diabollo
20.07.14, 23:02
m.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20140720/graff-chronmy-uczucia-niereligijne
Agnieszka Graff
To musi być fantastyczne uczucie – służyć okrutnemu Bogu i mieć go po swojej stronie. Wobec czegoś takiego niczym są prawa pacjentów czy wolność słowa.
Zawsze sądziłam, że sumienie i wiara to sprawy osobiste, a nawet intymne. Jasne, ludzie wierzący modlą się wspólnie. Naiwnie jednak zakładałam, że dla każdej i każdego z nich liczy się przede wszystkim osobista relacja z Bogiem. Myliłam się. Religijność staje się stopniowo sprawą publiczną, narzędziem walki politycznej, sposobem na kontrolowanie myśli i czynów innych ludzi. Efekt: wyposażone w sumienie szpitale, rozmodlone place i teatry, szkoły publiczne, które pustoszeją z okazji rekolekcji.
Czy instytucja może wierzyć w Boga? Zdrowy rozsądek podpowiada, że nie. Jednak sąd najwyższy USA orzekł niedawno, że firmy komercyjne mogą mieć przekonania religijne i korzystać z konstytucyjnie gwarantowanej religijnej wolności. Wyrok w sprawie Hobby Lobby oznacza, że firma może powołać się na wolność religijną i odmówić swoim pracownicom dostępu do antykoncepcji w ramach polis ubezpieczeniowych. Robienie z religii narzędzia kontroli innych ludzi nie jest zatem tylko naszą bolączką. W Stanach droga do tego celu jest jednak inna niż u nas – droga do dyktatu fanatyków religijnych prowadzi przez uświęcenie kapitału. Fundamentaliści wykorzystali tam fakt, że państwo broni praw podmiotów gospodarczych kosztem zwykłych ludzi. Masz kasę – masz władzę. Jeśli więc firma jest własnością religijnych fundamentalistów, mają oni prawo dyskryminować pracowników, którzy fundamentalistami nie są.
U nas jest jakby bardziej egalitarnie. Państwo broni praw fundamentalistów, nawet biednych, pod warunkiem że jest ich dużo i grożą rozruchami. Dzieje się to w instytucjach publicznych, nie w prywatnych firmach.
W gruncie rzeczy w Stanach chodzi jednak o to samo co w Polsce: o władzę jednych ludzi nad innymi sprawowaną w imię „wartości religijnych”. O stopniowe kurczenie się praw obywatelskich i powolne rozrastanie się praw, które niektórzy uważają za boskie.
Całość w linku