10.01.10, 03:09
Sprawa mianowicie wygląda tak. Mam 22 lata, jestem studentką. Moje
życie nigdy nie było zbyt udane, ponieważ na tle dzieci zawsze
uchodziłam za dziwne, przewrazliwione dziecko, które nieustannie
robi coś inaczej niż inne dzieci. Byłam płaczliwa, zalękniona, a
efekty były takie, jak można się spodziewać : stałam się obiektem
plotek, kpin, odrzucona już w przedszkolu przez inne maluchy.
Pójście do szkoły jeszcze mocniej pogorszyło moją sytuację, bo
szybko okazało się, że nie pasuję do klasy, skazana na samotne
przerwy z książką, kiedy inni umawiali się na różne wypady. Do klasy
maturalnej przeżyłam swego rodzaju gehennę, bo rówieśnicy mnie nie
akceptowali taką, jaką jestem. Z czasem może tylko wykształciłam
sobie postawę osoby, która ma w nosie, co inni o niej myślą, robiąc
swoje i w końcu przyznając się do własnych zainteresowań i poglądów,
co nie znaczy, że tak było w rzeczywistości (często płakałam w
samotności).

Kiedyś przekonywano mnie, że studia zmienią wszystko na lepsze, a
tam będą dojrzalsi psychicznie ludzie, którzą docenią moją
dojrzałość, charakter. Z takim też nastawieniem wybrałam jeden
kierunek, potem drugi. Jeśli chodzi o naukę, to były to decyzje na
tyle dobre, że połączone z moimi zainteresowaniami. Gorzej było w
kwestii ludzi. Na pewno poznałam jakieś bratnie dusze w porównaniu z
tym, co przeżywałam na wcześniejszych etapachedukacji, ale i tak
pozostałam z boku. Bowiem gdziekolwiek jestem ludzie widzą mnie
tylko pozornie, nic o mnie nie wiedzą, a silą się na sprawiedliwe
oceny. Niestety, praktycznie w żadnym miejscu nie mogę się
zaklimatyzować, nie jestem w stanie się dopasować do ludzi. Jestem
osobą o trudnym chartakterze, buntowniczką, wrażliwą, staroświecką,
samotniczką. Nawet jeśli coś powiem ( a taka jest prawda, że
prywatnie jestem gadułą) to i tak ludzie nie rozumieją mojego
poczucia humoru, odbierając moje słowa jako nic nie znaczące
paplanie wariatki. Dlatego też mimo prawie roku na jednym kierunku,
i drugiego na tym drugim czuję się wszędzie obca, jak dziwadło,
które jest skazane na samotność. Jeśli mam znajomych, to tylko
nielicznych, choć jestem pozytywnie nastawiona do świata, może nieco
z boku, ale też nie jakaś krytyczna wobec kolegów z roku.

Tak samo ma się kwestia moich profesorów. Oni tak samo nie
przepadają za mną, bo często nie odpowiadają dzień dobry, kiedy im
je mówię, a gdy coś mówie na zajęciach, to mam wrażenie, że oni mają
to za jakieś bzdury, które są mało adekwatne do głoszonych przez
nich światłych poglądów.Stąd też ostatnio coraz mniej zabieram głos
w dyskusji, czując na sobie wzrok wszystkich i jakieś uśmieszki. Nie
pojmuję tego. Nie jestem laikiem, na studia poszłam dla pasji, uczę
się jak mało kto. Niestety, i tak rzadko mam okazję się wykazać
swoją wiedzą i zdolnościami, bo mam wrażenie, że nie jestem nikim
ważnym, a moje zdanie nic nie wnosi do dyskusji ludzi, którzą są i
tak bystrzejsi niż ja.Dopiero potem, kiedy już wiem z kim mam do
czynienia, jestem w stanie mówić swobodnie na jakiś temat, i wtedy
często ludzie odkrywają mnie z nieco innej strony. Jako osobę
wesołą, wygadaną, lubiącą poruszać rozmaite tematy. Niestety, mało
osób decyduje się na to...

I tak to wszystko wygląda. Niby w chwili obecnej mam to szczęście,
że mam dodatkowe zajęcia i znajomych spoza uczelni, którzy akurat są
bardziej otwarci w moim stosunku, ale to i tak nie umniejsza
problemu. Starałam się tym nie przejmować i robić swoje, rozwijać
własne zainteresowania. Tyle, że to już za mało.

Nie wiem czemu tak jest. Nie jestem brzydka, ponoć też niegłupia,
zajmuję się ciekawymi rzeczami, mam własne zdanie, mimo, że ciężko
przychodzi mi kontakt z mało znanym środowiskiem.Niestety, i tak na
tym świecie liczą się tylko ci przebojowi, głośni ludzie, którzy
umieją rzadzić innymi...

Obserwuj wątek
    • berta-live Re: Problem 10.01.10, 03:47
      A czego tak w ogóle oczekujesz? Z tego co napisałaś, to wynika, że raczej masz
      jakieś zaburzenia osobowości a nie depresję. A te, póki co, są nieuleczalne(tzn
      są głosy, że długotrwałe zażywanie serotoninowców wpływa na osobowość, ale to
      dotyczy neurotyków). Trzeba się pogodzić z tym, że jest się jakim jest i nauczyć
      z tym żyć.
    • mskaiq Re: Problem 10.01.10, 07:44
      Mam wrazenie ze problem jest zwiazany z Twoim brakiem otwarcia sie i
      akceptacji innych ludzi takimi jacy sa.
      Czasem ludzie wokol sa bardzo trudni, inni od nas, ale jesli
      akceptuje sie wlasne zachowania to automatycznie akceptuje sie
      zachowania innych.
      Nie oceniam ludzi, sa tacy jacy sa, czesto interpretowanie co ludzie
      mysla powoduje ze trzymamy sie od nich z daleka i ich trzymamy z
      daleka od siebie.
      Napisalas o swoich profesorach
      >Oni tak samo nie przepadają za mną, bo często nie odpowiadają dzień
      >dobry, kiedy im je mówię, a gdy coś mówie na zajęciach, to mam
      >wrażenie, że oni mają to za jakieś bzdury, które są mało adekwatne
      >do głoszonych przez nich światłych poglądów.Stąd też ostatnio coraz
      >mniej zabieram głos w dyskusji, czując na sobie wzrok wszystkich i
      >jakieś uśmieszki.
      Kiedys moglbym napisac dokladnie taki sam tekst jak Ty. Tez tak
      uwazalem. Klanialem sie i czasem nie bylo odpowiedzi.
      Dzisiaj nie zwracam na to uwagi. Nie odpowiadaja to wiem ze myslami
      sa gdzies daleko, ze swoimi problemami i nawet nie zauwazyli mojego
      przywitania.
      Napisalas ze masz wrazenie ze kiedy mowisz to oni uwazaja za jakies
      bzdury. Projektujesz wlasne uczucia na nich, sama uwazasz ze mowisz
      bzdury i przypisujesz to im.
      Wlasciwie wszyscy ludzie to robia ale trzeba zdawac sobie sprawe z
      tego bo w taki sposob sama dewalujesz siebie.
      Zabieraj glos, nie boj sie, nie oceniaja Cie zle, robisz to sama, a
      wlasciwie robi to niszczycielska czesc naszej osobowosci ktora jest
      w kazdym z nas.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • ilquad Witam koleżankę telepatkę. 10.01.10, 08:58
      Zgadzam się z mskaiqiem. Projektujesz swoje uczucia na innych. Piszesz o sytuacji w szkole, nie wspominając nic o rodzinie. A przecież to ona sprawiła, że

      na tle dzieci zawsze
      > uchodziłam za dziwne, przewrazliwione dziecko.

      Wychowano cię na aspołeczną, czy jak? Moim zdaniem to, co piszesz, to są efekty długotrwałej negatywnej indoktrynacji. Karmiono cię bzdurami, dość typowymi zresztą, że

      studia zmienią wszystko na lepsze, a
      > tam będą dojrzalsi psychicznie ludzie, którzą docenią moją
      > dojrzałość, charakter

      Za tym stwierdzeniem kryje się informacja, że ludzie chodzący na studia są lepsi od innych, więc znaczy to, że w twojej rodzinie wartościuje się ludzi na "inteligentnych" - lepszych i "nieinteligenytny" gorszy plebs. Cóż więc dziwnego, że przebywając wśród ludzi oceniasz ich zachowanie pod względem rozumienia ciebie.

      No i oczywiście czytasz ludzkie myśli. Ile razy tak naprawdę mówią ci, że jesteś wariatką? Jak często ktoś się wyśmiewa z twoich poglądów? Kogoś boli ząb, nie dosłyszy twego powitania, a ty już wiesz, że ma cię za dziwadło, bo cię zignorował?

      Masz przez to bardzo niskie poczucie własnej wartości, które próbujesz ratować przez wmawianie sobie, że jesteś lepsza, bo jesteś inna, i starasz się być bardzo inna. Wyglądem też się wyróżniasz? Jesteś nonkonformistką? W efekcie dotyka cię ostracyzm społeczny. Masz chłopaka?

      Polecam wolontariat. Pomaga w otwarciu się na innych i leczy z negatywnego oceniania normalnych prostych ludzi.
      • berta-live Re: Witam koleżankę telepatkę. 10.01.10, 18:27
        > Polecam wolontariat. Pomaga w otwarciu się na innych i leczy z negatywnego ocen
        > iania normalnych prostych ludzi.

        Obawiam się, że wolontariat nie jest najlepszym zajęciem dla osoby, która ma
        niską samoocenę i średnio dogaduje się z innymi ludźmi. Wolontariusze
        najczęściej są traktowani jak śmiecie przez właścicieli i etatowych pracowników
        organizacji korzystających z wolontariatu. Ludzie, którymi wolontariusze się
        zajmują też traktują ich jak zło konieczne. W końcu każdy woli pracować z
        najemnym profesjonalistą niż niekompetentnym wolontariuszem. Nie wiem jak to
        wygląda w innych krajach, ale w PL póki co to wolontariusz jest darmową siłą
        roboczą, nikim więcej.
        • ilquad Re: Witam koleżankę telepatkę. 10.01.10, 22:43
          Hm, nie wiedziałem, że jest aż tak źle. Wiesz, chodzi mi o to, by
          autorka otworzyła się na innych takimi jakimi oni są.
        • mskaiq Re: Witam koleżankę telepatkę. 11.01.10, 11:31
          Mysle ze nigdy nie pracowalas Berto jako wolontariusz bo inaczej nie
          napisalbys tyle zlego o wolontariacie. Przez rok pracowalem w
          Zoliborskim Hospicjum dla ludzi chorych na raka.
          Nigdy nikt nikogo nie traktowal jak smiecia albo zlo konieczne.
          Poznalem wielu wspanialych lekarzy i pielegniarek a takze ludzi
          ktorzy prowadzili to hospicjum.
          Utrzymuje kontakty z tymi ludzmi do dzisiaj. Dzieki nim moglem pomoc
          na przyklad Aidce, ktorej zalatwili szpital, zaopiekowali sie kotem
          i odwiedzali ja w domu.
          Wolontariusz bardzo czesto przynosi ze soba serce ktorego czasem
          najemnemu profesjonaliscie brak. To otwarte serce ma wielka wartosc
          dla tych ludzi, bo potrzebuje ciepla i kogos bliskiego w bnardzo
          trudnych momentach odchodzenia z tego swiata.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • berta-live Re: Witam koleżankę telepatkę. 11.01.10, 13:35
            Nie twierdzę, że wszędzie jest tak jak piszę, ale mam wrażenie, że w PL jest
            nieco wypaczone pojęcie wolontariatu. Mamy kilkaset tysięcy organizacji
            pozarządowych, które korzystają z usług wolontariuszy. Kto żyw, to zakłada jakąś
            fundację. Jedni chcą się na niej dorobić, inni chcą sobie zrobić dobry PR, a
            inni jeszcze coś innego. A tak naprawdę jest to zwykła firma, która prowadzi
            zwykłą działalność gospodarczą a część dochodów przeznacza na cele charytatywne.
            A wolontariusze są zwykłymi pracownikami, tylko, że im się nie płaci. Nikt inny
            nie ma prawa zatrudniać darmowych pracowników. Większość wolontariuszy nie
            zostaje wolontariuszami z wyższych pobudek tylko najzwyczajniej w świecie chce
            zdobyć doświadczenie zawodowe i kontakty potrzebne do przyszłej pracy zawodowej.

            A co do lekceważącego stosunku do wolontariuszy, to wystarczy sobie obejrzeć
            dowolny program o tej tematyce i posłuchać wypowiedzi właścicieli fundacji,
            etatowych pracowników a nawet podopiecznych. Póki co, to ktoś kto pracuje za
            darmo wzbudza negatywne emocje i różnej maści podejrzenia. Może frajer, może
            nienormalny, może złodziej i naciągacz, a może jeszcze coś innego. Tak jak
            mówiłam, nie wiem jak to wygląda w innych krajach, ale w PL wolontariat jest
            czymś nowym i pewnie dlatego wzbudza kontrowersje. Za komuny było to zjawisko
            mało znane a przedwojnia mało kto pamięta.
            • mskaiq Re: Witam koleżankę telepatkę. 11.01.10, 13:49
              Nie maszs zadnego wlasnego doswiadczenia na temat wolontariatu, moga
              sie zdarzyc nieprawidlowosci tu czy tam i prasa podchwyci to jako
              sensacje. Ty uogolniasz te sensacje na wszystkie wolontariaty a to
              jest nieuczciwe.
              Jest tysiace organizacji i wspanialych ludzi ktorych nie znasz i
              przypisujesz im krzywdzace opinie.
              Serdeczne pozdrowienia.
              • berta-live Re: Witam koleżankę telepatkę. 11.01.10, 14:56
                Właśnie mam pewne doświadczenia z wolontariatem (i to z więcej niż jedną
                organizacją), dlatego mam takie a nie inne zdanie. Natomiast nie twierdzę, że
                wszędzie jest tak samo. Np w hospicjum nigdy nie pracowałam. Twierdzę tylko, że
                obecne ustawodawstwo sprzyja wszelkim nadużyciom.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka