Gość: rubinowa
IP: 150.254.245.*
12.08.11, 09:59
Witam. 3 dni temu, gdy otwierałam garaż, przyfrunęły dwa piękne gołębie: jeden biały, drugi szary w kropki, oba zaobrączkowane (jeden miał nawet dwie). Pogadałam sobie do nich, ale gdy chciałam garaż zamknąć, podeszłam, owszem oswojone, pozwoliły się złapać, wyniosłam na bezpieczną odległość (tak mi się zdawało) i wypuściłam; wróciłam, a one już były w garażu, i nie dawały już się złapać, uciekały z miejsca na miejsce, tak żebym je nie dosięgnęła. Zadzwoniłam do męża kiedy wróci, on, że za 3 godziny, tak więc 3 godziny ślęczenia i pilnowania aby nie najadły się trutki rozsypanej w garażu. Wrócił, oboje jakoś się uporaliśmy z nimi. Oczywiście przeniosły się pod zadaszony ganek na belki. Myśleliśmy, że są przelotem, jakieś pocztowe, rano polecą dalej. Na drugi dzień już było ich 8 sztuk, acha, ganek właśnie wyłożyliśmy klinkierem (jeszcze niezafugowany bo schnie), no więc ten nasz klinkier okazał się rankiem być obkichany totalnie. Mąż posprzątał, ale to syzyfowa praca, trzebaby zatrudnić ciecia coby odganiał. Wczoraj wróciłam z pracy, otwieram garaż, a tu osowiały gołąb (ten z dwiema obrączkami), garaż oczywiście obkichany, gdzie tylko można i nie można, wyniosłam go na trawkę, a on wcale nie chciał latać, po 2 godzinach brzuchem do góry już leżał. Musiał mąż nie zauważyć jak wyjeżdżał do pracy i zamknął go, gołąb najadł się trutki i taki finał. A tak przy okazji, reszta, która siedziała na dachu nawet nie zwróciła na niego uwagi, żaden nie podleciał: a mówią, że jak dwa gołąbki itd.
Drodzy ekolodzy, mam do Was proste pytanie: co robić? Bo: albo nas szczury zjedzą (opcja zilkwidowania trutki) albo nas gołębie zasr...ją