brzydzący się gejami. Umie sięgnąć po bezprawną przemoc. Gospodarczy liberał, w którym horrendalne fortuny jednych i ubóstwo innych nie budzą sprzeciwu. Pewno w tej chwili Kamiński nie widzi tych podobieństw, ale jeśli tylko mu się to opłaci – zobaczy.

Zapomniane zostały też jego homofobiczne wypowiedzi, mimo składanych przez PO obietnic dotyczących związków partnerskich. I wszystkie antykobiece głosowania, mimo gładkich gadek Tuska o zrozumieniu dla kwestii równouprawnienia.

Partia TINA, there is no alternative, szeroko rozkłada skrzydła – od Kamińskiego do Danuty Hübner. Licząc, że zagarnie pod nie wszystkich i wszystko? Czy jedynie, że nie poniesie dotkliwej porażki?

W zasadzie, to nie mój cyrk i nie moje małpy, przecież nie jestem elektoratem PO. Nawet jako mniejszego zła.

I mogę jedynie współczuć Cezaremu Michalskiemu, który chce zrobić wszystko, by PiS nie doszedł do władzy, oraz wszystko dla wszystkich na lewo od PO. Podobnie jak zainteresowani, czyli PO i SLD, które już podobno układają się w sprawie przyszłego rządu, spodziewam się takiej koalicji powyborczej, a nie Kaczyńskiego u władzy. Ale kto wie, jak będzie wyglądała sytuacja w chwili wyborów. I wtedy konflikt wewnętrzny zapewne znacznie ożywi duszne rozterki mojego ulubionego felietonisty.

Coraz częściej myślę, że właściwie najchętniej nie byłabym już niczyim elektoratem, podobnie jak większość Polaków, którzy chcieliby mieć na karcie wyborczej możliwość wyboru opcji: nikt z zaproponowanych.

To już byłoby coś, jakiś sposób, żeby dać do zrozumienia, co myślimy o całej klasie politycznej. Chociaż oni i tak to wiedzą i im to powiewa, ważne, żeby dostać się na kolejną kadencję, a później emerytura w Europarlamencie.

Jest jednak na to sposób. Szczegóły zna Agnieszka Ziółkowska i obiecała podzielić się z nami tą wiedzą w DO. Na razie więc tylko ogólna idea. Otóż głosy przeciwko wszystkim należy proporcjonalnie odjąć od liczby uzyskiwanych przez partie mandatów. Krótko mówiąc, jeśli 60 procent głosujących odmówi poparcia wszystkim kandydatom, w Sejmie pozostanie 60 procent pustych foteli. W Katalonii, gdzie takie rozwiązanie proponują dwie partie, nazywane są one białymi krzesłami.

Jeśli to zadziała i znając przekorę Polaków, mogłoby się to skończyć na tym, że głosów pozytywnych, wskazujących kandydatów, byłoby 460+100. Tyle, ile jest osobiście zainteresowanych posłów i senatorów. Przy sporej frekwencji odpowiadających, że na nikogo nie chcą głosować, nie wiem, czy starczyłoby to na stworzenie prezydium sejmu. I same białe krzesła.

www.krytykapolityczna.pl/felietony/20140317/biale-krzesla
Obserwuj wątek
    • irex22 suspens autorstwa Dunin 18.03.14, 09:08
    • diabollo Spinfelczerzy, pan Orliński 18.03.14, 19:18
      Spinfelczerzy

      Zgodnie ze znaną psychologiczną prawidłowością, gdy już podjąłem decyzję o niegłosowaniu na PO, wszędzie widzę kolejne uzasadnienia. Uzasadnieniem nie wymagającym zbędnych słów jest obecność znanego wielbiciela Pinocheta na biorącym miejscu w eurowyborach (a przypominam, że ze względu na specyfikę tych wyborów, głos na kogoś zasługującego na szacunek, np. Danutę Hübner jest jednocześnie głosem na Miśka).

      Na marginesie tego platformianego strzału w stopę pozwolę sobie na chwilę refleksji nad zjawiskiem spindoktorów. Prywatnie jestem nastawiony bardzo sceptycznie do tej profesji.

      Nawet jeśli spindoktorzy odnoszą jakieś mierzalne sukcesy, to na krótką metę. Karl Rove odpowiadał za kilka sukcesów Republikanów w USA, ale na dalszą metę raczej zaszkodził tej partii.

      U nas co wybory, to seria prasowych artykułów o rzekomym mózgu stojącym za czyimś sukcesem wyborczym. Już Kwaśniewskiemu prezydenturę rzekomo miał zapewnić Jacques Séguéla. Jego następcy - geniusz Adama Bielana i Michała Kamińskiego. Leppera rzekomo do Sejmu wprowadzić miał Tymochowicz, i tak dalej.

      Tymochowicz to przykład o tyle pasujący mi do notki, że z wszystkich polskich doradców najbardziej wyraźnie widać, że ściemnia. Często mam wrażenie, że sam Tymochowicz podpuszcza tych, którzy traktują go serio - jak można uwierzyć, że kluczem do wygranej w wyborach jest kurs kreatywnego wymachiwania rękami?

      To wrażenie umacnia dziwaczny film dokumentalny Łozińskiego, w którym Tymochowicz podjął się wyzwania wykreowania lidera z przeciętnego człowieka przy pomocy swojego voodoo. Oczywiście, nie udało mu się to, jego przeciętny człowiek pozostał przeciętnym człowiekiem. Co nie przeszkadza Tymochowiczowi dalej udawać specjalistę od wizerunku.

      Najśmieszniejsze oczywiście, kiedy spinfelczer sam sobie uwierzy w swoją eksperckość. Dr nhab. Marek Migalski prawdopodobnie szczerze wierzył, że jego bezwartościowe porady tak bardzo pomagały PiS-owi w kampanii, że może sobie poradzić bez PiSu.

      To jakaś zawodowa choroba spinfelczerów. Przeceniając rolę, jaką odgrywają w polityce, zakładają te wszystkie kanapowe partyjki, które odróżniają tylko specjaliści - Solidarna Polska Razem Jest Najważniejsza XXI.

      Misiek przynajmniej miał dość zdrowego rozsądku by zauważyć, że pod sztandarami którejś z tych zakładanych przez siebie partyjek do europarlamentu się nikt nie dostanie. I mule będzie wcinał kto inny, sacrebleu.

      Pozostaje pytanie, po co to było Platformie. Elektorat PO to przecież w dużym stopniu negatywny elektorat PiS.

      Pozytywna wizja Polski w wykonaniu Platformy to zwykle jakaś bzdura w stylu „zrobimy drugi Dubaj” Szejnfelda. Ale negatywna wizja „jak przegramy, wygra PiS” przez dłuższy czas mobilizowała elektorat.

      Skoro jednak wygrana PO ma oznaczać powrót najbardziej skompromitowanych osobników z PiS, negatywny elektorat machnie ręką. Co za różnica, czy do parlamentu wprowadzimy wielbiciela Pinocheta z etykietką „PO” czy z etykietką „PiS”? Miśka bym nie poparł nawet gdyby kandydował jako PPS.

      wo.blox.pl/2014/03/Spinfelczerzy.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka