Dodaj do ulubionych

Moja niedola, Jan Hartman

05.10.14, 11:13
Rozpoczyna się nowy rok akademicki. Armia 1600 wykładowców filozofii rusza do boju o duszyczki studentów. Ich cel jest jeden: przeciągnąć absolwentów naszych szkół na jasną stronę mocy, gdzie kwitnie kultura umysłowa i wszelka inna. Jesteśmy po to, by zachęcać studentów, aby wstąpili w gościnne progi polskiej inteligencji, stali się ludźmi myślącymi, czytającymi, wrażliwymi, ideowymi. Romantyczna to misja.

Niestety misja z roku na rok coraz bardziej przypomina mission impossible.

Nasi studenci uczeni są od małego, że szkoła i studia są po to, aby osiągnąć w życiu sukces, czyli zdobyć dobrze płatną pracę i jako tako się urządzić. Aby do czegoś dojść, potrzebne są dyplomy. Aby otrzymać dyplom, trzeba zdać egzaminy. Aby zdać egzaminy, trzeba wiedzieć, z czego będą pytać. A jak już się wie, z czego będą pytać, to trzeba się nauczyć.

Inaczej mówiąc, trzeba zagrać w grę: ty mi zadajesz, a ja zdaję. Gra musi być jednakże zorganizowana w taki sposób, żeby pewien rozsądnie określony, niezbyt duży i dla każdego wykonalny wysiłek zapewniał wygraną. Oczywiście warto by też czegoś się nauczyć naprawdę. Muszą to być jednak rzeczy praktycznie przydatne w szukaniu pracy i jej wykonywaniu. Poza tym uczelnia może zaoferować jakieś zajęcia „ogólnorozwojowe”, których celem jest „rozwijanie swoich zainteresowań” oraz relaks. W takich zajęciach student powinien móc uczestniczyć dobrowolnie. Jeśli zaś je wybierze, to wykładowcy powinni się starać, aby były interesujące.

No i co począć z takim podejściem studentów do zajęć z filozofii czy innych „przedmiotów humanizujących” (to oficjalna nazwa!)? Jak się przebić, gdy okoliczności wskazują nam jedną jedyną drogę: być interesującym. Tymczasem w filozofii nie chodzi o dogadzanie niczyim zainteresowaniom, lecz o prawdę, mądrość i takie tam.

Dawniej łatwiej było się porozumieć, bo studenci wierzyli, gdy mówiło im się, że coś jest naprawdę ważne. Dziś ważne jest tylko to, co praktycznie użyteczne bądź interesujące. Idea wykształcenia jako wdrożenia w dzieje kultury lub „ducha”, obcowania z dorobkiem umysłowym, artystycznym oraz ideowym ludzkiego rodu, ta idea, powiadam, wyparowała, razem z całą mieszczańską formacją rodem z XIX wieku, obejmującą rozmaite fanaberie i pretensje intelektualne, polityczne i ogólnie „duchowe”.

Nie dogadasz się dziś ze studentami, gdy próbujesz im wmawiać, że jakiś tam Szekspir czy Goethe, nie mówiąc już o jakimś tam Platonie czy innym Kancie, to mimo wszystko coś bardziej doniosłego niż ostatnio grany w kinie film czy kolejny tom znanej sagi fantasy. Każdy bowiem ma swoje zainteresowania, których nie należy „wartościować”.

Sytuacji nie ułatwia daleko idące sprostytuowanie resztek kodu kulturowego, który na co dzień służy do mędrkowania, popisywania się wiedzą (a to jeszcze pół biedy), a co gorsza – do podstemplowywania kołtuńskiej i obłudnej retoryki. Młodzież świetnie to czuje i instynktownie odrzuca – okazując raczej znudzenie niż bunt – wewnętrzny fałsz wszystkich oficjalnych (w tym również szkolnych) „deklaracji wartości i idei”.

Nieszczerość, płycizna i konformizm wszystkiego niemal, co szerzej funkcjonuje w przestrzeni publicznej, sprawiają, że zaciera się w ogóle pojęcie obłudy i zakłamania. Mało kto bowiem wie, co to obłuda, gdy zakłamane jest prawie wszystko, gdy większość z nas traktuje zadanie wypowiedzenia kilku zdań „na tematy ogólne” wyłącznie jako egzamin z poprawności.

A filozofia ma tymczasem wszystko na odwrót – tu się podważa, kwestionuje, analizuje, rozważa, nadziewa na patyk i ogląda ze wszystkich stron, niczemu nie dowierzając. I w dodatku robi się to nie dla samej przyjemności rezonowania, lecz z namiętności dla rozumienia świata i ludzi.

Frustracja „odchamiaczy”, jak to gorzko o sobie czasem mówimy w gronie wykładowców „humanizujących”, jest z roku na rok coraz większa. Władze do tego stopnia nie interesują się kształceniem ogólnym, że bez sprawdzenia, co się dzieje, rutynowo, a nieszczerze, zapewniają co roku, że „przedmioty humanistyczne są bardzo ważne i powinny być wykładane na wszystkich kierunkach, także politechnicznych”.

Otóż są, drogie Ministerstwo! Na razie. Tylko że z każdym rokiem w coraz mniejszym wymiarze. A słynne Krajowe Ramy Kwalifikacji to już dla nas istny pogrom. Bo jak tu zmieścić w palecie „umiejętności i kompetencji”, zapisanych w „profilu” absolwenta inżynierii lądowej albo weterynarii, pojęcie jakiekolwiek o sprawach filozoficznych, literackich, politycznych itp.?

Jeśli w ogóle jeszcze istniejemy, to prawem inercji oraz – po trosze – z powodu przekonania, że jest jakieś pokrewieństwo i ciągłość między mszą i innymi „rytuałami aksjologicznymi” a całą tą „humanistyką”. Przecież i tu, i tam leje się wodę i bije pianę z „opowieści dziwnej treści”.

Nic dziwnego, że najczęściej instynktownie uderzamy w tony konserwatywne, by chronić swój byt. Ale czym bardziej w te tony uderzamy, tym bardziej jesteśmy żałośni w oczach naszych studentów, którzy dobrze wiedzą, jaka obowiązuje w tej grze hierarchia.

Lepiej więc, z dwojga złego, być „śmiesznym panem od filozofii” niż „księdzem bez święceń”. Osobiście, jako wykładowca filozofii, jestem chyba czymś po środku. Ot, dola, niedola filozofa na służbie.

hartman.blog.polityka.pl/2014/10/04/moja-niedola/
Obserwuj wątek
    • grzespelc Re: Moja niedola, Jan Hartman 05.10.14, 23:47
      Też mam swego rodzaju niedolę. Nie ma z kim pogadać o tych najciekawszych tematach: filozofii, osiągnięciach nauki, wydarzeniach na świecie...
      • oby.watel Re: Moja niedola, Jan Hartman 06.10.14, 12:34
        Masz rację, niestety, nie ma z kim pogadać. Jak wspomniałem gdzieś, że globalne ocieplenie jest faktem, to mnie wyśmiali. A jak wspomniałem, że dzięki Tuskowi stracimy miliardy wpakowane w elektrownię opole, jak PiS straciło forsując zakup Możejek, to mnie zbanowali.
        • podjadek57 Re: Moja niedola, Jan Hartman 06.10.14, 16:03
          Ja nie narzekam, wpisy tutejsze dostarczają mi wielu ciekawych informacji, refleksji, smutków a czasem radości
          Acha, z ludźmi w realu też jest o czym pogadać.
          Współczuję, że myśl godną Oby.watela
          "dzięki Tuskowi stracimy miliardy wpakowane w elektrownię opole"
          zbanowano.
          • podjadek57 Re: Moja niedola, Jan Hartman 06.10.14, 16:31
            W kwestii nowych bloków w elektrowni Opole a nawet miliardowych strat:
            www.kierunekenergetyka.pl/artykul,5190,bloki-na-horyzoncie-2-zmagania-z-progiem-50-sprawnosci-obiegu-parowego-rankine8217a.html
            • oby.watel Re: Moja niedola, Jan Hartman 06.10.14, 21:36
              podjadek57 napisał:

              > W kwestii nowych bloków w elektrowni Opole a nawet miliardowych strat:

              W tej kwestii chodzi o coś innego niż o wpływ jakości węgla na wydajność elektrowni węglowej? Grunt to zwięzłość wypowiedzi, a kto nie rozumie, z tym się rozstaniemy.
            • gaika Re: Moja niedola, Jan Hartman 06.10.14, 22:41
              podjadek57 napisał:

              > W kwestii nowych bloków w elektrowni Opole a nawet miliardowych strat:
              > www.kierunekenergetyka.pl/artykul,5190,bloki-na-horyzoncie-2-zmagania-z-progiem-50-sprawnosci-obiegu-parowego-rankine8217a.html


              Na kotłach się nie znam, ale jeśli rozumiem artykuł, prorozwojowe są mniejsze elektrownie i nowsze(choć droższe) opisane w nim technologie (oszczędzające środowisko i zwiększające wydajność). Poproszę, jeśli mogę, o wyjaśnienie, jak to się ma do decyzji dotyczących opolskiej elektrowni (stosowane są tam stare materiały i generowane będzie wysokie zanieczyszczenie, czy wręcz przeciwnie?)
          • oby.watel Re: Moja niedola, Jan Hartman 06.10.14, 21:29
            Niestety, nie nadążam za Twoimi skrótami myślowymi, więc nie jestem w stanie odnieść się do tego, co napisałeś i czy niepodlinkowana myśl jest mnie godna, czy nie. A le masz rację. Tak uważam. Uwazam, że Kaczyński wpakował Orlen na minę, a Tusk PGE. Uważasz inaczej?
            • podjadek57 Re: Moja niedola, Jan Hartman 07.10.14, 13:57
              W kwestii Możejek – pan Kaczyński prowadził swoistą politykę wschodnią i umoczyliśmy.
              Ów technologiczny link zamieściłem z wielu powodów.
              Częstokroć odnoszę wrażenie, iż nowobudowane elektrownie węglowe utożsamia się z obiektami z lat 50-70’tych ubiegłego stulecia tak jakby współczesne samochody utożsamiać z Syrenką.
              Przede wszystkim z na linku widać obrazek porównujący sprawności elektrowni polskich i niemieckich i to od lat 50. Historyczna różnica wynika w Polsce z wdrożonej technologii radzieckiej. Mniejsza sprawność wytwarzania plus gospodarka materiałochłonna i energochłonna prowadziła do rabunkowego wydobycia węgla. I właśnie m.in. z tych powodów obecne pokłady węgla są mocno przetrzebione. To jedna ze spuścizn PRL’u, którą wielu miłośników tamtego systemu (w tym pani prof. Oręziak) wypiera ze swojej świadomości. Warto również pamiętać, że po 89 roku energetyka była modernizowana, za nasze pieniądze, a szczególnie pod kątem ochrony atmosfery (odazotowania, odsiarczania, odpylania) stąd spełnia i dostosowuje się w większości przypadków do europejskich norm emisyjnych, które są śrubowane (teraz podkręcane mają być wymogi dla mniejszych obiektów – ciepłowni miejskich). Te obiekty, które nie spełniają norm, modernizacje są nieopłacalne muszą zostać wyłączone:
              energetyka.wnp.pl/pse-do-2015-roku-planowane-wycofanie-4-5-tys-mw,209029_1_0_0.html
              O tym wiedzieli wszyscy nami miłościwie rządzący . Niewiele się przejmowali.
              Stąd budowę zarówno nowych bloków w Opolu jak i w Kozienicach uważam, za konieczną bo grozi nam blackout.
              Technologiczny link wskazuje, że przyjęcie w Opolu, jak i Kozienicach, technologii nadkrytycznej (w tej technologii pracuje również nowy blok w Bełchatowie) może być rozwiązaniem właściwym (nowoczesność) ale nie rozwiązującym problemu do końca. Każdy z tych trzech obiektów wykonały i wykonują różne firmy (dysponujące własnym know-how, własnymi urządzeniami) przy czym Opole ma mieć największy polski wkład w wykonawstwo i to uważam za duży plus. Oznacza to również, każdy obiekt wymagać będzie innych części zamiennych od różnych producentów. Wielkość budowanych bloków wskazuje, iż będą one pracować w sposób ciągły w ciągu doby („praca w podstawie” jak jądrówka). Jeżeli nastąpi awaria któregokolwiek z nich mogą być problemy z zaspokojeniem potrzeb na prąd.
              Kolejną sprawą jest dostosowanie elektrowni konwencjonalnych do „pożenienia” ich z OZE (wiatr i fotowoltaika), które mają w UE pierwszeństwo w odbiorze wytwarzanej energii. Tutaj mój ulubiony link:
              www.sma.de/en/company/pv-electricity-produced-in-germany.html
              Szkoda, że takiego samego nie ma dla wiatru sad
              Oczekiwania są takie aby kiedy jest za mało Słońca i wiatru uruchomione zostały inne źródła wytwarzania. Tutaj potrzebne są właśnie obiekty o mniejszych mocach, bardziej rozproszone mogące być szybko włączane i wyłączane. Ciekawe, że Niemcy również skorzystali z węglowych (bo tańsze) a nie gazowych technologii chociaż te w technologiach nadkrytycznych sprawiają im problemy (nadkrytyczność porównywana jest z przejściem przez barierę dźwięku).
              Moim skromnym zdaniem, akurat w technologiach spalania mamy jeszcze jakiś potencjał aby konkurować nie tylko na rynku krajowym ale również za granicą (raczej Europa Wschodnia, bo o Azji możemy raczej zapomnieć – tutaj większe doświadczenia i potencjał mają Chiny) bo o wiatrakach i fotowoltaice możemy zapomnieć.
              Żeby Was, Szanowni nie zanudzać, mówiąc delikatnie, działania miłościwie nami rządzących wskazują „na pewien chaos decyzyjny” np. istotną kwestią są również kwestie lokalizacyjne (np. ostatnie wycofanie się z budowy nowego obiektu w Ostrołęce). Raz gaz, raz OZE, raz atom. Wszystko to jednak wymaga jakiejś konsekwencji, tak samo w węglu. A jak wygląda nadzór właścicielski nad zasobami, możemy dowiedzieć się z raportu NIK (podziękowania dla Supernowej za zwrócenie uwagi na ten raport):
              www.nik.gov.pl/plik/id,2494,vp,3158.pdf
              Po jego lekturze, nie zdziwiłbym się, że węgla kamiennego starczy nam na kilkanaście lat a nie jak parę lat temu czytałem, że na blisko 100 (przy obecnym wydobyciu) tu mamy raport PIGu:
              www.pgi.gov.pl/pl/dokumenty-in-edycja/doc_download/2614-bilans-zasobow-kopalin-2013.html
              Trudno orzec czy dane tam zawarte są wiarygodne.
              • diabollo Re: Moja niedola, Jan Hartman 10.10.14, 19:01
                podjadek57 napisał:

                (...) To jedna ze spuścizn PRL’u, którą wielu miłośników tamtego systemu (w tym pani prof. Oręziak) wypiera ze swojej świadomości. (...)

                Pozwolę sobie, czcigodny Podjadku, popolemizować z Twoim brawurowym zdaniem wyrwanym z energetycznego kontekstu.

                Po pierwsze, mam poważne wątpliwości, że prof. Oręziak należy do "wielu miłośników tamtego systemu".
                Czy masz na to jakiekolwiek dowody?

                Jeżeli pani Orędziak krytykując przekręt z OFE i rehabilituje system repartycyjny, nie oznacza, że jest stalinowskim siepaczem i powinna wypierdalać do Korei Północnej.
                W fantastycznej większości bogatych krajów demokracji liberalnej funkcjonuje system repartycyjny i nigdy w nim nie zdecydowano się na wprowadzenie przekrętu w stylu naszego OFE.

                Dalej, czy możesz mi wyjaśnić gdzie są ci "wielu miłośników tamtego systemu"?
                Ja nie znam, nie słyszałem. Jest wręcz przeciwnie, dzisiaj ostetnie niedobitki lewicowe z definicji zapisuje się do "wielu miłośników tamtego systemu", co ma być nokautującą obelgą.

                Niedawno zalinkowałem spotkanie z panem Karolem Modzelewskim. Tak się właśnie składa, że w "tamtym systemie" akurat jedyna znacząca opozyja to właśnie były takie pierdolone lewactwo jak taki lewak Modzelewski z innym rewolucjonistą Kuroniem, tudzież takim masonem Lipskim. Nie wspominając o robolach, warchołach i roszczeniowcach z Wolnych Związków Zawodowych.
                To ci ludzie byli przez "komunę" sadzani do więzień.

                Jak zwykle prawactwo zafałszowało - przecież nieoległą - przeszłość i jego wzmożenie "antykomunistyczne" akurat miało swój brawurowy orgazm tak mniej więcej 15 lat po upadku PRL.

                A jeżeli chodzi o głównego kapłana czy guru turbokapitalizmu w III RP, niejakiego prof. dr. Wiktora Kuppelweisera, to on za "tamtego systemu" to siedział, ale w PZPR.

                Kłaniam się nisko.
                -
                Religia jest dla ludzi bez rozumu.
                /Józef Piłsudski/
                • oby.watel Re: Moja niedola, Jan Hartman 10.10.14, 20:51
                  Najważniejsze jest by nigdy niczego nie robić czego inni jeszcze nie zrobili, nie wychylać się, nie pchać przed szereg. Najlepiej wlec się powoli w ogonie i tak adoptować cudze rozwiązania, by się nie sprawdziły, choć na całym świecie się sprawdzają, jak choćby spółdzielnie. Podobnie sprawa się ma z OFE. Mimo, że prawie na całym świecie Otwarte Fundusze Emerytalne działają i mają się dobrze, to ich tak de facto nie ma. I wszystkie kraje opierają swoje systemy o systemie repartycyjny, choć już dziś nawet Franciszek widzi, że rozmnażać się w nieskończoność nie sposób, bo ta planeta po prostu nie wyżywi tyle osób. Więc na te systemy repartycyjne będzie musiał robić duch święty i aniołów zastępy.
                  • grzespelc Re: Moja niedola, Jan Hartman 10.10.14, 23:43
                    "Mimo, że prawie na całym świecie Otwarte Fundusze Emerytalne działają i mają się dobrze"

                    Przepraszam, bo byłem niedawno na urlopie, i może coś mnie ominęło: czy Argentyna i Chile anektowały jakieś sąsiednie (albo i dalsze) kraje?
                    • oby.watel Re: Moja niedola, Jan Hartman 11.10.14, 00:13
                      Nie.
                      • diabollo Re: Moja niedola, Jan Hartman 11.10.14, 10:36
                        Tłuste szuje potrafią wydawać fortunę na propagandę i agitację turbokapitalistyczną.
                        To wszak nie jest przypadek, że ta agitacja została uznana za "ekonomię" "there is no alternative".

                        Oczywiście z zbobonami turbokapitalistycznymi jest tak jak z zbobonami religijnymi - najlepsze efekty w kłamaniu kapłani osiągają wywołując lęki i operując półprawdami.

                        Kłaniam się nisko.
                        • gaika Re: Panowie 11.10.14, 11:18
                          Oby.watelu, trzeba przyznać, że jest tu kawał propagandy. Weźmy choćby USA, w których to o żadnych filarach mowy nie ma. Social security grozi upadek (względy demograficzne przede wszystkim), a cała reszta, to po prostu prywatne ubezpieczenia. Jeśli instytucja jest bogata, to takie dodatkowe ubezpieczenie funduje jako bonus pracowniczy. W Chile system się rozpadł, ale nie dlatego, że miał dwie nogi, bo miał jedną-kapitałową.

                          Diabollo, powiedz mi proszę, unikając odniesień do szuj i turbokapitalizmu, w jaki sposób w obecnej sytuacji demograficznej za 20-30 lat emeryci przeżyją z ZUS, czy też jego odpowiednika? Ale tak po ludzku się wypowiedz, co o tym sądzisz, bo wszystkie kraje mają problem podobny-malejącej emerytury. Akurat ta część nie jest żadną propagandą. Nie satysfakcjonuje mnie 'proste rozwiązanie' pt. podnoszenie podatków, bo dziura jest tak zasadnicza, że to po prostu nie wystarczy. Z czego mają żyć przyszli emeryci podpadający pod taką, czy inną formę social security (nomen omen)?
                          • diabollo Re: Panowie 12.10.14, 10:05
                            gaika napisała:

                            > Diabollo, powiedz mi proszę, unikając odniesień do szuj i turbokapitalizmu, w j
                            > aki sposób w obecnej sytuacji demograficznej za 20-30 lat emeryci przeżyją z ZU
                            > S, czy też jego odpowiednika? Ale tak po ludzku się wypowiedz, co o tym sądzisz
                            > , bo wszystkie kraje mają problem podobny-malejącej emerytury. Akurat ta część
                            > nie jest żadną propagandą. Nie satysfakcjonuje mnie 'proste rozwiązanie' pt. po
                            > dnoszenie podatków, bo dziura jest tak zasadnicza, że to po prostu nie wystarcz
                            > y. Z czego mają żyć przyszli emeryci podpadający pod taką, czy inną formę socia
                            > l security (nomen omen)?

                            Kochana Gaiko,
                            Tak po ludzku i trzymając się ekonomicznych (makroekonomicznych) faktów...

                            No, więc w makroekonomii już jest tak, że kiedy będziemy już staruchami, które osiągną wiek emerytalny (podobnie jak to się dzieje dzisiaj) określona liczba pracujących w naszym kraju (pewnie mniejsza niż dzisiaj) będzie wytwarzała co roku GDP, czyli Produkt Krajowy Brutto, czyli wszystkie razem wytowrzone Dobra i Usługi.
                            (Prawdopodobnie, choć tu już się ocieram o metafizyczny optymizm ten PKB będzie większy niż dzisiaj).

                            I rządzący naszym krajem (daj Baalu, że będą to ciągle rzady demokratyczne), co roku będą decydować jaką część tego GDP czy PKB przeznaczyć na nas, bezproduktywnych staruchów.

                            Z tej wydawałoby się (za klasykiem) "oczywistej oczywistości" makroekonomicznej wynika, że na poziomie właśnie makroekonomicznym całego państwa i całych generacji zwyczanie NIE MOŻNA "zaoszczędzić" na emerytury przyszłych emerytur.

                            I tak jak wielkokrotnie tłumaczyłem system ZUS czy OFE, czy ZUS+OFE nieczego "nie oszczędza" na przyszłe emerytury, kłamstwo to jest gigantyczne z tymi "kontami indywidualnymi", z którego trudno teraz się państwu i rządzącym wycować i powiedzieć obywatelom: "robiliśmy was w chuja tym kosztownym teatrzykiem z wirtualnymi zapisami na wirtualnych kontach" i nawet brną w to dalej pod szyldem ZUSu...
                            Tymczasem wszystko jedno czy działalność ZUSu czy OFE, polega li tylko na publicznych TRANSFERACH finansowych od pracujących oskładkowanych do staruchów na emeryturach.

                            Makroekonomicznie to wygląda chyba jasno i znowu nie tak czarno jak turbokapitalistyczna propaganda tłustych szuj.

                            Niemniej jednak w tej propagandzie jakieś ziarna Prawdy są.

                            Po pierwsze wzrost (daj Baalul) GDP (PKB) niewiątpliwie będzie zależał od demografii, a raczej wielkości i jakości tzw. "siły roboczej".
                            Po drugie wzrost (daj Baalu) GDP będzie zależał od efektywności gospodarki.

                            Demografia będzie miała zatem ogromne znaczenie i to jeszcze w powiązaniu z efektywnością gospodarczą.

                            Dlatego jeżeli państwo chce zabezpieczać przyszłość gospodarczą kraju (a co za tym idzie przyszłość i egzystencję przyszłych staruchów) powinno:

                            a. realizować jakąś (najlepiej słuszną) strategie rozwoju gospodarczego (od wspomagania rozwoju długookresowych gałęzi gospodarczych wysokich zysków, do banalnych strategii długookresowego zabezpieczenia surowców i źródeł energii)
                            b. realizować jakąś strategię (najlepiej słuszną) demograficzną, ot dzisiaj choćby zabezpieczenie jakiegoś minimum bezpieczeństwa socjalnego młodzieży, żeby w ogóle mogła się ona rozmnażać a nie lądowała w klasie prekariatu.

                            Jeżeli małbym się pokusić o rozważania futurologiczne z dziedziny science fiction, to wydaje mi się, że tak jak to się dzieje dotychcas z postępem techniczno-informatycznym i robotyzacją, rąk do pracy, szczególnie tych mniej wykwalifikowanych będzie potrzeba gospodarce coraz mniej.
                            Dlatego będzie wytwarzanych coraz więcej Dóbr i Usług, przy coraz bardziej kurczącej się liczbie pracujących. I mam tu na myśli nie jakieś postindustrialne państwo, ale będzie to zjawisko na skalę globalną.
                            Dlatego obecne systemy emerytalne stracą swój wszelki sens (to znaczy transfery od oskładkowanych pracujących do emerytów).

                            I tutaj mam dwa scenariusze.

                            Albo się nic nie zmieni i tłuste szuje nie dadzą sobie wyrawać kontrolowanego przez siebie majątku, wtedy część staruchów będzie zdychać na śmietnikach bez żadnych środków do życia, zgodnie z zasadą "kto nie pracuje, ten nie je".
                            Czyli globalnie wygra jakaś forma pinochetyzmu

                            Albo nastąpi jakaś globalna rewolucja anty-turbokapitalistyczna i tłuste szuje stracą wpływy, a państwa (czy może większe organizmy państwowe, jakieś EuroAzja, Oceania czy PanAmeryka) odzyskają kontrolę nad swoimi gospodarkami i tak ustawią systemy transferów finansowych (podatkowych), że płatnikami nie będą prawie tylko pracujący (jak dotychczas i to coraz słabiej opłacani), lecz transfery finansowe w tym do emerytów będą proporcionalne do wytwarzanego GDP (PKB) i każdy staruch będzie miał - fajnie gdyby taką samą - emeryturę państwą.
                            Czyli że wygra socjalizm i demokracja.

                            Jak będzie naprawdę? Na dwoje babka wróżyła. Znając głuptę małpy tzw. "homosapiens" optymistycznie daję szanse scenariuszom nr 1 i nr 2 : 80% do 20%

                            Kłaniam się nisko.
                            • oby.watel Panie 12.10.14, 12:21
                              Wiedziałem, że mnie masz za durnia, jeśli chodzi o sprawy ekonomiczne. Ale nie wiedziałem, że Gaikę też. Taką gospodarkę o jakiej piszesz z mozołem uprawia Korea Północna. I trzeba przyznać, że już może pochwalić się sporymi osiągnięciami na drodze przekształcającej kraj w raj. Podobno niektórzy mieszkańcy już chodzą nago, a większość już od dawna wcina korzonki. I ekologicznie, i sprawiedliwie i bez tłustych szuj, ponieważ tego pojęcia nie da się zastosować w odniesieniu do Kim Ir Senów czy Kim Dzong Uli przecież.
                            • gaika Re: Panowie 12.10.14, 19:08
                              Drogi Diabollo,

                              Rozwarstwienie jest globalnym problemem i szczerze mówiąc budzi mój najwyższy niepokój, jeśli chodzi o szeroko zakrojoną możliwość niepokojów społecznych. Ale rozwarstwienie nie jest tu żadnym punktem spornym, jest oczywistym problemem do rozwiązania, bo nie ma argumentów na trwanie tej dysproporcjonalnej paranoi, która może być źródłem przyspieszonego końca(zamiast komety).

                              Zapomnijmy także na razie o OFE, tylko przyjrzyjmy się samym szansom na przeżycie na bazie zusopodobnych systemów (równe, czy nierówne emerytury-ważne, żeby dało się przeżyć).

                              Problem, o którym wspominam (demografia) jest zasadniczy, bo to jedyny czynnik, na który, poza wróżbami dotyczącymi prosperity gospodarczej, można ewentualnie mieć wpływ. Ale nie bardzo wierzę w taki cud jak we Francji(do tego potrzeba bardzo zdecydowanej, wielowątkowej i stałej polityki prorodzinnej oraz sporo kasy), więc obstawiam, że jeżeli Polska natychmiast nie dorobi się rozsądnej polityki imigracyjnej, to nic nas z deep shit nie wyciągnie(ludzie nie rozmnażają się nie tylko i nie przede wszystkim z powodu braku kasy-patrz komuna- ale z szeregu powiązanych ze sobą różnych (cywilizacyjnych) przyczyn.

                              Powiedzmy jednak otwarcie, że przyszłość w sensie ekonomicznym, rysuje się gorzej i dla młodych i dla starych. Czyli, nie ma żadnego rozwiązania, poza propozycją odkładania w prywatnych funduszach, na własną rękę i skasowanie OFE nic literalnie w tej perspektywie nie zmieniło.
                              • oby.watel Re: Panowie 12.10.14, 19:30
                                gaika napisała:
                                > Czyli, nie ma żadnego rozwiązania, poza propozycją odkładania
                                > w prywatnych funduszach, na własną rękę i skasowanie
                                > OFE nic literalnie w tej perspektywie nie zmieniło.

                                Pozwolę się z Tobą w tym punkcie nie zgodzić. Skasowanie OFE zmieniło i to bardzo dużo. Ponieważ wprowadzano je gdy dług publiczny nie przekraczał 300 miliardów i było mniej uprzywilejowanych. Po drodze tow. Miller powydłubywał tych i owych z systemu, np. górników, a jego następcy zamiast reformę dokończyć systematycznie ją psuli kupując sobie poparcie za pomocą ulg i przywilejów. Teraz dług przekroczył bilion, OFE są w rozsypce, a ZUS robi bokami. 15 lat wyrzeczeń poszło się tuskać. W Europie bowiem utarło się, że największemu nieudacznikowi, który kraj doprowadzi do ruiny włos z głowy nie ma prawa spaść. To rozzuchwaliło Tuska, który przez siedem lat trwał przy korycie, a przy pierwszej okazji zamienił jedno kryto na drugie. A że wszyscy będziemy pić piwo, które nawarzył? Koło tuska mu to lata.
                                • grzespelc Re: Panowie 12.10.14, 22:08
                                  "Ponieważ wprowadzano je gdy dług publiczny nie przekraczał 300 miliardów (...)
                                  Teraz dług przekroczył bilion"

                                  Pomijasz spoadek wartości nabywczej.
                                  • oby.watel Re: Panowie 13.10.14, 00:41
                                    A to gra istotną role, skoro spłacać trzeba będzie bilion bez względu na jego siłę nabywczą? Nie wspominam już przez grzeczność o pokrywanym na różnych kontach subkontach i podkontach ukryte zobowiązania, których suma przekroczyła trzy biliony. Poza tym trzeba będzie ludziom zacząć tłumaczyć dlaczego to, co odziedziczyli państwo im zajumało bez odszkodowania.
                                    • grzespelc Re: Panowie 14.10.14, 00:53
                                      A to gra istotną role, skoro spłacać trzeba będzie bilion bez względu na jego siłę nabywczą?

                                      A uważasz, że ta wartość wzrośnie?
                                      • oby.watel Re: Panowie 14.10.14, 01:28
                                        Rząd cały czas produkuje obligacje. Żeby te papiery ktoś chciał kupić muszą być oprocentowane wyżej niż inflacja. Poza tym chyba nie jesteś na tyle naiwny, żeby wierzyć, że dług nie ma znaczenia i spłata samych odsetek nie zaczyna rujnować budżetu. To nie OFE, to polski rząd karmi obcych bankierów wmuszając w nich pieniądze zabrane pracującym Polakom. Dziś obsługa zadłużenia przekracza 50 miliardów złotych. Ile można by za to wybudować?
                                        • grzespelc Re: Panowie 14.10.14, 16:55
                                          Co ty pieprzysz??
                                          Ja zwracam uwage, że 300 mld 15 lat temu i bilion teraz to może być prawie tyle samo przy uwzględnieniu siły nabywczej pieniądza, a ty mi o obligacjach. Chłopie, ograrnij się!
            • podjadek57 Re: Moja niedola, Jan Hartman 07.10.14, 14:26
              Jeszcze jedno, w stronę Obywatela wink
              Napisałeś:
              "Prąd z elektrowni węglowych wcale nie jest tani, gdy doliczyć do jego ceny ukryte koszty, zamiast po cichu przerzucać je na ogół społeczeństwa, jak to ma miejsce obecnie. To koszty dewastacji środowiska w rejonach górniczych, zatrute rzeki i powietrze, kwaśne deszcze niszczące lasy i zabytki oraz obniżające plony, koszty zdrowotne i medyczne ponoszone na leczenie nowotworów, chorób płuc i oskrzeli, nieżytów, ataków serca, alergii, astmy, uszkodzeń płodów, autyzmu itp., związane z zanieczyszczeniem środowiska i żywności tlenkami siarki i azotu, pyłami czy przyswajalnymi toksycznymi metalami ciężkimi (np. rtęć, ołów, arsen)."
              tu:
              www.tokfm.pl/blogi/liberte/2014/10/jan_winiecki_korea_polnocna_polskiej_gospodarki/1
              Jest w tym jednak tylko część prawdy. Akurat stosowane technologie ochronne w znakomitej większości zmniejszyły te oddziaływania (opis byłby słuszny a.d.1989).
              Kto ile i czego emituje można znaleźć chociażby tu:
              www.kobize.pl/pozostale-zanieczyszczenia-powietrza.html
              (polecam krótki raporcik do pobrania)
              Jak to się ma do innych krajów? Trochę więcej zachodu, stąd można pobrać dane:
              www.eea.europa.eu/data-and-maps/data/national-emissions-reported-to-the-convention-on-long-range-transboundary-air-pollution-lrtap-convention-8
              (jak ma się Accessa, kaszka z mlekiem).

              • oby.watel Re: Moja niedola, Jan Hartman 07.10.14, 19:01
                Dawno nie czułem się tak komfortowo jak teraz, gdy nie muszę domyślać się czy rozmówca jest za, czy przeciw, czy się zgadza czy polemizuje. Kilka uwag. Kopacz powinna jak najszybciej wycofać się z rozbudowy elektrowni Opole, bo to decyzja z ekonomicznego punktu widzenia błędna. Z informacji do których udało mi się dotrzeć wynika, że zagrożona blackoutem jest północ kraju. Czyli region, na który wyprodukowanej w Opolu energii nie ma czym dostarczyć. Już dziś mamy kłopot z Niemcami i produkowaną przez ich zlokalizowane na północy wiatraki energią, która płynąc na południe, gdzie z kolei zlokalizowany jest niemiecki przemysł, naszymi i czeskimi liniami przesyłowymi destabilizuje nasze systemy energetyczne.

                Jest jeszcze problem natury technicznej. Otóż okazuje się, co nie jest oczywiste dla laika, że elektrownie projektowane są pod określony gatunek węgla. I tylko zasilane węglem o określonych parametrach osiągają najwyższą sprawność. Zmiana węgla wiąże się z obniżeniem sprawności i może doprowadzić nawet do awarii.

                Tutaj: Elektrownie planowane są pod konkretny węgiel (projektowy), dla którego gwarantowane jest spełnienie poszczególnych parametrów działania oraz możliwość pracy przy pełnym obciążeniu. Istotne odstępstwa właściwości paliwa mogą spowodować obniżenie sprawności elektrowni, a nawet poważne problemy eksploatacyjne.

                Aby wybrać inny niż dotychczasowy węgiel, elektrownia musi przewidywać jego wpływ na efektywność pracy i całkowity koszt wytworzenia energii. Ze względu na to, że typ i konstrukcja kotła oraz urządzenia pomocnicze najczęściej nie są zmieniane, to właśnie węgiel jest wybierany w celu spełnienia konkretnych wymogów.

                Z kolei zacytowane zdanie o rzeczywistych kosztach "taniego prądu" zaczerpnąłem stąd.
      • gaika Re: Moja niedola, Jan Hartman 06.10.14, 22:23
        grzespelc napisał:

        > Też mam swego rodzaju niedolę. Nie ma z kim pogadać o tych najciekawszych temat
        > ach: filozofii, osiągnięciach nauki, wydarzeniach na świecie...

        Choć to nie to samo, jeśli nie m z kim pogadać, ale można zawsze pomyśleć.
        Tu taka fajna, krótka recepta-na dobry początek.

        www.youtube.com/watch?vshock8h-xEuLfm8
    • uff.o Re: Moja niedola, Jan Hartman 11.10.14, 11:41
      ja bym tam nie był zbyt sentymentalny. To że dawniej wartości były bardziej określone, poszukiwanie prawdy coś znaczyło, etc. wynikało w dużej mierze z kontekstu sytuacyjnego tamtych czasów. To była kulminacja pewnej fazy historycznej. Świadomość była bardziej wyostrzona, doświadczenia hustoryczne wypalone. Czas refleksji. Filozofia była potrzebna. Potem przyszło wyzwolenie i nowe wyzwania, nowe doświadczenia, nowi wrogowie, etc. W takim czasie nowych doświadczeń, liczy się intensywność nasycenia, wchłaniania, uczestniczenia, ażeby potem móc to określić. Oczywiście wprowadza to stan chaosu, zagubienia, matni, ale też uladku starych wartości, za jm niwe zdoła się wykształcić. Ale nie wszystko na raz, i nie wszyscy na raz. Tzw. niwe samo-określenie się człowieka przyjdzie dopiero kiedy materiał niwych doświadczeń zacznie się wypalać na bardziej masową skalę. Wówczas powróci zapotrzebowanie na filozofię, socjologię, humanizm, etc. A wszystko to po to by te Nowe Prawdy zostały wykształcone w sposób organiczny, trwale zmieniając świadomość.
      Dzisiejsi Intelektualiści tęskniący za dawnym humanizmem itd. z czasów Komuny przypominają mi tych prawicowców konserwatywnych tęskniących za moralnością z czasów Średniowiecza.... Przecież istnieje pewna hierarchia procesu umysłowego, który nie jest tylko teoretycznym paplaniem żonglowaniem regułkami logicznymi z zakresu epistemiologi, etc. Tym bardziej że klasyczna tzw. filozofia systemowa skończyła się. A zatem nie ma już jednego systemu heglowskiego, kantowskiego, platońskiego dla wszystkich. Tak jak nie ma jednego lekarstwa panaceum dla wszystkich i na wszystkie choroby. Filozofia jako ujednolicony system zdechła śmiercią naturalną. I zbliżyła się do poezji. W Polsce świetnym tego przykładem był rozwój myśli Kołakowskiego. Derrida też porządnie namieszał. Jeszcze przed wojną Scheler zaczął pisać w sposób wielce asystemowy. Po co? Ażeby zmusić rzesze do własnego myślenia. Filozofia weszła pod strzechy, przestała być imperium obiektywnym, rozmydliła się orzy tym, ale to przecież nie koniec homo sapiens. Osamotnionym malkonetentom polecam napisanie pierwszych wierszy. Tak jak niegdyś zaczął to robić niezgrabnie Heidegger.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka