diabollo
08.10.14, 07:31
Frankenstein II
Magdalena Środa, filozof, etyk
Gdybym miała ocenić, co jest gorsze - biskup, który latami seksualnie wykorzystywał i krzywdził bezbronnych chłopców, lubując się dodatkowo w oglądaniu pornografii dziecięcej, czy kazirodczy związek brata i siostry, którzy nie wiedząc o pokrewieństwie, urodzili i wychowali własne dzieci - powiedziałabym, że gorszy jest biskup pedofil. Bo za główne kryterium zła uważam ludzką krzywdę, a nie łamanie tabu.
Zapewne przypadek biskupów pedofilów jest równie rzadki jak przypadek kazirodczych związków brata i siostry, tylko nie wiem, dlaczego ten drugi wywołuje tak straszne oburzenie wśród prawicy, a ten pierwszy jest przemilczany i traktowany jako coś nieistotnego.
"Afera kazirodcza" pojawiła się niemal w tym samym momencie, gdy prasa ujawniła, że na watykańskim laptopie biskupa Wesołowskiego odnaleziono dziesiątki tysięcy filmów z dziecięcą pornografią. Biskup przebywa w areszcie domowym (dlaczego nie w zwykłym?), a Kościół w Polsce nabrał wody w usta.
Wydaje mi się, że za chwilę będziemy mieli podobną sytuację jak z aferą o kryptonimie "ideologia gender". Wybuchła ona dokładnie wtedy, gdy w mediach pojawiło się wiele informacji o pedofilii księży. Kościół, zamiast zatroszczyć się o moralne oczyszczenie, poszedł za głosem Machiavellego i nie tylko odpowiedział atakiem na oskarżenia, ale nawet wymyślił i puścił w ruch wymyślonego wroga. Frankensteina genderystę. Dziś jego potencjał stracił na impecie. "Gender" to trudne słowo i mimo histerycznie powtarzanych ostrzeżeń nie trzyma się pamięci wiernych. Ale mamy coś nowego, równie przerażającego: zagrożenie kazirodztwem, czyli Frankenstein II.
Okazja do jego ożywienia nadarzyła się sama. Jan Hartman dokonał niefortunnego wpisu, gdzie wieszczył upadek kazirodczego tabu. I zaczęło się powszechne straszenie, zaklinanie, okazywanie śmiertelnego oburzenia. Chętnych do wzięcia udziału w nowym spektaklu pojawiło się wielu i najczęściej są to ci sami, którzy nie mają nic do powiedzenia w żadnej merytorycznej sprawie. Hofman, Gowin, Sadurska Sam prezes też się oburzył.
Zwłaszcza że sprawa medialnie obiecująca. Dwa lata temu coś o kazirodztwie na uniwersyteckiej konferencji mówiła profesor Fuszara, dziś pełnomocnik rządu ds. równego traktowania. Dymisja! Do piekła z nią! I to szybko! Gowin obwieszcza światu, że ten, kto naukowo zajmuje się problemem kazirodztwa, bełkocze i uprawia pseudonaukę. Prawdziwą nauką jest bowiem Gowinowa wiedza o tym, jak ożywić politycznego Frankensteina II i uciułać trochę głosów wyborców. Nie uciuła, ale co się przeleci przez media - to jego. Nawet Giertych, który pomału dochodzi do rozumu po latach wszechpolsko-młodzieńczej bezrozumności, postanowił zabrać głos (z prof. Fuszarą nie musi się przecież liczyć, nie jest jego klientką) i potępić.
Zastanawiam się, ile czasu Frankenstein II będzie jeszcze stanowił pretekst do zaistnienia w mediach różnych osobników, dla których polityka jest rodzajem cyrku, gdzie ludzi bawią dzikie zwierzęta, akrobaci, klauni i potwory.
Kazirodztwo nie jest zagrożeniem dla żadnego społeczeństwa. To mocno zakorzenione tabu, którego nikt nie chce łamać, choć dyskusja o nim, zwłaszcza w przestrzeni akademickiej, tabu być nie może. Zagrożeniem poważnym są natomiast ignorancja, polityczny cynizm i hucpa.
wyborcza.pl/1,75968,16767102,Frankenstein_II.html