Dodaj do ulubionych

Nie wysyłajcie nam słów

29.08.14, 11:16
Jesteśmy w NATO członkiem drugiej kategorii. A ci drugiej kategorii są pustoszeni przez sześć tygodni, zanim siły Sojuszu pojawią się na ich terenie

W sobotę kanclerz Angela Merkel odwiedzi Kijów. Kilka dni temu na Łotwie zapewniła kraje bałtyckie o solidarności Niemiec w obliczu zbrojnego konfliktu Ukrainy z Rosją. Podobnie jak wcześniej Barack Obama w Warszawie Merkel podkreślała, że zobowiązania NATO istnieją "nie tylko na papierze".

Każde podkreślenie, że coś na pewno obowiązuje, nie oznacza, że to jest oczywiste. W tym wypadku ta nieoczywistość to nieobecność żołnierzy NATO w Polsce i w krajach bałtyckich, które czują się zagrożone, obserwując destrukcyjne działania Rosji w regionie.

Brak baz NATO w nowych krajach członkowskich jest jedną z ostatnich form kontroli, którą Rosja sprawuje nad swoimi byłymi satelitami. To coraz bardziej niezrozumiałe ustępstwo logiki na rzecz geopolityki. Dlaczego inny kraj, nienależący do NATO, ma się godzić lub nie, żeby Polska albo Łotwa miała bazy Sojuszu?

Nie ma co udawać: członkowie NATO, u których nie ma baz, to po prostu szara strefa złożona z członków drugiej kategorii. Członkowie pierwszej kategorii, jeśli zostaną zaatakowani, są natychmiast bronieni przez siły NATO. Ci drugiej kategorii są pustoszeni przez co najmniej sześć tygodni, zanim pojawią się siły NATO na ich terenie.

Komentator "Süddeutsche Zeitung" Hubert Wetzel napisał ostatnio: "Estonia, Łotwa i Litwa domagają się stacjonowania oddziałów NATO na swoim terenie jako zabezpieczenia przeciwko rosyjskiej agresji. To jest niepotrzebne". W obliczu tego, na co pozwala sobie Rosja, tak proste postawienie sprawy brzmi dość beztrosko. Polska, która zabiegała o stały pobyt dwóch ciężkich brygad NATO, liczyć może ledwie na kilka samolotów i symboliczną liczbę żołnierzy.

Wetzel podaje dwa argumenty. Po pierwsze, zmiana polityki Sojuszu byłaby prowokowaniem Rosji. Ale czy żołnierze NATO w państwie należącym do NATO powinni dziwić kogokolwiek w Europie poza Rosją, skoro Putina i 80 proc. popierających go Rosjan dziwi to, że inny naród chce mieć u siebie demokrację, na przykład Ukraina? Tylko dlaczego mamy przyjmować rosyjskie definicje prowokacji, zielonych ludzików, demokracji i wolności słowa?

Drugi argument jest poważniejszy. NATO umówiło się kiedyś z Rosją, że nie będzie baz w nowych krajach członkowskich. Porozumień należy dotrzymywać. W przeciwnym razie dojdzie do zachwiania równowagi między partnerami. Tyle że Rosja zachwiała nią pierwsza. Złamała fundamentalne założenie o pokojowym współistnieniu państw - powojenny porządek granic i prawo międzynarodowe. Stworzyła niebezpieczny precedens, a nawet nowy typ wojny. Do wykorzystania dla każdego agresora w przyszłości. Zachęta tym większa, im więcej będzie tolerancji wobec Rosji.

NATO powstało po to, żeby chronić porządek, którym właśnie zachwiała Rosja. Putin podważył to, co jest samym sensem funkcjonowania NATO. Opowiadanie w Niemczech, że "nie ma powodu" do zmiany polityki Sojuszu, należy uznać za bezsensowne. Niechęć do odsunięcia wojskowej forpoczty Sojuszu dalej od siebie, w stronę Polski, co byłoby naturalną motywacją każdego państwa, nie poprawia samopoczucia polskim politykom.

Jest wielkim i wspólnym osiągnięciem Polski, państw bałtyckich i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, że Niemcy traktowane są dziś jako przyjaciel, któremu można ufać i z którym współpraca umożliwiła modernizację całego regionu, przynosząc także gospodarce niemieckiej znaczące korzyści. Stosunki polsko-niemieckie są bliskie ideału i z pewnością najlepsze w historii.

Jedna rzecz ogranicza zaufanie - uległość Niemiec wobec Rosji. Ekonomia spotyka się tu z historią. Rosja to największy eksporter surowców, a Niemcy to największy eksporter dóbr przetworzonych na świecie. Wspólny interes Rosji i Niemiec to największy biznes, jaki istnieje w Europie.

Moralne argumenty za tym, żeby patrzeć nie tylko na pieniądze, osłabia historia. Pokonane w II wojnie światowej i odpowiedzialne za śmierć 20 milionów Rosjan Niemcy mają dobre powody, żeby nie wyrywać się do stanowczego reagowania na działania Rosji.

Ilustracją tego ekonomiczno-historycznego związania są sceny całusów i uścisków byłego kanclerza Gerharda Schrödera albo wypowiedź Helmuta Schmidta dla "Die Zeit": "Zachowanie Putina jest zrozumiałe. Nakładanie sankcji na Rosję to głupota". W sondażach opinii publicznej ponad połowa Niemców uznawała, że należy zaakceptować aneksję Krymu i to, że Ukraina należy do strefy wpływów Rosji. Jest zatem faktem, że istnieje coś w rodzaju specjalnego poczucia lojalności Niemiec wobec Rosji.

Leżącym najbliżej Rosji członkiem NATO z bazami są właśnie Niemcy. To jasne, że we wszystkich planach Sojuszu to właśnie niemiecka armia ma bronić Polski lub państw bałtyckich, gdyby zostały zaatakowane. Przywódcy państw bałtyckich lub Polski byliby nieodpowiedzialni, gdyby nie zabiegali o równoprawną obecność NATO na swoim terytorium. Od wejścia Polski do NATO minęło 15 lat, to bardzo dużo jak na "geopolityczną kwarantannę" będącą ustępstwem na rzecz byłego Związku Radzieckiego.

Tymczasem przekaz Niemiec nie wykracza poza słowa. A na razie słowo "deeskalacja" na trwałe skojarzy się z czasem, gdy najpierw zginęło 100 osób na Majdanie, następnie Rosja zajęła Krym i rozpętała wojnę na wschodzie Ukrainy. Deeskalacja brzmi jak znany z Monachium 1938 roku "appeasement". Pustosłowie polityków Zachodu umożliwiło jednemu wariatowi z Niemiec rozpętać hekatombę II wojny światowej. Nie wysyłajcie nam znowu słów, wyślijcie żołnierzy.

Felieton ukazał się w międzynarodowym wydaniu dziennika "New York Times"

*Sławomir Sierakowski - założyciel "Krytyki Politycznej", dyrektor Instytutu Studiów Zaawansowanych w Warszawie, visiting fellow Uniwersytetu Harvarda i felietonista "New York Timesa"


wyborcza.pl/magazyn/1,140243,16517130,Nie_wysylajcie_nam_slow.html
Obserwuj wątek
    • gaika Re: Nie wysyłajcie nam słów 29.08.14, 21:52
      Można tylko powiedzieć, że historia lubi się powtarzać, więc odrabiania lekcji nie powinno się odkładać na później.

      Zdjęcia satelitarne potwierdzają inwazję Rosji, a 'prawdziwa Unia' rżnie głupa(bo że Putin rżnie głupa, to raczej nie nowina). Znów powtórzę, co już wiele lat temu pisałam, że nie da się stworzyć UE na wzór US. To zupełnie inne zwierzę i będzie się rządzić zupełnie innymi prawami, i w których solidarność ma zdecydowane granice.

      Z drugiej jednak strony, jeżeli Polska wybrzydza i wybiera z Cywilizacji Śmierci co jej pasuje i co się przede wszystkim opłaca, to i nie ma się co dziwić, że inni postępują podobnie.
    • gaika Gęsia skórka 30.08.14, 19:38
      Putin rzeczywiście może rozważać ograniczone ataki jądrowe - na jedną ze stolic państw bałtyckich albo na któreś z polskich miast - aby udowodnić, że NATO nie odważy się na uderzenie odwetowe w obawie przed większą katastrofą.

      Raz po raz - w trakcie całego mojego dorosłego życia (przynajmniej tak mi się wydaje) - pokazywano mi fotografie z Polski z przepięknego lata 1939 r. Dzieci bawiące się w słońcu, modnie ubrane kobiety na ulicach Krakowa. Widziałam nawet zdjęcia z przyjęcia weselnego w czerwcu 1939 r. w ogrodzie polskiego dworu, którego teraz jestem właścicielką. Wszystkim te fotografie przekazują zapowiedź tragicznego losu, bo wszyscy wiemy, co się dalej działo. We wrześniu 1939 r. nastąpiła inwazja zarówno z zachodu, jak i ze wschodu: okupacja, chaos, zniszczenia, ludobójstwo. Większość ludzi uczestniczących w tym weselu wkrótce straciła życie lub znalazła się na wygnaniu. Nikt z nich nie powrócił do tego dworu.

      Kiedy się na nich patrzy z dzisiejszej perspektywy, wszyscy sprawiają wrażenie naiwnych. Zamiast organizowania uroczystości weselnych powinni byli rzucić wszystko, zmobilizować się, przygotować się na wojnę totalną, póki jeszcze był na to czas.

      Noworosja jak Abchazja?

      Dzisiaj muszę zadać pytanie: czy Ukraińcy latem 2014 r. powinni zrobić to samo? Czy mieszkańcy Europy Środkowej powinni się do nich przyłączyć?

      Zdaję sobie sprawę z tego, że czytelnikom w USA i w Europie Zachodniej to pytanie może się wydawać histeryczne i głupio apokaliptyczne. Ale wysłuchajcie mnie, bo to dzisiaj jest tematem wielu rozmów ludzi we wschodniej połowie Europy. W ostatnich paru dniach Rosjanie, pod flagą dotychczas nieznanego kraju, Noworosji, przemaszerowali przez południowo-wschodnią granicę Ukrainy. Rosyjska Akademia Nauk oznajmiła ostatnio, że tej jesieni opublikuje historię Noworosji, zapewne poszukując jej źródeł u Katarzyny Wielkiej. Podobno po Moskwie krążą rozmaite mapy Noworosji. Niektóre obejmują Charków i Dniepropietrowsk - miasta, znajdujące się setki kilometrów od terenu walk. Niektóre lokalizują Noworosję wzdłuż wybrzeża, łącząc Rosję z Krymem i Naddniestrzem, okupowaną przez Rosjan prowincję Mołdowy. Jeżeli nawet Noworosja zacznie istnieć jako nieuznawane państwo kadłubowe - modelami są tu Abchazja i Osetia Południowa, czyli "państwa", które Rosja wykroiła z Gruzji - to z czasem może się ona zwiększyć.

      Rosyjscy żołnierze będą musieli stworzyć to państwo - ich liczba będzie zależna od tego, jak twardo będą walczyć Ukraińcy i kto im będzie pomagać - ale z czasem Rosji będą potrzebni nie tylko żołnierze, żeby zachować to terytorium. Noworosja nie ustabilizuje się, dopóki będzie zamieszkana przez Ukraińców, którzy chcą pozostać Ukraińcami. Do tego może posłużyć znane już rozwiązanie. Kilka dni temu Aleksandr Dugin - skrajny nacjonalista, którego zapatrywania przyczyniły się do ukształtowania poglądów rosyjskiego prezydenta - wydał niezwykłe oświadczenie. Napisał: "Należy oczyścić Ukrainę z idiotów", a następnie wezwał do "ludobójstwa" tej "rasy bękartów".

      Noworosję trudno będzie jednak utrzymać, jeżeli będzie miała przeciwników na Zachodzie. Przedmiotem dyskusji są także możliwe rozwiązania tego problemu. Niedawno Władymir Żyrinowski, członek rosyjskiego parlamentu i nadworny błazen, który niekiedy mówi to, czego nie mogą powiedzieć ludzie będący u władzy, dowodził w telewizji, że Rosja powinna zbombardować bronią jądrową Polskę i kraje bałtyckie - "państwa karłowate", jak je nazwał - i pokazać Zachodowi, kto naprawdę dysponuje siłą w Europie. "Nic nie zagraża Ameryce, jest daleko. Ale państwa Europy Wschodniej staną wobec groźby całkowitego zniszczenia".

      Rakiety na Warszawę

      Władimir Putin toleruje takie uwagi. Zdaniem rosyjskiego prezydenta stwierdzenia Żyrinowskiego nie wyrażają oficjalnej polityki, ale "zawsze udaje mu się rozpocząć zabawę". Znacznie poważniejszy człowiek, dysydencki analityk rosyjski Andrej Piontkowski, opublikował ostatnio artykuł, w którym dowodził, odzwierciedlając groźby Żyrinowskiego, że Putin rzeczywiście rozważa możliwość ograniczonych ataków jądrowych - na jedną ze stolic państw bałtyckich albo na któreś z polskich miast - aby udowodnić, że NATO nie odważy się na uderzenie odwetowe w obawie przed większą katastrofą. Istotnie, w latach 2009 i 2013 armia rosyjska jawnie prowadziła ćwiczenia ataku jądrowego na Warszawę.

      Czy to wszystko są jedynie majaczenia szaleńców? Być może. Być może Putin jest zbyt słaby, żeby cokolwiek z tego zrobić; być może to tylko taktyka zastraszania; być może powstrzymają go jego oligarchowie. Ale w 1933 r. "Mein Kampf" także wydawał się zachodnim i niemieckim czytelnikom książką histeryczną. Rozkazy Stalina "likwidowania" całych klas i grup społecznych w ZSRR wydałyby się nam w tamtych czasach równie szalone, gdybyśmy zdołali o nich usłyszeć.

      Jednakże Stalin dotrzymał słowa i zrealizował swoje groźby nie dlatego, że był szalony, ale dlatego, że kontynuował realizację swojej logiki do jej ostatecznych konkluzji - i dlatego, że nikt go nie powstrzymał. Obecnie nikt nie potrafi też powstrzymać Putina. Czy jest zatem histerią przygotowanie się na wojnę totalną? Czy też jest naiwnością niezrobienie tego?



      wyborcza.pl/1,75968,16556230,Wojna_w_Europie_nie_jest_histerycznym_wymyslem.html#ixzz3Btiryyfe
      • gaika Re: Gęsia skórka c.d. 05.09.14, 23:18
        Warto przeczytać. A potem przychodzi pytanie dlaczego historia musi się powtarzać przez takie indywidua i dlaczego mimo historii wcale lepiej sobie z nimi (indywiduami) nie radzimy.

        (Gdzieś w GW było streszczenie, ale nie widzę.)


        Anyone who wants to understand the current Russian position on Ukraine would do well to begin with George Orwell’s classic, 1984. The connections go deeper than the adjective “Orwellian”: the structure and the wisdom of the book are guides, often frighteningly precise ones, to current events.

        The easiest way to begin, in light of the now entirely open Russian invasion of Ukraine, is with “War is Peace,” one of the slogans of the imagined empire in Orwell’s tale. After all, every attempt thus far at negotiation and cease-fire has been accompanied by a Russian escalation, to the point where we can be certain that this is not a coincidence. If Russian President Vladimir Putin meets with other leaders, we must simply expect that this is cover for the latest outrage, as with the entrance of Russian troops, armor and artillery during the recent talks in Minsk.

        But we need to dig a bit deeper into the plot for the three concepts needed to understand this very strange war, in which Putin has radicalized Russian politics, destroyed a European peace order, challenged Europeans’ assumptions about their entire future — and even threatened nuclear war. Every reason proffered to explain a war that is pointless to the point of nihilism is obviously bogus or self-contradictory or both. To grasp this horrible event in which people are killing and dying for no discernible reason, we need to remember some key concepts from Orwell: Eurasia, doublethink and learning to love Big Brother.

        In Orwell’s 1984, one of the world powers is called Eurasia. Interestingly enough, Eurasia is the name of Russia’s major foreign policy doctrine. In Orwell’s dystopia, Eurasia is a repressive, warmongering state that “comprises the whole of the northern part of the European and Asiatic land-mass, from Portugal to the Bering Strait.” In Russian foreign policy, Eurasia is a plan for the integration of all the lands from—you guessed it—Portugal to the Bering Strait. Orwell’s Eurasia practices “neo-Bolshevism”; Russia’s leading Eurasian theorist once called himself a “national Bolshevik.” This man, the influential Alexander Dugin, has long advocated that the Ukrainian state be destroyed, and has very recently proposed that Russia exterminate Ukrainians.


        Read more: www.politico.com/magazine/story/2014/09/to-understand-putin-read-orwell-110551.html#ixzz3CTiNmeVi



        • gaika Re: Gęsia skórka c.d. 06.09.14, 00:13
          A, jest.

          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,16586765,Snyder__Chcecie_zrozumiec_Putina__Siegnijcie_po_Orwella_.html
    • oby.watel Pocałujcie nas w krzyżyk 05.09.14, 23:54
      Zdumiewające, że po tragicznych doświadczeniach z Niemcami jesteśmy dokładnie w tym samym punkcie co przed wojną. I znowu sojusznicy muszą nas bronic, bo my wszystkie pieniądze pakujemy w kler. Stojące na progu bankructwa państwo nie jest w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwa i jak żebrak wyciąga łapę do innych i ma pretensje, że nie chcą umierać za Białystok czy Pcim. Państwo w środku Europy najgłośniej ryczące by wprowadzić sankcje i jednocześnie najgłośniej domagające się rekompensaty strat. Państwo w którym swastyka to starożytny symbol szczęścia, a hitlerowskie pozdrowienie to pozdrowienie starożytnych Rzymian.

      Czy w tej sytuacji nie powinniśmy sie wszyscy pomodlić, po czym strzelić sobie po jednym?
      • grzespelc Re: Pocałujcie nas w krzyżyk 06.09.14, 11:55
        Cicho, kurna. O czym wogle, precież Rosja może jednym przyciśnięciem guzika rozwalić każdy kraj, a przynajmniej jego dużą część...
        • chickenshorts Re: Gęsia skórka c.d. 06.09.14, 14:40
          (...) W Kursku się dowiedziałem z SMS-ów od przyjaciół, że spadł samolot. Pierwsza myśl, że to Ruscy cudzymi rękami, jak to zwykle oni. I znowu przebitka: łuk kurski, bitwa, wojna i jeszcze krwawe słońce nad stepem. Jechałem 16 godzin i byłem tak śmiertelnie zmęczony, że nie miałem siły wjechać na przejście. Zostałem w przydrożnym hotelu po rosyjskiej stronie. Portier mówił, że Putina chcieli zestrzelić, ale im się nie udało. Rano, pijąc kawę, zobaczyłem czołgi. Przeraziłem się, że będzie wojna, ja nie wyjadę z Rosji i mnie internują w jakimś obozie.

          Znów Sybir i druty?

          - To się naturalnie uruchamia. Pewnie byłoby to ciekawe, ale chciałem już wracać. Na rosyjskim przejściu spokój absolutny. Żarty, dowcipy i po ludzku. Jeszcze parę lat temu rosyjsko-ukraińska granica to ponurość, napięcie, żadnych żartów, a tu w cieniu zestrzelonego samolotu i nadciągającej wojny bardzo normalne stosunki. U Ukraińców przy granicy stało już wojsko. Młode chłopaki z poboru i kobiety z kałasznikowami na plecach. Zapytałem starego celnika: "No i szto budiet?". "Pizdiec budiet" - odparł.

          Budiet?

          - Wszystko wskazuje, że miał rację. Europa ma w dupie ten kraj. Podejrzewam, że i nas będzie miała w dupie, jak przyjdzie co do czego.

          Mimo Donalda Tuska szefującego Unii?

          - Nie przeceniałbym tego. Miło, ale bez przesady. Swoją drogą, ciekawie jest sobie wyobrazić Tuska jako postać tragiczną: Rosja stoi u granic, brukselski Tusk próbuje coś z tym zrobić, a oni tam za cholerę nie chcą oddać swoich iPhone'ów, samochodów, full inclusive, nie mówiąc o umieraniu za jakiś Kijów czy Białystok. Ciekawa wizja.

          I co?

          - Nie wiem, trudno mi sobie to wyobrazić. Ale od 1945 roku, kiedy do nas wjechali i zostali, świat wcale specjalnie nie zmądrzał. W każdym razie ćwiczę rosyjski za pomocą Sznurowa i Biczewskiej.

          wyborcza.pl/magazyn/1,140582,16594180,Brezniew_i_milosc.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka