diabollo
02.04.14, 07:44
Cezary Michalski
Jakiż to twardy ląd skrywa PR-owa piana PO-PiS-owej wojny w obszarze polityki europejskiej? Warto się nad tym zastanowić u progu polskiej kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego.
Jarosław Kaczyński jest przeciwnikiem wejścia Polski do euro, gdyż uważa złotówkę za jeden z symboli polskiej suwerenności. Ma rację, złotówka jest tylko symbolem, bo na dzisiejszym zglobalizowanym walutowym rynku żadnym narzędziem gospodarczym ani monetarnym nie jest. Ale Kaczyński widzi suwerenność właśnie poprzez symbole - złotówkę, pomniki, groby umajone, rocznice, tankietkę z 1920 roku (w tym ostatnim wypadku marzy wyłącznie o wywleczeniu z wieżyczki tego groźnego bojowego pojazdu Bronisława Komorowskiego, który też to miejsce sobie upodobał).
Z kolei Donald Tusk odrzuca euro pragmatycznie, bo nie zapewnia dodatkowych łatwych punktów w kampaniach wyborczych, przeciwnie, oznacza dziś dodatkowe polityczne ryzyko. „Niepotrzebne”, „łatwe do uniknięcia”, wystarczy sprawę odłożyć ad acta. Swoje „nie” dla euro, opakowane w pragmatyczną formułę „dochodzenia do euro wedle kryteriów ekonomicznych, a nie politycznych”, Tusk powtórzył (i kazał powtórzyć ministrowi Szczurkowi) w samym apogeum kryzysu ukraińskiego, kiedy nawet Marek Belka zauważył, że funkcja strefy euro nie jest ekonomiczna, ale geopolityczna, chodzi nie tylko o doraźne zyski, ale także o bezpieczeństwo – ekonomiczne, polityczne. A przecież Belka jako prezes NBP na wprowadzeniu euro akurat sporo realnej władzy by stracił. O euro ciepło wspomniał też przy tej okazji Radosław Sikorski, ale on odgrywa tradycyjnie – za wiedzą i zgodą premiera – rolę euroentuzjastycznego głosu w tym rządzie, za pomocą którego Tusk trzyma pod kontrolą euroentuzjastyczne skrzydło nowego polskiego mieszczaństwa.
Zatem w praktycznej polityce stosunek Tuska i Kaczyńskiego do euro różni się nieporównanie mniej, niżby na to wskazywała PR-owa piana „PO jako partii białej flagi” kontra „PiS-u jako podpalaczy Europy”.
Ale nie tylko w kwestii euro różnice treści pomiędzy PiS i PO są mniejsze niż różnice formy. Unię bankową Donald Tusk traktuje z narastającym dystansem, dokładnie tak samo jak Jarosław Kaczyński. Opodatkowanie spekulacyjnych operacji finansowych to dla Tuska i większości Platformy taki sam „straszny socjalizm” jak dla Kaczyńskiego i większości PiS. Ani PiS, ani PO nie spieszą się z wprowadzaniem w Polsce Karty Praw Podstawowych (prawa związkowe, prawa mniejszości, obszerna agenda równościowa i emancypacyjna). Tusk może zawsze Kartę Praw Podstawowych poszczuć Królikowskim, Biernackim, Niesiołowskim, Libickim... Kaczyński, choć mógłby Kartę Praw Podstawowych poszczuć Jurkiem, Jaworskim i Krystyną Pawłowicz, woli to dzisiaj robić sam, tu jest jedyna chyba istotna różnica pomiędzy nim i premierem.
Jedyna integracja europejska, na którą Tusk i Kaczyński, PO i PiS się zgadzają, to integracja w obszarze polityki energetycznej. I to bynajmniej nie w jej najbardziej choćby nieśmiałych związkach z pakietem klimatycznym, bo pakiet klimatyczny i Tusk, i Kaczyński uważają w swoich deklaracjach i w swojej praktyce za „lewacki humbug”. Zatem jedyna europejska polityka energetyczna, w jaką obaj chcą inwestować, to wielki plan, aby cała Unia Europejska ten sam gaz rosyjski kupowała wspólnie, a nie konkurencyjnie. I żeby go potem wspólnie po Europie rozsyłać, a nie żeby robił to Gazprom na spółkę z BASF-em i RWE. Biorąc pod uwagę dość egoistyczną politykę niemieckich koncernów energetycznych, osłanianą przez dość hipokrytyczną politykę rządu w Berlinie, wizja „głębszej europejskiej integracji energetycznej” podzielana przez Tuska i Kaczyńskiego zostanie w najlepszym razie zrealizowana w niewielkiej części.
Znowu żadnej różnicy w treści europejskiej polityki PO oraz PiS. Zarówno Tusk, jak Kaczyński realizują (jeden mądrzej, drugi głupiej; jeden bardziej elegancko, w zachodnim garniturze, drugi z tępym sarmackim przytupem, w kontuszu) ten sam ogólnoprawicowy pakiet.
Całość:
www.krytykapolityczna.pl/felietony/20140401/po-pis-w-europie