Co mi jest?

19.08.12, 23:31
Witam wszystkich, postanowiłam opisać tutaj co mnie martwi. Ostatnio wybrałam się do psychiatry ze swoimi problemami ale pani doktor nie postawiła diagnozy. Pewnie na pierwszej wizycie się tego nie robi. Przepisała mi pramolan i tritico. Wybrałam się do lekarza bo mam coraz więcej problemów. Nie mam pracy, znajomych, partnera. Do czasu wizyty jakoś nie przeszkadzał mi ten stan. Żyłam sobie ze swoimi problemami osobistymi i rodzinnymi i jedyne czego chciałam to schować się gdzieś głęboko, żeby mi wszyscy dali święty spokój. Tak mi było chyba wygodnie. Odpychałam od siebie ludzi bo nie chciałam przyznać się do porażki. W pewnym momencie osiągnęłam taki stan, że niczego już w życiu nie chciałam. Zresztą uwierzyłam w to że nic dobrego już mnie nie spotka. Po prostu wegetacja, żadnych celów, żadnych marzeń.

Krótko po wizycie u psychiatry poszłam na wesele, trakcie którego nie mogłam się przełamać żeby zacząć z kimkolwiek zwykłą rozmowę. Nie chciałam się nikomu narzucać. Później jakoś zaczęłam się bawić i nawet dobrze się bawiłam ale następnego dnia miałam ogromnego kaca moralnego. Zaczęłam rozpamiętywać co powiedziałam czy zrobiłam źle i doszłam do wniosku, że beznadziejnie wypadłam. Przez tydzień nie mogłam się otrząsnąć. A później nastąpił przełom. Spotkałam tam ludzi, którzy mają fajne poukładane życie i uświadomiłam sobie, że ogromnie im zazdroszczę. Te tak chcę choć wiadomo, że każdy ma swoje problemy. Ja poniosłam klęskę na każdej płaszczyźnie. Teraz nie mam nawet z kim zamienić kilku słów. I to mi bardzo przeszkadza. Chcę do ludzi ale nie ma ich obok mnie. To wprawia mnie w ogromny smutek i płaczę. Wcześniej było mi chyba wszystko obojętne. Teraz jestem zrozpaczona ale to chyba lepsze niż obojętność.

Opiekuję się ciotką chorą na Alzheimera. Jest to bardzo ciężkie dla mnie i nie radzę sobie tak jak powinnam. A chciałabym żeby wszystko było dobrze. Mieszkam również z ojcem (72lata), z którym nie zawsze mam ochotę rozmawiać. On zresztą ze mną też, jest już bardzo zmęczony życiem i mało co go cieszy. Często się obraża o głupoty a ja się przez to denerwuję.

Moim największym problemem jest to że nie potrafię nawiązywać bliskich relacji z ludźmi. Kiedy byłam w szkole albo na studiach to jeszcze jakoś to szło.Nie potrafię rozmawiać. Denerwuję się podczas rozmowy, ciągle myślę o tym żeby zrobić na rozmówcy dobre wrażenie, martwię się co sobie o mnie pomyśli. Wiem, że jest to związane z tym, że nie nauczyłam się tego w domu. Ojciec z ciotką nigdy nie rozmawiał. Ze mną zresztą też. Ciotka natomiast zawsze mną manipulowała. Chciała przeciągnąć mnie na swoją stronę. Ciągłe konflikty a we wczesnym dzieciństwie też pijaństwo ojca pozostawiły ślad na mojej psychice.

Wydaje mi się też, że cierpię na derealizację. Żyję jak we śnie. Nie pamiętam już od kiedy. Zaczęło się jakieś 15 lat temu. Nie wiem czy w ogóle może to tak długo trwać. Pamiętam że na początku czułam że jest coś nie tak ale nie wiedziałam co. Teraz trochę poczytałam o tym i wydaje mi się że to moja reakcja na konflikty rodzinne. Później zapomniałam o tym, przyzwyczaiłam się nie myślałam o tym. Ale były problemy z koncentracją, jestem przez ten stan bardzo rozkojarzona. Najgorzej gdy zdecydowałam się zrobić prawo jazdy. W ogóle nie mogłam się skupić na jeździe. Ten stan sprawia, że już podejrzewam się o psychozę.

Wiem, że mogę się podnieść tylko nie wiem jak. Potrzebuję do tego ludzi, którzy ze mną porozmawiają, wesprą mnie a ich nie ma. Dobrze zrobiłaby mi zmiana otoczenia ale o tym nie ma mowy bo nie mogę zostawić rodziny. Błędne koło.

I jak tu się cieszyć życiem?
    • ha-mol Re: Co mi jest? 20.08.12, 08:43
      jak to jak? oczywiście biorąc leki.

      --
      krótki żarcik :
      przychodzi baba do psychiatry, a psychiatra mówi : ja pani nie pomogę, ma pani życie marne

      heheheheheheehehehehhehehehehhehehehhehehehhehehehhehehehehehehe
    • horpyna4 Re: Co mi jest? 20.08.12, 08:47
      Twoim największym problemem i źródłem wszystkich frustracji jest nadmierne przywiązywanie wagi do tego, jak jesteś spostrzegana i oceniana przez innych.

      Przemyśl to dobrze i popracuj nad sobą. Uświadom sobie wreszcie, że innych ludzi mało to obchodzi, jak się zachowałaś, czy co powiedziałaś. Owszem, jest wielu wrednych i złośliwych, którzy lubią cieszyć się z cudzych potknięć, ale czy naprawdę zależy Ci na ich opinii? Zacznij ich mieć w nosie.

      Odrobina zdrowego egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła, wręcz przeciwnie. Ustawiaj się w roli podmiotu, a nie przedmiotu. Dbaj o to, co dobre dla Ciebie, a nie o to, żeby zaspokoić oczekiwania innych. Owszem, nie masz lekko z ciotką i ojcem, ale to jest jeszcze jeden powód, żeby nie dokładać sobie innych problemów. I jeżeli stać Cię na to, pomyśl o płatnej opiekunce dla ciotki, jeżeli tego jeszcze nie zrobiłaś. Bo będzie coraz gorzej, wiem coś na ten temat.
      • juskna Re: Co mi jest? 20.08.12, 22:50
        Horpyna4 trafiłaś w samo sedno. Dzięki za tego kopa. Masz rację nie jestem pępkiem świata. Mi zależey żeby dobrze wypaść, zależy mi na akceptacji i to mnie spala. Wiem, że trzeba być sobą ale nie wiem czy umiem.

        Na opiekunkę nie ma szans. Ja na razie nie pracuję więc i tak nie byłoby sensu. Mój ojciec też jest już na emeryturze. Do tego już się przyzwyczaiłam i chyba mam zdrowsze podejście niż na początku jej choroby.Wiem, że poświęcenie jest drogą do nikąd. Ja muszę żyć swoim życiem
        • horpyna4 Re: Co mi jest? 21.08.12, 08:30
          Powtarzaj sobie, że Twoja wartość jako człowieka zależy wyłącznie od Ciebie, a nie od innych. I że nie ma znaczenia, co inni o Tobie myślą, ani co robią. Trochę egocentryzmu trzeba w sobie wypracować.

          Uświadom sobie też, ile zła bierze się z tego, że ludzie za bardzo przejmują się zdaniem innych. Nie robią tego, co naprawdę słuszne i dobre, jeżeli mogą zostać skrytykowani. I to w każdej dziedzinie życia ma miejsce - tłamsi się własne pasje, uczucia, żyje się "pod innych" i jest się nieszczęśliwym. Człowiek żyjący w zgodzie z sobą jest wyluzowany i zdrowy, człowiek spięty jest bardzo podatny na wszelkie choroby, zwłaszcza krążenia, ale również i np. nowotwory.
    • ha-mol Re: Co mi jest? 20.08.12, 08:49
      Z prawem jazdy mam podobnie. Myślę, że to efekt odcinania się od rzeczywistości. Tak się odcinałem, że nie nóg nie czułem i miałem problem z ruszaniem.
      • juskna Re: Co mi jest? 20.08.12, 22:56
        Na rzie i tak nie mam samochodu więc nie jeżdżę ale bałabym się w tym stanie wsiąść za kółko
    • lucyna_n Re: Co mi jest? 20.08.12, 10:08
      ja bym wydrukowała ten post i poszła z nim prosto do psychoterapeuty,
      Nic co napisałaś nie jest jakimś straszliwym, niespotykanym zaburzeniem, ale ponieważ zaburza Ci życie, powoduje że nei czujesz się szczęśliwa warto zmienić to i owo. Sama tego raczej nie dokonasz, bo trudno jest spojrzeć na siebei z boku i dostrzec błędy i możliwości zmian, ale z psychoterapeutą powinno się udać.
      • schizy20 Re: Co mi jest? 20.08.12, 16:38
        lucyna_n napisała:

        > ja bym wydrukowała ten post i poszła z nim prosto do psychoterapeuty,
        > Nic co napisałaś nie jest jakimś straszliwym, niespotykanym zaburzeniem, ale po
        > nieważ zaburza Ci życie, powoduje że nei czujesz się szczęśliwa warto zmienić t
        > o i owo. Sama tego raczej nie dokonasz, bo trudno jest spojrzeć na siebei z bok
        > u i dostrzec błędy i możliwości zmian, ale z psychoterapeutą powinno się udać.
        śWIEtny pomysł, który sam przetestowałem. Jest to obca osoba ( psychiatra, psycholog, psychoterapeuta) boimy się otworzyć, myśli nam się plączą, jezyk też. Po prostu prześlij mu to albo daj do przeczytania lub przeczytaj.
      • juskna Re: Co mi jest? 20.08.12, 23:00
        Wiem, że nie jest. Po prostu za dużo teraz o tym myślę. Nie pracuję więc zajmuję się głupotami :). Nie mam też chęci do szukania pracy ani wiary w siebie i koło się zamyka. Wiem, że gdybym poszła do ludzi to miałabym o 180 stopni lepszy nastrój.
    • schizy20 Re: Co mi jest? 20.08.12, 16:34


      Wydaje mi się, że masz problem z nawiązywaniem znajomości przez to że czujesz się gorsza. Co do jazdy to jest to normalne. Kiedy robiłem prawo jazdy miałem 18 lat lał się ze mnie pot, ćpałem tabletki, nie mogłem skupić się na jezdzie. Jechałem jako pasażer a nauczyciel miał uczennice i ona mu powiedziała, że jej mama chce zrobić prawo jazdy ale ma 40 lat i boi się bo by się trzęsła, jak by ktoś trąbnął na nią to by się nie skupiła na jezdzie, że nie wyrobi tego nerwowo. I on odpowiedział bo prawo jazdy trzeba robić jak jest się młodym, z jednej strony to db bo człowiek nie ma złych doświadczen, więcej wyobrazni, jest odważniejszy i nie stresuje się aż tak bardzo zwykłą jazdą. I wtedy to mnie uświadomiło że konflikty rodzinne, masakryczne dziecinstwo na podstawie które mógłby powstać niejeden film tak na prawde wpłyneły na to że depresje, nerwice wyszły mi bokiem. Co do samotności można mieć obok siebie 150 osób i czuć się samotnym. Samotność to pojęcie względne.
      • juskna Re: Co mi jest? 20.08.12, 23:13
        Ja robiłam w wieku 27 lat. Wtedy nie brałam żadnych tabletek.Więc u mnie to nie tak że przez tabletki jestem rozkojarzona. Wydaje mi się że przez tą derealizację. Po prostu odpływam i nie myślę. A jazdą się nie stresowałam. Teraz tak sobie pomyślałam, że stresowało mnie, że instruktor może mnie wziąć za kretynkę jeśli kolejny raz zrobię jakąś głupotę.

        Czuję się gorsza. Od zawsze. Pochodzę z biednej rodziny, nigdy nie miałam tego co mieli rówieśnicy. Był np czas gdy nie mieliśmy telewizora. Inne dzieci opowiadały sobie w przedszkolu co tam było w dobranocce a ja słuchałam radia. Mała rzecz a jednak boli. Wychowywałam się bez matki, ojciec chciał dla mnie jak najlepiej ale nie zawsze potrafił. W szkole średniej z kolei byłam jedyną osobą ze wsi, to też sprawiało że czułam się niekomfortowo. Będąc w związkach zawsze miałam poczucie że niczego dobrego nie mogę tej drugiej osobie dać. I tak dalej i tak dalej. Czasem sobie myślę że najlepiej gdyby stracić pamięć i zacząć wszystko od nowa.
    • juskna Re: Co mi jest? 20.08.12, 23:16
      Dziś ojciec był znowu obrażony o niewiadomoco ale później spotkałam koleżankę z dawnych lat. Nawet sensownie z nią pogadałam, umówiłyśmy się na spotkanie. Czuję, że dzieje się coś dobrego ze mną.
    • juskna Re: Co mi jest? 05.09.12, 19:32
      Znów zrobiłam głupotę. Na portalu społecznościowym koleżanka dodała zdjęcie z podpisem, że mąż gdzieś się zagubił. Napisałam komentarz, że pewnie poszedł przypudrować nos. A ktoś kolejny to podchwycił i zapytał czy poszedł wciągnąć ścieżkę. Nawet mi to nie przyszło do głowy. Teraz boję się, że koleżanka pomyśli, że zrobiłam z jej męża narkomana. Mam przeprosić, wytłumaczyć się czy zapomnieć? bo przecież nic złego nie miałam na myśli
      • lucyna_n Re: Co mi jest? 05.09.12, 21:05
        oczywiście że nie zrobiłaś z jej męża narkomana, co najwyżej pederastę
        idź wdziej wór pokutny i włosiennicę, ewentualnie odbądź pielgrzymkę pokutną na klęczkach dookoła bloku koleżanki, jeżeli będzie ci mało możesz zacząć samobiczowanie.

        a tak serio,
        Nic absolutnie nic się nie stało, Ty zażartowałaś, ktoś zażartował, to wszystko. Gdzie tu jakiś problem, koleżanka ma pretensje? jeżeli tak to jej problem, i tego co pisał o kresce ne Twój.
        • juskna Re: Co mi jest? 05.09.12, 21:48

          Dziękuję,
          no ja tak mam cały czas, ciągle się boje, że ktoś będzie miał żal do mnie albo sobie coś pomyśli. No chore to po prostu.
          • lucyna_n Re: Co mi jest? 05.09.12, 22:31
            Rozumiem, bo sama kiedyś tak reagowalam, tak mnei wychowano, w taki schmat mnie wdrażano.
            w pewnym momencie trzeba sobie jednak powiedzieć że nie ponosi się odpowiedzialności za wszystko co się wokół dzieje, każdy dorosły ma swój rozum i za swoje emocje odpowiada sam. Ty nie żyjesz na świecie po to żeby innych zadowalać i nie powinnaś się martwić o czyjeś emocje. Jak każdy masz prawo do błędow, gaf i wtop. Takie jest życie, przydziel sobie prawo do popełniania błędow a będzie Ci o wiele lżej.

            W tym konkretnym opisanym przypadku nawet malutkiej gafy nie popełniłaś, więc tym bardziej czas wrzucić na luz, bo czujesz się winna za to co robią inni, nie Ty, ale dajmy na to że palnęlabyś naprawdę glupim tekstem pod tym zdjęciem, no i co by się stało? zapewniam Cię że nic, świat by się ne skończył, słońce znowu by wstało, ludzie aż takiej wagi nie przykładają, gadają o tym i owym co się wydarzyło w kółko byleby podtrzymać konwersację, ale w gruncie rzeczy prawie wszystko co robią inni ma dla nich niewielkie znaczenie. Tylko Ty się gryziesz, reszta popełniając większe gafy i całkiem duże kompromitacje śpi spokojnie i ani im do głowy nie przyjdzie nikomu się tłumaczyć.
            • juskna Re: Co mi jest? 05.09.12, 22:40

              Ja wiem, tylko czy to nie jest chore że tak się rozdrabniam? chyba trochę jest. Wszystko co napisałaś jest genialne. Zostaniesz moim psychoterapeutą?
              • lucyna_n Re: Co mi jest? 06.09.12, 00:13
                hmm , chore to złe słowo, raczej błędne schematy ktore gdzieś tam sobie utrwaliłaś, a co bardziej prawdopodonne utrwalono Ci w dziecięctwie.
                co do terapeuty, poważnie uważam że bardzo, ale to bardzo by Ci pomogła psychoterapia, a nawet zwykla rozmowa z psychologiem.
                ja nikogo spsychoterapetyzować nie mogę bo sama jestem chora, dzielę się tylko tym co przez lata choroby doświadczyłam i doświadczam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja